2026-05-11
云南多依 docynia yunnańska
2025-07-07
Góra Jingmai 景迈山 ᨯᩭᨩ᪂ᨳ ᩱ
![]() |
| Tradycyjne domy budowane nad pustką, jedno z 18 dziwactw Yunnanu |
![]() |
| Ponieważ podczas ceremonii zawsze się śpiewa i tańczy, był też mały pokaz instrumentów. |
![]() |
| srebrne kolczyki grupy etnicznej Hani |
![]() |
| Dajski fan 幡 - coś w rodzaju buddyjskiego proporca |
![]() |
| Herbata jako warzywo i przyprawa |
![]() |
| Na herbacianych górach wystarczyło zapakować w liście bananowca trochę liści herbacianych i domowe "świece", by wystosować zaproszenie na wesele, pogrzeb czy do pomocy przy stawianiu nowego domu. |
![]() |
Było sporo ekranów z filmikami pokazującymi ceremonie nadal żywe wśród mieszkańców Jingmai. |
2024-11-10
papryka do tonkania 涮涮辣
2024-07-01
Zhangha 章哈
2024-06-12
Operetka Pawia Królewna 孔雀公主花灯
2024-06-05
召树屯 Zhaoshutun
2024-05-30
Pawia Królewna - film
2024-05-23
Pawia Królewna - film animowany
2024-05-21
Pawia Królewna 孔雀公主
2023-10-15
开门节 Święto Otwarcia Drzwi
Święto Otwarcia Drzwi, nazywane również Wyjściem z Bagna 出洼, jest obchodzone przez wyznających buddyzm therawada Dajów, Bulangów, De‘angów i nawet część Wa, popularne w Chinach głównie w Yunnanie, a poza Chinami m.in. w Laosie i Tajlandii. Dokładna data jest wyznaczana zgodnie z dajskim kalendarzem na piętnasty dzień dwunastego miesiąca, jednak w związku z potrzebą nałożenia tego kalendarza na kalendarz gregoriański, oficjalną datę obchodów wyznaczono na piętnastego października. Siostrzanym świętem jest oczywiście Święto Zamknięcia Drzwi 关门节, często zwane też po prostu Świętem Początku Lata 入夏节, ponieważ odbywa się tradycyjnie parę miesięcy wcześniej, wraz z wejściem w porę deszczową (obecnie data jest wyznaczona na 15 lipca). Takie jest zresztą pochodzenie tego wywodzącego się z Indii święta - zróbmy wszystko, by w zdrowiu i spokoju przeżyć porę deszczową i cieszmy się, gdy się ona po mniej więcej kwartale skończy. Z tej okazji kończą się również rozmaite tabu: w lecie nie wolno się na przykład pobierać czy nawet zaręczać, budować domów (bo w regionie to również czynność "weselna"), a także wyjeżdżać w dalsze podróże czy choćby nocować poza domem. Podczas Święta Otwarcia Drzwi niezamężna i nieżonata młodzież idzie więc pięknie ubrana do świątyń paść Buddzie do stóp i ofiarować mu jedzenie, kwiaty, wódeczkę i pieniądze, dziękując za to, że wreszcie mogą planować życie, a starsi i młodsi dziękują zapewne za to, że im już znudzona młodzież nie będzie psuć krwi. Starszyzna zabiera również ze świątyń i spala ofiary, które przyniosła podczas Wejścia do Bagna 进洼 - skoro udało się z owego bagna wyjść, ofiarę można przecież zabrać. Po części religijnej i ceremonialnej zazwyczaj zaczynają się buddyjskie "odpusty" - fajerwerki, wysyłanie lampionów do nieba, taniec, śpiew, a także korowód po okolicznych wioskach z lampionami w kształcie rozmaitych zwierząt. A że zazwyczaj właśnie w tym okresie dobiegały końca zbiory ryżu, Święto Otwarcia Drzwi pełniło przy okazji funkcję dożynek.
Dawniej często obchody rozkładano na trzy dni: pierwszego dnia szła starszyzna, drugiego młodzież, a odpust z dożynkami zaczynał się dopiero trzeciego dnia, jednak dziś najczęściej wszystko jest upchnięte w czasie jednego dnia - przynajmniej w miasteczkach. Choć święto ma korzenie religijne, osobie, która maczała palce w tworzeniu koncepcji otwierania i zamykania duchowych drzwie, nie można odmówić sprytu, a co najmniej zmysłu praktycznego. Dawnymi czasy lato było najpracowitszą porą roku. Zamiast pozwalać młodzieży na harcowanie na sianie, obcowanie z płcią przeciwną uczyniono w tym okresie tabu, dzięki czemu siła robocza miała siłę skupić się na robocie. I na modłach, bo w całym "bagiennym" okresie raz w tygodniu obywały się w świątyniach... mam pokusę napisać "msze" - oczywiście buddyjskie spotkania modlitewne to nie to samo, ale wiecie, o co chodzi.
Oczywiście, obchody święta różnią się w rozległym regionie i między poszczególnymi grupami etnicznymi. Na przykład u Achangów i De'angów obchody nadak trwają pełne trzy dni - pierwszego dnia strojnie odziani kawalerowie wędrują po wioskach bijąc w wielkie bębny, a starcy udają się do świątyń, by spalić papier ku czci Buddy; z kolei następnego dnia do świątyń idą panny. Trzeciego dnia organizuje się jarmark, który staje się doskonałą okazją do oględzin płci przeciwnej, bo wszyscy mogą w nim uczestniczyć. Oczywiście, pod pozorem słuchania nauk wioskowych mnichów. Bez względu jednak na szczegóły różniące obchody, główna idea jest jedna: radujmy się!
Poza pragmatycznym wyjaśnieniem powstania świąt zamknięcia i otwarcia drzwi, istnieje oczywiście i religijne. Ponoć co roku w połowie dajskiego dziewiątego miesiąca Budda udawał się do Czystej Krainy, by się spotkać z matką i wspólnie recytować sutry. Wracał dopiero po kwartale. Pewnego razu nadgorliwym uczniom wydało się dobrym pomysłem ruszyć między prosty lud z buddyjskimi naukami. Misja nie spotkała się z dobrym przyjęciem - z jednej strony nie można ignorować mnichów głoszących słowo, z drugiej jednak - robota sama się nie zrobi. Lud zaczął się burzyć i narzekać na czas, który wybrali mnisi na głoszenie słowa. Gdy cała historia dotarła do uszu Buddy, uczuł on wielki niepokój i zarządził, by odtąd przez trzy miesiące, które on spędzał w Czystej Krainie, mnisi spędzali zgromadzeni w swoich świątyniach i klasztorach; nie mogli z nich wywędrowywać, mogli tylko w cichości serca żałować za przysporzenie kłopotu wieśniakom. Stąd w dawnych czasach nazwano moment zamknięcia mnichów w klasztorach Świętem Zamknięcia Drzwi, a powrót do normalności - Świętem Otwarcia Drzwi.
Poniżej możecie zerknąć na kilka migawek z obchodów tego święta oraz na dłuższy program o nim opowiadający.
2021-09-18
bakłażan na zimno po dajsku 傣味涼拌茄子
Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.
O tym bakłażanie na zimno już wspominałam. Tym razem przyrządziłam go trochę inaczej; wyszedł jeszcze lepszy niż zazwyczaj. Nawet świekra mnie pochwaliła. Można go przyrządzić na dwa podstawowe sposoby: ugotowany lub upieczony. Na kunmińskich targach piecze się zarówno bakłażany, jak i papryki - te drugie, żeby łatwiej z nich ściągnąć skórkę, a te pierwsze po prostu dlatego, że upieczone są bardziej aromatyczne. Jeśli jednak mamy za mało czasu na rozgrzanie piekarnika i porządne upieczenie bakłażana - bo to musi trwać pół godziny do trzech kwadransów - to można bakłażan po prostu ugotować - tak się tę sałatkę robi w większości kunmińskich domów, bo tu mało kto ma piekarnik. Sałatka na tym wiele nie straci. Jako ewentualny dodatek białkowy świetnie nada się kurczak z zupy czy też resztki kurczaka pieczonego - ale wersja bez mięsa jest tu zdecydowanie bardziej popularna. Ja do tej sałatki dodaję, co mi wpadnie w ręce.
Składniki:
- bakłażan
- czosnek - ile wlezie. To znaczy: ile lubicie.
- świeże liście kolendry, względnie pietruszki. Jak mam miętę, to też dodaję. Zresztą, cokolwiek innego zielonego, np. zielona cebulka też wchodzi w grę.
- świeże chilli
- świeża papryka - upieczona lub surowa, pokrojona po prostu w paski
- cebula w piórka, najlepiej czerwona
- obrany ze skórki pomidor w paseczki
- sos rybny lub w ostateczności sojowy - kapka
- olej sezamowy - kapeczka
- podprażone orzeszki ziemne albo jakiekolwiek inne orzechy czy słonecznik
-
ostry sos - ja użyłam tajskiego słodko-ostrego sosu chilli i już nigdy go niczym innym nie zastąpię. Można pominąć, zwłaszcza jeśli dodaliście dużo chilli
- sok z limonki do smaku
Wykonanie:
- Bakłażan upiec lub ugotować al dente, pokroić w paski albo potraktować widelcem tak, żeby miąższ został podzielony. Ostudzić.
- W trakcie pieczenia/gotowania bakłażana doskonale zdążymy podprażyć orzeszki ziemne i porozgniatać je w moździerzu, posiekać zioła, rozgnieść czosnek i połączyć to z resztą przypraw.
- Paski bakłażana, pokrojone pomidory i papryki, a także ewentualnie kawałeczki kurczaka wymieszać z sosem i podać.
2020-10-05
dajskie wzory
Kiedy przyjechałam do Yunnanu po raz pierwszy, zdumiało mnie, jak szalenie różni się tutejsza estetyka od rdzennie chińskiej, którą już trochę znałam. Potem trochę się podszkoliłam w zakresie yunnańskich grup etnicznych i przestało mnie to wszystko dziwić, a po jakimś czasie niektóre style mogę już wskazać bez namysłu. Jednym z nich jest styl grupy etnicznej Dai, czyli chińskich Tajów. Zobaczcie sami, jaki jest charakterystyczny:
Tak zdobionymi tkaninami upiększa się m.in. wnętrza etnicznych restauracji, ale znam też amatorów tej sztuki, którzy tak sobie dekorują mieszkania. Dajska estetyka często pojawia się w przestrzeni publicznej - czego przykładem może być właśnie powyższa instalacja przerośniętych wazonów, którą aktualnie można oglądać nad Szmaragdowym Jeziorem.
Tutaj możecie obejrzeć więcej dajskich dzieł sztuki.
2020-10-03
ogórkowa po yunnańsku
- dwa ogórki kiszone
- duży ziemniak
- pomidor lub dwa
- zielona cebulka
- trochę wody spod ogórków - sami musicie dobrać stopień kwaśności
- szczypta soli
- ewentualnie świeże chilli
- Ogórki, ziemniak i pomidory zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
- Wrzucić na pół litra wrzątku wymieszanego z odrobiną wody spod ogórków i z solą.
- Zagotować, a potem na małym ogniu gotować, aż wiórki ziemniaków się ugotują, ale nie będą rozpadać. Wystarczy 5-10 minut. Jeśli wolicie, możecie najpierw obgotować ziemniaki, a potem dorzucić resztę warzyw, jednak ja wolę konsystencję ziemniaków gotowanych w kwaśnej zupie - pozostają lekko chrupiące.
- W międzyczasie posiekać drobno zieloną cebulkę; pod koniec gotowania dorzucić ją do garnka.
- Jeśli chcecie wersję ostrą, razem z cebulką dorzućcie chilli.
2020-08-05
2020-07-07
bawu 巴乌
Dawno, dawno temu w górach Ailao żyła piękna, skromna i dobra dziewczyna, która nazywała się Meiwu. Zakochała się ona w odważnym, przystojnym i pracowitym chłopcu Bazhong. Obiecali sobie być zawsze razem, nierozłączni jak gałęzie i liście. Cała wioska radowała się ich szczęściem. O ich szczęściu wywiedział się pewien zły duch, mieszkający daleko w górach i zgrzytał zębami ze złości. Pewnego dnia, w czasie święta, gdy wszyscy mieszkańcy bawili się i tańczyli, zły duch dosiadł silnego wiatru i porwał dziewczynę. Na wszelkie sposoby próbował ją zmusić do wypowiedzenia sakramentalnego "tak", jednak ona nie dawała się przekonać - i milczała. Rozzłoszczony demon odciął jej więc język, a potem wyrzucił ją do puszczy. Ona zaś wypłakiwała oczy za swoim miłym i błąkała się po lesie, nie mogąc nawet nikomu opowiedzieć swych strasznych dziejów. Pewnego dnia czarodziejski ptak pojawił się w lesie, niosąc w dziobie odcięty język dziewczyny, a w pazurkach - bambus. Polecił dziewczęciu włożyć język do bambusowej rurki - "bambus pomoże ci w mówieniu". Zagrała więc dziewczyna na bambusowym flecie, a dźwięki, które wydobyła, były słodkie jak miłość i smutne jak samotność. Usłyszał je Bazhong, który dotąd bezskutecznie szukał ukochanej; podążył za tym dźwiękiem i odnalazł dziewczynę. Odtąd byli już zawsze razem. A instrument, który potrafi mówić został nazwany na ich cześć - od ich imion.
W dawnych czasach w okolicach dzisiejszego Gejiu żył niemowa. Zmarła mu matka, więc był bardzo nieszczęśliwy, jednak nie miał jak opowiedzieć o swojej tragedii. Pewnego dnia znalazł jednak bambus podziurawiony przez robaki. Gdy przytknął go do ust, okazało się, że wydaje dźwięk, który potrafi wyśpiewać cały żal zgromadzony w sercu niemowy. Odtąd Yi nauczyli się wiercić dziury w bambusie, by stworzyć instrument, który najlepiej wyraża ból i smutek.
2020-03-21
Amla - yunnańska oliwka 滇橄榄
Można też na jej bazie przyrządzić leczniczą nalewkę, pamiętając, by cukru lub miodu dodać naprawdę dużo.
Nawet gotowanie w syropie cukrowym nie pozbawia amli całej goryczki i cierpkości. A jednak Tajfuniątko ją uwielbia! Dziwne dziecko...
2020-02-17
dziki kot
Na początku 2005 roku pewien yunnański wieśniak wybrał się w góry zbierać chwasty (chwasty to po chińsku "dzikie warzywa") i natknął się na trzy właśnie urodzone kocięta bez mamy. Nie takie zwykłe kocięta, a koty marmurkowe czy też lamparciki marmurkowe, które po chińsku zowią się po prostu "yunnańskimi kotami" 云猫. Miał niezwykłe szczęście, bo one rzadko pojawiają się w rejonach zamieszkanych przez ludzi - nie lubią hałasu. Ba! Rzadko pojawiają się gdziekolwiek - bo po prostu zostało ich już bardzo niewiele. Są maleńkie (2-5 kg), ale zachowują się jak na prawdziwe lamparty przystało. Myślę, że to właśnie dzięki nim Yunnan jest taki bogaty w ludowe opowieści o kotach.
Dawno temu byli sobie dwaj bracia. Starszy był chciwcem, który po śmierci rodziców przywłaszczył sobie wszystkie ich dobra i stał się bogaczem. Młodszy brat, biedak o dobrym sercu, żył z łapania ptactwa. Pewnego dnia, gdy właśnie polował na ptaki wysoko w górach, usłyszał piękną pieśń, która tak go oczarowała, że rzuciwszy wszystko ruszył za cudnym głosem. Jakże się zdziwił, gdy okazało się, że źródłem pięknego śpiewu był dziki kot, który zakrywszy ogonem oczy usiadł na drzewie i wyśpiewywał. Biedny brat zabrał go z sobą do domu. Kot ten śpiewał tak pięknie, że ptactwo przylatywało słuchać go w zachwyceniu - a biedny brat je łapał. Ba, nie tylko ptaki czarował ten śpiew: przychodziły konie, sarny - bodaj każde zwierzę było pod urokiem kociego śpiewu. Odtąd biedny brat nie musiał już chodzić na polowania: zwierzyna sama wchodziła mu w ręce. Jednak w miarę, jak jego byt się poprawiał, bogaty brat zieleniał z zazdrości. W końcu zdobył się on na odwagę i pożyczył kota od młodszego brata - a ten naiwniak się zgodził. Starszy brat miał nadzieję, że też zwabi wiele zwierząt i że będzie jeszcze bogatszy niż dotąd. Plan jednak się nie powiódł - kot chodził osowiały, nie chciał jeść, o śpiewaniu nawet nie wspominając, i tylko ronił rzęsiste łzy. Zezłoszczony starszy brat wrzucił więc kota do rzeki i utopił. Gdy młodszy brat to odkrył, odnalazł kocie zwłoki i pochował wierne stworzenie w pobliżu swego domostwa.
Jak Wam się podobają nasze yunnańskie koty, prawdziwe i te legendarne? Mnie się oczywiście najbardziej spodobała legenda o powstaniu bawu, instrumentu, który śpiewa tak pięknie, jak kot...
PS. Tutaj wpis o innych yunnańskich kotach, glinianych i trochę strasznych.
**Pleioblastus amarus
2019-11-11
yunnańskie nazwiska
Miał to być niby wpis o chińskich nazwiskach, ale generalnie rzecz biorąc, zostały one opisane w wikipedii na tyle dokładnie, że nie ma sensu się o nich rozpisywać. Dziś kilka ciekawostek o nazwiskach, na które się natknęłam w Yunnanie; są one raczej rzadko spotykane poza naszą prowincją, a niektórzy (łącznie ze słownikami) nawet nie wiedzą, że takie nazwiska istnieją. Będzie też kilka słów o mniejszościach etnicznych i o nazwiskach, których nie ma.
Również w klasie Tajfuniątka zetknęłam się z innym czteroznakowym nazwiskiem z imieniem. Tym razem nazwisko było jednoznakowe, a imię - trzyznakowe. Dwa znaki zwykłe, a oprócz nich 天 - Niebo, dodane, jak się później dowiedziałam, przez wróżbitę, żeby imieniem zrównoważyć niedobory pierwiastka, którego miało dziecku brakować w czasie urodzenia.
Wróćmy jednak do nazwisk niehanowskich grup etnicznych. Grupa etniczna Wa 佤族 wybrała sobie jako nazwiska głównie Chen 陈、Zhao 赵、Li 李、Xiao肖、Luo 罗、Tian 田、Bao 鲍、Zi 子、Yin 尹 oraz Zhong 钟. To wszystko są oczywiście nazwiska wzięte od Chińczyków, bo gdy próbowano chińskimi znakami zapisywać brzmienia z języka Wa, okazywało się, że ani nie brzmią, ani nie wyglądają, ani znaczenie się nie zgadza. W dodatku, tak samo, jak u niektórych Yi i Naxi, u Wa nazwisko syna powinno zawierać imię ojca, co etnicznym Chińczykom Han oczywiście nie mieści się w głowach. Przyjmują więc mniejszości chińskie nazwiska i nawet imiona pisane w znakach... i używają ich tylko w sytuacjach bardzo formalnych. Zdarza się, że nawet na nie nie reagują, tak bardzo są one oddalone od imion, którymi posługują się na co dzień.
Podsumowując: jest tak, jak zwykle. Są główne zasady i masa wyjątków. Sporo ciekawostek i lokalnych zwyczajów, które zazwyczaj nie są brane pod uwagę, a przecież są takie ciekawe!
A jeśli chcecie poczytać o japońskich nazwiskach, zapraszam tutaj.
















































