Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mongolia 蒙古. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mongolia 蒙古. Pokaż wszystkie posty

2022-03-20

Arga Bileg

Zakochałam się. Jest powód. Mongolski jazz! Ze skrzypkami o końskiej głowie i jeszcze z guzhengiem, klawiszem i perkusją! I śpiewem gardłowym od czasu do czasu. Ach! 

Powstali w 2009 roku. Gdzież się przede mną ukrywali, do licha?! 

Zapraszam na ucztę: 

2019-09-07

mongolski ser 内蒙奶酪

Podczas wizyty u koleżanki zostałam poczęstowana serem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ser był mongolski i wyglądał jak koci żwirek w wałeczkach, a my byłyśmy w Polsce.
Pierwszy raz taki jadłam. Robi się go z pozostałości po ubijaniu masła jaka. Gotuje się je, a potem pakuje do płóciennych woreczków i wyciska serwatkę, a pozostałe kawałki suszy. Taki ser powinien być słodko-kwaśny i bardzo twardy, w sam raz, by go zapakować do sakwy i wziąć ze sobą w drogę.
Muszę powiedzieć, że była to niecodzienna przekąska, ale bardzo smaczna i aromatyczna.

2016-02-28

Podróż na wschód Azyi IX

Sapieha dotarł już do Mongolii.

Zapadłszy na nocleg w ślicznej, bogatszej widocznie części stepu, bo namioty porządniejsze, konie lepsze, stada owiec liczniejsze, trawy bujniejsze — poznać miałem, w tej pierwszej, już nie czaharskiej ale czysto mongolskiej osadzie, chwalebny obyczaj mongolski dodawania przejezdnemu straży honorowej w postaci — jak ją nazwał mój kozak — karaułskiej djèwoszki. Ubrana w kożuch barani, bo noce już bardzo chłodne, ma za zadanie usługiwać, psy i ludzi od namiotu odpędzać, głównie zaś kożuchem, skleconym tylko z niewyprawionych skór baranich, drobiazg wszelaki od gościa odganiać. Kożuch i nadobna, acz nieco kanciata w ruchach i głosie dziewoja, pachną gwałtownie, przypominając capa w październiku. Zrobiwszy porządek zewnątrz z psami, które tu
pełnią rozmaite funkcye policyi miejscowej, weszła napowrót do namiotu, i zawinąwszy się w swój kożuch, legła jak długa na poprzek wejścia, czyniąc przejście wprost niemożliwem. Zagrzane w namiocie zapachy, buchły chmurą ku mnie. Na szczęście byłem okrutnie zmęczony i śpiący, i mimo blizkości kożucha zasnąłem niebawem jak kamień.[szalenie plastyczny opis, nieprawdaż? :D]
*
[podróż przez bezkresne mongolskie stepy] Jako prawdziwy nowicjusz w rzeczach wielkich, prawdziwy Europejczyk, nerwowy i o małym widnokręgu, do rozmiarów lilipucich Europy przywykły, szamotam się, nerwuję, gniewam, rzucam — wobec tego przestworza, które mnie swą nieskończonością przygniata. Do jakiegoś celu dobiedz, coś dogonić, jedyną moją myślą i życzeniem — szukam za jakimś rzeczywistym, nieurojonym przedmiotem poza sobą — jedyną rzeczywistością na tym bezdennym obszarze była moja telega i wiozące ją poczciwe Mongoły. Na nich skrupić całą moją złość karła postanowiłem, i jak gdyby te biedaki winne były temu, że ich kraj taki nieskończony, zaczynam krzyczeć i bić! Dostało się pierwszemu z kraja; gdym palnął raz i drugi nahajem, mój boy, Chińczyk, miał pierwszy raz w życiu myśl dobrą; siedząc w teledze, gdziem go zamiast siebie umieścił, woła do mnie: »Panie, ten człowiek jest bardzo ubogi...« Ochłonąłem — daję rubla poczciwemu Mongołowi na odszkodowanie batogów, biedak czołem w ziemi ryje, by mi swą radość i wdzięczność okazać.[och, chętnie bym Cię, paniczyku, wybatożyła dla kaprysu, a potem dała Ci rubla i oczekiwała ukłonów do ziemi! Ale jeszcze chętniej wybatożyłabym Cię tak, żebyś z tej ziemi już nie mógł wstać...]
*
Piszę w jurcie; w kącie zwinięty we czworo, w całem tego słowa znaczeniu, siedzi Mongoł. Biedaka
przydzielono mi, jak zwykle, jako karaulnego. Ni młody, ni stary, któż zgadnie wiek takiego stworzenia, spalonego, wysuszonego słońcem, wiatrem stepowym? Zmęczona, chuda twarz; oczy jeno błyszczą, a śledzą za każdym ruchem moim, chcąc zgadywać myśl, życzenie. Gdy mi obiad przynieśli — ohydy, które on za najlepsze w świecie przysmaki uważa: ryż z baraniną jeszcze drgającą, bo napół żywą — oczy te biedne jeszcze bardziej błyszczeć poczęły, tak patrzały w mój talerz, jak nieboszczyk Tantal na ową butelkę szampana patrzał, którą złośliwi bogowie nad nosem mu zawiesili. Ale ja chyba lepszy od bogów heleńskich — dzielę moją porcyę, dodaję szklankę herbaty, kawał chleba jak kamień twardego, poczem tytoniu w fajkę mu nakładam. Gdy skończył, patrzę na te oczy, od lat wielu zapewne tak słodko i szczerze się nie uśmiechnęły, jak w chwili, gdy na jedno kolano padłszy, dziękował mi. [ryż z baraniną, mniam! Ale dla Sapiehy obrzydlistwo. Oj, niewiele musiałeś poświęcić, żeby uznać się za lepszego od bogów ;)]
*
[opis Mongołów] Jednym z charakterystycznych rysów tych ludzi jest wielka łagodność, w
przeciwieństwie do Chińczyków, zawsze raczej w złym humorze będących, zawziętych, gniewliwych i mściwych. Typ ogólnie bardzo brzydki: twarze okrągłe, nosy szerokie, ale nie przesadnie, nieco spłaszczone, policzki nieco wystające, ale nie tak znacznie jak np. u Buryatów, cera przeważnie oliwkowo - brunatna a zwłaszcza brudna. Twarzy świeżej, młodej, prócz u dzieci, jak zresztą u wielu innych ras, dużo na powietrzu i słońcu przebywających, nie widać. I to czyni tych ludzi brzydkimi, te niezliczone zmarszczki grube, mięsiste a głębokie. Za to torsy przepyszne.[...] Częściej tu widzę kobiety. Wczoraj czy przedwczoraj wiozły moją telegę dwie panie konno, siedząc po męsku, w męskich kapeluszach. Odfotografowałem je. — Dziwnie się czeszą: włosy namazane tłuszczem, powiedzmy od razu łojem, tak że stanowią jedną zbitą masę, zupełnie twardą, środkiem głowy
rozdział, poczem te stwardniałe włosy jak dwa skrzydła po obu stronach głowy stoją; za uszami ich końce, mniej nałojone, połączone w rodzaj warkocza podpiętego ku górze. Na owych skrzydłach i warkoczu nawleczone, bardzo piękne często, srebrne klamry rzeźbione a jour, zdobne koralami i kawałkami bursztynu. Podobne do tych klamer ozdoby w uszach, na szyi, na piersiach, u pasa, zakrywają formalnie samą właścicielkę — co im się, mówiąc między nami, bardzo chwali, bo właścicielki niepiękne. Na głowie wielki, czarny, filcowy, wołochaty, owalny kapelusz, troszkę przypominający czapki naszych Lisowczyków. [to pewnie z powodu tej agresji i złości Chińczycy najeżdżali Mongolię i ją podbili, ustanawiając tam swoją dynastię, zwłaszcza, że Mongołowie tacy łagodni. A, nie, to chyba było jednak jakoś inaczej... :D]
*
Tam siedział Mongoł, młody jeszcze, koło niego pacholę i kilkoro dzieci i stary, napół ślepy dziad. Dawaj grać — a cóż? Niech zaśpiewa jaką dumę o Czyngishanie. Mongoł z guślą w ręku spojrzał na mnie zdziwiony, że taki biały cudak coś wie o Czyngishanie; spojrzał potem po swoich, posmutniał, oczy puścił hen ku miesiącowi, znów zwrócił na nas: dumnie i hardo tym razem patrzały te oczy, wreszcie zbiegły na guślę — i jął grać.
Guśla stara, staroświecka, kwadratowa, skórą oślą obciągnięta; dwie struny z końskiego włosienia; długa szyja, a u jej końca — cóż innego mogło być ozdobą u Mongoła, jak nie koński łeb? Ciągnął Mongoł smyczkiem krzywym jak cięciwa łuku, a guśla smętny, cichy, posępny śpiew zaczęła.
Mongoł jął guśli wtórować i dzieje dawne opowiadać. Śpiew guśli zmieniał się chwilę, śpiew Mongoła zawsze ten sam; guśla rzewnie, tkliwie, chwilami płaczliwie za przeszłością tęskniąc, śpiewała. Mongoł hardo, gromko zaciągał, urywał; to guśla sama śpiewała, to znów Mongoł
opowiadał... I tak w skupieniu słuchaliśmy wszyscy — i dzieci i dziad i bab parę, które muzyka ściągnęła, i jemszczyk i Buryata — słuchaliśmy pieśni, która cicha i rzewna płynęła w
stepie budzić dawne wspomnienia, a step przypominał sobie, jak to wtedy bywało!
Dziwna rzecz, jak muzyka ta przypomniała mi kiedyś słyszane śpiewy starych guślarzy hercogowińskich. Ta sama dykcya, to samo zaciąganie, ten sam smutek, żal, tęsknota w
śpiewie, te same budzą oddźwięki w duszy.[piękny opis morin chuura i brak głupich komentarzy na temat "zarzynania kota". Tym razem Sapieha pokazał klasę :)]
*
Mongolia, po zawojowaniu przez swych władców Chin, została z cesarstwem połączona, pierwotnie jako panujący element; dziś, kiedy po mongolskich, dostali się znowu na tron rodowici chińscy
cesarze (dynastya Ming), a po nich dynastya Mandżu, z dalekiej i zaniedbanej prowincyi — niechęć do Chińczyków jest tu ogólna, trochę z pogardą pomieszana, bo czasów Kublej  hana tu nie zapomniano, zwłaszcza że cztery wielkie rody książęce wywodzą się od rozmaitych tego wielkiego wodza potomków. [niechęć ta trwa zresztą po dziś dzień, tak w Mongolii Wewnętrznej, jak i tej właściwej. Z pełną zresztą wzajemnością.]
*
Raz był jarmark; kupcy chińscy wylegli z Majmaczynu (tak nazywają tu chińskie osady kupieckie), wielu Buryatów z kramikami; Mongoły czystej krwi, handlem nie plamią palców. Między stosami kapeluszy damskich i męskich, formy mongolskiej, wyrobu może europejskiego, małych zwierciadełek okrągłych, gdzieś w Niemczech lub Rosyi wyrabianych a bardzo pokupnych, skór kozich lub baranich, herbaty w cegiełkach, najgorszego gatunku, spotykam i produkt austryacki: jeden z nielicznych, jakie się na dalekim Wschodzie spotyka, tj. zapałki, zdaje mi się z napisem:
»Zanardelli Trieste«. Zajechawszy aż tu, są one raczej przedmiotem zbytku, bo praworny Mongoł krzesze jeszcze ogień po dawnemu.[zapałki przedmiotem zbytku!... ech, znak czasów - dziś to zapałki są dla nas "po dawnemu" i raczej rzadko można je spotkać...]
*
Wreszcie dnia trzeciego rano wyruszam z ostatniego w Mongolii noclegu. Szkoda, że i to już minęło! Było wiele przykrych chwil, wiele trudności, niewygód; ale cóż na świecie piękniejszego, jak
pożyć dni kilkanaście w stepie! Ta wolność, ta swoboda, jakże miłym i zazdrości godnym zrobiły one Mongoła? Lud biedny, po największą części w łachmanach, ale wolny na swym koniu jak ptak, swobodny, to też wesół, śpiewa, śmieje się, wiecznie żarty, dowcipy. Czy o 4-tej rano wyjeżdżałem, czy w żar południowy, zawsze miałem przed oczyma uśmiechnięte twarze. A nader poczciwy to lud, zwłaszcza w głębi stepów; jedyna zbrodnia, którą się dopuszcza, i to rzadko, to kradzież koni [...].
*
Ostatniego dnia, tj. dziś rano, przyjeżdżamy przed rzeczkę nie szeroką, ale nader głęboką. Przewóz przez tę rzeczkę najprymitywniejszy, jaki dotąd widziałem; dwa ogromne pnie do połowy wydrążone, kilku deskami do kupy zbite; na to wtaczają moją telegę, tak że koła aż po osie w wodzie
zanurzone, i za pomocą drągów przepływamy przez rzekę. Smutne jednak myśli ogarnęły mnie na ten widok. Tędy idzie od lat dziesiątek czy setek handel herbaciany do całej Rosyi, tędy płyną całe strumienie wozów i wielbłądów ładownych herbatą, która daje miliony bogaczom sybirskim — i nie
zdobyto się nawet na prom uczciwy! To zdaje mi się przykład wyjaśniający, czemu Słowianie Niemcom, Anglikom nie mogą wyrównać - słowiańska gnuśność.

Tą rzewną pieśnią o wolności i stepie, a także o słowiańskiej gnuśności, Sapieha żegna się z Mongolią; jego podróż się tu nie kończy, bo - musi on przecież przez Rosję wrócić do domu. Ale ja już z niego wyssałam całą MOJĄ Azję.
Ech, dziesięciomiesięczna podróż z honorami po Azji dzikiej jeszcze i nieznanej!... Urodziłam się jakieś sto lat za późno ;)

2014-06-14

gorący kociołek 火鍋

Nawet w polskiej wiki jest opis tego dania, po co więc się wysilam i piszę własną wersję? Cóż, jak często bywa, opis po polsku jest znacznie uboższy od choćby angielskiego, a w chińskim mógłby robić co najwyżej za krótki wstęp. Poza tym - najbardziej się oczywiście skupię na naszym, yunnańskim huoguo, o którym nikt nic nie wie, więc tak czy owak się przydam :)
Huoguo czyli ogniowy kociołek albo hot pot, jak zgrabnie przetłumaczono nazwę na angielski, to przede wszystkim:
*kociołek, w którym się danie przyrządza
*woda bądź zupa, w której się danie gotuje
*produkty spożywcze, które się w tej wodzie/zupie gotuje
*dipy, w których maczamy ugotowane żarełko.
Jeśli zaś chodzi o to, co najbardziej ten typ żarcia różni od wszystkiego innego to ta przyjemność gotowania w trakcie jedzenia czy też jedzenia w trakcie gotowania. To jest też główny powód, dla którego kochamy fondue. No właśnie, dlaczego nie nazwać po prostu gorącego kociołka chińskim fondue? Przecież Chińczycy nazywają fondue "serowym huoguo"... Piękno polega też na tym, że, zwłaszcza w zimie, mamy przyjemność spożywania cały czas gorącego żarcia, które, tradycyjnie podane, od razu by wystygło.
Co można gotować w huoguo? Wszystko :) Łącznie z jajkami przepiórczymi i kaczymi języczkami. Przede wszystkim - rozmaite mięsa, pokrojone w cieniusieńkie plasterki, żeby się szybko ugotowały. Warzywa, makarony, półprodukty typu paluszki krabowe czy kuleczki rybne. Wszystko.
Na całym świecie panuje przekonanie, że wszystko zaczęło się w Mongolii, gdzie woły, barany, a nawet konie były plasterkowane i tak gotowane. Chińczycy, zapytani o to, skąd się wzięło huoguo, zaczną opowiadać cuda o dingu, który ma być dowodem na wynalezienie huoguo, bo przecież najwcześniejsze dingi służyły do gotowania. Już nie mówiąc o tym, że ofiary składano w dingu właśnie tak, że żarcie pakowano do środka, pod dingiem rozpalano ogień i jak się wszystko ugotowało, dzielono. Jednak, mimo wszystkich chińskich zapewnień, to właśnie mongolska wersja kociołka podbiła Chiny, zresztą razem z wynalazcami. Mongolska dynastia może i się zsinizowała, może i stawiała świątynie Konfucjusza, ale dała Chińczykom przynajmniej ten jeden zwyczaj kulinarny, a Yunnańczyków nauczyła jeszcze robić sery :)
Z czasem Chińczycy też pokochali huoguo, a gdy ten typ żarcia spopularyzował się u ludu, w końcu dotarł też na cesarski dwór. Ponoć cesarz Qianlong urządził raz kolację z ponad pięciuset garami do huoguo...
Chińczycy dzielą swoje huoguo na dwa podstawowe typy:
1) Podstawą jest łagodna w smaku zupa bez dużej ilości dodatków, w której gotuje się mięso i inne dodatki, a wyrazisty smak nadają rozmaite dipy.
2) Podstawą są ugotowane wcześniej produkty, zazwyczaj wyraziste w smaku - na przykład zupa z rybich łbów, barani rosół czy wcześniej ugotowana drętwo-ostra zupa, która jest potem podgrzewana, a w niej się macza dodatki, które przyjmują smak zupy, w której są gotowane.
Oczywiście, jak to w życiu bywa, typy te się już dawno wymieszały, tworząc wiele nowych jakości. Nawet jeśli ugotujesz coś w ostrej zupie, możesz to umoczyć w dipie; nawet w rybnym huoguo możesz ugotować plasterki wołowiny, każdy je jak lubi, prawda?
Można również huoguo podzielić geograficznie. I tak: mamy ogólny podział na huoguo północne i południowe. On oczywiście nic nie daje, bo w każdym regionie jada się inaczej. Jak już jednak zaznaczyłam, ja się skoncentruję na szerzej nieznanych huoguo yunnańskich 滇味火鍋.
1) o pierwszym z nich już wspominałam. To huoguo grzybowe, którego najważniejszym składnikiem są niehodowlane grzyby. Jest rewelacyjne, ale niestety dostępne tylko w sezonie.
2) Drugie to huoguo medyczne, jak je żartobliwie z ZB nazywamy. Zupa bazuje na dwóch podstawowych składnikach: szynce yunnańskiej i zielsku zwanym gastrodia elata i od nich też wzięło nazwę to huoguo: 天麻火腿火鍋. Wywodzi się z Zhaotong, jednej z najbiedniejszych części Yunnanu, dlatego cokolwiek dziwią dość drogie składniki. Poza gastrodią i szynką do gara wrzucamy bowiem fałszywy żeńszeń sanqi, żożobę, jagody kolcowoju chińskiego i tym podobne lekarstwa. Ponieważ wszystko, co zawiera yunnańską szynkę, jest pyszne, to huoguo to jest zaczepiste.
3) Huoguo rybne hulayu 糊辣魚. W pikantnej zupie, przyprawionej prażonym suchym chilli, gotowane są dzwonka tołpygi lub karasia chińskiego.
Oczywiście poza tymi typami występują tu też huoguo syczuańskie, chongqińskie przedzielone w połowie, by była i zupa ostra, i łagodna - czyli tzw. mandarynkowe 鴛鴦, na zupie rybnej czy kurczaku, z żabami czy królikami. Do wyboru, do koloru.
Dlaczego tak nagle sobie o yunnańskich huoguo przypomniałam?
Mieszkam dokładnie naprzeciwko najsłynniejszej kunmińskiej huoguowni z rybą na ostro i właśnie tam się wybieram na kolację :)

2014-02-22

涮菜 tonknięte żarcie

Drodzy Państwo! Czy znacie czasownik tonknąć? I przymiotnik odczasownikowy tonknięty?
Nie dziwię się, że nie. Język śląski różni się wszak bardzo od poprawnej polszczyzny. Tonknąć znaczy zanurzyć, ale tylko na chwilę. Na przykład w upalne lato można się tonknąć w stawie, albo można biszkopty do tiramisu tonknąć w kawie. Jeśli prawdą jest teoria, że wszyscy dążymy do ekonomizacji języka, to długaśne "zanurzyć na chwilę" proponuję zastąpić swojskim tonknięciem.
Po co mi tonknięcie?
Przede wszystkim do gorącego kociołka. Czyli: zupa, cały czas podgrzewana, na środku stołu, do której wrzucamy poszatkowane cokolwieki, żeby się szybko ugotowały. Po wyjęciu maczamy je w sosach i spożywamy; tego typu kolacja potrafi trwać ładnych parę godzin, zwłaszcza w zimie, kiedy najbardziej się przydaje cały czas gorące żarcie. Oczywiście, ziemniaki czy inne grzyby trzeba wrzucić do zupy i długo gotować. Ale już takiemu cieniutko pokrojonemu kurczaczkowi czy innej wołowinie w półprzezroczystych plasterkach albo i zwykłej mięcie wystarczy tonknięcie.
Z tego tonkania wzięła się nazwa jednej z tradycyjnych pekińskich potraw - tonkniętej baraniny/jagnięciny 涮羊肉. Potrawa nie rdzennie pekińska - Chińczycy przejęli ją od Mongołów. Ponoć gdy Kubilaj-chan rwał się do boju i czasu nie starczało na przygotowanie pełnowartościowego posiłku, kucharz ciął mięso w cieniutkie plasterki, wrzucał do wrzątku i podawał w miseczce z solą. Do dziś tzw. mongolskie huoguo bazuje na tym pomyśle: jest rosół, jest mięso w plastereczkach, są warzywa i miseczka z sosem. Ten typ gorącego kociołka jest popularny w prawie całych Chinach.
Prawie.
W Yunnanie na przykład pierwsza taka huoguownia pojawiła się w latach '50 na jednej z najbardziej kulinarnych ulic Kunmingu - Xiangyunjie 祥云街, do dziś obfitującej w rozmaite przekąski. Jednak "Pekińska tonknięta baranina" upadła już w latach '60, a na jej miejscu pojawiła się knajpka z kluskami ryżowymi, najukochańszym żarciem kunmińczyków. Za to w krótkim czasie powyrastały jak grzyby po deszczu kunmińskie odpowiedniki "tonkniętej baraniny" - tzw. "tonknięte warzywa" czyli shuancai 涮菜. Do warzyw z czasem zaczęto dodawać kurzą/świńską krew, tofu, makarony wszelkiego rodzaju itd., ale zasada pozostała ta sama: z wielkiego stolika różności
wybieramy smakołyki i wpakowujemy je do koszyczka z rączką,
który następnie wsadzimy do gara z wrzątkiem. Gdy już się ugotuje, czyli zazwyczaj po chwileczce, możemy ugotowane pyszności maczać w miseczce z sosem:
i wtranżalać, aż miło!
Oczywiście, tonknięte żarcie występuje nie tylko w Kunmingu - słynne jest to syczuańskie chociażby. Ale już w takim Anhui czy Szanghaju ciężko na nie trafić. Gdy oprowadzałam Chińczyków z innych regionów po Kunmingu (tak, ja, Polka, oprowadzam czasami Chińczyków po Chinach) to właśnie ten sposób podania najbardziej ich dziwił.
Tuż koło domu mamy miłą szuancajownię, do której zdarza mi się wpaść po badmintonie albo po zakupach na targu; jest tanio, jest duży wybór, są sosy wedle uznania i jest przemiła właścicielka. Najlepsze, że wiedzą o niej nieliczni, bo oznakowanie dość szczelnie zasłoniły korony drzew...

2013-06-10

twaróg 奶渣

Chińczycy nie jedzą serów, to prawda stara jak świat. W tutejszych Carrefourach nie ma masła, maślanki, kefiru, twarogów i żółtych serów, o dojrzewających już nie wspominając. Jest mleko. Są słodkie do granic obrzydliwości jogurty. Są pakowane po plasterku nibysery.
Nawet w Chinach istnieją jednak dwie grupy etniczne, które wytwarzają ser i jego spożywania nie uznają za coś obrzydliwego i dziwnego: Mongołowie i Tybetańczycy. Właśnie z racji odwiedzin w knajpie tybetańskiej, w której spożywaliśmy smażony na maśle kwaśny twaróg z cukrem (Mongołowie witają tą potrawą gości), nagle zatęskniłam za tym przysmakiem. Tybetańczycy uważają, że twaróg dobrze uzupełnia dobrą florę bakteryjną naszych organizmów, używają sera jako lekarstwa na problemy z trawieniem po przeprowadzkach czy w podróży.
O wiele ciekawsze jest to, że Chińczycy piszą o nas, białasach w kontekście twarogu (wzięłam te rewelacje żywcem z baidu, chińskiego google'a):
Za granicą twaróg jest powszechnie spożywany. Wytwarza się go na masową skalę, wraz z produktami pochodnymi: pierogami z serem, leniuszkami, chlebem (wtf?), ciastami itd. Te produkty są lubiane nie tylko przez dorosłych, ale i przez dzieci. Poza tym za granicą uważa się, że spożywanie twarogu i produktów z twarogiem wpływa na pozytywny rozwój dzieci, dlatego też wytwarza się dużo produktów dla dzieci na bazie twarogu; są dość kosztowne (?).
Chleb jako produkt zrobiony z twarogu trochę mnie rozbawił. Tylko trochę.
W każdym razie, z tęsknoty za twarogiem zaczęłam robić własny. Bezrobocie sprzyja zmianie w idealną panią domu :)
Przepis jest wypadkową setek przepisów internetowych. Biorę kwaśne mleko, gotuję na wolnym ogniu całe wieki, czasem mieszam, ale staram się nie rozbić struktury sera, a gdy ser jest już tak ciepły, że parzy paluchy, wylewam go na sito wyłożone gęstą gazą. Gdy większość serwatki przecieknie, zawiązuję gazę dość ciasno i wieszam, żeby odkapała do końca.
Po paru godzinach mam przepyszny twarożek. Ostatnią partię w całości pożarła moja ulubiona Tajka, obficie polewając chleb z twarogiem miodem. Mniam.

2012-07-11

寂靜的天空 samotne i ciche niebo

Zespół HAYA to New Age. Takie stwierdzenie wystarczy - bo muzycznie to właśnie ten gatunek. Ale według mnie HAYA to New Age ciekawy, bo z mongolskimi korzeniami. Do tego są z Qinghai, które jest już blisko Tybetu, więc poza wpływami mongolskimi, mamy też pewne brzmienia tybetańskie.
Muzycy spotkali się w 2004 roku i postanowili pokazać nie kiczowatą mongolską pocztówkę, tylko piękny widok znad granicy, odległej od świata i od ludzi - pewnie dlatego swój zespół nazwali HAYA - granica. I muzyką swą przekraczają granice - mainstreamu, tradycji, mongolskości.
Ale do mainstreamu się przebili. Ich muzyka ozdobiła bowiem film "Tysiące mil samotności" 千里走單騎. Przyszło zainteresowanie mediów, przyszła popularność, przyszły miłe słowa od Tan Duna... No i przyszła Daiqing Tana 代青塔娜, której piękny wokal dopełnił brzmienie zespołu jak goryczka dopełnia smak miodu.
Piosenka tytułowa chwyciła mnie za serce, ale polecić mogę niemal wszystkie z krążka "Samotne niebo". Tutaj do tuwińskiej (Tuwińcy to ci od gardłowego śpiewu chöömej) melodii ludowej zostały dopisane nowe słowa:

日升月落
Dzień wstaje, księżyc zachodzi
生生不息的世界
Wzrastający w powtórzeniach świat
永恆的遠方
nieskonczona dal
你的輪廓在夕陽中融化
Twa sylwetka wtapia się w zachód słońca
找到一種幸福足以悲傷
Znalazłam rodzaj szczęścia wartego zranienia
沈默的祈禱只為安撫執著的靈魂
niemo się modlę by ukoić upartą duszę
當一切歸還於寂靜
Gdy wszystko wróci do samotności i ciszy
我別無渴求
Nie zostanie mi już żadne oczekiwanie
在那風吹的草原
Na owianej wiatrem prerii
有我心上的人
Jest mój miły
風啊 
Wietrze!
你輕輕吹
Delikatnie wiej
聽他憂傷的歌
Słuchając jego smutnych pieśni
月亮啊 
Księżycu!
你照亮他
Opromieniaj go
火光啊 
Blasku ognia!
你溫暖他
Ogrzej go.

2009-04-17

morin khuur 馬頭琴 skrzypki z końską głową

Czyli instrument mongolski. Podobny do erhu, zresztą Chińczycy wszystkie dwustrunne skrzypki ludów z północy wsadzili do jednego worka huqin 胡琴 - instrumenty strunowe dzikusów ;) A jednak różnią się te instrumenty bardzo - i szczegółami wykonania, i legendą.
Był sobie pasterz zwany Kuku Namjil. Choć ubogi, nie narzekał - znalazł bowiem miłość swego życia, a to, jak wiadomo, jest ważniejsze od bogactw. Ta postawa tak spodobała się bogom, że otrzymał królewski dar - pegaza. Wygodny środek transportu, trzeba przyznać - i odtąd pasterz nie spóźniał się na randki.
Prezent wzbudził jednakowoż zawiść maluczkich (jak to zwykle zresztą bywa). I pewnego dnia pasterz ujrzał umierającego (nienawidzę słowa "zdychać") pegaza - źli ludzie podcięli mu skrzydła i spadł z nieba. Zrozpaczony, z kości zwierzęcia wykonał gryf, z włosia struny, a pudło rezonansowe obciągnął końską, pardon, pegazią skórą. Odtąd przejmujący dźwięk instrumentu nieść się będzie przez mongolskie stepy...
Zgodnie z tradycją, pudło naprawdę było obciągnięte skórą, niekoniecznie końską zresztą (mógł posłużyć wielbłąd, owca, koza, cokolwiek). Ciekawe są informacje na temat strun - jedna jest męska - wykonana ze 130 włosów z ogona ogiera, a druga żeńska - wykonana ze 105 włosów z ogona klaczy. Dziś już żadna z zasad nie jest przestrzegana - pudła rezonansowe tylko drewniane, i to z wyciętymi na wzór skrzypiec efami! Ale brzmienie nadal różni się zasadniczo od brzmienia skrzypiec. A i tradycyjne melodie mongolskie z muzyka chińską czy europejską nie mają nic wspólnego...
Kupiłam sobie ostatnio płytę wirtuoza morin khuur - He Xige 贺西格. Można sobie posłuchac fajnego mongolskiego new-age'u w jego wykonaniu.