Skoro już jesteśmy przy Rzece Modliszki, wokół której powstał Anning, powiedzmy sobie o niej nieco więcej. Jej druga nazwa to Rzeka Pudu 普渡河 i nad nią warto się pochylić na chwilę. Przetłumaczone dosłownie 普渡 pǔdù znaczy uniwersalną przeprawę (przez rzekę). Jednak obok tego jest również ciekawym sformułowaniem buddyjskim, w którym oznacza powszechne wyzwolenie ("wyprowadzenie wszystkich istot z oceanu cierpienia na drugi brzeg") oraz taoistycznym, w którym jest związane z niesieniem ulgi głodnym duchom. Jednak akurat w tym wypadku pochodzenie nazwy nie jest ani religijne, ani poetyckie; po prostu po rzece kursował w tę i we w tę prom należący do rodziny Pu...
Wracając do rzeki: ma długość ponad 360 kilometrów. Wypływa z Jeziora Dian i wówczas nazywa się Rzeką Modliszki. Ma wiele dopływów, płynie przez Anning i Fumin, tam nazywając się już Pudu, a sama w końcu wpada do Jinsha, czyli początku Jangcy.
Rzeka jak rzeka. Z naszego punktu widzenia ważniejsze jest nabrzeże. A ono zostało ostatnimi laty zmienione w cudowną ścieżkę spacerową oraz rowerową, bogatą w miejsca rekreacji dla dzieci i dorosłych, strefy odpoczynku oraz liczne toalety publiczne (co jest faktem nie do pogardzenia). Wędrując brzegami Rzeki Modliszki można spokojnie z centrum miasta dojść do uzdrowiska z gorącymi źródłami, annińskich lasów, parków i pagórków. Nie przeszlimy całej trasy; obecnie liczy ona około dziesięciu kilometrów, ale cały czas jest rozbudowywana. Oczywiście, dla Tajfuniątka najważniejszy był plac zabaw...
Zaczyna się niepozornie, ale będzie piękniej.
Wzdłuż ścieżki pojawiają się mapki, które baaaaardzo pomagają w orientacji.
Pierwszym miejscem, do którego poszliśmy podczas wizyty w Anningu, był ten pięknie zrekonstruowany pawilon:
Pamiętacie jeszcze Yang Sheng'ana, mingowskiego literata i intelektualisty zesłanego do Yunnanu? Wprawdzie został zesłany do najodleglejszego yunnańskiego miasta, tak daleko, że dziś to ono się już znajduje w Birmie, jednak udało mu się trochę Yunnan zwiedzić. Nie tylko dla przyjemności zresztą - będąc osobą gruntownie wyształconą zadał sobie trud, by część wiedzy przekazać Yunnańczykom. Prowadził "wykłady" między innymi w Anningu, którego wdzięczne władze w osobie Wang Baiana ufundowały dlań w 1525 roku pawilon nad rzeką Tanglang, opodal mostu Yong'an, niedaleko Wschodniego Jeziora 东湖. Wzruszony Sheng'an nie tylko wybrał dla pawilonu piękną nazwę: Yaocen 遥岑楼 czyli "budynek na odległym wzgórzu", ale również osobiście wykonał tablicę z tą inskrypcją. Właśnie tu spotykał się z żądnymi wiedzy Yunnańczykami; nadał również miejscu jeszcze bardziej poetycką nazwę "Kraina literackich zasług" 文献名邦, którą znów pięknie wykonał na tablicy zawieszonej w pawilonie.
Oryginalny budynek niestety spłonął w pożarze w 1983 roku. W 2013 roku władze Anningu rozpoczęły odbudowę, skończoną w 2014 roku; od 2017 roku nowy, dwukrotnie większy od oryginału, sześciokątny pawilon z trzema okapami pełnił rolę księgarni, a od początku 2025 roku w pawilonie otwarto Muzeum Yang Sheng'ana. Podczas odbudowy pawilonu zastosowano tradycyjne techniki rzemieślnicze; budynek odtworzono w stylu dynastii Ming. Użyto 178 elementów z drewna nanmu, i to najwyższej jakości, bo pochodzącego z naszych okolic Phoebe zhennan z rodziny wawrzynowatych. Z tego drewna jest wykonana w całości główna konstrukcja pawilonu, a także niektóre ozdoby.
Muzeum to ma trzy stałe sale wystawowe:
"Życie Sheng'ana" 升庵生平 - na parterze, gdzie zaprezentowane są jego rękopisy i dokumenty.
"Kulturalny szlak rzeki Tanglang" 螳川文脉 - na piętrze. Tam zaprezentowane są odbitki z inskrypcji dotyczących Anningu.
"Dziedzictwo pawilonu Kuige" 魁阁遗韵 na ostatnim piętrze. Obecnie znajduje się tam po prostu rzeźba przedstawiająca Kuixinga. Niegłupi pomysł, by połączyć osobę bodaj największego intelektualisty, który nauczał w Anningu z bóstwem literatury. Organizowane są tu spotkania literackie, plenery, koncerty, a oprócz tego działa czytelnia zaopatrzona w ponad siedemset tomów książek, dostępnych dla każdego.
Tak wyglądał oryginalny pawilon.
Niechże nam Kuixing pomaga w nauce :)
Samo zwiedzanie nie zajmie dużo czasu, chyba, że akurat trafimy na jakąś impreze kulturalną, w której warto wziąć udział. Za to możemy potraktować to muzeum jako punkt wyjścia do dłuższego spaceru wzdłuż rzeki Tanglang, aż do samych gorących źródeł oraz inskrypcji naskalnych, wśród których znajdują się i te stworzone przez Yang Sheng'ana.
Mając jeszcze cały poranek do dyspozycji, przed wyjazdem z Fengqingu zdążyliśmy zwiedzić taoistyczną świątynię położoną cokolwiek dalej od centrum miasta. Wiem o niej tylko tyle, że zbudowano ją już za Mingów, jednak nie trafiłam na żaden sensowny opis zabytku.
Minister Wody to kolejna postać wprost z ludowych legend, kompan Ministra Nieba i Ministra Ziemi, tworzących razem "świętą trójcę" zwaną formalnie 三官大帝 albo po prostu 三元 Trzy Yuany. Są jednymi z najwcześniejszych taoistycznych bóstw. Myślałam, że będzie przeciwwagą dla znanego już nam Ministra Ognia, ale okazało się, że gra w zupełnie innej lidze. Czasem utożsamia się Ministra Nieba z Yao, Ministra Ziemi z Shunem, a Ministra Wody z Yu. Zgodnie z tradycją Minister Nieba ma zsyłać błogosławieństwo, Minister Ziemi przebaczać, a Minister Wody chronić przed nieszczęściami (天官赐福,地官赦罪,水官解厄). Wszyscy oni mają urodziny w czasie pełni księżyca, co dawniej wiązało się z hucznymi obchodami.
Urodziny Ministra Wody wypadają 15. dnia 10. miesiąca księżycowego czyli właśnie dzisiaj. Uformowany został z qi wiatru i bagien oraz esencji porannego światła i jest odpowiedzialny za wszystkie bóstwa i nieśmiertelnych żyjących w wodzie. W swoje urodziny przybywa do świata ludzi, by zapoznać się z ich grzeszkami i szczęściami, a jednocześnie cały czas stara się ich ochraniać przed nieszczęściem. Niestety, pomoc ta i ichrona są warunkowe: ludzie mogą dostąpić boskiej ulgi w nieszczęściach tylko jeśli świadomie regularnie odprawiają rytuały i składają ofiary Ministrowi Wody. Całe szczęście regularnie to znaczy po prostu raz do roku... Dodatkowo w dawnych czasach był to tradycyjnie dzień, w którym nie można było ubijać zwierzyny ani wykonywać egzekucji.
Dawniej dość powszechne były obchody urodzin ministra połączone z występami artystycznymi zwanymi "teatrem końca zimy"; na Tajwanie są popularne do dziś, a nazywa się je Podziękowaniami za Pokój 谢平安.
(właściwe obchody zaczynają się w szóstej minucie filmu)
Bardziej ogólnie dzisiejsze święto zowie się Xiayuan (pamiętacie, że naszych trzech ministrów to trzy yuany? Wodny to właśnie dolny yuan). Dziś więc w kaplicach Ministra Wody pojawią się trociczki i ofiary dla naszego bóstwa, a ludzi będą prosić o ochronę przed nieszczęściami. W niektórych regionach ze świeżo zmielonej mąki z kleistego ryżu robiło się knedelki napchane warzywami, które po ugotowaniu na parze stanowiły bezmięsne danie dozwolone w tym dniu - wiemy, że pierwszy i piętnasty dzień miesiąca księżycowego były zgodnie z tradycją zawsze bezmięsne. Wstrzymywanie się od spożywania mięsa w dni urodzin ministrów już za czasów dynastii Tang i Song było głęboko zakorzenione - zresztą, taoiści uważali, że zawsze, gdy się o coś prosi bogów, należy pokazać wstrzemięźliwość i pokorę.
Dawnymi czasy przed taoistycznymi domostwami stawiano słupy, na których powiewały żółte sztandary z wypisanymi dobrymi wróżbami: Pałac Nieba, Ziemi i Wody, pomyśla pogoda, pokój w państwie, zniszczenie klęsk i nadejście szczęścia itd. Wieczorem w dniu urodzin któregokolwiek z naszych ministrów wieszano na czubku lampiony i robiono knedelki. Często obejmowały też rytuały związane z pracami rolnymi - prośby o wodę podczas pory suchej i błaganie o to, by plony wystarczyły na całą zimę i się nie zepsuły. Ciekawym zwyczajem związanym z Ministrem Wody jest "kolorowanie wody" 水色 - polega na puszczaniu kolorowych łódeczek na pobliskiej rzece.
Pamiętać jednak należy, że kult Ministra Wody był zdecydowanie popularniejszy na Południu niż Północy. Po prostu tam, gdzie uprawiano ryż na polach zalanych wodą, a dodatkowo rybołówstwo czy połów krewetek były ważną metodą pozyskiwania żywności i/lub bogactwa, właśnie "wodne" bóstwa cieszyły się wielką estymą. Nie znaczy to, że na północy bóstwo to było nieznane - w Pekinie też ludzie palili piekielną forsę, gotowali na parze specjalne bułeczki z czerwoną fasolą itd. - jednak obchody na południu były zdecydowanie huczniejsze.
Wędrując po Lincangu trochę bez celu (czekaliśmy na transport do Fengqingu) i całkiem nie wiedząc, dokąd pójść i co robić, trafiliśmy do Świątyni Synów i Wnuków. Łatwo ją było poznać - już z daleka patrzyły na nas posągi cnotliwych synów (tylko skąd konfucjańskie posągi przed taoistyczną świątynią?). Po wejściu okazało się, że w środku znajdują się zaledwie dwie kapliczki - jedna ku czci Triady Czystych, a druga dla Cihang Zhenren, czyli taoistycznej odpowiedzi na buddyjską kobiecą Awalokiteśwarę; w nawach bocznych "mieszkają" Bóg Piorunów i Bóg Pieniędzy. Ku mojemu ogromnemu zdumieniu to maleństwo okazała się być siedzibą lincańskiego stowarzyszenia taoistycznego; dopiero gdy poczytałam o jej bogatej historii, zrozumiałam dlaczego.
Świątynia ta powstała już w 1729 roku; pierwotnie była prywatną świątynką pewnego oficjela, który zbudował ołtarzyk dla (zmarłej?) matki; potem jednak stopniowo się rozbudowywała. Pod koniec dziewiętnastego wieku opat Ruan Yicheng i jego uczeń Yang Yangwu zebrali fundusze na budowę obu kapliczek, a z własnych środków sfinansowali również budowę górnego i środkowego dziedzińca. Dolna część kompleksu, czyli Budynek Guanjia, a także ogród i boczne budynki, powstały dopiero w 1927 roku - znów opat wraz z uczniem zbierali datki.
Podczas wojny z Japonią mnisi zajmowali się przyrządzaniem lekarstw i opatrunków dla chińskich żołnierzy, a także opieką nad nimi - zresztą nawet we współczesnych Chinach świątynia czasem służyła celom medycznym. Z kolei w 1949 roku, kiedy wkroczyli "wyzwoliciele", tutejsi mnisi zachęcali wiernych do szycia obuwia dla żołnierzy - ponoć w ten sposób powstało tysiąc par materiałowych butów (布鞋). Ten mądry w zamierzeniu ruch nie bardzo im się opłacił: komuniści z miejsca "znieśli feudalne przesądy", zniszczyli świątynie i wypędzili mnichów. Dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku przywrócono część swobód religijnych, a Świątynia Synów i Wnuków znów zaczęła być miejscem kultu. Gdzieś w międzyczasie ze świątyni ku czci rodzicielki stała się miejscem, w którym wierni proszą o pomyślność dla swego potomstwa.
W 1997 roku świątynia trafiła na listę lokalnych zabytków i od tamtej pory trwają prace renowacyjne.
Cokolwiek niepokojące jest to, że niemal wszystko wokół świątyni wyburzono i na tym miejscu postawiono centrum handlowe i nowe osiedle (widzicie te żurawie?). Z drugiej jednak strony - skoro zostawili tę świątynię, gdy burzyli wszystko inne, to może jednak uda jej się przetrwać? Tylko - czy znajdą się wierni, dla których będzie to nadal ważne miejsce kultu, czy wszyscy zostali przesiedleni za daleko, by tu wracać?