Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bogowie i duchy 神鬼. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bogowie i duchy 神鬼. Pokaż wszystkie posty

2026-02-16

Bóstwa Łóżka 床神

Wśród licznych bóstw domowych dość ciekawe miejsce miejsce zajmują bóstwa łóżka. Jest ich dwoje - dziad 公 i baba 婆 - 床公 (Łóżkowy Dziad) oraz 床婆 (Łóżkowa Baba); obecnie najpopularniejsi są w Zhoushan i na okolicznych wyspach, jednak w wielu innych miejscach, zwłaszcza w południowych Chinach, można znaleźć mniej lub bardziej przekonanych do idei tego, by spalić czasem trociczkę dla bóstw, które mają się opiekować jakąś jedną trzecią naszego życia... i jeszcze innymi łóżkowymi aspektami, od rodzenia dzieci przez odpoczynek i rekonwalescencję aż po kopulację. Najłatwiej poznać ich po tym, że trzymają w dłoniach jedno wachlarz z liści bananowca, a drugie kwiat lotosu. Taka mała gierka słowna: banan 蕉 jiāo i lotos 荷 hé to homofon sformułowania 交合 jiāohé, które wprawdzie teoretycznie mogłoby być niewinnym spotkaniem, ale jednak najczęściej oznacza stosunek płciowy.
Nie są jedynymi bóstwami związanymi z łóżkiem; często wspomina się też Matkę Łoża  床母, opiekującą się przede wszystkim noworodkami.
Jedna z najwcześniejszych wzmianek o Bóstwach Łóżka pojawiła się w Noworocznych Śpiewach 除夜杂咏 mingowskiego poety Yanga Xunji 杨循吉. Jest to... hmmm. Poemat etnograficzny rzekłabym: opisuje ówczesne obyczaje dotyczące wigilii chińskiego Nowego Roku (która wypada właśnie dzisiaj). Pojawia się tam dwuwiersz skoncentrowany na ofiarach dla bóstw: 
买饧迎灶帝 ,
kupujemy melasę na powitanie Boga Kuchni 
酌水祀床公 
składamy libację dla Łóżkowego Dziada. 

Skupmy się na dwóch słowach: 
  • 酌 zhuó to nalewać bądź pić alkohol; kolejne po 醮 jiào słowo związane z alkoholowymi rytuałami. 
  • 祀 sì to złożyć ofiarę, w szczególności libację, czyli ofiarę polegającą na wylaniu płynu dla jakiegoś bóstwa czy też w jakiejś intencji. 
Tu jednak warto nadmienić, że ponoć tylko baba lubiła sobie golnąć procenty, a dziad był amatorem herbaty (以酒祀床母,以茶祀床公), więc libacja mogła być niekoniecznie alkoholowa. Być może stąd wziął się również inny zwyczaj wiążący mężczyzn z herbatą a kobiety z alkoholem 男茶女酒 - jednym z tradycyjnych podarków zaręczynowych dla narzeczonej jest stągiew wina ryżowego Shaoxing, za to dziewczę w czasie zaślubin musi rodzicom pana młodego podać herbatę. No ale to tylko mała dygresja, wracajmy do naszych bóstw łóżka. 
Podajemy więc Łóżkowemu Dziadowi herbatę, a Łóżkowej Babie wódeczkę, jednak poza tym w sypialni umieszczamy również słodycze i owoce i modlimy się o spokojny sen aż po kres naszego żywota. Słodycze miały zaspokoić głód, owoce - pragnienie (ciekawe, do czego miały służyć herbata i alkohol). W nogach i głowach łóżka należało również zapalić trociczki - koniecznie właśnie trociczki, nie świeczki! 
Czas tej ceremonii mógł się różnić - niektórzy podejmowali Łóżkowe Bóstwa tuż po Bogu Kuchni, niektórzy zaś czekali z tym aż do pierwszego dnia po Święcie Latarni czyli szesnastego dnia Nowego Roku. Oprócz tych dorocznych ceremonii były również doraźne, związane z wieloma innymi ważnymi dniami: ślub, choroba, pogrzeb... Na wielu wyspach trzy dni po urodzeniu dziecięcia należało złożyć ofiarę naszym bóstwom - ceremonia ta zwała się "Myciem Łóżka" 洗床. Była ona dość specyficzna: dnia owego należało w dwóch czarkach na alkohol ugotować na parze kleisty ryż, ozdobiony czerwoną suszoną głożyną, co miało oznaczać życzenia wczesnego dorośnięcia (pamiętamy, że słówko wcześnie 早 zǎo to homofon głożyny 枣 zǎo, stąd we wszystkich życzeniach, w których chcemy, by coś się szybko zdarzyło, może wystąpić głożyna). Gdy ryż jest gotowy, stawia się go przed łóżkiem, a resztą obdziela dzieci sąsiadów. Gdy dziecko kończy miesiąc, należy natomiast zaprosić któregoś krewniaka do zapalenia Bóstwom Łóżka w ofierze trociczek, a potem zabrać niemowlę na plażę, by związać je z morzem. Po tym symbolicznym związaniu należało przenieść trociczkę do wezgłowia. Ta ceremonia nosiła poetyckie miano "[Stworzenia] łoża z morza, a z nieba błękitu sufitu" 大海为床,蓝天作帐. Ponoć dzieci tak pobłogosławione i zaopiekowane, gdy dorosły nie miały choroby morskiej. W niektórych regionach jedyną osobą uprawnioną do takich czy podobnych ceremonii była babka po mieczu. Czasem ceremonie dla zdrowia dziecka odprawiało się również przy okazji innych dużych świąt takich jak Święto Smoczych Łodzi czy w Podwójną Siódemkę (tu zwłaszcza polecało się dziecię pamięci Matki Łoża, bo właśnie wtedy miała urodziny). Co ważne, w trakcie ceremonii dziecku nie wolno było leżeć na łóżku. 
Ciekawe jest, że gdy dziecko było niespokojne, źle spało i było humorzaste za dnia, również proszono nasze bóstwa o pomoc i zatykano trociczki u wezgłowia. Pewnie kadzidełka i brak tlenu w pomieszczeniu faktycznie świetnie usypiały dzieciaki...
Również dorośli marynarze mieli swoje "łóżkowe" ceremonie. Gdy chorowali, tłukli łóżka, by wygonić czające się w łożu demony. Z kolei podczas pogrzebu udawano się na brzeg morza by spalić prześcieradło - ponoć dzięki temu bóstwa łóżka zabierały duszę do morza. 
Ciekawym jest, że w przeciwieństwie do bodaj wszystkich innych bóstw, te dwa nie miały swych wizerunków ani ustalonego miejsca w domu. Gdzie stało łóżko, tam były i one - bez specjalnych podstawek na trociczki, bez malunków, bez konieczności ubijania zwierząt... Takie łagodne bóstwa, o które bardzo się dbało, dopóki małżeństwo nie dorobiło się potomstwa, a potem modliło się do nich o zdrowie i spokój dzieciaków, ale w sumie mało ważne w codziennym życiu - a już na pewno nie zajmujące pozycji równie poczesnej, co chociażby Bóg Pieniędzy. A przecież spokojny sen jest sto razy ważniejszy od forsy - tak przynajmniej twierdzę ja, od paru tygodni wybita z normalnego rytmu snu przez opiekę nad chorym Tajfuniątkiem i cierpiąca z tej racji katusze.
Czy Chińczycy naprawdę w to wszystko wierzą? 
A czy Polacy wierzą, że jeśli złapiemy się za guzik, to ujrzenie listonosza przyniesie nam szczęście? Może niektórzy wierzą, a większość uważa to za nieszkodliwą tradycję, Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Chińczycy mawiają: 不妨信其有,不敢誣其無 - cóż zaszkodzi wierzyć, w to, że coś tam jest, kiedy nie śmiemy stwierdzić na pewno, że tego nie ma? Niechby przy łóżku kryły się bóstwa czy też anioły, które będą nad nami czuwać. I niech pomogą mi wreszcie odzyskać normalny, zdrowy sen. Zbliża się początek semestru i już NAPRAWDĘ powinnam odespać...

2026-01-30

Urodziny Końskogłowej 马头娘生日

Jako że w Chinach produkcja jedwabiu od tysiącleci stanowiła ważną część gospodarki, na pewno Was nie zdziwi, że znanych jest tu wiele bóstw opiekujących się drzewami morwowymi, jedwabnikami i osobami parającymi się produkcją jedwabiu. Najbardziej znaną jest 蚕女 (Jedwabnikowa Kobieta) zwana również 蚕神 (Jedwabnym Bóstwem), 蚕马神 (Bóstwem Jedwabników i Koni). Zgodnie z imieniem, opiekuje się ona jedwabnikami. Zazwyczaj przedstawia się ją jako boginię jeżdżącą na białym rumaku, jest jednak znany również znacznie ciekawszy wizerunek: kobieta o końskim łbie. Wiąże się z tym ciekawa legenda. 
Zgodnie z Zapiskami z poszukiwań bóstw 搜神记 z czasów dynastii Jin sprawa wyglądała tak: Pewna dziewczyna z Syczuanu tak tęskniła za ojcem przebywającym na dalekiej wyprawie, że dnia pewnego rzekła żartobliwie do białego ogiera: jeśli przyprowadzisz mojego ojca, wyjdę za ciebie za mąż! Ogier potraktował jej słowa poważnie, zarżał, zerwał się z postronka i pocwałował w dal. Po kilku dniach wrócił z ojcem na grzbiecie, stając się bohaterem dla całej rodziny. Jednak on odmawiał jedzenia i picia; ożywiał się tylko, gdy owa dziewoja wchodziła do stajni, a wówczas rżał na jej widok z wyraźną ekscytacją. Chcąc nie chcąc musiała więc ona wyjawić ojcu, co za głupstwo zrobiła wcześniej. Ojciec się tak zdenerwował, że zastrzelił konia z łuku, a potem obdarł go ze skóry, którą następnie wyprawił i powiesił na podwórzu, by wyschła. Pewnego dnia córka bawiła się nieopodal z sąsiadką, a na widok skóry podeszła, kopnęła ją i westchnęła: głupie bydlę, chciałoś człowieka za żonę, a teraz tu leżysz - na co ci to było? A wtedy końska skóra niespodziewanie wzleciała i, otuliwszy dziewczę, odleciała w dal. Po wielu dniach rodzina w końcu znalazła dziewczę na drzewie, nadal ciasno otuloną końską skórą na kształt kokonu, a w dodatku zamiast własnej głowy miała końską. Ów koński pysk wypluwał jedwabne nici. Rodzice byli pogrążeni w smutku, jednak wszyscy w okolicy odkryli, że to drzewo to morwa, a gąsienice żywiące się jej liśćmi potrafią produkować jedwabne nici. Pewnego dnia wokół dziewczyny, zwanej już wówczas Jedwabnikową Dziewczyną, pojawiło się kilkudziesięciu niebiańskich strażników, którzy przemówili do rodziców tymi słowy: Pan Niebios (Shangdi) postanowił nagrodzić waszą córkę za nabożność względem rodziców darując jej nieśmiertelność i zapraszając do niebiańskiego pałacu jako konkubinę. Będzie jej tam dobrze, nie musicie już się o nią martwić - i unieśli ją między obłoki. Odtąd ludzie zaczęli ją czcić jako tę, która podarowała ludzkości jedwab i tajemnicę jego produkcji. Stała się Jedwabnikowym bóstwem, czczonym nie tylko w Syczuanie, ale w całych Chinach południowych. 
Przed ustanowieniem nowych Chin wizerunki Końskogłowej Boginii były często spotykane w kapliczkach dla Jedwabnego Bóstwa. Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że w niektórych regionach czczono inne bóstwa: Cánmǔ 蚕母 - Matkę Jedwabników, będącą żoną Huang Di i noszącą imię Leizu. Znana jest również opowieść o Bóstwie-W-Zielononiebieskiej-Szacie 青衣神, mitycznym władcy i przodku wszystkich ludzi królestwa Shu (historyczna nazwa Syczuanu). 
Wracając jednak do naszej Końskogłowej - rolnicy jedwabni dwunastego dnia miesiąca la (czyli właśnie dzisiaj) obchodzili jej urodziny, czyli składali ofiary. Dziś większość tradycji związanych z tym świętem (takich jak przystajanie koszy na kokony sztucznymi kwiatami i gęsimi piórami) już zanikła, ale w niektórych społecznościach pozostał zwyczaj przyrządzania, ofiarowywania i jedzenia kluseczek ryżowych w kształcie kokonów jedwabników, zwanych 茧圆 jiǎnyuán. Pierwotnie mniej więcej w połowie miesiąca la zaczynało się prace związane z jedwabnikami; najprawdopodobniej urodziny Końskogłowej służyły zapamiętaniu tej daty. W trakcie roku świąt związanych z jedwabnikami było oczywiście więcej - tradycje były związane z każdą częścią jedwabniczego cyklu życiowego - od rytuałów związanych z wykluciem larw przez specjalną tradycję w Święto Czyste i Jasne - jedzenie kokonowych kulek w dwóch kolorach, białym i zielonym, które symbolizują kokon i liście jedzone przez larwy. Po obfitych zbiorach bogini trzeba było ofiarować wino i jedzenie - w niektórych miejscach odbywało się to w czasie Święta Smoczych Łodzi. Oprócz tego istniały dziękczynne sztuki o jedwabnikach - wioski żyjące z jedwabiu zapraszały wędrowne trupy teatralne, by zostały one odegrane w odpowiednim czasie. Istnieje też cała gama rytuałów, która miała odpędzić od jedwabników złe moce włącznie z wieszaniem wizerunków... kotów, które miały odstraszać bardzo szkodzące hodowli myszy.
Żadna z tych tradycji nie jest znana w Kunmingu, który z jedwabiem nigdy nie miał nic wspólnego. Jednak jeśli chcielibyście zjeść kokonowe kluseczki, możecie śmiało przygotować ciasto takie, jak na tangyuany i po prostu uformować je na kształt jedwabników, w kokonach czy bez.

2025-12-04

Minister Wody 水官

Minister Wody to kolejna postać wprost z ludowych legend, kompan Ministra Nieba i Ministra Ziemi, tworzących razem "świętą trójcę" zwaną formalnie 三官大帝 albo po prostu 三元 Trzy Yuany. Są jednymi z najwcześniejszych taoistycznych bóstw. Myślałam, że będzie przeciwwagą dla znanego już nam Ministra Ognia, ale okazało się, że gra w zupełnie innej lidze. Czasem utożsamia się Ministra Nieba z Yao, Ministra Ziemi z Shunem, a Ministra Wody z Yu. Zgodnie z tradycją Minister Nieba ma zsyłać błogosławieństwo, Minister Ziemi przebaczać, a Minister Wody chronić przed nieszczęściami (天官赐福,地官赦罪,水官解厄). Wszyscy oni mają urodziny w czasie pełni księżyca, co dawniej wiązało się z hucznymi obchodami. 
Urodziny Ministra Wody wypadają 15. dnia 10. miesiąca księżycowego czyli właśnie dzisiaj. Uformowany został z qi wiatru i bagien oraz esencji porannego światła i jest odpowiedzialny za wszystkie bóstwa i nieśmiertelnych żyjących w wodzie. W swoje urodziny przybywa do świata ludzi, by zapoznać się z ich grzeszkami i szczęściami, a jednocześnie cały czas stara się ich ochraniać przed nieszczęściem. Niestety, pomoc ta i ichrona są warunkowe: ludzie mogą dostąpić boskiej ulgi w nieszczęściach tylko jeśli świadomie regularnie odprawiają rytuały i składają ofiary Ministrowi Wody. Całe szczęście regularnie to znaczy po prostu raz do roku... Dodatkowo w dawnych czasach był to tradycyjnie dzień, w którym nie można było ubijać zwierzyny ani wykonywać egzekucji.
Dawniej dość powszechne były obchody urodzin ministra połączone z występami artystycznymi zwanymi "teatrem końca zimy"; na Tajwanie są popularne do dziś, a nazywa się je Podziękowaniami za Pokój 谢平安. 
   
(właściwe obchody zaczynają się w szóstej minucie filmu) 

Bardziej ogólnie dzisiejsze święto zowie się Xiayuan (pamiętacie, że naszych trzech ministrów to trzy yuany? Wodny to właśnie dolny yuan). Dziś więc w kaplicach Ministra Wody pojawią się trociczki i ofiary dla naszego bóstwa, a ludzi będą prosić o ochronę przed nieszczęściami. W niektórych regionach ze świeżo zmielonej mąki z kleistego ryżu robiło się knedelki napchane warzywami, które po ugotowaniu na parze stanowiły bezmięsne danie dozwolone w tym dniu - wiemy, że pierwszy i piętnasty dzień miesiąca księżycowego były zgodnie z tradycją zawsze bezmięsne. Wstrzymywanie się od spożywania mięsa w dni urodzin ministrów już za czasów dynastii Tang i Song było głęboko zakorzenione - zresztą, taoiści uważali, że zawsze, gdy się o coś prosi bogów, należy pokazać wstrzemięźliwość i pokorę. 
Dawnymi czasy przed taoistycznymi domostwami stawiano słupy, na których powiewały żółte sztandary z wypisanymi dobrymi wróżbami: Pałac Nieba, Ziemi i Wody, pomyśla pogoda, pokój w państwie, zniszczenie klęsk i nadejście szczęścia itd. Wieczorem w dniu urodzin któregokolwiek z naszych ministrów wieszano na czubku lampiony i robiono knedelki. Często obejmowały też rytuały związane z pracami rolnymi - prośby o wodę podczas pory suchej i błaganie o to, by plony wystarczyły na całą zimę i się nie zepsuły. Ciekawym zwyczajem związanym z Ministrem Wody jest "kolorowanie wody" 水色 - polega na puszczaniu kolorowych łódeczek na pobliskiej rzece. 
Pamiętać jednak należy, że kult Ministra Wody był zdecydowanie popularniejszy na Południu niż Północy. Po prostu tam, gdzie uprawiano ryż na polach zalanych wodą, a dodatkowo rybołówstwo czy połów krewetek były ważną metodą pozyskiwania żywności i/lub bogactwa, właśnie "wodne" bóstwa cieszyły się wielką estymą. Nie znaczy to, że na północy bóstwo to było nieznane - w Pekinie też ludzie palili piekielną forsę, gotowali na parze specjalne bułeczki z czerwoną fasolą itd. - jednak obchody na południu były zdecydowanie huczniejsze. 

2025-09-06

Minister Ziemi 地官大帝

Dziś Święto Duchów. Pisałam o nim niejednokrotnie (linki na dole wpisu), więc zwykłe wpisy sobie daruję i zaatakuję Was w inny sposób: dziś urodziny kolejnego z trzech ważnych "ministrów" - Ministra Ziemi (o Ministrze Ognia już pisałam, a kolejnego przedstawię w jego urodziny). 
Jak powstał Minister Ziemi? Wielki Yuanshi Tianzun, jeden z Triady Czystych, będący praprzyczyną rzeczy, nawchłaniał się w rozmaitych miejscach różnorakiej qi, a po 81 dniach w jego ciele ze zmieszanych i skondensowanych qi uformował się płód. Piętnastego dnia siódmego miesiąca wypluł Cesarza Ziemi, który pierwotnie był odpowiedzialny za Pięć Świętych Gór, 24 góry i rzeki, Dziewięciu Cesarzy Ziemi, rozmaite pomniejsze bóstwa, a także wszystkich Prawdziwych Ludzi 真人 i Nieśmiertelnych, którzy osiągnęli Dao. 
Wraz ze wzrostem znaczenia Święta Duchów zmieniały się jednakowoż jego kompetencje - stał się poniekąd odpowiednikiem Hadesa, opiekuna i boga zmarłych dusz, zwłaszcza tych, które coś przeskrobały bądź były samotne. To on miał moc łagodzenia ich pośmiertnego losu; zgodnie z legendą wybaczał/odpuszczał grzechy (地官赦罪). Ponoć corocznie w dzień swych urodzin przemierzał wszystkie poziomy ziemi, nieba i piekła, jednocześnie wsłuchując się pilnie w ludzkie błagania - regularne modlitwy, oddawanie czci i ofiary (w tym znana nam ofiara jiao 醮) dla Triady Czystych mogą ponoć śmiertelnikom pomóc zyskać bogactwa, odpuszczenie grzechów i uśmierzyć ich cierpienia. 
Tak więc Święto Duchów służy nie tylko oddawaniu czci przodkom i odpędzaniu głodnych duchów, ale i próbom polepszenia własnych szans - zarówno za życia, jak i po śmierci. 

2025-07-17

Minister Ognia 火官

Będąc w Heijingu po raz pierwszy w życiu (bądź po raz pierwszy świadomie) spotkałam się z Ministrem Ognia. Figurka bóstwa w taoistycznym kompleksie świątynnym ku czci Czarnego Wojownika była podpisana, co niestety rzadko się zdarza, a co bardzo pomaga w mych sinologicznych badaniach, że tak bezwstydnie i szumnie nazwę zaspakajanie nieskończonych pokładów okołochińskiego wścibstwa. Oczywiście sylwetkom bóstw nie wolno robić zdjęć, co swoją drogą szalenie utrudnia szukanie informacji. W internecie jednak można znaleźć wszystko, łącznie z Ministrem Ognia, który OCZYWIŚCIE jest płomiennie rudy. 
Zgodnie z Księgą rytuałów można go utożsamiać z Yan Di - Płomiennym Cesarzem, bądź bóstwem Zhurong, czyli właśnie z bóstwami związanymi z ogniem; czasem jest też uważany za ich potomka. Dba on o to, by ogień nie wygasł; jeśli straci pracę, nie będzie komu ognia podtrzymać. Jednocześnie otrzymał pozycję opiekuna planety Mars (bo przecież Mars jest "ognistą planetą") 火德星君. Taki jego wizerunek można na przykład znaleźć w British Museum:
Jako gwiezdne bóstwo (w taoizmie wszystkie ciała niebieskie są "gwiazdami") pozostał bogiem ognia 火神, opiekującym się wszystkimi ogniowymi sprawami, ale również robactwem, fenghuangami i innym ptactwem. A dziś są jego urodziny (23. dzień 6. miesiąca księżycowego). Tak swoją drogą, bardzo ładnie się to zgrało z yijskim Świętem Pochodni (znów ogień!), które też jest świętem ruchomym i rozpoczyna się jutro. Z kolei fenghuangi bywały często tłumaczone na języki zachodnie jako chińskie feniksy; ciekawe, czy ich związek z bóstwem ognia mógł na to wpłynąć. 
Wiara weń sprowadza się do tego, żeby złożyć mu ofiarę, a on dzięki temu nie pokarze nas pożarem. W dzisiejszych czasach modlą się do niego - oraz do Ministra Wody - przede wszystkim strażacy, dla których jest swoistym bóstwem ochronnym. W niektórych miejscach, m.in. w Tajpej, Pekinie i w Hubei istnieją osobne świątynie boga ognia. Na terenie jednej świątyni czci się w osobnych kaplicach cztery bóstwa: Ministrów Nieba, Ziemi, Wody i Ognia (czasem istnieją też osobne świątynki dla każdego z tych bóstw). 
W Tajnanie istnieje zwyczaj "odsyłania Króla Ognia" 送火王 (od ministra do króla - spory awans społeczny!). Zwyczaj narodził się pod koniec XIX wieku. Ponieważ w okolicy istniały wielkie plantacje bawełny i zakłady produkujące bawełniane kołdry, a bawełna jest wysoce łatwopalna, do dziś ludzie modlą się tam o ochronę przed pożarem. W ramach obchodów na drzwiach nakleja się "wodne talizmany" i odsyła Króla Ognia wraz z ogniowymi bestiami 火鬼火兽 do niebiańskich zastępów, jada się czerwone żółwiowe ciasteczka przynoszące szczęście i bardzo dba o to, by Król Ognia nie zerknął w tył i się nie rozmyślił z tym powrotem do nieba. 
W Wędrówce na Zachód Minister Ognia pomagał Małpikrólowi podłożyć ogień, ale nie bardzo im wyszła walka z przeciwnikiem.
Jak widać, postać ciekawa i w sumie całkiem popularna, choć dla mnie nowa. 

2025-05-07

甲马 yunnańskie talizmany

甲马 jiǎmǎ (dosłownie: koń w zbroi) to tradycyjne drzeworyty mniejszości Bai, używane w celach sakralnych. Konkretnie: z pięknych obrazków robiono ofiary całopalne ku czci bóstw lub przodków. Najczęściej używano białego papieru i czarnego tuszu, jednak bywały okazje, dla których stosowano czerwony, zielony bądź żółty papier. Tematyka bywała różna: od oddawania czci personifikacjom natury czyli bóstwom lasu, skał, gór, księżyca czy ognia po bóstwa ludowe innego typu - jednym z przykładów może być sylwetka białego tygrysa, który był uważany za postać rozróżniającą prawdę od kłamstwa, innym bóstwa śmierci czy plag; znajdą się tu również inne bóstwa ludowe - Znachorka, Bóg Pieniędzy, duchy przodków i inne bóstwa bendżuistyczne. Używało się ich podczas wszystkich okazji, kiedy trzeba się było pomodlić: wesela, pogrzeby, powodzie, pożary, święta, urodziny, przed wyruszeniem w podróż i tuż po szczęśliwym powrocie... 
No dobrze, ale co to wszystko ma wspólnego z koniem? Otóż sama idea ofiary całopalnej pojawiła się u Bajów za sprawą wymiany kulturowej z Hanami, którzy tradycyjnie używali papierowych koni (czasem z bambusowym stelażem) do składania ofiar demonom i bogom. Drzeworyty odeszły wprawdzie daleko od pierwotnych sylwetek końskich, jednak zwyczajowa nazwa pozostała. 
Przez wyrafinowanych Hanów technika wykonania tych drzeworytów uważana jest za prymitywną, toporną i niedbałą. W dodatku postaci i stroje z drzeworytów są żywcem zaczerpnięte z bajskich tradycji, więc Hanowie generalnie raczej nic o nich nie wiedzieli i nie mogły się im podobać. Choć już Lu Xun z kolegami zbierał informacje na temat drzeworytów ludowych, nasze jiama zostały w zasadzie całkowicie pominięte. Przy takim nastawieniu można uznać za niemal cud, że zachowało się ponad osiemdziesiąt matryc tradycyjnych drzeworytów. Całe szczęście zorientowano się, że i to należy do kulturowego dziedzictwa i zaczęto ratować, co pozostało i kształcić nowych majstrów. W miarę prowadzenia badań okazało się, że ten typ drzeworytów znany był nie tylko w Dali i okolicach, ale również w Baoshan, Tengchongu i innych regionach zachodniego Yunnanu; w każdym regionie inkorporował zaś nieco odmienne atrybuty lokalnego folkloru. Nadgorliwi badacze próbują oddzielić bajskie jiama od rozmaitych innych drzeworytów pełniących podobną funkcję, lecz wywodzących się z buddyzmu lub taoizmu bądź opierających się na starożytnych księgach. Na dobrą sprawę należałoby je oddzielić nawet od drzeworytów noworocznych 年门画 naklejanych na drzwiach. Nie jest to jednak tak proste - przecież wiadomo, że niektóre bóstwa taoistyczne bądź buddyjskie też trafiły do bendżuistycznego panteonu. Teraz zaś, gdy kształceni są nowi rzemieślnicy, bazują oni nie tylko na tradycyjnych bajskich wzorach, a czerpią całymi garściami nie tylko z kultury chińskiej i języka chińskiego, ale również z chińskiej popkultury. 
Jiama dzieliły się na dziewięć podstawowych typów: 
  1. Na postawienie domu: np. jiama z bogiem drzew albo z Lu Banem 
  2. Ofiary dla przodków, bendżu itd. - obrazki postaci, dla których miała być złożona ofiara. 
  3. Modlitwy o szczęście, pokój, pieniądze itd. - jiama z chińskimi napisami: 人马平安, 招财进宝, 利市仙官, 福, 禄, 寿, 禧, 嗣 
  4. Prośba o syna, o szczęście w domu, podziękowania - jiama z bóstwami domowymi czy bóstwami płodności. 
  5. Prośba o uzdrowienie - jiama z bóstwem medycyny, Znachorką itp. 
  6. Ofiara dla bóstw natury - jiama np. z wizerunkiem bóstwa gór. 
  7. Prośba o urodzaj - jiama dla Króla Smoków czy też bóstw wody i wiatru. 
  8. Prośba o zdanie egzaminu itp. 过关大神 i tego typu zaklęcia. 
  9. Odesłanie dusz do ich królestwa bądź ich przywoływanie - jiama z bóstwem łez lub przywoływaczem dusz itp. 
Obecnie stały się szalenie popularne, jednak kupuje się je nie po to, żeby spalić w ramach ofiary, a raczej jako talizman, który przynosi szczęście. Pojawiają się w formie magnesów na lodówkę, notesików, breloczków, naklejek, toreb, pocztówek... Można je dostać nie tylko na straganach z pamiątkami (które po wielu latach posuchy zaczęły się pojawiać na kunmińskich ulicach), ale też w sklepikach muzealnych, które zaczęły wreszcie promować lokalną kulturę, a także w księgarniach i innych miejscach:
nasz ulubiony bóg literatury Wenchang
bóstwo opiekuńcze - Błękitny Smok
Bóstwo Domowe 家神
Radość i pokój w domu
Bóstwo wiatru
Biały Tygrys
Boski rumak 神马
życzenia bogactwa
yunnański kot ochronny
opiekun biznesów
kolejne bóstwo wykształciuchów Kuishen czyli Kuixing
pokój temu domowi
Tutaj artykuł z kilkoma zdjęciami.

2025-01-22

Królicze Bóstwo

Zawsze gdy widzę taką figurkę:
zastanawiam się, którym z króliczych bóstw ona jest. Bo może być Tu'er Ye 兔兒爺, czyli króliczym bóstwem związanym z księżycem, którego kult rozwijał się w Pekinie na początku XX wieku, a który teraz wraca do łask. Jednak alternatywa jest znacznie ciekawsza: może jest to królicze bóstwo Tu'er Shen 兔兒神, czyli słynne bóstwo gejów, pomagające im szukać szczęścia w miłości?
Niestety, właścicielka figurki nie pomogła mi odkryć prawdy, jako że sama sądziła, że jest to figurka proweniencji japońskiej. 
PS. Tak naprawdę to oczywiście Tu'er Ye, ponieważ widać, że jeździ na tygrysie, ale podywagować zawsze można, prawda?

2025-01-02

Chaiko

Zakochałam się w Artyście. Znalazłam otóż w Bibliotece Yunnańskiej (którą Tajfuniątko kocha dozgonną miłością) nieznaną mi wcześniej wersję komiksową Podróży na Zachód i... nie odłożyłam, dopóki nie przeczytałam do końca. Przygody małpikróla nie są mi obce, możemy więc śmiało odrzucić hipotezę, że wciągnęła mnie historia sama w sobie; powiedziałabym wręcz, że do samych historii autor podszedł trochę zbyt stereotypowo, wybierająć tylko te opowieści które już znamy (bo przecież lubimy tylko te piosenki, które już znamy). To jednak detal, który może zniechęcać psychofankę Podróży na Zachód, a nie przeciętnego czytelnika komiksów, prawda? 
Odłóżmy więc ten argument na bok i skupmy się na warstwie graficznej. A ta jest cudowna. To jest trochę tak, jakby do małpikróla dobrał się na haju autor Thorgala. Cudo! Artysta odpowiedzialny za to dzieło - a właściwie za dwa, bo rzecz ma u niego dwa grubaśne tomy - to Chaiko, chiński artysta, chętnie publikowany na Zachodzie, obecnie związany z wydawnictwami francuskimi. Zdecydowanie wart uwagi. Jeśli kiedyś trafi Wam w ręce - czytajcie, a przede wszystkim - podziwiajcie.

2024-08-18

Wrota Piekieł 鬼门关

Dziś Święto Duchów. Brama między piekłem, a światem śmiertelnych jest dziś najgorzej strzeżona, porozmawiajmy więc o niej. Chińskie piekło diyu 地獄 jest opisane całkiem nieźle w anglojęzycznej wiki, więc tutaj powtarzać już nie muszę. Jednak dziś będzie o wrotach do tego piekła, które nazywają się Przełęczą Diablej Bramy: 鬼門關 [鬼门关] guǐ mén guān. Co ciekawe, dawniej to była rzeczywista nazwa geograficzna wąskiej i przerażającej przełęczy położonej w dzisiejszym Guangxi. Zgodnie z opisem słynnego chińskiego podróżnika Xu Xiake, znajdowała się między dwoma strzelistymi górskimi szczytami; było tam wilgotno, parno, często cała przestrzeń była wypełniona mgłą. W tym malarycznym, ciężkim powietrzu lepiej było insektom i szczurom niż ludziom. Mawiano, że na dziesięć osób, które tamtędy przechodzą, dziewięć nie wraca*. Pewnie właśnie dlatego wybrano tak okropne miano. Jednocześnie jednak nazwa ta była zawsze zarezerwowana dla legendarnego przejścia między światem żywych i umarłych, miejsce na granicy śmierci. W Podróży na Zachód, czyli tej chińskiej powieści, w której wciąż przeplata się rzeczywistość z baśnią, w 10. rozdziale trafiamy na opis: 
Nagle ukazało się miasto, a nad jego bramą wisiał szyld ze złotym napisem: Ciemna Brama Piekieł**. 
W dzisiejszych czasach nazwa ta najczęściej służy po prostu do opisu niebezpiecznej sytuacji. I choć wiele z nich może zostać opisanych jako przechodzenie Przełęczą Diablej Bramy, dziś najczęściej używa się jej w odniesieniu do... porodu. Szalenie dosadne: 生孩子就是走鬼门关 - poród to przechodzenie przez Przełęcz Diablej Bramy; 孕妇从鬼门关走了两遭 - ciężarna przechodzi dwakroć przez Przełęcz Diablej Bramy - bo choć normalnie droga do piekła jest jednokierunkowa, matkom, które szczęśliwie przeżyły poród, udało się stamtąd wrócić. 
Oczywiście, w XXI wieku śmiertelność położnic jest znacznie niższa niż dawnymi czasy***, jednak moim skromnym zdaniem nie sposób nie zgodzić się z samą koncepcją. Nie tylko z racji bólu, strachu, a czasem faktycznego niebezpieczeństwa. Przede wszystkim dlatego, że wcześniej jesteśmy po prostu sobą, a po powrocie z Przełęczy jesteśmy już nie tylko sobą, ale również matkami. Od ośmiu lat z kawałkiem trwa we mnie ta zmiana, to odkrywanie siebie na nowo, swoiste rozdwojenie jaźni. Pamiętam, że byłam inna. Inaczej spędzałam czas, inaczej patrzyłam na świat, inaczej traktowałam ludzi wokół. To nie tylko kwestia nowej roli - byłam córką, jestem matką, trzeba to czy tamto. Nie - ta zmiana sięga głębiej, aż do samych źródeł mojej osobowości. Codziennie podejmuję decyzje nie tylko za samą siebie, ale również dla mojej córki. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że gdyby nie jej obecność, wiele moich wyborów wyglądałoby zupełnie inaczej; od prostego przyrządzania domowych posiłków ze zdrowych składników po świadome zmiany sposobu na życie, który był adekwatny dla mnie jako panienki czy nawet mężatki, ale okazał się nieodpowiedni przy dziecku. Przeszłam przez Przełęcz Diablej Bramy, a doświadczenie to i droga powrotna zmieniły mnie do głębi. Część mnie na zawsze już umarła, zaginęła, nie wróciła zza piekielnych wrót. Chińczycy wierzą w mnogość dusz zamieszkujących człowieka; skłonna jestem uwierzyć, że jakaś cząstka mojej duszy odeszła. Czy na zawsze? Nie wiem. Czy mi jej brakuje? Niezbyt - przecież na jej miejsce wskoczyła ta, która jest odpowiedzialna za stanie się matką. A jednak... od czasu do czasu zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie pojawienie się Tajfuniątka. Czasem aż trudno mi w to uwierzyć, bo przecież XXI wiek, feminizm, prawa człowieka itd., ale jednak potomstwo wpłynęło u mnie nie tylko na hobby, zaspokajanie potrzeb życiowych czy organizację czasu, ale również na wybory dotyczące pracy, miejsca zamieszkania czy nawet stroju. 
Przeszłam przez Przełęcz; pod pewnymi względami umarłam i narodziłam się na nowo. Nie żałuję... ale im dłużej jestem matką, tym lepiej rozumiem kobiety, które matkami zostać nie zamierzają. Nie każdemu się spieszy do piekielnych wrót.

*鬼门关,十人去,九不还。 
**忽见一座城,城门上挂着一面大牌,上写着‘幽门地府鬼门关’七个大金字。
***Światowa Organizacja Zdrowia przedstawia regularnie dane dotyczące okołoporodowej śmiertelności kobiet. Wynika z nich, że np. w 2020 roku każdego dnia z powodu komplikacji związanych z ciążą lub porodem umierało około 800 kobiet, czyli średnio co dwie minuty na świecie umierała jedna kobieta. Nie jest więc aż tak dobrze, jak zwykło się nam wmawiać. Oczywiście w krajach rozwiniętych tych śmierci jest mniej, co jednak nie oznacza, że współczesna medycyna zdołała ten problem wyrugować zupełnie.

2024-08-10

月下老人 Księżycowy Swat

Czerwona Nić Przeznaczenia Matrymonialnego (姻緣紅線 yīnyuán hóngxiàn) to jeden z kluczowych chińskich przesądów związanych z małżeństwem. Ponoć związani jesteśmy niewidzialnymi jedwabnymi czerwonymi nićmi, które łączą nas z drugimi połówkami jabłek, z naszymi Prawdziwymi Miłościami. Osobą odpowiedzialną za te nici jest Księżycowy Swat Yuè Xià Lǎorén (月下老人) czyli Staruszek-Spod-Księżyca, często zwany po prostu Księżycowym Staruszkiem Yuè Lǎo (月老). Jest taoistycznym bóstwem czy też nieśmiertelnym (pojawiającym się w świątyniach!) swatającym młodych ludzi i dbającym o pomyślność ich małżeństw. W najstarszej wersji mitu przywiązani jesteśmy w kostkach, jednak gdy mit powędrował do Japonii, nitka została przeniesiona na męski kciuk i żeński mały palec u ręki. Oczywiście, nici muszą być czerwone, nawet jeśli są niewidzialne, ponieważ czerwień jest kolorem szczęścia szczególnie mocno związanym ze ślubami i weselami. Para związana czerwoną nicią jest sobie przeznaczona, bez względu na zastane okoliczności. Nić jest magiczna, więc może się poplątać czy też rozciągnąć, jednak nigdy nie pęka. 
Wśród wielu legend o Księżycowym Swacie i niewidzialnej czerwonej nici jedną z najbardziej znanych jest ta o młodym chłopcu, który pewnego wieczora przyuważa staruszka w świetle księżyca. Ten opowiada mu o nici i pokazuje dziewczę, którego przeznaczeniem jest zostać żoną chłopca, jednak chłopiec, zamiast ucieszyć się, że ktoś rozwiązał zań problem szukania żony, rzuca w dziewczę kamieniem i ucieka. Albo on jest zbyt niedojrzały, albo ona niespecjalnie urodziwa... Po wielu latach, gdy chłopiec staje się wreszcie mężczyzną gotowym do małżeństwa, jego rodzice aranżują dlań wszystko. Starym zwyczajem pan młody może ujrzeć oblubienicę dopiero po ślubie. Chłopak podnosi jej czerwony welon i widzi najładnieszą dziewczynę we wsi, która wszakże na jednej brwi nosi biżuterię. Spytana o powód odpowiada, że gdy była jeszcze dziewczynką, jakiś łobuz rzucił w nią kamieniem, zostawiając jej bliznę na całe życie... 
Jest kilka wersji historii, m.in. taka, w której mężczyzna, któremu Księżycowy Swat pokazuje wybrankę - kilkuletnią biedaczkę pod opieką ślepej niani - gniewa się i najmuje zbirów do ich zabicia. Kiedy w końcu się żeni, okazuje się, że żona kuleje i ma bliznę, ale to drobiazgi, bo pochodzi z szalenie bogatej rodziny. Oczywiście okazuje się, że kiedy jej rodzice zmarli, niania dla niepoznaki przebrała je w łachmany, żeby zaprowadzić do domu wujostwa bez narażania się na napadnięcie przez bandytów, ale jakiś wariat na nich napadł po drodze i próbował zabić zupełnie bez powodu. I tak dalej, i tak dalej. Zawsze okazuje się, że przeznaczenie płata nam psikusa. 
Zgodnie z tajwańskim wierzeniem, co roku w chińskie walentynki (czyli siódmego dnia siódmego miesiąca księżycowego) Tkaczka robi wielki spis powszechny pełnoletnich panien i kawalerów. Spis ten zostaje dostarczony Księżycowemu Swatowi, który sprawdza charaktery, hobby, status materialny itd i sporządza księgę matrymonialną, po czym łączy pary niewidzialną nicią. 
Zgodnie z badaniami socjologicznymi robionymi na Tajwanie, wiara w Księżycowego Swata przychodzi z wiekiem. Znaczy, wierzą weń raczej stare panny i starzy kawalerowie, zapewne próbując wyjść z twarzą z niepowodzeń natury uczuciowej: po prostu ich nitka jest cokolwiek dłuższa i bardziej poplątana od tych innych... 
Wszystkiego najlepszego z okazji chińskich walentynek czyli Święta Podwójnej Siódemki! Mam nadzieję, że Wasze nitki są wystarczająco krótkie, byście szybko odnaleźli swe drugie połówki... albo niech i będą takie długie jak moja, ale niech w końcu dowiodą Was do szczęśliwego finału.

2024-02-18

Smocza Brama 龍門

Smocza Brama 龍門 [龙门] Lóngmén to nazwa wyjątkowo często występująca w Chinach - mamy takąż nawet w Kunmingu, konkretnie w Zachodnich Górach. To dlatego, że każdy ma nadzieję, że przez nią przejdzie. Mityczna Smocza Brama jest bowiem, zgodnie z legendą, miejscem przez które przeszedłszy karp może zmienić się w smoka - co, jak wiadomo, jest marzeniem każdego karpia. Powstało w związku z tym przysłowie: 鯉魚跳龍門 [鲤鱼跳龙门] lǐyútiàolóngmén - karp skacze do Smoczej Bramy = poczynić ważny krok w karierze, awansować (w wersji czteroznakowej: 鲤跃龙门 lǐyuèlóngmén). 
Zgodnie z legendą, Smocza Brama mieści się na szczycie wodospadu na Żółtej Rzece spadającego z gór na granicy prowincji Shanxi i Shaanxi. Został on utworzony przez naszego dobrego znajomego, Wielkiego Yu. Choć wszystkie karpie wędrują w górę strumienia, tylko kilka będzie wystarczająco odważnych i silnych, by skoczyć w górę wodospadu i przekroczyć Smoczą Bramę - i stać się smokiem. Legenda ta stała się tak znana, że swego czasu karpiami skaczącymi do Smoczej Bramy nazywano wszystkich podchodzących do egzaminów urzędniczych. Obecnie najczęściej mawia się tak na maturzystów, których "wielki skok" ku Smoczej Bramie to po prostu zdanie dobrze matury i dostanie się na niezły uniwerek. Osobiście najbardziej lubię interpretację, zgodnie z którą jedyną drogą do sukcesu jest pójście pod prąd. 
Według innej legendy, gdy silny prąd znosił karpie, a one nie mogły wrócić do domów, poskarżyły się Wielkiemu Yu. A jego żona, będąca córką Nefrytowego Cesarza, wstawiła się za karpiami u ojca. Nefrytowy Cesarz obiecał, że jeśli karp zdoła przeskoczyć przez Smoczą Bramę, stanie się potężnym smokiem. Dlatego raz do roku wszystkie karpie brały udział w zawodach przy wodospadzie; te, które zdołały wskoczyć na szczyt wodospadu, natychmiast zmieniały się w smoki i wzlatywały do nieba. 
No dobra. Mamy więc karpia, który płynie w górę strumienia i wyskakuje z wody. Mnie, jako Polce, w głowie się to nie mieści. To przecież łososie i pstrągi, nie karpie, wędrują w górę strumieni i nie po to, żeby zrobić karierę, a po prostu żeby się rozmnożyć. Karpie to ryby dość nudne i mało ambitne, żyjące w mule, nieprawdaż? Wprawdzie tarlaki potrafią wyskakiwać ponad powierzchnię wody, ale to tylko z racji hormonów... Znakiem 鯉 lǐ opisuje się jednak nie same karpie, ale w ogóle wszystkie karpiowate. Należy też do nich ryba, która po angielsku zowie się "latającym karpiem" bądź "srebrnym karpiem", a jest po prostu tołpygą (we współczenym chińskim 鰱魚 [鲢鱼] liányú). Tołpygi zaś znane są z tego, że... skaczą. Głównie ze strachu, ale nie tylko. Potrafią podskoczyć na wysokość nawet trzech metrów i z pewnością dałyby radę jakiemuś co mniejszemu wodospadowi. Zgodnie z innym wytłumaczeniem, nie chodzi o tołpygi, a raczej o jesiotry, też znane z "latania", jednak tu ciężej byłoby zrozumieć karpia w przysłowiu, bowiem jesiotr z karpiem poza żerowaniem przy dnie nie ma wiele wspólnego. 
Tak czy inaczej, karpie zmieniające się w smoki stały się tak ważną częścią chińskiej (a później japońskiej) kultury, że powstawały i powstają dzieła sztuki przedstawiające karpie skaczące przez Smoczą Bramę. Poza malowidłami czy drzeworytami znany jest szczególny typ takich dzieł sztuki - ceramiczne czajniczki, zdobione z jednej strony karpiem, z drugiej smokiem, w dodatku opatrzone ruchomą smoczą głową. Nazywają się czajniczkami rybosmoczymi 鱼龙壶/鱼化龙壶. 
Z racji Roku Smoka i tak zamierzałam o naszej Smoczej Bramie pełnej karpi napisać. Dodatkowym bodźcem stała się tegoroczna Noworoczna Gala, w której pojawiły się właśnie tańczące i skaczące karpie:
 
Piękne, prawda?

2023-12-17

Kroniki dziwnych bestii

Lektura zajęła mi ładnych kilka dni. Choć historie były wciągające i nieźle napisane, szkatułkowość i niespójności czasowe spowodowały, a także irytacja główną bohaterką sprawiły, że trochę się męczyłam. A jednak - warto było. Po pierwsze bestialskość ludzi i humanizm bestii były tu świetnie rozegrane. Po drugie: jeszcze nie czytałam współczesnej chińskiej prozy tak świetnie korespondującej z dawnymi chińskimi bestiariuszami. Po trzecie - i dla mnie chyba najważniejsze - całość odczytałam jak daleko idącą satyrę na współczesne społeczeństwo chińskie. Choć całość dzieje się w wyimaginowanym mieście, problemy społeczne, które się tu pojawiają, mogłyby równie dobrze zostać zaczerpnięte z pierwszych stron chińskich gazet. Czytanie Kronik... jako dzieła fantastycznego byłoby samo w sobie dość interesujące, jednak tak naprawdę najwięcej satysfakcji sprawiło mi znajdowanie odniesień do polityki chińskiej ostatnich siedemdziesięciu lat i szukanie właściwego kontekstu w świecie realnym. W związku z tym była to lektura bardzo zajmująca. 

PS. Koniecznie przeczytajcie posłowie tłumaczki, która zresztą zna autorkę, Yan Ge, osobiście.

2023-03-08

narcyz wielokwiatowy chiński 水仙花

Dzisiejszy post powstał we współpracy z japonia-info.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej. 

Z okazji Dnia Kobiet mam dla Was kwiaty - konkretnie narcyzy.
Pachną porywająco. Podobno zawierają jakiś składnik zapachowy, zarezerwowany tylko dla kilku roślin na całym świecie - w tym dla róż. Ja bym chyba zwariowała, gdybym musiała przebywać w jednym miejscu z narcyzami dłużej niż kilka chwil. Jednak bardzo lubię na nie patrzyć i cieszę się, że wiosną w Kunmingu jest ich aż tyle. 

Ciekawie się narcyz nazywa po chińsku: kwiat Wodnych Nieśmiertelnych. Kim jednak są ci nieśmiertelni?
水仙 lub 水仙尊王 to pięć bóstw czczonych jako bóstwa wody/morza. Na języki europejskie tłumaczy się ich różnie: Czcigodni Wodni Nieśmiertelni Królowie, Panowie Wody, Pięciu Bogów Wody i tak dalej. Wszyscy, zanim zostali ubóstwieni, byli wcześniej słynnymi bohaterami związanymi z wodą w ten czy inny sposób. Obecnie jako Wodni Nieśmiertelni zajmują się opieką nad statkami i łodziami. 
Najważniejszym z nich jest oczywiście Wielki Yu, którego znamy dobrze ze współpracy ze smokiem - bogiem deszczu. Miał być on pierwszym, legendarnym cesarzem dynastii Xia, znanej tylko z legend. Został bóstwem wody oczywiście dlatego, że udało mu się opanować potop. 
Drugim bóstwem został Wu Zixu, który pomścił ojca i brata, a w końcu został zmuszony do popełnienia samobójstwa - jeśli można nazwać samobójstwem wejście do skórzanego worka, który został następnie wrzucony do wody. Po śmierci Wu zaczął być czczony jako Bóg Fal, zwłaszcza w okolicach dzisiejszego Hangzhou. 
Podobna była ścieżka kariery Xiang Yu, który ponoć też znalazł śmierć w odmętach, ale woda nie chciała go pochłonąć. 
Kolejnego Wodnego Nieśmiertelnego już znacie - to Qu Yuan, na cześć którego obchodzimy Święto Smoczych Łodzi. 
Co do piątego bóstwa - niektórzy czczą Króla Ao, siłacza, który ponoć wymyślił statki, a raczej amfibie, które mogły przemierzać zarówno lądy, jak i morza. Niektórzy jednak sądzą, że znany Wam już bohater stolarzy Lu Ban jest bardziej godzien piedestału. 
Choć kult naszych pięciu wodnych bóstw wywodzi się z Xiamenu i okolic, dziś najżywszy jest na Tajwanie, gdzie w większości portów istnieją świątynie poświęcone naszym wodnym nieśmiertelnym, a także ołtarzyki dla nich w innych świątyniach. 
 
Mamy więc naszych "wodnych nieśmiertelnych" i narcyz, który jest ich kwiatem. Jednak "wodny nieśmiertelny" to nie tylko nazwa grupy bóstw oraz rodziny kwiatów. Dawniej nazywano tak również osoby, które zostały pochowane w morzu, a także włóczykijów, którzy wybrali się za morza, by już nigdy nie wrócić do ojczystej ziemi. Emigrantów znaczy. 
Na sam koniec jeszcze dwie ciekawostki. Botaniczna: zimowit jesienny zowie się po chińsku "jesiennym narcyzem" 秋水仙 qiūshuǐxiān, a w związku z tym kolchicyna, którą zawiera, nazywa się "elementem jesiennego narcyza" 秋水仙素 qiūshuǐxiānsù. 
I herbaciana: istnieje tzw. "narcyzowa" herbata 水仙茶. Oczywiście nie jest to herbata z narcyzów, a po prostu jeden z najmocniej utlenionych gatunków herbaty czarnosmoczej z Gór Wuyi w prowincji Fujian. Po zaparzeniu cieszy oko przepięknym bursztynowym naparem.
 
Tutaj możecie się dowiedzieć co nieco o ideale japońskiej kobiety.

2022-03-05

ofiara dla Białego Tygrysa 祭白虎

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej. 

Wylądował jako jedno ze zwierząt chińskiego zodiaku. Niby nie jest tak ważny jak szczur czy krowa, które otwierają chiński horoskop, ale jednak zajął miejsce tuż za nimi, czyli trzeba się z nim liczyć. Bo, proszę Państwa, tygrys jest wart podziwu: jest nieustraszony, groźny, piękny - wcielenie przeciwieństw. Nigdy nie pozostaje bierny, zawsze jest w akcji. A akurat Chińczycy mogli go sobie oglądać na żywo, bo w południowych i północnowschodnich Chinach tygrysy faktycznie występowały dość powszechnie. Może właśnie dlatego, że był dobrze znanym zwierzęciem, zajął miejsce nie tylko w chińskim zodiaku, ale również jako opiekun Zachodu (na pewno pamiętacie Białego Tygrysa, jednego z Czterech Strażników Nieba), czczonego przez kobiety. Bywa również łączony z jesienią - pewnie dlatego, że dawniej jesienią tygrysy schodziły z gór do wiosek, żeby zapolować na ludzinę. Zgodnie z chińską tradycją, to tygrys, nie lew (w dawnych Chinach nieznany) był królem zwierząt (tych prawdziwych, nie mitycznych. Mitycznymi rządził oczywiście smok). A przeceż paski na czole tygrysa tworzą znak króla 王, co zawsze uwypuklają chińskie tygrysie ryciny czy kaligrafie. Tych ostatnich jest zresztą sporo; tygrys był zawsze chętnie przedstawiany zarówno przez kaligrafów, jak i w sztuce ludowej. Tygrysy są dobre, zabijają złoczyńców i chronią ludzi prawych. Żeby jednak zyskać przychylność tygrysa, warto odprawić ceremonię, prawda? 

W południowych Chinach piątego lub szóstego marca, w Budzenie Insektów* przypadają urodziny tygrysa i tego właśnie dnia kobiety oddają cześć Białemu Tygrysowi. W tym celu wizerunek białego tygrysa winien pojawić się w domu, żeby strzec domostwo przed szczurami, więżami i kłótniami. Tygrysie podobizny pojawiają się również przed budynkami świątynnymi, by wierni mogli im składać ofiary. 

Tradycyjnie do składania ofiary dla Białego Tygrysa używało się tygrysów wyciętych z żółtego papieru, z czarnymi pręgami i białymi kłami. Podczas ceremonii do pyska tygrysa należało włożyć kawałek wieprzowiny umoczony w wieprzowej krwi. Tylko syty Biały Tygrys nie będzie nikogo krzywdzić. Czasem zamiast wsadzać kawałek mięsa do paszczy, smarowano po prostu tygrysi pysk smalcem. W niektórych regionach po nakarmieniu tygrysa należało sytemu zwierzęciu odciąć łeb.

Biały Tygrys ze świątyni taoistycznej nad Stawem Czarnego Smoka

Tutaj poczytacie o arcyciekawej japońskiej ceremonii związanej z wiosną. 

*jedna z tradycyjnych 24 pór roku

2022-02-14

Czternasty dzień Nowego Roku II

Choć o pewnej tradycji związanej z czternastym dniem Nowego Roku pisałam już w roku ubiegłym, na dziś znalazłam kilka innych, równie ciekawych. 

Pierwsza zowie się Modłami do Bliskowodnej Pani 拜临水娘娘, której urodziny przypadają ponoć tego właśnie dnia. Kimże jednak jest Bliskowodna Pani? Legenda głosi, że za dynastii Tang żyła pewna dziewczyna o nazwisku Chen. Oj, rogata to była dusza! Przede wszystkim sprzeciwiła się wejściu w aranżowane dla niej małżeństwo. Po drugie uciekła z domu, żeby uczyć się taoizmu i szamanizmu w Lushan. Kiedy wróciła, pozornie wszystko wróciło na utarte tory: wyszła za mąż, zaszła w ciążę... Ale wtedy do miejsca, w którym mieszkała, królestwa Min, przybył biały wężowy demon, który przyniósł suszę. Dzielnej Chen udało się rzucić odpowiednie zaklęcie, by spadł deszcz, ale musiała w tym celu poświęcić swoją ciążę. Płód dobrze ukryła, jednak wężysku udało się go znaleźć i zjeść. Zrozpaczona Chen pokonała wężowego demona i ocaliła królestwo, jednak ceną było jej własne dziecko. 

Wyobrażacie sobie? Zrobić sobie aborcję, żeby ratować kraj? Brr. W późniejszych latach została boginią, do której modlą się kobiety w połogu i podczas porodów, zwłaszcza tych trudnych. Jej kult jest powszechny zwłaszcza w południowych prowincjach nadmorskich i na Tajwanie. Ma wiele imion; jedni wiążą ją z taoizmem i jako Świętej Matce Sprzyjających Niebios każą mieszkać w taoistycznych kaplicach; inni uważają ją za jedno z wcieleń buddyjskiego Avalokiteśwary (który przecież w Chinach jest kobietą). Więcej poczytać o niej możecie w anglojęzycznej wikipedii. 

Inną ciekawą tradycją jest obchodzenie urodzin Fuxi - ojca rodzaju ludzkiego i w związku z tym naszego wspólnego praszczura. W Gansu już poprzedniego wieczora zaczyna się przygotowywać ofiarę dla Fuxi: całą świnię, całą kozę, a także owoce i inne produkty spożywcze. Z wybiciem północy zaczynają się modły - podziękowania dla aprzodków, zachwyt nad pięknem dzisiejszego życia i tak dalej. A potem zaczynają się występy iście karnawałowe: śpiewy, muzyka, taniec, składanie sobie życzeń i jeszcze trochę modlitw. Na koniec ceremonii przodkowie (z Fuxi na czele, oczywiście) obdarowują uczestników ceremonii całym jedzeniem. 

W Zhejiangu z kolei istnieje zwyczaj picia zupy wyostrzającej spojrzenie 亮眼汤. Wiecie, trzeba wyjść z amoku świętowania, zebrać się w sobie i zabrać do roboty. Podobno w tym właśnie miała pomóc nasza zupa. Niestety, przepisów na tę okulistyczną zupę jest wiele: niektórzy robią ją na kapuście, inni na taszniku; jedni na bogato, drudzy na ubogo. Jedna rzecz jest niezmienna: jako wypełniacz zamiast makaronu czy ryżu występuje tu pokruszone ciasto ryżowe. 

Poza tym po kątach należało porozsypywać drobne owocki, które ponoć miały sprawić, że myszy oślepną, a koty będą miały orli wzrok. Oczywiście koty zjedzą myszy i spiżarnia będzie uratowana! 

Zbliżamy się już do końca tegorocznego świętowania - jeszcze tylko jutrzejsze Święto Lampionów i już wrócimy do mrówczej pracy. Zawsze, gdy czytam o dawnych chińskich tradycjach, płaczę, że nie dane mi było zetknąć się z nimi na żywo... A potem ocieram oczy i cieszę się ubikacją w domu, rozwiniętą medycyną i internetem. Czy te piękne tradycje naprawdę musiały w większości umrzeć?...

2022-01-27

demon suszy 旱魃

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej. 

旱魃 hànbá albo po prostu 魃 bá (tak, to znak, który powstał specjalnie dla demona suszy) to jedno z chińskich mitycznych stworzeń, pojawiających się nie tylko w legendach stricte chińskich, ale również w chińskich interpretacjach legend ludów niechińskich, czego przykładem może być legenda o stroju kobiet Naxi, w której taki demon się pojawił. Ba jest trudnym do określenia stworzeniem - jego wygląd się zmieniał w trakcie podróży z ust do ust, ze wsi do wsi. Zazwyczaj najbardziej podobny jest chińskim skaczącym wampirozombiakom jiangshi. Zgodnie z podaniami, kiedy się tylko pojawiał, nadchodziła wielka susza. Jest jednym z najbardziej mocarnych demonów, ustępuje tylko rumakowi chińskiej, żeńskiej Avalokiteśvary, zwanemu Hou. Ponoć miał być wysoki na 3-4 stopy, nagi, miał parę oczu na czubku głowy, a chodzi jak wiatr. Co ciekawe, istniały zarówno osobniki płci męskiej, jak i żeńskiej. Mógł mieć ciało zwykłe, ciało zwykłe, ale już trupie albo składać się ze szkieletu. W związku z tym, że w niektórych regionach wierzono, że to zombiaki powodują suszę, gdy tylko taka się przydarzyła, trzeba było iść zajrzeć do nowych grobów. Jeśli pojawiła się na nich łuna, był to znak, że należy truposza wykopać. Jeśli pojawiły się na nim białe włoski, był to pewny znak, że to właśnie ba. Po zniszczeniu trupa susza powinna ustać. Zwyczaj ten popularny był Shandongu. 

Istnieje legenda dotycząca powstania demona suszy. Otóż dawno temu, gdy Chi You miał walczyć z Żółtym Cesarzem, stworzył wiele rodzajów broni i zgromadził setki rozmaitych dusz, demonów czy innych nie do końca materialnych stworów. Żółty Cesarz miał po swojej stronie Yinglonga, więc generalnie niby się nie miał czego bać, ale gdy Chi You zyskał chwilową przewagę nad smokiem, Żółty Cesarz wziął sprawy w swoje ręce. Najpierw zrobił sprowadzający deszcz i grzmot bęben z brzucha byka, który służył za rumaka Bogu Piorunów, a potem wysłał na wojnę niebiańskie dziewczę ba. Ba nosiła zieloną szatę i mogła emanować gorącem i światłem. Ona to, wraz z yinglongiem stworzyła taką parę, że Żółty Cesarz bez problemu pokonał Chi You. Jednak zarówno yinglong, jak i ba utracili wówczas boską moc, dzięki której mogli wznosić się do nieba. Zostali więc między ludźmi. Yinglong wybrał południe. Odtąd południe obfituje w rzeki i deszcze. Ba zaś poszła na północ, dlatego na północy jest sucho. Wędruje ona sobie północą, a dokądkolwiek trafi, ludzie ją przeklinają. A jednak... w niektórych regionach Chin długo przetrwało przekonanie o jej boskiej mocy i nie zwano jej demonem suszy, a raczej boginią suszy 旱神 hànshén i składano jej ofiary. Dopiero później przekształciła się w potwora, przypuszczalnie na skutek tego, że Chińczycy powoli przestawali czcić bóstwa związane z naturą - zostawili sobie zaledwie parę. I tak już w okolicach dynastii Ming piękna dziewczyna-bogini zmieniła się w zombiaka. 

Jak tego zombiaka pokonać? Tak samo jak inne demony i potwory: siuśkami niedojrzałych chłopców 童子尿* oraz krwią czarnego psa 黑狗血. 

Tutaj poczytacie o japońskim demonie suszy.

*współcześnie (!) wierzy się, że to dziewczyński mocz jest skuteczniejszym "lekarstwem".

2022-01-26

Czczenie Kuchennego Boga

Zbliża się Rok Tygrysa. Nadszedł tzw. "Mały Rok" związany z "noworocznym zabieganiem". Dziś, dwudziestego czwartego dnia miesiąca la, błagamy Boga Kuchni o wstawiennictwo. O tym, jak należy to czynić, wierszem opowiedział m.in. Fan Chengda 范成大 z czasów dynastii Song, poeta i bloger podróżniczy podróżnik, który cudnie opisywał swe podróże..
 
Pieśń o ofierze dla Kuchennego Boga 祭灶词
 
古傅腊月二十四,
Dawni uczą, by dwudziestego czwartego miesiąca la
灶君朝天欲言事。
Kuchenny Bóg wstępuje na niebiosa, by przedstawić sprawy w czasie audiencji. 
云车风马小留连,
Ociąga się w swym niebiańskim rydwanie*
家有杯盘丰典祀。
W domowych czarkach i na talerzach przygotowana jest obfita libacja.
猪头烂热双鱼鲜,
Gorąca i miękka głowizna wieprzowa i świeże dwie ryby,
豆沙甘松粉饵团。
Słodkości: słodka pasta z czerwonej fasoli, pierzga sosnowa** i ciasteczka
男儿酌献女儿避,
Synowie wznoszą toasty do bóstwa, a córki uciekają
酹酒烧钱灶君喜。
Ku uciesze Kuchennego Boga zraszają winem ziemię i palą pieniądze.
婢子斗争君莫闻,
Bóg nie widzi kłótni służących,
猫犬角秽君莫嗔;
Nie drażni go brudna walka kotów z psami;
送君醉饱登天门,
Wysyłamy boga nażartego i pijanego do wrót niebios
杓长杓短勿复云,
Ani długa, ani krótka chochla niczego już nie zmienią,
乞取利市归来分。
Będzie błagać o pieniądze, by podzielić je, gdy wróci.
 
*云车风马 - dosłownie: rydwan z chmur, koń z wiatru
**w zasadzie napisany jest sam "pyłek sosnowy", ale po dokładnym sprawdzeniu stwierdziłam, że jednak nie sam pyłek, a pierzga albo obnóże.

Pamiętajcie jednak, że 男不拜月,女不祭灶 - mężczyźni nie czczą księżyca (czyli ceremonie ofiarne podczas Święta Środka Jesieni czy Święta Latarni zostawiamy kobietom), a kobiety nie składają ofiary Bogu Kuchni. Jeśli więc chcecie, by bóg kuchni syty i opity poleciał do nieba, pozwólcie mężczyznom na złożenie bogatej alkoholowej ofiary.
Ciekawostka: w tym roku do nadejścia chińskiego Nowego Roku został nam już niecały tydzień: miesiąc la jest tym razem tzw. "małym miesiącem" czyli ma tylko 29 dni. Dlatego wbrew tradycji wigilia chińskiego Nowego Roku nie będzie się odbywać 大年三十 czyli 30 dnia miesiąca la, a dzień wcześniej. Trzeba się pospieszyć z noworocznym sprzątaniem!

2021-12-16

boski ptak Naxi

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl oraz enesaj.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej. 

Boski ptak koloru białej muszli morskiej to duch ochronny w religii dongba. Ma ludzkie ciało i dłonie, głowę lwa z dziobem orła, smocze szpony, bycze rogi, a także ogromne skrzydła. W dziobie często trzyma węża. Mieszka na wysokiej górze, w gnieździe na wysokim drzewie. Jest jednym z trzech wielkich bóstw opiekuńczych Naxi, odpowiedzialnym za siłę i sprawiedliwość. Do dziś przetrwał jeden z zabytków piśmiennictwa dongba, opowiadający o walce boskiego ptaka z bóstwem przyrody (to ten wąż, którego trzyma w dziobie). Ponoć walczy z nią, żeby zapewnić w niej odpowiednie miejsce ludziom - w dychotomii kultura-natura byłby więc raczej reprezentantem kultury. Jego złoty kolor oraz fakt, że trzyma w dziobie węża, świadczy o bliskim pokrewieństwie z tybetańskim Garudą, jednak ptak Naxi zowie się (w chińskiej transkrypcji) Dupanxiuqu lub po prostu Xiuqu, czyli przynajmniej fonetycznie są rozłączni. Legenda zaś brzmi tak:

Dawno, dawno temu człowiek i przyroda byli przyrodnymi braćmi, spłodzonymi przez jednego ojca z różnych matek. Zanim poszli w swoje strony, postanowili, że trzy skarby, które odziedziczyli po przodkach, pozostaną nierozłączne i razem będą o nie dbać. Jednak bóstwo natury postanowiło sobie te skaby przywłaszczyć i schować w pałacu na dnie morza, dokąd zaczęło spływać całe bogactwo świata. Za karę ludzie zaczęli niszczyć przyrodę i egoistycznie i bez umiaru ją eksploatować. Teraz z kolei bóstwo natury chciało się zemścić na ludziach, zsyłało więc klęski żywiołowe, a było ich tak wiele, że ludziom zaczął grozić głód i wyginięcie. Poszli więc ludzie na skargę do nieba, prosząc Dongba Shilo* o pomoc i sprawiedliwość. On zaś zstąpił z nieba, dosiadając boskiego ptaka. Jednak bóstwo natury przebywało na dnie morza, w swym luksusowym, wyściełanym złotem i srebrem pałacu. Tylko o nowiu i pełni księżyca wypływało na powierzchnię morza, by się obmyć i uczesać. Dongba Shilo poczekał więc do nowiu i wtedy kazał ptakowi schwytać bóstwo natury. Jednak bóstwo natury nie było takie głupie - ujrzawszy cień ptaka krążącego nad morzem, schował się w głębinach i ani myślał pojawić się znów. Więc w dzień pełni księżyca Dongba Shilo kazał ptakowi czekać w górach na zachodzie, żeby nie rzucać cienia na morze. Bóstwo natury wychynęło z morza i ptak je schwytał, jednak nie dał rady wyciągnąć go z morza - ludzka postać dawała się porwać, ale jego wężowy ogon pozostawał w wodzie i w miarę potrzeby stawał się coraz dłuższy i dłuższy. A jednak nie docenił on ptaka, który okręcił wężowy ogon trzy razy wokół wysokiej góry, a im więcej ogona wyciągał z wody, tym niższy stawał się jej poziom. Gdy skończył oplątywać węża, morze już całkiem wyschło, a wszystkim zwierzętom i roślinom zaczęło brakować wody. Teraz nastała ich kolej, by błagać Dongba Shilo o zmiłowanie. I mądry, dobry Dongba Shilo tak długo pokazywał wężysku jego błędy i zgubne skutki jego działań, aż bóstwo natury zgodziło się żyć w zgodzie z ludźmi. Oddało też ludziom jeden ze skarbów - boską tiarę, którą odtąd ma na głowie boski ptak.

źródło

*twórcę religii Naxi. Wierzy się, że był on szamanem tybetańskiej religii Bön. 

Tutaj poczytacie o japońskiej ptasiej hybrydzie z psią głową, a tutaj o gryfie w godle Ałtaju.