Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yunnan 云南. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yunnan 云南. Pokaż wszystkie posty

2026-10-24

Pięć Gór i Cztery Rzeki 五岳四渎

W poprzednim wpisie wspomniałam o tym, że trzeci król Nanzhao, Yimouxun, próbował zgapić od Chińczyków niektóre tradycje. Nie pojął na przykład, że Pięć Świętych Gór taoizmu stało się świętymi z racji tego, że były ważnymi taoistycznymi ośrodkami religijnymi i, biorąc tylko zwyczaj proszenia ziemi i nieba o błogosławieństwo i wsparcie, postanowił, że też wymyśli sobie góry, które się do tego nadają. Oczywiście w obrębie własnego państwa Nanzhao, czyli - z grubsza rzecz biorąc - w Yunnanie. Zanim jednak razem z Wami poszukam tych gór i przy okazji rzek (bo rzeki również były na swój sposób święte i po chińsku łączyło się je z górami w czteroznaku 五岳四渎), opowiedzmy sobie o tym proszeniu niebios o błogosławieństwo. 
Istniało specjalne sformułowanie 封禅 fēng shàn. Wbrew współczesnej intuicji pierwszy znak nie ma nic wspólnego z zamykaniem i ustanawianiem granic; jest nazwą rytuału - składania ofiary niebiosom. Drugi znak, tutaj czytany 禅 shàn, oznacza ofiarę dla ziemi. Zwróćcie uwagę na ten drugi znak 禪 [禅], później wykorzystany dla opisu buddyzmu zen, czytany po chińsku chán. Ceremonia fengshan była ceremonią dziękczynną w czasach pomyślności, którą odprawić musiał sam cesarz, najczęściej na górze Taishan. No a nasz król Nanzhao postanowił, że też chce dziękować niebiosom i ziemi, tylko jakoś na Taishan mu nie po drodze, więc on sobie wybierze inne pagórki. 
Wang Songben 王崧本 w swej nieoficjalnej kronice Nanzhao (南诏野史) pisze o tym, jak ród Meng zaprowadził pokój w całej krainie, wyznaczył święte góry i rzeki, przy okazji siebie mianując synem niebios, obdarowując tytułami siedemnastu mędrców i aż pięćdziesięciu siedmiu bogów gór (Yunnan faktycznie jest mocno górzysty, więc i bogów gór musiało być sporo). Dopiero później lud Naxi i inni mieszkający w państwie Nanzhao zaczęli wznosić świątynie i składać ofiary. Tak oto narodziły się ważne dla Nanzhao miejsca: 
  • Środkowa Święta Góra - Cangshan czyli Błękitne Góry w Dali 
  • Zachodnia Święta Góra - Gaoligong w Baoshan 
  • Południowa Święta Góra - Mengle między Yuxi a Pu'er 
  • Wschodnia Święta Góra - Wumeng z najwyższym szczytem Guniuzhai 
  • Północna Święta Góra - oczywiście Góry Nefrytowego Smoka koło Lijiangu. 
Z kolei Cztery Święte Rzeki, będące yunnańską odpowiedzią na Jangcy, Rzekę Żółtą, Rzekę Huai i Rzekę Ji, to kolejno Nujiang, Mekong, Heihui (dopływ Mekongu niedaleko Starego Miasta Lushi) i Jinsha, czyli górny bieg Jangcy. 
W ten oto cudowny sposób król Nanzhao uznał się za równego rangą chińskiemu cesarzowi, a swoje królestwo za całkiem niezależne: skoro ma swoje pagórki i rzeki do czczenia, to na co mu, u licha ciężkiego, chiński cesarz?... Porozmawiajmy więc sobie o tym aroganckim władcy. 
Yimouxun (異牟尋, 754–808) był synem Fengjiayi, który był synem Geluofenga, który był synem Piluoge, który założył Królestwo Nanzhao. Co ciekawe, był trzecim królem Nanzhao - tytuł przeskoczył nań prosto od dziadka - Fengjiayi zmarł przed swym ojcem. Yimouxun panował w latach 779-808. Był ponoć oczytany i utalentowany, zaś jego największym talentem był ten do ludzi. Gdy tylko objął tron, postanowił razem z Tybetańczykami napaść w sile stu tysięcy żołnierzy na region Shu, czyli dzisiejszy Syczuan, będący już wówczas częścią tangowskich Chin. Plan był taki, że w Shu będzie się znajdować wschodnia stolica Nanzhao. I choć chińskie wojska były znacznie mniej liczne, świetni generałowie i rewelacyjne wyszkolenie tangowskich żołnierzy sprawiły, że połączone siły Nanzhao i Tybetu poniosły dotkliwą klęskę. Klęska była tym dotkliwsza dla Yimouxuna, że Tybet ją wykorzystał przeciw Nanzhao: nadał Yimouxunowi tytuł Króla Wschodzącego Słońca 日东王... i obniżył status Nanzhao do państwa wasalnego, grabiąc bezlitośnie jego zasoby. Yimouxun starał się coś poradzić na ewidentne problemy państwa; najpierw przeniósł o parę kilometrów na północ stolicę, później zmodyfikował administrację, tworząc Dziewięć Shuangów i Trzy Tuo 九爽三托 - był to zbiór dwunastu kluczowych urzędów centralnych Nanzhao, które dzieliły między siebie zarządzanie wojskiem, ludnością, rytuałami, sprawiedliwością, kadrami, budownictwem, finansami, dyplomacją, handlem oraz hodowlą koni i bydła. Jednocześnie, gdy rosło społeczne niezadowolenie z ciężkich podatków i ucisku ze strony Tybetu, zaczął rozmawiać z Chińczykami o możliwym sojuszu z Tangami. Rozmowy wypadły tak dobrze, że Tangowie wraz z Nanzhao w 793 roku zaatakowali Tybet, zadając mu bobu - zdobyli szesnaście twierdz, pojmali pięciu królów i podporządkowali sobie sto tysięcy (!) ludzi! Kolejnego roku wraz z synem Xungequanem 寻阁劝 i posłem tangowskim Cui Zuoshi 崔佐时 udał się do świątyni boga góry Cangshan (czyli Środkowej Świętej Góry), by zawrzeć przymierze. Dobre intencje udowodnił... ścinając posła Tybetu, znosząc tytuł nadany przez Tybet i składając w ofierze złotą pieczęć otrzymaną od Tybetu. Odtąd Tangowie używali wobec kolejnych władców Nanzhao tytułu królewskiego 南诏王. Tybet zaczął podupadać, a Nanzhao rosło w siłę, jednocześnie coraz bardziej się sinizując. Yimouxun zaczął wysyłać dzieci arystokracji do Chengdu po nauki; wspierał wymianę kulturalną. Ten pomysł nie wziął się z niczego: sam był od dziecka gorliwie sinizowany. Przez kogo?
Zheng Hui 郑回 był pierwotnie chińskim urzędnikiem dynastii Tang w regionie Shu, który został pojmany przez Nanzhao. Król Nanzhao Geluofeng zamiast go zaciukać, docenił jego wiedzę i mianował nauczycielem rodziny królewskiej. Zheng Hui nauczał kolejno trzech następców tronu: Fengjiayi, Yimouxuna i Xunmengcou. Miał prawo karać ich cieleśnie - widać więc, że musiał mieć nieliche wpływy i cieszyć się dużym szacunkiem. Dlatego nie dziwi, że gdy Yimouxun wstąpił na tron, mianował go... hmmm... kanclerzem czy też premierem 清平官. Cieszył się on takim zaufaniem, że wszystkie sprawy państwowe były z nim konsultowane. To właśnie on namówił Yimouxuna do zerwania sojuszu z Tybetem i nawiązania pokojowych relacji z Tangami. 
Gdy nastąpiło to pojednanie, Yimouxun wielokrotnie wysyłał posłów, śląc dary i ofiarowując Tangom pojmanych tybetańskich generałów. Gdy w 808 roku zmarł, Tangowie wysłali ważnego urzędnika, by wziął udział w ceremoniach żałobnych. 

Tak oto przy okazji wycieczki do hal w Huize poznałam nie tylko geografię, ale i historię państwa Nanzhao. Yunnan jest zaiste fascynujący.

2026-09-15

苦菜 Gorzka kapusta

W wielu kuchniach chińskich jest bardzo popularne zielone liściaste warzywo, które, jeśli przetłumaczyć dosłownie, zowie się gorzkim warzywem czy też gorzką kapustą (nie mylić z gorzką dynią czyli przepęklą). Dzieli się na małe i duże - nie chodzi jednak tylko o rozmiar liści. Tu nie działa to, co u pomidorów czy bakłażanów - że ich cechy ogólne pozostaną podobne bez względu na rozmiar. Mała i duża gorzka kapusta to nie jest to samo warzywo: tak naprawdę to cała grupa rozmaitych warzyw, które łączy gorzkawy smak liścia. Najczęściej są to rośliny należące do rodziny astrowatych. Jedną z najpopularniejszych jest Pterocypsela indica czy też Lactuca indica czyli indyjska sałata 翅果菊 chìguǒjú (dosł. chryzantema o skrzydlatych owocach). Nie jest jednak jedyną, którą się tak nazywa, bo duża gorzka kapusta mówi się również na mlecz zwyczajny 苦苣菜 kǔjùcài (Sonchus oleraceus) oraz rozmaite gatunki z rodzaju Ixeris 苦荬菜 kǔmǎicài. Zwróćcie uwagę: właściwe nazwy chińskie nie mają nic wspólnego z "gorzką kapustą", a jednak potocznie każda z nich może zostać tak nazwana. Sprawę komplikuje jeszcze bardziej fakt, że w różnych regionach pod nazwą zbiorczą gorzkiej kapusty funkcjonują również inne rośliny. Na przykład yunnański 苦菜 to bardzo często brassica juncea czyli kapusta sitowata, która w innych regionach nazywa się 苦芥 kǔjiè (w wolnym tłumaczeniu: gorzka gorczyca). Istnieje również tzw. yunnańska gorzka kapusta 滇苦菜 czyli goryczel - wracamy tu do astrowatych. Włączmy sobie jeszcze w ten zbiór żółtokwiatową patrynię z rodziny przewiertniowatych i w zasadzie mamy już komplet - przynajmniej jeśli chodzi o "duże gorzkie warzywo". 
Zamieszanie jest jednak jeszcze trochę większe. Zgodnie z jednym z dziwactw Yunnanu 青菜喊苦菜 - dosłownie: warzywo zielone nazywa się gorzkim. Czyli mimo, że w całych Chinach jada się "gorzkie warzywa", to w Yunnanie nazywa się tak jeszcze więcej gatunków, nawet te, które dla innych Chińczyków są po prostu zielonymi warzywami. No a poza tym chyba tylko u nas - no, może jeszcze w Syczuanie i Guizhou - gorzkie warzywa dzielą się na duże i małe. A małe to jeszcze kilka roślin do kolekcji. Przede wszystkim niektóre gatunki Ixeris oraz Ixeridium, a obok nich mlecz kolczasty 花叶滇苦菜/云南小苦菜.
Ech. Idę na targ, pytam: co to? Odpowiadają, że gorzka kapusta, a ja nadal jestem zagubiona. Wiem tylko, że będzie gorzko i że mogę kupić którąkolwiek z nich, żeby sobie zapewnić działanie przeciwzapalne.
Anegdotka: podczas pobytu w Polsce wyzbierałam z trawnika wszystkie liście mlecza i przyrządziłam je po yunnańsku, smażone z czosnkiem i suszonym chilli. Okazały się jednak dużo bardziej gorzkie niż młodziutkie, uprawiane na zacienionych poletkach, zbierane gdy tylko wyrosną liście, do których przyzwyczaiłyśmy się z Tajfuniątkiem w Yunnanie. Stwierdziłyśmy, że może jednak skupimy się na słodziutkich jeżynach i agreście... 

2026-03-29

Rezydencja rodziny Yu 庾家故居

Chętkę na wycieczkę do Mojiangu powzięłam dawno temu w Kunmingu, z wypiekami na twarzy czytając o losach rodziny Yu, w której z pięciu braci jeden był wojskowym, a inny architektem ogrodów, a jednak to ten ostatni został burmistrzem i zmienił na zawsze wygląd Kunmingu. Rodzina Yu wywodziła się bowiem z Mojiangu i ciekawa byłam, czy w mieście znajdę jakieś ślady ich obecności. W samym Mojiangu nic nie odkryłam, za to wycieczka do Bixi okazała się bardziej owocna. Zachowała się tu rezydencja, w której bracia się wychowali i jest ona otwarta dla zwiedzających.
prywatna inicjatywa pewnego młodego Mojiangczyka - warsztaty drzeworytnicze i możliwość kupienia regionalnych pamiątek przy okazji.
Maleńka ekspozycja muzealna; właściwie żadnych mebli. Architektonicznie budynek jest zupełnie przeciętnym siheyuanem w yunnańskim stylu (trochę o tym więcej za chwilę) z tamtych czasów. Oczywiście, swego czasu został mocno zniszczony, a gdy trafił w ręce państwa, to mimo pięknej tabliczki, że to rezydencja rodziny Yu, służył za bibliotekę dla dzieci. Dopiero parę lat temu zmieniono obiekt w muzeum i zaprezentowano chociaż parę fotografii najsłynniejszego z braci Yu i parę opowieści o tej rodzinie. Oto czego się dowiedziałam:
Dawna rezydencja rodziny Yu znajduje się na południowy zachód od ośmiokątnej pagody, w centralnym punkcie skrzyżowania ulic starego miasteczka. Została zbudowana w 1910 roku, ale dopiero w 2012 roku uznana za zabytek zasługujący na ochronę. Powierzchnia zabudowy to około 660 m². Składa się z górnego hallu, dolnego hallu, bocznych budynków i mniejszych skrzydeł. Jest typowym tradycyjnym domem Hanów z czasów dynastii Qing, z typowym yunnańskim dziedzińcem w stylu "jednopieczęciowym" 一颗印. 
Ród Yu wywodzi nie jest rdziennie yunnański; przybyli do Yunnanu razem z Mu Yingiem w drugiej połowie XIV wieku i osiedlili się właśnie w Bixi . Pierwszym Yu, który tu się osiedlił był Yu Tingguang, jednak wiemy o nim niewiele. Pierwszym, o którym możemy dowiedzieć się więcej był Yu Dengdi, dziesięć pokoleń później. Zajmował się rolnictwem i handlem, a że miał do tego smukałkę, zgromadził ponad tysiąc mu żyznych ziem. Znany był ze sprawiedliwości i odwagi cywilnej, a jego żona była mądrą i utalentowaną kobietą. Nazywano ją Panią Rao. Urodziła dwóch synów: Mingzhu i Mingde. Pierworodny był dziadkiem "naszych" Yu, czyli Yu Enyanga i Yu Enxi. Był na tyle inteligentny i pracowity, że przystąpił do państwowych egzaminów na szczeblu prefektury, które zdał śpiewająco. Zanim jednak mógł przystąpić do prowincjonalnych, w Yunnanie wybuchło powstanie muzułmańskie i egzaminy wstrzymano. Yu Mingzhu zmarł, ponoć ze zgryzoty, a za nim podążyła małżonka i zrozpaczony Yu Dengdi. Jedyny syn Mingzhu, Yu Guoqing, dorastał pod opieką mądrej babki Rao. Stwierdził, że lepiej się trzymać kupiectwa, zamiast zostać uczonym. Wyrósł na osobę ciepłą, hojną, prawą i szanującą drugiego człowieka. Ożenił się z córką miejscowego dostojnika Li Yingzao. Pani Li była idealną panią domu i matką pięciu synów: Enronga, Enluna, Enyanga, Enxi i przedwcześnie zmarłego Enpei. 
Gdy pierworodny miał zaledwie 16 lat, ich ojciec zmarł, w związku z czym najstarszy syn przejął obowiązki głowy rodziny: zarządzał majątkiem i wychowywał młodszych braci. Nie tylko otworzył dom handlowy i pomnażał kapitał, ale również inwestował w rozwój regionu, m.in. zasponsorował bibliotekę w Mojiangu, a także obejmował kolejne urzędy: w 1929 roku został dyrektorem yunnańskiego banku Fudian. W 1930 roku prezesował kunmińskiemu oddziałowi Czerwonego Krzyża. W nowych Chinach nadal pełnił rozmaite bardzo odpowiedzialne funkcje. Może właśnie dzięki temu zdołał świetnie wykształcić i dobrze ulokować braci. 
Yu Enyang 庾恩旸 (1884 – 18 lutego 1918) urodził się w Talangu. Pierwotnie nazywał się Enci, studiując w Japonii obciął drugi człon imienia i zostawił tylko znak En, ale znany był też pod wieloma innymi imionami i pseudonimami. W 1903 roku został wybrany, by pojechać do Japonii uczyć się wojaczki.  Najpierw uczęszczał do Szkoły Wojskowej Shinbu, a po jej ukończeniu kontynuował edukację w Akademii Wojskowej Cesarskiej Armii Japońskiej. Jako jeden z pierwszych wstąpił do założonej przez Sun Yan-Sena Ligi Związkowej. Po ukończeniu studiów wrócił do Yunnanu i wstąpił do Yunnańskiej Armii stworzonej przez Cai E oraz Long Yuna. W 1911 roku, kiedy nowocześni wojskowi postanowili, że koniec z cesarstwem, Yu wziął udział w yunnańskiej części powstania, czyli w tzw. Powstaniu Podwójnej Dziewiątki 重九起义. Jako dowódca sztabu w rządzie wojskowym Yunnanu poprowadził oddziały do Guizhou, gdzie po reorganizacji został szefem sztabu generalnego, przy okazji kierując Akademią Wojskową. W listopadzie 1912 roku udał się do Pekinu, gdzie czekał go awans na generała brygady i doradcę w kancelarii prezydenckiej. Szybko jednak wrócił stamtąd do Akademii Wojskowej; wolał być doradcą gubernatora Yunnanu niż prezydenta. Nadostawał się orderów i odznaczeń, że munduru by mu na nie nie starczyło; co chwila spadał nań nowy zaszczyt i nowa funkcja. Na wiosnę 1914 roku udało mu się wrócić do Pu'er i okolic, których obrony miał pilnować. To on zmienił wówczas nazwę Talang na Mojiang. Gdy w 1915 roku Yunnańczycy postanowili uratować raczkującą jeszcze wtedy Republikę (tzw. Wojna w Obronie Kraju), Yu Enyang znów zaczął piastować wysokie wojskowe stanowiska; już w 1916 roku, po zwycięskim zakończeniu walk, mianowano go generałem porucznikiem. Niedługo nacieszył się tytułem: 18 lutego 1918 roku zginął w zamachu w Bijie, miasteczku w Guizhou. Tang Jiyao oraz Sun Jat-sen napisali inskrypcję na jego nagrobek, znajdujący się na tej kunmińskiej górze, gdzie znajduje się Złota Świątynia - Górze Krzyczącego Feniksa. Pośmiertnie awansowano go do stopnia pełnego generała.
Wzdycham nad kolejnym dzielnym, młodym człowiekiem, któremu nie było dane żyć i pracować dla dobra kraju czy swej małej ojczyzny; który mógł tylko dla niej umrzeć.
Znany już nam Yu Enxi (1886-1950) o pięknym pseudonimie Samotnik z Pustej Doliny 空谷散人 był czwartym bratem w kolejności. W młodości wraz z najstarszym bratem Enrongiem zajmował się handlem, był kierownikiem filii w Luzhou. W 1920 roku został dyrektorem Biura ds. Wodnych w Prowincji Yunnan. W 1922 roku założył własną, pierwszą w Yunnanie fabrykę papierosów maszynowych Azjatycka Kompania Tytoniowa (亚细亚烟草公司). Produkowane przez nią papierosy marki Podwójna dziewiątka 重九 zostały nazwane właśnie na cześć starszego brata Yu Ena, który brał udział w powstaniu Podwójna Dziewiątka w Yunnanie. W 1929 roku został burmistrzem Kunmingu. Yu Enxi lubił sztukę ogrodową. Znany już nam Ogród Rodziny Yu został zaprojektowany osobiście przez niego. Zarówno pod względem formy, jak i techniki budowlanej, uchodzi za arcydzieło w nowożytnej historii architektury Kunmingu. Wniósł wkład w rozwój lokalnego ogrodnictwa. 
Następnym ciekawym przedstawicielem rodu był Yu Jialin, absolwent prawa na Uniwersytecie Fudan w Szanghaju, następnie ukończył stosunki dyplomatyczne na Uniwersytecie Nauk Politycznych w Paryżu, uzyskał doktorat z prawa. W 1946 roku został wybrany na przedstawiciela okręgu Mojiang w Yunnanie na Zgromadzenie Narodowe. W przededniu wyzwolenia udał się na Tajwan. Jego to syn, Yu Chengqing (Harlem Yu), jest znanym tajwańskim piosenkarzem, który po przyjeździe do Kunmingu mówił wzruszony, że wrócił do korzeni.

2026-03-21

purpurowa herbata 紫娟茶

Skoro już jesteśmy przy herbacie (a jakoś ostatnio znów mam na nią trochę czasu), z okazji Międzynarodowego Dnia Kolorów przypomniałam sobie o herbacie, która niby jest zielona, ale przy okazji jest też purpurowa. Kiedyś miałam okazję jej spróbować w czasie warsztatów herbacianych, które prowadziłam dla Instytutu Konfucjusza w Krakowie. Jedna z kursantek poczęstowała mnie nią, zaparzyłyśmy ją wspólnie i zastanawiałyśmy się, co to w końcu za herbata.

Nie znałam jej wówczas; dopiero wiele lat później spotkałam się z nią po raz kolejny i przy okazji mogłam się dowiedzieć, co to za dziwo. 
W 1985 roku pracownicy Instytutu Badań nad Herbatą w Yunnanie (云南省茶叶科学研究所) na ogromnej plantacji (ponad 13 hektarów) obejmującej ponad 600 tysięcy wielkolistnych krzewów herbacianych, odkryli jedno drzewko, którego pąki listków, liście i łodyżki były purpurowe. Z pozyskanych świeżych liści wyprodukowano zieloną herbatę. Susz miał barwę purpurową, a napar też połyskiwał tym kolorem. Herbata pięknie pachniała, miała głęboki smak. Postanowiono nadać jej nazwę 紫娟茶, co dosłownie oznacza Purpurową Piękność-Pełną-Gracji Herbatę. Od tego czasu coraz więcej plantacji szuka drzewek z błędem genetycznym, który nadaje herbacie tak piękną barwę i je hołubi; obecnie znane są herbaty tego typu z Xishuangbanna, Honghe, Baosha i innych części Yunnanu.
Oczywiście zaczęto badać, skąd ta barwa. Odkryto w liściach nie tylko podejrzewaną przeze mnie cyjanidynę, często odpowiedzialną za fiolety i czerwienie w roślinach, ale również pelargonidynę (tę od truskawek), delfinidynę (tę od bakłażanów i granatów),  peonidynę (tę od peonii, ale też od fioletowych batatów), malwidynę (tę ze skórek winogron i borówek) itd. Oczywiście, barwa liści się zmienia - na początku roku jest czerwonawa, by od maja do października czarować głęboką purpurą, a w zimie stracić powab i prezentować mdły fiolet. Ale to tylko nowe pędy, ponieważ stare, ponadroczne liście wracają do barwy ciemnozielonej. Z tego też względu, nie mogąc ogołocić krzewu ze wszystkich liści, po roku zaczynamy mieć dwubarwne krzewy herbaciane. Są tak piękne, że niektórzy sadzą je nie w celach zarobkowych (choć herbaty fioletowe, jako bardzo rzadkie, są drogie), a po prostu z przyczyn estetycznych.
Smakowo była czymś między zieloną a surowym pu'erem; można ją było parzyć 5-7 razy. Na powyższych zdjęciach nie widać pięknej purpury liści, zapewne dlatego, że do Polski nie trafiają te najlepsze. Jeśli jednak będziecie kiedyś w Yunnanie i zwróci Waszą uwagę purpurowy susz, wiedzcie, że trafiliście na coś wyjątkowego: nowy rodzaj herbaty, młodszej ode mnie, zaledwie czterdziestoletniej. Warto spróbować. Ja przypomniałam sobie o niej niedawno; dostałam paczuszkę prosto z ogródka mojej przyjaciółki, która mówi, że przypadkiem się okazało, że wśród nowo zakupionych krzewów był i taki z fioletowymi liśćmi, ale mają tylko jeden, więc nie produkują tej herbaty na większą skalę, a w ogóle to oni wolą pu'ery, ale ona pamięta, że ja lubię nowości, więc może bym chciała?... Chciałam. Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że moi herbaciani przyjaciele wolą pu'ery od takich cudeniek.

2026-01-25

撇菜根 korzenie czosnku

Do wielu dań Lincangu i Pu'er dodaje się pewną bardzo charakterystyczną przyprawę czy też warzywo:
Widzicie te białe śmiesznie powykręcane cosie? To właśnie korzonki szerokolistnego czosnku 宽叶韭 (Allium hookeri). Jest to roślina występująca w Indiach, na Sri Lance, w Birmie, Bhutanie i południowozachodnich Chinach - czyli właśnie u nas. Ich najważniejszą częścią są właśnie grubaśne (jak na czosnek) korzonki i szerokie, długie liście. Jest chętnie uprawianym warzywem w Południowej i Południowo-Wschodniej Azji. Jada się głównie korzonki (liście też można, ale po co? korzonki są lepsze), nie tylko jako przyprawę, dodawaną do dań smażonych czy zup, ale również w sałatkach oraz ukiszone. Zaostrzają apetyt i doskonale nadają się na przekąskę pomiędzy daniami głównymi. 
Kiszone najczęściej przyrządza się z dodatkiem płatków chilli, solą, cukrem i odrobiną octu oraz sosu sojowego. Kiszenie sprawia, że ich naturalna goryczka zostaje "naprawiona", a smak jest bogatszy. Po ukiszeniu jada się je jako dodatek do bułeczek na parze mantou, do kleiku ryżowego albo po prostu jako przystawkę. Tutaj możecie zerknąć, jak wygląda przygotowanie takiej kiszonki. 
Jest to zdecydowanie warzywo, na które warto zwrócić uwagę podczas wizyty w regionie.

2026-01-19

滇雲翰墨 筆驚風雨 Yunnańskie kaligrafie wstrząsające niebem i ziemią

Nie mogę czekać z pokazywaniem interesujących wystaw czy innych wydarzeń kulturalnych. Zanim przerzucę zdjęcia na dysk, zanim nad nimi siądę i się zastanowię, doczytam, posprawdzam - mija tyle czasu, że zapominam, że je w ogóle widziałam. A przecież chcę się tym z Wami dzielić! Mamy ostatecznie w Kunmingu jakieś tam życie kulturalne - z całą pewnością uboższe od Szanghaju czy Tajpej, ale jednak! 
Tym razem w moim ulubionym Pałacu Kultury trafiłam na wystawę yunnańskich kaligrafii z różnych czasów. Niektóre dzieła mnie... hmmm... zdziwiły - myślę, że przy odrobinie ćwiczeń mogłabym popełnić podobne stopą. Od niektórych odeszłam z niesmakiem - choć teoretycznie możliwym jest, że dla niektórych kaligrafów wypowiedzi niektórych polityków są wielką inspiracją, jednak dla mnie są raczej marnotrawstwem papieru i tuszu, niewartym skry talentu. Były jednak i takie, które chętnie powiesiłabym na ścianie. I takie, których na ścianie bym nie powiesiła, ale chętnie do nich będę od czasu do czasu wracać.
杨修品 - Od starożytności do dziś (słynny cytat z Sima Qiana)
陈俊宏 Nieśmiertelni nad Rzeką (wiersz Yang Shena)
王熙权, Uciszając wiatr i falę: Nie słuchaj, jak deszcz siekąc liście, przez las się przedziera (słynny wiersz Su Shi)
李轶 Pijąc wino. Pieśń piąta (piąta część słynnego alkoholicznego cyklu Tao Mingyuana)

刘文全 Kuplet Czerwony modrzew, białe pióra

郭伟 Kuplet Potrząsnąć trzema, złowić dwa
(najsłynniejszy kunmiński zhuangyuan!) Yuan Jiagu kuplet Obrazy i wiersze
黄继龄 Umiłowany kraj
易问耕 Pieśni o Jeziorze Dian. Dwie pieśni* (z cyklu pieśni Yang Shena)
Ostatnia kaligrafia autorstwa 范迪安 to jednocześnie tytuł wystawy. 翰墨 hàn mò to oczywiście pędzel i tusz, a zarówno 滇 jak i 云 wskazują na Yunnan. 筆驚風雨 [笔惊风雨] bǐjīngfēngyǔ to pędzel, który wstrząsa wiatrem i deszczem. Ten idiom nawiązuje do wersu z wiersza Du Fu: 
笔落惊风雨,
诗成泣鬼神 
W wolnym tłumaczeniu: 
[Mój] opadający pędzel wstrząsa wiatrem i deszczem; 
nad ukończonym wierszem łkają demony i bogowie. 
Czy nasze yunnańskie dzieła faktycznie wstrząsają niebem i ziemią i doprowadzają bóstwa do łez? Trudno powiedzieć. Z pewnością kilka kaligrafii zostanie ze mną na dłużej, być może o niektórych napiszę, jeśli uda mi się wtłoczyć myśli i uczucia w słowa. Czasem urzekła mnie interpretacja, a czasem - oryginalny wiersz, niekoniecznie akurat tym stylem napisany. Ale... czyż nie o to właśnie chodzi? Czytamy wiersze i prozę, mielimy je we własnych mózgach i sercach, smakujemy słowa i otulamy się nimi ciasno. Czasem potrafimy je oddać innym, dokładając i swoją cegiełkę, a czasem tylko się nimi sycimy, nie mając umiejętności po temu, by móc tę treść wbogacić.

Wszystkie wystawione dzieła można zobaczyć tutaj.

*Konkretnie pierwsza i ósma.

2025-12-20

尿泡梨 Kiszone gruszki

Kiedy życie podsuwa ci cytryny, zrób lemoniadę, a kiedy daje ci cierpkie, twarde gruszki? Och, pomysłów bez liku! W Polsce odpowiedzią mogą być gruszki w occie, alkohol, ocet, konfitury, dżemy, kompoty... Kunmińską oraz w ogóle yunnańską odpowiedzią będą przede wszystkim gruszki kiszone, których słodko-cierpko-kwaśny smak podkreśla korzeń lukrecji. Można je jeść bez dodatków albo typowo po yunnańsku - maczane w płatkach chilli.
W Kunmingu nazywa się je żartobliwie "gruszkami w moczu" 尿泡梨. Chodzi głównie o kolor zalewy, która po jakimś czasie nabiera intensywnej żółtej barwy, a także o dość intensywny i (dla nienawykłych) niezbyt przyjemny zapach, jednak drugie dno w wymowie - w dialekcie kunmińskim często się mazurzy bądź odwrotnie - wtyka sz lub cz zamiast s lub c. Tym razem produkt, który w Dali będzie się po prostu nazywał gruszkami moczonymi w wodzie 水泡梨, w Kunmingu jest gruszkami w moczu... 
Abstrahując od cokolwiek nieapetycznej nazwy: gruszki takie nie tylko są pyszną przekąską, ale również wspomagają pracę żołądka i śledziony, pomagają wytwarzać ślinę i gasić pragnienie, a dzięki dodatkowi lukrecji dodatkowo pomagają na gardło, oczyszczają płuca i przygaszają wewnętrzne gorąco. 
Dawnymi czasy, gdy gruszki były dostępne tylko na jesieni, kiszone stanowiły typowo zimową przekąskę; dziś są dostępne jak rok długi, jednak starzy kunmińczycy dopiero zimą nabierają na nie ochoty.
Tutaj możecie zobaczyć, jak je przygotowuje dalijska gospodyni. No i - nic prostszego niż samemu spróbować je przyrządzić! 

Składniki: 
  • niewielkie twarde gruszki z nieuszkodzonymi skórkami 
  • sól i przegotowana woda (proporcje jak do kiszenia ogórków) 
  • suszony korzeń lukrecji 
Wykonanie: 
  1. Rozmieszać sól z wodą i lukrecją. 
  2. Zalać całe, porządnie umyte gruszki i szczelnie zamknąć. 
Po dziesięciu dniach są już gotowe, ale są i tacy, którzy kiszą je dwa miesiące, zanim otworzą. Warto nastawić kilka słojów i popróbować ich na różnych etapach kiszenia - różnice w smaku i konsystencji są ogromne!

2025-12-18

Jedzenie z Simao 思茅菜

Dziś Międzynarodowy Dzień Migrantów. Ponoć co 35 osoba na świecie jest migrantem, żyje i pracuje poza krajem swojego pochodzenia. Migranci stanowią część populacji we wszystkich państwach na świecie. Z tej okazji mam dla Was okruch mnie kunmińskiej w stopniu, w jakim nigdy nie byłam bytomska czy krakowska. 
Wracałam właśnie z Tajfuniątkiem do domu. Spędziłyśmy całe popołudnie w pobliskim Zoo, ale nie w części zwierzęcej (niestety, boli), tylko w parkowej - z trawnikami, po których można brykać, drzewami chroniącymi przed palącym yunnańskim słońcem, głazami, po których dzieci normalnych rodziców mogą skakać, a dzieci tych nadopiekuńczych mogą tylko obserwować z zazdrością. Tajfuniątko się wyszalało, więc postanowiłyśmy tylko zostawić graty w domu i zabrać Tatę na dobrą kolację. To było jeszcze w czasie sezonu grzybowego, na początku września, więc wybraliśmy restaurację, w której poza zupełnie normalnymi pysznościami można jeszcze zjeść dobrze przyrządzone prawdziwki i inne leśne grzyby. Właśnie miałyśmy wejść do klatki schodowej, gdy dogoniła nas Huang Shan z córką Duoduo. Tak się składa, że mieszkamy na tym samym osiedlu i nie tylko my-matki się przyjaźnimy, ale i nasze córki. 
- Cześć! Dawnośmy się nie widziały (całe wakacje przecież)! 
- Och, tęskniłyśmy za Wami okropnie! 
- Co macie teraz w planach? 
- Idziemy na kolację. 
- My też! No to może razem? 
- Miałyśmy w planach dongbejskie pierogi (no tak, Północny Wschód specjalizuje się w daniach mącznych). 
- Eeeee, pierogi można zawsze! My chcemy iść na żarełko sezonowe. 
- To znaczy? 
- Grzyby i dużo warzyw na sposób z Simao. 
- Simao? Gdzie to? - pyta Huang Shan marszcząc brwi. 
- Simao czyli Pu'er, no wiesz, na południowym zachodzie Yunnanu. 
- I co oni tam jedzą? - Patrzę na nią z niedowierzaniem. 
- Nigdy nie jadłaś żarcia z Simao? Jak tyś się uchowała? A lubisz dajską kuchnię? Część smaków jest zbliżona. 
- No dosyć lubię, chociaż wolę nasze przyprawy z Zhaotongu (to "województwo" w stronę Syczuanu, czyli idziemy w zupełnie inną stronę nie tylko geograficznie, ale również jedzeniowo). 
- A chcesz spróbować? Zabierzemy was. - Huang Shan trochę się broni, ale jej córka już się cieszy, więc w końcu umawiamy się, że zgarnę tylko męża i pójdziemy razem na kolację. 
- A gdzie to jest konkretnie? 
- Restauracji z Simao jest sporo, ale akurat ta, do której się dziś wybieramy, jest w Kunmińskim Korytarzu 昆明走廊 (zagłębiu knajpek i jadłodajni rozmaitej proweniencji, jakości i zakresów cenowych). 
- Gdzie? 
- Nigdy nie byłaś w Kunmińskim Korytarzu? - dziwię się jeszcze trochę bardziej, bo jest to samo centrum miasta, a wybór restauracji jest tak ogromny, że w zasadzie każdy prędzej czy później tam trafia. No ale jak widać jednak nie każdy. To świetnie! W sumie się bardzo cieszę, bo mogę pokazać koleżance coś nowego. 
- To trochę za ulicą Sprawiedliwości, w sumie bardzo niedaleko. 
- No dobrze. A jak my się tam dostaniemy? Wy przecież nie macie ani auta, ani nawet skutera... 
- No jak to jak? Autobusem! - Huang Shan kręci z niedowierzaniem głową, ale godzi się na moją propozycję. 
Dziesięć minut później już siedzieliśmy wszyscy w miniautobusie linii 125 (takim mini, że większość moich polskich kolegów nie mieści się w nich na stojąco, chyba, że pochylają głowy jak Gandalf w norce Bilba). Mignęliśmy kartą autobusową za Huang Shan, bo ona jakoś dziwnie długo nie potrafiła zeskanować odpowiedniej aplikacji. Daję jej kuksańca i pytam: 
- No, przyznaj się, jak dawno nie jechałaś autobusem? - Zaczyna się śmiać. 
- Będzie z piętnaście lat! Najpierw skuterami, potem kupiliśmy samochód, a teraz znów często wybieram skuter, chyba, że jadę naprawdę daleko - ale wtedy metrem. Nawet nie wiedziałabym, którym autobusem mogę dojechać... - Spoglądamy na siebie i zaczynamy się chichrać. 
- Żeby jakiś obcokrajowiec mnie prowadził na żarcie, którego nie znam do knajpy, której nie znam, w miejscu, którego nie znam i w dodatku środkiem transportu, którego nigdy nie używam! - Śmiejemy się już w głos. 
Siadamy w restauracji; kelnerka z uprzejmą miną zwraca się do ZB i Huangshan, prosząc, by złożyli zamówienie. Huang Shan patrzy na mnie wymownie i stwierdza: ja to nawet nie wiem, od czego zacząć. ZB mówi do mnie: dla mnie tylko aorta, a ty sobie zamów co tam chcesz. Więc zamawiam: poza aortą prawdziwki smażone z czosnkiem i dużą ilością suszonego chilli, wołowinę smażoną z ziołami, pędy kolczocha, wybitne ziemniaki i zupę z zieleniny i tofu. Wszyscy wydają się usatysfakcjonowani; Huang Shan, bardzo wybredna jeśli chodzi o jedzenie, nakłada sobie drugą miseczkę ryżu, bo jedzenie jest tak bogate w różnorodne smaki i intensywne, że trzeba je przegryzać ryżem. Który swoją drogą też jest idealny. 
Kiedy ostatni plasterek borowików został znaleziony na półmisku i pożarty, odchyliłam się na ławie z uśmiechem aż ociekającym satysfakcją. 
- Smakowało? 
- O tak! - Wyrywa się Duoduo. Na co dzień jeszcze bardziej wybredna. - Mamo, przyjdziemy tu jeszcze? - Huangshan zerka na mnie zdumionym spojrzeniem i wzdycha: 
- Najwyraźniej tak. Ale następnym razem przyjedziemy skuterem! 

Od tej pory dość regularnie pytają mnie, czy mam jakieś nowe kulinarne odkrycia. A ja zawsze służę inspiracją. I choć nie zawsze moje ulubione restauracje stają się ich ulubionymi, jednak sam kierunek wymiany informacji jest dla nich źródłem nieustającej radości, a dla mnie - źródłem nieskrywanej satysfakcji.

2025-11-26

Gong Yi 龚彝

Zaczytując się w historiach o Fengqingu, natknęłam się na bardzo ciekawą postać, mocno związaną z jednym z najciekawszysch okresów historycznych Yunnanu, czyli momentem przejęcia władzy przez Qingów. Historie o zdradach, watażkach, przechodzeniu na stronę wroga, zazdrości i innych takich są nierozerwalnie związane z ostatnim cesarzem mingowskim Yongli i watażką Wu Sanguiem oraz jego ukochaną Chen Yuanyuan. Dziś o ostatnim wiernym, który zapłacił najwyższą cenę za lojalność.
Nie wiadomo, kiedy dokładnie urodził się Gong Yi 龚彝. Jego przodkowie pochodzili z Shandongu, ale wyemigrowali do Yunnanu za czasów cesarza Hongwu (czyli w drugiej połowie XIV wieku, na samym początku panowania dynastii Ming) i zamieszkali w wiosce przy Moście Gushan 鼓山桥头 na północ od Shunningu. Tam właśnie Gong Yi przyszedł na świat i po dziś dzień mieszkańcy tej wioski są zeń dumni. Będąc młodzieńcem uczył się w znanym już nam Lushi (aż trudno uwierzyć, że ta zapomniana mieścinka była kiedyś ośrodkiem gromadzącym intelektualistów, a w Shunningu była pod tym względem pustynia...). W 1624 roku zdał egzaminy prowincjonalne, w związku z czym uzyskał stopień naukowy juren, a już rok później zdał egzamin państwowy w stolicy, w związku z czym został jinshi. Niemal od razu dostał posadę zastępcy ministra wojny, a później ministra wojny w Nankinie. Kiedy sprawy się pokomplikowały i Mingowie uciekli na południe, tworząc tzw. południową dynastię Ming, podążył za cesarzem Yongli do Yunnanu; jego głównym zajęciem było dbanie o aprowizację wojsk cesarskich, dlatego sporo podróżował, ogarniając prowiant. Kiedy wojska qingowskie wkroczyły do Yunnanu, Yongli zwiał do zachodniego Yunnanu, jednak zanim Gong Yi dotarł do Tengchongu, Yongli był już w Birmie, a Gong Yi wrócił do Shunningu. Później dołączył do armii Sun Kewanga (który chciał dla siebie wykroić osobne królestwo). Sun wysłał Gong Yi do cesarza z darami (bursztyny, konie i złoto) oraz petycją o przyznanie mu tytułu i ziem, jednak cesarz odmówił. To nie zmieniło jednak poczucia Gong Yi, że to Yongli jest jego władcą; cały czas działał na szkodę Qingów, ku chwale Mingów. Gdy Yongli został wydany Wu Sanguiowi i doprowadzony do Kunmingu, Gong Yi z narażeniem życia też tu przybył. Wielokrotnie prosił o audiencję u cesarza i Wu Sangui w końcu się zgodził. Gong Yi przygotował jadło i napoje - w zasadzie wydał przyjęcie na cześć cesarza. Zgodnie z legendą, gdy Gong Yi ujrzał swego władcę upodlonego i przegranego, padł z płaczem na ziemię i tak długo bił głową o ziemię, aż zmarł. Do dziś pozostaje symbolem wierności. Cesarz podobno przeżył go tylko o trzy dni - ale o tym, jak wyglądała egzekucja ostatniego mingowskiego cesarza, opowiedziałam już poprzednim razem.
Skąd jednak wygrzebałam tę historię? Otóż ciekawostką na skalę światową jest to, że znany nam już Mandżur Qilin, dowiedziawszy się o tych wypadkach, postawił ku pamięci Gong Yi pawilon ze stelą w miejscu jego urodzenia! 
Zastanówmy się chwilę nad absurdalnością faktu, że Mandżur postawił tablicę pamiątkową dla urzędnika lojalnego w stosunku do Mingów, którzy z Mandżurami walczyli. I wróćmy jednocześnie do pięknego cytatu z Nocy i dni: 
Czy to bogaty jest rodak dla biednego? Rodak to jest dobry człowiek dla dobrego człowieka, a zły - dla złego. A głupi jest rodak dla głupiego, a mądry - dla mądrego. 
Tak samo rodakami są uczciwi, lojalni i rzetelni - nawet jeśli różni ich przynależność etniczna czy pochodzenie; nawet jeśli gdyby mieli się spotkać na polu walki, musieliby ze sobą walczyć, to patrzą na siebie wzajemnie z szacunkiem, a nie z pogardą.

2025-08-29

Próbowanie Nowego 尝新节

Próbowanie Nowego 尝新节 zwane również Świętem Jedzenia Nowego 吃新节 jest zwyczajem znanym między innymi w Hunanie, Guizhou, Guangxi i Yunnanie, czyli wszędzie tam, gdzie znajdziemy grupy etniczne Gelao, Miao, Buyi, Bai, Zhuang, Dong, Pumi i wiele innych, bo to właśnie ich tradycyjne święto. Dziś Hanowie (zwłaszcza młodzi i stanu wolnego) obchodzą święto Podwójnej Siódemki czyli "chińskie walentynki",ale w wiejskich obszarach zamieszkanych przez inne grupy etniczne ważne jest to, że właśnie zaczynają się żniwa i nowe zboże trafia na rynek. Trzeba przy tym zauważyć, że choć oficjalna data święta to Podwójna Siódemka, jednak oczywiście w rzeczywistości święto odbyć się może po prostu wtedy, gdy zboża zaczynają dojrzewać - czyli każdego roku i w każdej wiosce może być inaczej - terminy mogą być tak wczesne jak szósty i tak późne jak ósmy miesiąc księżycowy! Również wielkość imprezy może być różna - albo cała wioska obchodzi święto razem, albo obchodzą je osobno pojedyncze rodziny (tak jest np. u Zhuangów). 
Bezpośrednio przed świętem panie domu, wystrojone i zbrojne w słomiane kapelusze (albo z głowami obwiązanymi chustami) i bambusowe kosze wybierają się na pola by zebrać i wymłócić kłosy dojrzałego już ryżu względnie zebrać dojrzałe kolby kukurydzy (jak jest np. u ludu Yao). Całe wioski rozbrzmiewają wówczas perkusją młócki okraszoną pięknymi pieśniami pracy. 
W świąteczny poranek gotują nowy ryż na parze i takim poczęstunkiem wabią na pola starszyznę i dzieciaki, by wspólnie złożyć ofiarę przodkom tudzież odpowiednim bóstwom i zapalić dla nich trociczki lub świeczki (tak jest np. u Lahu). Oczywiście, znane są i inne wariacje, np. uprażony ryż ubity na mączkę z imbirem bądź innymi dodatkami jak w grupie etnicznej Jingpo albo gotowana kukurydza jak u Yao. Później całą rodziną jedzą posiłek dziękczynny - w zależności od regionu i zasobności mogą być to posiłki skromne, w niektórych istnieje ściśle określona ilość potraw (np. bajskie osiem wielkich misek 八大碗, w skład których wchodzą takie delicje jak smażony ser "mleczny wachlarz", kurczak duszony z pigwowcem czy piskorzowa zupa rybna z tofu), ale może się okazać, że trzeba zarżnąć koguta, kozę i świniaka! 
W niektórych regionach praktykuje się podawanie posiłku najpierw psom, a dopiero później ludziom (tu widzimy przenikanie się zwyczajów różnych grup etnicznych - pamiętacie może legendę Pumi o tym, jak to pies zdobył dla ludzi zboże? Oczywiście Pumi również obchodzą to święto, a poza tym wiele innych grup etnicznych również opowiada legendę tego rodzaju z psem w roli głównej). 
Tego dnia nikt nie pracuje, całe wioski się rozmaicie bawią - puszczają fajerwerki, urządzają ceremonię "sprzątania wioski" 扫寨 oraz rozmaite występy artystyczne od operowych po śpiewanie zwykłych piosenek ludowych czy pokazy sztuk walki. Wioskowa starszyzna bądź szaman (w regionach, w których ten zawód przetrwał) wraz z dzieciarnią idą pozbierać jeszcze trochę zbóż, owoców i warzyw i przywiązać je do najstarszego drzewa w wiosce. Później zaś przywiązują do bambusowej tyczki zdobnej czerwonymi papryczkami i zielonymi pędami czosnku czerpak z mięsem kurzym i wieprzowym oraz wódeczką, a następnie wbija tę tyczkę w ziemię uprawną, by pożegnać przodków. Lud Gelao włączył w świąteczne obchody również tradycję darowania życia. Zresztą - łatwo sobie wyobrazić, że skoro Próbowanie Nowego istnieje w wielu regionach i u rozmaitych grup etnicznych, obchody są bardzo zróżnicowane. Niezmienne pozostaje jedno: wdzięczność dla bóstw, przodków czy po prostu natury za to, że w swej łaskawości znów pozwoli nam się wyżywić pracą własnych rąk.

2025-07-09

drzeworyty - warsztaty

Moja całkiem obfita wiedza o yunnańskich drzeworytach nie wzięła się znikąd. Muzeum Yunnańskie poza świetnymi wystawami, organizuje również czasem warsztaty na różne okołochińskie tematy. Razu pewnego wybrałyśmy się więc z Tajfuniątkiem właśnie na warsztaty dotyczące drzeworytów, ze szczególnym uwzględnieniem yunnańskich talizmanów jiama. W ramach warsztatów nie tylko mogłyśmy posłuchać o drzeworytach, ich powstawaniu i używaniu, ale również same spróbowałyśmy odbić wzory:
modlitwa do Boga Pieniędzy
Tajfuniątko wybrało sobie wzór ze współcześnie wystylizowanym Kuixingiem, czyli jednym z naszych najulubieńszych bóstw literatury i opiekunem egzaminów. Zwróćcie uwagę na to, że Kuixing wbrew tradycji nie depcze ryby, a raczej jakiegoś smoka.

PS. Oczywiście pomogło! Tajfuniątko dostało bardzo wysoką notę z chińskiego, matmy i angielskiego: z chińskiego jest najlepsza w klasie, a uśredniając te trzy najważniejsze przedmioty, zajęła siódme miejsce w swojej szkole w tym roczniku (na ponad dwusetkę dzieci). Byle tak dalej!

2025-07-07

Góra Jingmai 景迈山 ᨯᩭᨩ᪂ᨳ ᩱ

Góra Jingmai jest położona w obrębie "województwa" Pu'er w Yunnanie. Od południa graniczy z Xishuangbanna, od Zachodu z Birmą - od wieków było to miejsce spotkań międzykulturowych, ożywionego handlu herbatą i nie tylko, a także zdobywania wiedzy. W 2023 roku porosła starodrzewem herbacianym Góra Jingmai, będąca jedną z sześciu wielkich chińskich gór herbacianych, znalazła się na liście dziedzictwa kulturowego UNESCO. 
 Góra dorasta do 1400 m.n.p.m. Średnia roczna temperatura to zaledwie 18 stopni - idealne warunki dla herbacianych upraw, których jest tu niemal dwa tysiące hektarów. Zdecydowana większość herbacianego lasu porośnięta jest tysiącletnimi herbacianymi drzewami, którymi od pokoleń zajmują się zamieszkali tutaj Dajowie, Blangowie, Hani i Wa (najstarsze opisy sadzenia herbaty w celach użytkowych są datowane na 696 rok naszej ery!). Obecnie jest to najstarszy, największy i najlepiej zachowany las herbaciany na świecie. Oczywiście, poza samą herbatą rosną tu i inne subtropikalne rośliny, tworząc swoistą "herbacianą dżunglę" - zwracają uwagę zwłaszcza górski pieprz litsea oraz czerwona cedrela. Ze względu na wspaniałe warunki uprawy i dobrą opiekę, liście herbaciane z Jingmai słyną na całe Chiny. A dzięki uzyskaniu statusu obiektu chronionego, jest nadzieja, że Jingmai nie zmieni się w jakieś niedorzeczny fałszywy obiekt turystyczny; raczej pozostanie czymś w rodzaju żywego skansenu, ponieważ ochroną zostały objęte nie tylko same drzewa, ale również wszystkie wioski położone na tych terenach. 
O tym przede wszystkim opowiada wspaniała wystawa w Muzeum Yunnańskim, na którą udało nam się wybrać. Wystawa podzielona była na kilka części: pochodzenie herbaty, mądrość przodków, harmonijne współistnienie, odziedziczone tradycje, tradycja a innowacja, Jingmai oczami artystów i w końcu herbata: lek, napój, pożywienie i ofiara oraz dzielenie się mądrością. W każdej z nich znaleźć można było zdjęcia i szczegółowe opisy nie tylko samej herbaty, ale również ludów, które na tej górze związały z herbatą swoje życie. Można było zobaczyć próbki rozmaitych liści, modele domostw południowego Yunnanu, stroje kilku grup etnicznych i stare okołoherbaciane zapiski w rozmaitych typach pisma, przetłumaczone na chiński, a nawet niedługie filmy pokazujące ceremonie związane z herbatą. Wszystko było fascynujące.
Gdybym wam zostawił w spadku krowę albo konia, bałbym się, że przyjdzie klęska żywiołowa i zada im śmierć. Gdybym wam zostawił kosztowności, również bałbym się, że je przejecie. Dlatego zostawiam wam tylko herbaciane drzewa, których będą używać jeszcze wnuki naszych wnuków.
Tradycyjne domy budowane nad pustką, jedno z 18 dziwactw Yunnanu
Ofiara dla wody - opis ceremonii Wa pokazującej, jak ważna była zawsze dla nich woda, a także krótka wzmianka o znaczeniu wody dla Dajów. Cała wystawa była wręcz oblepiona takimi ciekawostkami wraz ze zdjęciami; wspaniałe!
Ponieważ podczas ceremonii zawsze się śpiewa i tańczy, był też mały pokaz instrumentów.
srebrne kolczyki grupy etnicznej Hani
Dajski fan 幡 - coś w rodzaju buddyjskiego proporca
Herbata jako warzywo i przyprawa
Na herbacianych górach wystarczyło zapakować w liście bananowca trochę liści herbacianych i domowe "świece", by wystosować zaproszenie na wesele, pogrzeb czy do pomocy przy stawianiu nowego domu. 

Było sporo ekranów z filmikami pokazującymi ceremonie nadal żywe wśród mieszkańców Jingmai.

Dawno nie byłam na tak świetnej wystawie (choć oczywiście wystawy Muzeum Yunnańskiego w ogóle są zazwyczaj bardzo sensowne i ciekawe). No i niesamowicie wzrósł mi apetyt na wycieczkę na Górę Jingmai...