blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2018-02-25

Yunnańska szynka 雲南火腿

W tym miesiącu w ramach akcji W 80 blogów dookoła świata piszemy o daniach typowych dla danego kraju czy - w moim przypadku - regionu. Ponieważ na moim blogu aż roi się od yunnańskich potraw, w sumie wcale nie było mi łatwo znaleźć coś nowego. Przeszukałam blog dokładnie i nagle trafił mnie grom z jasnego nieba: od tylu lat piszę o yunnańskim żarciu, a nie napisałam jeszcze dokładnie o najwspanialszej szynce świata! Jest więc wspaniała okazja, by to nadrobić.
Szynki są tworzone na całym świecie, więc podaruję Wam szczegółowe opowieści o tym, że zrobiona jest ze świńskiej nogi i tym podobne oczywistości. Skupię się na szynkach chińskich.
ślinka cieknie!
Najbardziej znane w Chinach są trzy szynki: szynka Rugao 如皋火腿, czyli "szynka północna"*, szynka Jinhua 金华火腿, czyli szynka południowa oraz szynka yunnańska 云南火腿, czyli szynka chmurna. Chmurna, bo nazwa Yunnan oznacza "na południe od chmur", a Chińczycy sprytnie skrócili cztery słowa do dwóch, znaczących dosłownie "chmurna noga" 云腿. Dlaczego noga? Szynka to po chińsku 火腿 - dosłownie ogniowa noga. Ciekawe - przecież tutejsze tradycyjne szynki są suszone a nie wędzone...
Inne pominę milczeniem, bo się na nich nie znam i ich nigdy w życiu nie jadłam. Są w Yunnanie właściwie nie do kupienia. Tutaj rządzą szynki yunnańskie, które, co ciekawe, też dzielą się na trzy grupy. Mamy więc szynki z Nuodeng 诺邓火腿, szynki z Heqing oraz szynki z Xuanwei. W moim regionie najpopularniejsza jest ta ostatnia. Można ją znaleźć dosłownie wszędzie: na targach, w sklepach, w Carrefourach; są też knajpy, które podają tylko dania przyrządzone na bazie tej szynki. Można więc ją spokojnie uznać za najbardziej znaną yunnańską szynkę.
Wszystko zaczęło się w czasach dynastii Ming - to znaczy, może zaczęło się i wcześniej, ale tego nie wiemy na pewno. Wiemy za to, że szynka ta była właściwie nieznana reszcie Chińczyków do momentu, gdy zaczęła się jej masowa produkcja, a sam Sun Yat-sen orzekł, że jest to wyborny delikates. Było to w roku 1909, a już dziesięć lat później zeszła na psy zaczęto produkować "szynkę w puszce" czyli mielonkę. Ciekawe, że ta "szynka" w puszce nadal nazywa się szynką... No ale to już zupełnie inna para kaloszy. Sun Yat-sen miał okazję zetknąć się z naszą szynką dlatego, że jeden z jego najwierniejszych popleczników, Pu Zaiting 浦在廷, pochodził właśnie ze Xuanwei. To właśnie on, za aprobatą Suna, stanął na czele przedsiębiorstwa, które zaczęło na wielką skalę produkować xuanweiską szynkę.
Wracając do prawdziwej szynki, tej nieoszukiwanej. Jest to niskosolona szynka suszona w ostrym yunnańskim słońcu. Powinna składać się tylko z mięsa i soli. Materiał wyjściowy to świnie rasy Wujin. Rasa ta mocno obrasta tłuszczem, a jednocześnie zachowuje wysoką jakość mięśni. Świńskie udźce najpierw trzeba wykrwawić; soli się je trzykrotnie, wcierając sól mocno w mięso, a później wiesza w pomieszczeniu o dobrej wentylacji na przynajmniej rok. Trzyletnia jest ponoć najlepsza; później za bardzo wysycha i traci swe walory. Wspaniały smak szynki nie bierze się tylko z jakości mięsa, gatunku świni i odpowiedniego zasolenia, a z obecności... drożdży i innych grzybów. Znaleziono paru reprezentantów pędzlaków - tych od penicyliny i białego nalotu na mandarynkach - a także osiem gatunków kropidlaków, w tym jeden, który uchodzi za patogenny. Być może między innymi dlatego szynkę yunnańską spożywa się zawsze po obróbce termicznej, marzenia o surowej szynce owiniętej wokół melona pozostawiając Parmeńczykom. Naszą można smażyć, gotować na parze i w wodzie, a także grillować. Często jest podstawą zup i przyprawą dla smażonych warzyw - zastępuje jednocześnie mięsną wkładkę i sól. Mało tego! Chętnie używa się jej także w połączeniu z... cukrem. Drobno posiekana i mocno osłodzona może być nadzieniem dla księżycowych ciasteczek albo kruchych bułeczek na parze. Ponoć sól dobrze współgra z cukrem. Ja raczej nie jestem fanką tego połączenia. Wolę szynkę smażoną z chropiatką yunnańską, wsadzoną do garnka z zielonym patisonem (odmiana "okra") albo przełożoną yunnańskim kozim serem rubing i ugotowaną na parze. Hmmm... po namyśle stwierdzam, że bez szynki yunnańskiej już sobie nie wyobrażam życia. Tak samo, jak większość Yunnańczyków :)
Całe szczęście jest też sprzedawana w mniejszych porcjach :)
Jedlibyście?
Poniżej linki do wpisów pozostałych blogerów:
Francja: Demain,viens avec tes parents - Najpiękniejszy owoc Lotaryngii; Français mon amour - Wołowina po burgundzku i wyrażanie ilości po francusku; Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Morze w gębie, czyli jak podawać i jeść ostrygi; Francuskie i inne notatki Niki - Poulet Marengo, czyli kurczak à la Marengo - historia i przepis; Madou en France - Tarte flambée - prosty przysmak z prosto Alzacji
Gruzja: Gruzja okiem nieobiektywnym - Nie ma Gruzji bez chaczapuri
Hiszpania: Hiszpański dla Polaków - Hiszpańskie danie dla bardzo niecierpliwych
Irlandia: W Krainie Deszczowców - Tradycyjny niedzielny obiad irlandzki
Japonia: japonia-info.pl - Nikujaga - danie, które miało wzmocnić japońską flotę
Kirgistan: Kirgiski.pl - Beszbarmak - pięć palców i filozofia mięsa; Enesaj.pl - Pilaw - wschodnia potrawa wszechczasów
Niemcy: Niemiecki w domu - Znane potrawy niemieckie
Norwegia: Norwegolożka – Kanapkomania
Rosja: Dagatlumaczy - Blin!
Szwecja: Szwecjoblog - Wszystko kręci się wokół... klopsików
Turcja: Turcja okiem nieobiektywnym - Gözleme - placki cieńsze od naleśników
Wielka Brytania: Angielski dla każdego - Scones - przepis na pyszne ciasteczka do herbaty
Włochy: Primo Cappuccino - Chleb z TOSKANII - uwierzysz że występuje aż w 40 smakach?
Różne języki: Daj Słowo - Brytyjski czy rosyjski, czyli jak upiec chleb
Jeśli podoba Wam się nasza akcja i chcielibyście dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com
*czasem zamiast szynki północnej jako jedną z trzech sławnych szynek wymienia się szynkę Anfu 安福火腿.
PS. Zdjęcia dzięki uprzejmości Kamionkowej Radości, licencjonowanej polskiej herbaciarki.

2018-02-24

Obfite zbiory 大豐收

Jeśli macie jakiekolwiek naczynie, w którym da się gotować na parze, jest to danie dla Was. Jeśli zamiast jednej nudnej marchewki czy innej kapusty pekińskiej chcecie mieć wybór i dużo kolorów, a przy tym mało roboty, jest to danie dla Was. Jeśli macie w domu małe dziecko, które w zasadzie je wszystko, ale za to tylko po trochu - jest to danie wprost stworzone dla Was. Możecie je zmieniać jak w kalejdoskopie. Zawsze będzie pyszne. Trzeba tylko uważać, by do parownika wkładać razem warzywa, których czas gotowania musi być podobny, bo inaczej część nam się rozkitwasi, gdy druga część będzie jeszcze półsurowa... W Kunmingu potrawa nazywa się "obfite zbiory" - bardzo obrazowa, prawda?

Składniki:
  • taro
  • ziemniak
  • batat
  • garść fistaszków w łupinkach
  • kolba kukurydzy
Wykonanie:
  1. Bulwy solidnie wyszorować i poprzekrawać na ćwiartki. Dobrze by było, gdyby bulwy (i co za tym idzie - ich ćwiartki) były podobnej wielkości.
  2. Kolbę kukurydzy przekroić na pół albo na mniejsze części - według uznania.
  3. Gotować na parze do miękkości. W zależności od wielkości bulw będzie to kwadrans do pół godziny.
  4. Wyłożyć na stół w parowniku, ustawionym na talerzyku. 

Dzieci uwielbiają jeść wielokolorowe potrawy, zwłaszcza jeśli mogą je same wziąć do łapki. Moja rola ograniczała się do mówienia, co jest jeszcze za gorące, na co trzeba dmuchać i do obierania warzyw ze skórki - inaczej Tajfuniątko wrąbałoby wszystko jak leci ;) Tutaj uwaga: fistaszki ugotowane na parze są wystarczająco miękkie, by półtoraroczne dziecko z mocno niekompletnym uzębieniem doskonale sobie z nimi poradziło. Jest to doskonała alternatywa dla kupnych fistaszków prażonych czy solonych, które nie są ani w połowie tak zdrowe.
Oczywiście, można też warzywa najpierw obrać ze skórek, ale ponieważ często nie pilnuję parowaru, to nawet jeśli przesadzę z czasem trwania gotowania, warzywa się dzięki skórce nie rozpadną.

2018-02-22

wstrętne ptaszyska

Właśnie się zorientowałam, że w tym roku jeszcze Wam nie pokazywałam syberyjskich mew wakacjujących się w Kunmingu! Dzisiaj naprawiam to poważne niedopatrzenie. Wszak kunmińska zima bez mew byłaby zupełnie bez sensu.
Latających zdjęć brak, leniwe jakieś były te mewy. Trudno im się dziwić - ostatnio pogoda prawdziwie urlopowa, ponad 20 stopni, słoneczko, błękitne niebo... Też mi się chce głównie odpoczywać nad wodą. Zwłaszcza, że noworoczne ferie trwają i trwają, a fajne knajpy pozamykane...

2018-02-17

papier z kleistego ryżu 糯米纸

Bierzesz do rąk cukierek - taki nugat na przykład. Odwijasz papierek; przez przezroczystą folię widzisz już, jaki cukierek jest apetyczny. Siłujesz się z celofanem, ale, kurza stopka, ciężko odchodzi od cukierka, odrywa się nie w tych miejscach co trzeba, no bez sensu. I wtedy orientujesz się, że wszyscy wokół patrzą na Ciebie jak na idiotę i z politowaniem mówią: ten "celofan" jest jadalny...
 
Tak zwany "papier z kleistego ryżu" tak naprawdę nie ma z ryżem nic wspólnego. Jest robiony ze skrobi, żelatyny i odrobiny lecytyny (dlatego jest zdrowy! Trzeba go dużo jeść! Pal licho te cukierki w środku, papier jedzcie, papier!). Nie ma smaku ani zapachu, jest przezroczysty. Idealny do pakowania klejących się cukierków, żeby się do siebie nawzajem nie poprzyklejały. Nagminne jest owijanie takim papierem cukrowych tykw i innych produktów karmelizowanych. A przecież kiedy powstał, nikomu nie przyszłoby do głowy używanie go do pakowania cukierków, bo pakowano weń... lekarstwa. Takie, wiecie, obrzydliwe i gorzkie, żeby odizolować lekarstwo od języka i móc jakoś świństwo przełknąć. Oczywiście, ten stosowany do zawijania lekarstw nie musiał być cieniutki i przezroczysty - miał po prostu dobrze izolować. Tak przynajmniej myśleli Holendrzy, gdy w XIX wieku sprzedawali Japończykom lekarstwa owinięte w oblaty (bo tak się te "opłatki" nazywają). Japończycy pomysł podchwycili, ale od razu stwierdzili, że kleiste przekąski też można by tak pakować. Nie dlatego, że gorzkie i niedobre, tylko żeby się nie skleiły na amen.
Chińczycy też pomysł podchwycili. Ba, bodaj w całej Azji Południowo-Wschodniej tak się pakuje cukierki. Kiedy więc dostaniecie od jakiegoś Azjaty słodycze, nie męczcie się z odwijaniem ich z "celofanu". Jedzcie wszystko razem i cieszcie się, że nie musicie sobie pokleić rąk nugatem czy inną krówką. A przy okazji: uważam, że nasze krówki też byłoby lepiej tak owijać, bo przecież i tak się do papieru przyklejają...

2018-02-16

aCOOKu

Bardziej uważni Czytelnicy być może zauważyli, że wśród miejsc w sieci, z którymi współpracuję, a które zamieściłam po lewej stronie blogowych wpisów, pojawił się nowy link. Zaczęłam współpracę z portalem kulinarnym aCOOKu, który jest jeszcze w powijakach, ale - wszystko idzie w dobrym kierunku. Dziennikarze mieszkają w rozmaitych częściach świata, władają przeróżnymi językami i interesują się chyba wszystkimi kuchniami świata. Jak to mówi szefowa: chcemy być kulinarnym National Geographic. I to mnie wzięło! Tak kocham chińskie i inne azjatyckie kuchnie, że po prostu muszę tę miłość jakoś pokazać światu. Zaczęłam z kopyta: ostatnio na naszym portalu ukazał się artykuł mojego autorstwa o chińskiej kuchni noworocznej. Kilka kolejnych artykułów już "się pisze" i jest w przygotowaniu, więc - jeśli też lubicie okołokulinarne opowieści z Chin, czekajcie cierpliwie. No i - polecam również artykuły innych autorów. Mam nadzieję, że się Wam spodobają tak samo jak mnie. 


2018-02-15

Russelia equisetiformis - kwietna petarda 鞭炮花

Nie lubię obchodów noworocznych. Ani polskich, ani chińskich. Przede wszystkim z powodu hałasu i smrodu sztucznych ogni, których szczerze nie znoszę. Jeśli już mam czcić nadejście nowego roku, chętniej uczynię to przy pomocy podziwiania kwietnych petard:
Takimi półkrzewami jest obsadzone pół Kunmingu - służą głównie jako żywopłoty. I - kwitną akurat w okolicach chińskiego Nowego Roku!
Wszystkiego najlepszego! Oby ten rok pod psem był Wam najlepszym przyjacielem!

2018-02-10

zamiast chipsów

Uwielbiam chipsy. Inne słone, niezdrowe przekąski też, ale chipsy rządzą. Odmawiam ich sobie, bo wiem, że są niezdrowe i że to puste kalorie (a d... rośnie!), ale tęsknię za nimi okropnie. Nic nie jest mi ich w stanie zastąpić... ale torby suszonych/prażonych owoców dzielnie próbują ;) Zamiast popularnych w Polsce suszonych jabłek czy śliwek, kupuję popularne w całej Azji Południowo-Wschodniej suszone płaty mango albo badziałków (tych małych bananów). Albo suszonych owoców chlebowca, czyli dżakfruta. Do suszonych chipsów z taro podchodziłam trochę jak pies do jeża. Niepotrzebnie. Mnie nie bardzo smakują, ale za to Tajfuniątko wtranżala je wręcz popisowo!

2018-02-09

rok pod psem

Ulice już od dawna obwieszone czerwonymi lampionami.
Przestałam nawet zwracać na nie uwagę - tak samo, jak nie zwracam uwagi na dekoracje świąteczne na początku listopada. W sumie dopiero kolektywne pisanie noworocznych dwuwierszy przypomniało mi o tym, że zbliża się mój rok.
Mój czyli psa, który w rozmaitych konfiguracjach się na tych dwuwierszach pojawiał. Zwykłe dwuwiersze zwą się duilian i kiedyś już o nich pisałam. Za to o tych noworocznych, które nazywają się "wiosenne" - 春联 chūn​lián,jakoś nigdy mi się nie zdarzyło. One również służą do obklejenia drzwi na szczęście, ale poza dwuwierszem nakleimy również czterosłowowy napis nad wejściem i oczywiście odwrócony znak szczęścia. Wszystkie koniecznie na czerwonym tle. Przylepimy też gdzieś wizerunek zwierzęcia, które w danym roku będzie się nami opiekować. My jeszcze zaopatrzyliśmy się w maskotkę dla Tajfuniątka, ale to akurat nieobowiązkowe.
Sklepy ozdobione psami zaczynają zapełniać się szczęśliwymi maskotkami maneki-neko, poduszkami ze szczęśliwymi kostkami z madżonga i innymi rybami zwiastującymi dobrobyt.
Ja jednak zaopatrzyłam się przed "moim" rokiem znacznie poważniej. 本命年 běn​mìng​nián,bo tak nazywa się rok Twojego znaku zodiaku*, związany jest z licznymi zwyczajami i przesądami. Wszystkich opisać nie dałabym rady, ale spróbuję przynajmniej z częścią.
  • W roku tym albo zacznie się szczęśliwa passa, albo pechowa. Długa, bo trzyletnia. Osobę spod danego znaku czekają zwykle duże zmiany, a jednocześnie - jest ona jakby słabsza wobec wyzwań. Dlatego tak ważne jest, by zachowywała ostrożność: trzymała się z dala od miejsc ze "złą" atmosferą - szpitali czy cmentarzy. Niewskazane jest też planowanie dużych wydarzeń typu zmiana pracy czy ślub, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy zacznie się pechowa passa.
  • W latach własnego zodiaku należy też wyjątkowo pilnować własnego nastroju, bo mogą się przydarzać niespodziewane zmiany, które będą mocno wpływać na relacje z otoczeniem. Po ludzku: zwykła kłótnia z mężem może urosnąć do rozwodu, więc lepiej trzymać dziób.
  • Podczas 6 i 9 miesiąca księżycowego (w tym roku lipiec i październik), które związane są z duchami, należy bardzo uważać z podróżami - lepiej wówczas nie kusić losu i zostać w domu.
  • Trzeba zawiązać czerwony pas (扎红 zhāhóng) i nosić czerwoną bieliznę (koniecznie podarowaną przez kogoś bliskiego, np. mamę albo męża) i takież skarpetki względnie wkładki do butów albo chociaż jakiś drobiażdżek na czerwonym sznurku oraz obwiesić dom czerwonymi ozdobami. Czerwony kolor jest przecież w Chinach uważany za szczęśliwy i odstraszający zło. Te czerwone przedmioty na odegnanie złego nadchodzącego w roku zodiakalnym nazywają się po prostu 本命红 běn​mìnghóng.
  • W zależności od wyznawanej wiary, dobrze byłoby też zaopatrzyć się w jakąś szczęśliwą buddyjską figurynkę albo po taoistycznemu pomodlić się do boga rządzącego naszym życiem, który znajduje się według nie tylko samego znaku zodiaku, ale też dokładnej daty i godziny urodzenia. Ewentualnie na co dzień nosić przy sobie pixiu 貔貅 z "otwartym światłem". Pixiu składa się z głowy smoka, ciała konia, stóp qilina, a w całości przypomina uskrzydlonego lwa. Mimo tak dziwacznego i dość groźnego wyglądu jest stworzeniem mocno ochronnym, w dodatku chroniącym nie tylko życie, ale i zasoby finansowe (dlatego często pojawia się przed bankami).
  • Bodaj najstraszniejsze, co może się przytrafić z okazji roku zodiakalnego to 血光 xuèguāng, dosłownie: światło krwi - krew ujrzy światło dzienne. Czyli grożą nam rany cięte, kłute i szarpane a także wszelkie inne wypadki. Specjaliści od przesądów twierdzą, że można uniknąć problemów, wystarczy dokonać kontrolowanego upuszczenia krwi - ofiarować krew stacji krwiodawstwa albo chociażby mocniej wyszczotkować zęby. Sami upuszczamy sobie krwi i bogowie zadowoleni, a my unikamy śmiertelnego niebezpieczeństwa.
W związku z nadchodzącym moim rokiem dostałam więc czerwoną bieliznę od ZB, który wszakże powinien się zastanowić nad definicją "seksownej bielizny dla żony", bo ta, którą dostałam, to czerwone babciowate figi. Świekra natomiast podarowała mi cudowny różowoczerwony ciepły misiaty szlafrok, który pewnie niedługo stanie się moim głównym strojem :) Na razie nie ruszam, bo te rzeczy muszą być nowe, gdy je zakładamy z okazji nadejścia Nowego Roku.
A Wy? Jak się przygotowujecie na nadejście Roku Psa? A może są wśród Was zodiakalne psy? Piszcie! No i - bądźcie szczęśliwi i bezpieczni w tym roku!

*Dawniej mówiło się tak tylko na rok idealnie zgodny pod względem żywiołów, czyli co 60 lat, a taka zwykła powtórka co 12 lat nazywana była po prostu rokiem zodiaku shǔ​xiàngnián 属相年. Obecnie większość Chińczyków uważa te pojęcia za tożsame.

2018-02-05

siedzenia specjalne

Zarówno w metrze, jak i w kunmińskich autobusach, znajdują się siedzenia dla "uprzywilejowanych" - starych, słabych, niepełnosprawnych, ciężarnych oraz osób z małymi dziećmi. W autobusach są zielone, a w metrze po prostu nad nimi wiszą rysunki osób, którym należy ustąpić miejsca. Oczywiście - sagę by można napisać na temat tego, jak staruszki kolanami i łokciami pracują, by się wepchnąć na miejsce przed koleżanką czy kolegą, albo jak ustępujesz miejsca staruszce, a ona na nim sadza czternastoletniego wnusia... Gdy byłam w ciąży, różnie mnie traktowano w środkach transportu publicznego, ale zazwyczaj było ok. Tak samo po pojawieniu się Tajfuniątka - nawet staruszki zazwyczaj chętnie ustępują nam miejsca, bo wiedzą, że roczne, dwuletnie a nawet pięcioletnie dziecko nie jest jeszcze w stanie samo stać w autobusie, zwłaszcza agresywnie prowadzonym. No a dziecko na rękach u rodzica, który siłą rzeczy trzyma dziecko, zamiast uchwyty, to już w ogóle dramat.
Przyzwyczaiłam się do tego, że ludzie z uśmiechem nam ustępują. Pewnie dlatego tak mnie zdziwiła i zniesmaczyła ostatnia podróż metrem.
Weszliśmy do niezbyt zapchanego wagonu, poza godzinami szczytu, żeby się nie narażać na tłok. Owszem, ludzi było niewiele, ale - wszystkie miejsca siedzące zajęte. No nic, stawiam dziecię przy drążku, asekuruję ją z drugiej strony i próbuję zająć na tyle, żeby nie chciała pójść na wycieczkę. Tymczasem ZB przyjrzał się siedzeniom specjalnym. Na większości siedzieli staruszkowie, więc oczywiście do głowy by nam nie wpadło, by się tam pchać. Ale tuż obok nas siedział dwudziestoletni gówniarz, który zignorował moje znaczące spojrzenie i pogrążył się w fascynującym zapewne serialu. ZB podszedł do niego i grzecznie zapytał, czy mógłby wstać. "Nie". Wobec tego ZB powiedział, że siedzi na miejscu specjalnym - czy jest może niepełnosprawny? "Nie". W takim razie ustąp, proszę, miejsca, zgodnie z przepisami i zasadami dobrego wychowania. "Nie". Mamy dziecko, które nie jest w stanie ustać w metrze dłużej niż parę minut... "Nie, odwal się".
W końcu ustąpił nam młodzieniec z miejsca "normalnego". Nie dlatego, że uznał, że faktycznie dziecko nie bardzo się nadaje do stania. Wstając mówił coś do kolegi o pieniaczach, przez których podróż metrem jest nieprzyjemna. Tak, to o nas było. O ludziach, którzy nie podnosili głosu, tylko prosili o ustąpienie miejsca im należnego. Którym chamski dupek idiota nie raczył ustąpić.
Nie to mnie jednak najbardziej wkurzyło, a fakt, że NIKT w całym wagonie nie zareagował w żaden sposób na ewidentne chamstwo i łamanie przepisów przez chłopaka. Nie podniosły się szepty, że "dzisiejsza młodzież", nikt nie spojrzał krzywo. Wszyscy tępymi spojrzeniami zaszczycali swoje telefony.
Kocham Yunnan, kocham Kunming, kocham wiele aspektów Chin. Ale prędzej czy później wyprowadzę się stąd, bo nie chcę żyć w takim społeczeństwie.

2018-02-03

zimowa zupa

Temperatura spadła do -4. Tak, nadal mieszkam w Kunmingu i nadal nie mam ogrzewania. Uczcijmy to minutą ciszy. Przerywanej szczękaniem zębami.
Na taką pogodę jedyną sensowną opcją posiłku są gorące kociołki albo równie gorące zupy. Nawet kiedy chce mi się czegoś na słodko, prędzej wpada mi do głowy zupa niż czekolada. Tak, słodka zupa. Zanim mnie odsądzicie od czci i wiary, spróbujcie takiej sami. Rozgrzewa i cieszy zdrową słodyczą.

Składniki:
  • pochrzyn chiński
  • garść suszonych longanów
  • garść suszonych głożyn
Wykonanie:
  1. Pochrzyn obrać ze skórki, solidnie wypłukać, pokroić na nieduże kawałki/plasterki i włożyć do garnka.
  2. Dorzucić po garści owoców, zalać wodą tak, żeby nic nie wystawało.
  3. Gotować aż pochrzyn zmięknie, ale nie będzie się rozpadał. W zależności od typu pochrzynu i grubości plasterków może to trwać 10-30 minut. Ja mam łatwiej, bo po prostu w szybkowarze mam program "zupa"; wciskam jeden guzik, a garnek sam gotuje tak jak trzeba :)
Zupa wychodzi pożywna i słodkawa, choć mało atrakcyjna wizualnie :D Podczas jedzenia trzeba uważać na pestki głożyn i longanów. Teoretycznie można odpestkować przed gotowaniem, ale w praktyce odpestkowane owoce będą się rozpadać podczas gotowania,więc lepiej zrobić to później, gdy już będą miękkie.

2018-02-01

kamelie i tarasy ryżowe

Tajfuniątko zostało zabrane przez dziadków na cały dzień! Uczciliśmy to odpoczynkiem (ZB) i wytężoną pracą (ja). Ale gdy już rozprawiłam się z dedlajnami, poszliśmy się nacieszać zimowym kunmińskim słońcem. Oczywiście - nad nasze Jezioro. Przy przepięknym Pawilonie do Obserwacji Ryb 观鱼楼
znów wywieszono małe dzieła sztuki - zdjęcia tarasów ryżowych i okolic Yuanyang.
Oczywiście, zdjęć jest dużo, dużo więcej - idźcie koniecznie zobaczyć i się zachwycić. Ja niestety przegapiłam kilka okazji wybrania się na pola ryżowe, a teraz - muszę poczekać, aż Tajfuniątko będzie na tyle duże, że będzie się nadawać do długich pieszych wycieczek po górach. Czyli to jeszcze potrwa.
Tymczasem spaceruję po parku nad Jeziorem i cieszę się kwitnącymi kameliami i magnoliami. Uwielbiam kwiaty zimą! Bo wiosną to kwitnąć żadna sztuka ;)
Wiem, że tu już było milion zdjęć Szmaragdowozielonego Jeziora i że jestem nudna. Ale ja tak kocham to miejsce! Od pierwszego wejrzenia i - na zawsze.
PS. Tak było parę dni temu. A wczoraj temperatura spadła do -2 i jest dramatycznie. To znaczy - zwiędły mi wszystkie azalie na balkonie!...