Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nanzhao 南诏. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nanzhao 南诏. Pokaż wszystkie posty

2026-10-24

Pięć Gór i Cztery Rzeki 五岳四渎

W poprzednim wpisie wspomniałam o tym, że trzeci król Nanzhao, Yimouxun, próbował zgapić od Chińczyków niektóre tradycje. Nie pojął na przykład, że Pięć Świętych Gór taoizmu stało się świętymi z racji tego, że były ważnymi taoistycznymi ośrodkami religijnymi i, biorąc tylko zwyczaj proszenia ziemi i nieba o błogosławieństwo i wsparcie, postanowił, że też wymyśli sobie góry, które się do tego nadają. Oczywiście w obrębie własnego państwa Nanzhao, czyli - z grubsza rzecz biorąc - w Yunnanie. Zanim jednak razem z Wami poszukam tych gór i przy okazji rzek (bo rzeki również były na swój sposób święte i po chińsku łączyło się je z górami w czteroznaku 五岳四渎), opowiedzmy sobie o tym proszeniu niebios o błogosławieństwo. 
Istniało specjalne sformułowanie 封禅 fēng shàn. Wbrew współczesnej intuicji pierwszy znak nie ma nic wspólnego z zamykaniem i ustanawianiem granic; jest nazwą rytuału - składania ofiary niebiosom. Drugi znak, tutaj czytany 禅 shàn, oznacza ofiarę dla ziemi. Zwróćcie uwagę na ten drugi znak 禪 [禅], później wykorzystany dla opisu buddyzmu zen, czytany po chińsku chán. Ceremonia fengshan była ceremonią dziękczynną w czasach pomyślności, którą odprawić musiał sam cesarz, najczęściej na górze Taishan. No a nasz król Nanzhao postanowił, że też chce dziękować niebiosom i ziemi, tylko jakoś na Taishan mu nie po drodze, więc on sobie wybierze inne pagórki. 
Wang Songben 王崧本 w swej nieoficjalnej kronice Nanzhao (南诏野史) pisze o tym, jak ród Meng zaprowadził pokój w całej krainie, wyznaczył święte góry i rzeki, przy okazji siebie mianując synem niebios, obdarowując tytułami siedemnastu mędrców i aż pięćdziesięciu siedmiu bogów gór (Yunnan faktycznie jest mocno górzysty, więc i bogów gór musiało być sporo). Dopiero później lud Naxi i inni mieszkający w państwie Nanzhao zaczęli wznosić świątynie i składać ofiary. Tak oto narodziły się ważne dla Nanzhao miejsca: 
  • Środkowa Święta Góra - Cangshan czyli Błękitne Góry w Dali 
  • Zachodnia Święta Góra - Gaoligong w Baoshan 
  • Południowa Święta Góra - Mengle między Yuxi a Pu'er 
  • Wschodnia Święta Góra - Wumeng z najwyższym szczytem Guniuzhai 
  • Północna Święta Góra - oczywiście Góry Nefrytowego Smoka koło Lijiangu. 
Z kolei Cztery Święte Rzeki, będące yunnańską odpowiedzią na Jangcy, Rzekę Żółtą, Rzekę Huai i Rzekę Ji, to kolejno Nujiang, Mekong, Heihui (dopływ Mekongu niedaleko Starego Miasta Lushi) i Jinsha, czyli górny bieg Jangcy. 
W ten oto cudowny sposób król Nanzhao uznał się za równego rangą chińskiemu cesarzowi, a swoje królestwo za całkiem niezależne: skoro ma swoje pagórki i rzeki do czczenia, to na co mu, u licha ciężkiego, chiński cesarz?... Porozmawiajmy więc sobie o tym aroganckim władcy. 
Yimouxun (異牟尋, 754–808) był synem Fengjiayi, który był synem Geluofenga, który był synem Piluoge, który założył Królestwo Nanzhao. Co ciekawe, był trzecim królem Nanzhao - tytuł przeskoczył nań prosto od dziadka - Fengjiayi zmarł przed swym ojcem. Yimouxun panował w latach 779-808. Był ponoć oczytany i utalentowany, zaś jego największym talentem był ten do ludzi. Gdy tylko objął tron, postanowił razem z Tybetańczykami napaść w sile stu tysięcy żołnierzy na region Shu, czyli dzisiejszy Syczuan, będący już wówczas częścią tangowskich Chin. Plan był taki, że w Shu będzie się znajdować wschodnia stolica Nanzhao. I choć chińskie wojska były znacznie mniej liczne, świetni generałowie i rewelacyjne wyszkolenie tangowskich żołnierzy sprawiły, że połączone siły Nanzhao i Tybetu poniosły dotkliwą klęskę. Klęska była tym dotkliwsza dla Yimouxuna, że Tybet ją wykorzystał przeciw Nanzhao: nadał Yimouxunowi tytuł Króla Wschodzącego Słońca 日东王... i obniżył status Nanzhao do państwa wasalnego, grabiąc bezlitośnie jego zasoby. Yimouxun starał się coś poradzić na ewidentne problemy państwa; najpierw przeniósł o parę kilometrów na północ stolicę, później zmodyfikował administrację, tworząc Dziewięć Shuangów i Trzy Tuo 九爽三托 - był to zbiór dwunastu kluczowych urzędów centralnych Nanzhao, które dzieliły między siebie zarządzanie wojskiem, ludnością, rytuałami, sprawiedliwością, kadrami, budownictwem, finansami, dyplomacją, handlem oraz hodowlą koni i bydła. Jednocześnie, gdy rosło społeczne niezadowolenie z ciężkich podatków i ucisku ze strony Tybetu, zaczął rozmawiać z Chińczykami o możliwym sojuszu z Tangami. Rozmowy wypadły tak dobrze, że Tangowie wraz z Nanzhao w 793 roku zaatakowali Tybet, zadając mu bobu - zdobyli szesnaście twierdz, pojmali pięciu królów i podporządkowali sobie sto tysięcy (!) ludzi! Kolejnego roku wraz z synem Xungequanem 寻阁劝 i posłem tangowskim Cui Zuoshi 崔佐时 udał się do świątyni boga góry Cangshan (czyli Środkowej Świętej Góry), by zawrzeć przymierze. Dobre intencje udowodnił... ścinając posła Tybetu, znosząc tytuł nadany przez Tybet i składając w ofierze złotą pieczęć otrzymaną od Tybetu. Odtąd Tangowie używali wobec kolejnych władców Nanzhao tytułu królewskiego 南诏王. Tybet zaczął podupadać, a Nanzhao rosło w siłę, jednocześnie coraz bardziej się sinizując. Yimouxun zaczął wysyłać dzieci arystokracji do Chengdu po nauki; wspierał wymianę kulturalną. Ten pomysł nie wziął się z niczego: sam był od dziecka gorliwie sinizowany. Przez kogo?
Zheng Hui 郑回 był pierwotnie chińskim urzędnikiem dynastii Tang w regionie Shu, który został pojmany przez Nanzhao. Król Nanzhao Geluofeng zamiast go zaciukać, docenił jego wiedzę i mianował nauczycielem rodziny królewskiej. Zheng Hui nauczał kolejno trzech następców tronu: Fengjiayi, Yimouxuna i Xunmengcou. Miał prawo karać ich cieleśnie - widać więc, że musiał mieć nieliche wpływy i cieszyć się dużym szacunkiem. Dlatego nie dziwi, że gdy Yimouxun wstąpił na tron, mianował go... hmmm... kanclerzem czy też premierem 清平官. Cieszył się on takim zaufaniem, że wszystkie sprawy państwowe były z nim konsultowane. To właśnie on namówił Yimouxuna do zerwania sojuszu z Tybetem i nawiązania pokojowych relacji z Tangami. 
Gdy nastąpiło to pojednanie, Yimouxun wielokrotnie wysyłał posłów, śląc dary i ofiarowując Tangom pojmanych tybetańskich generałów. Gdy w 808 roku zmarł, Tangowie wysłali ważnego urzędnika, by wziął udział w ceremoniach żałobnych. 

Tak oto przy okazji wycieczki do hal w Huize poznałam nie tylko geografię, ale i historię państwa Nanzhao. Yunnan jest zaiste fascynujący.

2026-10-22

大海草山 czyli Wielka Trawiasta Góra

Około 40 kilometrów od Huize znajduje się góra będąca częścią pasma górskiego Wumeng, której wysokość wynosi od 2570 do 4017 m.n.p.m. (Góra Guniu Zhai 牯牛寨 czyli dosłownie Krowia Wioska, najwyższy punkt w "województwie" Qujing), będąca wielkim turystycznym hitem. Pomyślana została jako ośrodek narciarski; na razie jest tu zaledwie parę tras, jednak w planie jest 26 tras narciarskich o różnym stopniu trudności, 4 wyciągi, hotel tematyczny, miasteczko wypoczynkowe, baza szkoleniowa dla narciarzy... Ośrodek działa od połowy listopada do kwietnia następnego roku; można liczyć mniej więcej na 120-150 dni śniegu rocznie. Jednak poza byciem planowaną bazą narciarską, jest ten teren całą resztę roku otwarty dla zwykłych turystów. A jest po czym pochodzić! Mamy do dyspozycji ponad dziesięć hektarów mieszczących szlaki górskie, jeziora, jaskinie krasowe (w tym Jaskinia Jaskółek/Jerzyków 燕子洞, w której te ptaki mieszkają od kwietnia do października), źródła i strumienie. Wokół zaś yijskie kamienne domy, tak różne od zabudowy yijskiej w innych regionach Yunnanu! Zimą wszystko przykryte śniegiem, ale w maju, gdy się tam wybraliśmy, były to po prostu piękne zielone hale, skubane przez krowy i owce, z porywistym górskim wiatrem i niesamowicie ostrym słońcem. Inna rzecz, że śnieg potrafi tam padać jak rok długi, a na mgłę, deszcz i zimny wiatr trzeba być przygotowanym zawsze.
Szczyt Krowia Wioska nazwę zawdzięcza kształtowi przypominającemu leżącą krowę. Znajdują się na tej górze po dziś dzień pozostałości domniemanej katastrofy lotniczej Latających Tygrysów i innych reliktów związanych z transportem lotniczym w czasie II WŚ. Jednak w źródłach pisanych góra ta pojawia się znacznie wcześniej: ponoć już za czasów, gdy w Chinach rządzili Tangowie, a znaczna część Yunnanu była niezależnym Królestwem Nanzhao, w 787 roku trzeci król Nanzhao - Yimouxun 异牟寻 - nazwał ten szczyt Yunnańskim Taishanem (东岳). Tak konkretnie: chciał naśladować chińską tradycję składania ofiar na Pięciu Świętych Górach w Chinach, więc nadał odpowiednie tytuły Pięciu Świętym Górom i Czterem Rzekom 五岳四渎 na terenie swego królestwa. No a że Guniu zhai jest na wschodzie, została Wschodnią Górą, czyli odpowiednikiem chińskiego Taishanu. Po raz drugi góry te stały się sławne na początku 1942 roku, gdy Rangun w Birmie upadł, wskutek czego wszystkie lądowe i morskie szlaki komunikacyjne Chin z zagranicą zostały przerwane. Aby zapewnić transport amunicji itp. Latające Tygrysy latały nie tylko słynną trasą nad garbami, ale również trasą krajową Kunming-Huize-Chongqing. Ponieważ wysokość szczytów górskich na trasie przekraczała rzeczywisty pułap samolotów transportowych z pełnym ładunkiem, dlatego samoloty musiały przelatywać przez doliny i przełęcze położone poniżej szczytów górskich, co znacznie zwiększało ryzyko lotu. W czasie II wojny światowej w yunnańskich górach straciło życie 2000 pilotów, a 500 maszyn zderzyło się z ziemią. Jednym z nich był duży samolot transportowy o numerze C-46-4717, który rozbił się 24 marca 1944 roku na Guniu Zhai. Po dziś dzień nie znaleziono dokładnego miejsca katastrofy. 

Jednym z najpiękniejszych widoków tej góry są ponoć ukwiecone hale. Miałam nadzieję, że w maju będzie można to ujrzeć, ale okazało się, że zima trwa tu zdecydowanie dłużej niż w Kunmingu, a w maju hale dopiero zaczynały się zielenić. Pewnie latem byłoby piękniej. Drugim widokiem, na który bez własnego samochodu nie mieliśmy szans, jest Światło Buddy - złoty blask tuż przed wschodem słońca. Zgodnie z legendą, pewien mnich ukrywał się dawnymi czasy we wnętrzu naszej góry. Pewnego dnia udało mu się osiągnąć oświecenie. Odtąd zawsze, gdy spotka osobę, której zostało to przeznaczone, emituje światło Buddy. A tam, dokąd ono dotrze, ozłaca górskie skały tak, że lśnią jak skarby. 
To wszystko mocno działa na wyobraźnię, ale szczerze mówiąc - i tak byłam zachwycona błękitem nieba, mocą słońca, wiatrem, jeziorem, a nade wszystko chmurami, w które mogłabym się wpatrywać godzinami.
Pierwszą część trasy pokonaliśmy na yunnańskich konikach - głównie dla uciechy Tajfuniątka.
Wspinamy się na szczyt szczytów.
Wycieczka była szalenie przyjemna, jednak popełniliśmy wielki błąd taktyczny: zapomnieliśmy, że w tak wysokich górach będzie bardzo zimno nawet w tak piękny, słoneczny dzień. Dlatego niestety wycieczkę musieliśmy skrócić, gdy okazało się, że wszyscy jesteśmy już przemarznięci. Mieliśmy grube spodnie, kurtki itd., ale to wszystko okazało się za mało - do jurt na początku trasy wróciliśmy niemal bez czucia w palcach u rąk i nóg. Jeśli się tam wybierzecie, pamiętajcie o wielowarstwowym odzieniu. No i o tym, żeby w jurtach zamówić na lunch coś ciepłego!
Po żmudnej wspinaczce schowaliśmy się w jurcie i spróbowaliśmy baranich szaszłyków.
jęczmienne podpłomyki, pycha!

2020-09-07

Kunming 昆明


Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Ludzie osiedlali się wokół Jeziora Dian od niepamiętnych czasów, jednak sam Kunming - miasto - powstał w 765 roku, w ramach władającego ówczesnym Yunnanem Królestwa Nanzhao i nazywał się... Tuodong 拓東. Pamiątką po tej nazwie jest nazwa jednej z kunmińskich ulic: 拓东路, przy której dawniej działała fabryka sosu sojowego i octu, a do dziś jest tam sklep, w którym zarówno ocet, jak i sos sojowy można kupić na wagę, jak za dawnych czasów. Następnie Królestwo Nanzhao upadło, a miasto Tuodong trafiło w ręce Królestwa Dali, już jako Shanchan 鄯阐. Wtedy z kolei Yunnan podbili Mongołowie czyli dynastia Yuan i przysłali tu pewnego Bucharczyka, by rządził prowincją w ich imieniu. Tę historię już znamy, więc tylko przypomnę - zbudował on tu pierwsze miasto w stylu chińskim, zwane Zhongqing 中庆. Shams al-Din, czyli nasz zagraniczny gubernator Yunnanu, zlecił wybudowanie świątyń konfucjańskiej, buddyjskiej i dwóch meczetów, przy czym konfucjańska pełniła równocześnie rolę szkoły - uczono tam nie tylko samych konfucjańskich ceremonii, ale również chińskich zwyczajów. Jeśli wierzyć historykom, być może właśnie Kunming był tym wspaniałym miastem, które Marco Polo nazywał Miastem Kaczej Sadzawki 鸭池府 - opisywał, że używano tam muszli jako pieniędzy oraz jedzono surowe mięso (wszystko się zgadza). 
W XIV wieku Mingowie opanowali tereny zajęte wcześniej przez Mongołów. Wtedy pojawiają się kunmińskie mury miejskie, które jeszcze bardziej upodabniają ówczesny Kunming do innych chiskich miast. Jednocześnie miasto staje się znane po prostu jako Yunnańskie Fu* 云南府.
Sama nazwa "Kunming" powstała jakoś pod koniec panowania mongolskiej dynastii Yuan. Z czasem zaczęto jej używać wobec tej części miasta, która znajdowała się wewnątrz murów miejskich, dla odróżnienia od części poza murami, ale nadal administracyjnie podporządkowanej miastu. Trzeba jednak wiedzieć, że w chińskich źródłach istniało kilka wersji zapisu tej nazwy, a przy okazji - co najmniej kilka teorii, co właściwie nazwa miała oznaczać. Najbardziej prawdopodobne, że była to nazwa którejś z grup etnicznych zamieszkujących te tereny. To również tłumaczyłoby rozbieżności w zapisie - najprawdopodobniej wymowa była bardzo oddalona od wymowy chińskich słów, więc chińscy urzędnicy radzili sobie, jak umieli i zapisywali ze słuchu jako 昆弥 Kunmi czy też 昆淋 Kunlin. Jako Kunming 昆明 pojawia się wprawdzie już za czasów Hana Wudi, ale nie była konsekwentnie używana. Dopiero za Tangów Kunming zaczyna oznaczać nazwę miejsca... ale nie było to dzisiejsze miasto Kunming, a niewielkie miasteczko na granicy Yunnanu i Syczuanu, zamieszkane właśnie przez lud, którego nazwę chińczycy zapisywali Kunming. Za czasów Nanzhao lud ów przesiedlił się w okolice Jeziora Dian, do wspomnianego już miasta Shanchan. W chińskich księgach przesiedlenie zostało opisane: 昆明千户所 czyli tysiące rodzin Kunming. Jednak zdanie to po chińsku można również przetłumaczyć jako Kunming - miejsce tysiąca rodzin. I wtedy właśnie zaczęto nazywać to miejsce Kunmingiem - ale nazwy administracyjne się różniły od tej nieoficjalnej, oznaczającej przecież jedynie duże zagęszczenie ludu Kunming...
Znaki, którymi opatrzono Kunming, bardzo mi się podobają. Pamiętajmy, że miały tylko oddać brzmienie nazwy grupy etnicznej - a jednak poniekąd oddały cechę charakterystyczną miasta. Otóż zarówno 昆 jak i 明 zawierają cząstkę słońca 日 - a przecież nigdzie na świecie nie ma tak pięknego słońca - zwłaszcza zimą!

Tutaj poczytacie o nazwach stolic japońskich prefektur.
 
*w anglojęzycznej wiki można poczytać, co to było fu.

2020-04-07

Targowisko Trzeciego Miesiąca 三月街

W Dali to wcale nie obchody noworoczne robią największe wrażenie, a uroczystości, które się zaczynają piętnastego dnia trzeciego miesiąca księżycowego - czyli właśnie dzisiaj. Nazywają się - tłumacząc dosłownie z chińskiego - Ulica Trzeciego Miesiąca, ale chodzi tu o ulicę w znaczeniu targowiska - w yunnańskich dialektach uczestnictwo w dniach targowych zowie się 赶街 (wym. gangai) czyli dosłownie "spieszyć [na] ulicę" - bo rolnicy wystawiali produkty i stragany usługowe wzdłuż jednej, zazwyczaj najważniejszej, ulicy danej wioski - tak jak do dziś wygląda to w np. w Shaxi. Ciekawostką językową jest to, że dzisiejsi mieszkańcy sześciomilionowego Kunmingu kiedy idą na targ, też mówią, że idą gangai, choć idą na trwałe, codzienne targowisko, a nie stragany rozstawiane raz w tygodniu... Święto ma zresztą kilka nazw, m.in. targowisko Awalokiteśwary 观音市 - ale o tym później.
Wróćmy do Dali. Choć w samej nazwie jest targowisko - i faktycznie, szeroko pojęty handel jest immanentym elementem obchodów - to świąteczny czas jest jednocześnie  czasem występów artystycznych, spotkań towarzyskich i wielkiej radości - taki karnawał, trwający od siedmiu do nawet dziesięciu dni. Od 2008 roku Uroczystości Trzeciego Miesiąca znajdują się na krajowej liście niematerialnego dziedzictwa. Najwyższy czas, by tam trafiły, skoro zaczęły być popularne już w czasach Państwa Nanzhao, kiedy to w Chinach panowała dynastia Tang.

A było to tak:
Na brzegu Jeziora Erhai mieszkał młody rybak z grupy etnicznej Bai - nazwijmy go A-shan. Wieczorami łowił on ryby w świetle księżyca, a czas zabijał brzdąkając na sanxianie i śpiewając rybackie pieśni. Głos jego, słodki i mocny, niósł się aż do Smoczego Pałacu. Tam usłyszała go smocza córka A-xiang. Zachwycona, podpłynęła do łódki rybaka i tak oto A-shan znalazł żonę. Piętnastego dnia trzeciego miesiąca księżycowego, czyli w samą pełnię, na księżycu odbywa się wielkie targowisko, na którym spotykają się wszyscy bogowie i nieśmiertelni, przy okazji robiąc sprawunki. A-xiang chciała pokazać to cudne targowisko mężowi, więc, przemieniwszy się w żółtego smoka, wzięła go na swój grzbiet i pospieszyła na targ. Kiedy dotarli do Księżycowego Pałacu, wraz z Chang'e i Wu Gangiem wspólnie zwiedzili Targowisko Księżycowej Poświaty ocienione fikusami, pełne wszystkiego, czego dusza pragnie. Gdy wrócili do wioski, A-shan opowiedział o wszystkim swym bliskim, a oni postanowili, że zmałpują księżycowy zwyczaj. U podnóży Gór Błękitnych posadzili trzy wielkie fikusy i postanowili, że co roku piętnastego dnia trzeciego miesiąca będą urządzać jarmark.
Inna opowieść wiąże targowisko z buddyzmem i z podziękowaniem Awalokiteśwarze (Guanyin) za ocalenie Dali przed napaścią. Istnieje również wersja mówiąca, że Awalokiteśwara właśnie piętnastego dnia trzeciego miesiąca przybył do Dali przynosząc święte księgi - dlatego wszyscy dalijscy buddyści tego dnia modlą się, recytują sutry i składają ofiary, a we wszystkich świątyniach odbywają się odpusty 庙会. Początkowo tego dnia miały się tylko odbywać uroczystości religijne i składanie ofiar, ale z czasem przy okazji zaczęto prowadzić handel. 
Uroczystości te były tak interesujące, że pisali o nich wielcy chińscy podróżnicy, nawet Xu Xiake*. Nic dziwnego. To tutaj chińscy i birmańscy władcy zaopatrywali się w... konie. Miały mieć one solidne kopyta, mogły unosić wielkie ciężary, a i galop przychodził im z łatwością**. Sam cesarz Gaozong zaopatrywał się tu w setki koni - to na ich grzbietach pędziła cesarska armia przeciw Dżurdżenom. Można znaleźć notatkę, że razu pewnego cesarz Song nabył tu pięćset koni, z których trzysta podarował Yue Feiowi, a dwieście Zhang Junowi***. Nic więc dziwnego, że skoro takie handle na dużą skalę tu odchodziły, jedną z ważnych części obchodów były wyścigi konne i konne targowisko.
Za dynastii Qing targ Trzeciego Miesiąca był już tak znany, że pojawiali sie tu kupcy z bardzo wielu prowincji oraz z krajów ościennych, liczeni w setkach tysięcy ludzi. W sprzedaży oprócz koni były lekarstwa i zioła, a także herbata, jedwab, wełna, drewno, porcelana, metale...

昔时繁盛几春秋,
Z dawien dawna kwitnie wiosną i jesienią
百万金钱似水流。
Miliony płyną jak woda.
川广苏杭精巧货,
Najdoskonalsze towary z całego kraju****
买卖商场冠亚洲。
na najlepszym targu Azji. 

Tak o tym targowisku pisał w Wierszu o Gałązce Bambusa podczas Targowiska Trzeciego Miesiąca 三月街竹枝词  Li Xiexi 李燮羲, poeta i muzyk, jeden z pierwszych Yunnańczyków, który pojechał na studia do Japonii. A wiedział, o czym pisze, bo sam był Bajem pochodzącym z Dali.
A potem nastał XX wiek. Tradycja zamarła. Zaczęła się odradzać - ale już jako ciekawostka turystyczna, a nie prawdziwe targowisko z wielkiego zdarzenia - w latach '90 XX wieku, gdy władze pozwoliły się miastu "otworzyć na świat" i gdy zaaprobowały wznowienie obchodów uroczystości Trzeciego Miesiąca.
Dziś w czasie obchodów nacisk jest oczywiście na sprzedawanie "techanów" 特产 czyli produktów lokalnych - ziół, srebra, cukrzonych płatków róż, szynki yunnańskiej, tutejszych herbat, bajskich farbowanych tkanin, marmuru, orzechów, "mlecznych wachlarzy", śliwek, jianchuańskich dzieł rzeźbionych w drewnie - ale też produktów z całych Chin, a nawet z innych krajów azjatyckich. 
Drugim ważnym aspektem są występy oraz zawody sportowe - poza wyścigami konnymi jest też strzelanie z łuku, zapasy, sztuki walki, sporty intelektualne czyli szachy i tego typu gry. Występy to przede wszystkim przedstawienia zespołów ludowych - tańce smoka czy lwa, śpiewy i tańce ludowe i tak dalej. 
Po trzecie: jest to nieustający piknik. Jeśli chcecie popróbować bajskiej herbaty, ryby z kamiennego gara, mlecznych wachlarzy, dalijskich "grawerowanych" śliwek, kurczaka smażonego z pigwowcem czy innych bajskich przysmaków, to jest najlepsza okazja.
Po czwarte: Dali jest przepięknie ozdobione - lampiony, kwiaty, co sobie wymarzycie. 
Dalijczycy z okazji tego święta mają aż pięć dni wolnego - więc na ulicach są tłumy, zarówno tubylców, jak i przyjezdnych. I to jest właśnie powód, dla którego - choć chciałabym pouczestniczyć w tych obchodach, pewnie nigdy się na to nie zdecyduję. Jak ja nienawidzę ścisku i hałasu!...

Na deser mam dla Was ciekawą legendę, która jeszcze inaczej tłumaczy, skąd się wzięło Targowisko Trzeciego Miesiąca.

Ponoć dawno temu żył sobie pewien tyran, który chciał osiągnąć nieśmiertelność. Uwierzył słudze, który twierdził, że jedynym sprawdzonym sposobem jest spożywanie ludzkich oczu - i odtąd codziennie zjadał parę gałek ocznych. Biada podwładnym! Nikt nie znał dnia ani godziny, gdy na życzenie tyrana zostanie oślepiony. Nieśmiertelności pewnie i tak by nie uzyskał, ale ludność musiałaby nadal cierpieć, gdyby nie śmiałek, który podstępem zaprowadził tyrana do podnóża Gór Błękitnych, a potem przywołał Boskiego Psa 神狗, który rozerwał tyranowi gardło, wypił jego krew do ostatniej kropli i przywrócił spokój i bezpieczeństwo ludowi Bai. Odtąd każdego roku od piętnastego do dwudziestego dnia trzeciego miesiąca księżycowego wszyscy zbierają się u podnóża Gór Błękitnych, by tańcem i śpiewem upamiętnić piękny czyn Boskiego Psa. Te właśnie obchody przerodziły się w nasze święto.
 
*wpis o nim już się pisze. 
**"蹄质坚实,善于驮负, 尤善驰骤"
***"以三百骑赐岳飞,二百骑赐张浚" 
****川广苏杭 czyli Sichuan, Kanton, Suzhou i Hangzhou.

2019-01-27

Wschodnia i Zachodnia Pagoda 東西寺塔

Jeśli iść na południe od paifangów Złotego Konia i Szmaragdowego Koguta, po paru minutach można dojść do biblioteki miejskiej. Przed nią znajduje się spory plac - ulubione miejsce dziecięcych zabaw, a tuż obok - pagoda. Choć uliczka prowadząca do pagody zowie się "ulicą Wschodniej Świątyni" 东寺街, pagoda ta jest Pagodą Zachodnią 西寺塔. Jeśli zaś stanąć do niej tyłem, zobaczycie drugą pagodę - Pagodę Wschodnią 东寺塔, znajdującą się przy ulicy Książkowej 书林街. Najczęściej mówi się o nich po prostu Dwie Pagody 双塔. Już za czasów dynastii mongolskiej Yuan pisano o nich jako o jednym z Ośmiu Słynnych Widoków Kunmingu (昆明八景之一). Ich piękno najbardziej urzeka wczesną wiosną (drugiego miesiąca księżycowego), gdy zakwitną śliwy i zaczyna padać deszcz (双塔烟雨). Były i są bardzo znane przede wszystkim dlatego, że to jedne z najstarszych buddyjskich pagód w Yunnanie. W zależności od źródeł, mówi się o tym, że zostały wybudowane w pierwszej połowie VII wieku, inne - że w pierwszej połowie IX wieku. Tak czy inaczej, wszyscy się raczej zgadzają, że zostały wybudowane, gdy w Chinach panowała dynastia Tang, a w Yunnanie była to epoka Królestwa Nanzhao albo i wcześniejsza, gdy Yunnanem rządziła grupa etniczna Cuanman.
Początkowo pagody nie były samodzielnymi, wolno stojącymi obiektami, a stanowiły integralne części buddyjskich świątyń. Świątynię Mądrego Światła 慧光寺 zwano potocznie Zachodnią Świątynią, a Świątynię Ciągłej Radości 常乐寺 zwano Wschodnią Świątynią, stąd pagody też nazywano Wschodnią i Zachodnią.
Zachodnia Pagoda ma ponad 35 metrów wysokości; wewnątrz znajdują się ponoć drewniane schody, którymi można dotrzeć na szczyt; niestety, wejście zostało zamurowane już dawno temu. Na samym szczycie znajduje się Złoty Kogut - czyli kurak z brązu.
W 1499 roku w Kunmingu było wielkie trzęsienie ziemi, które zniszczyło ponad połowę Zachodniej Pagody. W 1503 roku odbudowano ją na wzór Pagody Wschodniej. Kolejnych przeróbek dokonano w drugiej połowie XVII wieku, a w pierwszej połowie XIX wieku znów było trzęsienie ziemi, które zniszczyło buddyjskie ozdoby pagody i sprawiło, że zaczęła się ona pochylać. Niedługo później Świątynię Mądrego Światła (Świątynię Ciągłej Radości zresztą też) zniszczono w trakcie wojennej zawieruchy; pagodę odbudowano dopiero w latach '80tych XX wieku.
Wschodnia Pagoda jest wyższa, ma ponad 40 metrów; jej szczyt również zdobią kuraki - Złotoskrzydłe Koguty, których jest łącznie cztery. Ich specyficzna budowa sprawiała dawniej, że zimą i wiosną, gdy hulał wiatr, wydawały one przerażające dźwięki. Później jednak otwory przytkane zostały przez kurz i pył, więc dziś kuraki już nie potrafią "krzyczeć".
Skąd na pagodach akurat koguty? Teorie są dwie. Jedna jest taka, że chciano uczcić Złotego Koguta, jednego z legendarnych obrońców Kunmingu. Druga jest bardziej prozaiczna. Kogut potrafi ponoć pokonać smoka. Smoki zaś, jako władcy wód, są odpowiedzialne m.in. za powodzie. A powodzie często trapiły Kunming - miasto położone w wysokich górach. Koguty miały więc bronić miasto przed powodziami.
Co ciekawe, Wschodnią Pagodę też kiedyś zniszczyło trzęsienie ziemi, konkretnie - w 1833 roku. Gdy Świątynia została zniszczona, postanowiono odbudować tylko samą pagodę... tym razem na wzór Zachodniej. Pewnie właśnie dzięki takiemu "odgapianiu" stylu, do dziś obie pagody zachowały tangowski sznyt. Później przy Zachodniej Pagodzie zbudowano plac, a Wschodnią Pagodę otoczono maleńkim kameliowym parczkiem (było to dopiero pod koniec XX wieku). Jeszcze niedawno ozdobiony był pięknymi naściennymi kaligrafiami, a w pawilonie stał stół do madżonga, okupowany przez okolicznych emerytów; teraz ściany pokryte są aktualnymi rezolucjami państwowymi, a hazardziści zniknęli...
Gdy podchodzę do pagód, cieszę oczy tangowską formą, maleńkimi buddami, siedzącymi na każdym "piętrze" pagód, ich strzelistymi sylwetkami na tle błękitnego nieba, a także - pięknym oświetleniem, jeśli zdarzy mi się przechodzić obok nich nocą. Ponoć kiedyś były świetnymi punktami orientacyjnymi dla nocnych wędrowców; dziś, na tle wielgachnych drapaczy chmur, wydają się raczej drobne. Ech, jak to się człowiekowi zmienia perspektywa...
kuraki :)
minimadżongarnia
w tle - śliczne, choć zniszczone freski, przedstawiające piękne kunmińskie widoki
czasem spotykają się tu także melomani
w kameliowym parczku zdarzają się też inne drzewka, na przykład piękne, rozłożyste granaty
miejsce bardzo sprzyja odpoczynkowi :)
jak widać, Tajfuniątko też lubi tu przychodzić :)
Z pagodami tymi wiąże się jedna piękna legenda i równocześnie - sztuka słynnego chińskiego pisarza. O niej opowiem jednak kiedy indziej, dobrze?