Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luoping 羅平. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luoping 羅平. Pokaż wszystkie posty

2015-06-17

5 najpiękniejszych miejsc Yunnanu

Poniższy wpis powstał w ramach majowego projektu Klubu Polki na Obczyźnie.
Jak w ogóle można próbować wybrać najpiękniejsze miejsca, skoro Yunnan jest przepiękny w całości? W samym Kunmingu można się zakochać (czego jestem najlepszym dowodem), a przecież w porównaniu z resztą Kunming jest wyjątkowym brzydactwem.
W internecie roi się od różnych "top 10 attractions of Yunnan" i innych list z yunnańskimi must-see. Tą, którą właśnie zalinkowałam naprawdę z ręką na sercu mogę polecić. Yuanyang z tarasami ryżowymi, Kamienny Las, okolice Jeziora Erhai czy parki w Shangri-la - to wszystko jest piękne i bardzo dobrze opisane w internetach. Ale dziś, specjalnie dla Klubu Polki na Obczyźnie, pokażę Wam 5 miejsc, które na tych różnych listach pojawiają się rzadko albo wcale, a piękno ich mnie zaczarowało. Kolejność przypadkowa :)

1) Luoping

Luoping to "województwo" położone we wschodnim Yunnanie, na styku trzech prowincji: Yunnanu, Guizhou i Guangxi. Jest znany z pięknych widoków - Wodospady Dziewięciu Smoków,
Rzeka Duoyi
z pięknymi młynami wodnymi,
urocze pagórki Złotego Kogucika to tylko niektóre z pięknych miejsc. Miejsce jest znane również z lokalnych produktów - oleju rzepakowego, miodu, papierosów itd. Największą atrakcją turystyczną są pola rzepaku, kwitnącego w drugiej połowie marca. Luoping i okolice zmieniają się wtedy w "Morze Żółte", olśniewające kolorem i zapachem.
Miejsce słynie z rękodzieła oraz z kolorowego ryżu.

2) Jianshui

Urokliwe miasteczko w "województwie" Honghe, czarujące gości starą, dobrze zachowaną (bądź odrestaurowaną) architekturą, a także pięknymi okolicznościami przyrody. Domostwo klanu Zhu,
tamtejsza Świątynia Konfucjusza,
Most Pary Smoków
czy qingowska wioska Tuanshan
położona tuż za miastem - to miejsca, w których można się zatracić na dobre.
W mieście warto spróbować lokalnych smakołyków - grillowanych robaków, pysznych słodyczy czy nietypowych warzyw. Jianshui słynie również z ceramiki, która będzie doskonałą pamiątką z podróży.

3) Shaxi

Shaxi to dziw na skalę światową: chińskie stare miasto, które, zamiast zostać zburzone i odbudowane w betonie, jak się dzieje z 99% chińskich "zabytków", jest poddawane wspaniałej, doskonale udokumentowanej renowacji. Były suszone cegły z drewnem? Są nadal. Były kamienie? Są i one. Była glina ze słomą? A jakże, teraz też jest. Brakujące kawałki drewna można uzupełnić świeżym drewnem, zamiast zalewać betonem. Da się! To dlatego spacer po tym drewniano-gliniano-słomiano-kamiennym miasteczku jest taki przyjemny: można dotknąć historii.
Warto w Shaxi spędzić piątkowy poranek - piątek to dzień targowy i do miasteczka schodzą z okolicznych gór reprezentanci tutejszych grup etnicznych, odmiennych od etnicznych Chińczyków, z rękodziełem i przysmakami.
Tuż obok, w Górach Kamiennego Skarbu, znajdują się jedne z najsłynniejszych yunnańskich świątyń buddyjskich, z "ołtarzami" wyrzeźbionymi w skałach - z pewnością kompleks jest wart obejrzenia.

4) Fuxianhu

Czyli Jezioro Pieszczenia Nieśmiertelnych.
Wcale się nie dziwię, że Nieśmiertelni poddają się pieszczocie tego jeziora - jest przepiękne. Tuż koło miasta Yuxi, na południe od Kunmingu, 216.6 metrów kwadratowych powierzchni, drugie co do głębokości jezioro w Chinach - średnia głębokość 95.2 metry, w najgłębszym miejscu aż 158.9 metro=ów, a w dodatku woda pierwszej klasy czystości, nadaje się do picia i wszystko przez nią widać. Po prostu marzenie! W dodatku na dnie znaleziono... miasto, nazywane oczywiście chińską Atlantydą. Piękne widoki, wspaniałe miejsce odpoczynku, możliwość poszperania w historii regionu i najlepsze ryby w Yunnanie - czego chcieć więcej?
Można tu nabyć lotosową wersję kisielu, która może być wspaniałą przekąską i dobrym prezentem.

5) Jiuxiang

To urokliwe miejsce. Do tego stopnia urokliwe, że wylądowało na liście najważniejszych parków krajobrazowych w Chinach. Dlaczego? Yunnańskie zjawisko krasowe pokazuje tu, zgodnie z nazwą, całą krasę. Kompleks naszych jaskiń jest po pierwsze ogromny: znajduje się tu około setki jaskiń, przy czym niektóre biją na głowę nawet podziemny kościół w Wieliczce jeżeli chodzi o wielkość. Po drugie, znajdują się tu cudowne, podziemne krajobrazy - nie tylko nudne stalaktyty, stalagmity i stalagnaty, ale też jaskinie uformowane jak tarasowe pola ryżowe czy też naturalne skalne mosty.
Po trzecie, znajdują się tu skalne malowidła ludu Yi z III w.p.n.e., a do muzeum przyjaskinnego trafiają wciąż wydobywane zęby czy narzędzia paleolitycznych przodków. Doskonałe miejsce na jednodniową wycieczkę.

Jeśli więc los przygna Was kiedyś do Yunnanu, postarajcie się odwiedzić nie tylko "top miejsca" z zestawień biur turystycznych, ale i kilka mniej znanych miejsc - są tego warte.

Ten projekt jest dedykowany Stowarzyszeniu Piękne Anioły.
Jeżeli spodobał Ci się mój post, możesz wesprzeć Fundację dowolną kwotą. Więcej informacji na naszym blogu.

2012-04-13

Buyi 布依

To grupa etniczna żyjąca na południu Chin, a także w Wietnamie. Mając całkiem sporą populację (prawie 3 miliony), załapała się jako chińska/wietnamska mniejszość etniczna, przy czym oni sami raczej zwykli uważać się za kulturowo mieszczących się w grupie etnicznej Zhuang, a językowo należących do tutejszych Tajów (Dajów) – bo oni też mowią w języku zbliżonym do tajskiego. Nasi Buyi wprawdzie językowo różnią się zarówno od Dajów, jak i od Zhuangów, ale są to języki zbliżone. Chwalą się, że mają własne pismo, ale tak naprawdę jest to forma wymyślona przez językoznawców w latach '50 XX wieku i zbliżona do chińskiego pinyinu, więc nie bardzo się mają czym chwalić. ;)
Żyją w Guizhou, Syczuanie i Yunnanie już od ponad 2000 lat, co czyni z nich jedną z najstarszych mniejszości etnicznych w Chinach. Ponieważ okropni Chińczycy, gdy tylko byli wystarczająco silni, najechali te ziemie i oddali je w ręce kilku krwiopijców, dla których Buyi mieli pracować, Buyi się zbuntowali – było to tzw. Powstanie Południowego Smoka (1797), po którym po pierwsze liczebność naszej mniejszości znacząco się zmniejszyła, a po drugie część z nich wyemigrowała do Wietnamu, gdzie zaczęli się mieszać z innymi grupami etnicznymi, w związku z czym jest ich tam teraz bardzo niewielu.
Poza tym dwie grupy etniczne mające własne zwyczaje i języki zostały włączone do Buyi dla wygody urzędasów: Mo莫家人 i Jin 錦人.
Ci ze wsi nadal ubierają się w tradycyjne ubrania, które są wygodne i ładne:





W Kunmingu można na nich trafić na niektórych targowiskach, gdzie sezonowo sprzedają smakołyki ze swych stron.

2012-04-05

Wodospady Dziewięciu Smoków 九龍瀑布

Jakieś dwadzieścia kilometrów od Luopingu znajduje się kolejne magiczne miejsce. Jest to rzeka Dziewięciu Smoków, gniewna – bo jakżeby inaczej z taką furią i hukiem spadała pięćdziesięciometrowym wodospadem? Wodospadów jest zresztą więcej – to cała grupa, niektóre to całkiem malutkie wodospadziątka,
a inne to zapierające dech w piersiach wodospadziska. Są trzy naprawdę dość spore.
Najwyzszy to „wodospad Boga-Smoka” (神龍瀑), wysoki na 56 metrów, szeroki na dwa razy tyle, niezależnie od pory roku piękny i wart zobaczenia. Drugim co do wielkości jest “Wodospad Kochanków” (情人瀑),wysoki na 43 metry i wąziutki; jest ponoć najpiękniejszy, ale według mnie wszystkie są równie urocze. Jakaż szkoda, że nie przyjechałam tu miesiąc wcześniej! Drugiego dnia drugiego miesiąca księżycowego okoliczne mniejszości etniczne (Buyi, Yi, Shui, Zhuang itd.) przybywają nad te wodospady świętować, tańczyć, śpiewać i łączyć się w pary. W łączeniu się w pary może być pomocna ta piosenka:
Płyną wody powoli a daleko
unosząc z sobą bambusa łodygę
Bambus o pustym sercu popłynie daleko i nie utonie
Lecz kochankowie o sercach pełnych miłości na zawsze tu zostaną.
Sama bym tam została, jakby mi który tak zaśpiewał...
No i odgrywają, jak przed wiekami, lokalne legendy: o Gongu Wojennym Boga-Smoka “神龙战铜鼓”、O Perle i Koniuszym “珍珠与马郎”、O Walce Białego i Czarnego Smoka“黑龙斗白龙”. Tego jednak mi ujrzeć nie było dane tym razem, dlatego i legend Wam nie opowiem. Może za rok? :) Na pocieszenie mam legendę o powstaniu naszych Wodospadów Dziewięciu Smoków.
Dawno, dawno temu, kiedy Luoping był jeszcze bezkresnym morzem, przybyły tu smoki: dziewięć czarnych i jeden biały. Zaczęły walczyć o panowanie nad morzem, bo, jak wiadomo, smoki są władcami wód wszelakich i mieszkają zazwyczaj na dnie akwenów. W końcu wygrał biały smok, jednak czarne smoki nie pozwoliły mu się długo cieszyć zwycięstwem: wybiły na dnie morza dziurę i calusieńka woda sobie odpłynęła, pozostawiając suchy piach. Straciwszy w ten sposób dach... znaczy wodę nad głową, biały smok ze złości zmienił się w górę – jest to dzisiejszy najwyższy szczyt Luopingu, 白腊 Biały Grudzień - i z nim już nie było problemów. Czarne smoki potworzyły w tym czasie rzeczki – każdy jedną, żeby ocalić piękną krainę od suszy, która nastała po wycieku morza; był wśród nich jednak najstarszy, któremu ani się śniło pomagać: z całą złośliwością sprawił, że nie padał tam deszcz i wszystko wysychało. Usłyszawszy o tym, Pan Przestworzy wysłał Boga Wiatru, Generała Deszczu, a także oba Bóstwa Piorunów, żeby temu zaradzili. Nastały więc dni, gdy nieprzerwanie padał deszcz, huczały pioruny, a woda, która przybyła w ten sposób, podtopiła złego czarnego smoka, który mógł już tylko się złościć na dnie. Efektem jego złości, gdy szarpał się na dnie rzeki, było wypiętrzenie trzech wielkich wodospadów, które do dzisiaj przypominają nam tę historię.
Poza drugim dniem drugiego miesiąca księżycowego są jeszcze dwie okazje, by się nacieszyć szczególną, etniczną atmosferą tego miejsca: wspomniany już przeze mnie trzeci dzień trzeciego miesiąca oraz połowa września (Święto Wodospadów). Ale jeśli po prostu przyjedziecie bez okazji, łatwiej będzie ominąć tłumy turystów, a to też jest coś warte :)  
Tak czy owak, przyjechać warto. Dla chlapania siebie i innych krystalicznie czystą wodą, dla podpłynięcia pod wodospad bambusowym katamaranem 竹筏,
dla romantycznych pocałunków przy Wodospadzie Kochanków... Ekhm, to ostatnie jest zdecydowanie łatwiejsze, jeśli jakiegoś kochanka się przywiezie z sobą ;) No i można cyknąć kilka fotek, zwłaszcza, jeśli się umie. Ja nie bardzo umiem, ale kilka i tak cyknęłam, a co!

2012-03-30

龍骨水車 Mlyny Smoczych Kosci

Jesli postapimy rozsadnie i wybierajac sie nad Rzeke Duoyi nie bedziemy sie spieszyc, bedziemy mogli nacieszyc oczy slicznym parkiem-skansenem mlynow wodnych. Mlyny smoczych kosci pojawily sie podobno w Chinach za czasow Wschodniej Dynastii Han (II w. n.e.) i od tego czasu caly czas pracuja. Dawniej w kieratach chodzily zarowno zwierzaki, jak i ludzie (przy czym te dla ludzi mogly wykorzystywac zarowno sile rak, jak i nog), a przymocowane do pior mlyna male saganki
wznosily sie na odpowiednia wysokosc, a woda sie wylewala i dalej korytami bambusowymi
badz ziemnymi doprowadzana byla do pol ryzowych badz innych potrzebujacych wody miejsc.
Skansenik jest uroczy; chetnie bym tam zabrala dzieciaki, zeby zobaczyly, jak to wszystko dziala :)

2012-03-27

Rzeka Duoyi 多依河

Wyobrazcie sobie koryto rzeki uksztaltowane tym, ze zrodla tryskaja z Wyzyny Wschodnioyunnanskiej, a potem wija sie miedzy pagorkami, ktore wyrastaja od Yunnanu az po Guizhou i Guangxi. Wyobrazcie sobie, jak rzeka zlobi koryto w skalach wapiennych, jak wodospadami wpada w dolinki, jak wygladza skaly i rwie sie w dol, w dol, za Yunnan, pozostawiajac blekitna od wapienia wode i cudne zjawisko krasowe...
Dlaczego nadal jest tam tak pieknie? Moze dlatego, ze nie jest latwo sie tam dostac. Teraz juz kursuja prywatne busiki, ale nadal jest to zbyt niewygodne dla wiekszosci Chinczykow. I mozna faktycznie dotknac przyrody, zachwycic sie pieknem krajobrazu i przejrzystoscia tamtejszej wody. Ilez traca ci, ktorzy tuz po wejsciu do parku wsiadaja do meleksow, zeby czym predzej dostac sie do wodospadow i miejsc piknikowych przy koncu trasy! O ilez piekniej wsiasc w bambusowy „katamaran” 竹筏
i wolniutko z pradem sie wlec... Leniwie dzwigajacy raz za razem wioslo pychowe „gondolierzy” z tutejszej mniejszosci Buyi nie stronia od pogawedek, jesli wiec sie dobrze trafi, mozna sie niejednego o tutejszym zyciu dowiedziec. Tak samo rozmowne okazuja sie panie prowadzace muly, z ktorych grzbietow mozna ujrzec piekno Duoyi z innej perspektywy – krocza zwierzeta samym skrajem sciezki polozonej o ladnych kilkanascie metrow powyzej poziomu rzeki... Tu ciekawostka – nauczona doswiadczeniami bosmana Nowickiego nie probowalam przymusic mojego wierzchowca do zmiany trasy, tylko pozwolilam mu na wybranie wlasnej drogi. Tymczasem moi towarzysze podrozy umierali ze strachu i probowali sklonic zwierzeta do wedrowki srodkiem sciezki. Nic z tego! Oni umierali wiec ze strachu, a ja smialam sie w kulak, jednoczesnie blogoslawiac fakt, ze „Tomki” znam niemal na pamiec ;)
Pobyt nad Duoyi warto zaplanowac tak, zeby sie nie spieszyc. Brodzenie w krystalicznej wodzie, splyw pontonami po tutejszych wodospadzikach czy leniwa podroz tratwa wymagaja czasu. A przeciez trzeba jeszcze sprobowac pieczonych ryb, nabijanych z glowa na patyczek grillowy,
tutejszych placuszkow ryzowych czy wspomnianego juz przeze mnie barwnego ryzu. Dobrze zostawic sobie chwile na potajemne sledzenie Buyi, tak innych od Hanow. No i dobrze miec czas, by przyjrzec sie slicznemu skansenowi mlynow wodnych, o ktorych na pewno jeszcze napisze.

2012-03-24

przysmaki Luopingu 羅平美食

W Luopingu za najwiekszy przysmak uchodzą smażone kwiaty/łodygi rzepaku, a także przyrządzane w formie sałatki młodziutkie jego pędy. Na pędy się nie załapałam, ale łodygi, owszem, zostały nam podane.
W smaku przypominają trochę łodygi wilca wodnego, czyli rośliny o pustym sercu 空心菜. Wystarczy usmażyć z dużą ilością czosnku i odrobiną soli.
Poza tym uraczono nas również tradycyjnym kleikiem z białego grochu 稀豆粉 z “podłużnymi pączkami” youtiao 油條,
który jest wschodnioyunnanską potrawą polecaną w upały, a także zupą mięsno-pochrzynową
(pochrzyn chiński jest w tych rejonach uważany za istne panaceum, więc dodaje się go do gorących kociołków i zup).
Jedną z największych atrakcji jest tu 花米飯 (barwny ryż),
nierozerwalnie związany z żyjącą tutaj mniejszością Buyi. Z okazji księżycowego święta „Trzeci trzeci” 三月三 (w tym roku przypada dokładnie jutro), obchodzonego tutaj jak nasz śmigus-dyngus, a pełniącego funkcję Nowego Roku, przygotowują oni prawdziwą ucztę: w każdym domu świnio- i owcobicie daje początek wielodniowej zabawie, podczas której wioski się wyludniają, bo mieszkańcy gnają nad rzekę. Nad rzekami zaś polewają się wodą przy pomocy zmyślnych „wodnych pistoletów” z bambusa,
ścigają się na bambusowych katamaranach, śpiewają piosenki i jedzą właśnie nasz barwny ryż. Skąd jednak się wzięła ta nietypowa a piękna potrawa? Legend jest tyle, ile ziaren piasku na pustyni. Mnie do gustu najbardziej przypadła wersja poniższa.
Dawno, dawno temu, w pewnej wiosce zamieszkały trzy siostry, bowiem tak się złożyło, że powychodziły akurat tam za mąż. Pędziły życie beztroskie i pełne radości, bowiem wszystkim trzem urodzili się chwaccy synowie. Razu pewnego ojciec naszych kobitek postanowił wybrać się do ich wioski zobaczyć wnuków. Zaczęły się oczywiście kłócić, której jako pierwszej przypadnie zaszczyt ugoszczenia ojca. Ten, obżartuch pierwszej wody, powiedział, że trzeciego dnia trzeciego miesiąca na rozstaje przed wioską winny jego córki przynieść najsmaczniejsze potrawy, jakie potrafią wykonać z kleistego ryżu. Której zdolności kucharskie zdobędą żołądek i serce tatusia, do tej uda się on najpierw w gościnę. Dnia owego pierwsza siostra usmażyła placki ryżowe 油團. Druga upiekła ciastka ryżowe ciba 糍粑, a trzecia przygotowała pięciokolorowy ryż. Mieniący się w słońcu wielokolorowy ryż, pachnący kwiatami i słodki w smaku najbardziej przypadł do gustu naszemu łasuchowi, więc wybrał się on w gościnę właśnie do trzeciej, tak pomysłowej, córki. A plemię Buyi odtąd każdego roku przed „trzecim trzecim” przygotowuje barwny ryż, by ugościć godnie krewnych i przyjaciół.
„Zafarbować” ryż nie jest łatwo. Czarny kolor uzyskiwany jest z kory młodziutkich pędów klonu, które po zmiażdżeniu moczone są w wodzie przez co najmniej dobę. Kolor żółty można otrzymać z liliowca, wbrew pozorom rdzawego a nie żółtego, ale także z choćby gardenii jaśminowatej, które to kwiatki trzeba wyciskać, moczyć itp. O ileż to bardziej skomplikowane niż nasze barwienie ryżu szafranem!
Kolor czerwony i fioletowy można otrzymać z rośliny bliżej mi nieznanej, gatunku azjatyckiej trawy zwanej z łacińska Spodiopogon cotulifer (po chińsku jest to po prostu “czerwono-niebieska trawa” 紅藍草); kolor uzyskanego barwnika będzie się różnił w zależności od wyglądu liści, z których się go przygotowuje.
Tradycyjny „barwny ryż” był więc pięciokolorowy: biało-czarno-żółto-czerwono-fioletowy. Jednak, jako że lud Buyi rozprzestrzenił się w kilku prowincjach i w kilku klimatach, istnieją też ryże niebieskie, różowe itd.
Po zabarwieniu ryż można wysuszyć i przechowywać czas jakiś. Jeśli zdarzy Wam się taki ryż kupić, pamiętajcie, że nie można go po prostu ugotować – kolory się wymieszają i rozmemłają. Trzeba go wiec najpierw namoczyć w zimnej wodzie przez przynajmniej pół godziny, a potem ugotować na parze. Można go też usmażyć w głębokim tłuszczu – jest pyszny, ale okrrrrropnie tłusty i niezdrowy, więc tym razem odpuściłam...
Tradycyjnego żarcia jest w Luopingu oczywiście znacznie więcej, ale myśmy tam byli zaledwie trzy dni, więc resztę odkryję - mam nadzieję - następnym razem...

2012-03-22

羅平 Luoping

Luoping, położony we wschodnim Yunnanie, to województwo na styku trzech prowincji: Yunnanu, Guizhou i Guangxi. Jest znany z pięknych widoków, jak choćby nad Wodospadami Dziewięciu Smoków 九龙瀑布, z... ekhm... raftingu na Rzece Duoyi 多依河 (odchrząknięcie jest związane z faktem, że zwykły rafting można zaliczyć do sportow ekstremalnych, a akurat na tej rzece to raczej nie bardzo), czy uroczych Pagórków Złotego Kogucika 金鸡孤峰群, a także z lokalnych produktów, takich jak papierosy czy miód. Ale to nie wyżej wymienione atrakcje przyciągają tysiące turystów. To rzepak.
Pola rzepaku, idące w tysiące hektarów, w porze kwitnienia, czyli mniej więcej w połowie marca, zmieniają się w prawdziwe „Morze Żółte”.
Najpiękniejsze są pola tarasowe, zagospodarowane na wzór tych ryżowych, pełne kwiecia.
Pojechałam, zobaczyłam i... zakochałam się oczywiście – bo też od tej nasyconej żółci aż oczy bolą, ale w taki przyjemny, słoneczny sposób.
W Luopingu są górki. Malutkie, trochę większe, trochę takich, po których ciężko by się było wspiąć – są pionowe i gładkie. Gory zajmują prawie 80% powierzchni Luopingu, ale zazwyczaj nie są wysokie – najwyższy szczyt, Biały La 白腊 wznosi się na niecałe 2500 m. n.p.m., co w moim regionie jest raczej malutką górką. Jest tu sporo rzek (kolo 25) z malowniczymi wodospadami, które nawet podczas obecnej suszy nie wysychają – jest to bodaj najbardziej deszczowa i wilgotna z yunnańskich krain. Luopińczycy chętnie korzystają z rzek - niemal na każdym brzegu można znaleźć hydroelektrownię.
Mieszka tutaj sporo grup etnicznych, zajmujących się zgodnie z tradycją głównie uprawą roli; tutejsze bataty, imbir czy nasiona miłorzębu dwuklapowego słyną w całym Yunnanie. Jeśli chodzi o inne słynne produkty, to popularne jest tu powiedzenie, że Luoping to „trzy żółci” (imbir, rzepak, miód) i „trzy biele” (owoce miłorzębu, bataty o jasnym miąższu, pączki herbaciane) oraz trzy tradycyjne dania: barwny ryż, placki ryżowe, a także grzyby podobne do naszych czubajek, zwane tutaj „kurzymi jodłami” 雞樅.
Wróćmy jednak do naszego przepięknego rzepaku. Po pierwsze: właśnie jest sezon. Marzec to najlepszy czas na odwiedzenie Luopingu. Chcąc strzelić udane foty, warto wybrać się w kilka miejsc: wspiąć na któryś z pagórków Złotego Kogucika 金雞峰,
odwiedzić pola tarasowe 梯田, no i nasze wielkie atrakcje turystyczne, czyli Wodospad Dziewięciu Smoków i Rzekę Duoyi. Ale o tym to już następnym razem. A tymczasem - moje małe moi:
Nie tylko mnie się Luoping spodobał. Zachwycał się nim przecież już Xu Xiake, jeden z najważniejszych chińskich podróżników i geografów. On był w Luopingu w 1638 roku, za czasów dynastii Ming; ja prawie 400 lat później. A zachwyt pozostaje taki sam.