blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2020-03-31

Rzeka Spławiania Koni 洗馬河 Ximahe

Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Kunmingu, Rzeka Spławiania Koni nie istniała. To znaczy - istniała, ale przykryta betonem, całkowicie zasypana. Nigdzie nie było nawet żadnej wzmianki o niej. A przecież - płynęła sobie spokojnie nadal. Zasypano ją, gdy zaczęła śmierdzieć - tak postąpiono z większością rzek w Kunmingu, gdy zwiększyła się liczba ludności, podstawowym wyposażeniem każdego domostwa nadal był nocnik, a władzom nie wpadło do głowy rozwiązanie systemowe typu oczyszczanie i budowa kanalizacji, tylko - właśnie zasypywanie.
Parę lat temu postanowiono przywrócić Kunmingowi tę rzekę - odkryto ją i otoczono ładnym parczkiem i deptakiem, łączącym Szmaragdowe Jezioro z Biblioteką Yunnańską. Stanęły tu rzeźby, obrazujące historię miejsca. A jest to historia nader ciekawa, bo związana ze słynnym Mu Yingiem, który postawił kunmińskie mury miejskie i cały Yunnan doprowadził do porządku. To właśnie on postanowił włączyć Szmaragdowe Jezioro do miasta - czyli mury ustawić tak, by je okalały. A tuż obok Jeziora, wzorem starożytnego generała Zhou Yafu, postanowił stworzyć koszary*, okolone wierzbami i pełne pasących się koni. Kiedy mówię "pełne", mam przed oczami blisko tysiąc rumaków, które tam się pasły i żyły. No a w słoneczne, ciepłe dni, były spławiane w pobliskiej rzeczce - i stąd wzięła się jej nazwa. Ponoć Mu Ying tak kochał konie, że własnego wierzchowca zawsze tu sam spławiał, a potem oporządzał. Mycie koni w Wierzbowych Koszarach 柳营洗马 - było tak piękne i sławne, że zostało wpisane w Osiem Widoków Jeziora Dziewięciu Smoków (dawna nazwa Cuihu czyli Szmaragdowego Jeziora). Ba! O Mu Yingu i jego rumaku powstał nawet wiersz!
万柳郁成行,
Wędrując gęstwiną dziesięciu tysięcy wierzb
牵来老骕骦。
Prowadzi za sobą ulubionego rumaka.
将军思洗甲,
Generał z namysłem czyści zbroję
神骏自生光
Boski wierzchowiec lśni**.
Tu mieszkało i pracowało trzynaście pokoleń rodziny Mu. 
W późniejszych czasach Rzeka Spławiania Koni pojawia się w różnych sytuacjach - ktoś wspomina, jak to jedyny yunnański zhuangyuan, Yuan Jiagu, płynął tą rzeczką na egzamin. Ktoś opowiada, jak będąc małym chłopcem taplał się w niezasypanej jeszcze wtedy rzeczce. Książki opisują, jak to konne karawany kupieckie musiały tu zadbać o oczyszczenie jucznych koni, mocno utytłanych po dalekiej podróży. Młodsi kunmińczycy wszakże nie pamiętali tego miejsca wcale.  A potem nagle zostało wydobyte spod ziemi.

Z widokiem na Bibliotekę Yunnańską.





Cieszę się, że władze postanowiły przywrócić Kunmingowi ten kawałek historii miasta.
*Koszary te stały się podwalinami późniejszej Akademii Wojskowej.  
**Niestety, nie udało mi się znaleźć autora.
Wisienką na torcie niech będzie stare zdjęcie Rzeki Spławiania Koni:
źródło

2020-03-30

nazwy prowincji

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Chińska Republika Ludowa podzielona jest na 22 prowincje (省, shěng), 5 regionów autonomicznych (自治区, zìzhìqū), 4 miasta wydzielone (直辖市, zhíxiáshì) oraz 2 specjalne regiony administracyjne (特别行政区, tèbiéxíngzhèngqū). Oczywiście, tablice rejestracyjne pokazują z jakiej prowincji i z jakiego miasta jest właściciel (a przynajmniej gdzie zarejestrował swój pojazd). Jednak przestrzeń na tablicach rejestracyjnych jest ograniczona, więc nazwy prowincji zostają skrócone do jednej sylaby - to znaczy jednego znaku. Sami zobaczcie:
Ten pięknie ozdobiony noworocznie yijski pojazd należy do kogoś z Yunnanu (云), mieszkającego na stałe w Kunmingu (A).
Na razie wszystko jasne, prawda? Bierzemy sobie jeden znak z nazwy prowincji i umieszczamy na tablicy rejestracyjnej. Heilongjiang 黑龙江 - 黑. Beijing 北京 - 京. Shanghai 上海 - 上? Nie. No to w takim razie 海. Też nie? Jak to? To jak się skraca Szanghaj? 沪 (Hù). Dlaczego? Dawno, dawno temu rybacy z tych terenów wymyślili nowy sposób łowienia ryb przy pomocy bambusowej plecionki, którą nazwali hu 扈. Dlatego te tereny nazywano 扈渎 - czyli miejscem, gdzie łowi się tym bambusem. Później dwa znaki przekształciły się w jeden, tworząc 滬. Obecny hu 沪 jest jego uproszczoną wersją. Dziś się takich sprzętów nie używa, ale nazwa została. Fascynujące, prawda? Co ciekawe, niektóre prowincje mają wprawdzie jednoznakowe nazwy, ale akurat na tablicach rejestracyjnych nie są one używane. Przykładem choćby mój ukochany Yunnan, który skrótowo nazywa się 滇 Diān, ale na samochodach widnieje znak 云 Yun...
Przyjrzyjmy się więc nazwom i skrótom nazw innych prowincji ChRL. Ciekawe, co odkryjemy.
  • Anhui 安徽 - dosłownie: Znak Pokoju. Tak naprawdę nazwa ta sama w sobie jest skrótem, utworzonym od dwóch nazw geograficznych: miasta Anqing 安庆 oraz Huizhou 徽州. Skrót 晥 Wǎn został natomiast zaczerpnięty z innej nazwy geograficznej, od Góry Wan - obecnie nazywanej Górą Tianzhu albo od nazwy dawnego państwa Wan 皖国.
  • Beijing 北京 - dosłownie: Północna Stolica. Skrót 京 Jīng.
  • Chongqing 重庆 - dosłownie: Podwójne Szczęście. Skrót 渝 Yú pochodzi od dawnego "województwa" Yu 渝州, które z kolei wzięło nazwę od przepływającej przez dzisiejszy Chongqing rzeki Jialing, która dawniej nazywała się 渝水 Yushui.
  • Fujian 福建 - dosłownie: Szczęśliwie Zbudowane. Nazwa sama w sobie jest skrótem od dwóch tangowskich województw: Fuzhou 福州 oraz Jianzhou 建州. Skrót 闽 Mǐn pochodzi od najważniejszej rzeki regionu, rzeki Min.
  • Gansu 甘肃 - dosłownie: Słodki Respekt. Nazwa wzięła się z połączenia nazw dwóch "województw" Ganzhou 甘州 i Suzhou 肃州. Skrót 甘 Gān lub 陇 Lǒng od nazwy tangowskiego okręgu Longyou 陇右道, który obejmował część dzisiejszego Gansu.
  • Guangdong 广东 - dosłownie: wschodnie Guang - od Guangzhou, nazwy województwa z czasów cesarskich, a także skrót nazwy okręgu z czasów dynastii Song - nazywał się wówczas Wschodni Obwód Guangnan 广南东路. Skrót 粤 Yuè pochodzi od tego, jak dawniej w tamtejszym dialekcie brzmieli "ludzie". Wymawiało się to Wut, Wat bądź Wet. Znaczeniowo 粤 i 越 (czyli słowo na określenie Wietnamu) są tożsame. Określało się tak ludzi żyjących na południe od Jangcy.
  • Guangxi 广西 - dosłownie: zachodnia szerokość, skrót nazwy okręgu z czasów dynastii Song - nazywał się wówczas Zachodni Obwód Guangnan 广南西路. Skrót 桂 Guì pochodzi od Guilin, najważniejszego bodaj miejsca w tej prowincji.
  • Guizhou 贵州 - dosłownie: drogocenna prowincja. Nazwa pochodzi od góry Guishan, niedaleko której powstała stolica prowincji - Guiyang*. Skrót 贵 Guì lub 黔 Qián - ten drugi skrót pochodzi od starożytnej nazwy "województwa" Qianzhou 黔州.
  • Hainan 海南 - dosłownie: na południe od morza - bo to wyspa na Morzu Południowochińskim. Skrót 琼 Qióng pochodzi od historycznej nazwy Hajnanu - Jadeitowe Klify 琼崖 Qióng​yá.
  • Hebei 河北 - dosłownie: Na północ od rzeki - chodzi tu o Rzekę Żółtą. Skrót 冀 Jì pochodzi od Jizhou czyli jednej z dziewięciu starożytnych prowincji.
  • Henan 河南 - dosłownie: na południe od rzeki - chodzi tu o Rzekę Żółtą. Skrót 豫 Yù pochodzi od Yuzhou 豫州 czyli jednej z dziewięciu starożytnych prowincji.
  • Heilongjiang 黑龙江 - dosłownie: Rzeka Czarnego Smoka. Jest to chińska nazwa Amuru. Skrót 黑 Hēi.
  • Hubei 湖北 - dosłownie: na północ od jeziora - chodzi tu o jezioro Dongting. Skrót 鄂 È pochodzi od Państwa E, które mieściło się na terenach dziś należących do prowincji Hubei i Henan.
  • Hunan 湖南 - dosłownie: na południe od jeziora - chodzi tu o jezioro Dongting. Skrót 湘 Xiāng dotyczy najważniejszej rzeki regionu, czyli rzeki Xiang.
  • Jilin 吉林 - dosłownie: Szczęśliwy Las. Jest to próba oddania fonetyki mandżurskiego sformułowania ᡤᡳᡵᡳᠨ ᡠᠯᠠ girin ula czyli "wzdłuż rzeki". Chińczycy najpierw przetłumaczyli nazwę fonetycznie na 吉林乌拉 Jilinwula, a potem skrócili do dwóch pierwszych znaków. Skrót 吉 Jí.
  • Jiangsu 江苏 - dosłownie: Rzeczne Zmartwychwstanie. Skrót 苏 Sū.
  • Jiangxi 江西 - dosłownie: na zachód od rzeki. Skrót 赣 Gàn pochodzi od nazwy rzeki Gan, największej rzeki regionu. Wbrew nazwie prowincji, rzeka nie jest wschodnią granicą prowincji; biegnie niemalże środkiem.
  • Liaoning 辽宁 - dosłownie: spokojna Liao. Chodzi tu o rzekę Liao, która przepływa przez prowincję. Skrót 辽 Liáo.
  • Mongolia Wewnętrzna 内蒙古. Skrót 蒙 Měng. 
  • Ningxia 宁夏 - dosłownie: Spokojne Lato. Nazwa wzięta od życzeń spokoju 安宁 dlaZachodniego Xia względnie od miasta Anning 安宁, które należało do Zachodniego Xia, a dziś jest dzielnicą stolicy Gansu, Lanzhou. Skrót 宁 Níng​.
  • Qinghai 青海 - dosłownie: Zielononiebieskie Morze. Nazwa prowincji pochodzi od nazwy największego tutejszego jeziora Kuku-nor (Błękitne Jezioro), które Chińczycy dość dosłownie przetłumaczyli z mongolskiego. Skrót 青 Qīng.
  • Shandong 山东 - dosłownie: na wschód od gór - chodzi tu o góry Taihang. Skrót 鲁 Lǔ pochodzi od nazwy dawnego Państwa Lu.
  • Shanxi 山西 - dosłownie: na zachód od gór - chodzi tu o góry Taihang. Skrót 晋 Jìn pochodzi od Państwa Jin
  • Shaanxi 陕西 - dosłownie: na zachód od Shan - chodzi tu o miejsce zwane Shanyuan 陕原. Skrót 陕 Shǎn lub 秦 Qín od Państwa Qin.
  • Shanghai 上海 - dosłownie: wyjść w morze. Skrót 沪 Hù.
  • Sichuan 四川 - dosłownie: Cztery Rzeki. Zgodnie z ludową etymologią nazwa prowincji pochodzi od czterech rzek, przepływających przez prowincję, jednak geografowie historyczni twierdzą, że jest to etymologia błędna. Chuan 川 w nazwie prowincji oznacza "okrąg", więc cała nazwa to po prostu "cztery okręgi" czyli cztery jednostki administracyjne. Skrót 川 Chuān lub 蜀 Shǔ od Państwa Shu (jednego z Trzech Królestw).
  • Tianjin 天津 - dosłownie: Niebiański Bród - czyli bród, którym przebył rzekę niebiański syn (jeden z cesarzy). Skrót 津 Jīn.
  • Tybet (Xizang) 西藏 - dosłownie: Buddyjskie Pisma na Zachodzie. Zang ma dwa znaczenia: "ukryty" oraz "buddyjskie pisma", przy czym tylko w tym drugim znaczeniu wymawia się je jak chińską nazwę Tybetu - więc najprawdopodobniej z tego znaczenia wzięto nazwę. Skrót 藏 Zàng.
  • Xinjiang 新疆 - dosłownie: Nowe Terytoria. Skrót 新 Xīn.
  • Yunnan 云南 - dosłownie: na południe od chmur. Tak naprawdę jest to skrót sformułowania 云岭之南 czyli na południe od pasma górskiego Yunling. Skrót 云 Yún lub 滇 Diān. Ta druga nazwa wywodzi się z istniejącego tu ówcześnie Królestwa Dian
  • Zhejiang 浙江. Skrót 浙 Zhè. Nazwa prowincji to jednocześnie dawna nazwa Rzeki Qiantang, której ujście znajduje się w tej prowincji.
Tutaj poczytacie o japońskich nazwach prefektur.

*angielska wikipedia podaje alternatywną wersję.

2020-03-29

Kwiat lotosu

Przyznaję, poleciałam na tytuł. Zupełnym przypadkiem trafiłam jednak na faktyczny kawałek o Chińczykach!
Nie dla was życie wolne, nie dla was opjum i taki sen! Nie, nie i trzy razy nie, jak szanuję mandaryna Czen-Fu-Tse-Kin, co mi kazał dać bambusami!
 Przy ostatnich słowach oczy zagasły, głos awanturnika, drgający wstrętem i zapałem, zamarł i przeszedł w zwykły chłodny cynizm.
 Studenci milczeli chwilę, nie wiedząc, czy się mają śmiać, czy obrazić, ale już Franz jakimś cudem wśliznął się do mówiącego i tkał mu cygaro, piwo, poncz.
 — Jakto bambusami? I dostałeś?
 Ten tylko szczegół zapamiętał z całej tyrady.
 Bert obrzucił go od stóp do głowy pogardliwem spojrzeniem, jakiem człowiek rozumny patrzy na idjotę.
 — Czy dostałem? Ja, Bert Andenberg, dostaję tylko to, co chcę dostać. Chodziło mi o córkę szanownego papy z trzema guzikami na czapce i z dwoma wachlarzami u pasa. Bambusy darowałem mu na pamiątkę.
 Ton poważny tej odpowiedzi był tak komiczny, że cała knajpa wybuchnęła homerycznym śmiechem. Zawrzało, jak w garnku.
 — Kiedyś zaczął, to skończ! Czy Chinka ładna? Jakeś się z nią rozmówił?
 Franz, żeby nie stracić ani słowa, wlazł na stół, nie zważając, że płomień gazu smalił mu tak starannie zachowaną czuprynę.
 Andenberg patrzał na to z pod brwi. Uśmiech sarkazmu skrzywił mu usta.
 — Czeng-Te-Fu, Tong Ta Lang, Diz-Ya-Mi-Flaming! — wyrecytował poważnie. — Tak mówił wielki Yo! Co znaczy, żebyś wiedział, szympansie bawarski: „Nie bądź ciekawy sprawy z kobietą bliźniego twego a dostaniesz placek w niebie.“ Nie będziesz go jadł, jurysto, jak szanuję wielkiego Lamę, i pójdziesz do piekła, pingwinie, gdzie będziesz szynkował djabłom tabakę, stara plotko! To ci zaręczam! Któż to roztropny potrzebuje lingwistyki w świecie? Jak w restauracji pokażesz język, to ci kelner migiem poda wołowy ozór, a pokaż Włochowi figę, to cię zasztyletuje bez dalszego tłumaczenia. Przecie kobiety roztropne w każdym kraju, gdy chodzi o ich wdzięki.
 — A mandaryn, mandaryn? Co ten robił — piszczał Franz, bynajmniej niezrażony piekielnym hałasem.
 — Mandaryn wrzeszczał: „O mi to Fo! O mi to Fo!“, patrząc na pogoń za mną. Przy ostatnim murze jakieś lekkonogie chińskie zwierzę chwyciło mnie za warkocz, bom był ubrany, jak prawowierny syn Niebieskiego państwa. Warkocz został mu w ręku, ja już byłem na swobodzie! Vale, piękna Yao-fe-mi! Poleciałem na „Pretty Rat!“
 — Yao-fe-mi! Piękne imię! Jakżeś się dopytał, kiedyście milczeli?
 — To już moje osobiste przypuszczenie! Wielki Yo nazywa tak pewnie cały ród kobiecy, bo to znaczy po chińsku: grzeszne ale smaczne! I racja jakem Bert włóczęga!
/Maria Rodziewiczówna, Kwiat lotosu/

A tytuł wziął się stąd:
O lotosach różowych, rosnących nad głębiną, a które Hindus nazywa kwiatem miłości. I słusznie: miłość tylko kwiatem być może, a mowa jej pieśnią.
/Maria Rodziewiczówna, Kwiat lotosu/
Piękny fragment, prawda? Gdybyście mieli ochotę na ten naprawdę nieźle napisany - choć trącący myszką - kawał polskiej prozy, możecie go znaleźć tutaj.

2020-03-28

pu'er w paście 普洱茶膏

Uwielbiam herbatę pu'er. Jest po prostu najdoskonalszą z herbat, a jeśli jest dobrej jakości - można ją parzyć nawet kilkadziesiąt razy. Można? Trzeba! Przecież w miarę parzenia jej aromat się pogłębia, delikatnieje, robi się coraz słodsza i upija mnie jak wino.
I w tym cały problem. Skoro ją lubię i wiem, jak pyszna jest wtedy, kiedy jest dobrej jakości, to nie kupuję pu'era jakości średniej. Prawdę powiedziawszy, w ogóle pu'era nie kupuję, bo dostajemy go tak dużo, że mamy spory zapas. No ale - pu'era nie da się zaparzyć jeden kubek czy parę gaiwanów. Pu'er to zawsze parę litrów herbaty z jednej porcji liści. Pu'er to wiele godzin parzenia.
Nigdy mi to nie przeszkadzało... a potem pojawiło się Tajfuniątko. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zaparzyłam pu'er dla siebie, nie dla gości. Gdy są goście, razem wypijamy tych kilka litrów herbaty i jest ok. Pod warunkiem, że goście też lubią pu'er i że Tajfuniątka nie ma w domu, bo poszło z tatą na spacer. 
Ale ja przecież chciałabym pić pu'er codziennie!
Odpowiedzią na moje modlitwy okazał się pu'er w paście. Instant.  
To nie jest całkiem nowy wynalazek, bo z ksiąg herbacianych wiadomo, że pierwsze "pasty herbaciane" 茶膏 pojawiły się już za Tangów i nawet ofiarowywano je cesarzowi (937 rok). Powstawała jako produkt uboczny podczas prasowania herbat (w tamtych czasach to była zwykła praktyka względem herbat, które miały długo podróżować). Inna rzecz, że trudno mi stwierdzić, jak bardzo różniły się one od dzisiejszych. Może były używane jak cukierki? Może można nimi było smarować usta, by ładnie pachniały? Muszę na ten temat jeszcze poczytać. Wiadomo jednak, że takie pasty herbaciane były na tyle popularne, by wspominano o nich w herbacianej literaturze. Lubili je nie tylko Chińczycy, ale i Tybetańczycy, którzy herbatę traktują bardziej w kategorii posiłek niż napój.
O pu'erowej paście po raz pierwszy wspomina zielnik z 1765 roku - pojawia się w nim jako lekarstwo, nie jako przysmak herbaciarzy, rzecz jasna. 
A potem upadło cesarstwo, a ludzie się bili zamiast wytwarzać herbatę i sztuka przyrządzania past herbacianych zanikła. Pasty pojawiły się znów w latach '50 XX w., ale na krótko, bo nikt tego nie chciał pić. A teraz - wróciła.
By zrobić pastę herbacianą, trzeba najpierw opłukać i namoczyć liście, a potem pozwolić im sfermentować. Następnie należy odcisnąć wodę, a później zmiażdżyć liście, by puściły sok, z którego powstaje nasza pasta. Sok wstawia się do otwartego naczynia, w którym w końcu wyschnie on na pastę. Gdy ma już odpowiednią konsystencję, wkłada się ją do foremek i podsusza w niewysokiej temperaturze. I gotowe!
Robi się tak obecnie zarówno pu'er surowy, jak i dojrzały. Można również kupić pasty z innych herbat - w internetach trafiłam na czarne i wulongi. 
Jak jej używać? Wystarczy wrzucić maleńką drobinkę pasty (wielkości paznokcia małego palca) do szklanki, zalać gorącą wodą i wymieszać. Nie trzeba wymieszać tak, by się rozpuściła do końca. Niech  się powoli rozpuszcza, dając nam złudzenie tradycyjnego parzenia pu'era. Niech wystarczy na kilka parzeń. Jeden gram pasty herbacianej wystarcza, by zrobić pół litra herbaty... ale jeśli wypijemy ją szybko, a pasta jeszcze się rozpuści do końca, możemy ją parzyć dalej. Jak długo trzeba ją parzyć? Patrzcie na kolor, spróbujcie, jak smakuje. Ma mieć kolor pu'eru i jego smak. Gdy już go osiągnie, można spokojnie przelać napar do innego naczynia i z niego pić, a resztę pasty zalać kolejną porcją wody. Podobno świetnie robi na kaca, odchudanie itd. - to znaczy zachowuje ponoć wszystkie pozytywne aspekty prawdziwego, liściastego pu'eru.
A jak smakuje? Cóż, nie jest to sześćdziesięcioletni, naturalnie dojrzewający pu'er. Ale kiedy wiem, że cały dzień spędzę z Tajfuniątkiem i nie będę mogła parzyć tradycyjnie, jest to idealny wybór.

2020-03-27

Jej Wysokość Swatka 高禖

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z enesaj.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej. 

W czasie znanego już nam święta Podwójnej Trójki, które w tym roku odbywało się właśnie wczoraj, dawniej odprawiano modły do pewnego bardzo ważnego bóstwa. Bóstwo to zowie się  高禖 Gaomei i jest odpowiedzialne za kwestie małżeństwa i podtrzymania gatunku. Gao ma wiele znaczeń, ale m.in. jest stosowane, by okazać komuś szacunek (stąd Jej Wysokość), za to drugiemu znakowi przyjrzymy się bliżej.

Składa się on z boskiego pierwiastka 礻, znanego już nam z rytualnych kąpieli, oraz cząstki fonetycznej 某. Współcześnie wymawia się ten znak mou i oznacza bliżej niezidentyfikowanego kogoś lub coś (某人, 某事), jednak naszą boginię (a także wiele innych znaków z tą cząstką fonetyczną) wymawia się mei. Dlaczego? Ponieważ w dawnym chińskim był to znak tożsamy z 梅 méi - śliwką. Kiedy rozbijemy znak 某 na części pierwsze, łatwo zrozumiemy, dlaczego jest to śliwka. Jest to otóż drzewo 木, na którego czubku rośnie coś słodkiego 甘. Jest zresztą kilka innych wersji znaku śliwy, wszystkie odwołujące się do drzew i do jedzenia (槑, 楳). I wszystkie wymawiane mei. Pochodzenie jest śliwkowe, ale pamiętajmy, że w naszej Boskiej Swatce 高禖 ta część znaku jest cząstką wyłącznie fonetyczną. Najprawdopodobniej nazwa bóstwa wzięła się z innego znaku o wymowie mei, konkretniej tego: 媒 méi - swatka (ta nieboska) zawsze była kobietą - był to jeden z oficjalnych kobiecych zawodów. Sam znak swatki najprawdopodobniej pochodzi od 腜 méi czyli ruchów płodu. Tutaj cząstką znaczeniową jest mięso 肉, używaną m.in. w częściach ciała. Być może swatka miała pomóc kobietom starającym się o dziecko, a dopiero z czasem zajęła się również kojarzeniem par? A może chodzi o bardzo w Chinach silne skojarzenie małżeństwa z płodzeniem potomstwa? To byłoby sensowne, zwłaszcza, że znak 禖 to nie tylko imię bóstwa, ale i nazwa rytuału związanego z proszeniem bogów o potomstwo.
Nasze bóstwo Gaomei było dorosłą kobietą o apetycznych kształtach wieloródki; czasem utożsamiano ją ze znaną już nam Nüwą, a jeszcze kiedy indziej przedstawiano z dzieckiem na ręku (ciekawe, czy dawni Chińczycy kojarzyli z nią wizerunki Matki Boskiej?). Kiedy nadchodziło Święto Podwójnej Trójki, szamanki modliły się do Gaomei, przeprowadzano rytualne oczyszczenie, a potem następowała orgia - bo czymże uczcić boginię płodności lepiej niż cieszeniem się własną płodnością? A że można było przy okazji odpędzić zło i pecha, tym lepiej! Jeśli z tej strony spojrzeć na obchody naszego święta, można stwierdzić, że były one przede wszystkim okazją do proszenia bogini o znalezienie partnera i o obdarzenie potomstwem, a oczyszczenie schodziło na dalszy plan. Dopiero później iście purytańskie zakazy, a także podebranie zwyczaju przez arystokrację wypaczyło obchody świąteczne.
Co ciekawe, do dziś istnieją w Chinach świątynie ku czci Boskiej Swatki - 高禖庙 gāo​méi​miào. Jeśli więc nie chcecie już być singlami, względnie macie problem z zajściem w ciążę - gnajcie do takiej świątyni i składajcie ofiarę!

Jako bonus: zdjęcia z moim wyswatanym mężem. To już siedem lat od naszego wesela!
(zdjęcia zrobione przez Tajfuniątko, które namiętnie na nas ćwiczy umiejętności fotograficzne)

Jeśli chcecie poczytać o bóstwie Umaj Ene, zajrzyjcie tutaj.

2020-03-26

ptak peng

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, enesaj.pl oraz kirgiski.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Nareszcie! Dziś dowiecie się, w co zmienia się gargantuiczny kun. Zmienia się otóż w ptaka peng 鵬 [鹏]. Od razu widać, że to ptak - można poznać po kluczu 鳥 [鸟]. Co było do przewidzenia, gigantyczna ryba przemieniła się w potężnego ptaka - tak jak ciężko zmierzyć grzbiet kuna, ciągnący się na wiele tysięcy li, tak rozstaw skrzydeł penga jest niesamowicie wielki ("jego skrzydła są jak chmury zakrywające całe niebo") a grzbiet potężny jak Góra Taishan. Jego odpowiednikami w innych mitologiach są perski Ruk oraz indyjski Garuda. Tę bestię, która raz jest rybą, raz ptakiem, Chińczycy nazywają po prostu 鯤鵬 [鲲鹏] kūn​péng, czyli łącząc znak kun ze znakiem peng. Jak widać, w chińskim nie ma problemu, co było pierwsze, jajko czy kura - najpierw był kun, dlatego jest na początku dwuznakowej zbitki*.
W taoistycznej biblii Zhuangzi pojawia się nie tylko przemiana ryby kun w ptaka peng, ale również porównanie ogromu penga do małych stworzeń, takich jak cykada 蜩 tiáo, turkawki 鳩 jiū i przepiórkowate 鷃 yàn. Mówi się, że o ile kun buszuje w głębinach północnych mórz, o tyle peng leci nad morze południowe, tzw. Niebiańskie Jezioro 天池. Morze musi być głębokie, by pomieścić kuna, a wiatr musi być silny, by zanieść penga na południe. Porównanie penga do małych stworzeń zawsze zaś sprowadza się do tego, że mały nie rozumie zamierzeń wielkiego - bo przepióreczka nie da rady dolecieć na drugi koniec świata. To jednak nie oznacza, że peng również nie da rady. Ich światy są tak różne, jak rozpiętość ich skrzydeł. Co nie musi oznaczać, że któryś z nich jest gorszy - choć pojawiały się też interpretacje tekstu porównujące penga do mędrców, a przepiórki do zwykłych śmiertelników. Zwykli śmiertelnicy poprzestają na małym, są zadowoleni z siebie i obce są im wielkie aspiracje i dalekie cele. Zaś peng osiąga siłę i wolność dzięki swym odległym celom. Jak zwykle - każdy czytelnik ma swoją interpretację. Mnie bardziej podoba się idea, że wielki tak samo nie rozumie małego, jak mały nie pojmuje dużego - ta koncepcja bardzo ułatwia świadome macierzyństwo ;) Nie każdy musi być pengiem, prawda? Przepióreczki też są potrzebne światu...
Ponieważ peng jest taki wspaniały, chętnie jest wybierany jako znak imienia, pojedynczo lub w jakimś fajnym połączeniu [sama miałam kiedyś kolegę o poetyckim mianie Chmurny Ruk. Na zawsze zostanie w mojej pamięci jako ten, który jako pierwszy nakarmił mnie robakami]. Sam znak wywędrował również do Japonii, gdzie takoż jest używany w imionach.
O pengu pisali poeci, m.in. Li Bai. Trafił do bajek i do przysłów. Stał się też wdzięcznym tematem kaligrafii i malarstwa chińskiego. Samo słowo jest używane jako tłumaczenie na chiński nazw mitycznych, wielkich ptaków z innych kultur - np. wspomnianego Ruka, Garudy czy legendarnych ptaków chińskich mniejszości etnicznych. Pojawia się np. w Wędrówce na Zachód, ale też w legendach Naxi czy Tybetańczyków. Oczywiście, chiński znak wygląda inaczej niż piktograf Dongba i wymawia się go inaczej niż po tybetańsku, ale sama koncepcja jest podobna.
W słownikach chińskich peng istnieje w następujących idiomach:
  • 大鵬 [大鹏] dà​péng​ - jedna z nazw penga
  • 鵬飛 [鹏飞] péng​fēi - wysoki lot. Dosł. lot penga​**
  • 鵬程萬里 [鹏程万里] péng​chéng​wàn​lǐ - mieć przed sobą świetlaną przyszłość. Dosł. peng leci dziesięć tysięcy li.​
  • 大鵬鳥 [大鹏鸟] dà​péng​niǎo - jedna z nazw penga​
  • 鵬鳥 [鹏鸟] péng​niǎo - jedna z nazw penga, ale przy okazji przenośnie - wielki talent​
  • 鯤鵬展翅 [鲲鹏展翅] kūn​péng​zhǎn​chì - mieć u stóp cały świat; być niezwyciężonym. Dosł. Kunpeng rozpościera skrzydła.​
  • 鵬摶 [鹏抟] péng​tuán - dążyć do wielkości​
Najśmieszniejszym wyrazem, jaki znajdzie się w tym słowniczku jest
  • 酷鵬 [酷鹏] kù​péng​ - kupon, tłumaczenie fonetyczne. Dziś używa się raczej 優惠券 [优惠券] yōu​huì​quàn, z kuponem z pengiem spotkałam się właśnie dziś po raz pierwszy w życiu.
Chciałam Wam jeszcze pokazać obraz ukazujący przemianę kuna w penga:
źródło
Jego twórcą jest Wu Xuebin 吴学斌, słynny malarz z Guangxi, wystawiany w Chinach i zagranicą.

Tutaj poczytacie o japońskiej szacie z piór, tutaj o uzbeckim ptaku przynoszącym szczęście, a tutaj o ptaku z godła Kirgistanu.

*jeśli zaś chodzi o samo jajko, to ponieważ się je nazywa 雞蛋 [鸡蛋] jī​dàn, to widać wyraźnie, że najpierw jest znak kury, a potem jajka.
**myślę, że może to być antonim lotu trzmiela.

2020-03-24

yunnańska kawa 云南小粒咖啡

Kiedyś już pisałam dla Was o yunnańskiej kawie - o tym, że ją kupuję, gdy tylko mam okazję, ale też o tym, że wcale nie jest tak łatwo ją dostać.
Nadal nie jest łatwo, ale teraz przynajmniej wiem, gdzie mogę zawsze, kiedy zechcę, uzupełnić zapasy świeżo mielonej yunnańskiej kawy - na ulicy Końsko-Herbaciano-Kwietnej przy Górach Zachodnich znajduje się sklep kawowy z prawdziwego zdarzenia.
o tym panu za chwilę
Mają naprawdę bogaty asortyment.
kopi luwak, czyli kawa, której nigdy nie kupię.
Dlaczego przed sklepem z kawą znajduje się pomnik?
Ten facet to ponoć francuski misjonarz Alfred Liétard (przez Chińczyków nazywany 田德能), który w 1904 roku zasadził koło Dali pierwsze drzewko kawowe. To dzięki temu człowiekowi obecnie kilka wiosek pod Dali produkuje 14 ton kawy rocznie. I choć to tylko kropla w morzu - obecnie wiele innych regionów Yunnanu również produkuje kawę - cieszę się, że mogłam spróbować tej "najpierwszej".
Wiecie, co jest najwspanialsze? Smak kawy, aromat - przypomniał mi Babcię. Pamiętam, jak dla niej mieliłam kawę w starym, drewnianym młynku. To jest właśnie TEN zapach. Dlatego piję yunnańską kawę, wysyłając w kosmos dobre myśli i całą tęsknotę świata.

2020-03-23

rytualne oczyszczenie 祓禊

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Zbliża się Podwójna Trójka czyli trzeci dzień trzeciego miesiąca księżycowego 三月三 (będzie w najbliższy czwartek). Jego druga nazwa to Święto Shangsi 上巳節; pod tą właśnie nazwą było obchodzone co najmniej od Okresu Wiosen i Jesieni. Nie wiadomo, dlaczego Chińczycy uznali, że ten dzień się nadaje na święto. Może jest to związane z tym, że ponoć to właśnie Trzeciego Trzeciego urodził się nasz stary znajomy, Żółty Cesarz? Samo święto obchodzone jest nie tylko w Chinach, ale też w Wietnamie, Korei i Japonii (choć, żeby skomplikować, inne kraje sobie przeniosły datę świętowania). Trzeba się do tego święta odpowiednio przygotować, więc piszę odpowiednio wcześniej. W ubiegłym roku pisałam o tym, jak obchody Podwójnej Trójki wyglądały dawniej i wyglądają obecnie w Kunmingu. Istotą święta jest wyjście nad jakąś wodę, a także - oczywiście - piknik i rwanie kwiatów. Tylko to pozostało po rytuałach oczyszczających z dawnych czasów. Oczyszczenie to zresztą miało być zarówno fizyczne, jak i duchowe - dzięki czemu chroniło nie tylko przed chorobami, ale i przed pechem. Obrzędy oczyszczenia znalazły się także w literaturze wysokiego lotu za sprawą Mędrca Kaligrafii, Wanga Xizhi. On to wspomina Podwójną Trójkę w słynnej Przedmowie do rękopisu z Altany Orchidei. Tam też właśnie pojawia się sformułowanie 修禊 xiū​xì, które oznacza "przeprowadzić obrzęd oczyszczający". To nas prowadzi prosto do znaku 禊 xì czyli rytualnego oczyszczenia.

Rozbijmy znak na części pierwsze. Mamy tu "boski" klucz 礻, który styka nas ze wszystkim, co paranormalne. Obok jest cząstka fonetyczna 契 qì, która wszakże jest według mnie również cząstką semantyczną, oznacza bowiem porozumienie, umowę. Gdy rozbić znak jeszcze bardziej, okazuje się, że jest to wielka 大 umowa 㓞, którą wyryto nożem 刀, by nie była tylko na gębę. Mamy więc rytuał oczyszczenia, który pomaga nam się układać z bogami. Z którymi bogami? O tym kiedy indziej. Napomknę tylko, że nasze święto to był nie tylko dzień oczyszczenia, ale również swoisty karnawał - tego dnia młodzież stanu wolnego płci obojga mogła przestawać z sobą nawzajem, romansować i robić plany na przyszłość... albo i ich nie robić - jeśli wiecie, co mam na myśli. Wszyscy się cieszyli na bezkarne obcowanie, nawet Du Fu się ekscytował:
三月三日天气新,
Trzeciego Trzeciego na nową pogodę
长安水边多丽人.
Nad brzegiem rzeki w Chang'an tak dużo jest ślicznotek!

Dopiero po dynastii Song nastąpiła "odnowa moralna" i zwyczaj poszedł w zapomnienie.
Wróćmy jednak do oczyszczenia. Już w Dialogach Konfucjańskich jest opis rytualnej kąpieli na brzegu jeziora/rzeki 祓除畔浴 - w wiosenny wieczór dorośli w grupach po pięć-sześć osób i chłopcy w grupach po sześć-siedem osób zażywają kąpieli w Rzece Yi, wiatr dmie, a oni składają tańcem ofiarę bogom deszczu, a potem wracają do domów z pieśnią na ustach*.
Tu pojawia nam się drugi znak związany z rytualną kąpielą: 祓 fú - oczyszczać, ale również egzorcyzmować, wypędzać złe duchy, a także choroby. Zwróćcie uwagę na to, że w znaku oczyszczenia znów pojawia się znany nam już boski klucz 礻. Było to więc oczyszczenie zarówno duchowe, jak i cielesne. Tę kąpiel zwie się również kąpielą wiosenną 春浴** albo wręcz 除恶之祭 ceremonią pozbywania się zła. Początkowo, w ludowej wersji, za rytuał odpowiadały wiedźmy/szamanki względnie kapłani taoistyczni czy inni pośrednicy między ludźmi a bogami - to oni dbali o duchowy wymiar kąpieli i spłukanie nie tylko brudu, ale i pecha. Później zwyczaj przejęła arystokracja i uczeni. W święto Podwójnej Trójki spotykali się, by po odprawieniu ceremonii piknikować nad brzegiem wody, zrywając kwiecie, pisząc wiersze, pijąc wódkę i ucztując - jak wspomniany już Wang Xizhi. Tego też dnia kończyły się uroczystości i jarmarki poświęcone dobrze już nam znanym twórcom Chin, boskiemu małżeństwu Nüwa i Fuxi.

Możecie więc zapamiętać:
  • 祓 fú - oczyszczać, usuwać nieczystości, rytuał odżegnujący od pecha i zapraszanie szczęścia.​
  • 禊 xì - ceremonia oczyszczająca​, która odbywała się dwa razy do roku nad wodą.
Dają nam razem
  • 祓禊 fú​xì - rytuał oczyszczenia ciała i ducha, odbywany nad wodą dwa razy do roku, zazwyczaj przy pomocy szamana.
I jeszcze dwa słówka, bezpośrednio związane z poprzednimi:
  • 祓濯 fú​zhuó - oczyszczać (濯 zhuó to zmyć, spłukać)​
  • 修禊 xiū​xì - brać udział w ceremonii oczyszczającej​ (修 xiū​ to naprawiać, ale w dawnych czasach dotyczyło to przede wszystkim naprawiania siebie samego: 修行 xiū​xíng znaczy praktykować religię - głównie buddyzm albo taoizm, ale nie tylko! - i poświęcać się jej tak, by się rozwijać duchowo. Czasem czyjaś sztuka jest traktowana jak religia - można się wznosić na wyżyny duchowe również doprowadzając do mistrzostwa jakieś rzemiosło.
Tutaj możecie poczytać o rytualnym oczyszczeniu w Japonii.

*暮春者,春服既成,冠者五六人,童子六七人,浴乎沂,風乎舞雩,詠而歸。
**tak, też mnie brzydzi to, że dawniej ludzie się kąpali dwa razy do roku...

2020-03-22

Trzech mnichów 三个和尚

Jest w Chinach takie powiedzenie: Jeden mnich czerpie wodę, dwóch mnichów niesie wodę, trzech mnichów nie ma wody (一个和尚挑水吃, 两个和尚抬水吃, 三个和尚没水吃). Pisałam już zresztą o tym powiedzonku, tłumacząc dlaczego w Chinach nie istnieje piłka nożna. W skrócie - chodzi o to, że największą przeszkodą w osiągnięciu sukcesu jest brak współpracy. Jeśli Chińczyk wzdycha z ubolewaniem: "trzech mnichów 三个和尚", chodzi mu o to, że na nieszczęście każdy sobie rzepkę skrobie i nic z tego wszystkiego nie wynika.
W 1980 roku Chińczycy postanowili pokazać małym mnichom, jak wybrnąć z sytuacji i nauczyć ich moresu. I tak powstała niema kreskówka, opatrzona tylko (albo aż) wspaniałą muzyką, opowiadająca na nowo historię trzech mnichów, którzy dopiero podczas pożaru uczą się, że współpraca to bardzo ważna rzecz.


2020-03-21

Amla - yunnańska oliwka 滇橄榄

Amle dojrzewają podobno dopiero na jesieni, jednak w Kunmingu da się je przyuważyć na straganach już w marcu. Ręcznie zbierane, kwaśne, gorzkie i cierpkie jagody liściokwiatu garbnikowego przywędrowały do Yunnanu zapewe z Indii, w których jest roślina ta jest uprawiana na wielką skalę. Niemal nikt tych okropnych owoców nie spożywa bezpośrednio, a dopiero po ukiszeniu czy też wymoczeniu w słonej wodzie i obtoczeniu w płatkach chilli. Można ją jeść gotowaną (na przykład jako jeden ze składników dalu) - choć mówiąc szczerze, smak amli nie podbił mojego serca - no, może z wyjątkiem amli kandyzowanej (taką też się sprzedaje; można ją zajadać po posiłku jak lekarstwo na dobre trawienie). Skoro jednak owoce są takie niedobre, dlaczego się je w ogóle uprawia? Otóż są używane w tradycyjnej indyjskiej medycynie, zarówno świeże, jak i suszone. Zresztą - używa się nie tylko samych owoców, ale też nasion, liści, korzeni, kory i kwiatów. Jest oczywiście remedium na najróżniejsze schorzenia, przedłuża życie, obniża gorączkę, poprawia trawienie, leczy z zaparć, oczyszcza krew, ratuje przed kaszlem, wzmacnia serce, poprawia wzrok, działa na porost włosów, a nawet pomaga na mózg! Tyle o tradycji. Współczesne badania pokazują, że owoce amli wykazują działanie antywirusowe i antybakteryjne.
Poza tym używa się jej do produkcji atramentów, szamponów i olejków do włosów (podobno dzięki nim włosy są nie tylko mocniejsze, ale również mniej siwe), a także do produkcji utrwalaczy barwników do tkanin. Z liści można po wysuszeniu zrobić pięknie pachnące wnętrze poduszki.
W Yunnanie jest amla ważnym składnikiem diety i lekarstw wielu grup etnicznych, przede wszystkim Dajów, Hani i Yao. Chyba jednak żadna z naszych religii nie traktuje amli jak świętego drzewa. Za to w hinduizmie jest ona ważna: teksty tantry hinduistycznej, wymieniają to drzewo jako jedno z pięciu, które tradycyjnie wymagane są w miejscu wykonywania sadhany. Inne przekazy mówią o drzewie liściokwiatu jako o siedzibie Lakszmi.
W Yunnanie często się mówi o jej właściwościach prozdrowotnych: pomaga na kaszel i ból gardła, gasi pragnienie itd. Często się ją u nas kisi, dodając do zalewy oprócz soli również lukrecji chińskiej i miodu.
Można też na jej bazie przyrządzić leczniczą nalewkę, pamiętając, by cukru lub miodu dodać naprawdę dużo.
A ja tymczasem otwieram kolejną paczuszkę z kandyzowaną amlą, która doskonale sprawdza się jako cukierki na ból gardła:

Nawet gotowanie w syropie cukrowym nie pozbawia amli całej goryczki i cierpkości. A jednak Tajfuniątko ją uwielbia! Dziwne dziecko...

2020-03-20

安床 spokojne łoże

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Dziś jest dobry dzień na "spokojne łoże".

Tradycyjny chiński kalendarz to nie tylko znaki zodiaku, rytm życia wyznaczany pełniami i nowiami i ustawianie horoskopu na podstawie nie tylko daty, ale wręcz godziny urodzenia. To także bardzo szczegółowe informacje na temat tego, czy dana czynność powiedzie się danego dnia czy nie - względnie czy jej efekty będą świetne czy opłakane. Jakie to są czynności? Och, od wielkich, typu zawarcie związku małżeńskiego czy otwarcie biznesu aż po czynności tak prozaiczne jak... kupowanie łóżka.

安床 ānchuáng, dosł. spokojne łoże to ustawienie łóżka - łoża w nowym domu, łóżka nowożeńców, ale nawet zmiana starego łóżka na nowe, bo na przykład w starym materacu pękła sprężyna. Jest to ponoć nie tylko niezawodna metoda, by pozbyć się problemów z bezsennością czy z seksem, ale też - by poradzić sobie z bezpłodnością. Na bezsenność wystarczy w sprzyjającym dniu przenieść łóżko w inne miejsce (oczywiście zgodne z zasadami fengshui) czy też zmienić materac. Z bezpłodnością sprawa jest trudniejsza: poza zmianą łóżka przydałoby się zaprosić chłopca spod znaku Smoka, by trochę powariował na łóżku - ponoć dzięki temu szybciej się pocznie syna. W ostateczności może to być chłopiec innego znaku zodiaku, jednak bezwzględnie nie można zapraszać do zabaw na łóżku dziewczynek, bo przecież tylko syn jest prawdziwą dumą rodziców...
Wracając do samego łóżka: oprócz zaopatrzenia się w nowe łóżko w wyznaczony dzień, warto również wznieść modły do łóżkowych bóstw 床神- zazwyczaj preferuje się Matkę Łoża, wierząc, że to ona najlepiej opiekuje się wszystkimi łóżkowymi sprawami. Warto też pamiętać, że Chińczycy wierzą, że nie wolno używać cudzego łóżka - np. nawet biedni studenci, gdy wprowadzają się do wynajmowanego mieszkania, nawet jeśli nie mają ani jednego nowego mebla, kupują dla siebie nowy materac, nie korzystając z pozostawionego przez poprzednich lokatorów. Podobno jeśli śpi się na cudzym łóżku, zaczynają się rozmaite - związane ze spaniem - problemy.
Według mnie jedyny problem polega na tym, że te wszystkie dobre wróżby dotyczą tylko par - w łóżku, które zostało zgodnie z regułami przysposobione, nie wolno spać samotnie.
Nie dziwię się, że właściwe postawienie łóżka urosło w Chinach do sprawy wielkiej wagi - w końcu spędzamy w łóżkach jedną trzecią życia; warto sprawić, by sen był zdrowy i przynosił korzyści. A jednak wolałabym, żeby chińscy wróżbici zamiast podpowiadać mi, kogo przeturlać po łóżku, by powić syna, pomogli mi tak to łóżko ustawić i obłaskawić, żeby mi mąż nie chrapał...
Dobra. Teraz najważniejsza rzecz. Czy oni naprawdę w to wierzą?
Wyszłam za mąż w 2012 roku. Oboje chcieliśmy mieć dzieci.
Gdy na przełomie 2014 i 2015 roku przeprowadzaliśmy się do nowego mieszkania, już od roku chodziłam po lekarzach, którzy bezradnie rozkładali ręce - dwoje zdrowych ludzi powinno nie mieć problemów, a my mieliśmy.
W 2015 zaszłam w ciążę. Dopiero po urodzeniu Tajfuniątka ZB podzielił się ze mną rozmową, jaką przeprowadził z dawnym właścicielem mieszkania. Ponoć wtedy, gdy ZB kupował mieszkanie, tamten powiedział: i pamiętajcie, żeby właśnie w tym pokoju zainstalować dobrego dnia nowe łóżko. To miejsce ma dobre fengshui. ZB nie wierzył, więc rozmowę zignorował, ale ponieważ pokój wydał nam się najfajniejszy, to właśnie tutaj urządziliśmy sobie sypialnię. Czy to kwestia poprawnego anchuang, czy nie - tego się zbadać nie da. Ale... to mieszkanie i to łóżko przyniosło nam szczęście w postaci Tajfuniątka.
Pełną wróżbę na dziś można sprawdzić tutaj, a tutaj link do całego kalendarza wrożebnego, dzięki któremu możecie wybrać odpowiednie dni do niemal wszystkich ważnych spraw życiowych - niestety, jest dostępny tylko po chińsku.

Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak się zasypia po japońsku, zajrzyjcie tutaj.

2020-03-19

kun 鯤

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Jest w mandaryńskim wyraz 鯤 [鲲] kūn. Ma on dwa znaczenia. Po pierwsze jest więc kun ogromną rybą, podobną naszemu Lewiatanowi. Łatwo się domyślić, bo klucz znaku to przecież właśnie ryba 魚 [鱼]. Mieszka w głębinach północnych mórz i potrafi się przemienić... nie powiem, w co. O tym będzie następnym razem.
Pojawia się w Liezi, w pytaniach Tanga: 
W ciemnych morzach na najdalszej północy (溟海), w niebiańskim zbiorniku żyje ryba szeroka na wiele tysięcy li, adekwatnie ciężka, a miano jej kun*.
Pojawia się też w legendzie spisanej w Zhuangzi
W północnych głębinach (北冥) mieszka ryba, która zowie się kun. Jest tak wielka, że nie wiadomo, ile mierzy tysięcy li**.
W powyższych dwóch wyjątkach użyte są inne formy nazwy morza: 溟海 míng​hǎi - ciemne morze. Tutaj ming ma klucz wody 氵, co nas łatwiej prowadzi do morza. A forma 冥 míng jest być może po prostu błędem, choć z drugiej strony - to właśnie ona jako osobny znak określa miejsca głębokie i ciemne. Z kolei míng z wodą 溟 stosowany również do miejsc ciemnych, ma drugie znaczenie - siąpiący deszcz.

Skoro już wiemy, kim jest kun, pora przyjrzeć się drugiemu znaczeniu tego słowa. Otóż, moi drodzy, kun 鲲 to również chińska nazwa... narybku. Mają Chińczycy poczucie humoru, prawda? Żeby największe morskie stworzenie mityczne obdarzyło nazwą najmniejsze rybki! Tu ciekawostka: na narybek mówi się również 鱼苗 yú​miáo czyli dosłownie "rybne pędy".
W słownikach pojawia się tównież wytłumaczenie, że kun to ikra (鱼子 yú​zǐ), choć na żywo się jeszcze nigdy z takim użyciem kun nie spotkałam.
Przy następny spotkaniu z chińskimi fantastycznymi zwierzętami (i jak je znaleźć), dowiecie się, w co potrafi się przemienić kun.

A o złowieszczym japońskim wielorybie poczytacie tutaj.
*终北之北有溟海者,天池也,有鱼焉,其广数千里,其长称焉,其名为鲲。
**北冥有鱼,其名为鲲。鲲之大,不知其几千里也。

2020-03-17

sakura

Serce mi pękało, bo z racji koronawirusa zamknięto wszystkie parki. Wiosna w pełni, kwitną jabłonie i wiśnie, a ja ich nie mogę zobaczyć! Na razie w Kunmingu otwarto zaledwie trzy parki - wszystkie bardzo daleko od nas - i w dodatku wpuszcza się ograniczoną liczbę ludzi. A mnie się serce rwie do prawdziwej kunmińskiej wiosny!...
Bałam się, że moja sakura w tym roku ograniczy się do pojedynczych wiśni nad brzegiem Szmaragdowego Jeziora:
Ratunkiem okazała się być jedna, położona blisko domu, ulica. Aleja. Wysadzana wiśniami.Wybraliśmy się tam w ostatnią niedzielę. Na ulicach było trochę ludzi, pojawiały się też pojazdy, ale - normalnie są tam tłumy, a ulica jest zakorkowana. Nigdy w życiu nie wpadłabym na to, żeby się tamtędy przechadzać dla przyjemności. Tymczasem tym razem spacer okazał się nadspodziewanie piękny i przyjemny, mimo konieczności zamaskowania się.
nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na to, że apartamentowiec przy tej alei nazywa się Widok na sakurę...
To właśnie ta ulica: ulica Yuantong, przy której położona jest słynna świątynia Yuantong. Ulica biegnie wzdłuż góry Yuantong.
W życiu bym nie pomyślała, że przechadzka jedną ulicą może mi przysporzyć tyle radości i pięknych widoków!...

Teoretyczne podejście do wiśni
Sakura 2009
Sakura 2014
Sakura 2015
Sakura 2016
Sakura 2017
Sakura 2018
Zmierzch nad Szmaragdowym Jeziorem
Sakura 2019