Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erhai 洱海. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erhai 洱海. Pokaż wszystkie posty

2020-04-07

Targowisko Trzeciego Miesiąca 三月街

W Dali to wcale nie obchody noworoczne robią największe wrażenie, a uroczystości, które się zaczynają piętnastego dnia trzeciego miesiąca księżycowego - czyli właśnie dzisiaj. Nazywają się - tłumacząc dosłownie z chińskiego - Ulica Trzeciego Miesiąca, ale chodzi tu o ulicę w znaczeniu targowiska - w yunnańskich dialektach uczestnictwo w dniach targowych zowie się 赶街 (wym. gangai) czyli dosłownie "spieszyć [na] ulicę" - bo rolnicy wystawiali produkty i stragany usługowe wzdłuż jednej, zazwyczaj najważniejszej, ulicy danej wioski - tak jak do dziś wygląda to w np. w Shaxi. Ciekawostką językową jest to, że dzisiejsi mieszkańcy sześciomilionowego Kunmingu kiedy idą na targ, też mówią, że idą gangai, choć idą na trwałe, codzienne targowisko, a nie stragany rozstawiane raz w tygodniu... Święto ma zresztą kilka nazw, m.in. targowisko Awalokiteśwary 观音市 - ale o tym później.
Wróćmy do Dali. Choć w samej nazwie jest targowisko - i faktycznie, szeroko pojęty handel jest immanentym elementem obchodów - to świąteczny czas jest jednocześnie  czasem występów artystycznych, spotkań towarzyskich i wielkiej radości - taki karnawał, trwający od siedmiu do nawet dziesięciu dni. Od 2008 roku Uroczystości Trzeciego Miesiąca znajdują się na krajowej liście niematerialnego dziedzictwa. Najwyższy czas, by tam trafiły, skoro zaczęły być popularne już w czasach Państwa Nanzhao, kiedy to w Chinach panowała dynastia Tang.

A było to tak:
Na brzegu Jeziora Erhai mieszkał młody rybak z grupy etnicznej Bai - nazwijmy go A-shan. Wieczorami łowił on ryby w świetle księżyca, a czas zabijał brzdąkając na sanxianie i śpiewając rybackie pieśni. Głos jego, słodki i mocny, niósł się aż do Smoczego Pałacu. Tam usłyszała go smocza córka A-xiang. Zachwycona, podpłynęła do łódki rybaka i tak oto A-shan znalazł żonę. Piętnastego dnia trzeciego miesiąca księżycowego, czyli w samą pełnię, na księżycu odbywa się wielkie targowisko, na którym spotykają się wszyscy bogowie i nieśmiertelni, przy okazji robiąc sprawunki. A-xiang chciała pokazać to cudne targowisko mężowi, więc, przemieniwszy się w żółtego smoka, wzięła go na swój grzbiet i pospieszyła na targ. Kiedy dotarli do Księżycowego Pałacu, wraz z Chang'e i Wu Gangiem wspólnie zwiedzili Targowisko Księżycowej Poświaty ocienione fikusami, pełne wszystkiego, czego dusza pragnie. Gdy wrócili do wioski, A-shan opowiedział o wszystkim swym bliskim, a oni postanowili, że zmałpują księżycowy zwyczaj. U podnóży Gór Błękitnych posadzili trzy wielkie fikusy i postanowili, że co roku piętnastego dnia trzeciego miesiąca będą urządzać jarmark.
Inna opowieść wiąże targowisko z buddyzmem i z podziękowaniem Awalokiteśwarze (Guanyin) za ocalenie Dali przed napaścią. Istnieje również wersja mówiąca, że Awalokiteśwara właśnie piętnastego dnia trzeciego miesiąca przybył do Dali przynosząc święte księgi - dlatego wszyscy dalijscy buddyści tego dnia modlą się, recytują sutry i składają ofiary, a we wszystkich świątyniach odbywają się odpusty 庙会. Początkowo tego dnia miały się tylko odbywać uroczystości religijne i składanie ofiar, ale z czasem przy okazji zaczęto prowadzić handel. 
Uroczystości te były tak interesujące, że pisali o nich wielcy chińscy podróżnicy, nawet Xu Xiake*. Nic dziwnego. To tutaj chińscy i birmańscy władcy zaopatrywali się w... konie. Miały mieć one solidne kopyta, mogły unosić wielkie ciężary, a i galop przychodził im z łatwością**. Sam cesarz Gaozong zaopatrywał się tu w setki koni - to na ich grzbietach pędziła cesarska armia przeciw Dżurdżenom. Można znaleźć notatkę, że razu pewnego cesarz Song nabył tu pięćset koni, z których trzysta podarował Yue Feiowi, a dwieście Zhang Junowi***. Nic więc dziwnego, że skoro takie handle na dużą skalę tu odchodziły, jedną z ważnych części obchodów były wyścigi konne i konne targowisko.
Za dynastii Qing targ Trzeciego Miesiąca był już tak znany, że pojawiali sie tu kupcy z bardzo wielu prowincji oraz z krajów ościennych, liczeni w setkach tysięcy ludzi. W sprzedaży oprócz koni były lekarstwa i zioła, a także herbata, jedwab, wełna, drewno, porcelana, metale...

昔时繁盛几春秋,
Z dawien dawna kwitnie wiosną i jesienią
百万金钱似水流。
Miliony płyną jak woda.
川广苏杭精巧货,
Najdoskonalsze towary z całego kraju****
买卖商场冠亚洲。
na najlepszym targu Azji. 

Tak o tym targowisku pisał w Wierszu o Gałązce Bambusa podczas Targowiska Trzeciego Miesiąca 三月街竹枝词  Li Xiexi 李燮羲, poeta i muzyk, jeden z pierwszych Yunnańczyków, który pojechał na studia do Japonii. A wiedział, o czym pisze, bo sam był Bajem pochodzącym z Dali.
A potem nastał XX wiek. Tradycja zamarła. Zaczęła się odradzać - ale już jako ciekawostka turystyczna, a nie prawdziwe targowisko z wielkiego zdarzenia - w latach '90 XX wieku, gdy władze pozwoliły się miastu "otworzyć na świat" i gdy zaaprobowały wznowienie obchodów uroczystości Trzeciego Miesiąca.
Dziś w czasie obchodów nacisk jest oczywiście na sprzedawanie "techanów" 特产 czyli produktów lokalnych - ziół, srebra, cukrzonych płatków róż, szynki yunnańskiej, tutejszych herbat, bajskich farbowanych tkanin, marmuru, orzechów, "mlecznych wachlarzy", śliwek, jianchuańskich dzieł rzeźbionych w drewnie - ale też produktów z całych Chin, a nawet z innych krajów azjatyckich. 
Drugim ważnym aspektem są występy oraz zawody sportowe - poza wyścigami konnymi jest też strzelanie z łuku, zapasy, sztuki walki, sporty intelektualne czyli szachy i tego typu gry. Występy to przede wszystkim przedstawienia zespołów ludowych - tańce smoka czy lwa, śpiewy i tańce ludowe i tak dalej. 
Po trzecie: jest to nieustający piknik. Jeśli chcecie popróbować bajskiej herbaty, ryby z kamiennego gara, mlecznych wachlarzy, dalijskich "grawerowanych" śliwek, kurczaka smażonego z pigwowcem czy innych bajskich przysmaków, to jest najlepsza okazja.
Po czwarte: Dali jest przepięknie ozdobione - lampiony, kwiaty, co sobie wymarzycie. 
Dalijczycy z okazji tego święta mają aż pięć dni wolnego - więc na ulicach są tłumy, zarówno tubylców, jak i przyjezdnych. I to jest właśnie powód, dla którego - choć chciałabym pouczestniczyć w tych obchodach, pewnie nigdy się na to nie zdecyduję. Jak ja nienawidzę ścisku i hałasu!...

Na deser mam dla Was ciekawą legendę, która jeszcze inaczej tłumaczy, skąd się wzięło Targowisko Trzeciego Miesiąca.

Ponoć dawno temu żył sobie pewien tyran, który chciał osiągnąć nieśmiertelność. Uwierzył słudze, który twierdził, że jedynym sprawdzonym sposobem jest spożywanie ludzkich oczu - i odtąd codziennie zjadał parę gałek ocznych. Biada podwładnym! Nikt nie znał dnia ani godziny, gdy na życzenie tyrana zostanie oślepiony. Nieśmiertelności pewnie i tak by nie uzyskał, ale ludność musiałaby nadal cierpieć, gdyby nie śmiałek, który podstępem zaprowadził tyrana do podnóża Gór Błękitnych, a potem przywołał Boskiego Psa 神狗, który rozerwał tyranowi gardło, wypił jego krew do ostatniej kropli i przywrócił spokój i bezpieczeństwo ludowi Bai. Odtąd każdego roku od piętnastego do dwudziestego dnia trzeciego miesiąca księżycowego wszyscy zbierają się u podnóża Gór Błękitnych, by tańcem i śpiewem upamiętnić piękny czyn Boskiego Psa. Te właśnie obchody przerodziły się w nasze święto.
 
*wpis o nim już się pisze. 
**"蹄质坚实,善于驮负, 尤善驰骤"
***"以三百骑赐岳飞,二百骑赐张浚" 
****川广苏杭 czyli Sichuan, Kanton, Suzhou i Hangzhou.

2014-11-16

Jeleniogęsia Góra 鹿鹅山

Jedziemy sobie nad tym naszym wspaniałym Jeziorem Erhai, jedziemy, podziwiamy widoki. Nagle przez okno ujrzałam fragment jakiegoś typowo chińskoświątynnego dachu. Wrzasnęłam na Zhanga, żeby się zatrzymał i wyskoczyłam sprawdzać, czy aby mi się nie sfatamorganiło. Na początku ujrzałam... kozy.
Całe szczęście nie były agresywne, bo mogłabym zejść z wyznaczonej ścieżki. Nie zeszłam jednak i zostałam nagrodzona świątynią, pięknie usytuowaną na cypelku.
Mało tego! Okazało się, że stare, zakręcone schodki prowadzą prosto na brzeg. A na brzegu takie widoki:
Ślicznie, prawda?
Na brzegu okazało się, że i tutaj składane były dary dla Jeziora.
Bardzo mnie uśmiechnęło to, że ofiary dla bóstw buddyjskich nie ograniczyły się do spalania fałszywych pieniędzy:
Prześliczne miejsce. Gdyby nie gonił nas czas, chętnie bym tam usiadła z książką/papeterią i, ciesząc oczy pięknym widokiem, zapomniałabym na chwilę, że jestem kunminianką...
Co to w ogóle za miejsce? Jak tam trafić? Jest to położona niedaleko miasteczka Wase, we wsi Kanglang 康廊村, Jeleniogęsia Góra. To właśnie tutaj w latach 1938-1940 prowadzili badania archeolodzy Wu Jinding i Zeng Zhaoyu. Znaleźli liczne kamienne, miedziane i gliniane artefakty: kamienny topór w kształcie trapezu, takiż ciesak, turkusową biżuterię, miedziane miecze, włócznie i topory wojenne, a także gliniane kociołki i inne naczynia. Badania ujawniły, że najstarsze artefakty pochodzą już z neolitu; część datowana jest też na czasy dynastii Han.
I tutaj informacje się urywają. Chętnie dowiedziałabym się, dlaczego zamiast kontynuować wykopaliska, postawili Chińczycy obok autostradę. Chętnie dowiedziałabym się również, gdzie te artefakty można pooglądać, chociażby na zdjęciach. Chętnie dowiedziałabym się, czy pasowały stylem do ówczesnych przedmiotów proweniencji chińskiej, czy wyglądają raczej na spokrewnione z Tybetem albo Tajlandią. Mam milion pytań i - na razie - żadnych odpowiedzi. Ale obiecuję, że będę szukać.
A samą świątynkę polecam; wspaniałe miejsce, by odpocząć, posłuchać szumu fal i nacieszyć się soczystą zielenią.

2014-11-11

开光 i stała się jasność

W mojej pierwszej świątyni bendżu spotkałam posągi bendżu z zasłoniętymi twarzami:
Żeby jeszcze chusteczka była biała, mielibyśmy istnego Zbyszka z Bogdańca. Turkusowa Ciocia zapytała, dlaczego chłop w welonie. Miałam pewne podejrzenia, ale wolałam sprawdzić. I... tak! To dlatego, że posąg był nowy, jeszcze przed "otwarciem światła" czyli przed uroczystym namalowaniem oczu przez doświadczonego kapłana. To tradycja mocno zakorzeniona w chińskim buddyzmie, taoizmie, a także na przykład w japońskim onmyōdō. Nie wiedziałam, że zwyczaj ten trafił również do Bajów. W skrócie chodzi o to, że przed ceremonią wzrok bóstwa jest zamroczony i zanieczyszczony, tak samo jak wzrok wszystkich ludzi. Dzięki "otwarciu światła" bóstwo zyskuje wzrok i tym samym prawdziwy wgląd w świat doczesny, a co za tym idzie - moc.
Ceremonie takie znane są już ponad tysiąc lat. Ich przebieg różni się w zależności od rangi bóstwa, rangi świątyni, a także - położenia geograficznego. Zazwyczaj jednak składa się z kilku podstawowych elementów:
*palenia nieprawdopodobnej ilości trociczek i papierowych darów
*tłuczenia w tradycyjne instrumenty perkusyjne
*zapraszania danego bóstwa, by raczyło zamieszkać w figurze.
To ostatnie zadanie spada na opata/przeora/innego wysokiego rangą mnicha danego wyznania, który inkantacjami przywołuje bóstwo. Jednocześnie dzierży on w dłoniach farby, pędzel, a czasem i lusterko, by po "otwarciu oczu" bóstwo mogło się sobie przyjrzeć. Co ciekawe, czasem otwarcie samych oczu nie wystarcza - "otwiera" się także uszy i inne otwory w głowie. Zobaczcie sami:

No i właśnie nasz bendżu znad Erhai nie miał jeszcze otwartych oczu, dlatego zarzucono mu na głowę welon. A że czerwony zamiast białego? Cóż. Białe welony są przereklamowane.

2014-11-10

region Dali kulinarnie

Chińczycy podróżują brzuchem i językiem. Z każdej wycieczki przywożą tradycyjne przekąski danego regionu/miasta. Próbują lokalnego żarcia wprawdzie głównie po to, żeby ponarzekać - bo przecież nic nie równa się z ich własną regionalną kuchnią! - ale jednak próbują. Co bym polecała podczas wycieczki do Dali? Oto dziesięć dalijskich specjałów wartych spróbowania:
1. "Mleczne wachlarze"
czyli bajski ser podpuszczkowy, świetny pieczony bądź smażony w głębokim tłuszczu. Pisałam już o nim przy okazji Osiemnastu Dziwactw Yunnanu.
2. Makaron erkuajowy z rozgotowanym mięsem 𤆵肉饵丝
Brzmi niezazbytnio, prawda? Zapewniam jednak, że ten nietypowy makaron, podany z wieprzowiną, która była dłuuugo duszona w wywarze na giczy wieprzowej, a także z samym wywarem, doprawiony różnoraką zieleniną, kiszonkami i chilli - jest pyszny. Jest to danie śniadaniowe/lunchowe, sycące i rozgrzewające.
3. Dalijski kiszony czosnek
Kiszony w occie ryżowym i sosie sojowym, z dodatkiem (a jakże!) chilli - jest przepyszny!
4. "Żabia skórka"
czyli mech, przyprawiony po bajsko-hanijsku i podany jako przystawka. Palce lizać! Już zresztą o nim pisałam :)
5. Kłącze ostrudy mandżurskiej
Smażone z czosnkiem, wspaniały smak!
6. Suszone wiatrem wędzonki bajskie
Nawet po prostu usmażone z cebulą są rewelacyjne; dodane do dowolnej innej potrawy - są jeszcze lepsze...
7. Ryby i inne "owoce morza" z Jeziora Erhai
Świeże, wspaniale zrobione. Mogą być duże i małe, smażone albo w zupie. Obojętnie. Smak jest zniewalający. Na zdjęciu wspaniała zupa rybna.
8. Karbieniec jasny
Cudne warzywo, najlepsze smażone w głębokim tłuszczu - smakuje jak czipsy. Jeszcze o nim napiszę :)
9. Persymonowe ciasteczka
Dalijska specjalność. Już kiedyś o nich pisałam :)
10. Placki z Xizhou
Smacznego!

2014-11-07

Świątynia bendżu w Wase

Okrążając śliczne Jezioro Erhai, odwiedziliśmy całkiem sporo wioseczek. Wśród biednych budyneczków miasteczka Wase 挖色 znaleźliśmy kolejną świątynię bendżu. Ta, poza własnym bendżu, postawiła w bocznym ołtarzu Boga Bogactwa. Ciekawe, jak postać z panteonu taoizmu ludowego poprzez buddyzm trafiła najpierw do serc Chińczyków, a potem nieznanymi ścieżkami nawet do Bajów. Tak, wiem, teoretycznie Bajowie też są Chińczykami, ale takimi bardziej... jakby to powiedzieć... podrabianymi. Nawet po mandaryńsku mówią (w większości) niewiele lepiej ode mnie, tacy z nich udawani Chińczycy.
Wracając do świątyni: skoro jednym z czczonych tu bóstw jest Bóg Bogactwa, to jak wyglądają modły? Otóż, moi drodzy, gra się tu w madżonga!
No dobra, gra się pewnie dlatego, że na krużgankach świątynnych łatwo znaleźć kawałek cienia i odrobinę spokoju; z modłami nie ma to nic wspólnego, bo do modłów nadal służą trociczki i inne łatwopalne przedmioty. Ale fakt - świątynia z madżongiem mnie zaskoczyła.
Drugim zaskakującym elementem był napis na ścianie: jeśli będziesz tu sikał, będziesz musiał zapłacić kuaika kary. Ale... publiczna toaleta kosztuje zaledwie połowę mniej - i żadnej nie ma w okolicy...
A potem już tylko te elementy, które wydają się być wspólne tym świątyniom - okołowodne stworzenia na dachach, zamiast poczciwych chińskich smoków, złocone, pstrokate figury i my - jedyni turyści w okolicy :)

2014-11-04

drzewa rosnące w jeziorze :)

Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki zaprojektowano wybrzeże Erhai:
Klomby wewnątrz jeziora, z drzewami posadzonymi w środku, dają różny efekt podczas przypływu i odpływu (tutaj wersja okołoburzowa z drzewami wystającymi z wody); dla mnie drzewa "wyrastające" z wody są zupełnie absolutnie magiczne :)
Nie mniej magiczna była dla mnie... krowa, która brodziła po wymiona w wodzie, by skubnąć trawy, rosnącej obficie na błotnisto-bagiennym brzegu:

2014-10-29

红山本主庙 Świątynia bendżu Czerwona Góra

W północnowschodniej części wybrzeża Jeziora Erhai mieści się małe miasteczko Dwie Werandy 双廊. Miasteczko jest niepozorne; właściwie niczym by się nie wyróżniało, gdyby nie było miejscem opatrzonym bodaj najpiękniejszym widokiem na Erhai i Góry Błękitne.
Być może właśnie ze względu na wspaniały widok Bajowie (nawet dziś stanowiący ponad 4/5 ludności) wybudowali tu wioskę.
Jak wiadomo, gdzie Bajowie, tam bendżu. Stąd w Shuanglang piękna świątynia bendżu, o miłej dla ucha nazwie Czerwona Góra. Świątynia ta ma trzech bendżu: dziadka, ojca i syna: Wang Shenga 王盛, Wang Le 王乐 i Wang Lekuana 王乐宽. Wszyscy trzej są bajskimi bohaterami z czasów Królestwa Nanzhao - walczyli bowiem z chińskimi najeźdźcami czyli generałami z czasów dynastii Tang: Xianyu Zhongtongiem 鲜于仲通 i Li Mi 李宓. Ponoć pierwszy z nich, Wang Sheng, który poświęcił życie, by bronić swego ludu, zmienił się po śmierci w zielonego węża ze znakiem Wang 王 na głowie. Niestety, nie wiadomo, kiedy powstała pierwsza świątynia bendżu pod tym wezwaniem. Możemy jednak przypuszczać że przez wieki samo ułożenie architektoniczne nie bardzo się zmieniło. Mamy więc w świątyni scenę nad bramą, skrzydło zachodnie i wschodnie, salę główną i salę wschodnią.
Wszystkie najważniejsze święta rybackie i bajskie to właśnie tutaj są obchodzone najhuczniej. Najwspanialszą zaś i najdłuższą imprezą jest Zabawa z Morzem (bardzo swobodne tłumaczenie 耍海会). Zabawa trwa cały miesiąc, od 23 dnia siódmego miesiąca księżycowego do 23 dnia ósmego miesiąca, czyli na przykład w tym roku - od 18 sierpnia do 16 września. Tak się złożyło, że i my trafiliśmy do Dali i okolic, gdy święto jeszcze trwało w najlepsze, a okoliczna ludność zawzięcie składała co dzień ofiary. Szkoda jednak, że nie wylądowaliśmy w Dali wcześniej, ósmego dnia ósmego miesiąca, kiedy odbywa się największa feta, na którą przybywają tysiące ludzi z okolicznych wiosek (plus stada reporterów - na przykład tutaj można pooglądać fotorelację). Naoglądalibyśmy się wtedy tańców, hulanek i swawoli, setek Bajów w ludowych strojach; pewnie nawet moglibyśmy się upić lokalną wódką, która się naonczas leje strumieniami. Kibicowalibyśmy też podczas regat - już za czasów dynastii Qing pisał Shi Fan, że "23 dnia siódmego miesiąca nad Jeziorem Er odbywają się Smocze Wyścigi; dnia tego z odległych o setki li wiosek przybywają łodzie, małe i duże, by pomodlić się w erhajskiej świątyni [...]. Pływają wszyscy, bez względu na pozycję społeczną, stan posiadania, wiek czy płeć". Czemu jednak to wszystko miało służyć? Ależ "otwarciu morza" - czyli inaczej rozpoczęciu sezonu rybackiego. W lecie pozwalano się rybom rozmnożyć i podrosnąć; nie bez znaczenia było to, że latem trzeba się było opiekować ziemią. Tuż po zbiorach można było rozpocząć połowy. Właśnie dlatego, o czym już wspominałam, składa się ofiary i dla bendżu, i dla jeziora.
My odwiedziliśmy świątynię, gdy obchody "otwarcia morza" miały się już ku końcowi. Zaledwie kilka osób przyszło do świątyni i na brzeg złożyć ofiarę.
Ciekawostką było dla mnie, że ofiary składano również w świątynnej bramie:
A bodaj najbardziej wzruszającymi elementami wyposażenia świątyni były:
czyli ślubna lektyka i stary stół do chińskich szachów...
Ciekawe, jak się tu ładnie splatają tradycje chińskie - lampiony, dachy - z tybetańskimi - kolorowe chorągiewki i rdzennie bajskimi. Chętnie bym poobserwowała taką świątynię dłużej, notując zawzięcie wpływy buddyjskie i rdzennie chińskie na lokalną tradycję...