Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia 歷史. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia 歷史. Pokaż wszystkie posty

2026-06-25

kącicierń 三角梅

Sezon na kąciciernie czyli bugenwille już się kończy, ale dziś podrzucam Wam kilka fotek sprzed paru tygodni, podczas jego pełni - rozbuchane, dzikie, oplatają wszystko, na co trafią, począwszy od serc.
Niedawno dociekliwa gościni zapytała, czy wiem skąd się wzięły w Kunmingu bugenwille i jak głęboko trzeba sięgnąć w historię miasta, by je znaleźć. Zgodnie z prawdą odparłam, że nie wiem, nigdy nie badałam tematu, jednak podejrzewam, że mogły zjawić się w Kunmingu z Francuzami w czasie budowy kolei yunnańsko-wietnamskiej. Sprowadzili oni tyle gatunków na kunmiński grunt, że można ich podejrzewać o większość egzotycznych roślin. No i, wyobraźcie sobie, dobrze strzeliłam!
Historia sadzenia bugenwilli czyli "trójkątnej moreli" 三角梅 w regionie Kunmingu to sprawka właśnie Francuzów. Grupka inżynierów upiększyła nią stację kolejową Yiliang (obecnie miasto należy administracyjnie do Kunmingu), a sprowadzili ją aż z Brazylii. Dwa oryginalne okazy z tego okresu rosną tam ponoć po dziś dzień - w internecie można znaleźć fotę pokazującą grubaśne pnie, mające niemal metr obwodu w najszerszych miejscach; maksymalna szerokość korony połączonych dwóch roślin sięga ponad 40 metrów! Niestety, podczas ostatniej mojej wycieczki do Yiliang jeszcze o tym nie wiedziałam, inaczej na pewno spróbowałabym ich poszukać. Cóż, następnym razem. Jedynym problemem jest fakt, że ta stacja już od lat nie działa. Wąskotorówka wyszła z użycia - w 2003 roku zaprzestano ruchu pasażerskiego, przez co dziś trzeba półtorej godziny kisić się w autokarze, żeby dojechać do Yiliang. Stacja podupadła - budynki mają popękane ściany, zniszczone okna i drzwi. Liczba etatowych pracowników stacji Yiliang zmniejszyła się z ponad tysiąca w szczytowym okresie do mniej niż dziesięciu. Ponieważ nigdy nie wiadomo, co może strzelić do głowy władzom miasta czy prowincji, muszę się pospieszyć i zdążyć zobaczyć to miejsce, dopóki jeszcze istnieje...

2026-05-01

回回村 muzułmańska wioska w Mojiangu

Oczywiście przed wyjazdem do Mojiangu coś tam o nim wiedziałam - zwykła kwerenda: parę stron w internecie, kilka zdjęć z Akwamarynowego Strumienia wyhaczonych na WeChacie. Będąc już na miejscu postanowiłam skorzystać z dobrodziejstwa GPSu, szukając ciekawych miejscówek. Na pierwszy rzut oka widać parki, a po zbliżeniu również miejsca kultu i niektóre zabytki. Ponieważ zwiedzenie Świątyni Konfucjusza nie zabrało nam dużo czasu, zerknęłam, czy aby nie ma czegoś jeszcze w okolicy. Ku mojemu najwyższemu zdumieniu odkryłam... meczet. 
Ruszyliśmy. Uliczka robiła się coraz węższa, wspinaliśmy się coraz wyżej, ZB narzekał, że na pewno się zgubiliśmy, aż na rozstajach ujrzeliśmy tablicę informacyjną opowiadającą bardzo skrótowo historię Wioski Huihui czyli wioski muzułmańskiej. Dobra nasza! Jesteśmy na właściwej drodze. Coraz więcej ostrołuków i łuków mauretańskich zamiast zwykłych okien, coraz więcej koloru zielonego, który w Yunnanie jest wręcz zarezerwowany dla islamu (to właściwie najszybszy sposób na rozpoznanie halalowych restauracji), a także bardzo zamożnie wyglądające rezydencje. W końcu doszliśmy do meczetu, który znajdował się tak wysoko nad miastem, że aż trzeba było sobie przysiąść na ławeczce, by odsapnąć po wspinaczce. Piliśmy więc wodę, ja podziwiałam meczet (oczywiście z zewnątrz) i pewnie na tym by się skończyło, gdyby nie podszedł do nas ahong 阿訇 āhōng* czyli imam. Poważnie traktując okazję do dialogu codzienności, usiadł przy nas - oczywiście najbliżej mojego męża, trzymając się z dala ode mnie - i cierpliwie opowiadał i starał się odpowiedzieć na wszystkie moje pytania. Tak oto poznałam historię muzułmańskiej wioski w Mojiangu. 
Historia wioski sięga końca XVIII wieku i jest nierozerwalnie związana z postacią Ma Shunqinga 马顺清 (jego arabskie miano to Muhammad Abdullah), znanego jako Stary Mistrz z Talang 他郎太爷 (Talang to dawna nazwa Mojiangu). W 1781 roku, po krwawym stłumieniu powstania muzułmańskiego przez Qingów, przywódca religijny Ma Mingxin został stracony - ucięto mu głowę. Jego jedenastoletni syn (właśnie Ma Shunqing) wraz z młodszym bratem zdołał ujść i koniec końców wylądował w odległym Yunnanie, pod opieką lokalnego imama, który przekupił urzędników, by przymknęli oko na jego obecność i swobodę. Osiadł w Talangu i założył tu rodzinę, a z czasem kilka domów zmieniło się w całą wioskę. Po jego śmierci grób - mauzoleum w kształcie perskiej kopuły zwane po chińsku 拱北 gǒngběi - stało się miejscem pielgrzymek dla członków bractwa sufickiego Jahriyya. Po dziś dzień co rok, w rocznicę śmierci Ma Shunqinga, przybywają tu tłumnie pielgrzymi z Gansu i Ningxia. Niestety, jest ono niedostępne dla niewiernych. Datę ahong podał mi zgodnie z tradycyjnym chińskim kalendarzem księżycowym (27. dnia 7. miesiąca księżycowego); niestety, nie wpadłam na to, żeby zapytać, dlaczego liczą chińskim kalendarzem zamiast muzułmańskim. 
To w skrócie. Warto jednak pochylić się nad szczegółami, bo ukażą one niezwykłą zaiste historię. Wróćmy do Ma Mingxina, którego chińskie imię zapisywane jest na dwa sposoby: 馬明心 lub 馬明新, a arabskie to Ibrāhīm. Żył w latach 1719–1781 i był sufijskim imamem, założycielem tariki (czy też z chińska menhuanu) Jahriyya. Nazwa ta wywodzi się z arabskiego słowa jahr (جهر) - głośno, ale o tym za chwilę. Ma urodził się w Gansu i władał zarówno arabskim, jak i chińskim. Jako młodzieniec spędził 16 lat studiując Koran w Mekce i Jemenie. Był uczniem 'Abd al-Khāliqa, który był nauczycielem w mistycznym sufickim bractwie Nakszbandijja. W 1761 roku Ma wrócił do Chin i założył własne bractwo wzorowane na Nakszbandijja - było to drugie tego typu bractwo w Chinach (pierwszym i najważniejszym jest menhuan Khufiyya). Te dwie tariki różnią się przede wszystkim sposobem modlitwy: Khufiyya modlą się po cichu i indywidualnie, podczas gdy wierni z menhuanu Jahriyya modlą się publicznie, śpiewem (kto śpiewa, modli się podwójnie...). Taki głośny, publiczny zikr (modlitwa) może przybierać wiele form - do jednej z nich wrócę za chwilę. Poza tym Ma Mingxin nie zgadzał się z innymi pomysłami sufi z tariki Khuffiya - protestował przeciw ubóstwieniu świętych, budowaniu meczetów na bogato oraz - bodaj najbardziej - przeciw wzbogacaniu się przywódców religijnych kosztem wiernych. Poza tym uważał, że przywództwa w bractwie nie powinni dziedziczyć synowie, a po prostu najlepiej wykształcone i najlepsze jednostki bractwa. Nic więc dziwnego, że w ciągu następnych dwudziestu lat popularność menhuanu Jahriyya rosła nieprzerwanie w całej prowincji. Kłócili się z reprezentantami drugiej tariki o doktrynę i metodę modlitwy, ale również mieli czelność oprotestowywać urzędasów państwowych i ich metody rządzenia, więc w końcu się doigrali. W 1781 roku obie tariki przyciągnęły w końcu uwagę Qingów. Głównym ogniskiem konfliktu była mała miejscowość zamieszkana przez Salarów, turecki lud przybyły na te tereny paręset lat wcześniej. Urzędnicy przybywszy stwierdzili, że wszystko, co nowe jest złe, a Jahriyya było nowym bractwem, to przez nich są kłopoty, huzia! I aresztowali Ma Mingxina, choć on nie plątał się akurat w tamtych okolicach. Zamknęli go w Lanzhou i posłali kompanię do zduszenia w zarodku rewolty sprowokowanej przez członków menhuanu Jahriyya. Kampania została rozbita przez rzeczonych Salarów, którzy następnie ruszyli do Lanzhou uwolnić Ma Mingxina. Nastąpiło oblężenie. Urzędnicy cesarscy wywiedli Ma na mury miejskie i pokazali go Salarom, a ci zaczęli giąć się w ukłonach. Przerażeni urzędnicy nie odważyli się wypuścić Ma - to groziło dalszymi kłopotami - więc sprowadzili go z murów i ucięli mu głowę, a wdowę po nim wraz z jej córkami wygnali do Xinjiangu. Właściwie trudno powiedzieć, jak to się stało, że mali synowie zostali zesłani do Yunnanu - są też źródła, że matka i córki również wylądowały w Yunnanie. Oczywiście nie zostali sami - wszyscy, którzy nie zostali zabici przez cesarskie wojska, musieli się wynieść właśnie w moje lub inne trudno dostępne rejony. Ciężko powiedzieć, jak członkom menhuanu Jahriyya udało się przetrwać do dziś, skoro przez ponad dwieście lat byli uważani (nie bez przyczyny) za wywrotowców i rebeliantów. Weźmy chociażby piąte pokolenie potomków Ma Mingxina - Ma Hualong, również przywódca menhuanu Jahriyya, był jednym z przywódców powstania dungańskiego. Ten również został w końcu stracony, a jego potomstwo wygnane, uwięzione bądź wykastrowane. Potomkowie Ma Mingxina i wyznawcy Jahriyya brali również udział w powstaniu Du Wenxiu
Mauzoleum Ma Mingxina zostało swego czasu zniszczone (czyżby władze dawały znać, jak muszą się skończyć protesty?), ale odbudowano je pod koniec XX wieku. Po dziś dzień jest miejscem pielgrzymek - ponoć w 1985 roku ponad 20 tysięcy muzułmanów przybyło tam w tym samym czasie na ceremonię upamiętniającą założyciela menhuanu Jahriyya. Co najlepiej dowodzi, że represje nie zawsze są w stanie wyrugować wierzących. A już bodaj najgorszym pomysłem było przeganianie ich z prowincji do prowincji - to tylko pomogło w rozprzestrzenianiu się idei. Przecież nie zostawali na tym wygnaniu do końca życia! Robili kariery, na przykład kupieckie - a wtedy podróżowanie było koniecznością. Działalność wywrotowa stawała się dzięki niej łatwiejsza. Członkowie tej samej tariki byli wobec siebie pomocni, lojalni, a gdy mijał odpowiedni czas, pomagali swym braciom w wierze w relokacji. Co prawda, czasem i wewnątrz tariki zdarzały się zgrzyty dotyczące sukcecji, ale sylwetka założyciela, Ma Mingxina, pozostaje na piedestale. Co więcej, Ma Mingxin jako męczennik dorobił się bardzo bogatej mitologii spisywanej czy też wymyślanej przez ahongów - recytacja dzieł związanych z Ma jest ważną częścią upamiętniających go ceremonii. 
Choć społeczność muzułmańska mieszka w naszej wiosce już od dwustu lat, stosunkowo dużo czasu zabrało im wybudowanie prawdziwego meczetu - budynek z dwoma wysokimi minaretami** w stylu arabskim (他郎清真寺) powstał dopiero w 1936 roku. Oczywiście w latach galopującego komunizmu stał zamknięty, jednak już w 1973 roku otwarł podwoje dla wiernych - jako pierwszy w Chinach! Jeszcze dłużej trzeba było czekać na połączenie wioski Hui - oraz znajdującej się obok wioski Hani - ze światem, czyli z miasteczkiem. Choć droga ta ma zaledwie 600 metrów, została wybudowana dopiero na początku XXI wieku, zastępując błotnistą ścieżkę biegnącą wcześniej przez pola ryżowe. Nie mogąc doczekać się pomocy od państwa, zamożniejsza społeczność Hui zainwestowała setki tysięcy yuanów w wybudowanie drogi. Ubożsi Hani w zamian wkładali w to fragmenty swojej ziemi oraz robociznę. Droga ta nazywa się od nazw społeczności drogą Ha-Hui 哈回路 i stała się symbolem współpracy między różnymi grupami etnicznymi.
Pogawędka z ahongiem zajęła nam tak dużo czasu, że aż zaprosił nas na kolację - przy meczecie działa oczywiście muzułmańska stołówka. Nie skorzystaliśmy; mieliśmy już plany na kolację, ale ponownie serdeczność i grzeczność imama zrobiła na nas wielkie wrażenie. Usiadłszy przy stoliku w restauracji, zaczęłam gorączkowo spisywać wszystko, co pamiętałam z rozmowy, żeby nie przepadło, nie umknęło kruchej ludzkiej pamięci. Zwróciłam zwłaszcza uwagę na to, że w menhuanie Jahriyya preferowane jest głośne, wokalne chwalenie Boga. Coś dzwoniło, ale nie wiedziałam, w którym minarecie, więc po powrocie do domu przeszukałam internety, by trafić na fascynujący zaiste gatunek muzyczny: qawwali. Idea doznawania boskiej miłości poprzez wykonywanie muzyki trafiła prosto w moje serce chórzystki. Dlatego dzielę się z Wami dzisiaj niechińską wprawdzie, ale jednak modlitwą śpiewaną qawwali w wykonaniu artysty imieniem Nusrat Fateh Ali Khan:
   

*訇 Hong jest również rzadko dziś spotykanym, ale dawniej chętnie wybieranym przez muzułmanów nazwiskiem. 
**minaret nazywa się po chińsku zgodnie z funkcją: 宣拜楼 - xuānbài lóu - budynek wzywania do modlitwy lub 光塔 guāngtǎ (świetlna pagoda) czyli zgodnie z oryginalną nazwą - minaret to dosłownie "miejsce skąd widać światło".

2026-03-29

Rezydencja rodziny Yu 庾家故居

Chętkę na wycieczkę do Mojiangu powzięłam dawno temu w Kunmingu, z wypiekami na twarzy czytając o losach rodziny Yu, w której z pięciu braci jeden był wojskowym, a inny architektem ogrodów, a jednak to ten ostatni został burmistrzem i zmienił na zawsze wygląd Kunmingu. Rodzina Yu wywodziła się bowiem z Mojiangu i ciekawa byłam, czy w mieście znajdę jakieś ślady ich obecności. W samym Mojiangu nic nie odkryłam, za to wycieczka do Bixi okazała się bardziej owocna. Zachowała się tu rezydencja, w której bracia się wychowali i jest ona otwarta dla zwiedzających.
prywatna inicjatywa pewnego młodego Mojiangczyka - warsztaty drzeworytnicze i możliwość kupienia regionalnych pamiątek przy okazji.
Maleńka ekspozycja muzealna; właściwie żadnych mebli. Architektonicznie budynek jest zupełnie przeciętnym siheyuanem w yunnańskim stylu (trochę o tym więcej za chwilę) z tamtych czasów. Oczywiście, swego czasu został mocno zniszczony, a gdy trafił w ręce państwa, to mimo pięknej tabliczki, że to rezydencja rodziny Yu, służył za bibliotekę dla dzieci. Dopiero parę lat temu zmieniono obiekt w muzeum i zaprezentowano chociaż parę fotografii najsłynniejszego z braci Yu i parę opowieści o tej rodzinie. Oto czego się dowiedziałam:
Dawna rezydencja rodziny Yu znajduje się na południowy zachód od ośmiokątnej pagody, w centralnym punkcie skrzyżowania ulic starego miasteczka. Została zbudowana w 1910 roku, ale dopiero w 2012 roku uznana za zabytek zasługujący na ochronę. Powierzchnia zabudowy to około 660 m². Składa się z górnego hallu, dolnego hallu, bocznych budynków i mniejszych skrzydeł. Jest typowym tradycyjnym domem Hanów z czasów dynastii Qing, z typowym yunnańskim dziedzińcem w stylu "jednopieczęciowym" 一颗印. 
Ród Yu wywodzi nie jest rdziennie yunnański; przybyli do Yunnanu razem z Mu Yingiem w drugiej połowie XIV wieku i osiedlili się właśnie w Bixi . Pierwszym Yu, który tu się osiedlił był Yu Tingguang, jednak wiemy o nim niewiele. Pierwszym, o którym możemy dowiedzieć się więcej był Yu Dengdi, dziesięć pokoleń później. Zajmował się rolnictwem i handlem, a że miał do tego smukałkę, zgromadził ponad tysiąc mu żyznych ziem. Znany był ze sprawiedliwości i odwagi cywilnej, a jego żona była mądrą i utalentowaną kobietą. Nazywano ją Panią Rao. Urodziła dwóch synów: Mingzhu i Mingde. Pierworodny był dziadkiem "naszych" Yu, czyli Yu Enyanga i Yu Enxi. Był na tyle inteligentny i pracowity, że przystąpił do państwowych egzaminów na szczeblu prefektury, które zdał śpiewająco. Zanim jednak mógł przystąpić do prowincjonalnych, w Yunnanie wybuchło powstanie muzułmańskie i egzaminy wstrzymano. Yu Mingzhu zmarł, ponoć ze zgryzoty, a za nim podążyła małżonka i zrozpaczony Yu Dengdi. Jedyny syn Mingzhu, Yu Guoqing, dorastał pod opieką mądrej babki Rao. Stwierdził, że lepiej się trzymać kupiectwa, zamiast zostać uczonym. Wyrósł na osobę ciepłą, hojną, prawą i szanującą drugiego człowieka. Ożenił się z córką miejscowego dostojnika Li Yingzao. Pani Li była idealną panią domu i matką pięciu synów: Enronga, Enluna, Enyanga, Enxi i przedwcześnie zmarłego Enpei. 
Gdy pierworodny miał zaledwie 16 lat, ich ojciec zmarł, w związku z czym najstarszy syn przejął obowiązki głowy rodziny: zarządzał majątkiem i wychowywał młodszych braci. Nie tylko otworzył dom handlowy i pomnażał kapitał, ale również inwestował w rozwój regionu, m.in. zasponsorował bibliotekę w Mojiangu, a także obejmował kolejne urzędy: w 1929 roku został dyrektorem yunnańskiego banku Fudian. W 1930 roku prezesował kunmińskiemu oddziałowi Czerwonego Krzyża. W nowych Chinach nadal pełnił rozmaite bardzo odpowiedzialne funkcje. Może właśnie dzięki temu zdołał świetnie wykształcić i dobrze ulokować braci. 
Yu Enyang 庾恩旸 (1884 – 18 lutego 1918) urodził się w Talangu. Pierwotnie nazywał się Enci, studiując w Japonii obciął drugi człon imienia i zostawił tylko znak En, ale znany był też pod wieloma innymi imionami i pseudonimami. W 1903 roku został wybrany, by pojechać do Japonii uczyć się wojaczki.  Najpierw uczęszczał do Szkoły Wojskowej Shinbu, a po jej ukończeniu kontynuował edukację w Akademii Wojskowej Cesarskiej Armii Japońskiej. Jako jeden z pierwszych wstąpił do założonej przez Sun Yan-Sena Ligi ZwiązkowejPo ukończeniu studiów wrócił do Yunnanu i wstąpił do Yunnańskiej Armii stworzonej przez Cai E oraz Long Yuna. W 1911 roku, kiedy nowocześni wojskowi postanowili, że koniec z cesarstwem, Yu wziął udział w yunnańskiej części powstania, czyli w tzw. Powstaniu Podwójnej Dziewiątki 重九起义. Jako dowódca sztabu w rządzie wojskowym Yunnanu poprowadził oddziały do Guizhou, gdzie po reorganizacji został szefem sztabu generalnego, przy okazji kierując Akademią Wojskową. W listopadzie 1912 roku udał się do Pekinu, gdzie czekał go awans na generała brygady i doradcę w kancelarii prezydenckiej. Szybko jednak wrócił stamtąd do Akademii Wojskowej; wolał być doradcą gubernatora Yunnanu niż prezydenta. Nadostawał się orderów i odznaczeń, że munduru by mu na nie nie starczyło; co chwila spadał nań nowy zaszczyt i nowa funkcja. Na wiosnę 1914 roku udało mu się wrócić do Pu'er i okolic, których obrony miał pilnować. To on zmienił wówczas nazwę Talang na Mojiang. Gdy w 1915 roku Yunnańczycy postanowili uratować raczkującą jeszcze wtedy Republikę (tzw. Wojna w Obronie Kraju), Yu Enyang znów zaczął piastować wysokie wojskowe stanowiska; już w 1916 roku, po zwycięskim zakończeniu walk, mianowano go generałem porucznikiem. Niedługo nacieszył się tytułem: 18 lutego 1918 roku zginął w zamachu w Bijie, miasteczku w Guizhou. Tang Jiyao oraz Sun Jat-sen napisali inskrypcję na jego nagrobek, znajdujący się na tej kunmińskiej górze, gdzie znajduje się Złota Świątynia - Górze Krzyczącego Feniksa. Pośmiertnie awansowano go do stopnia pełnego generała.
Wzdycham nad kolejnym dzielnym, młodym człowiekiem, któremu nie było dane żyć i pracować dla dobra kraju czy swej małej ojczyzny; który mógł tylko dla niej umrzeć.
Znany już nam Yu Enxi (1886-1950) o pięknym pseudonimie Samotnik z Pustej Doliny 空谷散人 był czwartym bratem w kolejności. W młodości wraz z najstarszym bratem Enrongiem zajmował się handlem, był kierownikiem filii w Luzhou. W 1920 roku został dyrektorem Biura ds. Wodnych w Prowincji Yunnan. W 1922 roku założył własną, pierwszą w Yunnanie fabrykę papierosów maszynowych Azjatycka Kompania Tytoniowa (亚细亚烟草公司). Produkowane przez nią papierosy marki Podwójna dziewiątka 重九 zostały nazwane właśnie na cześć starszego brata Yu Ena, który brał udział w powstaniu Podwójna Dziewiątka w Yunnanie. W 1929 roku został burmistrzem Kunmingu. Yu Enxi lubił sztukę ogrodową. Znany już nam Ogród Rodziny Yu został zaprojektowany osobiście przez niego. Zarówno pod względem formy, jak i techniki budowlanej, uchodzi za arcydzieło w nowożytnej historii architektury Kunmingu. Wniósł wkład w rozwój lokalnego ogrodnictwa. 
Następnym ciekawym przedstawicielem rodu był Yu Jialin, absolwent prawa na Uniwersytecie Fudan w Szanghaju, następnie ukończył stosunki dyplomatyczne na Uniwersytecie Nauk Politycznych w Paryżu, uzyskał doktorat z prawa. W 1946 roku został wybrany na przedstawiciela okręgu Mojiang w Yunnanie na Zgromadzenie Narodowe. W przededniu wyzwolenia udał się na Tajwan. Jego to syn, Yu Chengqing (Harlem Yu), jest znanym tajwańskim piosenkarzem, który po przyjeździe do Kunmingu mówił wzruszony, że wrócił do korzeni.

2026-01-17

Teoria czajnika i czarek 茶壶茶杯论

Gdybym kiedyś miała poprowadzić wykład na temat roli przypadku w pogłębianiu wiedzy, zaczęłabym od mojej przygody z Sobowtórem Macieja Siembiedy. Swoją drogą, przyjemna powieść sensacyjna. Rzadko takie czytuję. Życia mi nie starcza nawet na ukochaną azjatczyznę, a co dopiero powieści całkiem niezwiązane z jakimkolwiek moją pasją! Ale czasem i mój mózg musi odpocząć. 
Wtem!
Któryś chiński filozof zdefiniował życie seksualne mężczyzny: "Czajnik jest jeden, a filiżanek wiele", ale Ludmiła Ungier odwróciła tę zasadę. To filiżanka okazywała gościnność licznym, aczkolwiek starannie dobranym czajnikom. 
Cyknęłam zdjęcie, zapomniałam o cytacie, doczytałam powieść do końca, a gdy ściągałam zdjęcia na dysk, przy okazji odkryłam, że muszę sprawdzić, co to za nieznany mi chiński filozof popełnił tak ohydną mizoginiczną szkaradę. Kwerenda doprowadziła mnie do wielu, wielu odkryć - wiecie, jak to jest, kolejne strony internetowe, kolejne teksty źródłowe, a dwadzieścia okienek i dziesięć tytułów książek w przeglądarce później nagle okazuje się, że właściwie już nie pamiętam, od czego zaczęłam. Ale jednak znalazłam: nie do końca filozofa, raczej uczonego, a i to takiego raczej... hmmm... przeterminowanego, a w dodatku nie do końca chińskiego, chociaż to zależy od definicji. Ale od początku.
Gu Hongming 辜鴻銘 (1857-1928) był chińskim uczonym urodzonym w Malezji. Z tą chińskością, poza miejscem urodzenia, jest o tyle kłopot, że tatuś owszem, był chińskim intendentem plantacji kauczuku, jednak mama była Portugalką. Brytyjski właściciel plantacji polubił chłopca i gdy ten skończył dziesięć lat, zabrał go do Wielkiej Brytanii i wykształcił. Jako szesnastolatek Gu zaczął studiować literaturę na Uniwersytecie Edynburskim, który ukończył w 1877 roku otrzymując tytuł magistra. Następnie studiował jeszcze rozmaite kierunki w Niemczech i Francji, ale żadnego nie ukończył i w 1880 roku wrócił do Penangu, by zrobić karierę urzędnika. W 1885 wyjechał do Chin i tam przez dwadzieścia lat był doradcą Zhang Zhidonga. Pewnie właśnie od niego przejął ultrakonserwatyzm i niechęć do patrzenia w przyszłość, które przejawiały się nie tylko w krytyce stu dni reform, ale również w licznych pismach, które najłatwiej streścić jako przebrzmiałe dziadowskie biadolenie ubrane w piękny język i niewątpliwą erudycję. Wracając jednak do jego kariery: piął się tak długo, jak długo trwało jego umiłowane cesarstwo, jednak gdy Qingowie upadli, zrezygnował z posady na znak lojalności. Lojalność trwała cztery lata; już w 1915 roku został wykładowcą Uniwersytetu Pekińskiego. W latach 1924-27 mieszkał i pracował w Japonii oraz w zarządzanym przez nią Tajwanie. Niedługo przed śmiercią wrócił do Chin; zmarł w Pekinie w wieku 72 lat.
Jego przywiązanie do cesarstwa i wartości konfucjańskich było wręcz ostentacyjne: do końca życia nosił warkocz ukazujący lojalność wobec Mandżurów. Był bardzo wszechstronnie wykształcony - znał biegle 6 języków, a pobieżnie kilka następnych, przy czym chińskiego nauczył się dopiero jako dorosły człowiek. Napisał wiele książek po angielsku i po chińsku, a krąg jego zainteresowań był niezwykle szeroki. Dość powiedzieć, że poza opisami "chińskiego ducha" i przyczyn wojny rosyjsko-japońskiej tłumaczył też Konfucjusza na angielski, a angielski poemat narracyjny na chiński. W pewnym sensie w tamtych latach był symbolem chińskości - uwielbiany przez Chińczyków, bo im mówił, że są najwspanialsi na świecie, a ich kultura najcudowniejsza, a przez ludzi Zachodu dlatego, że im tłumaczył tę kulturę pojęciami dla nich zrozumiałymi. Mógłby tyle dobrego zrobić dla swoich umiłowanych Chin, gdyby nie był tak twardogłowy! 
A jednak był mizoginem i zwolennikiem feudalnego, patriarchalnego społeczeństwa aż do szpiku kości. Najbardziej zaś znane są jego poglądy na temat małżeństwa i kobiet. Za najdoskonalszy uważał chiński system posiadania jednej żony i kilku konkubin, stanowiący według niego solidny fundament stabilnego społeczeństwa. Ponoć mawiał, że najlepszym sposobem panowania nad mężczyzną jest dla kobiety znalezienie sojuszniczki (albo i kilku), która ją wesprze i pomoże w uwięzieniu chłopa "pod granatową spódnicą" czyli pod pantoflem. Oczywiście Gu nie pozostał gołosłowny w swym poparciu dla chińskiej wersji wielożeństwa: sam niecały rok po ślubie wziął sobie japońską (!) konkubinę, a na stare lata próbował przywrócić sobie młodość pławiąc się blasku pewnej młódki. Swoją inklinację podpierał lingwistycznie: "妾者,立女也" - konkubina to kobieta stojąca na baczność. W domyśle: gdy zmęczony mąż wraca do domu, ktoś musi zawsze być w pogotowiu, by go wesprzeć, by mu usłużyć i nie opuszczać jego boku. Jakże trudnym byłoby to zadaniem dla jednej tylko kobiety, która miałaby i męża, i całe domostwo na głowie?! Mawiał, że żona jest mu stymulantem, a konkubina - lekiem nasennym. Obie były mu na swój sposób niezbędne. 
W czasach Republiki nowocześni Chińczycy zaczęli popularyzować małżeństwa monogamiczne i równość płci, krytykując "zgniłe" konserwatywne poglądy. Pytali oni Gu: dlaczegóż to mężczyznom wolno mieć trzy żony i cztery konkubiny, a kobieta całe życie ma być wierna jednemu mężczyźnie? Wtedy właśnie Gu błysnął swym dziaderskim bon motem: Mężczyzna jest jak herbaciany czajnik, a kobietę najlepiej porównać do czarki. Do jednego czajnika pasuje wiele czarek - to naturalny porządek rzeczy, jednak asbolutnie nie da się dopasować kilku czajników do jednej czarki. W owych czasach nie było w Chinach bodaj jednego intelektualisty, który by nie znał tej teorii; wzbudzała aplauz jednej części społeczeństwa i obrzydzenie drugiej. Co ciekawe, jeśli dobrze pogrzebać, to dokładnie odwrotne stwierdzenie można znaleźć w chińskiej literaturze wiele wieków wcześniej: W Kwiecie Śliwy w Złotym Wazonie jedna z głównych bohaterek, Pan Jinlian twierdziła, że kobiety są jak waza zupy, a mężczyźni jak łyżki do zupy - przecież jedna waza zupy wystarczy na wiele łyżek... No tak, ale Pan Jinlian była niemoralna, a Gu był autorytetem moralnym dla wielu - co chyba najlepiej pokazuje podwójne standardy rządzące światem...
Porównanie czajniczkowo-czarkowe było tak znane, że gdy słynny poeta Xu Zhimo żenił się po raz drugi, tym razem z artystką Lu Xiaoman, ta ponoć doń rzekła: Zhimo! Nie możesz używać porównania pana Gu do czajnika jako wymówki, musisz wiedzieć, że nie jesteś moim czajnikiem, a szczoteczką do zębów. Czajnikiem można się dzielić z innymi, ale szczoteczką nie!

Tak oto polska książka sensacyjna spowodowała, że poznałam dzieło osoby, o której w innym przypadku być może nigdy bym nie usłyszała. Nie był to wprawdzie filozof, ale postać niewątpliwie barwna i ewidentnie bardzo swego czasu znana. Korzystając z wikisource, zapoznałam się z jego najsłynniejszym bodaj dziełem, The Spirit of the Chinese People. Nie polecam ze względu na jej zawartość ideologiczną, jednak muszę przyznać, że jest ciekawie napisana - no i jest bezcennym źródłem pokazującym, jak na przełomie XIX/XX wieku wykształcony na Zachodzie Chińczyk z wyboru opisuje w sumie dość nową dla siebie chińską kulturę. 
I tylko ciekawa jestem, jak to możliwe. Z ojca, który był osobą na tyle światłą, że zdecydował się pojąć za żonę Portugalkę i z matki, która była tak niezwykła, że wybrała na męża malezyjskiego Chińczyka, a w dodatku przy pomocy Anglika, który był na tyle rozumny, otwarty i hojny, by wysłać małego Gu na bardzo gruntowne studia - jak z tego wszystkiego mógł wyjść taki dziaderski mizogin...

PS. Wpis z okazji czternastej rocznicy poznania ZB. Całe szczęście on też jest moją szczoteczką do zębów ;)

2025-12-28

太华茶 Herbata Taihua

Jak na prawdziwą herbaciarkę przystało, podróżuję i wyznaczam podróżnicze cele również pod kątem herbacianym. Co w trakcie podróży po Yunnanie jest tym łatwiejsze i tym przyjemniejsze, że przecież tu herbata jest WSZĘDZIE. Dlatego w Fengqingu również zaopatrzyłam się w herbatę bodaj najbardziej związaną właśnie z tym miejscem. 
Herbata Taihua pochodzi z regionu Dongshan w okręgu Fengqing w prowincji Yunnan. Jej historia sięga czasów dynastii Ming. W 1639 roku, gdy Xu Xiake przybył do Fengqingu, tubylcy podali mu herbatę Taihua, a on był pod takim wrażeniem jej smaku (albo po prostu był spragniony i zasmakowałoby mu wszystko...), że aż opisał ją w swym pamiętniku z podróży. A to czyni ją jedynym produktem herbacianym szczegółowo opisanym przez Xu Xiake! Tak, drodzy państwo. Nie jakieś longjingi czy inne tieguanyiny, a swojski Yunnan! Herbata Taihua jest zresztą wspominana w wielu publikacjach z czasów dynastii Ming i Qing. Np. Xie Zhaozhe 谢肇淛 z dynastii Ming w Chorografii Yunnanu 滇略 zachwycał się nią - stwierdził, że jej kolor i aromat nie ustępują (sławnej wówczas) herbacie Songluo. 
Jako ważny element kultury herbacianej Fengqingu, herbata Taihua jest mocno związana z lokalnymi miejscami kultu. Świątynie takie jak Dongshan 东山寺 i Longquan 龙泉寺 (ale również inne w regionie) mają tradycję uprawy własnej herbaty Taihua, którą serwują gościom. Niezwykły smak zawdzięcza unikalnemu klimatowi dorzecza Mekongu (łagodne zimy i chłodne lata) i białej gliniastej glebie, a także faktowi, że surowcem są głównie starożytne drzewa herbaciane, liczące setki lat - niektóre są tymi samymi drzewami, z których powstawała herbata dla Xu Xiake! Mało tego: mieszkańcy wioski Mazhuang, zwłaszcza Yi o nazwisku Mei chlubią się, że są potomkami pana Mei, który podjął podróżnika herbatą - no i oczywiście że zachowali tradycje herbaciane przez setki lat. Ciekawostką są nieznane w innych regionach Yunnanu praktyki religijne związane z herbatą. Mnisi w świątyni Dongshan wypracowali specjalną technikę obróbki liści herbaty na kamiennych płytach przed parzeniem jej dla gości. Z kolei w świątyni Longquan narodził się specyficzny rytuał podawania herbaty gościom, ale i herbata jako ofiara dla bóstw podawana w specjalnej ceremonii. Była więc nasza herbata nadzwyczaj ważna - nie tylko jako produkt handlowy, ale i ważny element lokalnych religii oraz część tutejszej etykiety względem gości. 
No i teraz najważniejsze: co to jest w końcu za herbata? I tutaj pojawia się problem. Najstarsze źródła porównują ją do herbaty Longjing, czyli jednej z najsłynniejszych herbat zielonych. Inne wpisują ją w rodzaj herbat puer. Jednak w sklepach dostępna jest głównie... czarna herbata Taihua. Taką właśnie udało mi się kupić:
na pierwszy rzut oka widać, że czarna
Kupić kupiłam, zaparzyć zaparzyłam, wypiłam z przyjemnością, bo w sumie smak ma niezły - delikatna słodycz yunnańskich czarnych herbat czyli 滇红 dianhongów to coś, co rozkosznie rozgrzewa zimą. Ale... szczerze mówiąc, nie polecam. To nie jest ta sama wybitna herbata, o której pisał Xu Xiake, a całkiem przeciętna czarna herbata. Znam lepsze. Znam nawet lepsze i tańsze jednocześnie. Smuteczek. Ciekawe, kiedy zapomnieli, jak należy ją robić? A może po prostu udało im się zdobyć znaczek "starej firmy" za jakąś łapówę? A może byli przekonani, że skoro i tak nikt już nie pamięta, jak było, to można robić, co się chce? Przykro mi. Ale mam nauczkę: nawet klasyków herbacianych ze starych, sprawdzonych firm, nie należy kupować jak kota w worku. Tylko targi herbaciane, tylko herbaty, którym można się przyjrzeć, można posmakować, można pooglądać w trakcie parzenia. Inaczej zdarza się wyrzucenie pieniędzy w błoto...

2025-11-26

Gong Yi 龚彝

Zaczytując się w historiach o Fengqingu, natknęłam się na bardzo ciekawą postać, mocno związaną z jednym z najciekawszysch okresów historycznych Yunnanu, czyli momentem przejęcia władzy przez Qingów. Historie o zdradach, watażkach, przechodzeniu na stronę wroga, zazdrości i innych takich są nierozerwalnie związane z ostatnim cesarzem mingowskim Yongli i watażką Wu Sanguiem oraz jego ukochaną Chen Yuanyuan. Dziś o ostatnim wiernym, który zapłacił najwyższą cenę za lojalność.
Nie wiadomo, kiedy dokładnie urodził się Gong Yi 龚彝. Jego przodkowie pochodzili z Shandongu, ale wyemigrowali do Yunnanu za czasów cesarza Hongwu (czyli w drugiej połowie XIV wieku, na samym początku panowania dynastii Ming) i zamieszkali w wiosce przy Moście Gushan 鼓山桥头 na północ od Shunningu. Tam właśnie Gong Yi przyszedł na świat i po dziś dzień mieszkańcy tej wioski są zeń dumni. Będąc młodzieńcem uczył się w znanym już nam Lushi (aż trudno uwierzyć, że ta zapomniana mieścinka była kiedyś ośrodkiem gromadzącym intelektualistów, a w Shunningu była pod tym względem pustynia...). W 1624 roku zdał egzaminy prowincjonalne, w związku z czym uzyskał stopień naukowy juren, a już rok później zdał egzamin państwowy w stolicy, w związku z czym został jinshi. Niemal od razu dostał posadę zastępcy ministra wojny, a później ministra wojny w Nankinie. Kiedy sprawy się pokomplikowały i Mingowie uciekli na południe, tworząc tzw. południową dynastię Ming, podążył za cesarzem Yongli do Yunnanu; jego głównym zajęciem było dbanie o aprowizację wojsk cesarskich, dlatego sporo podróżował, ogarniając prowiant. Kiedy wojska qingowskie wkroczyły do Yunnanu, Yongli zwiał do zachodniego Yunnanu, jednak zanim Gong Yi dotarł do Tengchongu, Yongli był już w Birmie, a Gong Yi wrócił do Shunningu. Później dołączył do armii Sun Kewanga (który chciał dla siebie wykroić osobne królestwo). Sun wysłał Gong Yi do cesarza z darami (bursztyny, konie i złoto) oraz petycją o przyznanie mu tytułu i ziem, jednak cesarz odmówił. To nie zmieniło jednak poczucia Gong Yi, że to Yongli jest jego władcą; cały czas działał na szkodę Qingów, ku chwale Mingów. Gdy Yongli został wydany Wu Sanguiowi i doprowadzony do Kunmingu, Gong Yi z narażeniem życia też tu przybył. Wielokrotnie prosił o audiencję u cesarza i Wu Sangui w końcu się zgodził. Gong Yi przygotował jadło i napoje - w zasadzie wydał przyjęcie na cześć cesarza. Zgodnie z legendą, gdy Gong Yi ujrzał swego władcę upodlonego i przegranego, padł z płaczem na ziemię i tak długo bił głową o ziemię, aż zmarł. Do dziś pozostaje symbolem wierności. Cesarz podobno przeżył go tylko o trzy dni - ale o tym, jak wyglądała egzekucja ostatniego mingowskiego cesarza, opowiedziałam już poprzednim razem.
Skąd jednak wygrzebałam tę historię? Otóż ciekawostką na skalę światową jest to, że znany nam już Mandżur Qilin, dowiedziawszy się o tych wypadkach, postawił ku pamięci Gong Yi pawilon ze stelą w miejscu jego urodzenia! 
Zastanówmy się chwilę nad absurdalnością faktu, że Mandżur postawił tablicę pamiątkową dla urzędnika lojalnego w stosunku do Mingów, którzy z Mandżurami walczyli. I wróćmy jednocześnie do pięknego cytatu z Nocy i dni
Czy to bogaty jest rodak dla biednego? Rodak to jest dobry człowiek dla dobrego człowieka, a zły - dla złego. A głupi jest rodak dla głupiego, a mądry - dla mądrego. 
Tak samo rodakami są uczciwi, lojalni i rzetelni - nawet jeśli różni ich przynależność etniczna czy pochodzenie; nawet jeśli gdyby mieli się spotkać na polu walki, musieliby ze sobą walczyć, to patrzą na siebie wzajemnie z szacunkiem, a nie z pogardą.

2025-11-16

Góra Feniksa 凤山

Ponoć przed wiekami Złoty Feniks szukał swojego miejsca na świecie. Gdy doleciał do pięknych, zalesionych gór i czystych stumieni, zrezygnował z dalszych poszukiwań i osiadł tutaj, zmieniając się w górę, którą ludzie na jego cześć nazwali Górą Feniksa. Podobno przypomina ptaszysko z rozpostartymi skrzydłami, choć jest tak gęsto porośnięta drzewami i krzewami, że ciężko ten kształt dostrzec, zwłaszcza gdy szczyt góry zasłonią tak nisko tu wiszące chmury. Mgła i chmury ukrywające szczyt są tak charakterystyczne, że dawnymi czasy wliczano je w poczet Dziesięciu Krajobrazów Shunningu (pamiętamy, że Shunning to dawna nazwa Fengqingu) - 凤岫凝烟 "Szczyt Feniksa w mgle zastygły". Od zawsze było to ulubione miejsce lokalnej ludności - wspinali się tu, by pooddychać wilgotnymi chmurami i by zerknąć z lotu ptaka na swe miasto. Sto lat temu z hakiem nie było to jednak jedynie miejsce rekreacji, a centrum wielkiego projektu, który zmienił oblicze Fengqingu na zawsze.
W 1906 roku przybył tu trzydziestodwuletni wówczas Qilin 琦璘 (brzmi jak jedno z mitycznych stworzeń, ale inaczej się pisze) - Mandżur z Czerwonej Chorągwi Z Białym Obramowaniem 镶红旗 - by objąć etacik opiekuna miasta i regionu na następnych sześć lat (upadek cesarstwa odebrał mu nie tylko stołek, ale również życie - ale o tym za chwilę). Był znany z uczciwości, surowości, pracowitości i miłości do ludu - przez wszystkie lata swej kariery, czy na północy, czy na południu, lokalna ludność zawsze go chwaliła. Trudno się dziwić - niektóre z jego projektów do dziś przynoszą korzyści miejscowym. 
Qilin wywodził się z jednego z największych mandżurskich rodów ᡶ᠋ᠣᡳ᠌ᠮᠣ ᡥᠠᠯᠠ Foimo hala. Był na tyle sprawnym urzędnikiem, że wybierano go do projektów tyleż ciekawych, co trudnych - zanim wylądował w Shunningu, zarządzał Chengjiangiem (miasteczko koło Jeziora Pieszczenia Nieśmiertelnych), który zapewne też nie był łatwą placówką. Qilin był urzędnikiem wyjątkowym w skali Chin - surowy i nieprzekupny, a w dodatku tego samego oczekiwał od podwładnych. Oczywiście, nie wszystkim się to podobało - zwłaszcza inni urzędnicy mieli mu za złe tę uczciwość. Doskonale widać to w przekazach o jego śmierci. Otóż w stolicy prowincji wybuchł bunt (zapewne ten, przez który Chiny przestały być cesarstwem) i zaczęto zbierać żołnierzy, by ich tam wysłać w celu stłumienia rebelii. Jakiś czas wcześniej powiatowy sędzia Shunningu, Xiao Guixiang, pomógł uciec wysoko postawionemu przestępcy, co w oczach Qilina było przestępstwem. Guixiang żywił oczywiście wobec Qilina, który próbował mu szkodzić, wielką urazę, więc gdy Qilin zajął się organizacją wojsk i nie zwracał uwagi na Xiao Guixianga, ten w towarzystwie garnizonu lokalnej "policji" wkroczył do miasta i pod pretekstem spotkania w świątyni Wenchanga otoczył Qilina z jego wojskiem. Ponoć początkowo Guixiang chciał z Qilinem pójść na jakiś układ, jednak nieprzekupny i ostentacynie uczciwy Qilin zaczął go wyklinać wymyślnymi słowy. Rozwścieczeni poplecznicy Guixianga otworzyli ogień i zabili uczciwego urzędnika. W mieście wybuchł chaos, a Guixiang uciekł. 
Wróćmy jednak do zasług Qilina dla regionu. Otóż podobno to on pierwszy wpadł na to, że można tu rozwinąć przemysł herbaciany! Nie zrozumcie mnie źle: już za czasów najsłynniejszego chińskiego podróżnika Xu Xiake tutejsza herbata była znana na całe Chiny i uważana za absolutnie wspaniałą - zwała się Taihua 太华茶 i jest produkowana do dziś. Jednak dawnymi czasy nie uprawiano tu herbaty na skalę przemysłową. To zmienił właśnie Qilin - kupił nasion herbacianych za nieprawdopodobne ilości srebra, które zgromadził m.in. prosząc lokalnych bogaczy o pomoc, a także wysłał ludzi do Shuangjiangu, żeby się nauczyli metod uprawy i obróbki. Trzy lata później nastąpiły pierwsze zbiory; ponoć jakość liści była tak wyśmienita, że niedługo w każdym domostwie posadzono herbatę i cały region zaczął żyć z jej uprawy. Herbata ta nazywała się od pierwszego miejsca sadzenia Herbatą z Góry Feniksa 凤山茶 i stała się zarzewiem rozkwitu regionu. Co roku organizowano Święto Herbaty Qingming, które było wielkim spotkaniem handlowym dla kupców herbacianych i plantatorów; tradycja ta trwała aż do upadku Republiki Chińskiej. Można powiedzieć, że rozwój regionu spowodował jeden człowiek, który nie tylko wpadł na wyśmienity pomysł, do czego wykorzystać shunnińskie pagórki, ale również zainwestował własne pieniądze w to, żeby stworzyć warunki rozwoju dla herbacianego przemysłu. Do dziś herbata jest filarem gospodarki Fengqingu; pijana jest chętnie zarówno w kraju, jak i za granicą. Tutejsza ludność żyje herbatą: podejmuje się nią gości, jest ona podstawą rozmów o świecie i życiu, śpiewają o niej pieśni i rozwijają lokalną kulturę i gospodarkę myśląc właśnie o herbacie. Gdy królowa Elżbieta II przyjechała do Kunmingu, m.in. to właśnie czarna fengqińska herbata Dianhong 滇红 została jej wręczona w prezencie. Herbata stała się w Fengqingu symbolem cywilizacji i rozwoju, a wszystko za sprawą Qilina. 
Dbał zresztą o wiele innych spraw, nie tylko o herbatę i związany z nią rozwój regionu. Starał się, by dotarły do Shunningu nowości telekomunikacyjne i pocztowe, a poza tym zachęcał miejscowych również do rozwijania hodowli jedwabników, by herbata nie stanowiła jedynego źródła ich dochodu. Poza tym zainwestował w rozwój edukacji: stworzył szkoły podstawową i średnią oraz centrum kształcenia nauczycieli (studium pedagogiczne?), dzięki czemu dzieciaki zyskały zupełnie nowe perspektywy, a region mógł się rozwijać wielotorowo. 
W 1990 roku właśnie te tereny, które Qilin uznał za odpowiednie dla uprawy herbaty, zostały włączone do Parku na Górze Feniksa. Powolutku, powolutku krajobraz się trochę zmienia. Oczywiście, wielkie plantacje herbaciane, z których Fengqing nadal czerpie niemało korzyści materialnych, pozostają plantacjami, po których nikomu nie wolno się bezkarnie włóczyć, jednak zdziczałe poletka na Górze Feniksa wraz z gęstym lasem, który je przenika zostały zmienione w park. Jest tu chyba tylko jedna ścieżka w stylu chińskim - czyli schody i kamienny chodnik - za to wytrwali mogą dojść na szczyt również "na dziko". Spacer uprzyjemniają pawilony, rzeźby itd. 
Ciekawostka: Góra Feniksa należy do "Stu Gór Yunling" 云岭百峰 czyli jest częścią promowanych w ostatnich latach górskich wycieczek działających trochę na zasadzie PTTK: po wdrapaniu się na szczyty należące do Stu Gór Yunling można zeskanować apkę, żeby 打卡 czyli "zaliczyć" kolejny szczyt. Nie udało mi się dotrzeć do informacji, czy za "zaliczenie" wszystkich szczytów dostaje się jakąś odznakę, jednak z całą pewnością sama aplikacja jest bardzo pomocna w robieniu planów wycieczkowych przez osoby, które lubią chodzić po górach - możemy tu znaleźć lokalizacje kolejnych szczytów należących do tej yunnańskiej setki.
zwróćcie uwagę na palindormiczny siedmiozgłoskowiec 天连云海云连天 o połączeniu nieba z chmurami.
Miejmy nadzieję, że nie będą tej góry bardziej "cywilizować" - gdyby została taka, jaką jest teraz, byłoby chyba najpiękniej. No, może tylko przydałoby się bardziej wyeksponować stare drzewka herbaciane i opisać zupełnie nieznaną laikom tutejszą florę...