Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buddyzm 佛教. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buddyzm 佛教. Pokaż wszystkie posty

2026-10-01

行不履阈 nie stój w progu

Wśród wielu zasad savoir-vivre'u w buddyjskich świątyniach jedna zwłaszcza może zaskakiwać i budzić zaciekawienie: zasada niedeptania po progach. Wchodząc do jakiejkolwiek buddyjskiej sali powinniśmy przekroczyć próg nie następując na niego. Jest to zasada tak oczywista, że nie wspomina się o niej nawet na tablicach informacyjnych, bo przecież nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby deptać po progu. Jest to uważane za brak szacunku, złamanie etykiety, a oprócz tego niszczenie antycznej architektury (progi dawniej bywały zazwyczaj drewniane). Ta sama zasada występuje również w tajskich świątyniach, jednak w Chinach - i to mnie chyba najbardziej zafascynowało - tradycyjnie dotyczyła nie tylko progów świątynnych. Obok opieki nad zabytkami i szacunku względem Buddy mamy tu bowiem do czynienia również z tradycyjną chińską etykietą i symboliką. 
Zgodnie z etykietą konfucjańską (prosto z Analektów) nie wolno stać w wejściu ani następować na próg domostwa (立不中门,行不履阈). Następowanie na próg było uważane za aroganckie, jako, że stawiało deptacza wyżej od reszty. Myślę, że właśnie to myślenie może stać za wprowadzeniem podobnej zasady również w świątyniach, gdzie przecież pokorny wierny winien być skromny.
Jeśli zaś chodzi o stronę językową, to zacznijmy od tego, że próg zowie się po chińsku 槛 kǎn, co wymawia się identycznie jak 坎 kǎn oznaczające trudność, przeszkodę. Stąd przekroczenie progu jest widziane o wiele lepiej niż wdepnięcie weń; przekraczając bez trudu próg symbolicznie przekraczamy przeszkody zamiast w nie wpadać jak śliwka w kompot. Później zresztą Chińczykom tak mocno wszedł ten symbol do głowy, że aż do pierwotnego słowa 门槛 stworzyli oboczne 门坎, które później nawet weszło do słowników jako możliwy zapis. Co jest o tyle ciekawe, że jeśli weźmiemy samo 槛, znaczy to oczywiście nadal próg, ale jeśli rozdzielimy ten drugi zapis, samo 坎 nie będzie miało w słownikach nic wspólnego z progiem. 
Wracając do progu - nie mniej ważna jest symbolika związana z przekraczaniem progu, występująca również w Polsce. Próg oddziela moje od cudzego, bezpieczne od niebezpiecznego, bycie u siebie od bycia u obcych, zwykłe od formalnego, publiczne od prywatnego, a w świątyniach również świeckie od świętego. Przekraczanie progu dorosłości, przekraczanie progu nadziei... Polszczyzna pod tym względem niczym nie ustępuje chińszczyźnie. 
Czytając sobie o tych progach i etykiecie skłoniło mnie do jednej dodatkowej refleksji: tabliczka o niestaniu w wejściu bardzo przydałaby się rzeszom Chińczyków, którzy zasłaniają całe wyjście z windy czy metra. Ponad dwa tysiące lat temu skodyfikowano zasady współżycia społecznego; one się nie zmieniły i nadal mogłyby znaleźć zastosowanie, gdyby tylko chińskie dzieci były uczone z dawnych konfucjańskich czytanek albo chociaż przez ludzi, którzy tego nieszczęsnego Konfucjusza czytali... 
Na deser kilka smaczków progowych: 
  • 踏破門檻 [踏破门槛] tāpòménkǎn - tłoczyć się pod czyimiś drzwiami. Dosł. zadeptany próg. 
  • 門檻精 [门槛精] ménkǎnjīng - osoba mająca smykałkę do biznesu, przebiegła jak lis. Dosł. demon progu (osobiście bardzo mi się kojarzy z komiwojażerami). 
  • 懂门槛 dǒngménkǎn - mieć swoje sposoby, triki, znać wszystkie chwyty. Dosł. rozumieć próg
Dom Spotkań Jiangxi w Huize: ten próg też należy przekroczyć :)

2026-08-27

竹里清风 chłodna bryza w bambusowym gaju

Tym razem kaligrafia lepiej trafiona: przy bambusach wiersz o bambusie, a raczej jego pierwszy wers.
Całość przedstawia się tak:
竹里清风竹外尘, 
风吹不断少尘生。 
此间干净无多地, 
只许高僧领鹤行。 

W bambusach czysty wiatr, poza nimi kurz i pył, 
Wiatr nieustannie wieje, a kurzu wciąż przybywa. 
To miejsce jest czyste, przestrzeni niewiele, 
Tylko dostojny mnich może tu przechadzać się z żurawiem. 

竹 zhú czyli bambus w buddyzmie symbolizuje pustkę (siunjata) i elastyczność. Dlaczego pustkę? Bo jest pusty w środku - a dokładne tłumaczenie siunjaty na chiński to właśnie 空 kōng - ten sam rodzaj pustki, co wewnątrz bambusa. Jednocześnie jest giętki, niełamliwy - jak wyzwolony, oświecony umysł, nie trzymający się kurczowo żadnych koncepcji. W bambusach - choć niektórzy tłumaczą np. "w bambusowym gaju" - czyli jak we wnętrzu oświeconego umysłu, w czystej, naturalnej, niezakłóconej przestrzeni. 

清風 [清风] qīngfēng to dosłownie rześka bryza, orzeźwiający wiatr, jednak od wieków jest to sformułowanie używane przenośnie znacząc czystość i uczciwość. Czyżby były to zachowania czy też cnoty tak rzadkie, że aż przynosiły orzeźwienie i przewiewały zwykłe, paskudne ludzkie zachowania?
Z kolei 塵 [尘] chén to kurz, brud, ziemia. W buddyjskiej terminologii nazywa się tak skazy umysłu i przywiązania. Wywodzi się to z ajatan czyli zmysłów i guṇa czyli przedmiotów zmysłów czy też wyniku działań zmysłów - to, co widzimy, czujemy, słyszymy itd. 
Wszędzie poza bambusem czai się kurz, którego wciąż przybywa. Nie da się go posprzątać, ani od niego uciec. Prawdziwa czystość to nie unikanie brudu, a brak reakcji (idea bardzo pomocna w zachowaniu spokoju, gdy wchodzi się do pokoju dziesięciolatki...). 
Miejsce, które jest czyste to "puste serce" 心空 xīnkōng, czyli citta-śūnyatā - pustka umysłu, pustka świadomości. Do tego właśnie dążymy w medytacji, koanach, w szukaniu oświecenia tu i teraz. Nie potrzebujemy całego wszechświata i dziesiątek lat, tylko błysku zrozumienia w naszym pustym umyśle. Jeśli uda nam się urzeczywistnić tę pustkę, będziemy jako dostojny mnich w towarzystwie równie dostojnego żurawia. W tradycji zen nabiera on innej symboliki niż długowieczność i zasada niedziałania znane nam z taoizmu; gdyby leciał, oznaczałby umysł, który wzniósł się poza samsarę i osiągnął pełne wyzwolenie; jednocześnie pokazuje nieskalaną naturę umysłu, wolną od splamień i przywiązań. Jednak jeśli stałby na jednej nodze w wodzie, byłby metaforą mnicha w stanie głębokiej medytacji zen na siedząco (zazen). 
Kurz będzie zawsze. Samsara nie pozwala na pełne oczyszczenie, nie daje nam świata bez skazy. Pora więc znaleźć wejście do wnętrza bambusa, gdzie kurz nie będzie już nas kalać. Gdy nam się to uda, będziemy przechadzać się z żurawiami - żyć w świecie, nie dając się mu skazić. 

To wiersz kolejnego z Ośmiu Ekscentryków z Yangzhou*, Jin Nonga... bądź jego ucznia, Luo Pina - często przepisywał on i interpretował wiersze mistrza, ale sam tworzył w podobnym stylu. 

*Poprzednim był oczywiście Zheng Xie, o którym wspomniałam tutaj.

2026-06-29

Świątynia Awalokiteśwary w Anningu 安宁观音禅寺

Ostatnie godziny pobytu w Anningu wykorzystaliśmy do wspięcia się na pagórek, na którym znajduje się świątynia pod wezwaniem Guanyin, czyli chińskiej, kobiecej wersji Awalokiteśwary. Historia samej świątyni jako miejsca kultu buddystów sięga czasów podboju Yunnanu przez Mongołów, czyli XIII/XIV wieku, jednak dopiero za sprawą jednego z potomków Mu Yinga, oficjela zwanego Mu Rui została przemianowana na Świątynię Awalokiteśwary (działo się to w latach 1465-1487). 
Szczerze mówiąc, w porównaniu ze Świątynią Caoxi wywarła na mnie raczej niewielkie wrażenie. Była zbyt... nowa. W 2022 roku ją odrestaurowano - mam wrażenie, że trochę za mocno ją odnawiając. Czułam się w tym kompleksie świątynnym, jakbym była na planie filmowym a nie w miejscu kultu. Na pewno fakt, że była opustoszała, też miał jakieś znaczenie, ale ogólna atmosfera też była taka trochę... sztuczna, przynajmniej w moim odczuciu.
Dużo bardziej niż sam kompleks świątynny podobał mi się park, który do świątyni prowadził...

2026-06-12

Świątynia Caoxi 曹溪寺

Świątynia buddyjska Caoxi w Anningu była dla mnie bardzo przyjemną niespodzianką. Położona w odległości niedługiego spaceru (1,5 km) od gorących źródeł, jest świetnym miejscem kontemplacji, odpoczynku i... dogodzenia kubkom smakowym - nie przypadkiem znaleźliśmy się tu w okolicach lunchu. Wróćmy jednak do samej świątyni. Jej całkowita powierzchnia to ponad 2000 metrów kwadratowych - bramy, sale, pagody, pawilony, zadaszone korytarze no i wypasiona siedziba opata - to wszystko zabiera sporo miejsca. Świątynia ta od 1983 roku znajduje się na liście najważniejszych zabytków prowincji, więc jest całkiem nieźle zaopiekowana. Miło było w tym zakątku niespiesznie zagłębić się w historię miejsca. A jest ona ciekawa! Po pierwsze: nikt nie wie, kiedy właściwie powstała. Podejrzewa się, że ufundowali ją mnisi wielbiący Caoxi Huinenga (stąd nazwa świątyni), jednego z najsłynniejszych mistrzów chan, Szóstego Patriarchę. Dokładny moment jej powstania nie jest znany, jednak podejrzewa się, że było to za czasów królestwa Dali, czyli w czasie, gdy w Chinach panowali Songowie (pamiętajmy, że Yunnan został włączony w chińskie granice dopiero za czasów Mongołów). Wiemy za to, kiedy mniej więcej została zniszczona i odbudowana, bowiem dobrze już nam znany Yang Sheng'an sporządził z tej okazji inskrypcję na steli w listopadzie 1533 roku. Parędziesiąt lat później świątynię nawiedził znakomity podróżnik Xu Xiake i zapisał treści uwiecznione na stelach. Potem, już za Qingów urzędnik rządzący Yunnanem zbierał datki na odbudowę świątyni, którą ukończono w 1694 roku; w 1881 znów trzeba ją było odbudować. A potem... świat o niej zapomniał, mając ważniejsze rzeczy na głowie. Za Republiki była już ponoć bardzo zaniedbana i zniszczona; po wybuchu wojny z Japonią sam Liang Sicheng prowadził badania terenowe starożytnych budowli w Yunnanie i Syczuanie - wówczas sporządzili jej plan i rysunki konstrukcyjne głównej hali świątynnej; ponoć na ich podstawie prowadzono prace renowacyjne.
Inskrypcja autorstwa cesarza Chongzhena (zgodnie z legendą).
Wracając do kubków smakowych: wegetariańska stołówka prowadzona przez mnichów jest słynna na cały Anning; na lunch przyjeżdżają tu goście nawet z samego Kunmingu! Nie przypadkowi jak my, tylko z pełną premedytacją łączący spacer po annińskich pagórkach z dogodzeniem żołądkowi.
Ciekawostka: po posiłku należy po sobie pozmywać. Nie, posiłek nie jest darmowy ;)

2026-06-06

Rzeka Modliszki 螳螂川

Skoro już jesteśmy przy Rzece Modliszki, wokół której powstał Anning, powiedzmy sobie o niej nieco więcej. Jej druga nazwa to Rzeka Pudu 普渡河 i nad nią warto się pochylić na chwilę. Przetłumaczone dosłownie 普渡 pǔdù znaczy uniwersalną przeprawę (przez rzekę). Jednak obok tego jest również ciekawym sformułowaniem buddyjskim, w którym oznacza powszechne wyzwolenie ("wyprowadzenie wszystkich istot z oceanu cierpienia na drugi brzeg") oraz taoistycznym, w którym jest związane z niesieniem ulgi głodnym duchom. Jednak akurat w tym wypadku pochodzenie nazwy nie jest ani religijne, ani poetyckie; po prostu po rzece kursował w tę i we w tę prom należący do rodziny Pu...
Wracając do rzeki: ma długość ponad 360 kilometrów. Wypływa z Jeziora Dian i wówczas nazywa się Rzeką Modliszki. Ma wiele dopływów, płynie przez Anning i Fumin, tam nazywając się już Pudu, a sama w końcu wpada do Jinsha, czyli początku Jangcy. Rzeka jak rzeka. Z naszego punktu widzenia ważniejsze jest nabrzeże. A ono zostało ostatnimi laty zmienione w cudowną ścieżkę spacerową oraz rowerową, bogatą w miejsca rekreacji dla dzieci i dorosłych, strefy odpoczynku oraz liczne toalety publiczne (co jest faktem nie do pogardzenia). Wędrując brzegami Rzeki Modliszki można spokojnie z centrum miasta dojść do uzdrowiska z gorącymi źródłami, annińskich lasów, parków i pagórków. Nie przeszlimy całej trasy; obecnie liczy ona około dziesięciu kilometrów, ale cały czas jest rozbudowywana. Oczywiście, dla Tajfuniątka najważniejszy był plac zabaw...
Zaczyna się niepozornie, ale będzie piękniej.
Wzdłuż ścieżki pojawiają się mapki, które baaaaardzo pomagają w orientacji.