blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2019-03-23

targowisko

Dziś znów wizyta na moim ukochanym targowisku:
Zaczynamy od słodkości: brązowy cukier trzcinowy
zwykły, w "kostce"
oraz kamienny, czyli zrobiony z roztworu przesyconego 冰糖
pojawiły się już morwy! Białe... 白桑
...i czarne. 黑桑
moje ukochane mangostany czyli smaczeliny! 山竹
najlepsze kasztany są na placu... tfu, w Kunmingu :)
"domowy" makaron sojowy, sprzedawany na wagę 粉絲
kłącza lilii Dawida 百合
słodki bambus甜筍
"śmierdzące warzywo" czyli akacja pnąca臭菜
kwiaty żarnowca miotlastego金雀花
boczek "tysiąc plastrów" 千張肉
tofu z dziwidła魔芋豆腐
kłącza lotosu 藕
pędy czosnku 蒜苔
pędy cedreli chińskiej 香椿
po lewej dynia, po prawej beninkaza szorstka冬瓜
Dzięki takim targowiskom jak to, uwielbiam robić zakupy :)

2019-03-21

Pawilon na Środku Morza 海心亭

Pawilon ten został zbudowany w 1692 roku na rozkaz Wang Jiwena - i stał się od razu ulubionym miejscem spacerów ludności miejscowej. Wang Jiwen w ogóle jest ciekawą postacią, bo na początku kariery wojskowej przerzucano go między Shaanxi, Jiangxi i Yunnanem. Gdy w końcu dotarł na daleki zachód, najpierw służył dziesięć lat (z kilkuletnią przerwą) jako xunfu 巡撫, a potem zongdu, czyli z gubernatora prowincji stał się wicekrólem. Z czasów, gdy był xunfu pochodzi jego korespondencja ze zwierzchnikiem na okołoyunnańskie tematy: a to informuje o powodziach, a to wstawia się za ludnością, która zbyt ciężko pracuje, a to dyscyplinuje okolicznych tusi.
Wróćmy jednak do pawilonu. Stoi na niewielkiej wysepce na Szmaragdowym Jeziorze, tuż obok parczku kamelii. I stałby tak sobie pewnie do końca świata, jednak błędy w konserwacji zabytków doprowadziły go do fatalnego stanu. Pewnego dnia pięć lat temu ujrzałam, jak go otoczyła blacha falista i jak dziś pamiętam, że w myślach zagrałam mu marsz żałobny. Wszyscy wiedzą, jak wygląda opieka nad zabytkami w Chinach: burzy się je i stawia od nowa, często w wersji betonowej, a czasem nawet kawałek dalej niż oryginał, żeby widok był lepszy.
Ku mojemu zdumieniu pawilonu nie zburzono, jak to się tu zazwyczaj robi, tylko delikatnie rozebrano belkę po belce. A potem - belka po belce złożono, zastępując tylko nowymi te kawałki drewna, które już się do niczego nie nadawały. A jednak się da! 
No i w końcu go odbudowano. Jest piękny, dniem i nocą - bo nocą jeszcze ślicznie podświetlony. Dlatego jeśli będziecie spacerować groblami i wyspami Szmaragdowego Jeziora, podejdźcie i tam. Zwłaszcza, że będzie Was czekać małe zaskoczonko: ze zwykłego pawilonu stał się on tzw. 服务中心 czyli centrum usługowym. To tam można dostać kubeczek wody pitnej, zapytać o możliwość wypożyczenia wózka inwalidzkiego czy pożyczyć parasol, jeśli pada. Panie siedzące w tym centrum trzymają również klucze do pobliskiej salki do karmienia niemowląt. Tak! Tuż obok jest takie właśnie cudo. Chiny naprawdę zaczynają się powoli cywilizować. Niestety, na razie nie na tyle, żeby rzeczywiste godziny otwarcia centrum pokrywały się z tymi napisanymi na tablicy, ale przecież wszyscy wiemy, że trzeba tu stosować metodę małych kroczków.

2019-03-20

湯糖躺烫 tang na czterech tonach

Pewnie wszyscy zaczynali się uczyć tonów na poczciwej sylabie ma: 媽[妈] mā - mama,麻 má - konopie,馬[马] mǎ - koń,罵[骂] mà - besztać. Ja wiem, że ma jest łatwiejsze w wymowie niż tang z tym niemym, ale uchwytnym "ng", ale cztery tangi na czterech tonach przynajmniej mają sens, a nie są oderwanymi kompletnie od siebie wyrazami.
  • 湯[汤] tāng to zupa. Czasem również gorąca woda, ale najczęściej zupa. I to taka konkretna zupa, na kościach lub mięsie. Trzeba ją długo gotować na maleńkim ogniu - Chińczycy mają na takie gotowanie osobny czasownik: 煲 bāo, służący właśnie do "gotowania zup" 煲湯. Zupa winna być tłusta, wysokobiałkowa, zawierać aminokwasy itd. Łatwoprzyswajalna... i tucząca.
  • 糖 táng to cukier. Gdy spożywamy więcej cukru, niż potrzebujemy, magazynujemy go w postaci tkanki tłuszczowej. Czyli się tuczymy.
  • 躺 tǎng to leżeć brzuchem do góry. Jak to się w mojej rodzinie mawiało: pół godzinki dla słoninki. Jeśli wolimy to od sportu, tyjemy.
  • 燙[烫] tàng to coś gorącego aż do przesady. Jeśli lubimy zajadać się na przykład gorącymi ziemniakami (jedz, bo wystygnie!), musimy pamiętać o tym, że gorąca, łatwoprzyswajalna skrobia, jest bardziej kaloryczna niż skrobia oporna, która w ogóle jest zdrowsza. Wiwat gotowane zimne ziemniaki! Zresztą - coś, co właśnie wparowało gorące na stół, zazwyczaj pięknie pachnie, budzi nasz głód i zjadamy więcej niż powinniśmy. A wtedy - tyjemy.
I tak właśnie przy okazji ćwiczenia czterech tonów na jednym brzmieniu, łatwo zapamiętać, jak zrobić z siebie grubasa: wystarczy tang na czterech tonach. Jeśli zaś chcemy schudnąć - tang na czterech tonach winien zniknąć z naszego życia, albo przynajmniej zostać drastycznie ograniczony.
PS. Ponoć 湯糖躺燙 mawiali już starożytni Chińczycy. Nigdzie jednak nie trafiłam na konkret: kto tak mówił i kiedy. Jeśli się dowiecie, dajcie znać.

2019-03-19

Lotosowy Staw wiosną

Odkąd Tajfuniątko samo chodzi, często wybieram Lotosowy Staw jako cel porannego spaceru. Jest blisko, ale nie to jest najważniejsze. Główny powód, dla którego wybieram ten niewielki parczek to absolutny zakaz wprowadzania jednośladów. Czyli nikt mi dziecka nie potrąci ani nie przejedzie. Powodów jest jednak więcej: w środku znajduje się fantastyczna wegetariańska knajpa typu "szwedzki stół", w dodatku tania - paręnaście yuanów od osoby, a dzieci wchodzą za grosze. Są rowery wodne - ukochana rozrywka Tajfuniątka. Przecież rowerem wodnym można gonić pływające po stawie kaczki! No a przede wszystkim - jest tam pięknie:

2019-03-18

krzaki

Jeden z głównych deptaków w centrum Kunmingu został ozdobiony... żywopłotem? niecodziennym bonsai?
Zachwyciła mnie zwłaszcza lwia grzywa :D

2019-03-17

opera pekińska

Kiedy przyjechałam do Kunmingu, zauroczyła mnie obfitość muzykantów. Innymi słowy: doskonale widoczne nieprofesjonalne życie muzyczne. Grajkowie w parkach, wypełnione po brzegi hotele karaoke, śpiewający i tańczący ludzie na skwerach itd. Popełniłam nawet na ten temat tekst dla... Politechniki Opolskiej. Wracając do tematu: zaskoczyło mnie to i urzekło - a jednak zazwyczaj unikam tych miejsc, tak głośno brzmiących. Amator to amator. Gra dla rozrywki, przyjemności. Bardziej własnej niż innych. Czasem nawet wbrew życzeniom tych innych. Gra albo śpiewa i, niestety, często okropnie fałszuje. Tak jest w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
A potem nagle się zjawia ten dziesiąty przypadek, który każe ci się zatrzymać na dłużej i cieszyć pięknem muzyki. Wirtuoz erhu, na którego trafiliśmy w parku nad Szmaragdowym Jeziorem, był po prostu rewelacyjny. Mogłabym go słuchać w nieskończoność.

Pojęcia nie mam, co to za kawałek. Melodia nic mi nie mówi, a słów nie rozumiem. Nie umiem niestety znaleźć tego fragmentu nigdzie. Ale słucham go w kółko, ciesząc się, że współczesna technika pozwala mi nie tylko uczestniczyć w takich pięknych sytuacjach, ale je również utrwalić.

2019-03-16

lotosowe frytki 藕条

Kocham lotos w każdej postaci. Kwiaty, piękne liście. Pyszne ziarna. Kłącze we wszystkich odmianach. Ale już frytki są naj!

Składniki:
  • kłącze lotosu, pokrojone na frytki
  • suszone chilli, pieprz syczuański
  • sól
Wykonanie:
Do rozgrzanego głębokiego tłuszczu wrzucamy lotosowe frytki z przyprawami. Kiedy się lekko zarumienią - odsączamy, wykładamy na talerz, lekko solimy. Gotowe!
Ponieważ lotosy można jeść nawet na surowo, nie musimy długo czekać na usmażenie - czas smażenia zależy więc tylko od Was. Suszone chilli i ziarenka pieprzu syczuańskiego nie są obowiązkowym dodatkiem, ale moim zdaniem fajnie podkręcają smak słodkiego lotosu.

2019-03-15

Wszystko w porządku 都挺好

Dziewczyna mądra. Choć rodziców "nie stać" na korepetycje, uczy się tak dobrze, że mogłaby się dostać nawet na najlepszy uniwerek w Chinach. Ale... jej matka zdecydowała, że "nie ma pieniędzy" na jej "fanaberie" i wysyła ją do kolegium nauczycielskiego. Przecież musi wysłać jednego syna do Stanów, a drugiemu kupić mieszkanie i zapewnić życie na poziomie...
W pierwszym odcinku tego serialu dowiadujemy się, że matka właśnie umarła (do długiej listy wad doliczmy kompulsywne granie w madżonga). A potem powoli pokazuje nam się życie przeciętnej chińskiej rodziny z trojgiem dzieci - dwoma synami i córką. Uśmiecham się gorzko do dziewczyny, która zjada kleik, a po powrocie do domu sprząta, pierze, gotuje. Wściekam się na braci, którzy się obżerają mięchem, a po powrocie do domu to siostra pierze ich brudne skarpety. Ale to nie tylko to. Jest jeszcze owdowiały ojciec, który wprowadziwszy się do syna, nie chce nie nawet raz w tygodniu umyć, a kibel zostawia zapaskudzony. Gdy synowa go prosi o zachowanie podstawowej higieny, mówi, że skoro chcą go wygonić, to on sobie pójdzie. I oczywiście syn staje po stronie ojca i wrzeszczy, że nie ma co robić dramatu o drobiazgi.
Serial pokazał się pierwszego marca i zachwycił chińską widownię. Seksistowskie zachowania, nawet ze strony własnej matki, są Chinkom tak bliskie, że każda znajdzie tu coś dla siebie. Animozje domowe, wynikające z tego, że mężowie co innego obiecują swoim żonom, a co innego mówią rodzicom, proste próby ustalenia zasad sprowadzając do "braku szacunku dla rodziców". Jedyne, co mi w tym całym obrazie nie gra, to wspaniały szef, który jest dobry, współczujący i bardziej ludzki niż rodzina. O to wprawdzie nietrudno, bo rodzina to potwory, ale jednak - na kwiatki rodzinne owszem, natknęłam się już wielokrotnie, a na tak wspaniałego chińskiego szefa jeszcze nigdy. Może mam pecha. Inna rzecz, że już po kilku odcinkach okazuje się, że i szef nie anioł...
Tak czy inaczej: serial bardzo ciekawy. Pokazuje jak na dłoni, z czym borykają się chińskie dziewczyny. Nawet w XXI wieku. Pokazuje, że - mimo tytułu - nic nie jest w porządku.
Mam nadzieję, że szybko zostanie przetłumaczony na angielski (o polskim nawet nie marzę); chciałabym, aby obejrzały go wszystkie dziewczęta i kobiety, które odżegnują się od bycia feministkami. Spójrzcie na świat, w którym kobiety muszą walczyć o to, co Wy już uważacie za oczywiste. A potem się nad sobą zastanówcie. Choć nasze życia (całe szczęście) nie przypominają już zazwyczaj życia chińskich dziewczyn, nadal daleko im do zwykłej równości i sprawiedliwości. Możemy nie wychodzić na ulicę, jeśli jesteśmy na to zbyt tchórzliwe. Warto jednak wspierać te kobiety, które widząc nierówności, nadal z nimi walczą.
Dla obznajomionych z chińskim, tutaj pierwszy odcinek:

2019-03-14

zmierzch w Parku Wielkiego Widoku - fotorelacja

Pewnego dnia złożyło się tak, że Tajfuniątko wyjątkowo późno wstało i wyjątkowo późno obudziło się z popołudniowej drzemki. Wiedzieliśmy, że nie zaśnie o zwykłej porze, pozwoliliśmy więc sobie na niezwykły, późnopopołudniowy wypad do Parku Wielkiego Widoku. W okresie noworoczno-wiosennym pojawiają się tam zazwyczaj nowe dekoracje; kiedyś pokażę Wam piękne lampiony i zupełnie odjechane światła. Tym razem jednak skupiłam się na powolnym zapadaniu zmierzchu, na kolorach, chmurach i spokoju. Większość zwiedzających opuszcza park jakoś przed kolacją, a my weszliśmy tam już po wczesnej wieczerzy, więc mieliśmy wiele miejsc tylko dla siebie.
A w tle - Zachodnie Góry
Budynek Wielkiego Widoku w całej okazałości
Tajfuniątku bodaj najbardziej podobały się cienie. Świetnie się przy nich bawiłyśmy!

Choć wyszliśmy z parku tuż po dwudziestej i w ciągu kwadransa dojechaliśmy taksówką do domu, Tajfuniątko miało już wyraźnie dość. Nabiegała się z latawcem, to i zmęczona. A potem - spała do rana jak złoto! Tak samo zresztą jak my. Tego dnia licznik kroków pokazał ponad szesnaście tysięcy...