Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góra Yuantong 圓通山. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góra Yuantong 圓通山. Pokaż wszystkie posty

2026-03-11

sakura!

Bardzo się cieszę, że semestr wiosenny zaczyna się właśnie w porze kwitnienia wiśni. Dzięki temu obowiązkowe spacery przez kampus w drodze do pracy stają się wspaniałym doznaniem estetycznym. Jak tu być smutną, kiedy świat taki piękny?
W związku z wizytą gości wybraliśmy się również na Górę Yuantong, jednak tłum był tak gęsty, że nie udało mi się strzelić prawie żadnych fot. Szybko się ewakuowaliśmy, nie chcąc zostać zdeptanymi.

A od poniedziałku zaczęło lać, jest szaro, zimno i smętnie. Ugh. Ja wiem, że roślinkom należy się trochę wody, ale szare niebo naprawdę nie pomaga w zachowaniu dobrego humoru...

2025-10-29

Podwójna Dziewiątka w Kunmingu

Dziś Święto Seniora - czyli Podwójna Dziewiątka. Jest świętem seniora nie tylko dlatego, że dożyć 99 roku życia to nie lada osiągnięcie, ale i dlatego, że dziewiątka 九 jest homofonem 久 - długowieczności. A jeszcze wypada na jesień - połączenie z jesienią życia, ale też z dobrymi zbiorami i sezonem chryzantemowym jak znalazł. 
Dawnymi czasy kunmińczycy mieli tego dnia we zwyczaju wspiąć się na Ślimaczy Szczyt 螺峰 (dawna nazwa Góry Yuantong), zapić chryzantemówką i obdarowywać krewnych i znajomych "kwiatowym ciastem" 花糕 czyli tym, co nazywa się również po prostu ciastem podwójnej dziewiątki - ciastem podwójnego słońca 重阳糕. Tradycyjnie jest ono wielowarstwowe, dzięki czemu nabiera znaczenia związanego z awansem - 层层高 (coraz wyższe warstwy). Każda warstwa winna być osłodzona roztopionym brązowym cukrem i przełożona longanami. Wierzch za to powinien być ozdobiony suszonymi głożynami, nasionami lotosu i miłorzębu itd. oraz posypany sezamem i kandyzowaną skórką pomarańczową barwioną na czerwono i zielono 红绿丝. Tak przygotowane ciasto gotuje się na parze - ależ aromatyczne! Ślinka cieknie. Oczywiście, ciasto nie było jedyną przekąską; kunmińczycy pakowali do koszyków ulubione dania piknikowe: misieny na zimno, makaron na zimno, makaron grochowy na zimno, duszone w aromatycznym sosie mięsa i warzywa 卤菜, fistaszki, pestki dyni i słonecznik plus nieodłączną chryzantemową wódeczkę. Taki piknik zwał się 吃席子酒 czyli dosłownie "jeść alkohol na macie" - na pewno pamiętacie, że w wielu yunnańskich dialektach alkohol czy herbatę można "jeść" zamiast pić? 
No dobrze. Dlaczego jednak kunmińczycy akurat w Podwójną Dziewiątkę wybierali się w góry? Czy Podwójna Trójka w Zachodnich Górach im nie wystarczała? Przyczynę podaje legenda. 
Dawno, dawno temu, kiedy Kunming nie był jeszcze w Chinach, nad rzeką Ru grasowała Zaraza. Gdzie się pojawiła, w każdym domu ktoś umierał, codziennie słychać było płaczki pogrzebowe. Miarka się przebrała, gdy Zaraza odebrała rodziców dzielnemu Hengjingowi, który zresztą też ledwo co się wykaraskał. Wydobrzawszy, pożegnał czule ukochaną małżonkę i rodzinne strony, po czym wyruszył, by pytać Nieśmiertelnych o radę i znaleźć sposób na zniszczenie Zarazy. Jednak choć strawił lata na studiach u różnych mistrzów i przemierzył świat wzdłuż i wszerz, nie udało mu się znaleźć lekarstwa ani rady. W końcu jednak usłyszał plotkę, że daleko na wschodzie, na najstarszej z gór żyje mocarny Nieśmiertelny - może on mógłby pomóc? Nie bacząc na niebezpieczeństwa ani trudy dalekiej podróży, ruszył Hengjing pod kierunkiem żurawia, a gdy wreszcie dotarł na miejsce, jego męstwo i wytrwałość zrobiły na Mistrzu tak wielkie wrażenie, że aż pozwolił on Hengjingowi pobierać uń nauki. Nie tylko nauczył go walczyć z demonami, ale również podarował mu wiedźmiński miecz. Wręczył mu go mówiąc: jutro jest dziewiąty dzień dziewiątego miesiąca księżycowego, a Zaraza znów wyjdzie dręczyć ludzi. Nauczyłem cię już wszystkiego, co umiem - wracaj więc do siebie i ocal ludzi przed Zarazą. Na pożegnanie dał mu tobołek liści derenia, butelczynę chryzantemówki, pouczył go, jak ich używać dla odpędzania Zła i kazał mu polecieć na żurawiu do domu. Hengjing dotarł akurat w brzasku poranka podwójnej dziewiątki. Zgodnie z zaleceniem mistrza zgromadził mieszkańców wioski na pobliskiej górze i każdemu wręczył po liściu derenia i po kielonku chryzantemówki. W samo południe rozbrzmiały dziwne wrzaski, a Zaraza wyszła z rzeki, gotowa napsuć krwi mieszkańcom wioski. Kiedy zbliżyła się do zbocza góry, poczuła jednak smród liści derenia i chryzantemowej wódeczki. Zatrzymała się dość gwałtownie, nie śmiąc się ruszyć. Wykrzywiła się potwornie, kombinując, co dalej, zanim jednak zdążyła wykoncypować, jak skutecznie zatkać sobie nos, nadbiegł nasz bohater i wiedźmińskim mieczem posiekał Zarazę na kawałki. Na pamiątkę tego niezwykłego zdarzenia ludzie dorocznie wspinają się w Podwójną Dziewiątkę na jakąś pobliską górę, wierząc, że ochroni ich to przed chorobami i wszelkim innym nieszczęściem. A że Ślimaczy Szczyt był najwyższą górą w Kunmingu (pamiętajmy, że małe wtedy miasteczko nie sięgało Gór Zachodnich czy Gór Długiego Robaka) - to właśnie tu piknikowali kunmińczycy w każdą Podwójną Dziewiątkę.

2022-04-18

Tang Jiyao 唐繼堯

Yunnańska Klika 滇系 to jedna z wielu klik, które powstały na samym początku Republiki Chińskiej. Mandżurowie upadają, Yuan Shikai dochodzi do władzy, ale ponieważ w głowie mu następne cesarstwo, wszystko się rozpirza. Każda prowincja ma swojego przywódcę, a żadnemu się nie podoba to, co robi Yuan. Nie po to obalali Mandżurów, żeby zamienić siekierkę na kijek, co to, to nie!

No a w Yunnanie była Akademia Wojskowa, w której zagęszczenie tęgich łbów na metr kwadratowy było wystarczające. Na prowadzenie wysunął się Cai E, ale miał pecha umrzeć tuż po tym, jak wygrał Wojnę w Obronie Kraju. Jego najwierniejszym i najbardziej zaufanym podwładnym był Tang Jiyao. W zastępstwie Cai E wziął Yunnan jak swój i zażądał przywrócenia Zgromadzenia Narodowego. Gdy to się stało, oficjalnie Yunnan wrócił pod rozkazy Pekinu, jednak Tang Jiyao nie był idiotą i zachował władzę nad yunnańską armią. Miał rację: za chwilę znów rozwiązano Zgromadzenie Narodowe, zaczęto mówić o przywróceniu władzy Mandżurom i generalnie panował kompletny chaos. Tradycyjne niesnaski między Północą i Południem przybrały na sile i już za chwilę Północ miała swoje władze, a Południe swoje. Nie żeby te południowe były jakieś wyjątkowo zjednoczone; oczywiście i tutaj trwała walka o stołki i o to, co robić dalej. Tang popierał Sun Yat-sena... ale Sun nie popierał Tanga: wybrał Gu Pinzhena. Nic to; pojednali się później, a gdy w 1925 roku Sun zmarł, Tang ogłosił, że jest jego prawowitym następcą i chciał stanąć na czele Kuomintangu. Nie bardzo mu się to udało; wybuchła wojna między Yunnanem a Guangxi, a gdy Tang sromotnie przegrał, wyrzucono go z Kuomintangu. Nie bardzo się przejął; przyłączył się do Chena Jiongminga i jego Chińskiej Partii Dążenia do Sprawiedliwości, która całkiem odmiennie wyobrażała sobie przyszłe Chiny. Tang jeszcze trochę pochachmęcił, ale Smocza Chmura (Long Yun) szybko przejął władzę w Yunnańskiej Klice, a Tang wkrótce zmarł. Long zwrócił Yunnan nacjonalistom, choć tak samo jak Tang pilnował autonomii.

To krótki urywek historii Yunnanu; zwróćcie jednak uwagę na to, jak ważną rolę pełnił Tang Jiyao. Ten generał i militarysta sprawował władzę w Yunnanie w latach 1913-1927. Niby krótko, ale początki republiki to czas obfity w ważne wydarzenia, a Tang grał pierwsze skrzypce. Ciekawa ścieżka doprowadziła na szczyt chłopca z wioski Huize pod Qujingiem. Urodzony w 1883 roku Tang, jak wszyscy inteligentni i zamożni ludzie tamtych czasów, zdawał egzaminy cesarskie. Później jednak ukończył akademię wojskową w Japonii, a po powrocie pomógł obalić Mandżurów i ustanowić republikę, a potem pilnować tego, żeby wojskowi trzymali władzę i żeby Yunnan zachował autonomię. Jednocześnie wciąż poszukiwał środków na swe nie zawsze mądre działania. Jednym ze sposobów, którego się chwycił, był handel opium z podatkami, licencjami i tak dalej. To on był odpowiedzialny za założenie wielkich plantacji maku w całym Yunnanie; zbiory szły najpierw koleją do wietnamskiego Hajfongu, a z niego wysyłane były do reszty Chin statkami. Zdobyte pieniądze szły na uzbrojenie armii Tanga. No i na modernizację: Tang pilnował nie tylko czubka własnego nosa, ale również kształcenia inżynierów i innych takich; to dzięki niemu w Kunmingu tak szybko pojawiły się nowoczesne wynalazki typu wodociągi i stacja pomp. Wieść gminna niesie, że gdy zamieszkał we wspaniałej rezydencji przy Północnej Bramie Kunmingu, na zboczu Góry Yuantong, raz w tygodniu otwierał na oścież jej bramy i pozwalał zwykłym zjadaczom ryżu nie tylko przechadzać się po swym pięknym ogrodzie, ale również pukać do drzwi swego gabinetu i prosić o posłuchanie. To była bodaj pierwsza (i raczej ostatnia) postać z "wyżyn", która faktycznie słuchała głosu ludu.

Pewnie właśnie dlatego pamięć o Tangu żyje tu nadal. Kunmińczycy nie pozwolili zniszczyć mauzoleum Tanga, choć prawie wszystkie inne mauzolea niekomunistów z tamtych czasów już dawno znikły z powierzchni ziemi. Każdy, kto chce się przejść po dawnym ogrodzie Tanga i westchnąć przy jego grobie, może to uczynić, jeśli tylko wejdzie do ZOO na Górze Yuantong.

Grobowca oczywiście pilnują kamienne lwy
Jest bardzo okazały i naprawdę robi wrażenie.
Ale najpiękniej jest tam, gdy kwitną jabłonie...
...lub lagerstremie.

 

Dziś Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków. W Chinach, w których pewnie codziennie się jakiś zabytek wyburza i na jego miejscu stawia centrum handlowe bądź podróbkę zabytku, szczególnie ważne są miejsca, którym się udało przetrwać. A już najcenniejsze są te, które przetrwały nie z racji politycznych, a z miłości zwykłych ludzi. Oby takich miejsc było jak najwięcej!

2022-03-17

Hanami 花見

Wspominałam już, że nam się w tym roku sakura spóźniła. Skutek jest jednak absolutnie olśniewający: wiśnie zakwitły razem z mikrojabłoniami i wisteriami! Ich skombinowany zapach upaja tak, że łatwo zapomnieć o nowym wybuchu korony w Kunmingu, o obsesyjnym sprawdzaniu kodu zdrowotnego, a i maseczkę chciałoby się zdjąć choćby na chwilę... Tego dnia spędziliśmy na Górze Yuantong niemal cały dzień. Rano poszliśmy we dwójkę, zanim jeszcze w parku zjawiły się tłumy. W chwilach największego tłoku wyszliśmy tylko po to, żeby wrócić z Tajfuniątkiem w porze karmienia - czyli wtedy, kiedy nawet najbardziej zatwardziali fotografowie wychodzą z parku do knajpy. Dzięki temu mieliśmy ogromny park prawie wyłącznie dla siebie. Hurra!
Oczywiście dziesiątki dziewczyn przyszły na sesje fotograficzne.
Tajfuniątko nie byłoby sobą, gdyby nie rozpirzyło pozamiatanych wcześniej na kupkę opadłych kwiatów...
... i gdyby nie wlazło na każdy murek w okolicy...
załapałyśmy się na lody tematyczne. Niestety, nie wiśniowe, a truskawkowe (choć jestem pewna, że dodanie E o smaku wiśniowym jest tak samo mało skomplikowane, jak dodanie analogicznego truskawkowego...)
Murki, kamienie - byle się tylko wdrapać. Całe szczęście nie odziedziczyła po mnie lęku wysokości.
Idź, Tatusiu! Ja chcę zdjęcie tylko z Mamą!
Gdy wychodziliśmy z parku, był już prawie zmierzch. Ja chętnie poczekałabym aż do zmroku, ale oczywiście Tajfuniątko "już prawie umarło z głodu"... Nic to. Może w przyszłym tygodniu się uda?