Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta 節日. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta 節日. Pokaż wszystkie posty

2026-06-21

Święto Słońca 太阳节

Święto Słońca to tradycyjne ludowe święto związane - cóż za zaskoczenie! - z kultem słońca, obchodzone przez mniejszości etniczne takie jak Hani i Yi, oraz w niektórych regionach Chin przez większość etniczną Han. Najpopularniejsze jest jednak w znanym nam już powiecie Mojiang zamieszkałym przez lud Hani. Tradycyjnie Święto Słońca ludu Hani odbywało się dziś: w dniu Przesilenia Letniego 夏至 (21-22 czerwca) - data jest nieobca i Polakom, którzy w podobnym terminie obchodzili Kupalnockę. Hani pod przewodnictwem mopi - ni to kapłana, ni to szamana - w samo południe przeprowadzali ceremonię zdobycia świętego ognia na Ołtarzu Ognia w Parku Zwrotnikowym. W trakcie święta składane były również ofiary dla słońca i ceremonie z modlitwami o szczęście i zdrowie. Park ten jest punktem obserwacyjnym zjawiska "znikającego cienia od pionowego słupa" podczas przesilenia letniego. Z czasem jednak lokalne święto słońca połączono ze świętem bliźniąt, tworząc Międzynarodowy Festiwal Bliźniąt i Święto Słońca Hani, który jednak ku mojemu ogromnemu zdumieniu przesunięto z Przesilenia Letniego na... majówkę. W 2024 roku przyciągnął on ponad trzysta tysięcy turystów z Chin i z zagranicy. W obecnej formie obchody odbywają się od 2005 roku. Przesunięcie obchodów dziwi mnie przede wszystkim dlatego, że podczas majówki cień nie zanika, ponieważ słońce nie dociera jeszcze do zwrotnika w samo południe. Gdzie sens, gdzie logika? Ale ponoć te majowe obchody są tylko takie turystyczne, a prawdziwe są przez Hani organizowane jak dawniej. Bez względu na datę, w trakcie rozmaitych hanijskich świąt można się załapać na tzw. Ucztę Długiej Ulicy 长街宴, smarowanie twarzy na czarno 抹黑脸, hanijski rytuał przejścia w dorosłość, a także zwykłe przy wszystkich imprezach pokazy ludowych pieśni i tańców. Ciekawostką regionalną jest konkurs na najlepsze kawy i herbaty uprawiane w regionie.
Niestety, dziś nie uda mi się odwiedzić Mojiangu. Może w przyszłym roku będą bardziej sprzyjające warunki? Chętnie poświętowałabym przy długim stole...

2026-04-19

Święto Podwójnej Trójki w Lufengu

Wiele razy wspominałam już o wiosennych rytuałach oczyszczających, związanych z trzecim dniem trzeciego miesiąca księżycowego. Do tej pory skupiałam się głównie na obchodach święta Podwójnej Trójki w Kunmingu, jednak warto wiedzieć po pierwsze, że obchodzone było w wielu miejscach, a po drugie - obchodzili je w rozmaity sposób nie tylko Chińczycy Han, ale również inne grupy etniczne. Wpadł mi niedawno w oko artykuł autorstwa profesora Liu Jianbo dotyczący obchodów tegoż święta przez Yi mieszkających w okolicach Lufengu - czyli w "województwie" Chuxiong. Ich najciekawsze zwyczaje dotyczyły głównie rytuałów związanych z ochroną przed zarazą - czyli doskonale wstrzeliwały się w pierwotne znaczenie tego święta, związanego z rytuałami oczyszczającymi.
Przeczytawszy artykuł, zaczęłam grzebać w temacie, przy okazji odkurzając dawno zdobytą wiedzę o Yi i Yunnanie. Po drodze sformułowałam dziesiątki pytań, które na razie pozostają bez odpowiedzi. 
Wiele grup etnicznych Yunnanu obchodzi to święto - nie tylko Hanowie, ale również Zhuangowie, Miao i Buyi. Tamtejsi Yi natomiast obchodzą je nietypowo: choć zachowują nazwę Podwójna Trójka 三月三, jednak uroczystości odbywają się trzynastego dnia trzeciego miesiąca - ma to związek z legendą, o której za chwilę. Tego dnia mieszkańcy wioski Gaofeng niedaleko Lufengu organizują uroczystości: ofiary, tańce, śpiewy i oczywiście targowisko.
 
Za to bimo (szamani) udają się do starej świątyni w górach, by złożyć w ofierze koguty i owce, modląc się o błogosławieństwo i pomyślność. Część badaczy sądziła, że święto wywodzi się z kultu azalii Delavaya, której kwiaty są związane z płodnością, modlitwami o potomstwo itd. Profesor Liu w trakcie badań odkrył jednak, że istnieją dwie odrębne tradycje ustne dotyczące pochodzenia święta; oprócz kultu górskiego bóstwa ukrytego w naszej azalii, mamy również kult bóstwa medycyny - Króla Lekarstw (药王) - związany bezpośrednio z przekazywaną ustnie historią zarazy i z rytuałami przeciwzarazowymi/oczyszczającymi, dodatkowo nałożony na lokalną wiarę w bóstwo zarazy (瘟神) i bóstwo opiekuńcze ziemi (土主). Wszystkie te kulty początkowo były odrębne, potem zaczęły się jednak poniekąd przenikać. Żeby sprawę dodatkowo skomplikować, nakładają się tu wierzenia chińskie na wierzenia yijskie. Sama koncepcja bóstwa zarazy, z dawien dawna znana etnicznym Chińczykom, zaadaptowana została przez Yi tak, że wrosła w ich własną symbolikę - u nich bóstwo zarazy raz jest białym tygrysem, kiedy indziej wielkim, włochatym bykiem (oba zwierzęta są ważne w yijskich legendach), a kiedy indziej demonem "powstałym po śmierci kobiety, która przez całe życie nie mogła wyjść za mąż z powodu swojej brzydoty", co bardziej szczegółowo opisuje legenda o Dziobatej Ciotce 癞娘娘. 
Ponoć za czasów tangowskich pewien generał walczył z Dziobatą Ciotką; miał do dyspozycji wielkie wojsko, więc w końcu udało mu się zapędzić Dziobatą Ciotkę do jaskini na górze Podwójnej Trójki (!), której wejście następnie zablokował głazami. Biedaczka, zanim zmarła, zapytała tylko, kiedy będzie mogła ujrzeć znów światło dzienne, jednak generał Ma Sanbao odrzekł, że ona wprawdzie już nie wyjdzie, ale za to co rok będzie odwiedzana przez okoliczną ludność, która będzie jej oddawać cześć. Odtąd każdy prowadzący nierówną walkę z trądzikiem czy świerzbem przychodził trzynastego dnia trzeciego miesiąca palić trociczkę i bić pokłony, prosząc Dziobatą Ciotkę o ochronę, zdrowie i pomoc z problemami skórnymi. I teraz tak: wiadomo, że wojny to jedna z głównych przyczyn rozmaitych epidemii i chorób - obecność generała wytłumaczona. Z drugiej łatwo wyguglać Górę Podwójnej Trójki niedaleko Lufengu. Z trzeciej strony ci tangowscy generałowie nie przybywali, żeby pomagać wybijanym zarazą tubylcom, tylko żeby ich trzymać w karbach, a niejednokrotnie i wyrzynać, jeśli ośmielali się butować przeciw władzy chińskiego cesarza. Z czwartej strony generał Ma Sanbao to wprawdzie postać historyczna, faktycznie związana z Tangami, jednak... kompletnie nieobecna w historii Yunnanu! Ciekawe, kiedy inkorporowano go w legendę yijską i kiedy stał się z ich punktu widzenia bohaterem, choć gdyby w ogóle zawitał kiedyś do Yunnanu, byłby najeźdźcą... Tak czy owak, po śmierci Dziobata Ciotka stała się bogiem zarazy, którego zwykły śmiertelnik nie może pokonać, może tylko zaufać rytuałom i błagać mściwe bóstwo o powstrzymanie epidemii czy chorób. Swoją drogą, idea odseparowania ogniska zarazy, żeby ta się nie rozprzestrzeniała, jest ważnym świadectwem wysokiej świadomości medycznej ówczesnych Yi. Ciekawostka: wzięli bóstwo od Chińczyków, jednak zmienili mu płeć. Tradycyjnie wszystkich pięć chińskich bóstw zarazy to mężczyźni - co swoją drogą wydaje mi się zdecydowanie logiczniejsze, skoro to wojska przenosiły choróbska. Stąd właśnie zwyczaj składania ofiar bogu zarazy podczas Podwójnej Trójki. 
Istnieje również niezależna legenda o Królu Lekarstw. Pewnej wiosny wybuchła ponoć nagle wielka epidemia, w trakcie której zmarło wiele ludzi i zwierząt. Na Szczyt Purpurowych Chmur przybył wówczas starzec imieniem Mo Gensheng i zaczął leczyć ludzi i zwierzęta. Jednak epidemia nadal zbierała sute żniwo. Yi wynieśli się więc z tamtych stron (znów: wysoka świadomość medyczna - oddalenie się od miejsca związanego z chorobą), jednak w kolejnym roku, trzynastego dnia trzeciego miesiąca, gdy epidemia już wygasła, Yi zaczęli stopniowo wracać. By uczcić pamięć staruszka, który ratował ludzi, Yi wybudowali świątynię i postawili w niej posąg ku jego czci. Wtedy właśnie narodziła się tradycja dorocznych spotkań owego dnia. Szalenie ciekawi mnie, czy Yi faktycznie zaadaptowali na własne potrzeby któreś z chińskich bóstw buddyjskich (np. Bhajszadźja lub Bhajszadźjarāja) czy taoistycznych (jak Sun Simiao) bądź postać historyczną z historii chińskiej medycyny, czy też są to idee zupełnie niepowiązane, dopiero przez chińskich badaczy opatrzone znakami, które sugerują pokrewieństwo z chińską tradycją. 
Jakby tego było mało, to niejedyna opowieść o Królu Lekarstw. Druga głosi, że w regionie Gaofeng (w przeciwieństwie do Szczytu Purpurowych Chmur łatwo go namierzyć na mapie) wybuchła epidemia, która zdziesiątkowała miejscową ludność. W dodatku nikt nie znał na nią lekarstwa - chorzy mogli już tylko czekać na śmierć. Lokalny zielarz chcąc ratować ludzi przemierzał góry w poszukiwaniu ziół - choćby i musiał spróbować stu, miał nadzieję na znalezienie tego jednego, które pomogłoby jego rodakom. Wspiąwszy się na szczyt góry Podwójnej Trójki wypróbował wiele roślin i w końcu znikła opuchlizna pokrywająca jego rękę. Wrócił więc do domu i nakazał rodakom pójść w góry, nabrać czystej, źródlanej wody zaparzyć w niej herbatkę na bazie tych kilkunastu ziół, które go ozdrowiły. Ponoć po wypiciu wszyscy chorzy ozdrowieli, więc ród Yi został ocalony. By upamiętnić zasługi zielarza, Yi nazwali go Królem Lekarstw. Odtąd wszyscy co roku przychodzą na tę górę, by świętować, a sama góra pełni rolę "świętej". 
Mamy jeszcze trzecią opowieść, o Królu Lekarstw imieniem Naczi Żyma. Był on uczniem swego wuja, a gdy miał zaledwie 15 lat, wuj poddał go próbie: kazał mu się zdiagnozować. Uczeń poprawnie stwierdził, że wuj tak naprawdę udaje chorobę i tak oto zdobył swe lekarskie ostrogi. Razu pewnego zdarzyło mu się leczyć Smoczego Króla i jedną z księżniczek. Upierał się prze dobieraniu leków do chorego, a nie tylko do symptomów. Ponieważ szczęśliwie uleczył oboje, Smoczy Król podarował mu królewską "smoczą szatę" koloru białego. Odtąd chodził on po Yunnanie i leczył lud Yi (źródła nie podają, czy chorych z innych grup etnicznych ignorował). Składając te trzy legendy o yijskich Królach Lekarstw do kupy, zyskujemy przekonanie, że choć historie różnią się w szczegółach, jednak są świadectwem pamięci kulturowej dotyczącej zarazy. Metody leczenia ewoluują; trudno też nie zauważyć podobieństwa zielarza do Boskiego Wieśniaka Shennonga. 
Ale bóstwo zarazy i Król Lekarstw nie wystarczają - Yi dołożyli do nich opiekuńcze bóstwo ziemi 土主. Od zarania dziejów czczone przez Yi jako duch opiekuńczy danego spłachetka ziemi, początkowo "mieszkało" w wysokich sosnach, by wraz z rozwojem kultu dorobić się własnych świątyń i wizerunków - najbardziej znane są te opatrzone sześcioma rękami i trojgiem oczu, dosiadające tygrysa, jednak zdarzają się też bóstwa ziemi będące po prostu przodkami albo dorabiającymi do etatu bóstwami buddyjskimi, jak np. Mahakala - tu widać podobieństwo do lokalnych wierzeń Bajów, którzy z Mahakali również uczynili własne bóstwo bendżuistyczne. Kolejna wersja legendy o Podwójnej Trójce głosi, że aby zapewnić rozkwit wioski, przywódca klanu nakazał wyciąć drzewo azaliowe. Legenda niestety nie podaje, czym owo drzewo mu wadziło, ale najwyraźniej przywódca klanu miał wobec tego miejsca inne plany - może chciał wykarczować las pod pola uprawne? Ścinanie nie poszło łatwo: trwało trzy doby! W końcu jednak drzewo upadło, a z pnia jego wypłynęła strużka krwi. Głupi wieśniacy nie zorientowali się, że to bardzo zły omen, dlatego szalenie ich zdziwiło, gdy ludzie zaczęli chorować, zmniejszyła się dzietność i w ogóle same nieszczęścia. W końcu przywódca poszedł po rozum do głowy i po radę do bimo, a ten rzekł: Azalia koński frędzel jest waszym świętym drzewem, zamieszkanym przez ducha opiekuna. Ściąwszy święte drzewo zabiliście opiekuna waszej wioski, a to nie mogło wam wyjść na dobre. Przerażony przywódca zapytał bimo, czy jest na to jakaś rada. Ten zaś podpowiedział im, by każdego roku trzynastego dnia trzeciego miesiąca wszyscy spotykali się pod posadzonym w tym samym miejscu nowym drzewem by składać w ofierze kurczęta i owce i oddawać cześć świętemu drzewu. Tutaj widać, jak epidemie, choroby, zgony i wszystkie inne nieszczęścia w społeczności Yi wynikają przede wszystkim ze zniszczenia bóstwa opiekuńczego. Z kolei jeśli się przyjrzeć innym tuzhu, okaże się, że bohaterowie, którzy później byli czczeni jako tuzhu zawsze uwalniali lud od nieszczęść, śmierci czy bólu, a niektórzy nawet znali się na ziołach. 
Mamy więc trzy niby niezależne od siebie nawzajem przyczyny świętowania Podwójnej Trójki, jednak tak naprawdę wszystkie te legendy jakoś tam się przenikają i uzupełniają. Bóstwo Zarazy zsyła choroby; Król Lekarstw leczy ziołami i pomaga, a jeśli stanie się w tym naprawdę dobry, zostaje ubóstwiony jako tuzhu - bóstwo opiekuńcze danego miejsca i danej społeczności. Modlitwa do bóstwa opiekuńczego to szamański sposób na pozbycie się choroby, jednak oprócz tego należy zadziałać realną wiedzą medyczną, którą reprezentuje nasz Król Lekarstw. Co ciekawe, to zwalczanie epidemii i chorób zaowocowało nie tylko legendami związanymi z Podwójną Trójką, ale również specyficzną obecnością w trakcie Święta Pochodni - wówczas Yi zakładają maski bóstw i chodząc od domu do domu wykonują Taniec-Z-Maczetami, którego głównym celem jest... odpędzanie demonów i przynoszonych przez nie chorób. Dodając do tego występującą w wielu kulturach symbolikę ognia, który ma oczyszczać, otrzymujemy dodatkowe święto strzegące przed chorobami czy też zarazą. Ciekawostka: w kulturze Yi wierzono dawniej, że również głośny i trudny do ukojenia płacz dziecka spowodowany jest nawiedzeniem go przez ducha/demona choroby. Wprawdzie nikt nie walczy z nim maczetą czy wkładaniem do pieca na trzy zdrowaśki, ale za to podaje się dzieciom do zjedzenia "święty popiół" z ognisk płonących w czasie Święta Pochodni. 
To cudowne pomieszanie wiedzy medycznej (ziołolecznictwo) i szamanizmu z jego wypędzaniem demonów i przywracaniem równowagi we wszechświecie cudownie pokazuje, jak lekarze/bimo starali się zaopiekować i fizycznym, i psychicznym zdrowiem pacjentów. Jedną rzeczą jest wiedza, że kora wierzby to naturalna aspiryna, a drugą świadomość, że jeśli człowiek wierzy, że demon choroby został wypędzony, lekartwo lepiej działa. Nawet w ich dość licznych pismach i eposach zawsze pojawia się ta równowaga: wypędzanie demonów i zażywanie dobrych leków. 
Czy Król Lekarstw Yi jest prototypem bimo? Rytuał dla ducha, lek dla ciała? W trzech przytoczonych legendach leczenie ciała było postawione na pierwszym miejscu, jednak skoro poza Królem Lekarstw Yi poczuli konieczność włączenia w opowieści o Podwójnej Trójce Bóstwa Ziemi, jasnym jest, że równowaga między zdrowiem ciała i zdrowiem duszy jest priorytetem.
Może jeszcze kiedyś zdarzy mi się pojechać do jakiejś yijskiej wioski i przyjrzeć się rytuałom. Gdzieś wciąż żyje we mnie ta dawna studentka kulturoznawstwa pełna entuzjazmu i chęci odkrywania różnorodności świata...

2026-04-14

茶祖节 Święto Herbacianego Przodka

Pamiętacie jeszcze herbacianą górę Jingmai? Właśnie dziś Blangowie tam mieszkający rozpoczynają obchody Święta Herbacianego Przodka, będącego ich najważniejszym świętem. A było to tak: 
Ponad 1800 lat temu legendarny przodek Blangów, Pa Aileng, nakazał swemu ludowi sadzenie drzew herbacianych, a przed śmiercią pozostawił przesłanie: 
Gdybym pozostawił wam konie i bydło, bałbym się, że zginą w nieszczęściu; gdybym pozostawił wam złoto i srebro, bałbym się, że je rozpuścicie; pozostawiam wam więc drzewa herbaciane, aby kolejne pokolenia mogły czerpać z nich bez końca.
Pamięć o Pa Ailengu jako Herbacianym Przodku przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Podczas składania ofiar Przodkowi Herbaty wszyscy mieszkańcy wioski, odświętnie przyodziani, wspinają się na starożytne góry herbaciane, by oddać cześć Duchowi Herbaty tam, gdzie po dziś dzień rośnie najgęstsza herbaciana dżungla. Tam to budują bambusowy ołtarz, na którym zatykają papierowe kwiaty; zowie się on Ołtarzem Ducha Herbaty i to właśnie na nim mieszkańcy wioski składają wszystkie ofiary. Po trzykrotnym uderzeniu w bębny, oficjalnie rozpoczyna się ceremonia składania ofiar Przodkowi Herbaty i przywoływania Ducha Herbaty - które też powtarzane jest trzykrotnie. Głośne modły docierają zapewne nie tylko do Ducha, ale również w każdy zakątek gór i lasów, które dla tubylców są najcenniejszym skarbem. Cała ceremonia potrafi trwać nawet cztery dni! 
Każdy herbaciany klan Blangów z Jingmai ma swoje jedno wybrane drzewo - zazwyczaj to najstarsze - Drzewo Ducha Herbaty. Do pnia przymocowany jest maleńki bambusowy koszyczek, służący do przechowywania przedmiotów ofiarnych. Zanim "herbaciani rolnicy" 茶农 zabiorą się za zbieranie liści z owego najważniejszego drzewa (a później wszystkich innych), muszą najpierw oddać cześć Przodkowi Herbaty i złożyć ofiary Duchowi Herbaty. Liście z tego drzewa musi zbierać najstarszy członek rodziny. Zanim jednak w ogóle się do tego zabierze, musi się odpowiednio przygotować: pości, kąpie się i zmienia całą odzież. Nie tylko on się przygotowuje: poprzedniego dnia wszyscy mieszkańcy danej wioski odkurzają instrumenty muzyczne (przede wszystkim bębny i gongi), robią małe białe słonie na szczęście, szykują świąteczne stroje i potrawy. Senior po dotarciu do drzewa klęka przed nim, ofiarowuje świeżo zaparzoną herbatę, a także poczęstunek, zapala świece i recytuje buddyjskie sutry. Dopiero po zakończeniu ceremonii może wejść na drzewo i zbierać liście. 
Ponoć Blangowie wierzą, że w Drzewie Ducha Herbaty jest miejsce i dla człowieka, i dla bóstwa. Dlatego trzeba zarówno dziękować Przodkowi, jak i błagać Ducha o błogosławieństwo i dobre zbiory. Mało tego: zobaczcie, jak pięknie Blangowie inkorporowali buddyzm, tak chętnie wyznawany w tych rejonach, w swe animistyczne wierzenia (Blangowie z innych rejonów równie chętnie inkorporowali chrześcijaństwo). Modlą się do Ducha Herbaty - bo herbata to ich dusza; przenika wszystkie aspekty ich życia, od narodzin do śmierci, sferę sacrum i życie codzienne, wszystko! 
Oczywiście, ceremonia to nie tylko sutry, modły i ofiary. Po oddaniu czci i modlitwach zaczynają się tańce, hulanki i swawole do wtóru bębnów i śpiewów. Jeśli chcecie z daleka poobserwować te obchody, zapraszam do obejrzenia tej audycji - niestety, napisy tylko po chińsku. Tutaj za to artykuł o Górze Jingmai w anglojęzycznym National Geographic z rewelacyjnymi zdjęciami m.in. zrobionymi właśnie w trakcie ceremonii.
Ech, szkoda, że nie mogę tam być! Może kiedyś się uda...

2026-04-05

zielony knedel 青团

Dziś chińskie Święto Zmarłych, czyli Święto Czyste i Jasne, a oprócz tego początek kolejnej z naszych 24 pór roku. Z tej okazji chciałam Wam przedstawić przekąskę (a jakże, Chińczycy przecież zawsze świętują brzuchami), która jest popularna właśnie dziś i przez najbliższe dwa-trzy tygodnie (choć oczywiście obecnie można ją dostać również poza sezonem):
青糰/青团 Qīngtuán czyli dosłownie zielona klucha to coś w rodzaju gotowanego na parze knedla ryżowego wywodzącego się z Południowych Chin (Jiangnan), acz popularnego w całych Chinach. Jest zrobiony z ryżu kleistego barwionego bylicą chińską bądź jęczmieniem płonnym. Dziś knedle, które można kupić poza sezonem, mają ciasto barwione matchą, szpinakiem, liśćmi trukwy itp. Nadzienie tradycyjnie powinno być zrobione ze słodkiej pasty z czerwonej lub czarnej fasoli, jednak qingtuany dostępne komercyjnie mogą mieć nadzienia bardzo różne - ostatnio trafiłam na takie z durianem, a także z suszonym słodkim mięsem rousong oraz kiszonym kaczym jajem - słone nadzienia są mniej popularne od słodkich, ale się zdarzają. Oczywiście, mało kto bawi się w samodzielne przygotowanie tej przekąski, zazwyczaj się ją po prostu kupuje na targu, w sklepie bądź od komiwojażerów. Tradycja spożywania qingtuanów podczas naszego święta najprawdopodobniej wzięła się z przedstawionego już kiedyś przeze mnie Święta Zimnego Jedzenia. Ponieważ nie wolno było wówczas rozpalać ognia, to właśnie przekąski w stylu naszych knedelków miały największe wzięcie, ponieważ dało się je przyrządzić z wyprzedzeniem. 
Szczerze mówiąc, nie jestem wielką fanką tej przekąski, ale gdy zaczyna się pojawiać na targu, Tajfuniątko nie potrafi przejść obok nich obojętnie, w związku z czym zdarza mi się uszczknąć kąsek czy dwa.

2026-03-09

世博园新春灯会 Wystawa Lampionów w Ogrodzie Expo

Ogród Expo w Kunmingu sam w sobie jest piękny, rozległy i wart spaceru. Szkoda, że tak rzadko przyglądam się temu, co oferuje - może wówczas informacja o tym, że w Kunmingu jednak trwa noworoczna wystawa lampionów, tylko w zmienionej lokalizacji, dotarłaby do mnie wcześniej niż na dzień przed zamknięciem (zakończyli w Dzień Kobiet)... No ale - skoro udało się ją odwiedzić, to w sumie nie powinnam być zawiedziona. Nauczka na przyszłość: sprawdzać, sprawdzać, sprawdzać we wszystkich dostępnych źródłach, co tak naprawdę dzieje się w Kunmingu. 
Tegoroczną wystawę lampionów zainaugurowano już 31 stycznia, na dobry początek ferii zimowych. Tego dnia zaczęło się życie w innym rytmie: normalnie ogród Expo jest otwarty od dziewiątej do szóstej, a w terminie wystawy zmieniono godziny otwarcia na 16-23, przy czym o 18 zapalane są lampiony. Zmieszczone były na stosunkowo niewielkiej (jak na jeden z najrozleglejszych parków w mieście) powierzchni w trzech strefach tematycznych: lampiony wielkoformatowe, lampioniki drobne i rozmaite tricki świetlne (tzw. morze świateł 灯海). Jednak to nie wszystko: otwarty był też ogromny plac zabaw z trampolinami, linami, ogromnymi zjeżdżalniami i huśtawkami (największe obiekty są jednak zamykane o zmierzchu, czyli o 19), a także działała scena, cały czas pełna atrakcji: koncerty, tańce, występy i najważniejsze: tradycyjne pokazy ogniowe, tzw. żelazne kwiaty 铁花 oraz ogniowy garnek 火壶! O ile na resztę występów nie miałam ochoty - nienawidzę hałasu i zdecydowanie wolałam bawić się w cichszych zakątkach parku, o tyle pokazy ogniowe były olśniewające. Widziałam takie cuda po raz pierwszy w życiu na żywo i zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Najlepiej wydane pieniądze na bilet w tym roku. 
Ponieważ akurat mieliśmy gości, można było zaprezentować Kunming z jak najpiękniejszej i jak najciekawszej strony. No a Tajfuniątko nie tylko przepadło na placu zabaw na godzinę, ale również zmusiło ZB, żeby ją tu z okazji Dnia Kobiet przyprowadził raz jeszcze...
Na mapie wystawa wygląda na o wiele większą niż w rzeczywistości, ale i tak było gdzie spacerować.

Tutaj możecie zobaczyć więcej zdjęć. A poniżej zamieszczam dwa wyszperane w Internecie filmiki pokazujące podobne pokazy ogniowe. Ciekawe, czy Wam też się spodobają?

2026-03-03

走馬燈 lampion z ruchomym koniem

Z okazji Roku Konia chciałam wspomnieć o lampionie, który jest mocno z koniem związany. 
走馬燈 [走马灯] zǒumǎdēng to tradycyjna latarnia używana w trakcie Święta Latarni (wszystkiego najlepszego, to właśnie dziś!), ale też np. w Święto Środka Jesieni. Oprócz tego we współczesnej chińszczyźnie używa się tej nazwy jako metaforę częstej zmiany stanowisk (zwłaszcza narzuconej przez szefostwo) oraz jako zabawną nazwę obrotowych drzwi. 
Lampiony takie znane były w Chinach pod różnymi nazwami od prawie dwóch tysięcy lat. Zerknijmy:  
Jak widać, zasada działania lampy karuzelowej to prosta fizyka cieplna, podobna do uproszczonej wersji silnika Stirlinga: powietrze ogrzane płomieniem unosi się do góry, po drodze napotykając bęben ze szczelinami i popychając je jak wiatr popycha łopatki wiatraka. Mechanizm się kręci i mamy "kino".
Niestety, w dzisiejszych czasach trudno na nie trafić; zostały zastąpione przez lampiony elektryczne. Ja jak dotąd widziałam takie lampiony tylko na filmach.

Zastanawiacie się być może, dlaczego w Święto Latarni nie pokażę Wam kolejnej pięknej Wystawy Latarni w Parku Wielkiego Widoku lub nad Szmaragdowym Jeziorem. Planowałam to zrobić! Tydzień temu specjalnie wybraliśmy się po zmierzchu "na miasto"; zjedliśmy porządną kolację, żeby mieć siłę na dwie godziny łażenia. I wtedy zaczęło lać...
Nic to, mówimy sobie. Przecież do święta jeszcze tydzień, zdążymy. Parę dni temu wybraliśmy się więc po raz wtóry... i pocałowaliśmy klamkę. A raczej żelazną bramę, bo Park Wielkiego Widoku zamknięty był na cztery spusty. Ki diabeł? Czyżby w tym roku odwołano wystawę?
Nie. Odbyła się. W dniach 23 stycznia - 15 lutego, czyli zakończyła się na dwa dni przed rozpoczęciem Nowego Roku. Jeszcze raz: wystawa, której jedyne powiązanie z tradycją polega na tym, że odbywa się w trakcie chińskiego Nowego Roku i kończy w okolicach Święta Latarni, odbyła się miesiąc przed czasem. Pojęcia nie miałam - nikt z moich znajomych też nie wiedział; nikt nie wrzucał fot w mediach społecznościowych, nie było żadnych reklam w autobusach. Kurczę, przecież właśnie wtedy był w Kunmingu Tato, mogłam go zabrać na tę wystawę i pokazać coś naprawdę ciekawego... Ale nie wpadłam na to, żeby sprawdzić termin, bo przecież wystawa ta zawsze odbywała się z okazji chińskiego Nowego Roku! 
Do domu wracałam zrozpaczona, tym bardziej, że oczywiście natychmiast w internecie zobaczyłam, że w tym roku było jeszcze ładniej niż w latach ubiegłych:

 

Nic to. Mam nauczkę: nigdy nie dowierzać tutejszym Chińczykom, że zrobią coś w zgodzie z tradycją. Albo chociaż sensownie i w odpowiednim czasie. W przyszłym roku zacznę sprawdzać terminy już w okolicach Bożego Narodzenia...

2026-01-30

Urodziny Końskogłowej 马头娘生日

Jako że w Chinach produkcja jedwabiu od tysiącleci stanowiła ważną część gospodarki, na pewno Was nie zdziwi, że znanych jest tu wiele bóstw opiekujących się drzewami morwowymi, jedwabnikami i osobami parającymi się produkcją jedwabiu. Najbardziej znaną jest 蚕女 (Jedwabnikowa Kobieta) zwana również 蚕神 (Jedwabnym Bóstwem), 蚕马神 (Bóstwem Jedwabników i Koni). Zgodnie z imieniem, opiekuje się ona jedwabnikami. Zazwyczaj przedstawia się ją jako boginię jeżdżącą na białym rumaku, jest jednak znany również znacznie ciekawszy wizerunek: kobieta o końskim łbie. Wiąże się z tym ciekawa legenda. 
Zgodnie z Zapiskami z poszukiwań bóstw 搜神记 z czasów dynastii Jin sprawa wyglądała tak: Pewna dziewczyna z Syczuanu tak tęskniła za ojcem przebywającym na dalekiej wyprawie, że dnia pewnego rzekła żartobliwie do białego ogiera: jeśli przyprowadzisz mojego ojca, wyjdę za ciebie za mąż! Ogier potraktował jej słowa poważnie, zarżał, zerwał się z postronka i pocwałował w dal. Po kilku dniach wrócił z ojcem na grzbiecie, stając się bohaterem dla całej rodziny. Jednak on odmawiał jedzenia i picia; ożywiał się tylko, gdy owa dziewoja wchodziła do stajni, a wówczas rżał na jej widok z wyraźną ekscytacją. Chcąc nie chcąc musiała więc ona wyjawić ojcu, co za głupstwo zrobiła wcześniej. Ojciec się tak zdenerwował, że zastrzelił konia z łuku, a potem obdarł go ze skóry, którą następnie wyprawił i powiesił na podwórzu, by wyschła. Pewnego dnia córka bawiła się nieopodal z sąsiadką, a na widok skóry podeszła, kopnęła ją i westchnęła: głupie bydlę, chciałoś człowieka za żonę, a teraz tu leżysz - na co ci to było? A wtedy końska skóra niespodziewanie wzleciała i, otuliwszy dziewczę, odleciała w dal. Po wielu dniach rodzina w końcu znalazła dziewczę na drzewie, nadal ciasno otuloną końską skórą na kształt kokonu, a w dodatku zamiast własnej głowy miała końską. Ów koński pysk wypluwał jedwabne nici. Rodzice byli pogrążeni w smutku, jednak wszyscy w okolicy odkryli, że to drzewo to morwa, a gąsienice żywiące się jej liśćmi potrafią produkować jedwabne nici. Pewnego dnia wokół dziewczyny, zwanej już wówczas Jedwabnikową Dziewczyną, pojawiło się kilkudziesięciu niebiańskich strażników, którzy przemówili do rodziców tymi słowy: Pan Niebios (Shangdi) postanowił nagrodzić waszą córkę za nabożność względem rodziców darując jej nieśmiertelność i zapraszając do niebiańskiego pałacu jako konkubinę. Będzie jej tam dobrze, nie musicie już się o nią martwić - i unieśli ją między obłoki. Odtąd ludzie zaczęli ją czcić jako tę, która podarowała ludzkości jedwab i tajemnicę jego produkcji. Stała się Jedwabnikowym bóstwem, czczonym nie tylko w Syczuanie, ale w całych Chinach południowych. 
Przed ustanowieniem nowych Chin wizerunki Końskogłowej Boginii były często spotykane w kapliczkach dla Jedwabnego Bóstwa. Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że w niektórych regionach czczono inne bóstwa: Cánmǔ 蚕母 - Matkę Jedwabników, będącą żoną Huang Di i noszącą imię Leizu. Znana jest również opowieść o Bóstwie-W-Zielononiebieskiej-Szacie 青衣神, mitycznym władcy i przodku wszystkich ludzi królestwa Shu (historyczna nazwa Syczuanu). 
Wracając jednak do naszej Końskogłowej - rolnicy jedwabni dwunastego dnia miesiąca la (czyli właśnie dzisiaj) obchodzili jej urodziny, czyli składali ofiary. Dziś większość tradycji związanych z tym świętem (takich jak przystajanie koszy na kokony sztucznymi kwiatami i gęsimi piórami) już zanikła, ale w niektórych społecznościach pozostał zwyczaj przyrządzania, ofiarowywania i jedzenia kluseczek ryżowych w kształcie kokonów jedwabników, zwanych 茧圆 jiǎnyuán. Pierwotnie mniej więcej w połowie miesiąca la zaczynało się prace związane z jedwabnikami; najprawdopodobniej urodziny Końskogłowej służyły zapamiętaniu tej daty. W trakcie roku świąt związanych z jedwabnikami było oczywiście więcej - tradycje były związane z każdą częścią jedwabniczego cyklu życiowego - od rytuałów związanych z wykluciem larw przez specjalną tradycję w Święto Czyste i Jasne - jedzenie kokonowych kulek w dwóch kolorach, białym i zielonym, które symbolizują kokon i liście jedzone przez larwy. Po obfitych zbiorach bogini trzeba było ofiarować wino i jedzenie - w niektórych miejscach odbywało się to w czasie Święta Smoczych Łodzi. Oprócz tego istniały dziękczynne sztuki o jedwabnikach - wioski żyjące z jedwabiu zapraszały wędrowne trupy teatralne, by zostały one odegrane w odpowiednim czasie. Istnieje też cała gama rytuałów, która miała odpędzić od jedwabników złe moce włącznie z wieszaniem wizerunków... kotów, które miały odstraszać bardzo szkodzące hodowli myszy.
Żadna z tych tradycji nie jest znana w Kunmingu, który z jedwabiem nigdy nie miał nic wspólnego. Jednak jeśli chcielibyście zjeść kokonowe kluseczki, możecie śmiało przygotować ciasto takie, jak na tangyuany i po prostu uformować je na kształt jedwabników, w kokonach czy bez.

2025-11-07

Początek Zimy 立冬

 

Cóż, w Kunmingu by ujrzeć bałwana w Początek Zimy trzeba go sobie faktycznie narysować...

Zgodnie z tradycyjnym kalendarzem solarnym, dziś Początek Zimy 立冬 czyli początek dziewiętnastej pory roku. Z punktu widzenia kunmińczyków jest to o tyle dziwne, że tradycyjnie jednym z przejawów nadejścia zimy miało być to, że przez co najmniej pięć dni z rzędu temperatura musiała spaść poniżej dziesięciu stopni Celsjusza - w Kunmingu jeszcze na to sporo za wcześnie. Trzy tradycyjne "pięciodniówki" (三候) to 
  1. Woda zaczyna zmieniać się lód, 
  2. Ziemia zaczyna zamarzać, 
  3. Bażanty wchodzą do wody by zmienić się w wielkie małże. 
Świetnie sobie wyjaśnili to, że ptaszków widać coraz mniej, za to wielkie małże mogą dostarczyć pożywienia, prawda?
Jest to radosna pora roku. Po dożynkach, z pełnymi spichlerzami, możemy w spokoju i dostatku czekać wiosny, odpoczywając po kolejnym ciężkim roku pracy. W niektórych rejonach Chin z okazji Początku Zimy składano ofiary przodkom, organizowano popijawy, a nawet "zapraszano zimę" 迎冬 - co mogło się wiązać nie tylko z ukręceniem karków bażantom, ale i bardzo praktycznym robieniem sobie prezentów z nowych zimowych strojów. Ponieważ zima związana jest w tradycji chińskiej z kolorem czarnym, ubierano się wówczas w czarne stroje i używano czarnych narzędzi czy pojazdów. Z kulinarnego punktu widzenia - na stole nie mogło zabraknąć pierogów (na Północy), trzciny cukrowej (na Południu) i zielonej cebulki (w Nankinie). Z tą zieloną cebulką ciekawa sprawa, bo w Nankinie powiadano, że jeśli się zje pół cebulki dziennie, to po nadejściu zimy w nogi nadal będą mogły pędzić z wiatrem w zawody. W Pekinie nie mogło zabraknąć również baraniny, głównie w postaci tradycyjnego gorącego kociołka 涮羊肉. Tradycyjnie był to moment, w którym należało skończyć z sałatkami i innymi potrawami podawanymi na zimno. Jednocześnie na północy był to ostatni dzwonek, by zacząć gromadzić warzywa i je kisić. Nie jakiś tam gar ogórków, a setki kilogramów kapusty czy białej rzodkwi. W końcu musiało im wystarczyć aż do nadchodzącej bardzo późno wiosny... Oczywiście, w różnych częściach Chin obchody znacznie się różniły. W Shaoxing zaczynano pędzić "żółty winiak" 黄酒 - dopiero gdy było trochę chłodniej, dało się dobrze kontrolować proces fermentacji. W okolicach Henanu, Jiangsu i Zhejiangu znany był za to zwyczaj zwany "wymiataniem świerzbu" 扫疥, który polegał na to, by na bazie ziół z dodatkiem chryzantem i wiciokrzewu zrobić sobie kąpiel chroniącą od chorób. W regionach, w których ustawały wszelkie prace gospodarcze był to jedyny moment, kiedy otwierano tzw. zimowe szkoły (开冬学), organizowane przez bogatych członków społeczności bądź mnichów. Ale to dla młodszych - starsi w tym czasie "zbierali się wokół palenisk, by gotować herbatę i pić wódeczkę" 围炉煮茶饮酒. Nie tylko w ten sposób poprawiali sobie humor i zdrowie, trzeba było jeszcze "uzupełnić zimowe niedobory" 补冬. Jednym z najlepiej znanych przepisów była tzw. zupa na korzeniach. Nie mylcie jej jednak z rosołkiem! To były korzenie o wielkiej mocy: korzeń dzięglu dahuryjskiego, sumaku chińskiego, werbeny egzotycznej, melastomy i innych. Pocięte w plastry były gotowane tak długo, aż powstawał aromatyczny wywar, w którym następnie gotowano mięso własnego wyboru - kurczaka, kaczkę, królika, ale też raciczki wieprzowe czy flaki. Traktowano to mniej jak przysmak, a bardziej - jak lekarstwo wzmacniające przed zimą. Na tej samej zasadzie w wielu południowych prowincjach jada się kaczkę traktowaną jako lekarstwo wzmacniające, razem z psiną, która ląduje na stołach od Dni Żółtej Ziemi.
Hmmm... Wydaje mi się, że już wiem, co będziemy dziś jeść na kolację. Jakąś pieczoną tadornę. Nie z łakomstwa bynajmniej. Przecież musimy uzupełnić zimowe niedobory, prawda?...

2025-10-29

Podwójna Dziewiątka w Kunmingu

Dziś Święto Seniora - czyli Podwójna Dziewiątka. Jest świętem seniora nie tylko dlatego, że dożyć 99 roku życia to nie lada osiągnięcie, ale i dlatego, że dziewiątka 九 jest homofonem 久 - długowieczności. A jeszcze wypada na jesień - połączenie z jesienią życia, ale też z dobrymi zbiorami i sezonem chryzantemowym jak znalazł. 
Dawnymi czasy kunmińczycy mieli tego dnia we zwyczaju wspiąć się na Ślimaczy Szczyt 螺峰 (dawna nazwa Góry Yuantong), zapić chryzantemówką i obdarowywać krewnych i znajomych "kwiatowym ciastem" 花糕 czyli tym, co nazywa się również po prostu ciastem podwójnej dziewiątki - ciastem podwójnego słońca 重阳糕. Tradycyjnie jest ono wielowarstwowe, dzięki czemu nabiera znaczenia związanego z awansem - 层层高 (coraz wyższe warstwy). Każda warstwa winna być osłodzona roztopionym brązowym cukrem i przełożona longanami. Wierzch za to powinien być ozdobiony suszonymi głożynami, nasionami lotosu i miłorzębu itd. oraz posypany sezamem i kandyzowaną skórką pomarańczową barwioną na czerwono i zielono 红绿丝. Tak przygotowane ciasto gotuje się na parze - ależ aromatyczne! Ślinka cieknie. Oczywiście, ciasto nie było jedyną przekąską; kunmińczycy pakowali do koszyków ulubione dania piknikowe: misieny na zimno, makaron na zimno, makaron grochowy na zimno, duszone w aromatycznym sosie mięsa i warzywa 卤菜, fistaszki, pestki dyni i słonecznik plus nieodłączną chryzantemową wódeczkę. Taki piknik zwał się 吃席子酒 czyli dosłownie "jeść alkohol na macie" - na pewno pamiętacie, że w wielu yunnańskich dialektach alkohol czy herbatę można "jeść" zamiast pić? 
No dobrze. Dlaczego jednak kunmińczycy akurat w Podwójną Dziewiątkę wybierali się w góry? Czy Podwójna Trójka w Zachodnich Górach im nie wystarczała? Przyczynę podaje legenda. 
Dawno, dawno temu, kiedy Kunming nie był jeszcze w Chinach, nad rzeką Ru grasowała Zaraza. Gdzie się pojawiła, w każdym domu ktoś umierał, codziennie słychać było płaczki pogrzebowe. Miarka się przebrała, gdy Zaraza odebrała rodziców dzielnemu Hengjingowi, który zresztą też ledwo co się wykaraskał. Wydobrzawszy, pożegnał czule ukochaną małżonkę i rodzinne strony, po czym wyruszył, by pytać Nieśmiertelnych o radę i znaleźć sposób na zniszczenie Zarazy. Jednak choć strawił lata na studiach u różnych mistrzów i przemierzył świat wzdłuż i wszerz, nie udało mu się znaleźć lekarstwa ani rady. W końcu jednak usłyszał plotkę, że daleko na wschodzie, na najstarszej z gór żyje mocarny Nieśmiertelny - może on mógłby pomóc? Nie bacząc na niebezpieczeństwa ani trudy dalekiej podróży, ruszył Hengjing pod kierunkiem żurawia, a gdy wreszcie dotarł na miejsce, jego męstwo i wytrwałość zrobiły na Mistrzu tak wielkie wrażenie, że aż pozwolił on Hengjingowi pobierać uń nauki. Nie tylko nauczył go walczyć z demonami, ale również podarował mu wiedźmiński miecz. Wręczył mu go mówiąc: jutro jest dziewiąty dzień dziewiątego miesiąca księżycowego, a Zaraza znów wyjdzie dręczyć ludzi. Nauczyłem cię już wszystkiego, co umiem - wracaj więc do siebie i ocal ludzi przed Zarazą. Na pożegnanie dał mu tobołek liści derenia, butelczynę chryzantemówki, pouczył go, jak ich używać dla odpędzania Zła i kazał mu polecieć na żurawiu do domu. Hengjing dotarł akurat w brzasku poranka podwójnej dziewiątki. Zgodnie z zaleceniem mistrza zgromadził mieszkańców wioski na pobliskiej górze i każdemu wręczył po liściu derenia i po kielonku chryzantemówki. W samo południe rozbrzmiały dziwne wrzaski, a Zaraza wyszła z rzeki, gotowa napsuć krwi mieszkańcom wioski. Kiedy zbliżyła się do zbocza góry, poczuła jednak smród liści derenia i chryzantemowej wódeczki. Zatrzymała się dość gwałtownie, nie śmiąc się ruszyć. Wykrzywiła się potwornie, kombinując, co dalej, zanim jednak zdążyła wykoncypować, jak skutecznie zatkać sobie nos, nadbiegł nasz bohater i wiedźmińskim mieczem posiekał Zarazę na kawałki. Na pamiątkę tego niezwykłego zdarzenia ludzie dorocznie wspinają się w Podwójną Dziewiątkę na jakąś pobliską górę, wierząc, że ochroni ich to przed chorobami i wszelkim innym nieszczęściem. A że Ślimaczy Szczyt był najwyższą górą w Kunmingu (pamiętajmy, że małe wtedy miasteczko nie sięgało Gór Zachodnich czy Gór Długiego Robaka) - to właśnie tu piknikowali kunmińczycy w każdą Podwójną Dziewiątkę.

2025-09-06

Minister Ziemi 地官大帝

Dziś Święto Duchów. Pisałam o nim niejednokrotnie (linki na dole wpisu), więc zwykłe wpisy sobie daruję i zaatakuję Was w inny sposób: dziś urodziny kolejnego z trzech ważnych "ministrów" - Ministra Ziemi (o Ministrze Ognia już pisałam, a kolejnego przedstawię w jego urodziny). 
Jak powstał Minister Ziemi? Wielki Yuanshi Tianzun, jeden z Triady Czystych, będący praprzyczyną rzeczy, nawchłaniał się w rozmaitych miejscach różnorakiej qi, a po 81 dniach w jego ciele ze zmieszanych i skondensowanych qi uformował się płód. Piętnastego dnia siódmego miesiąca wypluł Cesarza Ziemi, który pierwotnie był odpowiedzialny za Pięć Świętych Gór, 24 góry i rzeki, Dziewięciu Cesarzy Ziemi, rozmaite pomniejsze bóstwa, a także wszystkich Prawdziwych Ludzi 真人 i Nieśmiertelnych, którzy osiągnęli Dao. 
Wraz ze wzrostem znaczenia Święta Duchów zmieniały się jednakowoż jego kompetencje - stał się poniekąd odpowiednikiem Hadesa, opiekuna i boga zmarłych dusz, zwłaszcza tych, które coś przeskrobały bądź były samotne. To on miał moc łagodzenia ich pośmiertnego losu; zgodnie z legendą wybaczał/odpuszczał grzechy (地官赦罪). Ponoć corocznie w dzień swych urodzin przemierzał wszystkie poziomy ziemi, nieba i piekła, jednocześnie wsłuchując się pilnie w ludzkie błagania - regularne modlitwy, oddawanie czci i ofiary (w tym znana nam ofiara jiao 醮) dla Triady Czystych mogą ponoć śmiertelnikom pomóc zyskać bogactwa, odpuszczenie grzechów i uśmierzyć ich cierpienia. 
Tak więc Święto Duchów służy nie tylko oddawaniu czci przodkom i odpędzaniu głodnych duchów, ale i próbom polepszenia własnych szans - zarówno za życia, jak i po śmierci. 

2025-08-29

Próbowanie Nowego 尝新节

Próbowanie Nowego 尝新节 zwane również Świętem Jedzenia Nowego 吃新节 jest zwyczajem znanym między innymi w Hunanie, Guizhou, Guangxi i Yunnanie, czyli wszędzie tam, gdzie znajdziemy grupy etniczne Gelao, Miao, Buyi, Bai, Zhuang, Dong, Pumi i wiele innych, bo to właśnie ich tradycyjne święto. Dziś Hanowie (zwłaszcza młodzi i stanu wolnego) obchodzą święto Podwójnej Siódemki czyli "chińskie walentynki",ale w wiejskich obszarach zamieszkanych przez inne grupy etniczne ważne jest to, że właśnie zaczynają się żniwa i nowe zboże trafia na rynek. Trzeba przy tym zauważyć, że choć oficjalna data święta to Podwójna Siódemka, jednak oczywiście w rzeczywistości święto odbyć się może po prostu wtedy, gdy zboża zaczynają dojrzewać - czyli każdego roku i w każdej wiosce może być inaczej - terminy mogą być tak wczesne jak szósty i tak późne jak ósmy miesiąc księżycowy! Również wielkość imprezy może być różna - albo cała wioska obchodzi święto razem, albo obchodzą je osobno pojedyncze rodziny (tak jest np. u Zhuangów). 
Bezpośrednio przed świętem panie domu, wystrojone i zbrojne w słomiane kapelusze (albo z głowami obwiązanymi chustami) i bambusowe kosze wybierają się na pola by zebrać i wymłócić kłosy dojrzałego już ryżu względnie zebrać dojrzałe kolby kukurydzy (jak jest np. u ludu Yao). Całe wioski rozbrzmiewają wówczas perkusją młócki okraszoną pięknymi pieśniami pracy. 
W świąteczny poranek gotują nowy ryż na parze i takim poczęstunkiem wabią na pola starszyznę i dzieciaki, by wspólnie złożyć ofiarę przodkom tudzież odpowiednim bóstwom i zapalić dla nich trociczki lub świeczki (tak jest np. u Lahu). Oczywiście, znane są i inne wariacje, np. uprażony ryż ubity na mączkę z imbirem bądź innymi dodatkami jak w grupie etnicznej Jingpo albo gotowana kukurydza jak u Yao. Później całą rodziną jedzą posiłek dziękczynny - w zależności od regionu i zasobności mogą być to posiłki skromne, w niektórych istnieje ściśle określona ilość potraw (np. bajskie osiem wielkich misek 八大碗, w skład których wchodzą takie delicje jak smażony ser "mleczny wachlarz", kurczak duszony z pigwowcem czy piskorzowa zupa rybna z tofu), ale może się okazać, że trzeba zarżnąć koguta, kozę i świniaka! 
W niektórych regionach praktykuje się podawanie posiłku najpierw psom, a dopiero później ludziom (tu widzimy przenikanie się zwyczajów różnych grup etnicznych - pamiętacie może legendę Pumi o tym, jak to pies zdobył dla ludzi zboże? Oczywiście Pumi również obchodzą to święto, a poza tym wiele innych grup etnicznych również opowiada legendę tego rodzaju z psem w roli głównej). 
Tego dnia nikt nie pracuje, całe wioski się rozmaicie bawią - puszczają fajerwerki, urządzają ceremonię "sprzątania wioski" 扫寨 oraz rozmaite występy artystyczne od operowych po śpiewanie zwykłych piosenek ludowych czy pokazy sztuk walki. Wioskowa starszyzna bądź szaman (w regionach, w których ten zawód przetrwał) wraz z dzieciarnią idą pozbierać jeszcze trochę zbóż, owoców i warzyw i przywiązać je do najstarszego drzewa w wiosce. Później zaś przywiązują do bambusowej tyczki zdobnej czerwonymi papryczkami i zielonymi pędami czosnku czerpak z mięsem kurzym i wieprzowym oraz wódeczką, a następnie wbija tę tyczkę w ziemię uprawną, by pożegnać przodków. Lud Gelao włączył w świąteczne obchody również tradycję darowania życia. Zresztą - łatwo sobie wyobrazić, że skoro Próbowanie Nowego istnieje w wielu regionach i u rozmaitych grup etnicznych, obchody są bardzo zróżnicowane. Niezmienne pozostaje jedno: wdzięczność dla bóstw, przodków czy po prostu natury za to, że w swej łaskawości znów pozwoli nam się wyżywić pracą własnych rąk.

2025-05-31

Pięć Trucizn 五毒

Pięć Trucizn może oznaczać dwie podstawowe rzeczy: pięć groźnych stworzeń znanych w starożytnych Chinach lub pięć niebezpieczeństw widzianych oczami chińskiej partii. Drugie znaczenie odłóżmy na bok i skupmy się na pierwszym. 
Piątego dnia piątego miesiąca księżycowego, czyli właśnie dzisiaj, przypada Święto Smoczych Łodzi, które w dawnych Chinach oznaczało początek lata. Nikt się jednak z tego nie cieszył! Podwójna Piątka była uważana za niepomyślny a nawet groźny dzień - z nadejściem lata wszystkie jadowite paskudztwa zaczynały wyłazić, a w dodatku gorąco było uważane za przyczynę wielu chorób. Zgodnie z przekonaniami starożytnych Chińczyków, truciznę należało zwalczać trucizną. Dlatego pijali realgarową wódkę zawierającą tetrasiarczek tetraarsenu - czegóż by to nie wybiło! Z nietypowych antyjadowych specjałów znane jest również wino przyprawione cynobrem. Jeśli chcieli mieć pupila, który mógłby ich ochronić przed wszelkimi truciznami, sporządzali gu. Inną, zdecydowanie mniej inwazyjną metodą było wieszanie wizerunków chińskiego wiedźmina Zhong Kuia. Jednak za bodaj najskuteczniejszą metodę radzenia sobie z pięcioma truciznami uważano tzw. amulety pięciu trucizn (w zależności od formy: 五毒錢 lub 五毒图案). Uważano je zwłaszcza za najlepszą ochronę dla dzieci, a już w połączeniu z torebeczką pachnącą ziołami, przede wszystkim bylicą chińską, powieszoną wraz z amuletem na szyi dziecka - ochrona zdawała się być stuprocentowa. 
Cóż to było za pięć jadowitych stworzeń? W różnych czasach i warunkach geograficznych mogły się one oczywiście różnić, ale zazwyczaj złota piątka zawierała węża, skorpiona, skolopendrę, ropuchę i gekona. W niektórych tradycjach zamiast zwykłych ropuch pojawiała się trójnoga żaba, a w innych dodatkiem był tygrys albo pająk zamiast nieszkodliwego przecież i pożytecznego gekona. Ciekawa jest również wersja, wedle której pięć trucizn to wyłącznie stworzenia należące do chińskiej grupy owadów 虫: 蜈蚣 (skolopendra)、蛇 (wąż!)、蝎 (skorpion)、蜂 (pszczoła) oraz 蜮 yù - pewne mityczne stworzenie, o którym kiedyś jeszcze napiszę.
Tu ciekawostka: nie, Chińczycy nie uważali tygrysów za jadowite. Po prostu są to zwierzęta samotnicze, a samotność 獨 [独] dú czyta się identycznie, jak truciznę 毒 dú. Inna interpretacja zakłada, że tygrys pojawia się nam tego dnia nie jako jedna z pięciu trucizn, a na pamiątkę po Qu Yuanie, ponieważ ów był urodzony w dniu tygrysa. 
Druga ciekawostka: choć gekony są dla ludzi kompletnie nieszkodliwe, a wiele pająków faktycznie jest jadowitych i bardzo dla nas groźnych, tradycjonaliści nigdy nie zgodzą się na zastąpienie gekona przez pająka w wizerunku pięciu trucizn. Dlaczego? Otóż dlatego, że tradycyjnych pięć trucizn to nie tylko trucizny, ale i lekarstwa - z tych wszystkich stworzeń przyrządzano dawniej medykamenty, a z pająków nie. Dlatego używanie ich wizerunku uważane jest za niewłaściwe. 
Tradycja tych amuletów żyje również w Wietnamie. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w Chinach nadal są bardzo popularne, wraz z rozmaitymi kolorowymi smoczołodziowymi bransoletkami, ozdobionymi już niekoniecznie wizerunkami pięciu jadowitych stworzeń, a tygryskami lub maleńkimi dzongdzami
Tradycją zupełnie nieznaną u nas, na południu, jest jedzenie Ciastek Pięciu Trucizn 五毒餅. W północnych Chinach jada się je właśnie w Święto Smoczych Łodzi i są one również traktowane jak talizman - mają przynosić zdrowie i szczęście. Zazwyczaj kupuje się komplet pięciu; na każdym ciastku znajduje się wizerunek jednej z trucizn, ale są też dostępne wielkie z wymalowanym od razu kompletem stworzeń i wtedy wystarczy jedno.
Współcześnie uważa się też dość powszechnie, że gekon został włączony do grupy omyłkowo zamiast salamandry, która jest wprawdzie zazwyczaj niegroźna dla człowieka, ale faktycznie jest toksyczna. Najbardziej prawdopodobną trucizną jest powszechna tutaj traszka chińska
W dzisiejszych Chinach pięcioma truciznami określa się również pięć "grzechów": obżarstwo, opilstwo, dziwkarstwo, hazard i palenie. Według innych mogłoby to być też pięć złych człowieczych zachowań: oszukiwanie, sprzeniewierzanie, zdrada, zwodzenie i złodziejstwo. Buddyści zaś pierwotnie mieli trzy trucizny: chciwość, złość i głupotę, a potem dodali jeszcze powolność i wątpliwość.

Z okazji dzisiejszego Święta Smoczych Łodzi życzę Wam wszystkim zdrowia, spokoju i żadnych spotkań z truciznami w dowolnym tego słowa znaczeniu.

2025-05-29

dzongdzowa radość 粽是快乐

Gra słowna na dziś:
W związku ze Świętem Smoczych Łodzi znak 总 zǒng - zawsze, w każdym wypadku został zamieniony na podobnie brzmiące 粽 zòng - czyli to od dzongdzów, tradycyjnej smoczołodziowej przekąski. Dzięki temu "zawsze radośni", "zawsze szczęśliwi" są dzongdzowo radośni i szczęśliwi.
Wszystkiego najlepszego z okazji Święta Smoczych Łodzi, które będzie już za dwa dni!

2025-05-05

Święto Krowiej Duszy 牛魂节

Znanych jest wiele ludów, które obchodzą Krowie Urodziny czy też Święto Krowiej Duszy: Buyi, Zhuangowie, Dongowie, Mulao, Gelao, jednak wiele ludów żyjących od Guizhou i Yunnanu aż po Zhejiang przyswoiło część zwyczajów z dniem tym związanych. Najczęściej święto przypada ósmego dnia czwartego miesiąca księżycowego - w bieżącym roku ten dzień wypada właśnie dzisiaj - ale znane są też obchody ósmego dnia szóstego miesiąca bądź ósmego dnia ósmego miesiąca. Zawsze wtedy właściciele dają odpocząć swemu bydłu, a sami naprawiają bydlęce zagrody czy obory. Z samego rana rodzice przestrzegają pastuszków - czyli wioskowe dzieciaki - aby tego dnia nie ważyły się smagnąć krówska batem; niech bydlątka nacieszą się swoimi urodzinami! Wioskowa starszyzna organizuje dla bydła swoisty "konkurs piękności" - trzeba omówić, który byczek najpostawniejszy, która jałówka dobrze rokuje, które cielę najlepiej przybiera. Jednocześnie seniorzy pouczają właścicieli, że swoje bydło trzeba kochać i szanować, i się nim odpowiednio opiekować. Nie dość na tym! Tego dnia w każdym domu gotuje się czarny ryż (乌饭) barwiony liśćmi smokrzynu, który następnie owija się w liście nieśplika i podaje bydłu*. W niektórych miejscach tradycyjnie zastawia się stoły dobrem wszelakim - od mięs i alkoholi po warzywa i owoce, po czym senior-człowiek prowadzi seniora-byka lub seniorkę-krowę wokół stołu, by się częstowały, a jednocześnie nie ustaje w werbalnych, a czasem nawet śpiewnych pochwałach. W niektórych regionach przetrwał zwyczaj pojenia bydła alkoholem zmieszanym z surowymi jajami. Dopiero gdy krowa się posili, ludzkim członkom rodziny wolno zasiąść do stołów. Jednak to nie koniec obchodów! W niektórych regionach urządza się bydłu kąpiel, pławiąc je w pobliskich rzekach przy wtórze bębnów; w innych organizuje się dla stadka kąpiel w wodzie aromatyzowanej liśćmi ambrowca. Co bardziej pracowici i troskliwi właściciele tego właśnie dnia wyczesują stadko z kołtunów i insektów, a drobne ranki czy ślady ukąszeń smarują maściami. Po tych ablucjach częstokroć przystraja się krowie rogi. Na koniec dnia tradycyjnie cała rodzina powinna pogłaskać swoją krowę po grzbiecie, by życzyć jej szczęścia. 
W dawnych czasach cześć oddawana przy tej okazji krowom równała się czci boskiej, a obchody były wzbogacone o podziękowania dla Boga Bydła (敬牛神), które odbywały się w Świątyniach Króla Byczego Demona 牛魔王庙, jednak wraz z nadejściem nowego porządku stare wierzenia wyblakły, a świątynie poznikały. Samo święto jednak przetrwało, razem z kładzeniem nacisku na to, by wszyscy cenili sobie te pracowite i pożyteczne zwierzęta. 
Skąd jednak wziął się ten niecodzienny zwyczaj? Mówi o tym wiele legend. Pierwsza jest taka: Dawno, dawno temu w straszliwych czasach, gdy pomór bydła zabierał większość stad, ludność północnego Guizhou postanowiła zbierać się ósmego dnia czwartego miesiąca, by modlić się i próbować przebłagać bogów, by raczyli otoczyć opieką ich stada. Razu pewnego słysząc te modły na ziemię zstąpiło krowie bóstwo - Byczy Król 牛王 - by osobiście dopilnować tego, by bydłu nie działa się krzywda. Na pamiątkę tego wydarzenia ludzie ustanowili ten dzień świętem Byczego Króla. 
Ale inni twierdzą, że było inaczej. Otóż dawno dawno temu było sobie małżeństwo. Mąż był zaradnym, pracowitym gospodarzem o gołębim sercu, za to jego żona była leniwym łakomczuchem. Kiedy tylko mąż ruszał rano w pole, ona chowała się w domu, by pomaszkiecić. Pewnego dnia, a było to właśnie ósmego dnia czwartego miesiąca, mąż jak zwykle ruszył w pole, by orać w pocie czoła, choć żona zaspała i nawet dlań nie przyrządziła prostego śniadania. Dzień był tak gorący, a chłop tak osłabiony, że wkrótce zemdlał. Bawół, z którego pomocą chłop orał swe poletko, współczuł mu bardzo, a gdy nieszczęśnik się wreszcie przebudził, odezwał się doń tymi słowy: "Ta twoja żona nie dość, że jest wygodna i leniwa, to jeszcze za twoimi plecami objada się smakołykami, tobie każąc głodować. Teraz właśnie gotuje na parze kleisty ryż, bo ma chrapkę na słodką wódkę. Wracaj prędko do domu!". Chłop nie do końca dowierzał bawołowi, jednak wrócił do domu, a jako osoba prostolinijna powiedział żonie o wszystkim, co rzekł mu bawół. Żonce aż para z uszu buchnęła ze złości, a za karę napchała bawołowi gorącego ryżu do pyska. Odtąd krowy nie potrafią mówić i nie mogą zdradzać mężom żoninych sekretów. Jednak wieść o tym zdarzeniu stugębną plotką rozniosła się po okolicy; żona stała się pośmiewiskiem. A na pamiątkę wydarzenia i w podzięce za dobroć, pracowitość i współczucie bydła co roku stadka krów są karmione kleistym ryżem, oczywiście już nie gorącym, a krowy mogą tego dnia odpocząć od codziennego znoju. 
Wróćmy na chwilę do czarnego ryżu. Tak przyrządzony ryż jest popularny w południowych Chinach, nie tylko wśród mniejszości etnicznych, ale i wśród Hanów. W niektórych miejscach jest tradycyjnym pożywieniem na Święto Czyste i Jasne bądź Święto Zimnego Jedzenia, w innych jada się go tylko przy okazji Krowiego Święta. Tradycyjnie ryż bawiło się w każdym domostwie, jednak dziś można taki kupić i w sklepach - nie tylko przy okazji rozmaitych świąt, ale też jako opcję śniadaniową bądź deser. Najczęściej jest jadany na zimno, posypany białym lub brązowym cukrem. 

*W innych miejscach podaje się wielobarwny ryż.

2025-04-20

Święto Czerwonych Jaj 红蛋节

Ciekawostka na dziś: lud Hani również robi pisanki! Tradycyjnie nie dziś - są powiązane z całkiem innym świętem, ale pomyślałam, że mogę właśnie dziś o nich wspomnieć.
   
Gdy nadchodzi jajeczne święto, utożsamiane czasem z nowym rokiem, wszystkie rodziny przygotowują czerwone jaja, by później podarować je rodzinie i przyjaciołom, a także innym bliskim sercu ludziom. Mają one zwiastować nadzieję oraz szczęście. Dziś w regionach zamieszkanych przez Hani nauczyciele szkolni czy przedszkolni również starają się podtrzymać tę tradycję, by wszystkie unikalne zwyczaje rozmaitych grup etnicznych nie zanikły przez powszechną bądź co bądź sinizację. A przecież żal byłoby zarówno stracić uroczą tradycję, jak i zapomnieć o legendzie! 
Staruszowie Hani opowiadają bowiem, że dawno, dawno temu w jednej hanijskiej wiosce mieszkało piękne dziewczę imieniem Cieji, które pewnego letniego dnia otrzymało wiadomość od ciotki - zachorowała ona tak ciężko, że nie obeszłaby się bez pomocy naszej dziewuszki. Ta oczywiście natychmiast zebrała się do drogi, jednak lato w południowym Yunnanie to pora deszczowa; nie tylko leje jak z cebra, rozmacza górskie ścieżki, ale również grozi powodziami. Tak właśnie się stało: gdy tylko młoda ruszyła w drogę, lunął deszcz. Wielogodzinna burza doprowadziła w końcu do tego, że okoliczne strumienie zmieniły się najpierw w potoki, a potem w rwące rzeki. Niestety, Cieji zaginęła gdzieś w górach i jej bliscy nigdy już jej nie ujrzeli. 
Odtąd każdego roku w pierwszy Dzień Świni przypadający drugiego miesiąca roku wszyscy opłakiwali dziewcznę. Na pamiątkę zaczęli farbować jajka oraz pałeczki na czerwono przytulią a ryż na żółto budleją. Na małych ołtarzykach składano ofiarę dla przodków i Cieji złożoną z dwóch czerwonych jajek, miseczki żółtego ryżu i czerwonych pałeczek specjalnie na potrzeby tej ofiary. Z czasem jednak jajka te przestały się wiązać w pamięci z tak smutną okazją i zaczęły pełnić rolę daru dla osób, które mamy w życzliwej pamięci. 
Dziś Hani barwią jaja niekoniecznie przytulią; czasem czerwonymi łupinami czosnku oraz plewami sorgo (oczywiście tego o czerwonych ziarniakach). Gotowane w nich jajka nie tylko zmieniają kolor, ale również pięknie pachną. Jednak w wielu miejscach odchodzi się i od tych tradycyjnych barwników, woląc syntetyczne. Mało tego, z czasem spopularyzowały się i jajka w innych kolorach - tutaj trochę zdjęć.

2025-04-03

寒食节 Święto Zimnego Jedzenia

Dokładnie 105 dni po przesileniu zimowym przyszedł czas na Święto Zimnego Jedzenia, zwane również Świętem Zakazanego Ognia 禁火节, Świętem Zakazanego Dymu 禁烟节, Świętem Sto Pięć 百五节 albo po prostu Zimnym Świętem 冷节. Najłatwiej zapamiętać nie licząc dni od przesilenia, a po prostu kojarząc, że to dzień lub dwa przed Świętem Czystym i Jasnym czyli chińskim świętem zmarłych. 
Większość uważa, że święto nasze obchodzone jest ku pamięci szlachcica o mianie Jie Zitui 介子推, żyjącego w Okresie Wiosen i Jesieni. Początkowo Jie czczony był tylko lokalnie, jednak z czasem kult przestał być w zasadzie kojarzony z upamiętnianiem jednej osoby, a stał się okazją do oddawania czci przodkom i rozprzestrzenił się nie tylko w wielkiej części Chin, ale również w innych krajach, m.in. w Wietnamie i Korei. Jak łatwo się domyślić, nazwy wiążą się ze zwyczajem, by w trakcie obchodów nie rozpalać ognia, nawet po to, by przyrządzić posiłek. Co chyba najbardziej zaskakujące, początkowo obchody nie dość, że trwały cały miesiąc, to jeszcze w dodatku zaczynały się od przesilenia zimowego! Władze w trosce o zdrowie i życie poddanych zakazały jednak tego typu obchodów w środku zimy i w Okresie Trzech Królestw (III w.n.e.) święto zostało ograniczone do trzydniowych obchodów w okolicach Święta Jasnego i Czystego. I choć dziś oficjalnie obchodzi się tylko to drugie święto i mało kto (przynajmniej w moim bezpośrednim otoczeniu) pamięta o Zimnym Święcie, to nadal bywa obchodzone przez co bardziej tradycyjne społeczności czy rodziny. 
A wszystko przez Jie Zitui; stał się on symbolem poświęcenia i lojalności. A było to tak: 
Królestwo Zhou chyliło się ku upadkowi, a możni coraz mniej przejmowali się królem i losami królestwa, nade wszystko pragnąc wolności i władzy. Każdy próbował uszczknąć coś dla siebie. Jednym z takich państewek było Jin, mieszczące się w okolicach dzisiejszego Shanxi. Król Jin miał, jak to podówczas bywało, wiele żon, a jedną z nich była Li Ji - niższego stanu, uboga dzikuska z Zachodu, sprytna na tyle, by zostać pełnoprawną żoną, a jej syn został ogłoszony następcą tronu. Jak jednak do tego doszło? Tak zamotała, że poprzedni następca tronu, książę Chong'er został oskarżony o zdradę stanu, w konsekwencji czego uciekł na Północ wraz z piętnastoma śmiałkami. Ich tułaczka trwała ponoć dziewiętnaście lat! Jednym z druhów był Jie Zitui, który dbał o dobry nastrój władcy śpiewając dlań i recytując wiersze. Jednak największą troską był się wykazał, gdy skradziono im wszystkie zapasy, a Jie, by ratować księcia od głodu uwarzył zupę na mięsie z własnego uda*. To musiało księciu dodać sił, bo sprzymierzywszy się z księciem Qin napadł na królestwo ojca i osiadł w Jin jako jego król. Ponoć wykazywał wielką wdzięczność względem swych starych druhów... zapominając jednak o Jie, który w związku z tym wycofał się z życia publicznego i zamieszkał w małej chatce w lesie na pobliskiej górze. Poniewczasie Chong'er się zorientował, że najlepszy towarzysz znikł mu z oczu i próbował go skłonić do powrotu na dwór królewski, ten jednak odmówił. Nie pociągało go dworskie życie, nie miał politycznych ambicji, a w dodatku był tak skrajnie lojalny wobec swojego władcy, że nigdy by go nie skrytykował, nawet widząc popełniane przezeń błędy. Uparcie żył więc w lesie w górach ze swą matką staruszką, unikając kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie w smak to było władcy, oj nie! Postanowił on wykrzurzyć Jie z domu - podpalił las z trzech stron i czekał w miejscu, którędy Jie musiał uciekać. Nie docenił był jednak uporu sługi - ten wolał wraz z matką zostać spalonym żywcem niż wrócić na dwór swego króla. Dopiero wówczas poczuł król wyrzuty sumienia. Górę tę nazwał górą Jie, a pobliskie miasteczko przechrzcił na Jiexiu (Odpoczynek Jie) i zarządził Święto Zimnego Jedzenia, by uczcić jego pamięć. 
Potomni wychwalali już to jego lojalność i pokorę, z jaką przyjął zapominalstwo (brak wdzięczności?...) swego władcy, już to altruizm i brak przerośniętych ambicji. Niektórzy zaczęli go nawet czcić jako jednego z taoistycznych Nieśmiertelnych. Od słowa do słowa zaczęło się czczenie jego pamięci przez jedzenie wyłącznie zimnych potraw, co w środku zimy było raczej średnim pomysłem. W końcu więc jeden z cesarskich urzędników stwierdził, że mędrzec taki jak Jie na pewno nie życzyłby sobie, żeby dla uczczenia jego pamięci ludzie chorowali czy nawet umierali z zimna. Czas jakiś później obchody zostały przeniesione na wiosnę, a przy okazji zaczęły się rozprzestrzeniać z Taiyuanu na całe Chiny i nawet poza granice Chin. Rozmaici władcy próbowali zakazywać obchodów tego święta - Cao Cao, Shi Le i wielu innych - jednak bez względu na surowość kar, zwyczaj przetrwał, choć w nieco zmienionej formie. W końcu w Chinach zrósł się ze Świętem Czystym i Jasnym, wzmacniając jego wymowę - szacunek dla starszych i pikniki (czyli zimne jedzenie) prawdopodobnie wzięły się właśnie stąd. 
Inne głosy twierdzą, że początkowo Zimne Święto było związane z obchodami równonocy wiosennej, rozpoczynaniem na wiosnę nowego roku i tak dalej. Niestety, nie pomogę. Wręcz przeciwnie, zamierzam namieszać jeszcze bardziej. Otóż na przekór północnowschodnim tradycjom mamy tradycje południowozachodnie. Tu zakaz ognia został wprowadzony na znak szacunku dla ducha jednego z tutejszych królów - króla Mi, któremu podczas wielkiej bitwy odrąbano głowę, jednak od pozostał na końskim grzbiecie i dojechał aż do pobliskiej wioseczki. Na pamiątkę tego niezwykłego wydarzenia w okolicy obchodzono święto będące odpowiednikiem północnego Święta Zimnego Jedzenia. Nie obchodzono go jednak raz do roku, a zgodnie z zaleceniami taoistycznych mistrzów. Jako naturalizowana Yunnanka myślę, że i takie święto mogłabym zacząć obchodzić... 
Tyle legend. Do dziś trwają jednak dyskusje, czy aby legenda o Jie faktycznie tłumaczy proweniencję święta. A może po prostu wraz ze zmianą pory roku i zmianą gatunków drzew rąbanych na opał trzeba było zrobić sobie dzień przerwy? W czasach, gdy ogień krzesano przy pomocy dwóch drewienek, może uważano, że ten wysiłek trzeba uczcić zmianą drewna i zmianą ognia 改季改火? 
No dobrze. Wróćmy do tej najbardziej znanej wersji święta. Co wówczas robiono? Po pierwsze: jedzono kleik zbożowy 醴酪 lǐlào, który charakteryzuje dodatek pachnących migdałami pestek moreli a także słodzidło w postaci maltozy. Po drugie: odwiedzano groby przodków, urządzano walki kogutów, trzepano koce i kołdry, a także bawiono się wesoło w przeciąganie liny na przykład. Po trzecie i najważniejsze nie wolno było pod żadnym pozorem zapalać ognia! Widać więc wyraźnie, że choć samo święto zostało zapomniane, wpłynęło ono na obchody Święta Czystego i Jasnego. 
W Korei święto również zrosło się ze świętem zmarłych, więc obchody zaczynają się od odwiedzenia i oczyszczenia grobów. Ciekawostką jest to, że ponieważ Koreańczycy tego samego dnia obchodzą Dzień Drzew, to podczas wizyty na cmentarzu sadzą wokół grobów młode drzewka. W Wietnamie święto niemal zanikło; tam, gdzie jeszcze się o nim pamięta, jest obchodzone trzeciego dnia trzeciego miesiąca księżycowego (w tym roku był to 31 marca). Wietnamczycy gotują wtedy swoją wersję tangyuanów czyli knedelków z kleistego ryżu podanych w słodkiej zupie, zwanych tam chè xôi nước. Zarówno w Wietnamie, jak i w Korei, a także w samych Chinach pochodzenie święta oraz tabu związane z ogniem zostały w zasadzie doszczętnie zapomniane; w niektórych częściach Chin Południowych pozostał jednak zwyczaj spożywania potraw na zimno przy okazji Święta Czystego i Jasnego (清明节食寒食). 
My zwyczaju nie przestrzegamy, albo raczej - przestrzegamy go połowicznie. Zazwyczaj z okazji długiego weekendu związanego ze świętem zmarłych idziemy bowiem na jakąś wycieczkę, zabierając z sobą wałówę, którą jemy na zimno. ZB nie przetrwałby jednak chyba całego dnia bez miski czegoś ciepłego, więc na kolację idziemy już normalnie, do restauracji i zamawiamy zwyczajne, ciepłe potrawy. 

*W innej wersji mięso upiekł. Szaszłyczki zrobił, no!

2025-03-01

Smok Unosi Łeb

Kiedyś już opowiadałam o święcie mającym miejsce drugiego dnia drugiego miesiąca księżycowego, kiedy to Smok Unosi Łeb. Dlatego dziś poczęstuję Was żartem graficznym dotyczącym tegoż święta, przypadającego w bieżącym roku właśnie dziś.

Tak wyglądasz zazwyczaj...
A tak po Podwójnej Dwójce... 

I powiedzonko:
二月二龙抬头,吃龙食剃龙头。
Drugiego drugiego smok unosi łeb, jemy smocze żarcie, golimy smoczą głowę.

Smocza głowa i jej liczne znaczenia.

2025-02-06

Nowy Rok Lahu 拉祜年

Lahu, tak samo jak Hanowie, obchodzą Mały Rok i Duży Rok. U Lahu jednak podział dotyczy nie tylko wielkości, ale i... płci - jeden jest męski, jeden żeński. Nazwę święta Chińczycy zapisują fonetycznie 扩塔 (kłota), jednak ze względu na absolutny brak precyzji w oddawaniu dźwięków jakiegokolwiek innego języka, nie bardzo im wierzę i pozostanę przy po prostu nowym roku Lahu. 
Legenda głosi, że dawno, dawno temu, gdy zbliżał się nowy rok, mężczyźni akurat polowali w jakimś wyjątkowo odległym zakamarku dżungli i nie zdążyli wrócić na noworoczne obchody. Oczywiście, wybaczono im nieobecność, bo naprzynosili masę mięsa i skór, dzięki czemu cała wioska nie bała się głodu na przednówku, jednak fakt faktem - obchody noworoczne już się skończyły. Kobiety postanowiły pocieszyć mężczyzn, powtarzając dla nich całą imprezę, tylko nazywając ją "małymi obchodami" w przeciwieństwie do tych dużych, podstawowych. Odtąd Lahu obchodzą duży rok od pierwszego do czwartego dnia pierwszego miesiąca księżycowego Chińczyków, a mały - od dziewiątego (to właśnie dziś!) do jedenastego. Dwunasty dzień zamyka obchody noworoczne - wówczas świętują już wszyscy, bez względu na płeć. 
Przygotowania noworoczne tak naprawdę nie bardzo się współcześnie różnią od tych chińskich: sprzątanie, pranie... Dawnymi czasy jednak mężczyźni szli polować, a kobiety zostawały w wioskach, by szyć nowe stroje. Młodzież płci obojga robiła instrumenty muzyczne: bambusowe lushengi i drumle, a także haftowane woreczki, a dzieciarnia przygotowywała się do puszczania bąków. W wigilię Nowego Roku w każdym domu tłuczono ryż i inne zboża na placki i przygotowywano nowe wiadra i czerpaki. W Nowy Rok puszczano fajerwerki, a po zbudzeniu wszystkich hałasami, mieszkańcy danej wioski na wyścigi zabierali nowe bambusowe narzędzia, by nad pobliskim strumieniem zaczerpnąć "nowej wody". Ponoć kto pierwszy zaczerpnął nowej wody, ten pierwszy mógł liczyć na udane zbiory. O pomyślne zbiory dbano zresztą i w inny sposób: z nową wodą i świeżo utłuczonymi plackami szło się złożyć uszanowanie przodkom, licząc na ich opiekę w nowym roku. Dziękowano również bydłu za cały rok wytężonej pracy. W nowych, odświętnych strojach młodzież zbierała się na głównym placu wioski i rzucała sobie wzajemnie torebeczki, by poflirtować. Dzieciaki urządzały konkursy w puszczaniu bąków (strzelanie bacikami, by je rozkręcić wygląda na dużo łatwiejsze niż jest w rzeczywistości). Szło się z placuszkami, grudniowym mięsem i wódeczką po wszystkich krewnych i znajomych, by odpowiednio powitać nowy rok. Starszyzna zawiązywała młodzieży czerwone sznureczki na nadgarstkach, jako życzenia noworoczne. 
Dwunastego dnia Nowego Roku w każdej wiosce urządzano imprezę taneczną na koniec obchodów noworocznych; oczywiście, do tańca przygrywały lushengi i drumle. Na środeczku stał stół wypełniony dobrociami: ziarnami zbóż, kwiatami, trzciną cukrową i gałązkami sosnowymi. Gdy słońce wspięło się najwyżej, w całej wiosce rozbrzmiewało unisono lushengów. Wszyscy ruszali do tańca... i nie przestawali aż do rana. Wracając do domu, każda rodzina zabierała choć jedno ziarnko z tych "tańczących", by je domieszać do zboża przeznaczonego na siew. Ponoć dzięki temu zapewniali sobie dobre plony i życie usłane różami. 
Niestety, stosunkowo niewiele jest w internetach pieśni czy tańców Lahu. Będę szukać, ale tymczasem zobaczcie program artystyczny, który Lahu przytowali na potrzeby Gali Noworocznej parę lat temu. Wprawdzie choreografia jest mocno stylizowana, jednak zarówno stroje, jak i melodyka, rytmika i podstawowe ruchy są zaczerpnięte wprost z lokalnej tradycji.
 

2025-02-04

Wystawa Lampionów nad Szmaragdowym Jeziorem 翠湖灯会

Przerażeni tłumami, które uparły się, by odwiedzić Kunming właśnie teraz, nie zdobyliśmy się jeszcze na odwiedzenie Parku Wielkiego Widoku, choć tamtejsze wystawy lampionów są naprawdę niesamowite. Poszliśmy za to poszukać lampionów nad Szmaragdowym Jeziorem, starając się kluczyć po mniej uczęszczanych alejkach.
Złoty Wąż wita wiosnę
醉美昆明 - Upajająco piękny Kunming*
Może i w porównaniu z Parkiem Wielkiego Widoku jest dość skromnie, jednak ucieczka od tłumów była tego warta... 
*to oczywiście kalamburek korzystający z tego, że 醉 zuì - pijany jest homofonem 最 zuì - naj-. Dlatego brzmi jak "najpiękniejszy Kunming", ale jest upojnie piękny według znaków.