Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yunnan University 雲南大學. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yunnan University 雲南大學. Pokaż wszystkie posty

2026-03-11

sakura!

Bardzo się cieszę, że semestr wiosenny zaczyna się właśnie w porze kwitnienia wiśni. Dzięki temu obowiązkowe spacery przez kampus w drodze do pracy stają się wspaniałym doznaniem estetycznym. Jak tu być smutną, kiedy świat taki piękny?
W związku z wizytą gości wybraliśmy się również na Górę Yuantong, jednak tłum był tak gęsty, że nie udało mi się strzelić prawie żadnych fot. Szybko się ewakuowaliśmy, nie chcąc zostać zdeptanymi.

A od poniedziałku zaczęło lać, jest szaro, zimno i smętnie. Ugh. Ja wiem, że roślinkom należy się trochę wody, ale szare niebo naprawdę nie pomaga w zachowaniu dobrego humoru...

2026-02-07

kwiaty moreli 梅花

Wybrałyśmy się z koleżanką do niezastąpionego parku przy Stawie Czarnego Smoka, by podziwiać kwiaty śliwy. To znaczy kwiaty moreli, ale ponieważ na całym świecie są znane jako kwiaty śliwy... Nie zawsze upieram się przy morelach, choć wikipedia jest jednoznaczna pod tym względem. Anglojęzyczni są sprytni: wymyślili sobie śliwę, a gdy okazało się, że to jednak morela, dodali po prostu "chińska" - i od razu wiadomo, że Chińczycy są dziwni, a nie oni, nadający niewłaściwe nazwy ;)  A oczywiście w języku polskim funkcjonuje jako morela "japońska", jak dziesiątki innych roślin ewidentnie pochodzących z Chin, a w Polsce traktowanych jak wynalazek japoński. Grrr. 
Do meritum: do parku tego przesadzono setki drzewek pochodzących z Morelowego Zaułka w centrum miasta i cały czas dosadza się nowe. Dzięki temu powstał tu kojący ciało i duszę morelowy ogród, który od połowy stycznia aż do marca obłędnie pachnie, wspaniale wygląda i jest idealnym miejscem wczesnowiosennych przechadzek. Rokrocznie odbywa się tu Święto Morelowych Kwiatów - dlatego warto się tu wybrać w dzień powszedni, kiedy jest choć trochę mniej ludzi.



















Kiedy patrzę na kwitnące morele, przypomina mi się słynne powiedzonko przypisywane tangowskiemu mistrzowi buddyzmu chan Huangbo Xiyun
不是一番寒彻骨, 
Gdyby nie ten mróz, który przenika aż do szpiku kości 
怎得梅花扑鼻香 
Jak miałbyś zaznać kwiatu moreli wonnej słodkości? 

Czyli: konieczne są te wszystkie trudności, by zaznać piękna, dobra, sukcesu - jak zwał tak zwał. Wszystko, przez co w życiu przechodzimy, jest Drogą. A droga nie może być łatwa. Nie bez kozery właśnie temu mistrzowi, bodaj najbardziej taoistycznemu ze wszystkich buddystów, przypisuje się akurat to powiedzenie...
To, że przypominam sobie właśnie to powiedzenie, zapewne związane jest z dość kryzysową sytuacją, która nas dopadła: Tajfuniątko dopadło atypowe zapalenie płuc. Przez tę atypowość odkryliśmy, że to nie zwykły kaszel, tylko coś poważniejszego, dopiero po trzech tygodniach, gdy przyplątało się zakażenie krzyżowe. W związku z tym niemal zamieszkaliśmy w szpitalu, łącząc opiekę nad małą z własnymi obowiązkami. Całe szczęście ja mam już przerwę śródsemestralną, ale ZB nadal pracuje. A w dodatku szpital zaczął się... w trakcie pierwszej od tuzina lat wizyty Taty. Nie chcąc, by Tato miał styczność ze szpitalem, a jednocześnie pragnąc spędzić z Nim jak najwięcej czasu, dokonywaliśmy z ZB cudów graniczących z teleportacją ;)
Ale teraz przychodzi powoli czas na wonną słodkość kwiecia moreli: wczoraj wyprawiłam zdrowego i zadowolonego z pobytu Tatę do domu, a Tajfuniątko może już przespać prawie całą noc bez kaszlu. Po tygodniu mrozu przenikającego nas aż do szpiku kości możemy odetchnąć z ulgą. 
Czego i Wam życzę.

2025-03-15

wiśnie na kampusie Yundy w Chenggong

Tak samo, jak w roku ubiegłym, niemal jednocześnie zakwitły mikrojabłonie i wiśnie. Ponieważ w tygodniu wszyscy jesteśmy okropnie zajęci, a w weekendy wszystkie wiśniowe miejscówki są oblegane zarówno przez tubylców, jak i przez turystów, postanowiłam zabrać rodzinę tam, gdzie tłumów na pewno nie będzie - czyli do mnie do pracy. Gdy ZB skończył już dręczyć swego ucznia, tuż po obfitym brunchu, spakowaliśmy się więc do mojego pracowego autokaru i w wielkiej wygodzie (autokar był pustawy, boć to niedziela) pojechaliśmy na wycieczkę. Wysiedliśmy tuż za bramą uniwersytecką, ponieważ właśnie tu zaczyna się śliczna alejka wiśniowa:
Alejka prowadzi krętą dróżką do pawilonu na szczycie pagórka, z którego rozpościera się uroczy widok na jezioro:
Och, jaka wolność, pustka i cisza! W życiu nie byłam w tak pustym chińskim parku. Wiem - technicznie rzecz biorąc to nie park a kampus, jednak zaaranżowany jest tak, że można spacerować dobrą godzinę nie natykając się na żadną salę wykładową. Tajfuniątko było przeszczęśliwe - turlała się po stokach, szalała wokół jeziora, biegała ile wlezie... ZB niespokojnie wodził za nią wzrokiem, jednak ja spędziłam popołudnie z przyjemną lekturą, w piknikowej atmosferze i przy idealnej pogodzie. Tak to ja mogłabym tam jeździć codziennie! 
W drodze na kolację odkryliśmy też starodrzew najsłynniejszych chenggońskich perłowych gruszek:
To było bardzo przyjemne popołudnie. Tajfuniątko już zapowiedziało, że musimy tam jeździć w każdy ładny weekend, bo jeszcze tyyyyle do odkrycia!...