Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henan 河南. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henan 河南. Pokaż wszystkie posty

2014-06-18

善良 dobre serce

Wszyscy uważają, że mam wspaniałego męża. Cóż, ze mną włącznie. Ciężko może w to uwierzyć, ale on sobie ze mnie niebywale wręcz dworuje, a mnie pozostaje tylko zrobić naburmuszoną minkę, fochnąć i zapytać, czy mógłby się wobec mnie wykazywać większą dobrocią: 你能不能对我善良一些呢? Zwracam uwagę na użycie przymiotnikowo-przysłówkowej zbitki 善良 shàn​liáng, która zarezerwowana jest dla dobroci, miłosierdzia itp. Na co mój psotny małżonek odpowiedział ostatnio, że jest - i tutaj nieprzetłumaczalny żarcik - rybą psującą się od głowy. Po chińsku podobny idiom to 上梁不正下梁歪 shàng​liáng​bù​zhèng​xià​liáng​wāi czyli dokładnie: jak górna belka nie jest prosta, to i dolna będzie krzywa. W przybliżeniu chodzi o to samo - zauważenie, że przykład idzie z góry. De facto ZB zamiast powiedzieć, że jest bardzo shàn​liáng, rzekł, że bardzo shàng​liáng​ i dokończył przysłowie. Odparowałam, że w sumie to prawda, że jest Belką, do tej pory myślałam, że Zwykłą, ale teraz już wiem, że Krzywą... Na własne życzenie został więc Krzywą Belką :P
O samym zaś przysłowiu krążą dwie historie, jedna bajkowa, jedna konfucjańska. Przytoczę obie:
Za czasów dynastii Song, w dystrykcie Chen (okolice dzisiejszego miasta Zhoukou), kilka lat z rzędu bogowie zsyłali na ludność rozmaite klęski żywiołowe. Gdy dwór cesarski rozkazał dwóm urzędnikom: Liu Dezhong i Yang Jinwu otworzyć spichlerze i wyprzedać zboże, te dwa obwiesie wykorzystały swą pozycję i sprzedawały zboże po mocno zawyżonych cenach. Jakby tego im było mało, dosypywali do zboża piach, a także używali oszukanych miarek i wag - wszystko, byle się tylko więcej nachapać. To oni zostali przez ludność nazwani krzywymi belkami i do dziś są symbolem skorumpowanych urzędników, przez których źle się dzieje w państwie chińskim.
Starsza jest jednak opowieść konfucjańska - o uczniu, żyjącym w Okresie Wiosen i Jesieni Li Kangzi. Spytał on, jak uzdrowić władze. Konfucjusz powiedział, że władza i rządy (政) wywodzą się ze słowa 正 - właściwy, poprawny. Jeśli więc ci o góry zachowują się właściwie, któż śmiałby zachowywać się inaczej niż oni?
Od czasów Konfucjusza minęło dwa i pół tysiąca lat. Straszna szkoda, że z tej nauki nic nie wynieśli...

2014-05-11

Nie ma drugiego takiego kraju IX

Dzisiaj Pani Pastorowa pouczy nas o chińskim języku - a raczej tylko o piśmie. I jeszcze o tym, jak wygląda chińska szkoła. Ciekawe, że akurat metody nauczania faktycznie się w Chinach przez ponad sto pięćdziesiąt lat prawie nie zmieniły...

JĘZYK

Nie ma drugiego takiego języka jak chiński. Zamiast liter służących do zapisu wyrazów, mają oni rysunek na każde słowo. Nazywam to rysunkiem, ale jest bardziej wizerunkiem/figurą niż rysunkiem. Chińczycy używają do pisania pędzli zamiast piór; pocierają kawałki tuszu o małe marmurowe talerzyki, maczając je najpierw w odrobinie wody, jak my maczamy kawałki farby. W marmurowym talerzyku jest zagłębienie, by zatrzymać wodę. Jak myślicie, co dla Chińczyków jest „czterema skarbami”? Tusz, pędzel, talerzyk marmurowy i woda*. Nazywają je skarbami, ponieważ tak kochają pisać. Nauczyciele są w Chinach bardzo poważani, jak zresztą powinno być wszędzie. Jednak szkoły w Chinach są podobne tym w Turcji, bardziej się nadają dla papug niż dla dzieci; tyle, że chińscy chłopcy siedzą na krzesłach ze stolikami przed sobą, zamiast siedzieć po turecku na podłodze, jak w Turcji. Najpierw uczą się malować słowa, a potem powtarzać lekcje z pamięci. A czynią to krzycząc głośno; w trakcie zdawania lekcji nauczycielowi są doń odwróceni plecami.
Pierwsza książka, którą dzieci czytają jest pełna opowiadań, z obrazkami na każdej stronie. Chcielibyście posłuchać jednej z tych historii?
„Był sobie ośmioletni chłopiec o imieniu Um-wen. Rodzice jego byli tak biedni, że nie stać ich było na moskitierę, która by ich ochroniła przed muchami w lecie. Chłopiec nie mógł znieść myśli, że jego rodzice będą pogryzieni przez muchy. Dlatego stał koło ich łóżka i, odsłonił swój drobny tułów, by muchy pogryzły jego zamiast rodziców. Ponieważ – powiedział – jeśli najedzą się moją krwią, zostawią moich rodziców w spokoju”.
Czy zachowanie chłopczyka było dobre? Z pewnością nie; przecież dobrzy rodzice byliby zasmuceni, że ich mali chłopcy zostali pogryzieni. Biedni mali Chińczycy! Nie wiedzieli o Nim, ukąszonym przez starego węża, byśmy nie zostali pożarci ani zniszczeni**.

Najciekawsze jest, że chociaż imię chłopca Pani Pastorowa przekręciła, sama historia jest dobrze znana, pochodzi bowiem ze zbioru wierszyków dydaktycznych dla dzieci „24 cnoty synowskie” 二十四孝 z czasów dynastii Yuan, które faktycznie były jedną z podstaw wychowania dzieci :)

Wu Meng, mieszkaniec Puyangu z czasów dynastii Jin, już w wieku ośmiu lat wiedział, jak należy szanować rodziców. Dom był biedny, nie stać ich było na zakup moskitiery, więc komary kłuły ojca, nie pozwalając mu spokojnie spać. Każdej letniej nocy siadał więc Wu Meng nagi przed ojcowską alkową, pozwalając komarom napić się do syta, a nie odganiając ich wcale – bał się bowiem, że jeśli odgoni komary od siebie, pogryzą one ojca.

Poniżej kreskówka dla dzieci, opowiadająca tę historię:


* tak naprawdę cztery skarby gabinetu 文房四寶 to tusz, pędzel, kamień do rozcierania tuszu (czyli „marmurowy talerzyk” ^.^) i... papier, bo przecież na czymś trzeba pisać :P.
** nie znam opowieści biblijnej o ukąszeniu Jezusa, ktoś coś wie?

2013-10-07

Siedem czarek herbaty 七碗茶

Czasy tangowskie były niezwykłe. Wspaniałe. Rozkwit kultury, sztuki, dobrobyt, wymiana kulturalna z Azją Mniejszą i Zachodem, cud, miód i orzeszki. Wtedy też herbata, napój znany od dawna, acz jeszcze niedoceniony, weszła na piedestał, by zeń już nie zejść.
Od czasów tangowskich wiele się w Chinach zmieniło, ale kult herbaty pozostał. Być może poezji się na jej temat już stadnie nie pisze, ale sam napar pozostaje tą częścią tradycji, z której żaden dobrze wychowany Chińczyk nie zrezygnuje. Może właśnie dlatego tak często się do niej odwołują, opisując piękno życia?
Takie właśnie piękno herbaty dostrzegł Lu Tong 盧仝, jeden z najważniejszych herbacianych poetów tangowskich. O nim też i jego siedmiu czarkach herbaty chcę dziś opowiedzieć. Jest to tylko krótki fragment poematu; być może kiedyś zdołam przebrnąć przez cały i zrozumieć inne uczucia władające Lu Tongiem, nie tylko jego herbacianą namiętność...
A było to tak.
Było sobie w Henanie miejsce czarowne, w którym tryskało pięćdziesiąt pięć strumieni. One to napełniały wody jeziora, na którym znajdowała się mała wysepka, od pięknie kwitnących brzoskwiń zwana Wyspą Kwiatu Brzoskwini, zieleniąca się bambusami i szumiąca jedynym strumykiem, którego wody czyste były a słodkie - było to Źródło Kwiatu Brzoskwini. Za czasów dynastii Tang to właśnie miejsce, zwane Ogrodem Qin (沁園), było centrum kultury i rozrywki wyższych sfer.
W takich to właśnie okolicach dorastał młody Lu Tong, żyjący na przełomie VIII/IX wieku. Potomek słynnego poety Lu Zhaolina miał o tyle nieciekawe dzieciństwo, że dorastał w biednym domu. W dodatku w osiągnięciu pozycji nie pomagało mu to, że był prawdomówny, ekscentryczny, że nie dbał o sławę, a przede wszystkim to, że gardził przekupnymi biurokratami. Przy takiej niechęci do oficjalnych władz nic dziwnego, że dał sobie spokój z egzaminami urzędniczymi. Zamieszkał na odludziu i uczył się dla siebie. Nie pożądający chwały, zaszczytów, pozycji ani wysokiej pensji Lu Tong zyskał jednak sławę przez swą skromność, uczciwość i wiedzę. Gdy o nim posłyszano na dworze cesarskim, chciano go do tego dworu zwerbować. On jednak szczerze nienawidził dyktatury eunuchów, gardził ich podłością i niegodziwością, zawsze więc uprzejmie odmawiał. Zapewne właśnie jego prawość i niezachwiana moralność były powodem, dla którego tak go polubił słynny filozof i poeta Han Yu, który opiekował się Lu Tongiem między innymi pod względem materialnym. W ten sposób znalazł się on w kółku wzajemnej adoracji z Zhangiem Ji, Mengiem Jiao i Jia Dao, uczniami Han Yu i jednocześnie poetami. Spotykali się, podziwiali widoki, wspólnie cieszyli się trunkami. Każdy z nich napisał przynajmniej kilka dzieł, które przetrwały dla potomności, jednak Lu Tong wsławił się nie ciekawymi formami, innowacyjną stylistyką itp., a tematyką. Pisał bowiem o herbacie, co przyniosło mu później ksywkę "Herbacianego Nieśmiertelnego" 茶仙. Nie tylko o niej pisał - cały czas zbierał informacje i się w tym temacie szkolił. Właściwie można powiedzieć, że herbata stała się jego życiem. Nie pisanie o niej wierszy było najważniejsze, a samo obcowanie z naparem. Niestety, choć całe życie stronił od polityki, to właśnie ona stała się przyczyną jego śmierci - został zamordowany w trakcie Zajścia Słodkiej Rosy. Żył zaledwie 40 lat.
Wraz z resztą "kółka Han Yu" byli częstymi gośćmi Ogrodu Qin, gdzie w towarzystwie wykształconych kurtyzan bawili się, tańczyli, śpiewali i pili herbatę czy inne trunki, w charakterze zapłaty pozostawiając po sobie nie tylko pieniądze, ale i wiersze. Razu pewnego dostał Lu Tong od przyjaciela świetne liście herbaciane; wziął je na Wyspę Kwiatu Brzoskwini, by jej słodką wodą zaparzyć herbatę. "Siedem czarek herbaty" jest wierszem, który chyba najlepiej pokazuje, jak można się było tą herbatą cieszyć.

Siedem czarek herbaty 七碗诗
 

一碗喉吻潤,
Pierwsza czarka zwilża usta i gardło

二碗破孤悶,
Druga czarka przełamuje samotność

三碗搜枯腸,
Trzecia czarka przeszukuje wyschnięte trzewia

惟有文字五千卷,
Znajdując tam tylko 5000 zwojów poezji

四碗發輕汗,
Czwarta czarka przynosi odrobinę potu

平生不平事盡向毛孔散,
Nierówności życia wyparowują przez skórę

五碗肌骨清,
Piąta czarka oczyszcza mięśnie i kości

六碗通仙靈,
Szósta czarka łączy mnie z Nieśmiertelnymi

七碗吃不得也,
Siódmej czarki nie wolno wypić

唯覺兩腋習習清風生。
Wydaje się tylko, że pod pachami rodzi się delikatna bryza

蓬萊山﹐在何處,玉川子乘此清風欲歸去。
Gdzież jest Raj*? Nefrytowe Źródło** chce z bryzą tam wrócić.

*Raj - w oryginale to Penglai, "raj" taoistyczny.
**Nefrytowe Źródło 玉川子 to ksywka samego Lu Tonga.
***Jeden z Nieśmiertelnych, Li Żelazna Laska, dotarł na wyspę Penglai właśnie unoszony bryzą.

Tak. Herbata to nie tylko przyjemność zaspokojenia pragnienia. Ceremonia herbaciana wraz z boskim naparem może otworzyć całkiem nowy świat. I chociaż nie spieszę się na spotkanie z nieśmiertelnymi, też uważam, że herbata jest dobrym sposobem na uwolnienie się od doczesnego świata z jego przykrościami i czyste cieszenie się pięknem...
Zwłaszcza Japończycy wzięli sobie wiersz Lu Tonga do serca. Działanie poszczególnych czarek herbaty stało się hasłami przewodnimi japońskiej ceremonii herbacianej. Szkoda prawdziwa, że choć w Japonii udało się zachować o tym pamięć, to, czym chlubiły się dawne Chiny zostało tu właściwie zapomniane...