blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2018-12-15

herbata puer 普洱茶

Siedzimy przy herbacianym stole. Mały Deszcz wyciąga z przepastnego regału herbaciane ciasteczko. My rozgaszczamy się na drewnianych taboretach i przyglądamy z uwagą, jak oczyszcza wrzątkiem wszystkie czarki i inne utensylia, a później bierze do ręki nóż herbaciany. Podważa nim warstwy herbaty, ciasno stłoczone w herbacianym ciastku. W gaiwanie ląduje zaledwie odrobina spłaszczonych liści; Mały Deszcz szybko zalewa je wrzątkiem i od razu wylewa napar do Morza Herbaty, czyli Czary Wspólnej. Ten napar nie jest jeszcze nazywany "parzeniem", tylko "budzeniem herbaty". Służy i temu, by porozczepiać ciasno ściśnięte liście, jak i temu, by oczyścić starą herbatę z zanieczyszczeń. Gdyby na wierzchu naparu pojawiła się piana, trzeba byłoby wylać go od razu, ale ten jest czysty, więc można raz jeszcze wyparzyć nim czarki, napełniając je boskim aromatem.
Następne zalanie wrzątkiem to już parzenie. Odbędzie się takich ponad dwadzieścia (oczywiście za każdym razem wrzątkiem); to dobry puer, cierpliwy w parzeniu 耐泡, jak to Chińczycy nazywają. Siedzimy przy herbacianym stole, ciesząc się nie tylko samym procesem parzenia, smakiem i "powracającym smakiem" 回味, ale i opowieściami snutymi przez Herbacianego Wujka.
Dawno temu nie było w sprzedaży "dojrzałych" puerów, tych takich postarzanych. Były po prostu puery świeże, surowe, a po kilkudziesięciu latach były już dojrzałe - jednak do sprzedaży trafiały rzadko. Ludzie albo pijali świeże i wypijali je, zanim się zdążyły zestarzeć, albo byli koneserami i je gromadzili, a nie wyprzedawali. W pewnym momencie jednak okazało się, że na puery jest popyt, a w dodatku lepiej schodzą te dojrzałe, na których słodycz nie trzeba było czekać latami. Dla niecierpliwych opracowano metodę postarzania puerów, przyspieszoną fermentację, dzięki której herbata od razu ciemniała i zyskiwała głębię właściwą dawniej tylko herbatom kilkudziesięcioletnim. Zajmowali się tym herbaciani inżynierowie, którzy nad postarzaniem puerów pracowali nie na chybił trafił w komórce pod schodami, tylko zgodnie z określonymi procedurami, w porządnym laboratorium.
Poznałem kiedyś jednego z takich herbacianych inżynierów, który w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych pracował w swego czasu najlepszej fabryce herbaty w Menghai. Niełatwo było sprzedać herbatę do Menghai: pilnowano, by pochodziła z bardzo konkretnych gór herbacianych, by były to wielkie liście z drzew herbacianych, a nie maleńkie listki z hodowlanych krzewów, a także by ich nie zepsuto podprażaniem przed przekazaniem ich do fabryki.
Kiedy, już jako staruszek na emeryturze, pojechał tam kiedyś w odwiedziny, ujrzał przed bramą fabryki niekończący się ciąg ciężarówek wypchanych herbatą i westchnął - dobre czasy dla tutejszej herbaty już się skończyły. Jakość przeszła w ilość. Przy takich ilościach nie da rady sprawdzić, czy liście pochodzą z Yunnanu, czy nie z Sichuanu albo nawet - nie daj Boże! - z Wietnamu czy Birmy. Nie da rady sprawdzić, czy nie zostały jakoś tam przetworzone (choć nie powinny). Skutek jest taki, że nie masz pojęcia, jaką herbatę otrzymasz. Teraz lepiej kupować herbaty od prywatnych, sprawdzonych herbaciarzy - tylko wtedy wiesz, co pijesz.
Pijemy dalej. W czarkach już dwudzieste parzenie, jesteśmy lekko odurzeni herbatą, a liście w gaiwanie wyglądają nadal tak świeżo!
Jeśli nie wiecie, która herbata najlepiej się nadaje do długich rozmów - to właśnie puer, od którego się wstaje po trzech godzinach od rozpoczęcia parzenia.


Piliśmy trzy puery, jeden dojrzały i dwa surowe. Oczywiście najpyszniejszy był jedenastoletni już-nie-tak-surowy; przyjemnie się przy nim słuchało, gadało i cieszyło Yunnanem...
Wszystkiego najlepszego z okazji Międzynarodowego Dnia Herbaty! A poniżej, specjalnie dla Was, linki do wpisów o herbacie w innych krajach - są to linki od zaprzyjaźnionych blogerów z grupy Blogów językowych i kulturowych:
AUSTRIA: Herbata po austriacku
GRUZJA: Kawa czy herbata, czyli co pić w Gruzji
JAPONIA: Chińskie korzenie ceremonii herbacianej
KAZACHSTAN: Historia herbaty w Kazachstanie
KIRGISTAN: Kirgiskie picie herbaty
ROSJA: Herbata w literaturze rosyjskiej
TURCJA: Kawa czy herbata?
Jak zwykle zachęcam Was również do odwiedzania zakładki "herbata" na dole bloga.

2018-12-14

Trzy mądre małpy 三猿

Na pewno kojarzycie trzy mądre małpy, prawda? Siedzą sobie rządkiem i zasłaniają różne dziury w głowie. Często spotykane są w formie małych figurek, które można w charakterze durnostojów postawić na biurku czy kominku, czasem można spotkać też namalowane, choć wydaje mi się, że rzeźby są popularniejsze. Trzy małpy to po japońsku 三猿 sanzaru/san'en (chiń. sānyuán), lub 三匹の猿 sanbiki no saru. Zwróćcie uwagę na to, że klasyfikator do małp to po japońsku 匹,który w chińskim służy do koni, mułów i wilków. Przy małpach użyjemy raczej 头 lub 只. Po chińsku często nazywa się je także "małpami trzech nie" - 三不猴.
O co chodzi z tymi małpami? Obrazują japońskie przysłowie: „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”. Nazywają się: Mizaru (見猿), która zakrywa oczy, więc nie widzi nic złego, Kikazaru (聞か猿), która zakrywa uszy, więc nie słyszy nic złego, oraz Iwazaru (言わ猿), zakrywająca pysk, która nie mówi nic złego. Najczęstsza interpretacja to "nie szukaj i nie wytykaj błędnych czynów i słów innych ludzi”. Patrz się na się, jak to się dawniej mawiało. I jeszcze stary, dobry Mateusz: "Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?"... Mamy więc już buddyzm i chrześcijaństwo, dołóżmy jeszcze Konfucjusza: w Dialogach Konfucjańskich: Nie patrz na to, co niewłaściwe, nie słuchaj tego, co niewłaściwe, nie mów tego, co niewłaściwe, nie czyń tego, co niewłaściwe (非禮勿視,非禮勿聽,非禮勿言,非禮勿動). Widać, że jest to wersja szersza niż ta japońska; często więc spotyka się w Chinach cztery figurki zamiast trzech - ta ostatnia ma przyblokowane łapki, żeby nie czynić źle. Ciekawe, czy Japończycy importowali wersję buddyjską czy konfucjańską, a jeśli tą drugą - dlaczego ją uprościli?
Ciekawostką świetnie pokazującą różnice kulturowe między Azją i Zachodem jest to, że gdy małpy trafiły do nas, często patrzono na nie jak na ciche przyzwolenie na zło. Przecież to, że nie patrzysz czy nie słuchasz nie sprawia, że zło znika. Ono sobie trwa w spokoju, tym większym, że nikt z nim nie walczy, a tylko wszyscy odwracają oczy i uszy... Ponoć małpy oznaczają też zmowę milczenia w organizacjach przestępczych - nie wypowiem się bliżej na ten temat, bo nigdy z żadną organizacją przestępczą nie miałam na żywo do czynienia (i niech tak zostanie!).
Dlaczego piszę o nich akurat teraz? Po pierwsze: podczas ostatniej wizyty w Parku Expo w Kunmingu trafiliśmy na wielkie, brzydkie małpy, które oczywiście zafascynowały Tajfuniątko:
Po drugie: zarówno ZB, jak i Tajfuniątko są zodiakalnymi małpami, więc małpowate ciekawostki zawsze same cisną mi się w ręce.
Po trzecie: słyszałam, że dziś obchodzony jest Dzień Małpy! Serdeczne życzenia dla wszystkich zodiakalnych (i nie ;) Małp!

2018-12-13

Ho Cheuk-yin 何卓彥

Poznajcie młodego hongkongijskiego harmonijkowca ustnego. Jego wykonania bronią się same i nie wymagają żadnych dodatkowych opisów:





2018-12-10

Grobla nad Jeziorem Dian 海埂大坝

Korzystając z wolnego dzionka i przepięknej pogody, udaliśmy się na drugi koniec miasta, nad Jezioro Dian. Dawniej było to ulubione miejsce naszych spacerów - jeździliśmy tam z ZB na rowerach, a potem spacerowaliśmy groblą i podziwialiśmy pracę rybaków. Odkąd przeprowadziliśmy się do centrum, rzadko tam jeździmy, bo od domu daleko i nie ma bezpośredniego autobusu, a przesiadki i długie podróże z Tajfuniątkiem u boku to wyzwanie. Ale - raz kozie śmierć! Takiej pogody nie wolno zmarnować!
Tajfuniątko dobrze się przygotowało do spaceru: plecak, a w nim wszystko, co potrzebne :)
Grobla jest upstrzona rzeźbami, obrazującymi życie w dawnym Kunmingu.
Ze względu na silny wiatr, dmący nad groblą, dzieciaki uwielbiają tu puszczać bańki i za nimi ganiać.
oczywiście, głównym celem wycieczki było cykanie zdjęć mewom... No, czasem się jacyś ludzie też zaplątali ;)
Piękny widok na Zachodnie Góry
...i na cudne chmury ponad nimi.
Tajfuniątko czai się z pokarmem dla mew
Drugi cel wycieczki to oczywiście spacer z psem ;)
Zazwyczaj unikamy takich miejsc w dni wolne od pracy, bo wtedy jest tam milion ludzi, ale czasem się inaczej nie da...
Pomnik Nie Era, najważniejszego kompozytora Yunnanu.
Koło parku na grobli znajduje się też parczek bagienny, zdecydowanie mniej zaludniony, za to obfitujący w piękne krajobrazy:
Kiedy Tajfuniątko się zmęczyło, zostało zapakowane w chustę. Tylko dzięki niej da się przetrwać długi spacer :)
patyki, trzcinki, trawki - byle się dało wywijać!
zastanawialiśmy się, kiedy padnie...
...ale nie przypuszczaliśmy, że w trakcie jedzenia ;)
Spędziliśmy tam prawie cały dzień, z lunchem i drzemką Tajfuniątka włącznie. A ta knajpa, która nas ugościła, to absolutna rewelacja - będziemy tam wracać! Tylko nie za często, chcę się jednak mieścić w drzwiach...