blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2021-03-30

zaślaz 苘麻

Jestem zupełnie absolutnie zakochana w zaślazie. Właśnie kwitnie, a ja się nie mogę wprost nacieszyć delikatnymi kwiatami na ogromnych, przerośniętych krzaczorach:
W Polsce jest określany jako "uciążliwy chwast". Przez cymbałów ostatecznych chyba. W Chinach jest to surowiec zielarski. Wbrew polskiej wikipedii, cenny jest nie tylko korzeń, z którego wywar jest używany jako środek wzmacniający, napotny, przeciwbiegunkowy i przeciwkaszlowy, ale - przede wszystkim - nasiona 苘麻子. (苘麻 qǐngmá). Używane są do leczenia czerwonki, problemów z oddawaniem moczu, łagodzenia wewnętrznego gorąca i stanów zapalnych; pomagają również na oczy. Liście są jadalne, choć raczej po obróbce termicznej, np. w omlecie. W Chinach używa się również tej rośliny do wytwarzania włókna podobnego do lnu (zwróćcie uwagę na cząstkę 麻 má, która pojawia się też przy lnie czy konopiach).

2021-03-28

ogoniaste trawy

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl oraz kirgiski.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.  

W Dniu Doceniania Chwastów mam dla Was ciekawostkę językową. 

Jedną z ulubionych traw Tajfuniątka jest rozkwitająca na jesieni włośnica zielona. Nie martwcie się, jeśli nie znacie tej nazwy - ja też nie znałam. To żadna wyjątkowa trawa i pewnie nikt z wyjątkiem zagorzałych botaników nie wie, jak ona się nazywa czy jak wygląda. Inaczej u Chińczyków - znają ją wszyscy, ale to dlatego, że się cudownie nazywa, tak, że skojarzenie jest natychmiastowe. Zwie się ona bowiem "trawą psi ogon" 狗尾草 i właśnie tak wygląda:


Kłosy są mięciuchne, więc Tajfuniątko je zrywa garściami i się nimi wzajemnie łaskoczemy. Prawda, że chińska nazwa bardziej wpada w ucho i zapada w pamięć? 

Znalazłam również kilka innych ogoniastych traw:

  • 猫尾草 trawa koci ogon - tymotka łąkowa
  • 狐尾草 trawa lisi ogon - wyczyniec łąkowy
  • 鼠尾草 trawa mysi ogon - szałwia   
  • 牛尾草 trawa krowi ogon - kostrzewa łąkowa lub Rabdosia ternifolia (w zależności od regionu)
  • 凤尾草 trawa ogon feniksa - orliczka
  • 兔尾草 trawa króliczy ogon - Uraria crinita
  • 蛇尾草 trawa wężowy ogon - Ophiuros exaltatus 

Jeśli znacie jeszcze jakieś, dajcie znać w komentarzach.

Tutaj poczytacie o tym, dlaczego w japońskich internetach trawa 草 to LOL, a tutaj o chwastach po kirgisku.

2021-03-27

醮 jiào

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, kirgiski.pl oraz enesaj.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.   

醮 jiào to w słowniku "składać ofiarę", a także "ceremonia buddyjska lub taoistyczna", jednak warto wejść głębiej w znak, by zrozumieć specyficzną naturę tej ofiary czy też ceremonii. Jest to pewna mało skomplikowana część tradycyjnej chińskiej ceremonii ślubnej, a także kilku innych tradycyjnych ceremonii, w tym obchodów noworocznych. Polega na tym, że osoba o wyższym statusie społecznym/starszeństwie nalewa alkohol i podaje go osobie młodszej/o niższym statusie, a ta wznosi toast i wychyla kielich do dna; sama jednak nie może zaproponować starszemu wychylenia kielicha, jest to zaszczyt bezzwrotny*. W trakcie wesela zazwyczaj ojciec częstuje alkoholem syna i synową, a oni muszą bez szemrania wziąć kielich i przepić do ojca/rodziców. 

Tak samo wyglądało to w trakcie Ceremonii Oczapkowania 冠礼 guànlǐ, która odbywała się, gdy chłopiec wchodził w wiek męski (w dawnych Chinach było to w momencie, gdy chłopak kończył 18-20 lat). W zależności od tego, czy był synem pierwszej żony, czy którejś z konkubin, używał innego rodzaju alkoholu**. 

Ofiarę składano również w trakcie Ceremonii Spinkowej. Dziewczę, które kończyło lat piętnaście, dostawało spinkę 笄 jī i zaczynało odpowiednio upinać włosy - było już dorosłe. W trakcie ceremonii dziewczynie nalewano czarkę alkoholu - słodkiego wina 醴 lǐ . Dostawała ją od najwyższego rangą gościa bądź po prostu rodzica i skrapiała tym winem ziemię, by złożyć ofiarę niebu i ziemi, a następnie symbolicznie maczała usta w alkoholu - to się też nazywało 醮子 jiàozi. 

Jest więc ta ofiara nierozerwalnie związana z alkoholem - i to przecież od razu widać po znaku: 酉 yǒu to czarka na alkohol. Ofiara alkoholowa była do tego stopnia nierozerwalnie związana ze ślubem, że powtórny ślub wdowy nazywano "powtórnym jiao" 再醮 co było po prostu synonimem 再嫁 zàijià - powtórnego wyjścia za mąż.

*酌而无酬酢曰醮 - nalać alkohol, ale nie wymienić się toastami [酬酢 chóuzuò - przepić do siebie wzajemnie] nazywamy jiao. 
**嫡子醮用醴,庶子则用酒 - 嫡子 dízǐ - syn pierwszej żony, 庶子 shùzǐ - bękart, ale też syn konkubiny.  

PS. Dzisiejszy wpis sponsoruje ósma rocznica naszego wesela :)
 
Tutaj poczytacie o japońskich weselnych przebierankach, tutaj o ślubie i weselu we współczesnym Kirgistanie, a tutaj o tuwińskim weselu.

2021-03-26

glicynie nad Szmaragdowym Jeziorem

W kunmińskich parkach dogorywa sakura; chodniki całe upstrzone opadłym kwieciem, a tu już glicynia obezwładnia słodkim aromatem. Ach, jakaż jest piękna!
A tutaj pewna ciekawostka językowa.

2021-03-25

Kamienne lwy 石狮子

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.  

Kamienne lwy to chyba najpopularniejsza ozdoba chińskich ulic. Pojawiają się nie tylko przed pałacami, świątyniami czy grobowcami, ale i przy mostach, w parkach a nawet przed bankami czy restauracjami. Wielkie stoją na zewnątrz, a małe strzegą choćby pieczątek. Zazwyczaj jednak mówiąc "kamienne lwy", mamy na myśli właśnie te strzegące wejść; parkę - samca i samiczkę, nawet niekoniecznie z kamienia - często zdarzają się przecież betonowe czy metalowe. Komuś nieobeznanemu z chińską estetyką mogą się wydawać mało podobne do lwów - nie zapominajmy jednak, że w Chinach lwy były znane tylko z opisów. Mają więc lokate grzywy i groźny wyraz pyska, jednak poza tym wyglądają bardziej na psy... 

Ponoć jeden z chińskich cesarzy wschodniej dynastii Han dostał lwa jako trybut. Później pojawiały się w buddyjskich pismach i były symbolem boskiej siły i opieki przed złem, jednak w Chinach traktowano je raczej jak magiczne stworzenia z lokalnego bestiariusza, podobne smoczym synom, qilinom i innym feniksom. Czasem wręcz je łączono ze suanni. Nie bardzo wiadomo, kto postanowił postawić je na straży drzwi czy wejść. Wiadomo jednak, że chińska kultura wchłonęła je i uznała za swoje. Oczywiście, zmieniały się w czasie - raz groźne, raz łagodne i mądre, raz potężne, raz smukłe - jednak od Mandżurów były już w zasadzie niezmienne: z dzwoneczkami, prążkami, jeden samiec z "haftowaną piłką" 绣球 xiùqiú - na znak, że rządzi światem, a drugi - samica z młodym, czyli matka czuwająca nad bezpieczeństwem potomstwa. Bez względu na płeć, oba osobniki zaopatrzone są w piękne, lokate grzywy. Młode może być albo spacyfikowane przez matkę i przyciśnięte jej łapą, albo wspinać się po niej i rozrabiać. Zazwyczaj ten po lewej stronie jest samcem, a po prawej - samicą (kiedy patrzymy wychodząc z danej bramy), żeby się zgadzało fengshui i yinyang. Wprawdzie zdarzają się wyjątki, ale jest ich na tyle mało, że wydają się potwierdzać regułę. Ponoć samica broni ludzi wewnątrz budynków, a samiec - samego budynku. Różnią się też wyrazem pyska: samica ma zazwyczaj otwartą paszczę, a samiec zamkniętą. Może to być związane albo z tym, że jedno wdycha powietrze, a drugie wydycha, albo z wymawianiem buddyjskiej świętej sylaby "om". Niektóre zaś zupełnie niestandardowo trzymają perłę w pysku. Kamienne lwy są również dalekimi przodkami części pushou - tradycyjnych kołatek. 

Podbiły niemal całą Azję - są znane w Japonii, Korei, Tajlandii, Birmie, Wietnamie, Sri Lance, Nepalu, Kambodży, Laosie i w Malezji. Oczywiście wywędrowały również do chińskich diaspor na całym świecie i zyskały nowe imiona - np. po angielsku nazywa się je lwimi psami (Lion Dogs) albo psami szczęścia (Foo 福 Dogs).

Współczesną ciekawostką jest to, że Chińczycy, którzy obecnie już wiedzą, jak wyglądają prawdziwe lwy, przed bramami czy też wejściami do banków stawiają posągi "naszych" lwów. Jednak... zawsze są to dwa samce (można poznać po grzywie).  


Tutaj poczytacie, co się z nimi stało, gdy się przeprowadziły do Japonii.

2021-03-21

wiosenne słońce

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl oraz kirgiski.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.  

Kunmińska wiosna to wiosna prawdziwa, jak się patrzy, z kwieciem, ciepłem i budzącym się życiem. Lubię myśleć, że przysłowie, o którym dziś napiszę, wymyślił któryś z naturalizowanych kunmińczyków. Tak bardzo pasuje! 

春光明媚 chūnguāngmíngmèi to wspaniałe wiosenne słońce. 

A teraz rozbieramy na części pierwsze:

  • 春 chūn - wiosna 
  • 光 guāng - promienie, światło 
  • 明 míng - jasny (jak połączona moc słońca 日 i księżyca 月) 
  • 媚 mèi - uroczy, atrakcyjny (jak brew 眉 kobiety 女) 

Spójrzcie zresztą sami, jak słońce nas ostatnio rozpieszcza - jest w końcu 25 stopni w cieniu:

Uśmiecham się do słońca, do wiosny, do nadziei, że jeszcze kiedyś będzie normalnie. Tęsknię. Boli mnie. Kapią łzy. Biorę głęboki oddech... i znów się uśmiecham. 

Tutaj poczytacie o pewnym japońskim wiosennym przysłowiu, a tutaj o kirgiskim.

2021-03-18

Qilin 麒麟

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.   

Qilin [czyt. cilin] 麒麟 to jedno z chińskich mitycznych stworzeń, najmocnieszy po smokach i feniksach, potomek Yinglonga czyli smoczego Boga Deszczu. Często mylony ze smokoniami, które wszakże są zupełnie odrębnymi tradycyjnymi stworzeniami. Od starożytności przynosi pomyślność; może żyć dwa tysiące lat. Jest łagodny (mimo groźnego wyglądu); ma groźne rogi (lub jeden róg) i mógłby walczyć, ale jest łagodniejszy nawet od baranka: nie krzywdzi nie tylko ludzi, ale nawet robaków i traw. No, trawy krzywdzą qiliny tylko o tyle, że muszą coś jeść (są wegetarianami), ale za to nie depczą trawników. Bardzo miłosierne stworzenia, groźne tylko dla przestępców - trzeba Wam bowiem wiedzieć, że qiliny od razu wiedzą, czy ktoś jest winny czy nie. Dwa człony jego nazwy oznaczały początkowo przedstawicieli dwóch płci: 

  • 麒 qí - samiec 
  • 麟 lín - samica 

Z czasem, tak samo jak u feniksów, zrosły się w jedno stworzenie płci nieokreślonej 麒麟 qílín. 

Dziś większość Chińczyków nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że lin to samica, dlatego znak ten często pojawia się w chłopięcych imionach. Kiedyś zdarzyło mi się nawet naśmiewać z dorosłego faceta, który nie omieszkał się pochwalić, że nosi imię mitycznej bestii. Spróbujcie sobie wyobrazić jego minę, gdy mu wyjaśniłam, że tak, owszem, nosi imię samiczki... 

No dobra. Jak wygląda qilin? Ma głowę smoka, ciało konia, jest mocny jak jeleń, ma byczy ogon, na grzbiecie różnokolorowe futro, a na brzuchu - żółte. W dodatku zionie ogniem (oczywiście w obronie uciśnionych), a jego głos jest potężny jak grzmot. Nie przywiązujcie się jednak do tego wizerunku - w różnych czasach wyglądał różnie, np. czasem zamiast sierści miał łuski, a zamiast ogona byka - ogon lwa. 

Ponoć pojawia się tylko w czasach pokoju i dobrobytu, albo gdy na ziemi pojawiają się mędrcy czy też kiedy rządzą sprawiedliwi władcy. Wieść gminna niesie, że widziano qilina zarówno w przeddzień urodzenia, jak i w przeddzień śmierci Konfucjusza. Ponieważ czasem posiada zaledwie jeden róg, bywa nazywany chińskim jednorożcem. Jest jednym z chińskich czterech pomyślnych zwierząt 四靈 (pozostałe to feniks, żółw i smok)*. Jednocześnie, jako, że pojawia się przed urodzeniem wyjątkowych dzieci, lud wierzył, że przynosi dobrych synów (麒麟送子) i modlił się doń jak do boga płodności (na obrazkach z modlitwami o dzieci, qilin pełni rolę swojskiego bociana). Wierzono, że qilin odpowiednio zaopiekuje się chłopcem, by był wyjątkowy, dlatego często chłopcy nosili ozdoby z wizerunkiem qilina. 

Kiedy za czasów cesarza Yongle, w 1414 roku admirał Zheng He przywiózł z Afryki żyrafę, lizusi zaczęli twierdzić, że to qilin, który przybył do nich, bo cesarz jest wspaniałym władcą. Dlatego żyrafa była w Chinach początkowo nazywana właśnie qilinem, a nie, jak dzisiaj, długoszyim jeleniem.  

Tutaj poczytacie, co się z nim stało, gdy się przeprowadził do Japonii (poza tym, że zaczął produkować piwo). 

*《禮記・禮運》曰:「麟、鳳、龜、龍,謂之四靈。」

2021-03-17

Raya i ostatni smok

Rajskie widoki spowodowały, że zatęskniłam za Tajlandią i Wietnamem. Bardzo podobała mi się Awkwafina w roli Sisu (serio, smok po prostu na nią wyglądał). Ale... nie chcę się zastanawiać nad tym, czy wtórne, czy niewtórne. Jestem dorosła i od bajek oczekuję tylko tego, żeby Tajfuniątko oglądało je z zapartym tchem. Oglądało. A Tajfuniątko ma nową idolkę: zamiast w kółko oglądać Frozen, teraz chce w kółko oglądać Rayę. Ba, smoki przynoszące deszcz nagle zamieszkały w Bamagimi, więc mogę z ręką na sercu powiedzieć, że film wzbogacił wyobraźnię i świat mojego dziecka.

Dodatkowym powodem do dumy jest dla mnie fakt, że gdy okazało się, że w kinie można wybrać zarówno chińską, jak i angielską wersję językową, Tajfuniątko bez wahania wybrało angielską. Doprowadzając tym do rozpaczy ZB, który zamiast się cieszyć filmem, musiał się skupiać na czytaniu napisów...

Jest wszakże jedna sprawa, która mnie dręczy. Przesłanie filmu - warto zaufać, warto zrobić pierwszy krok i tak dalej. Ale... Raya robi pierwszy krok - i zostaje zdradzona. Później robi następny pierwszy krok - i nagle ta sama osoba mierzy do nich z kuszy. Łatwo powiedzieć - trzeba było mi zaufać (mimo, że miałam kuszę w ręku). Raya ufa po raz trzeci - no, tym razem się udaje, wszystko wraca do normy, wszystko się udaje, hurra!

Ale ja mam opory. Nie chciałabym, żeby Tajfuniątko uczyło się nadstawiać drugi policzek. Nie sądzę, że warto. Dużo bardziej warto zaufać raz - a potem już nie ufać, jeśli ktoś zdradził. Bo jeśli zrobił to raz, to zapewne zrobi to znów. Najłatwiej powiedzieć - trzeba było mi zaufać. Wierzę raczej w uczenie się na błędach niż w ich powtarzanie, aż wreszcie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki coś się zmieni... 

2021-03-16

sakurowe przekąski

Z okazji zeszłorocznej sakury Joy Bakery wypuściła sakurowe ciasteczka:
Kupiłam bo piękne, a także dlatego, że ja się nigdy nie nauczę podejrzliwości względem chińskich piekarń lubię próbować nowości.
Ugh.
Tak źle było ostatnio wtedy, gdy na Tajwanie myślałam, że ciasteczka są z czekoladą, a były z fasolą.
Dopiero po wszystkim wpadłam na to, żeby poczytać skład. Barwnikiem "wiśniowym" był... burak. Wiśni te ciasteczka w ogóle nie zawierały...
Buu. A takie były ładne... Zanim się rzucicie na jakieś sezonowe przysmaki, zerknijcie na skład...

2021-03-15

wiosenne warzywo 春菜

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl oraz enesaj.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.  

Wiosna nadchodzi wielkimi krokami. To znaczy - do Kunmingu już dawno przyszła i rozpieszcza nas wspaniałym słońcem i wiatrem przewiewającym smog. Z tej okazji na chińskich targach - które wszak poza Kunmingiem nie obfitują w świeże owoce i warzywa jak rok długi - pojawia się... sałata. 

Nawet w Kunmingu sałaty są reprezentowane nad wyraz skromnie - zazwyczaj tylko głąbikami krakowskimi czyli inaczej sałacianym bambusem - odmianą, w której liście są tylko dodatkiem do wyjątkowo okazałej łodygi. Ba! Chińczycy w ogóle tych dwóch warzyw - sałaty liściastej i łodygowej - nie kojarzą jako dwóch odmian jednej rośliny. W języku chińskim bowiem rozmaite sałaty nazywają się inaczej: 

  • 萵筍 [莴笋] wōsǔn - głąbik krakowski. Dosł. sałaciany bambus 
  • 萵苣 [莴苣] wōjù - sałata głowiasta. Ciekawostka: oba znaki, kiedy występują w pojedynkę, również znaczą "sałata". 
  • 油麥菜 [油麦菜] yóumàicài - sałata rzymska, dosł. warzywo oleistego zboża 

Dziś jednak mówię o jednej bardzo konkretnej odmianie, w Kunmingu niezbyt popularnej, częstszej na północy - ponieważ pochodzi z Shandongu. Mowa właśnie o 

  • 福山萵苣 [福山莴苣] Fúshānwōjù - dosłownie: sałata z Fushan, która poza tym często jest nazywana
  • 春菜 chūncài - dosłownie: wiosenne warzywo - tak nazywa się tę sałatę w Pekinie 
  • 大陸妹 [大陆妹] dàlùmèi - dosłownie: młodsza siostra z Kontynentu (tak się tę sałatę nazywa na Tajwanie) 

 Jest to odmiana o delikatnych, słodkich liściach, często dodawana do zup czy podawana do zawijania grillowanych mięs (zobaczcie, jak wygląda).

Takim oto sposobem warzywem reprezentującym wiosnę stała się zwykła sałata... 

Tutaj poczytacie o japońskim wiosennym jedzeniu, a tutaj o potrawie charakterystycznej dla wiosennego święta Nooruz.

2021-03-14

Głowa smoka 龍頭

To już dziś Smok Unosi Łeb i wszyscy pędzą do fryzjera. Z tej okazji mam dla Was kilka zaskakujących słówek. Nie wiem, czy wiecie, że "głowa smoka" to słowo, które można normalnie znaleźć w słowniku i w dodatku ma ono bardzo wiele znaczeń!
 
龍頭 [龙头] lóng​tóu - dosłownie: smocza głowa może oznaczać:
  • kran, kurek, zawór. Często dookreśla się ​go jako głowę wodnego smoka 水龍頭 [水龙头] shuǐ​lóng​tóu​
  • zanim pojawiły się wodociągi, smoczą głową nazywano wszystkie "ujścia" dla płynów - np. w wyciskarkach do owoców czy oleju a także kurki w beczkach alkoholu
  • kierownica roweru - chociaż obecnie nazywa się ją raczej 車把 [车把] chēbǎ
  • szef gangu, herszt
  • osoba podejmująca decyzje (np. w ramach przedsiębiorstwa lub rodziny), lider. Często nazywany też 龍頭老大 [龙头老大] lóng​tóu​lǎo​dà. Samo laoda też ma znaczenie "szef" czy też "najważniejsza osoba" wśród wielu innych znaczeń
  • początek laharu lub powodzi błotnej (całość nazywa się smoczym pełzaniem 龙扒)
  • galion smoczej łodzi 龍船 [龙船] albo po prostu dziób takiej łodzi
  • zhuangyuan - najwyższy stopień możliwy do uzyskania podczas cesarskich egzaminów również był dawniej nazywany smoczą głową. 
  • głowa cesarza (wszystko, co cesarskie, jest przecież smocze...)
  • lokomotywa
  • sprężyna kieszonkowych zegarków
  • łyżka do alkoholu (酒勺)
  • rzeźbiony "ślimak" albo i cały gryf instrumentów typu erhu (nazywa się je wtedy instrumentem o smoczej głowie 龙头琴)
  • szczyt gór/góry
  • szczyt drzewca sztandaru, proporca czy chorągwi
Jak widać, smocza głowa to określenie wyjątkowo pojemne i obrazowe, choć niestety większość smoczych głów wyszła już z użycia - nigdy np. nie spotkałam się na żywo z kierownicą czy lokomotywą nazywaną smoczą głową.
Na sam koniec zostawiłam sobie cudne przysłowie, które na polski najchętniej przetłumaczyłabym "tak dobrze żarło i zdechło" względnie millerowskim zdaniem o tym, jak to mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna:
龍頭蛇尾 [龙头蛇尾] lóng​tóu​shé​wěi to dokładnie smoczy łeb, wężowy ogon. Czyli świetny początek, a koniec bylejaki.​
Oby nasze smoki miały nie tylko smocze głowy, ale i smocze ogony!

2021-03-12

Little Fires Everywhere

Wspominałam już kiedyś o Celeste Ng, której pierwsza książka rąbnęła mnie obuchem w łeb. Tym razem na czytniku wylądowała druga... ale nawet nie zaczęłam jej jeszcze czytać, a niecierpliwość, połączona z chwilą czasu na serial, pozwoliła mi się rzucić na małoekranową adaptację. Kurczę, gdyby tego typu miniseriale powstawałyby częściej, pewnie nie odczuwałabym tak wielkiej niechęci do telewizji. Oglądałam z zapartym tchem, a czasem ze łzą w oku. Znów - wiele pytań, mało odpowiedzi. Patrzę z trwogą na moje Tajfuniątko. Jest jeszcze mała, ale już się boję, jak to będzie, gdy wejdzie w wiek dojrzewania. Czy uda nam się dogadać? Czy uda mi się znaleźć równowagę między dyscypliną i pobłażaniem, między autorytetem i kumpelstwem? Czy uda mi się sprawić, że będzie mi ufać? I znów, oglądam zarówno z perspektywy matki, jak i córki. Co sprawia, że chcemy być blisko, co sprawia, że uciekamy? Co jest naprawdę ważne? Serdecznie polecam. Na razie - serial, ale pewnie książkę też... 

PS. Nie znoszę jednej z głównych aktorek, drażni mnie okropnie - a i tak chciałam dooglądać do końca!

2021-03-11

Bykogłowy i Końskogęby 牛頭馬面

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.  

Dziś witają Was... strażnicy piekła! TADAM! Bykogłowy 牛頭 [牛头] niútóu i Końskogęby 馬面 [马面] mǎmiàn mają ludzkie ciała, ale - jak łatwo się domyślić - przerażają twarzą. Są to pierwsze stworzenia, które spotykamy, gdy wchodzimy do chińskiego piekła; zgodnie z podaniami, to oni odprowadzają nowoprzybyłych zmarłych na miejsce. W różnych legendach są albo tylko dwoma stworzeniami, albo całą grupą stworzeń o zwierzęcych obliczach. Zresztą - może lepiej powiedzieć, że odprowadzają nie do piekieł, a raczej na Sąd Ostateczny (bo to właśnie tutaj zostaną osądzeni i albo nagrodzeni, albo ukarani). Trzeba jednak pamiętać, że w Chinach piekło nie jest prostą opozycją do nieba. Chętniej tłumaczyłabym je jako czyściec, do którego trafiają po prostu wszystkie dusze, tylko jedne na dłużej, a inne na krócej, w zależności od tego, jak zostaną ocenieni przez Króla Piekła, Yanluo Wanga, chińskiego odpowiednika Jamy. Ponoć to właśnie Król Piekła stworzył Bykogłowego i Końskogębego, poruszony faktem, że po całym życiu wypełnionym ciężką pracą dla człowieka, i tak wylądowali w piekle. Ci dwaj nie są tylko strażnikami i eskortą, ale również posłańcami królewskimi. 

Jednak większość źródeł podaje, że tak naprawdę obaj pochodzą z Indii, z tradycji buddyjskiej a nawet wcześniejszej niż buddyjska. Bykogłowy zwał się Gośīrṣa, co oznacza właśnie głowę byka; w Chinach pojawił się bardzo wcześnie za sprawą Dharmarakszy, tocharskiego poligloty, który namiętnie tłumaczył buddyjskie sutry na chiński. Ciekawostką jest to, że początkowo to on był władcą piekła, ale w którymś momencie stał się strażnikiem. Jeszcze ciekawsze jest pochodzenie Aśvaśīrṣy - Końskogębego. Ponoć wywodzi się on od samego Wisznu! Miałby być jego końskogłowym wcieleniem - Hajagriwą (dosł. końską szyją). A że Wisznu jest poniekąd prototypem buddyjskiego Awalokiteśwary oraz taoistycznego Końskiego Króla 馬王 - mamy tutaj pełen synkretyzm religijny. Co zaskakujące, obaj zostali opisani w Sutrze Bohaterskiej, ale wówczas jeszcze inaczej się nazywali. To znaczy Bykogłowy pozostał już Bykogłowym, ale Końskogęby był dawniej nazywany Końskogłowym 馬頭. Nie wiadomo, w którym momencie i dlaczego stał się Końskogębym - być może właśnie dlatego, że Hajagriwa jest w Chinach nazywany Końskogłową Guanyin 馬頭觀音 i trzeba go/ją było odróżnić od strażnika piekieł? 

Pojawili się na chwilę w Wędrówce na Zachód - Sun Wukong ich pokonał (a jakże!) i wykreślił z piekielnego rejestru żyjących dusz wszystkich nieludzi z niezwykłymi mocami, dzięki czemu zapewnił sobie i zwojemu potomstwu pewien rodzaj nieśmiertelności. 

Znalazłam też jedną legendę, zgodnie z którą to właśnie strażnicy podczas przeprawy przez piekielny most Naiheqiao 奈何橋 decydują, kogo przepuścić, a kogo zepchąć z mostu, rzucić na pożarcie jadowitym wężom i innym potworom. Dlatego też zdarza się, że ludzie palą dla nich piekielną forsę, by zapewnić swoim zmarłym ich łaskawość w trakcie przeprawy (nie posmarujesz, nie pojedziesz...). 

Tutaj poczytacie o ich japońskich wersjach.

2021-03-10

sakura!

Ten rok jest dość niezwykły, ponieważ na Górze Yuantong jednocześnie zakwitły i jabłonie, i wiśnie. Dlatego już przed otwarciem parku kłębią się tu tłumy, a park jest przeludniony aż do samego zamknięcia. Dawniej otwierano park już o 6.30, a zamykano po zmierzchu; niby teraz wróciliśmy już do normalności postkoronowej, ale godziny otwarcia parków różnią się od tych sprzed korony. Nie inaczej jest i z tym parkiem - obecnie otwierany jest dopiero o dziewiątej. Z nostalgią wspominam, jak dawniej z Tajfuniątkiem na plecach, bladym świtem przemierzałam kompletnie puste i ciche alejki... Cóż. Pustych alejek nie ma i nie będzie. Pozostaje więc udawać, że się nie widzi, nie słyszy i nie czuje tłumu, skoncentrować się na pięknym, różowym kwieciu i wystawiać twarz do słońca. Och, jaka szkoda, że zdjęcia nie utrwalają zapachu!...

Teoretyczne podejście do wiśni
Sakura 2009
Sakura 2014
Sakura 2015
Sakura 2016
Sakura 2017
Sakura 2018
Zmierzch nad Szmaragdowym Jeziorem
Sakura 2019
Sakura 2020