Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flora 植物相. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flora 植物相. Pokaż wszystkie posty

2026-07-19

madan มะดัน

Za granicą - obojętnie za którą: kraju, prowincji, czasem nawet miasta czy wręcz dzielnicy - uwielbiam odwiedzać nie tylko targi, ale również supermarkety oraz moje ukochane 7-11. Zawsze znajduje się w nich coś unikalnego, niespotykanego w innych miejscach, choć niby marka ta sama. Po pierwsze mogę tam znaleźć jedzenie, które jest mi całkowicie nieznane. Po drugie - i chyba nawet ważniejsze - w przeciwieństwie do tego na targowiskach, sklepowe jest zazwyczaj opisane, często kilkujęzycznie. Dzięki temu odkryłam madan - tajski owoc wyglądający jak skrzyżowanie śliwki z zielonym chilli. Odkryłam go w postaci piklowanej, odpestkowany, zapakowany w opakowanie próżniowe, jednak teraz już będę wiedzieć, że istnieje, więc na straganie też go nie przeoczę. Jest to kuzyn moich ukochanych mangostanek czyli smaczelin - one też należą do rodzaju Garcinia, tyle, że mangostany to Garcinia mangostana, a madan to Garcinia schomburgkiana
Madan jest rośliną wieloletnią, zimozieloną. Owoce są podłużne, zielone i bardzo kwaśne, bogate w witaminy C oraz A. Mogą być jedzone na surowo, chętnie maczane w papryce z solą, a także kiszone/marynowane, kandyzowane i suszone. Owoce są również wykorzystywane jako przyprawa w tajskich zupach i sosach. Młode pędy i liście są jadane jako warzywo. Roślina jest też używana jako zioło: owoc działa wykrztuśnie, łagodzi stany zapalne gardła, a korzenie i liście wzmacniają organizm. Więcej o owocku możecie się dowiedzieć tutaj:

2026-06-25

kącicierń 三角梅

Sezon na kąciciernie czyli bugenwille już się kończy, ale dziś podrzucam Wam kilka fotek sprzed paru tygodni, podczas jego pełni - rozbuchane, dzikie, oplatają wszystko, na co trafią, począwszy od serc.
Niedawno dociekliwa gościni zapytała, czy wiem skąd się wzięły w Kunmingu bugenwille i jak głęboko trzeba sięgnąć w historię miasta, by je znaleźć. Zgodnie z prawdą odparłam, że nie wiem, nigdy nie badałam tematu, jednak podejrzewam, że mogły zjawić się w Kunmingu z Francuzami w czasie budowy kolei yunnańsko-wietnamskiej. Sprowadzili oni tyle gatunków na kunmiński grunt, że można ich podejrzewać o większość egzotycznych roślin. No i, wyobraźcie sobie, dobrze strzeliłam!
Historia sadzenia bugenwilli czyli "trójkątnej moreli" 三角梅 w regionie Kunmingu to sprawka właśnie Francuzów. Grupka inżynierów upiększyła nią stację kolejową Yiliang (obecnie miasto należy administracyjnie do Kunmingu), a sprowadzili ją aż z Brazylii. Dwa oryginalne okazy z tego okresu rosną tam ponoć po dziś dzień - w internecie można znaleźć fotę pokazującą grubaśne pnie, mające niemal metr obwodu w najszerszych miejscach; maksymalna szerokość korony połączonych dwóch roślin sięga ponad 40 metrów! Niestety, podczas ostatniej mojej wycieczki do Yiliang jeszcze o tym nie wiedziałam, inaczej na pewno spróbowałabym ich poszukać. Cóż, następnym razem. Jedynym problemem jest fakt, że ta stacja już od lat nie działa. Wąskotorówka wyszła z użycia - w 2003 roku zaprzestano ruchu pasażerskiego, przez co dziś trzeba półtorej godziny kisić się w autokarze, żeby dojechać do Yiliang. Stacja podupadła - budynki mają popękane ściany, zniszczone okna i drzwi. Liczba etatowych pracowników stacji Yiliang zmniejszyła się z ponad tysiąca w szczytowym okresie do mniej niż dziesięciu. Ponieważ nigdy nie wiadomo, co może strzelić do głowy władzom miasta czy prowincji, muszę się pospieszyć i zdążyć zobaczyć to miejsce, dopóki jeszcze istnieje...

2026-06-10

Kwiaty szorstkowca Fortunego 棕包

O tym, że palmy mają wiele zastosowań, wiedziałam od dawna. Już pomijając te bananowe czy kokosowe, których zastosowanie jest oczywiste, są przecież jeszcze takie palmy jak nasz szorstkowiec, które można "ogolić" a z otrzymanych zeschłych liści łatwo zrobić matę przed drzwi, kapelusz czy nawet pelerynę suoyi. Dlatego raczej średnio mnie zdziwiło, gdy ZB na widok kwitnącej palmy westchnął, że koledzy, którzy potrafili się lepiej wspinać, mieli odeń bardziej urozmaiconą dietę. Właściwie bardziej mnie dziwiło, że choć już od dawna wiedziałam, że kwiaty palmy są jadalne, nigdy mi się ich nie zdarzyło zobaczyć w menu żadnej restauracji. Nawet angielska wiki twierdzi, że "The young flower buds are cooked and eaten in a variety of ways", a ja nie mogę spróbować? Cóż za niedpatrzenie! 
Całe szczęście w Anningu wybraliśmy się do restauracji typu chłopskie jadło 农家乐 akurat w sezonie ich kwitnienia - i były! Oczywiście zamówiliśmy.
Pąki kwiatowe palmy są znane jako palmowy tobołek 棕包,palmowy pęd bambusa 棕笋 lub ryż palmowego tobołka 棕包米. Złotożółte pąki kwiatowe wyrastają u nasady ogonków liściowych i zawierają gęste, drobne kwiaty, które dojrzewając przekształcają się w czerwone, groniaste owoce. Zgodnie z zasadami chińskiej medycyny działają chłodząco i obniżają ciśnienie krwi. Z kolei zgodnie z badaniami naukowymi zawierają 24 rodzaje aminokwasów oraz białko przeciwgrzybicze. Zarówno kwiatostany, jak i liście używane były tradycyjnie przez Chińczyków do leczenia biegunek, krwotoków z macicy i nadciśnienia. Naturalny smak kwiatów jest lekko gorzki i cierpki (do tego jednak wrócę za chwilę). Jeśli chodzi o sposoby przyrządzania, to najczęściej się je smaży, dusi albo gotuje - my zamówiliśmy smażone z czosnkiem bulwiastym. 
Wróćmy do smaku: zależy on nie tylko od geografii - im dalej na południe, tym są słodsze, ale również od gatunku i od... płci. Otóż żeńskie kwiaty są ponoć tak słodkie, że można je jeść nawet na surowo. Z kolei kwiaty męskie (czyli te, z których nie powstaną owoce) na surowo są gorzkie i cierplkie, dopiero po wymoczeniu i obróbce termicznej stają się aromatyczne i smakowite, choć osobom nieprzyzwyczajonym do ich specyficznego smaku nadal mogą się wydawać gorzkawe. Te nasze zdecydowanie były męskie, ale i tak mi smakowały, głównie z racji cudnej konsystencji.
Najważniejsze jednak, by spożywać raczej nierozkwitłe pąki, bowiem rozkwitłe kwiaty stają się coraz twardsze i coraz mniej smaczne. Najlepszy czas na ich zbieranie to 3-4 miesiąc księżycowy, czyli mniej więcej kwiecień-maj. Przy okazji dowiedziałam się też, że również serce palmy - sam środek pnia - jest jadalne gdy palma jest jeszcze niska i gruba. Przypomina wówczas pędy bambusa i podobnie się je przyrządza. 
Ciekawostka: w większości miejsc w Chinach się ich nie jada, ponieważ Li Shizhen - słynny chiński szesnastowieczny medyk - napisał, że kwiaty palmowe są toksyczne. Całe szczęście większość Yunnańczyków była analfabetami, więc nigdy nie przestali spożywać tego skarbu...

2026-06-08

Nanyuan czyli ogród Febe 楠园

Wiele miejsc w Anningu można ominąć, ale do tego jednego parku bezwzględnie należy się udać. Ogród Nanyuan, będący częścią Ogrodu Stu Kwiatów 百花公园, został zaprojektowany przez słynnego Chena Congzhou 陈从周, wybitnego specjalistę starożytnej architektury i ogrodów, ze szczególnym uwzględnieniem klasycznych ogrodów z Suzhou - jego książka o ogrodach z Suzhou, wydana w 1956 roku, była ponoć pierwszym poważnym opracowaniem tego tematu. To właśnie on zaprojektował Pawilon Światła 明轩 dla Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. W 1991 roku ukończył swój autorski projekt, czyli właśnie nasz Nanyuan, który uważał za ucieleśnienie swoich teorii ogrodniczych. Był również poetą i kaligrafem - co moim skromnym zdaniem doskonale widać w tym projekcie (kiedy odwiedzicie ogród, zwróćcie uwagę na kamienie w białych ścianach!). Wszystkie pawilony, altany i meble zostały wykonane ze wspomnianego już przeze mnie drewna nanmu (które dało nazwę naszemu ogrodowi), z niewielkim dodatkiem cedrów i jodeł; w ogrodzie stworzono również gaj nanmu. Ogród ten jest ciekawostką na skalę światową, ponieważ łączy koncepcje artystyczne rodem z Suzhou z oryginalnymi krajobrazami i roślinami Yunnanu. Choć został w całości zaprojektowany przez człowieka, wydaje się być idealnie naturalny. 
Dlaczego nazywam ten ogród ogrodem Febe? Ponieważ drewno nanmu nazywa się Pheobe, jest to rodzaj roślin z rodziny wawrzynowatych. Phoebe to jedna z tytanid, babcia Apollina. A że po polsku Phoebe to Febe... Dodatkowa ciekawostka: zgodnie ze znakami 楠 to dosłownie "południowe drzewo" 南 + 木, a faktycznie jest gatunkiem endemicznym, występującym jedynie w południowych Chinach.
Obecnie wejście do parku jest bezpłatne, ale ponieważ jest on cennym zabytkiem kultury, wielu ekspertów popiera przywrócenie opłat za wstęp do parku. Wierzą, że będzie to z korzyścią dla jego rozwoju. Ja uważam inaczej; mam nadzieję, że te głupie pomysły im wywietrzeją z głów... 
Zapraszam na przechadzę po ogrodzie Febe.
Gdyby to nie było tak daleko, jeździłabym tam bez przerwy...

2026-05-29

glicynia z bobem 蚕豆米煮紫藤花

O kulinarnym zastosowaniu kwiatów glicynii już kiedyś słyszałam (choć nie miałam wcześniej okazji spróbować; w Kunmingu się ich raczej nie jada), wiem, że szczególnie popularne są w Lincangu i Pu'er. Nie zdziwiło mnie zatem, gdy przyjaciółka z Pu'er poczęstowała mnie bardzo popularnym daniem złożonym przede wszystkim z glicynii i bobu. 

Składniki
  • kwiaty glicynii
  • bób 
  • ewentualnie: szynka yunnańska 
  • ewentualnie: imbir i czosnek 
Wykonanie
  1. Poprzedniego wieczora namoczyć bób, żeby łatwo można było zdjąć skórki. 
  2. Przygotować kwiaty: zblanszować we wrzątku ok. 2 minuty, a potem przelać zimną wodą. 
  3. Jeśli chcemy wzbogacić danie szynką i przyprawami, to kawalątek szynki pokroić w drobną kosteczkę, a także rozciamkać imbir i czosnek na papkę. 
  4. Rozgrzać w woku odrobinę tłuszczu i obsmażyć szynkę, imbir i czosnek. Gdy zapachną, dodać szklankę/dwie wody. Po zagotowaniu dorzucić obrany ze skórek bób. Jeśli wolimy zachować naturalny smak składników, pomijamy dodawanie szynki i przypraw i zaczynamy od zagotowania w woku szklanki/dwóch osolonej wody, do której następnie wrzucamy bób. Wody musi być co najmniej tyle, żeby zakrywała bób, więc ilość wody zależy bezpośrednio od ilości bobu. 
  5. Gotować około dziesięć minut, aż bób będzie ugotowany, dodać kwiaty i gotować jeszcze pięć minut. Gotowe! 
Danie jest równie często spotykane w wersji gotowanej (zupa), jak i duszonej czy smażonej. W tym ostatnim przypadku warto najpierw bób obgotować dziesięć minut, potem odsączyć z wody i usmażyć z przyprawami i kwiatami. Zupy najczęściej nie są mocno przyprawione - i dobrze, bo zachowują wtedy naturalny smak kwiatów. Niestety, prześliczne fioletowe glicynie po ugotowaniu tracą swój zjawiskowy kolor.
Zamiast kwiatów glicynii można użyć kwiatów bauhinii; należy tylko pamiętać, żeby zacząć od wyjęcia pręcików.