blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2019-09-29

tajscy mnisi

Jest w Tajlandii wiele rzeczy, które kocham. Jest też jedna sprawa, która wprost niepomiernie mnie irytuje. Są to mnisi.
Nie drażni mnie to, że ludzie im okazują szacunek. Drażni mnie to, że MUSZĄ im okazywać szacunek. Ba, nie szacunek, a bałwochwalczą cześć!
Wchodzisz do metra. W oczy łupią informacje o miejscach specjalnych dla dzieci, ciężarnych, staruszków, chorych i mnichów.
No dobra. Wiem, że mnisi mają wyższy status społeczny niż zwykli śmiertelnicy. Przecież to właśnie oni zgłębiają nauki Buddy, medytują i starają się poprawić swą karmę. Ale skoro tak bardzo chcą poprawić karmę, to dlaczego oni sądzą, że wszystko się im należy, że są najważniejsi i oczekują pokory od pospólstwa? To nie mnich ustąpi ciężarnej miejsca, a ciężarna mnichowi. OK, rozumiem: ona może tego chcieć. Chce okazać szacunek, chce zrobić dobry uczynek. Ale... jeśli nawet źle się czuje i powinna siedzieć, ba, jeśli jest niewierząca i nie uznaje mnichów za istoty boskie, to mnich i tak oczekuje, że ona mu ustąpi i okazuje zniecierpliwienie, że jeszcze musi stać, chociaż ktoś inny siedzi!
Myślałam, że po prostu źle trafiłam, na jakiegoś buca. Ale nie. Oni wszyscy oczekują, że świat się będzie dostosowywał do nich. Nie powinni wchodzić w interakcję z kobietami. W związku z tym jeśli na wąskim chodniku staną naprzeciwko kobiety to odsuną się ze skromnie opuszczonymi oczami? A skąd! Będą sarkać na kobietę, dlaczego ona im nie zeszła z drogi, przecież ONI nie mogą dotknąć kobiety! Czy tylko mnie się wydaje, że tu jest coś nie halo? Jak nie możesz dotykać kobiety, to kiedy idzie kobieta, schodź jej z drogi, proste! Ona Cię nie ściga z łapami, tylko idzie chodnikiem. Ma prawo. Ty też masz nogi. Zejdź z chodnika, jeśli ci przeszkadza obecność kobiety.
Nie. Nie w Tajlandii. W Tajlandii każdy musi ustępować mnichom. Kobieta w ciąży, staruszek o lasce, inwalida. A te buce nigdy nikomu nie ustępują miejsca, nigdy nikomu nie pomagają. Jak oni, do diaska, poprawiają swoją karmę, skoro są takimi egocentrykami?!
Bardzo lubię Tajlandię. Ale tajscy mnisi są wyjątkowo odrażający. Jak zwykle: sama religia może być nawet ok, ale ziemska reprezentacja potrafi odstręczyć nawet największych pasjonatów...

2019-09-28

McKleik

Jak wiadomo, w każdym kraju McDonalds próbuje dostosować część menu do lokalnych gustów. Dzięki temu w chińskich McDonaldach można dostać... kleiki.
dostępne smaki: z kiszonką, bambusem i kurczakiem, ze stuletnimi jajami i kurczakiem, z solonym żółtkiem i paskami kurczaka w zależności od sezonu.
Tutaj możecie poczytać o McDonaldzie w Gruzji.

2019-09-26

Fresh Off the Boat - Przepis na Amerykański Sen

Skoro jesteśmy już przy tematyce filmowej, podrzucę Wam do oglądania serial Fresh Off the Boat. Sitcom opowiadający o Azjatach, którzy właśnie przenieśli się do Stanów i próbują tu zbudować od nowa swoje życie - wzrusza i bawi.

2019-09-22

spacer po Bangkoku

Mówiłam, że podczas ostatniej wizyty nie skupialiśmy się na zwiedzaniu, prawda? No ale tak naprawdę to jednak zwiedzałam. W sposób, który najbardziej lubię: myszkując po jakimś małym obszarze, czyniąc go swoim, oswojonym i domowym. Zatrzymując oko na detalach i na panoramie. BĘDĄC.
w tych wąskich wielopiętrowcach zakochałam się już w Wietnamie
bimber... tfu, naleweczki domowej roboty. Pojęcia nie mam z czego...
uproszczona wersja ołtarzyka z ofiarą spożywczą
za straganem, na chodniku, przed zamkniętą witryną sklepową jest miniplac zabaw dla potomstwa ludzi, rozstawiających wieczorami swe stragany. Mata, parę misek, kilka butelek... Jakie to proste!
Po czym poznać knajpę "chińskiego pochodzenia"? Oczywiście po taoistycznych symbolach powieszonych nad drzwiami!
wypaśna wersja ołtarza w knajpie
Torani na środku chodnika
trociczki można wkładać do specjalnego trzymadła na ścianie, podpisanego 神 czyli duch - przecież wiadomo, że trociczki pali się dla duchów.
niech żyje król! - czyli nawet taksówkarze pokazują wszem i wobec miłość do króla.
Taki jest mój Bangkok.

2019-09-21

hongkońskie gofry 雞蛋仔

W latach '50 XX wieku hongkońskim właścicielom spożywczaków znudziło się wyrzucanie rozbitych w transporcie jaj na śmietnik. Masę jajeczną zaczęli więc, na wzór Europejczyków, łączyć z mąką, masłem i odrobiną cukru i tak właśnie powstały nasze gofry. Ktoś jednak wymyślił trochę inny kształt gofrownicy - bardziej zbliżony do patelni do takoyaków niż do naszych nudnych prostokątów. Stąd hongkongijska nazwa gofrów: kurze jajeczka. Zazwyczaj podaje się je na gorąco, zazwyczaj bez dodatków, choć oczywiście można je polać bitą śmietaną czy inną czekoladą. Znacznie popularniejsze są jednak dodatki do samego ciasta - można więc mieć jajeczka o różnych smakach. Na przykład na moim ulubionym straganie są dostępne następujące smaki: oryginalny, sezamowo-kokosowy, zielonoherbaciany, ze słodkim suszonym mięsem, z wodorostami, z kawą, pomarańczowy, taro, truskawkowy, limonkowy, czekoladowy, czerwonofasolowy, z rodzynkami, z żurawiną, z orzechami i z serem. Spory wybór, prawda?
W Hong-kongu jest to jedna z najbardziej popularnych ulicznych przekąsek. W Kunmingu się pojawia, ale straganów wcale nie jest tak dużo. A szkoda! Akurat w Kunmingu gofry te nie są wcale słodkie, a że są pieczone, a nie smażone, wcale nie wydają się tłuste. Przekąska idealna. Oczywiście tylko raz na jakiś czas...
Robi się je tak, że wlewa się ciasto do formy i piecze albo nad węglem albo nad prądem. Forma jest ruchoma; należy obrócić ją do góry dnem tuż po wlaniu ciasta i zamknięciu, żeby gofry zrobiły się z jednej strony chrupiące, a z drugiej miękkie jak gąbka. Gdy już się upieką, można je spożyć bez dodatków albo na przykład z lodami. Ja akurat z lodami nie lubię - wolę goferki na gorąco i bez dodatków. Tajfuniątko też :)

Taki straganik może mieć naprawdę niewielką powierzchnię. Tu akurat właścicielka zaszalała, bo ma wewnątrz nawet miejsce na stolik, przy którym dziecię odrabia lekcje.

2019-09-19

Bajecznie bogaci Azjaci

Nie pamiętam, kiedy ostatnio oglądałam coś w kinie. Jak to dobrze, że dwa razy do roku odbywam podróż na drugi koniec świata, podczas której mogę nadrobić zaległości! Niestety, muszę wybierać raczej filmy lekkie, w których moment nieuwagi się nie zemści niezrozumieniem fabuły. Stąd oglądam raczej komedie romantyczne. Oczywiście wybieram te, które mają coś wspólnego z Azją.
Komedia romantyczna to oczywiście stereotyp na stereotypie. Ale! W Bajecznie bogatych Azjatach mamy do czynienia z azjatyckimi stereotypami, więc można liznąć trochę (nie za dużo, bo to przecież holiłódzki film) stereotypów azjatyckich, przetykanych amerykańskim snem. Film zabawny, zwłaszcza dla kogoś, kto faktycznie coś wie o Azji. W tym o Chinach, bo film opowiada przede wszystkim o Azjatach pochodzenia chińskiego.
No dobra. Tyle o filmie. A ja teraz o odkryciu sezonu czyli o nowym (dla mnie) azjatyckim ciasteczku:
Henry Golding to angielsko-malajski mieszaniec. Och, do twarzy mu z tym :)
Kogoś właśnie tak ładnego będę szukać dla Tajfuniątka...

2019-09-15

ozdoby

Lubię Tajlandię za wiele rzeczy, od pogody po żarcie. Jedną z ważniejszych rzeczy, które sprawiają, że zazwyczaj czuję się w Tajlandii tak komfortowo, jest to, jak bardzo Tajowie starają się upiększać rzeczywistość. Nawet w tanich barach jedzenie jest ładnie podane; obok maleńkich sklepów stoją donice z kwiatami; nawet w publicznych toaletach ładnie pachnie i jest czysto. Za każdym razem, kiedy znajduję tego typu upiększenia, zachwycam się od nowa. Tym razem zachwyciłam się... hotelowym basenem:
I jeszcze te właśnie przekwitające plumerie!...

2019-09-14

żeberka w słodko-kwaśnym sosie

Kiedyś zawsze kupowałam to danie na straganie, który się specjalizuje w tego typu przysmakach. Pewnego dnia wzięłam jednak byka za rogi i sama się wzięłam za przyrządzenie tych najpyszniejszych żeberek świata. Okazało się to banalnie proste - koniecznie sami spróbujcie je zrobić!
Składniki:
  • pół kilo żeberek, pokrojonych w nieduże kawałki, łatwe do uchwycenia pałeczkami
  • łyżka alkoholu - np. wina
  • łyżka sosu sojowego jasnego
  • łyżeczka sosu sojowego ciemnego
  • trzy łyżki ciemnego chińskiego octu
  • trzy łyżki cukru
  • solidna szczypta soli
  • ewentualnie sezam/posiekana zielona cebulka dla ozdoby
Wykonanie:
  1. Żeberka zagotować, zebrać szumowiny i gotować przynajmniej pół godziny. Można i dłużej, ale trzeba wyciągnąć mięso, dopóki jest jeszcze zwarte i dobrze trzyma się kości. Na wywarze można ugotować np. rosół z rzodkwią lub kłączami lotosu.
  2. Wymieszać łyżkę alkoholu, sosy sojowe i dwie łyżki ciemnego octu. Marynować żeberka przynajmniej 20 minut, w międzyczasie je odwracając tak, by całe mięso zostało umoczone w marynacie.
  3. Odsączyć żeberka (nie wylewać marynaty!), by były prawie całkiem suche, a potem usmażyć je na złoto na niewielkiej ilości oleju.
  4. Kiedy żeberka są już obsmażone ze wszystkich stron, dolać marynatę, trzy łyżki cukru, solidną szczyptę soli i pół szklanki rosołu. Na dużym ogniu doprowadzić do wrzenia.
  5. Dusić kwadrans na małym ogniu, dolać ostatnią łyżkę pachnącego octu i zredukować sos. Gdy żeberka będą już oblepione gęstym sosem i błyszczące, można je wyjąć na talerz.
  6. Można ozdobić białym sezamem albo drobno posiekaną zieloną cebulką.

2019-09-13

Święto Środka Jesieni 中秋節

A oto wspaniały księżyc znad Szmaragdowego Jeziora - bo przecież wszyscy pamiętacie, że dzisiaj trzeba patrzeć w okrągły księżyc, obżerać się ciasteczkami księżycowymi i chlipać z tęsknoty za bliskimi?

2019-09-09

zapożyczenia z sanskrytu

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Żeby nie było, że Chińczycy to tylko eksportują kulturę i język, przyjrzyjmy się dziś wpływom buddyjskim na język chiński. Gdy ta filozofia i religia zawitały do Chin, wraz z nimi pojawiła się potrzeba przetłumaczenia pojęć z sanskrytu. Ów kontakt językowo-kulturowy mocno wpłynął na chińszczyznę. Po pierwsze, pojawiło się w chińskim dużo zapożyczeń; w dodatku były one używane nie tylko w kontekście religijnym, ale przeniknęły też do codziennego języka. Po drugie, sanskryt wpłynął na chińską gramatykę. Po trzecie, poznanie/nauka sanskrytu zwiększyła świadomość własnego języka u Chińczyków. Zaczęli się oni zastanawiać nad własną fonologią i powoli zaczęli wykształcać sposób mówienia o brzmieniu własnego języka.
W chińskim jest obecnie tylko trochę ponad 100 sanskryckich słów, przetłumaczonych przy pomocy mniej niż 300 chińskich znaków - a przynajmniej tyle zostało wyłowionych przez badaczy. Większość to zapożyczenia fonetyczne, jednak jest wśród nich kilka perełek. Poniżej minisłowniczek:

Chińskie słowo - Wymowa - Znaczenie - Pierwotne słowo - Wymowa
  • 阿鼻地狱 Ā​bí​dì​yù/無間地獄, Wújiàn dìyù Avīci (najgłębsze z piekieł) अवीचि​ Avīci
  • 阿賴耶識 ālàiyēshí Osiem Świadomości आलयविज्ञान ālaya-vijñāna
  • 阿蘭若/蘭若 ā​lán​rě/lán​rě - mała świątynia buddyjska lub ustronie zazwyczaj ulokowane w lesie lub górach अरण्य araṇya
  • 阿羅漢/羅漢 ā​luó​hàn/luó​hàn arhat अर्हत् arhat
  • 貝多/貝葉 bèi​duō​/bèi​yè liście winodani wachlarzowatej lub wachlarzowca właściwego, służące do spisywania sutr पत्त्र pattra (dosłownie: liść)
  • 比丘尼 bǐ​qiū​ní bhiksuni (buddyjska mniszka) भिक्षुणी bhikṣuṇī
  • 波羅蜜多 bōluómìduō pāramitā (buddyjska cnota) पारमिता pāramitā doskonałość
  • 剎多羅 chàduōluó świątynia buddyjska क्षेत्र kṣétra
  • 剎那 chànà moment क्षण kṣaṇa
  • 刹土 chàtǔ ziemia, państwo क्षेत्र kṣétra
  • 阿彌陀佛 Ē​mí​tuó​ Fó Amitabha अमिताभ Amitābha
  • 袈裟 jiā​shā (kasha) kaszaja काषाय,转写:kāṣāya
  • 觉树 juéshù Drzewo Bodhi महाबोधि mahabodhi
  • 彌勒佛 Mílèfó Maitreja मैत्रेय Maitreya
  • 尼姑 ní​gū bhiksuni (buddyjska mniszka) भिक्षुणी bhikṣuṇī
  • 涅槃 nièpán nirwana निर्वाण nirvānā
  • 蘋果 píngguǒ jabłko बिम्बा bimbā
  • 菩提薩托/菩提薩埵/菩薩 pú​tísàtuō/pútísàduǒ/pú​sà bodhisattwa बोधिसत्त्व bodhisattva
  • 菩提树 pú​tí​shù Drzewo Bodhi महाबोधि mahabodhi
  • 僧伽/和合僧 sēng​qié/hé​hésēng Sangha संघ Saṃgha
  • 舍利 shèlì śarīra (buddyjska relikwia) शरीर śarīra ciało
  • 聲聞(弟子) shēngwéndì​zǐ śrawaka (uczeń Buddy) श्रावक śrāvaka
  • 釋迦牟尼 Shì​jiā​móu​ní Budda Siakjamuni सिद्धार्थ गौतम
  • 娑婆世界 suōpóshì​jiè świat doczesny सहा Sahā
  • 塔婆 tǎpó stupa स्तूप stūpa --> obecnie najczęściej skracana do 塔 tǎ
  • 曇花 tánhuā epifyllum उदुम्बर udumbara figowiec groniasty
  • 天魔/魔羅 Tiānmó/Móluó demon (buddyjski) मार Māra
  • 文殊师利 Wén​shūshīlì Mandziuśri मञ्जुश्री Mañjuśrī
  • 無常 wú​cháng nietrwałość अनित्य anitya
  • 無量無數 wú​liàngwú​shù niepoliczalny, niezmierny अपरिमित aparimita
  • 無明 wú​míng awidja (niewiedza) from अविद्या avidyā
  • 須彌山 xūmíshān Góra Meru सुमेरु sumeru
  • 阎摩王/阎王/閻羅王 Yán​mówáng/Yán​wáng/Yán​luó​ Wáng Yama (król piekła) यम राज Yama Rājā
  • 夜叉 yè​chā jakszowie यक्ष yakṣa​
Ten niewielki słowniczek nie wyczerpuje oczywiście listy słów zapożyczonych z sanskrytu, myślę jednak, że może zobrazować mniej więcej, na czym te zapożyczenia polegają i jak tłumacze poradzili sobie z przełożeniem terminów sanskryckich na chiński. Warto zwrócić uwagę na kilka aspektów.

"a" znika!
"A" postawione przed imieniem albo stopniem pokrewieństwa to w chińskim wyraz familiarności (np. 妹妹 to młodsza siostra a 阿妹 siostrzyczka) albo... głupoty (阿斗 Ā​dǒu, A Q). Dlatego kiedy tylko się da, Chińczycy starają się ominąć "a" w transkrypcji, stąd luohan najczęściej pojawia się bez a, lanre najczęściej pojawia się bez a, a Amitabha zostawiono a, ale na wszelki wypadek wymawia się je "e". Co ciekawe, niebuddyjscy Chińczycy często nie wiedzą, że akurat w tym wypadku czyta się 阿 jako "e"...
Brak unifikacji
Dziś większość wyrazów jest już zunifikowana, jednak bodaj każdy tłumacz buddyjskich tekstów pozostawił po sobie pamiątkę w postaci innych wersji wyrazów. Oprócz tego, że każdy inaczej rozumiał sanskrycki termin, to jeszcze pochodzili z różnych epok i różnych krain; zapewne ich ojczyste języki też mogły się różnić (pamiętajmy, że nie ma i nigdy nie było "jednego chińskiego"). Stąd na przykład nirwana bywa tłumaczona tak:
  • 涅槃 niè​pán
  • 泥洹 nìhuán
  • 涅槃那 niè​pánnà
  • 涅盤那 niè​pánnà
  • 泥盤那 nì​pánnà
  • 暱縛男 nìfùnán
  • 熄滅 xī​miè (wygaszenie)
  • 滅度 miè​dù (stłumienie zgryzot)
  • 寂滅 jì​miè (wyblaknięcie)
  • 無為 wú​wéi (taoistyczne (sic) niedziałanie)
  • 解脫 jiě​tuō (uwolnienie od doczesnych zmartwień)
  • 自在 zì​zai (uwolnienie)
  • 不生不滅 bù shēng bù miè (nieżycie-nieśmierć)
Widać, że część to tłumaczenia fonetyczne, których autorzy próbowali oddać brzmienie i dobrać odpowiednie znaki, a część to tłumaczenia, które próbują oddać znaczenie zapożyczonego słowa. Takich słów nawet w powyższym słowniczku jest dużo; aż dziw, że buddyści w ogóle potrafią się w tym połapać! Z drugiej strony, ciekawie byłoby zaobserwować, jak sposób przetłumaczenia dawnego terminu wpływał/wpływa na rozumienie całej doktryny i powstawanie kolejnych buddyjskich odłamów. To coś jak z kłótniami na temat ducha świętego w chrześcijaństwie...
Cóż to za dziwaczne brzmienie!
Niektóre tłumaczenia fonetyczne wydają się bardzo odległe od sanskryckiego pierwowzoru. Dzieje się tak nie tylko ze względu na specyfikę języka chińskiego (brak możliwości tworzenia nowych sylab, nieobecność niektórych brzmień itd.), ale również dlatego, że te słowa w dzisiejszej wymowie brzmią zupełnie inaczej niż brzmiały 2000 lat temu. Do takich wyrazów należą choćby joga 瑜伽/瑜珈, którą dziś się wymawia yú​jiā, a w starym chińskim mniej więcej "iiuka". To samo dotyczy mandali 曼陀羅 màn​tuó​luó - dwa ostatnie znaki kiedyś naprawdę czytało się "dala". Jeszcze inny powód może być taki, że niektóre sanskryckie słowa nie trafiły do chińskiego bezpośrednio, a poprzez język pali. Jeśli wiemy, że nirwana w pali to nibbana, nagle fonetyczne tłumaczenie 泥畔 nìpàn zaczyna być dużo lepiej zrozumiałe.
Zakradły się cichcem i wsiąkły!
Większość terminów pozostaje wyłącznie w użyciu buddystów, jednak istnieją też słowa, które tak mocno wsiąkły w język chiński, że istnieją nawet przysłowia/powiedzenia na nich oparte i są używane w mowie potocznej. Należą do nich na przykład:
  • 剎那 chànà moment
  • 蘋果 píngguǒ jabłko
  • 無常 wú​cháng nietrwałość, wraz ze sformułowaniami typu
  • 喜怒無常 xǐ​nù​wú​cháng humorzasty, kapryśny (radość i gniew nietrwałe) czy
  • 反覆無常 fǎn​fù​wú​cháng zmienny, niepewny, niestały (wciąż i wciąż nietrwały)
Jeśli kiedyś znajdę czas, chętnie zgłębię temat. A tymczasem polecam Wam lekturę uzupełniającą o chińskich zapożyczeniach z sanskrytu, a tutaj jest słownik chińskiej terminologii buddyjskiej wraz z sanskrytem i angielskim.
Tutaj zaś znajdziecie siostrzany wpis o zapożyczeniach z sanskrytu w japońszczyźnie.

2019-09-07

mongolski ser 内蒙奶酪

Podczas wizyty u koleżanki zostałam poczęstowana serem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ser był mongolski i wyglądał jak koci żwirek w wałeczkach, a my byłyśmy w Polsce.
Pierwszy raz taki jadłam. Robi się go z pozostałości po ubijaniu masła jaka. Gotuje się je, a potem pakuje do płóciennych woreczków i wyciska serwatkę, a pozostałe kawałki suszy. Taki ser powinien być słodko-kwaśny i bardzo twardy, w sam raz, by go zapakować do sakwy i wziąć ze sobą w drogę.
Muszę powiedzieć, że była to niecodzienna przekąska, ale bardzo smaczna i aromatyczna.

2019-09-05

Drungowie na scenie 独龙。南青

Właśnie trwa piętnasty festiwal nowych yunnańskich przedstawień. Niekoniecznie sztuk - bo były i przedstawienia będące popisami akrobatycznymi, i zbitki niepowiązanych piosenek itd. Dziś o sztuce pokazującej w bardzo ładny sposób życie ciekawej yunnańskiej grupy etnicznej - Drung. Postaram się kiedyś o nich napisać więcej, bo bardzo mnie zaintrygowali, a tymczasem opowiem o fajnym przedstawieniu, które zostało makabrycznie zepsute ostatnią pieśnią.
Już wstęp jest cudny. Mówi o tym, że życie Drungów jest jak pieśń - i to jest hasło przewodnie przedstawienia, w którym rytm życia jest pokazany w pieśni i tańcu.
Scena pierwsza to trzy krótkie objaśnienia - opis gór i rzek, wśród których narodziła się kultura Drungów, a także bodaj najbardziej egzotyczny element tej kultury: tatuaże na twarzach kobiet.
Kolejna scena przedstawia cztery pory roku: na wiosnę sadzenie, w lecie ciężka praca w polu, jesienna radość i palenie fajek przez zmęczonych staruszków, a w końcu zimowe tkanie kobiet wszystkich pokoleń.
Scena trzecia to życie młodej dziewczyny od momentu zakochania się, poprzez zwyczaj "zapłakanego zamążpójścia" 哭嫁, wesele z alkoholem podawanym w bambusie aż po kołysankę dla nowego członka rodziny.
Ogromnym atutem były piosenki w języku Drungów, tłumaczone na chiński na bocznych panelach przy scenie. Fantastyczne stroje, wyglądające zadziwiająco autentycznie (no, może poza elastycznymi geterkami pod krótkimi spódnicami. Chinki panicznie się boją, że ktoś zobaczy kiedyś MAJTKI, olaboga). Ładna, choć czasem trochę wydziwiona choreografia. Bardzo przyjemne widowisko.
I wtedy przyszedł czas na epilog.
Dawniej byliśmy biedni, a nasz żywot był trudny, ale dzięki Partii teraz jesteśmy szczęśliwi i żyjemy jak pączki w maśle!
To nawet trudno skomentować. Strasznie mi było przykro, że ładne przedstawienie, przedstawiające kulturę nielicznego ludu yunnańskiego, zostało tak potraktowane. Ja wiem, że pewnie musieli, ale...
Ale cieszę się, że nie wyszłam podczas pieśni patriotycznej. Kiedy bowiem młodzi artyści wyszli się pokłonić, razem z nimi wyszło na scenę kilka babć z pięknie wytatuowanymi twarzami. Ponoć to one pilnowały, by historie zostały właściwie opowiedziane.
Mimo końcowego zgrzytu cieszę się, że poszłam na przedstawienie. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się pojechać do którejś wioski Drungów i zobaczyć, jak naprawdę wygląda ich życie; jego wizja artystyczna jest jednak lepsza niż nic, prawda?