blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2019-12-31

Private corner

Kochani! Życzę Wam wszystkim zdrowia, miłości i chińszczyzny w nadchodzącym roku!
A jeśli macie dość balowych, noworocznych koncertów, może skusicie się na taki?

2019-12-29

seler naciowy z mięsem mielonym 芹菜炒肉末

Idiotycznie łatwe w przygotowaniu, wyjątkowo aromatyczne danie często widywane na yunnańskich stołach. Kunmińczycy najczęściej wykonują je z cienkim selerem naciowym o bardzo intensywnym smaku, ale z naszą grubą wersją smakuje równie dobrze.

Składniki:
  • solidna garść mięsa mielonego. Najlepsze jest niezbyt chude.
  • drobno posiekany seler naciowy.
  • ewentualnie słodka papryka lub chilli dla podkręcenia smaku i koloru
  • przyprawy: pieprz syczuański, drobno posiekana cebulka, drobno posiekany imbir, sos sojowy, sól
Wykonanie:
  1. Na gorący olej wsypać ziarnka pieprzu syczuańskiego, obsmażyć aż zapachnie.
  2. Dodać cebulkę i imbir, obsmażyć.
  3. Dodać mięso i na dużym ogniu smażyć w ruchu, aż całe zmieni kolor.
  4. W międzyczasie dodać łyżeczkę sosu sojowego.
  5. Dodać seler, smażyć w ruchu aż odrobinę zmięknie.
  6. Dodać paprykę, smażyć w ruchu aż odrobinę zmięknie.
  7. Spróbować i ewentualnie dodać soli.
Druga forma podania to mięso nie mielone, a w paseczkach. Wówczas również seler naciowy kroimy w słupki długości kciuka, a nie siekamy. Ja bardzo często zostawiam seler w trochę większych kawałkach, bo Tajfuniątko lubi je chrupać.

2019-12-28

karciochy 紙牌

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Kiedyś byłam straszną karciarą. Straszną. Każdy wieczór to była najpierw wojna i świnka, potem makao, garibaldka, tysiąc, 66, remik, 3-5-8... Masa. Kiedyś czyniłam podejście do brydża, ale ponieważ mnie okropnie nudził (za mało elementów losowych), to dałam spokój. Za to partie remika, tysiąca i pokera na zapałki z Babcią pamiętam do dziś. Tak samo jak 3-5-8 lub tysiąc z Bratem i Mamą. U góry zawsze od początku partii napisane było "Mamusia wygrała" i zresztą zazwyczaj tak właśnie było, bo mama wszystkie karty pamiętała...
Niestety, choć w domu mamy karty - i to sporo - okazało się po pierwsze, że ZB nie lubi grać, a po drugie, że te karty wcale nie są chińskie! To znaczy: są na nich tacy sami królowie, damy i walety, jak na naszych, europejskich kartach. Buuuu... Ponieważ wcześniej grywałam w karty z grupami raczej międzynarodowymi, a i to głównie w pijackie gry typu oczko na kieliszki*, ustalaliśmy tylko, ile co ma punktów, a nazywało się zgodnie z angielskimi skrótami - to znaczy od 2 do 10, a potem J, Q, K i A.
Dopiero niedawno ZB, licząc dni, z rozpędu powiedział po 10 "gou". Oczywiście domyśliłam się, o czym mówi, ale również zastrzygłam uszami; strasznie zaciekawiło mnie, jak kunmińczycy nazywają figury karciane.
  • Mamy więc J - 勾 gōu,traktowany jako wariant 钩 czyli "haczyk" - bo litera J wygląda jak haczyk. Oficjalnie nazywa się go zazwyczaj 杰克 jiékè - czyli fonetyczna przeróbka angielskiego jack
  • Dalej jest Q - 姑 gū - ciocia, szwagierka, a nawet mniszka. W mandaryńskim mówi się raczej 求 qiú albo 圈 quān, żeby zachować literkę Q albo 库 kù, żeby brzmiało jak początek queen - ku. Oficjalnie nazywa się ją zazwyczaj 王后 wánghòu - królową, albo 皇后 huánghou - cesarzową.
  • Jest i K - ke. Że niby tak się tę literę wymawia. Wg "zwykłych Chińczyków" jest to raczej 凯 kǎi - czyli tryumfator, zwycięzca. Idealne zastępstwo za króla, prawda? :) Oficjalnie nazywa się go zazwyczaj 皇帝 huángdi - cesarz, 王 wáng - król, albo 十三 shísān - trzynastka.
  • I w końcu A, który po kunmińsku zowie się albo 幺 yāo czyli 1, ale czytane tak jak w numerach telefonu, albo 尖 jiān czyli szpic, szpiczasty, ostry - od wyglądu literki A. Oficjalnie zwie się 一点 yīdiǎn - jeden punkt albo 愛司 àisī - czyli przeróbka fonetyczna Asa.
Są i inne dialekty z rozmaitymi wersjami, np. hebejska 勾 gou/ 蛋 dan/ 克 ke, fudzieńska to ponoć 勾 gou 皮 pi 凯 kai, a jest jeszcze 夹克 jiākè (czyli zsinizowany jack) /皮蛋 pí​dàn (dosłownie: jajko w skórce, czyli tzw. jajo stuletnie)/ 老k lǎo K (stary K - w domyśle: Król) i wiele, wiele innych. Pewnie co wioska, to inaczej się mówi, tak samo zresztą, jak w Polsce. Pierwsze zetknięcie z jopkiem zamiast waleta było dziwaczne, a przecież jeszcze kolory się różnie nazywają! Dawnymi czasy przyzwyczajona byłam, że w domu mówi się z francuska, więc gdy po raz pierwszy zetknęłam się z odniemieckimi dzwonkami, żołędziami i winem, byłam dość zdziwiona. Już nie mówiąc o tym, że do dziś nie opanowałam nazw śląskich, z którymi przecież powinnam być za pan brat:
Trefle - żołądź – krojc
Piki - wino - grin
Kiery - czerwień – herc
Karo - dzwonki – szel.
Kolory karciane to po chińsku 花色 czyli dosłownie kolory kwiatów i są to:
  • 矛頭 máo​tóu ♠ - grot włóczni, szpica albo 黑桃 hēitáo - czarna brzoskwinia lub 葵扇 kuíshàn - słonecznikowy wachlarz
  • 紅心 hóng​xīn - czerwone serce albo 红桃 hóngtáo - czerwona brzoskwinia
  • 三葉草 sān​yè​cǎo ♣ - koniczyna albo (黑)梅花 (hēi)méihuā - (czarne) kwiaty śliwy
  • 鑽石 zuàn​shí - diament albo 方块 fāngkuài - kostka, kwadrat
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Gry W Karty!
A link do wpisu o kartach w Japonii znajdziecie tutaj.

*no co? Byłam wówczas młoda, głupia i mieszkałam w chińskim akademiku, a piłam... tfu! grałam głównie z Yunnańczykiem, Tajwańczykiem i dwoma Wietnamczykami...

2019-12-26

Świątynia Syjon 锡安圣堂

Z okazji Świąt przedstawiam Wam jeden z nielicznych chrześcijańskich zabytków Kunmingu:
Przy ulicy Jinbi 61 znajduje się protestancki kościół. Zaczęto go budować według projektu pewnego Anglika w 1922 roku, jednak już w 1933 roku został przebudowany. Może pomieścić pół tysiąca ludzi.
Muszę powiedzieć, że neogotycka architektura w centrum Kunmingu zawsze robi na mnie takie samo piorunujące wrażenie...

2019-12-25

Park Lotosowy - zima

Iść w Święta na spacer, musieć rozebrać się do krótkiego rękawka i zasłaniać oczy - bezcenne! A jeszcze - kwitnie nasza piękna zimowa wiśnia, razem z jaśminem nagokwiatowym - to te żółte kwiatki, które tak obłędnie pachną.
Skoro już nie mogą być białe, to niech przynajmniej będą wiosenne, prawda? :)

2019-12-24

świątecznie

Kochani! Dziękuję Wam bardzo za życzliwość, miłe słowa i kibicowanie zarówno mnie, jak i Tajfuniątku. Życzymy Wam wspaniałych, zdrowych Świąt!

2019-12-22

Zakłady Optyczne Jingyi 精益眼镜

Pierwszy Zakład Optyczny Jingyi powstał w 1911 roku w Szanghaju, a ponieważ byli świetni, szybko powstały siostrzane zakłady - najpierw w innych miastach Chin, a później nawet w innych państwach regionu. Do Kunmingu dotarli w 1937 roku, wraz z rozpoczęciem wojny i przeniesieniem do Kunmingu życia intelektualnego ówczesnych Chin.
Cóż. Optyk jak optyk. Drogi bardzo. Ale do tego konkretnego zakładu przy ulicy Cywilizacji 文明街 warto przyjść dlatego, że znajduje się tam... muzeum okularów! Stuletnie narzędzia, oprawki, ponad trzysta eksponatów związanych z optyką. Sami zobaczcie. A najlepiej - po prostu tam idźcie!

2019-12-21

czipsowe nowości

Tak, wiem, niezdrowe, tuczące, bla bla bla. Tyle masz pyszności wokół, po co to pchać w d...? No i nie kupuję. Jak na to, że kocham czipsy, wyjątkowo rzadko pozwalam sobie na grzeszki. Dlatego z opóźnieniem dowiaduję się o nowych smakach na rynku. Ale gdy już kupuję, to MUSZĘ spróbować tych nowych!
o smaku solonego żółtka
durianowe

Spróbowalibyście? Durianowe świetne, ale te o smaku żółtka? Brrr...

2019-12-19

kunmińska zima

Słońce, błękitne niebo, azalie na balkonie, a złota kunmińska zima w parkach wraz z przejrzałymi persymonami. Jak pięknie by mogło być! A tymczasem ja właśnie zażywam trzeci antybiotyk z rzędu, a Tajfuniątko codziennie męczą kroplówkami i jeszcze rzyga jak kot. Trzymajcie kciuki, żebyśmy się szybko pozbierały, bo na razie jest naprawdę beznadziejnie...

2019-12-18

przybysze zza oceanu 洋人

Z okazji Międzynarodowego Dnia Migrantów postanowiłam rozprawić się z kawałkiem języka chińskiego, który nie tylko pokazuje, jakim okiem patrzy się na obcokrajowców w Chinach, ale również objawia, że białas nie ma najmniejszych szans być traktowany w Chinach tak jak Chińczyk. To zresztą nie zawsze znaczy, że traktowany jest gorzej. Po prostu - w Chinach my, Europejczycy obdarzeni białą skórą, dużymi nosami i oczami pozbawionymi zmarszczki nakątnej, nigdy nie jesteśmy traktowani, jakbyśmy byli u siebie i w jakiejś części jest to związane z językiem, jakim się o nas mówi.
Przed Państwem znak 洋 yáng. Pierwotne znaczenie to ocean/morze - świadczy o tym klucz wody 氵. Później zaczął być to przymiotnik na określenie obcokrajowców, czyli "ludzi przybyłych zza mórz" - i to mimo, że taki Marco Polo przybył drogą lądową. Nie tylko samych obcokrajowców, ale i rzeczy/spraw z nimi kojarzonych:

Produkty przybyłe z innych krajów:
  • 洋葱 yáng​cōng cebula, dosłownie: zamorska cebulka (zielona)
  • 洋芋 yáng​yù ziemniak (np. w yunnańskim dialekcie), dosłownie: zamorskie taro
  • 洋白菜 yáng​bái​cài kapusta warzywna głowiasta, dosłownie: zamorska kapusta
  • 洋蓟 yáng​jì karczoch, dosłownie: zamorski oset
  • 洋姜 yáng​jiāng topinambur, dosłownie: zamorski imbir
  • 洋菜 yáng​cài agar, dosłownie: zamorskie warzywo
  • 洋香菜 yáng​xiāng​cài nać pietruszki, dosłownie: zamorska kolendra​
  • 洋装 yáng​zhuāng sukienka w stylu zachodnim, dosłownie: zamorski strój
  • 洋服 yáng​fú zachodnie ubrania
  • 洋行 yáng​háng zachodnia firma (przest.)
  • 洋货 yáng​huò importowane (z Zachodu) produkty
  • 洋槐 yáng​huái robinia akacjowa, dosłownie: zamorski szupin
  • 洋甘菊 yáng​gān​jú rumianek, dosłownie: zamorska słodka chryzantema
  • 洋油 yáng​yóu nafta, dosłownie: zamorski olej
  • 洋火 yáng​huǒ zapałki (przest.), dosłownie: zamorski ogień
  • 洋灰 yáng​huī cement, dosłownie: zamorski popiół
  • 洋红 yáng​hóng magenta, dosłownie: zamorska czerwień
  • 洋枪 yáng​qiāng pistolet​ (przest.)
  • 洋车 yáng​chē ryksza, dosłownie: zachodni pojazd
  • 洋琴/揚琴 yáng​qín chińskie cymbały [takie właśnie one "chińskie", że po samej nazwie widać, że importowane...]
  • 洋钱 yáng​qián zamorska waluta
  • 洋话 yáng​huà zamorskie (zachodnie) języki
  • 洋教 yáng​jiào​ zamorska religia (za Qingów mawiano tak na chrześcijaństwo)
  • 洋娃娃 yáng​wá​wa lalka (zwłaszcza blondynka o jasnej skórze)​, dosłownie: zamorska lalka

Ludzie:
  • 洋妞 yáng​niū dziewczyna z Zachodu
  • 洋人 yáng​rén obcokrajowiec (z Zachodu), dosłownie: zamorski człowiek
  • 洋鬼子 yáng​guǐ​zi​ zamorski diabeł (obraźliwe określenie na obcokrajowca)

Jest kilka pozytywnych określeń związanych z zamorskością, np.
  • 洋气 yáng​qì modne, dosłownie: zamorski klimat/styl
  • 洋味 yáng​wèi zachodni styl, zachodni smak

Dużo ważniejsze są jednak negatywne:
  • 洋洋/洋洋得意/洋洋自得 yáng​yáng/yáng​yáng​dé​yì/yáng​yáng​zì​dé​ zadowolony z siebie
  • 洋腔洋调 yáng​qiāng​yáng​diào​ mówić z obcym akcentem albo wtrącając obce słówka (moglibyśmy tak powiedzieć o tych zamerykanizowanych Polakach, którzy lookają z windowa, czy car już podjechał...)
  • 洋罪 yáng​zuì okropny ból, tortura [to ciekawe, biorąc pod uwagę fakt, że specjalistami od tortur byli jednak raczej Chińczycy. Europejczycy byli przerażeni karami, jakie chińscy sędziowie nakładali na lud...]
  • 洋相 yáng​xiàng gafa, faux pas, dosłownie: zamorski wygląd
  • 出洋相 chū​yáng​xiàng zrobić z siebie głupka, popełnić gafę, dosłownie: pokazać zamorski wygląd

Wróćmy do słówka określającego lalkę: 洋娃娃 yáng​wá​wa. Jest to sformułowanie często stosowane w stosunku do ładnych małych dziewczynek o jasnej skórze i wielkich oczach. Słyszę je sto razy dziennie... w odniesieniu do mojej córki. Tajfuniątko jest "zachodnią laleczką" i nic tego nie zmieni. Gdy mówi po chińsku - a mówi po chińsku naprawdę świetnie, przynajmniej tak samo dobrze, jak po polsku, w dodatku lepiej od większości koleżanek z klasy - od razu słychać "jak ta zachodnia laleczka ślicznie mówi po chińsku!". Właściwie nikt nigdy nie zastanawia się, że skoro tak dobrze mówi po chińsku to może jest Chinką, tylko o nieco odmiennym wyglądzie. Znają ją z imienia wszystkie nauczycielki w przedszkolu - a jest ich ze czterdzieści, włącznie z higienistami i kucharkami, bo do przedszkola uczęszcza ponad dwieście dzieci (tak na marginesie: to przedszkole jest uważane za raczej niewielkie). Wszędzie jest zamorską laleczką i chińskość jej tatusia nikomu w tym nie przeszkadza. Nigdy nie będzie w Chinach traktowana jak Chinka, choć przecież mieszka tu od urodzenia, a do "zamorskich krajów" jeździ tylko na wakacje.
Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem. Nie siedzę w skórze mojej córki. Na razie lubi być w centrum uwagi i to, że wszyscy się nią zachwycają, traktuje jak oczywistą oczywistość. A jednak... będąc tak traktowana, być może nigdy nie poczuje się w Chinach jak u siebie. Czy będzie wiecznym emigrantem?
Trzymam kciuki za to, by wszędzie dobrze się czuła, nawet jeśli wszędzie się będzie wyróżniać.

PS. O innym słowie, służącym przekazaniu, że coś jest niechińskie, wspominałam tutaj.

2019-12-16

Orientalna Księgarnia 東方書店

Często odwiedzam wyremontowane i utrzymane w stylu uliczki dawnego Targu Ptaków i Kwiatów między ulicą Zhengyi a Pierwszego Maja. Poza hipsterskimi kawiarniami, restauracyjnymi sieciówkami i barami o zdecydowanie zbyt wysokich cenach znajdują się tam bowiem perełki związane z Kunmingiem i jego historią. Dotyczy to na przykład odnowionej niedawno Orientalnej Księgarni, znajdującej się przy ulicy Cywilizowanej 文明街. Swego czasu była to najsławniejsza księgarnia w całym mieście, sprzedająca nie tylko chińskie, ale i zachodnie książki. Jak to się stało?
W 1918 roku Wang Sishun 王嗣顺, młody kunmińczyk, został wysłany na kurs przygotowawczy na Uniwersytet Qinghua. Sam zdecydował jednak, że woli się uczyć angielskiego od Hu Shi na Uniwersytecie Pekińskim. Po studiach pracował w stolicy jeszcze dwa lata, aż mu się zaczęło cknić za misienami i w 1925 roku wrócił do Kunmingu. Zaczął uczyć w liceum żeńskim oraz w kunmińskim YMCA, propagując nowe idee. W 1926 roku postanowił założyć Orientalną Księgarnię. Choć była wypasiona, a same książki - cóż, były drogie, on postanowił pomóc ubogim studentom i przed księgarnią postawił lampy, przy których biedni żacy mogli za darmo czytać knigi, których nie mogli nabyć. Księgarnia szybko stała się miejscem spotkań niezwykłych postaci: Wen Yiduo, Li Gongpu i inni intelektualiści ówczesnego Kunmingu bardzo lubili tu przychodzić. Sam właściciel i fundator lubił porównywać tę księgarnię do londyńskiej Orient Press (dziś Arthur Probsthain). Obie były skupione na pokazywaniu ludziom innych kultur i innych sposobów myślenia.
Gdy po rozpoczęciu wojny z Japonią w Kunmingu powstał Łączony Uniwersytet Zachodnio-Południowy 西南联大, przy tej ulicy, tuż obok Księgarni Orientalnej, wyroiły się inne księgarenki. Cała ulica żyła zapachem książek i dyskusjami intelektualistów. Sam Wang Zengqi pisał, jak to się przychodziło do tych księgarni i spędzało w nich całe dnie, z małą przerwą na kruche baozi, misieny czy nawet kapkę alkoholu.

Szyld księgarni - to znaczy napis na szyldzie - wykaligrafował sam Yu Jian, słynny kunmiński poeta i pisarz.

Obecnie odbudowana księgarnia z wielkimi cyframi 1926 przed wejściem służy nie tylko książkowym zakupom. Pełni rolę salonu, odbywają się tu wieczorki poetyckie i spotkania autorskie, można usiąść przy stoliku z książką i kawą, a obok książek nowych jest też zbiór antyków. Zwłaszcza dział historii Yunnanu jest zaopatrzony naprawdę nieźle, ale warto tu przyjść nawet jeśli nie mamy sprecyzowanych planów czytelniczo-nabywczych. Samo siedzenie w tej księgarni z kawką i czytnikiem jest bardzo relaksującym doznaniem...

2019-12-15

lidlowa Żelazna Awalokiteśwara

Dziś nie będę Was wkurzać egzotycznymi herbatami, których i tak nie da się dostać w Polsce. Przed Wami Tie Guanyin czyli Żelazna Awalokiteśwara, czarnosmocza herbata wulong prosto z Lidla:
Jak widać, była naprawdę niezła. Ładnie się rozwinęła, były głównie pojedyncze, duże liście, ale zdarzały się też gałązki, więc powiedzmy, że jak na Polskę ok. Aromat nie dorównywał oczywiście alishańskim wulongom, ale była pijalna, a właściwie zaparzona - całkiem cierpliwa w parzeniu (wytrzymała bodaj pięć parzeń).
Wszystkiego najlepszego z okazji Święta Herbaty! A jeśli nie macie dziś co pić - pędźcie do Lidla!

2019-12-14

owoc ognistego żeńszenia 火参果

Do zakupu zachęcił mnie nietypowy wygląd tej rośliny:
Widziałam coś takiego pierwszy raz w życiu. Byłam szalenie ciekawa, co to takiego. Pewnie dlatego tak mnie rozczarował fakt, że to zwykły, tylko trochę bardziej kolczasty, ogórek kiwano.
Ostatnio często pojawia się na kunmińskich straganach, sprzedawany po horrendalnych (jak na ogórek) cenach. Myślę, że większa część jego popularności w Chinach wiąże się z umiejętnie dobranym mianem. Owoc ognistego żeńszenia naprawdę brzmi jak nazwa jakiegoś panaceum, prawda?
Ech. Reklama dźwignią handlu. Raz się można dać nabrać...

2019-12-12

2019-12-10

liquor room

W szpitalu trafiliśmy na piękny przykład chinglishu:
Sala, w której przygotowuje się lekarstwa, zazwyczaj zastrzyki/kroplówki, została "przetłumaczona" jako "pokój alkoholowy". I tak dobrze, że nie zrobili z tego liquor cabinet czyli barku...

2019-12-09

Rezydencja Lu Hana 卢汉公馆

Lu Han 盧漢 (6 lutego 1895 – 13 maja 1974) był kuomintangowskim generałem, z pochodzenia Yi z Zhaotongu, najbiedniejszej części Yunnanu. Ukończył Yunnańską Akademię Wojskową. Dowodził podczas drugiej wojny chińsko-japońskiej. Jako wysoko postawiony członek Kuomintangu pomagał jego wietnamskiemu odpowiednikowi. To właśnie Lu przyjął kapitulację Japończyków w Indochinach, w których wówczas dowodził chińskimi siłami. W 1946 roku dowodzone przezeń oddziały okupowały północny Wietnam przez pół roku, między kapitulacją Japończyków a powrotem Francuzów. Jako kuzyn Long Yuna odziedziczył po nim stanowisko gubernatora Yunnanu w latach 1945-49... po czym poddał się komunistom.
Z Long Yunem to w ogóle dłuższa historia. Gdy w 1911 roku wybuchła rewolucja, która skończyła się obaleniem cesarstwa i stworzeniem Republiki Chińskiej, szesnastoletni wówczas Lu Han wkroczył wraz z Long Yunem prowadzącym wojska yunnańskie i stał się jego prawą ręką; swego czasu krążyła nawet plotka, że tak naprawdę jest jego przyrodnim bratem; syn Long Yuna jednak stanowczo temu zaprzeczał.
Od 1912 Lu Han uzupełniał wojskową edukację we wspomnianej Akademii. Dwa lata później, jako dziewiętnastolatek, ożenił się z kuzynką Long Yuna. Szybko piął się po szczeblach kariery i w 1937 roku dowodził już ponad czterdziestu tysiącami ludzi.
W 1938 roku wziął udział w bitwie pod Taierzhuang (pierwsze duże zwycięstwo nad Japończykami!), a później w obronie Wuhanu i w pierwszej bitwie o Changsha.
Awans gonił awans. Gdy w sierpniu 1945 roku Japonia ogłosiła bezwarunkową kapitulację, Lu Han poszedł ją odebrać do Hanoi na czele dwustu tysięcy ludzi. To znaczy: oni poszli, a on poleciał do Hanoi samolotem, by 28 września osobiście obejrzeć upokorzonego Yuitsu Tsuchihashi i jako jeńca wysłać go do Kantonu.
Na początku października Chiang Kai-shek zaczął podejrzewać Long Yuna o nielojalność i odebrał mu władzę, a Lu Han wskoczył prosto na jego stołek. Już w 1948 roku był jednak pod stałą obserwacją - widać robił coś, co się nacjonalistom nie podobało. Na przykład przestał wysyłać poza Yunnan złoto i srebro, a także przestał przyjmować walutę, którą płacili nacjonaliści... Long Yun, siedzący wówczas w Hongkongu, wyznał dziennikarzowi, że drogi jego i Chiang Kai-sheka już się definitywnie rozeszły. Dawny kumpel ze sztabu, ówczesny prezydent Chin - Li Zongren - zdecydował się wysłać do Yunnanu wojsko, żeby wybić Lu Hanowi z głowy głupie pomysły. Chiang nie mógł uwierzyć, że Lu Han się wymiksowuje i wysyłał ludzi, żeby osobiście powiedzieli Lu, co powinien czynić. A powinien stawić się przed Chiangiem, w Chongqingu. Daleko nie miał... a jednak Lu wysyła pełnomocnika, więc Chiang wysyła szpiegów. 22 września 1949 spotykają się wraz z innymi co ważniejszymi wojskowymi w rezydencji Lu Hana i podczas obiadu dyskutują strategię. Już w listopadzie i grudniu przylatują do Kunmingu rozmaite szyszki, by podnieść morale Lu Hana... a on bierze Zhang Quna, premiera, w areszt domowy i w jego imieniu zwołuje nadzwyczajne zebranie w swej rezydencji. Ponoć jego przebieg był dość dramatyczny, ponieważ Lu Han zebrał kilkunastu młodych gniewnych, którzy z pistoletami w dłoni pilnowali porządku. Dwunastego grudnia 1949 roku, jako gubernator, poddał Yunnan komunistom. Dzień później słał telegramy do Syczuanu, wzywając oficerów, by niezwłocznie zaaresztowali Chianga. A tymczasem starał się pilnować porządku, bo oficjalne poddanie się oficjalnym poddaniem, a Armia Ludowo-Wyzwoleńcza wkroczyła do Kunmingu dopiero 20 lutego 1950 roku
W związku z dzielnym sprzedaniem Kunmingu komunistom zachowaniem Lu Hana, został on następnie szefem Yunnańskiego Komitetu Wojskowego (云南省军政委员会). Jako ważny reprezentant komunistycznego rządu miał okazję w 1956 roku pojechać do Moskwy.
W 1974, jako niespełna osiemdziesięciolatek, zmarł na raka płuc. Jego pogrzeb odbył się w Pekinie.
Swego czasu chwalił go sam Mao, zwąc go... chryzantemą.
你就是黄花晚节香 - Jesteś chryzantemą, która późno pachnie. Znaczy: dobrze sobie radzisz na starość. No tak, z jego punktu widzenia sobie radził wprost wyśmienicie. Wiedział, skąd wieje wiatr.
A ja... cóż. Jestem wystarczająco dorosła, żeby rozumieć oportunistów, ale naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić człowieka, który jeszcze w 1948 dawał w kość protestującym studentom, którzy buntowali się przeciw narodowcom, a już półtora roku później był zawziętym komunistą.
Na Tajwanie opowiada się o Lu Hanie słowami, które chińskim komunistom nie przechodzą przez gardło. O tym, jak to Lu Han z zausznikami pojechał do Wietnamu, by przyjąć japońską kapitulację, a zajmował się głównie gwałceniem, plądrowaniem i wymuszaniem gościny - był ponoć znienawidzony tak przez urzędników, jak i zwykłych obywateli.
Od jakiegoś czasu można zwiedzać rezydencję Lu Hana, która znajduje się przy południowej części ulicy okalającej Szmaragdowe Jezioro 翠湖南路4号*. Jest to budynek w stylu francuskim, wybudowany w latach '20-'30 XX wieku. Ma wszystko, co potrzebne w tak eleganckiej rezydencji: zdobione okna, witraże, kominek i tak dalej. Straszna szkoda, że w środku nie ma bodaj ani jednego autentycznego mebla. Niby są utrzymane "w stylu", ale... Ja mam w domu bardziej autentyczne zabytki. Tym niemniej - miło było zajrzeć do środka i przy okazji dowiedzieć się czegoś o historii Yunnanu.

*niby od 2003 roku, ale - ja niemal codziennie wędruję wokół Szmaragdowego Jeziora i bramy zostały otwarte dopiero w tym roku. Czyli pewnie ostatnie 16 lat spędzili na remontowaniu i uzupełnianiu pustki po zszabrowanych meblach.