Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 老昆明 Stary Kunming. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 老昆明 Stary Kunming. Pokaż wszystkie posty

2026-07-09

静坐听雨 Siedźcie cicho, słuchajcie deszczu

Pisałam kiedyś dla Was o filmie Forever Young, opisującym powstanie Południowo-Zachodniego Połączonego Uniwersytetu 西南联大. Pojawia się tam scena, jak to nauczający w mocno polowych warunkach wykładowca raz po raz dopytuje, czy aby studenci go słyszą wyraźnie, ale okazuje się, że nie bardzo. Nic dziwnego - trwała pora deszczowa i lało jak z cebra, co skutecznie zagłuszało słowa wykładowcy. W związku z czym napisał on na tablicy cztery słowa: 静坐听雨. Siedźcie cicho, słuchajcie deszczu.
  
(Scena pojawia się w pierwszych pięciu minutach powyższego fragmentu filmu) 

Bardzo mnie ta scena wzruszyła; przede wszystkim dlatego, że jest oparta na faktach. Te słynne cztery znaki, pokazujące studentom, że okoliczności okolicznościami, a umiejętność zachowania spokoju i dostrzeżenia tego, co ważne tkwi w nas - bez względu na zgiełk i chaos - te właśnie cztery znaki zostały napisane przez Chen Daisuna 陈岱孙, jednego z najsłynniejszych chińskich ekonomistów i wielkiego erudytę.
Urodzony w 1900 roku Chen Daisun pochodził z Fujian, z rodziny o bogatych tradycjach intelektualnych - już jego dziadek wraz z braćmi pozdawali egzaminy państwowe najwyższego stopnia (jinshi). On sam mając lat piętnaście dostał się do prowadzonej przez metodystów szkoły średniej, a trzy lata później został przyjęty do Akademii Qinghua. W 1920 roku dostał stypendium na studia w Stanach Zjednoczonych, gdzie kolejno uzyskał tytuł licencjata, a potem magistra literatury i doktorat z filozofii na Uniwersytecie Harvarda. W 1927 roku wrócił do Chin, by objąć kierownictwo Katedry Ekonomii na Uniwesytecie Qinghua. I właśnie jako profesor ekonomii przybył do Kunmingu nauczać na Południowo-Zachodnim Połączonym Uniwersytecie. 
Wykład połączony z przymusowym słuchaniem deszczu przeszedł do historii i zawsze wydawał mi się szalenie inspirujący. Uwielbiam pokazaną tu postawę wobec życia. Nie chodzi tylko o akceptację tego, czego nie można zmienić, nauczenie się przeżywania nieuniknionych trudności w sposób, który jest twórczy i czegoś nas uczy. Nie chodzi nawet o spokój w środku chaosu i umiejętność zachowania porządku w głowie mimo zgiełku na zewnątrz - choć to buddyjsko-taoistyczne podejście jest mi z wielu względów bliskie (zwłaszcza odkąd mam przy sobie Tajfuniątko). Nie chodzi nawet o równie mi miłą uważność, nie oceniającą, a obserwującą, tak podobną medytacji. Choć całe to wyciszenie i postawa ogólna są oczywiście warte zadumy i naśladowania, ja patrzę na całą tę sytuację z punktu widzenia wykładowczyni i nauczycielki. Kim chcę być? Nauczycielką pilnującą gramatyki i wymowy, przekazującą wiedzę, a potem otrzepującą ręce z kredy i - finito? Czy kimś, kto poza wiedzą może przekazać coś więcej: postawę, uważność i elastyczność w reagowaniu na zmiany? Trudności i niedogodności nie muszą być przeszkodą, mogą być studium przypadku i nauką na przyszłość. Czasem to, co najważniejsze, kryje się w ciszy, podczas przerwy, gdy dajemy czas sobie i innym. Czasem najlepszym nauczycielem jest deszcz, szum, fala, chmura i skrzypienie bambusów. Mogą być tłem, a mogą być motywem przewodnim, jak wszystkie inne piękne i dobre rzeczy i sprawy - muzyka, przyjaźń, miłość... 
Parę tygodni temu do Kunmingu wróciła pora deszczowa z burzami i przemakaniem w pięć minut do suchej nitki. I podczas jednej lekcji, gdy okna były otwarte, a chwilę przed dzwonkiem lunęło jak z cebra, udało mi się skończyć lekcję przed czasem, spojrzeć na studentów i poprosić ich, by odłożyli wszystko i po prostu posłuchali deszczu. Jeśli nawet zapomną wszystkie słówka i czasy, chciałabym, żeby zapamiętali tę właśnie chwilę.

2026-02-01

Osiem Widoków Stawu Dziewięciu Smoków 九龙池八景 I

Opowiadając o Rzece Spławiania Koni wspomniałam o Ośmiu Widokach Stawu Dziewięciu Smoków (dawna nazwa Cuihu - Szmaragdowego Jeziora). Po wielu, wielu latach przyszedł wreszcie moment, by Wam o nich opowiedzieć: skąd się wzięły, kto o nich pisał i co to w ogóle za widoki. Zacząć trzeba od przedstawienia autora wierszy o owych ośmiu widokach, Chena Rongchanga 陈荣昌, który był qingowskim uczonym mieszkającym w Kunmingu.
Dawny dom Chena w Huize
 
Chen żył w latach 1860-1935. Urodził się w miasteczku Huize, ale nie zagrzał tam długo miejsca; zajął pierwsze miejsce w prowincjonalnych egzaminach urzędniczych w Yunnanie, a gdy w Pekinie zdobył tytuł jinshi, został członkiem Akademii Hanlin. Był sławnym edukatorem (jeden z jego uczniów to słynny yunnański zhuangyuan Yuan Jiagu), literatem i kaligrafem; przyczynił się do powstania Biblioteki Yunnańskiej oraz świątyni upamiętniającej Qian Nanyuana, najuczciwszego z yunnańskich urzędników. Jeśli chcecie zobaczyć, jak pisał - tablica z inskrypcją jego autorstwa znajduje się w Świątyni Huating w Zachodnich Górach. Zresztą, zarówno w Świątyni Huating, jak i w Świątyni Taihua znajduje się wiele jego kaligrafii. 
Ten oto właśnie człowiek pozostanie na zawsze w pamięci wdzięcznych kunmińczyków jako osoba, która wymyśliła nazwę dla serca Kunmingu, mojego cudownego Szmaragdowego Jeziora czyli Cuihu 翠湖. Dawniej nazywane było ono Morzem Warzyw 菜海子 lub Stawem Dziewięciu Smoków 九龙池. Pierwsza nazwa związana była z faktem, że gdy tylko wiosną staw podsychał (cóż, końcówka pory suchej), mieszkańcy miasta sadzili tam osiem wodnych świeżości, czyli m.in. lotosy i ostrudę mandżurską. A że aż dziewięć źródeł napełniało staw wodą, nazywano też jeziorko Stawem Dziewięciu Smoków. 
 W 1883 roku Chen Rongchang napisał cykl wierszy Osiem Widoków Stawu Dziewięciu Smoków. W jednym z tych ośmiu wierszy po raz pierwszy zmienił nazwę „Morza Warzyw” i „Stawu Dziewięciu Smoków” na Cuihu 翠湖 czyli dosłownie Szmaragdowozielone Jezioro. A jeszcze dokładniej, gdyby wejść w etymologię, jezioro-barwy-piór-zimorodka. Myślę, że pomysł na tę nazwę podrzuciły Chenowi właśnie zimorodki, które po dziś dzień licznie zamieszkują tereny przy Szmaragdowozielonym Jeziorze. 

春树晓莺 

南山已卧归,久不听宫莺。 
 何事二三月,忽闻千万声。 
 春风吹菜海,晓梦入蓬瀛。 
 仿佛朝天去,满身花露清。 

Poranne wilgi na wiosennych drzewach 

Zamieszkawszy w ustroniu "Południowe Szczyty" 
Dawno nie słyszałem dostojnych wilg śpiewu. 
Wiosną nagle ich słychać tysiące - a czemuż? 
Nad Warzywnym Morzem wieje wiatr wiosenny, 
Sen poranny mnie przeniósł do rajów odległych. 
Jakbym zmierzał do niebios, kwietną rosą obmyty. 

To pierwszy z ośmiu widoków opisanych przez Chena. Drugi i trzeci miesiąc księżycowy wspomniane w wierszu to faktycznie czas, gdy bodaj najwięcej ptactwa (w tym wilg) hałasuje na drzewach. I jeszcze dodatkowa ciekawostka: w 1835 roku zongdu Yunnanu i Guizhou Ruan Yuan zbudował południowo-północną groblę przez Jezioro. Specjalnie nazwał północny most Mostem Słuchania Wilg 听莺桥. Obecna wersja mostu jest niestety podróbką z 1934 roku, stojącą ponoć w tym samym miejscu, ale odmienną architektonicznie. Po dziś dzień można tam przyłapać wilgi.

Południowa Góra 南山 w chińskich pismach często nie jest rzeczywistą nazwą geograficzną, a ustronnym miejscem, w którym można osiągnąć spokój, żyć zgodnie z rytmem pór roku, uciec od świata a nawet osiągnąć nieśmiertelność.
Raje odległe to moje tłumaczenie nazw wysp Penglai i Yingzhou, czyli w mitologii chińskiej miejsca bytowania Nieśmiertelnych. 
Może kiedyś uda mi się stworzyć doskonalsze tłumaczenie; na razie musi mi wystarczyć powyższa impresja.

2025-11-14

Willa rodziny Lu 魯氏別墅

W skład południowej części Parku Wielkiego Widoku wchodzi nie tylko słynny Ogród Yu; znajduje się tu także przepiękna Willa Rodziny Lu. Willa ta, będąca w istocie rzadkim przykładem "kolonialnego" bungalowu w sercu Kunmingu, należała pierwotnie do Lu Daoyuana, generała walczącego bez wytchnienia z Japończykami, wielkiego yunnańskiego patrioty. Powstała w 1927 roku - w owych czasach Lu Daoyuan był dowódcą pułku yunnańskiej armii, więc było go stać na willę pod miastem i na ciągłe upiększanie położonego tuż nad moczarami (草海) ogrodu. Budyneczek ma z grubsza kształt litery L, podstawowym budulcem było drewno, cegły i kamień. Bodaj najwspanialsze wrażenie robi weranda wychodząca wprost na jezioro, niestety niedostępna dla zwiedzających (cały budynek jest zresztą zamknięty na cztery spusty). W parku natomiast poza stawem, bambusowym laskiem i maleńkim pawilonem, znajduje się również ciekawostka - Kamienna Łódź, stworzona na wzór i podobieństwo tej pekińskiej. W 2009 roku willa wraz z ogrodem została wpisana na listę zabytków, więc jest nadzieja, że nikt jej nie rozbierze, choć generał Lu po II wojnie światowej wybrał tę drugą stronę i w końcu wylądował na Tajwanie. Aż dziw, że wcześniej tej willi nie rozebrano! Cóż, może za daleko od centrum? A może po prostu Lu był tak wielkim lokalnym bohaterem, że nawet późniejsze wybory życiowe nie skazały go na potępienie? 
Urodzony w 1900 roku w Changningu (prefektura niedaleko birmańskiej granicy), ukończył Akademię Wojskową w Kunmingu. Został szybko przyuważony przez Tanga Jiyao, w związku z czym szybko piął się po szczeblach kariery. Kiedy w 1927 roku Hu Ruoyu i Zhang Ruji przeprowadzili „zamach stanu 14 czerwca”, w wyniku którego Long Yun - Smocza Chmura został zatrzymany, Lu Daoyuan wraz z Zhu Xu, dowódcą 4. Pułku Gwardii, ponieważ sprzyjali Long Yunowi, połączyli siły z innymi protegowanymi Tanga Jiyao, aby rozprawić się z Hu i Zhangiem - w końcu zmusili Hu Ruoyu do uwolnienia Long Yuna. Long Yun powrócił do Kunmingu, aby objąć dowództwo nad rządem, Zhu Xu awansował na dowódcę dywizji, a Lu Daoyuan awansował najpierw na dowódcę pułku w tej dywizji, a później na generała dywizji i dowódcę brygady. Jesienią 1928 roku Czang Kaj-szek mianował Long Yuna naczelnym dowódcą 13. Armii i wysłał wojska, aby zaatakowały Zhou Xichenga w Guizhou. Ponoć to właśnie wojska Lu Daoyuana uśmierciły Zhou Xichenga i pokonały wrogie armie w Guizhou. W Nowy Rok 1930 roku wojska Lu Daoyuana pod dowództwem Long Yuna, zaatakowały Hu Ruoyu. W bitwie nad rzeką Muli, Meng Kun utonął, Hu Ruoyu został pokonany, a Zhang Ruji został pojmany żywy, co umożliwiło Smoczej Chmurze zjednoczenie Yunnanu. 
Święty spokój nie potrwał długo. Jesienią 1934 roku Armia Czerwona zdobyła Zunyi i zbliżyła się do Guiyang. Czang Kaj-szek nakazał wojskom Lu Daoyuana zablokować Armię Czerwoną w Huchang. Armia Czerwona poszła w kierunku Huangnishao; Lu Daoyuan dowiódł przytomności umysłu, bezzwłocznie kierując tam swą dywizję. Czang Kaj-szekowi podobało się szybkie myślenie generała - nie mógł się go nachwalić i Lu awansował przy każdej możliwej okazji. 
A potem Japończycy zdobyli Nanchang. Był marzec 1939 roku, a Lu poprowadził yunnańską armię, która po miesiącu i pokonaniu ponad 1600 km dotarła w okolice Nanchangu. Roznieśli wroga w puch - nie tylko pozabijali tysiące żołnierzy, ale również zniszczyli wiele środków transportu i łączności, a także zebrali sporo łupów. Ten wielki sukces został doceniony przez Czang Kaj-szeka, który przyznał Lu medal i wysoką nagrodę. Lu nie spoczął na laurach - walczył z Japończykami również w Changsha i wschodniej części prowincji Jiangxi, a w listopadzie 1943 roku jego armia brała udział w słynnej bitwie o Changde. Może spotkał się tam z naszym Latającym Tygrysem, Witoldem Urbanowiczem? 
Pół roku później Lu znów był w Hunanie, tym razem po to, by walczyć w bitwie o Changsha. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że w 1948 roku wojska Lu zostały zaatakowane przez ALW. Po kilkudniowych walkach okrążone wojska nacjonalistów poddały się, a Lu uciekł w przebraniu. Odtąd czekały go już tylko kolejne klęski, aż w końcu uciekł najpierw do Wietnamu, potem do Hongkongu, a w końcu na Tajwan, gdzie zmarł po chorobie w wieku lat osiemdziesięciu pięciu. Nigdy nie zdołał wrócić do Yunnanu.












Wędrując pięknym ogrodem i wzdychając ze smutkiem nad zapuszczoną, osieroconą willą, myślę o Lu. Annały nie zatroszczyły się o dopowiedzenie historii - czy uciekając zabrał z sobą żonę i dzieci, czy też czekały one tutaj, mając nadzieję, że to właśnie jego wojska wygrają? Czy i kiedy przestali czekać? Zdołali uciec, czy też złapano ich i dręczono mówiąc, że ojciec/mąż ich porzucił i już nigdy go nie zobaczą? A może do końca życia incognito przychodzili "na stare śmieci" i płakali za utraconymi marzeniami? 
Każde nasze odejście może być ostatnim. Nigdy nie wiemy, czy jeszcze kiedyś się uda, czy nastąpi kolejna wizyta. Robimy plany, oszczędzamy, zostajemy w kontakcie... Ale przecież jesteśmy tylko pionkami. Nie wszystko da się zaplanować, nie zawsze przyszłość spełnia nasze oczekiwania. 
Dziś patrzę na willę rodziny Lu i staram się nie wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość. Akurat dziś trudno mi się zdobyć na optymizm.

PS. Łatwo zauważyć, że zdjęć nie zrobiono jednego dnia. Pierwszych kilka od tych ostatnich dzielą - bagatela - dwa lata. Tak, to kolejny wpis, który czekał dwa lata na swą kolej i pewnie by się nie doczekał, gdybyśmy tydzień temu nie poszli na spacer do parku Wielkiego Widoku. Cyknęłam parę fotek i pewnie znów by się na tym skończyło, gdybym nie zorientowała się, że mam szkic wpisu... który wraz z siedmiuset innymi szkicami czeka na moją wolną chwilę. Powiedzcie mi, skąd wytrzasnąć czasopodwajacz?...

2025-10-29

Podwójna Dziewiątka w Kunmingu

Dziś Święto Seniora - czyli Podwójna Dziewiątka. Jest świętem seniora nie tylko dlatego, że dożyć 99 roku życia to nie lada osiągnięcie, ale i dlatego, że dziewiątka 九 jest homofonem 久 - długowieczności. A jeszcze wypada na jesień - połączenie z jesienią życia, ale też z dobrymi zbiorami i sezonem chryzantemowym jak znalazł. 
Dawnymi czasy kunmińczycy mieli tego dnia we zwyczaju wspiąć się na Ślimaczy Szczyt 螺峰 (dawna nazwa Góry Yuantong), zapić chryzantemówką i obdarowywać krewnych i znajomych "kwiatowym ciastem" 花糕 czyli tym, co nazywa się również po prostu ciastem podwójnej dziewiątki - ciastem podwójnego słońca 重阳糕. Tradycyjnie jest ono wielowarstwowe, dzięki czemu nabiera znaczenia związanego z awansem - 层层高 (coraz wyższe warstwy). Każda warstwa winna być osłodzona roztopionym brązowym cukrem i przełożona longanami. Wierzch za to powinien być ozdobiony suszonymi głożynami, nasionami lotosu i miłorzębu itd. oraz posypany sezamem i kandyzowaną skórką pomarańczową barwioną na czerwono i zielono 红绿丝. Tak przygotowane ciasto gotuje się na parze - ależ aromatyczne! Ślinka cieknie. Oczywiście, ciasto nie było jedyną przekąską; kunmińczycy pakowali do koszyków ulubione dania piknikowe: misieny na zimno, makaron na zimno, makaron grochowy na zimno, duszone w aromatycznym sosie mięsa i warzywa 卤菜, fistaszki, pestki dyni i słonecznik plus nieodłączną chryzantemową wódeczkę. Taki piknik zwał się 吃席子酒 czyli dosłownie "jeść alkohol na macie" - na pewno pamiętacie, że w wielu yunnańskich dialektach alkohol czy herbatę można "jeść" zamiast pić? 
No dobrze. Dlaczego jednak kunmińczycy akurat w Podwójną Dziewiątkę wybierali się w góry? Czy Podwójna Trójka w Zachodnich Górach im nie wystarczała? Przyczynę podaje legenda. 
Dawno, dawno temu, kiedy Kunming nie był jeszcze w Chinach, nad rzeką Ru grasowała Zaraza. Gdzie się pojawiła, w każdym domu ktoś umierał, codziennie słychać było płaczki pogrzebowe. Miarka się przebrała, gdy Zaraza odebrała rodziców dzielnemu Hengjingowi, który zresztą też ledwo co się wykaraskał. Wydobrzawszy, pożegnał czule ukochaną małżonkę i rodzinne strony, po czym wyruszył, by pytać Nieśmiertelnych o radę i znaleźć sposób na zniszczenie Zarazy. Jednak choć strawił lata na studiach u różnych mistrzów i przemierzył świat wzdłuż i wszerz, nie udało mu się znaleźć lekarstwa ani rady. W końcu jednak usłyszał plotkę, że daleko na wschodzie, na najstarszej z gór żyje mocarny Nieśmiertelny - może on mógłby pomóc? Nie bacząc na niebezpieczeństwa ani trudy dalekiej podróży, ruszył Hengjing pod kierunkiem żurawia, a gdy wreszcie dotarł na miejsce, jego męstwo i wytrwałość zrobiły na Mistrzu tak wielkie wrażenie, że aż pozwolił on Hengjingowi pobierać uń nauki. Nie tylko nauczył go walczyć z demonami, ale również podarował mu wiedźmiński miecz. Wręczył mu go mówiąc: jutro jest dziewiąty dzień dziewiątego miesiąca księżycowego, a Zaraza znów wyjdzie dręczyć ludzi. Nauczyłem cię już wszystkiego, co umiem - wracaj więc do siebie i ocal ludzi przed Zarazą. Na pożegnanie dał mu tobołek liści derenia, butelczynę chryzantemówki, pouczył go, jak ich używać dla odpędzania Zła i kazał mu polecieć na żurawiu do domu. Hengjing dotarł akurat w brzasku poranka podwójnej dziewiątki. Zgodnie z zaleceniem mistrza zgromadził mieszkańców wioski na pobliskiej górze i każdemu wręczył po liściu derenia i po kielonku chryzantemówki. W samo południe rozbrzmiały dziwne wrzaski, a Zaraza wyszła z rzeki, gotowa napsuć krwi mieszkańcom wioski. Kiedy zbliżyła się do zbocza góry, poczuła jednak smród liści derenia i chryzantemowej wódeczki. Zatrzymała się dość gwałtownie, nie śmiąc się ruszyć. Wykrzywiła się potwornie, kombinując, co dalej, zanim jednak zdążyła wykoncypować, jak skutecznie zatkać sobie nos, nadbiegł nasz bohater i wiedźmińskim mieczem posiekał Zarazę na kawałki. Na pamiątkę tego niezwykłego zdarzenia ludzie dorocznie wspinają się w Podwójną Dziewiątkę na jakąś pobliską górę, wierząc, że ochroni ich to przed chorobami i wszelkim innym nieszczęściem. A że Ślimaczy Szczyt był najwyższą górą w Kunmingu (pamiętajmy, że małe wtedy miasteczko nie sięgało Gór Zachodnich czy Gór Długiego Robaka) - to właśnie tu piknikowali kunmińczycy w każdą Podwójną Dziewiątkę.

2025-09-12

Ulica Xi'ańska 西安马路

Tuż obok Małej Zachodniej Bramy 小西门 i Zakola Rodziny Pan 潘家湾 czyli przy, bądź co bądź, jednym z komunikacyjnych centrów Kunmingu, znajduje się ulica Xi'ańska 西安马路. Wymownym milczeniem pomińmy błąd w pinyinie*; wiemy nie od dziś, jak wielkie jest niechlujstwo dotyczące zapisu dowolnych nazw literami łacińskiego alfabetu. W pewnym momencie zaczęło mnie jednak ciekawić, dlaczego tak mała i nieważna uliczka - łącznie mająca może parę metrów szerokości i najwyżej dwieście długości - nazwana została od jednej z dawnych stolic Chin, po dziś dzień będącą stolicą prowincji Shanxi 陕西? Pekińska to najdłuższa ulica w mieście; w Bytomiu najdłuższą i jedną z najważniejszych ulic w centrum jest Katowicka - logika stojąca za tymi wyborami może kogoś przekonywać lub nie, jednak skąd wetknięcie ważnego chińskiego miasta w nazwę nic nieznaczącej uliczki? Byłam pewna, że kryje się za tym jakaś historia. 
I nie myliłam się! Otóż ta uliczka wcale się nie nazywa Xi'ańska, a dosłownie "ulica łącząca stację Kunming Zachodni 西站 z Anningiem 安宁". Jej historia sięga lat '30-tych XX w. 
Dziś uliczka łączy co najwyżej Walmart z remizą i nie jest ważnym szlakiem komunikacyjnym dla nikogo... z wyjątkiem rodziców dzieci posyłających dzieciaki do podstawówki mieszczącej się właśnie przy tej uliczce - 大观小学. Jest jednak urokliwa, bo do dziś zachowało się tu jeszcze kilka zamieszkałych starych domków, maleńkich i obskurnych, ale uroczych:
Mam nadzieję, że ich nie wyburzą. Najlepiej byłoby odrestaurować i zrobić maleńką kunmińską Złotą Uliczkę... tylko czy komukolwiek wpadnie do głowy ten pomysł?

*xian bez apostrofu to jedna sylaba czytana w przybliżeniu śjen, odpowiadająca np. wyrazom 线, 现,先... Z apostrofem to dwa wyrazy: 西安 czytane śi an.

2025-08-03

Uliczka Tianjun dian 天君殿巷

Niespełna stumetrowa uliczka, w najszerszym miejscu mierząca siedem metrów, ale często węższa, niegdyś była jedną z wielu maleńkich, pieszych uliczek prowadzących do północnej części murów miejskich, zamieszkałych przez kulisów i inną biedotę. Za czasów qingowskich znajdowała się tu świątynka Tianjuna 天君殿, taoistycznego odpowiednika buddyjskiego Skandy - stąd nazwa uliczki. Sprawia dość zabawne wrażenie, bo wije się i zakręca między Ulicą Kultury 文林街, a Ulicą Lasu Kultury 文化巷. W międzyczasie przechodzi się obok starego osiedla (starego, czyli z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych) zaopatrzonego w plac zabaw dla staruszków i stół pingpongowy otoczone chińską wersją kolumnady zwaną lang 廊, która, opatrzona ławeczkami, świetnie się nadaje na chwilę wytchnienia. Potem jest długa ceglana ściana z jednej strony, a z drugiej staruteńkie, wąskie, niskie budyneczki, w których nikt już nie chciał mieszkać, a które paręnaście lat temu zostały wykupione przez przedsiębiorczą młodzież i powstały tam maleńkie restauracyjki i kawiarnie. Cegalana ściana kiedyś była opatrzona płaskorzeźbami przedstawiającymi najsłynniejsze przykłady nabożności synowskiej, jednak parę lat temu ją odnowiono i postanowiono przemienić w tzw. uliczną otwartą galerię 巷巷美术馆. Pojawiają się tam rozmaite wystawy o mocno wszechstronnej tematyce - od fotografii prosto z Arktyki po akwarele pokazujące stary Kunming. Zawsze, gdy nią idę, myślę o wszystkich słynnych ludziach, którzy sto lat temu rozdeptywali tu buty: poeta Wen Yiduo, architekci Liang Sicheng z żoną Lin Huiyin, historyk Fu Sinian, matematyk Hua Luogeng, pedagog Liu Wendian, pisarz Wang Zengqi i reszta intelektualistów z czasów Republiki. Stąd schodzi się przecież Kawalerską Stromizną nad Szmaragdowe Jezioro! Na pewno w drodze do/z uniwerku często tędy chadzali. Oczywiście, ceglana ściana pochodzi dopiero z lat '90-tych XX wieku, jednak klimat ciasnej uliczki, którą łatwo przeoczyć, pozostał pewnie podobny. 
Chadzamy więc sobie tą uliczką w drodze nad Jezioro i cieszymy się jej nietypowością, a ZB zawsze z takim samym sceptyczno-zadziwionym tonem wzdycha: "tak, tak... czterdzieści lat chadzałem wokół Jeziora, a żebym poznał tę uliczkę, musiałaś mi ją pokazać akurat Ty - obcokrajowiec, który tu mieszkał zaledwie parę lat...".
Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.