Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lincang 臨滄. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lincang 臨滄. Pokaż wszystkie posty

2026-05-29

glicynia z bobem 蚕豆米煮紫藤花

O kulinarnym zastosowaniu kwiatów glicynii już kiedyś słyszałam (choć nie miałam wcześniej okazji spróbować; w Kunmingu się ich raczej nie jada), wiem, że szczególnie popularne są w Lincangu i Pu'er. Nie zdziwiło mnie zatem, gdy przyjaciółka z Pu'er poczęstowała mnie bardzo popularnym daniem złożonym przede wszystkim z glicynii i bobu. 

Składniki
  • kwiaty glicynii
  • bób 
  • ewentualnie: szynka yunnańska 
  • ewentualnie: imbir i czosnek 
Wykonanie
  1. Poprzedniego wieczora namoczyć bób, żeby łatwo można było zdjąć skórki. 
  2. Przygotować kwiaty: zblanszować we wrzątku ok. 2 minuty, a potem przelać zimną wodą. 
  3. Jeśli chcemy wzbogacić danie szynką i przyprawami, to kawalątek szynki pokroić w drobną kosteczkę, a także rozciamkać imbir i czosnek na papkę. 
  4. Rozgrzać w woku odrobinę tłuszczu i obsmażyć szynkę, imbir i czosnek. Gdy zapachną, dodać szklankę/dwie wody. Po zagotowaniu dorzucić obrany ze skórek bób. Jeśli wolimy zachować naturalny smak składników, pomijamy dodawanie szynki i przypraw i zaczynamy od zagotowania w woku szklanki/dwóch osolonej wody, do której następnie wrzucamy bób. Wody musi być co najmniej tyle, żeby zakrywała bób, więc ilość wody zależy bezpośrednio od ilości bobu. 
  5. Gotować około dziesięć minut, aż bób będzie ugotowany, dodać kwiaty i gotować jeszcze pięć minut. Gotowe! 
Danie jest równie często spotykane w wersji gotowanej (zupa), jak i duszonej czy smażonej. W tym ostatnim przypadku warto najpierw bób obgotować dziesięć minut, potem odsączyć z wody i usmażyć z przyprawami i kwiatami. Zupy najczęściej nie są mocno przyprawione - i dobrze, bo zachowują wtedy naturalny smak kwiatów. Niestety, prześliczne fioletowe glicynie po ugotowaniu tracą swój zjawiskowy kolor.
Zamiast kwiatów glicynii można użyć kwiatów bauhinii; należy tylko pamiętać, żeby zacząć od wyjęcia pręcików.

2026-05-11

云南多依 docynia yunnańska

云南多依 czyli Docynia delavayi - docynia odkryta przez naszego ulubionego misjonarza-botanika Jean Marie Delavay'a. Jest to drzewo należące do rodziny różowatych, tej samej, do której należą też śliwy, jabłonie czy... poziomki. Jej owoce z wyglądu i właściwości najbardziej przypominają pigwowca - jest twarda i kwaśna - dlatego też często do nazwy dodaje się przymiotnik kwaśna: 酸多依. Inna jej nazwa jest zresztą ściśle związana z yunnańską nazwą pigwowca czyli drzewna gua "木瓜" - mówi się na docynię "mały pigwowiec" 小木瓜. Jeszcze jedną często używaną nazwą jest 栘𣐿 yíyī, przy czym warto zauważyć, że jest ona stosowana do wszystkich docynii, a nie tylko yunnańskiej. Ta nasza najczęsciej występuje w Yunnanie, Syczuanie i Guizhou; rośnie często w lasach mieszanych, na wysokości 1000-3000 m.n.p.m. Choć chętnie wyrasta przy strumieniach i w zacienionych dolinach, jest również wyjątkowo wytrzymała na suszę i kiepską, jałową glebę. Najstarsze okazy mają po 400 lat! Oczywiście tak starym drzewom niektóre grupy etniczne przypisują właściwości magiczne, np. Naxi i Bai traktują docynię jak "boskie drzewa" 神树 i bardzo się o nie troszczą. Ostatnimi laty, ze względu na ich wielką urodę podczas jesiennego wybarwiania liści, często wykorzystuje się je jako drzewa ozdobne w yunnańskich parkach. 
W Yunnanie docynia od wieków jest używana w celach medycznych - owoc leczy biegunkę, poprawia trawienie i odrobacza. Kora ma właściwości przeciwzapalne i wywar był stosowany do przemywania ran i robienia okładów. Poza tym jednak zawsze robiono z niej marmoladki (wysoka zawartość pektyn), a także nastawiano ocet i używano jako bazy do napojów - woda przyprawiona plastrem docynii świetnie gasi pragnienie w upalny dzień. Można ją też dodawać do zup, żeby je zakwasić - popularnym daniem kuchni Dai, Wa i Hani jest na przykład rosół z wolnowybiegowych kurczaków lub bażantów z dodatkiem docynii bądź pigwowca. Dopiero jednak w Mojiangu spotkałam się z docynią jadaną na surowo. Nawet dojrzała docynia o żółtej skórce jest mocno kwaśna i twardawa - jak to jeść? Pani z naszego ulubionego mojiańskiego sklepu z owocami przyrządziła więc dla nas pikantną sałatkę z docynii i amli, robioną podobnie do tajskich sałatek z zielonej papai, zielonego mango czy pomelo, tylko zawierającą mniej składników - wystarczyło pokrojone owoce wymieszać z pikantną pastą z wędzonego chilli i poczekać, żeby się przegryzło. Oczywiście w restauracjach znajdziecie raczej tłuczoną wersję prosto z ogromnego moździerza, tak częstą w kuchniach grup etnicznych Dai, Lahu czy Wa: owoce tłucze się ze świeżym chilli, solą, a często również ze świeżymi ziołami i fistaszkami. Jednak łatwo sobie wyobrazić młodzież idącą na cały dzień w góry, by zbierać herbaciane liście - nie nieśli z sobą wielkich moździerzy, a co najwyżej woreczek z solą i kilka chilli w kieszeni, by po prostu umoczyć owoc w soli i zagryźć papryką dla przełamania kwaśnego smaku. Po dziś dzień to tak zresztą wygląda. Och, jakże orzeźwiające są takie owoce!

2026-01-25

撇菜根 korzenie czosnku

Do wielu dań Lincangu i Pu'er dodaje się pewną bardzo charakterystyczną przyprawę czy też warzywo:
Widzicie te białe śmiesznie powykręcane cosie? To właśnie korzonki szerokolistnego czosnku 宽叶韭 (Allium hookeri). Jest to roślina występująca w Indiach, na Sri Lance, w Birmie, Bhutanie i południowozachodnich Chinach - czyli właśnie u nas. Ich najważniejszą częścią są właśnie grubaśne (jak na czosnek) korzonki i szerokie, długie liście. Jest chętnie uprawianym warzywem w Południowej i Południowo-Wschodniej Azji. Jada się głównie korzonki (liście też można, ale po co? korzonki są lepsze), nie tylko jako przyprawę, dodawaną do dań smażonych czy zup, ale również w sałatkach oraz ukiszone. Zaostrzają apetyt i doskonale nadają się na przekąskę pomiędzy daniami głównymi. 
Kiszone najczęściej przyrządza się z dodatkiem płatków chilli, solą, cukrem i odrobiną octu oraz sosu sojowego. Kiszenie sprawia, że ich naturalna goryczka zostaje "naprawiona", a smak jest bogatszy. Po ukiszeniu jada się je jako dodatek do bułeczek na parze mantou, do kleiku ryżowego albo po prostu jako przystawkę. Tutaj możecie zerknąć, jak wygląda przygotowanie takiej kiszonki. 
Jest to zdecydowanie warzywo, na które warto zwrócić uwagę podczas wizyty w regionie.

2026-01-13

Chmurny Powiat 云县 - nabrzeże

Zawsze tak samo pozytywnie mnie zaskakuje, kiedy jeździmy po małych miasteczkach powiatowych Yunnanu, jak wiele władze inwestują w budowanie nowego, przyjaznego mieszkańcom wizerunku miasta. Jedną z podstawowych części budowania nowego społeczeństwa, inaczej spędzającego czas i żyjącego "po współczesnemu" jest budowanie parków, zwłaszcza tych na nabrzeżu rzek, wokół których miasteczka te były budowane. Chmurny Powiat nie jest tu wyjątkiem: zadbano o to, żeby było którędy pospacerować - ścieżki zdrowia 健康步道 i tutaj wrosły w krajobraz.
Tak oto dotarliśmy do końca wycieczki do Lincangu. Czas najwyższy, bo było to już prawie rok temu, a następne miejsca czekają w kolejce!

2026-01-11

Pagoda Literatury w Prefekturze Yun 云州文笔塔

W miasteczku powiatowym zowiącym się po prostu "Chmury" (云县), podlegającym Lincangowi, spędziliśmy zaledwie pół dnia, czekając na popołudniowy pociąg powrotny do Kunmingu. To nie był planowany punkt naszej wycieczki, a czysty przypadek. Nie chcąc marnować czasu, od razu otworzyłam mapę w telefonie, szukając miejsc wartych odwiedzenia. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu, okazało się, że i tutaj znajduje się Pagoda Literatury! ZB spojrzał na mnie jak na wariatkę. "Nie będę się wspinać ze wszystkimi bagażami". Co racja, to racja. Żadna przyjemność taszczyć ze sobą wszystko w niezwykle ciepły dzień. Bagaże zostały więc z ZB, a Tajfuniątko i ja z włączonym GPSem ruszyłyśmy w drogę.
Początkowo droga wiodła przez wioskę na obrzeżu miasteczka.
O, już ją widać z daleka!
Udało się ją zdobyć :)
Ku naszemu najwyższemu zdumieniu, odnalazłyśmy ją również na tablicy pamiątkowej przedstawiającej najważniejsze zabytki dawnej Prefektury Yun.

Położona na szczycie Góry Ognistych Kamieni, tutejsza pagoda została wzniesiona w 1782 roku, gdy miasteczko Yun nie było jakimś tam powiatem, a centrum prefektury Yun. Czteroboczna, dziewięciopoziomowa pagoda z cegieł i fundamentem z czerwonego piaskowca, bez możliwości wejścia do środka (środek nie jest pusty), wysoka na siedemnaście metrów. Pod koniec panowania Mandżurów ucierpiała od uderzenia pioruna, jednak prawdziwym wrogiem pagody okazała się Rewolucja Kulturalna, kiedy została ona rozebrana, a cegły posłużyły do budowy innych budynków. Dlatego wersja, którą można oglądać dzisiaj to po prostu podróbka z 1983 roku, kiedy władze wyłożyły kasę na odbudowę. Obecnie znów jest remontowana (droga na szczyt góry była akurat nieprzejezdna, więc razem z Tajfuniątkiem przedzierałyśmy się przez pola uprawne). 

2025-12-28

太华茶 Herbata Taihua

Jak na prawdziwą herbaciarkę przystało, podróżuję i wyznaczam podróżnicze cele również pod kątem herbacianym. Co w trakcie podróży po Yunnanie jest tym łatwiejsze i tym przyjemniejsze, że przecież tu herbata jest WSZĘDZIE. Dlatego w Fengqingu również zaopatrzyłam się w herbatę bodaj najbardziej związaną właśnie z tym miejscem. 
Herbata Taihua pochodzi z regionu Dongshan w okręgu Fengqing w prowincji Yunnan. Jej historia sięga czasów dynastii Ming. W 1639 roku, gdy Xu Xiake przybył do Fengqingu, tubylcy podali mu herbatę Taihua, a on był pod takim wrażeniem jej smaku (albo po prostu był spragniony i zasmakowałoby mu wszystko...), że aż opisał ją w swym pamiętniku z podróży. A to czyni ją jedynym produktem herbacianym szczegółowo opisanym przez Xu Xiake! Tak, drodzy państwo. Nie jakieś longjingi czy inne tieguanyiny, a swojski Yunnan! Herbata Taihua jest zresztą wspominana w wielu publikacjach z czasów dynastii Ming i Qing. Np. Xie Zhaozhe 谢肇淛 z dynastii Ming w Chorografii Yunnanu 滇略 zachwycał się nią - stwierdził, że jej kolor i aromat nie ustępują (sławnej wówczas) herbacie Songluo. 
Jako ważny element kultury herbacianej Fengqingu, herbata Taihua jest mocno związana z lokalnymi miejscami kultu. Świątynie takie jak Dongshan 东山寺 i Longquan 龙泉寺 (ale również inne w regionie) mają tradycję uprawy własnej herbaty Taihua, którą serwują gościom. Niezwykły smak zawdzięcza unikalnemu klimatowi dorzecza Mekongu (łagodne zimy i chłodne lata) i białej gliniastej glebie, a także faktowi, że surowcem są głównie starożytne drzewa herbaciane, liczące setki lat - niektóre są tymi samymi drzewami, z których powstawała herbata dla Xu Xiake! Mało tego: mieszkańcy wioski Mazhuang, zwłaszcza Yi o nazwisku Mei chlubią się, że są potomkami pana Mei, który podjął podróżnika herbatą - no i oczywiście że zachowali tradycje herbaciane przez setki lat. Ciekawostką są nieznane w innych regionach Yunnanu praktyki religijne związane z herbatą. Mnisi w świątyni Dongshan wypracowali specjalną technikę obróbki liści herbaty na kamiennych płytach przed parzeniem jej dla gości. Z kolei w świątyni Longquan narodził się specyficzny rytuał podawania herbaty gościom, ale i herbata jako ofiara dla bóstw podawana w specjalnej ceremonii. Była więc nasza herbata nadzwyczaj ważna - nie tylko jako produkt handlowy, ale i ważny element lokalnych religii oraz część tutejszej etykiety względem gości. 
No i teraz najważniejsze: co to jest w końcu za herbata? I tutaj pojawia się problem. Najstarsze źródła porównują ją do herbaty Longjing, czyli jednej z najsłynniejszych herbat zielonych. Inne wpisują ją w rodzaj herbat puer. Jednak w sklepach dostępna jest głównie... czarna herbata Taihua. Taką właśnie udało mi się kupić:
na pierwszy rzut oka widać, że czarna
Kupić kupiłam, zaparzyć zaparzyłam, wypiłam z przyjemnością, bo w sumie smak ma niezły - delikatna słodycz yunnańskich czarnych herbat czyli 滇红 dianhongów to coś, co rozkosznie rozgrzewa zimą. Ale... szczerze mówiąc, nie polecam. To nie jest ta sama wybitna herbata, o której pisał Xu Xiake, a całkiem przeciętna czarna herbata. Znam lepsze. Znam nawet lepsze i tańsze jednocześnie. Smuteczek. Ciekawe, kiedy zapomnieli, jak należy ją robić? A może po prostu udało im się zdobyć znaczek "starej firmy" za jakąś łapówę? A może byli przekonani, że skoro i tak nikt już nie pamięta, jak było, to można robić, co się chce? Przykro mi. Ale mam nauczkę: nawet klasyków herbacianych ze starych, sprawdzonych firm, nie należy kupować jak kota w worku. Tylko targi herbaciane, tylko herbaty, którym można się przyjrzeć, można posmakować, można pooglądać w trakcie parzenia. Inaczej zdarza się wyrzucenie pieniędzy w błoto...

2025-12-08

Pagoda Literatury w Fengqingu

Kiedy tylko dotarliśmy do Mostu Błękitnego Smoka, od razu wiedzieliśmy, co będzie następnym celem naszej wycieczki: Pagoda Literatury
Znajdująca się na Górze Czerwonego Żółwia 红龟山 pagoda została wzniesiona w 1888 roku; ma siedemnaście poziomów i jest pusta w środku (nie można niestety się na nią wspiąć, bo nie zawiera klatki schodowej), a jej łączna wysokość to 35 metrów. Ma ciekawą formę: przez pierwszych dziesięć "pięter" powoli robi się coraz szersza, by od dziesiątego do ostatniego szybciutko się zwęzić. 
W 1948 roku uderzył w nią piorun powodując pożar, przez który spłonęła wewnętrzna drewniana konstrukcja wspierająca pagodę, a oprócz tego spłonęły zewnętrzne wywinięte dachy. Dopiero w 1982 roku władze objęły pagodę ochroną, a w 1983 roku nieco ją podremontowały. 
Dziś kilkukilometrowa trasa między Mostem Błękitnego Smoka, pagodą i opłotkami Fengqingu to piękny park nadrzeczny; zdecydowanie warto zostawić sobie godzinkę z hakiem na ten spacer.