Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królestwo Dian 滇国. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królestwo Dian 滇国. Pokaż wszystkie posty

2018-04-25

Muzeum Yunnańskie 云南省博物馆

W tym miesiącu blogerzy językowo-kulturowi w ramach akcji W 80 blogów dookoła świata piszą o najważniejszych zabytkach swoich krajów. Powinniśmy ich wybrać pięć. Powiem szczerze - temat mi się nie bardzo spodobał. Nie tylko dlatego, że piszę na blogu o zabytkach bardzo często. Nie tylko dlatego, że wybranie pięciu najważniejszych jest właściwie niemożliwe. Nawet nie dlatego, że "najważniejszość" danego zabytku jest jednak kwestią perspektywy. Przede wszystkim dlatego, że zabytek zabytkowi nierówny i bez dodatkowej definicji się nie obędzie. Pamiętajmy bowiem, że zabytek może być wielkoformatowy (budynki, cmentarze, miasta, krajobrazy kulturowe itd.) oraz małoformatowy (obraz, rzeźba, artefakt, a nawet pięknie rzeźbione krzesło z sypialni jakiegoś szlachetki). Może być ciekawy dla wszystkich albo tylko dla "wtajemniczonych". Może być piękny lub brzydki wedle konkretnych kanonów estetycznych. Z całych Chin wybrać pięć byłoby absolutnie niemożliwe. Wybrać pięć zabytków Yunnanu - też ciężko, ale powiedzmy, że być może wedle jakichś tam kryteriów by się dało. Choć ja nawet z samym Kunmingiem miałabym kłopot - jest tu jeszcze sporo starych świątyń, domostw i innych miejsc tego typu. Dlatego zamiast się zastanawiać, który z kunmińskich zabytków jest najważniejszy i dlaczego akurat ten, zaprezentuję Wam kilka zdjęć zrobionych przeze mnie w miejscu specjalizującym się w artefaktach. Przy okazji - opis mojej ostatniej w nim wizyty i tego, jak właściwie to miejsce wygląda i gdzie się znajduje.

Kiedy jeszcze Muzeum Yunnańskie było położone w centrum, często w nim buszowałam. Jednak w 2015 roku przeniesiono je z "Pałacu Kultury" na peryferie Kunmingu - nr 6393 (sic) przy ulicy Guangfu (光复路6393号). Od tego czasu tam nie byłam. Półtorej godziny w jedną stronę, przy czym pół godziny w samym metrze? Dziękuję, postoję.
Okazało się jednak, że w ramach pracy ZB jeździ czasem dokładnie naprzeciwko - po drugiej stronie placu jest bowiem nowy Teatr Wielki (大剧院), w którym odbywają się również koncerty:
Oba budynki powstały niedawno, są gigantyczne i jeszcze otoczone wdzięcznym parczkiem. Razu pewnego wzięłam więc Tajfuniątko pod pachę i pojechałyśmy do muzeum, a także z zaskoczenia wziąć ZB na lunch gdzieś w okolicy. Plan udał się w stu procentach.
Patrzcie, jaki to gigant. Ciężarówka na tle muzeum wydaje się maleńka jak mróweczka. W środku znajdziemy zawsze przynajmniej parę różnych wystaw; stałe to te o historii Yunnanu, począwszy od dinozaurów poprzez skarby wyrwane ziemi aż do czasów współczesnych. Wystawy czasowe bywają bardzo dla sinofila ciekawe - np. yunnańskie malarstwo, wystawa starych wachlarzy czy kaligrafii. Ja akurat trafiłam na wystawę dotyczącą cesarzowej Sissi, ale Tajfuniątko nie dało mi się zagłębić, więc się nie wypowiem. O wystawach stałych mogę powiedzieć, że są interaktywne, poszczególne obiekty są dobrze wyeksponowane i opisane, często również opatrzone zdjęciami w dużym powiększeniu i dobrej rozdzielczości. Jedyne, co mi przeszkadzało to mrok panujący w całym muzeum. Choć nie mam klaustrofobii, a i ciemności się nie boję, źle się tam czułam. Druga rzecz - poszłyśmy do rozreklamowanego kąciku dziecięcego. Były tam poruszające się repliki dinozaurów, które faktycznie przykuły Tajfuniątko na długo. Szkoda tylko, że aby triceratops zniósł jajko, trzeba było mu wrzucić do pyska pieniądze... Był też drugi kąt dla dzieci, z krzesełkami i stolikami, kredkami itd. Zamknięty na cztery spusty, bo jest otwierany tylko podczas warsztatów dla dzieci, które odbywają się w weekendy - ilość miejsc bardzo ograniczona, bodaj z piętnaścioro może naraz wejść do tej maleńkiej salki. Czyli nie ma szans przyjść do muzeum z dzieckiem i gdy znudzi się ono oglądaniem wystaw, posłać je z tatusiem gdzieś, gdzie będzie się mogło pobawić. Szkoda. Bo muzeum jest niestety za daleko od cywilizacji, żeby jeździć tam często i się naoglądać do syta. Jeśli jednak jest ciepło i sucho, można wysłać dziecię na wspaniały, duży trawnik przed muzeum.
Wróćmy do wystawy głównej. Znajdują się tam artefakty znalezione na terenie dzisiejszego Yunnanu. Opisane są zgodnie z chińską tradycją: czas powstania danego przedmiotu przyporządkowany jest do kolejnych chińskich dynastii, np. zamiast "średniowiecze" mamy "dynastię Tang". Niby logiczne, skoro Chiny rozwijały się inaczej niż Europa i trudno tu mówić o średniowieczu czy innym oświeceniu, prawda? Jeden szkopuł: w czasie powstania znacznej części tych dzieł Yunnan nie należał do Chin i życie wyglądało tu inaczej niż "za Tangów" czy "za Hanów". Były tu niepodległe królestwa (m.in. Nanzhao, Dali czy Sipsong Panna), które z Chinami miały kulturowo dość niewiele wspólnego. Niestety, z ekspozycji się tego nie dowiemy. Możemy tylko zwrócić uwagę na to, że tutejsze rzeźby to bawoły wodne i tygrysy zamiast smoków czy lwów. Że preferuje się inne kształty i inną tematykę niż w innych regionach Chin. Że zabytki piśmiennictwa obfitują w znaki Dongba lub pismo tajskie zamiast chińskich krzaków.
Poniżej wybrałam dla Was pięć zabytków, które przykuły moje spojrzenie. Nie ma tu najważniejszego - tygrysa gryzącego krowę w zadek - ponieważ o tym zabytku kiedyś już szczegółowo pisałam. Przepraszam za kiepską jakość zdjęć, w muzeum jest NAPRAWDĘ bardzo ciemno.
1. Trójramienny świecznik w kształcie klęczącego mężczyzny o niechińskich rysach. Pochodzi z czasów Zachodniej Dynastii Han i dla Chińczyków jest dowodem na mieszanie się wpływów chińskich z niechińskimi, a ja wpływów chińskich tu wcale nie widzę...

2. Dwa artefakty z czasów Wschodniej Dynastii Han: trójnogi... hmmm... shaker oraz długaśny świecznik. Ciekawy jest zwłaszcza "shaker". Jest to 盉 hé, czyli naczynie, w którym rozcieńczało się wodą alkohol. Chińczycy twierdzą, że opatrzony jest głową feniksa; dla mnie wygląda bardziej jak kura, ale i tak jest śliczny.
3. Skarbonka (czyli naczynie do przechowywania muszli płatniczych) z czasów Zachodniej Dynastii Han, z przykrywką ozdobioną sceną składania ofiary z ludzi.

4. Nie mogło się obyć bez akcentu muzycznego: przed Wami wykonany z brązu, więc tylko ozdobny, nie użytkowy "tykwowy szeng" 葫芦苼. W wersji użytkowej jest to aerofon złożony z piszczałek osadzonych na zbiorniku powietrza zrobionym z wydrążonej tykwy. Jest to instrument popularny wśród grup etnicznych zamieszkujących Yunnan.
5. Zestawienie nie byłoby kompletne bez pawi, królewskich ptaków Yunnanu. No właśnie. Pawie, nie jakieś wydumane feniksy ;)
Jak się Wam podobają te artefakty, niby chińskie, a jednak wcale niechińskie? Mnie osobiście bardzo zaskoczyły, bo mają niewiele wspólnego ze sztuką chińską, jaką znałam wcześniej. Pamiętajcie, Yunnan to Yunnan, nie żadne "Chiny"...
Na stronie internetowej muzeum jest link do galerii oraz galerii 3D. Wprawdzie nie są zbyt obficie zaopatrzone w zdjęcia, ale dają pojęcie, czego można się po tym muzeum spodziewać. Niestety, angielskiej wersji językowej jeszcze się nie dorobili.
Tuż koło tych dwóch obiektów (muzeum i teatru), przy ulicy Jihong 季宏路, znajduje się wiele bardzo przyjemnych knajpek. Polecam więc wybrać się do muzeum z rana, po obejrzeniu wystaw iść na tę ulicę na lunch, po południu zaś zwiedzić pobliską starówkę Guandu. Po pysznej kolacji w Guandu można iść prosto na koncert czy przedstawienie do teatru. Tu ich strona główna.
Na dziś tylko tyle. Pamiętajcie, że więcej zabytków znajdziecie np. w zakładce Kunming. A o zabytkach z innych krajów - w linkach poniżej:
Austria:
Viennese breakfast - 5 zabytków, których nie spodziewasz się znaleźć w Wiedniu
Grecja:
Powiedz to po grecku: 5 najbardziej znanych zabytków Grecji
Gruzja:
Gruzja okiem nieobiektywnym: 5 najbardziej przereklamowanych gruzińskich zabytków
Kirgistan:
Kirgiski.pl: 5 zabytków Kirgistanu
Niemcy:
Niemiecki w Domu: 5 znanych niemieckich zabytków
Norwegia:
Norwegolożka: Top 5 norweskich zabytków, które trzeba zobaczyć
Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym: 5 zabytkowych tureckich meczetów… o których prawdopodobnie nie słyszeliście
Włochy:
Po Prostu Włoski: 5 najbardziej znanych zabytków we Włoszech; Studia, parla, ama: Top 5 włoskich zabytków
Jeśli podoba Wam się akcja i chcielibyście do nas dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

2015-01-05

Weishan 巍山

Czy byliście kiedyś w starym mieście Weishan, w województwie dalijskim, w Yunnanie? Miasto jest naprawdę stare - powstało już za czasów Królestwa Dian, więc około dwa tysiące lat temu. Część budynków w starym mieście pamięta czasy Nanzhao, a większość - przynajmniej czasy mingowskie. Wizytówką starego miasta są mury miejskie z przepiękną bramą Gongchenlou 拱辰楼 na czele...
A nie. Wróć. Bramy już nie ma. Spłonęła w nocy, trzeciego stycznia bieżącego roku. Nie wiadomo, jak to się stało. Wiadomo natomiast, że w budynku mieściła się nielegalna "herbaciarnia".
Mam ochotę gryźć, kląć, pluć Chińczykom w twarz. Jak to się, u diabła, dzieje, że sześćsetletnie budynki przetrwały wojny, kaprysy obłąkanych władców, liczne trzęsienia ziemi, że bez żadnych zabezpieczeń stały sobie spokojnie setki lat, a parę lat po wpisaniu na listę zabytków, w dobie kamer, w dobie elektryczności zamiast świec i lamp naftowych, w dobie, gdy (wydawałoby się) wzrasta poszanowanie własnej kultury, zabytek był niezabezpieczony i po prostu spłonął??!! Ba! Wiadomo, że ktoś to musiał zrobić umyślnie - podmurówka jest wysoka, więc zwykły niedopałek rzucony na ziemię i niedokładnie przydeptany po prostu nie dałby rady spowodować pożaru. Ktoś się musiał postarać, żeby brama spłonęła.
Następne miejsce, z którym zbyt długo zwlekałam. Nie pojechałam do Weishan, myślałam, że mam czas. Teraz już nie ujrzę pięknej budowli, która zdobiła większość weishańskich pocztówek. Grrrrr...
Poczytajcie sobie o Weishan. I... pospieszcie się z odwiedzinami. Kto wie, co ze starego miasta zostanie za rok czy dwa?...

2011-04-23

Jezioro Pieszczenia Nieśmiertelnych 撫仙湖 Fuxian Lake

Tuż koło miasta Yuxi, na południe od Kunmingu, jest jezioro. 216.6 metrów kwadratowych powierzchni, drugie co do głębokości jezioro w Chinach - średnia głębokość 95.2 metry, w najgłębszym miejscu aż 158.9 metrow, a w dodatku woda pierwszej klasy czystości, nadaje się do picia i wszystko przez nią widać. Po prostu marzenie!
W 1992 roku nad jeziorem zaczął się pojawiać Potwór Wodny - czyli płetwonurek, który już po 9 latach nurkowania dokonał fantastycznego odkrycia: na dnie jeziora znajdują się szczątki miasta! Oczywiście, długo trwało zanim Chińczycy zaczęli je badać - ale co się odwlecze, to nie uciecze. Już po pół roku lokalna telewizja i władze rozpoczęli wspólnie regularne badania archeologiczne. Jak na Chińczyków zachowali się w miarę cywilizowanie: nie osuszyli jeziora po to, żeby sprawdzić, co jest na dnie, niszcząc przy okazji ekosystem Yunnanu. Badają powoli i z chirurgiczną precyzją, mając nadzieję zrozumieć, co tak naprawdę kryje jezioro.
W 2001 roku przez tydzień nieustannie wysyłano ekipy badające szczątki miasta, w tym nieźle zachowane budynki i złotą pagodę. Badanie nie jest znowu takie łatwe, bo jezioro głębokie, a jednak do tej pory przeszperano już ponad 2 km kwadratowe tej "chińskiej Atlantydy". Każdy metr przynosi nowe pytania: kto tam mieszkał? Kiedy miasto zostało zbudowane? Czy to przypadkiem nie jest dawna stolica Królestwa Dian? Dlaczego 1800 lat temu nagle miejsce to znalazło się pod wodą?
Odkryto całą masę brązów właśnie w tej okolicy, a i pod wodą ich nie brakuje. Tutejsze Indiany Jonesy łamią sobie więc głowy, czym dla rozwoju chińskiej kultury był Yunnan tamtych czasów... A tymczasem, na fali zainteresowania naszą sadzawką w przyjeziornych
miastach i wioskach zaczęły powstawać parki krajobrazowe, kurorty i inne takie.
My zdążyliśmy, zanim w jednoulicznym Mieście Portowym 海口镇 za wstęp na kamienistą plażę trzeba będzie płacić. Pewnie w przyszłym roku wszędzie będą już palmy, grille i inne wypożyczalnie parasoli; myśmy mogli moczyć różne elementy człowieka jeszcze za darmo.
Wskoczyliśmy do jeziora, przymarzliśmy do dna (z 5 stopni najwyżej ta woda miała), a po odtajeniu wsadziliśmy się do wrzątku (nie wiem, ile stopni, ale parzyło) w gorących źródłach. Jak parzyło do niewytrzymanki, można było się znów ochłodzić w jeziorze - i tak do znudzenia.
Opaliłam się. Bawiłam się. A gdy mnie zmęczyło słońce, spałam.
A potem przyszedł wieczór, a wieczorem ponowna kąpiel w gorących źródłach (do jeziora nie odważyłam się wejść) i masaż gorącymi kamieniami...
A wszystko przeplatane obłędnym żarciem w wykonaniu rodziny Wilczka. Lubię takie wypady!

2009-07-13

Miedziany àn z krową i tygrysem 牛虎铜案

W 1972 roku w jednym z grobowców w Jiangchuanie wykopano 俎 zǔ, zwany również 案 àn – stolik, na którym kładziono żywność składaną podczas ceremonii ofiarnych. Zǔ ma kształt bawolicy, więc zapewne służył do składania ofiar z wołu – to była, zapewne ze względu na obfitość i wielkość, najważniejsza ofiara zwierzęca. Oprócz tego składano w ofierze owce bądź kozy oraz świnie. Te trzy zwierzęta (krowa, owca/koza i świnia) tworzyły tzw. trzy (duże) zwierzęta ofiarne 三牲. Taka ofiara była jednak rzadkością. Znacznie częściej poświęcano trzy małe zwierzęta, czyli komplet złożony ze świni, koguta i ryby.
Ale odeszłam od tematu. Tematem podstawowym jest krowa, która w naszym miedzianym àn ma towarzystwo – jest nim tygrys, w dawnym Yunnanie mający pozycję bóstwa. Często pojawiał się na kolumnach na podobieństwo totemu, albo właśnie na naczyniach ofiarnych.
Nasz àn pochodzi z czasów, które w Chinach nazywa się Okresem Walczących Królestw, jednak w owych czasach znaczna część obecnego Yunnanu to było Królestwo Dian, które z etnicznymi Chińczykami miało niewiele wspólnego – mówili innym językiem, mieli inne zwyczaje, stroje, a nawet wygląd. Także ówczesne naczynia i ozdoby są zupełnie różne od chińskich z podobnych okresów. Są inne motywy zwierzęce, inne podobizny ludzi… Warto podejść do Muzeum Yunnańskiego, by uważnie przejrzeć zbiory i zobaczyć, co artefakty w nim zgromadzone mówią o dawnym, prechińskim Yunnanie.
Dziś tygrys gryzący krowę w zad jest symbolem Yunnanu. Repliki tego dzieła, wielkości podobnej lub wielokrotnie większej, można znaleźć w wielu miejscach Jiangchuanu, Kunmingu i innych yunnańskich miast. Tablice wskazujące kunmińskie zabytki wolno stojące również są opatrzone grafiką krowy z tygrysem.
Jaką historię opowiada nasz artefakt? Jest wielka krowa z rogami. Do ogona przypiął się jej tygrys, stosunkowo niewielkich rozmiarów. Nasza krowa zaś broni własnym ciałem… cielęcia, które w przepiękny sposób zmieszczone jest w jej brzuchu. Uczeni prześcigają się w pomysłach, co autor miał na myśli. Ja stoję na straży przekonania, że pokazana jest tu przewaga osób wykonujących swą robotę i chroniących innych nad agresorami. Bawoły wodne, powszechne w Yunnanie, są silne i uparte, a przyparte do muru potrafią walczyć. Jednak ich największa siła tkwi w tym, że właśnie dzięki nim uprawa ziemi stała się dla ludzi lżejsza. Kto ma krowę i ryż – wygrywa. Żaden tygrys nic na to nie poradzi. Najbardziej zaś trzeba dbać o dzieci. To dzięki nim pokolenie za pokoleniem stajemy się mądrzejsi, silniejsi i idziemy do przodu. Przynajmniej w teorii...
Repliki tego oraz innych yunnańskich zabytków można znaleźć w parku Złotej Świątyni.