blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2021-06-29

Ly Tran House of Sticks

Zaczytałam się w memuarze Wietnamki, która jako małe dziecko wyemigrowała z rodzicami i braćmi do Stanów Zjednoczonych. Ly opowiada o dzieciństwie, rodzicach, relacjach rodzinnych i własnym dorastaniu w piękny, bardzo osobisty sposób. Poznajemy Ly, rozumiemy ją i jej współczujemy. A jest czego współczuć. Znów poczułam się bardzo uprzywilejowana. Warto co jakiś czas przypomnieć sobie, że jeśli nie zaznaliśmy głodu i skrajnej biedy, jeśli mogliśmy chodzić na plac zabaw zamiast do pracy, jeśli rodzice kupowali nam okulary, gdy nam się zepsuł wzrok - to znaczy, że jesteśmy naprawdę bardzo bogaci. Warto też zajrzeć na goodreads - książkę skomentowali bracia autorki.

2021-06-28

Rozróba w niebie 大闹天宫

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Pisałam już wielokrotnie o najważniejszej małpie chińskiej kultury, jednak Sun Wukong był tak psotny, że lista jego przygód ciągnie się niemal w nieskończoność. Tym razem więc będzie o brzoskwiniach, na które akurat trwa sezon. 

Zacznijmy od samych brzoskwiń. Są one znanym nam dobrze symbolem długowieczności, a nawet nieśmiertelności. Na pewno pamiętacie, że bóstwo długowieczności Shouxing dzierży właśnie brzoskwinię. Najwspanialsze właściwości miały mieć ponoć brzoskwinie z ogrodu Królowej Matki Zachodu 西王母. Ponoć kwitły i owocowały raz na sześć tysięcy lat! Pewnego razu, gdy już były dojrzałe, Królowa zorganizowała Brzoskwiniową Ucztę 蟠桃勝會 [蟠桃胜会] pántáoshènghuì, na którą zaprosiła wszystkie znaczące bóstwa i nieśmiertelnych, by mogli popróbować cudownych brzoskwiń. Królowej nie wpadło jednak do głowy, by zaprosić Wukonga, który akurat wtedy miał służyć jako strażnik brzoskwiniowego sadu. Oj, wpadł we wściekłość i zepsuł królowej przyjęcie, już nie mówiąc o tym, że już gdy się "opiekował" ogrodem, ukradkiem zeżarł brzoskwinie, które nie były dlań przeznaczone. 

Pięknie tę historię pokazuje jedna z najlepszych chińskich kreskówek wszech czasów - tytułowa Rozróba w niebie z 1964 roku:

  

Wspomniana historia zaczyna się w okolicach 55 minuty (mówiłam już, że ilość przygód małpy jest wprost niesłychana...). 

Jeśli chcecie się więcej dowiedzieć o filmie, zajrzyjcie tutaj

A jeśli macie ochotę poćwiczyć chiński i zobaczyć, jak ta opowieść wyglądała w oryginale, można ją przeczytać tutaj, w rozdziale piątym

Tutaj poczytacie o japońskim brzoskwiniowym chłopcu.

2021-06-27

lagerstremia 紫薇

Idzie sobie ojciec z - na oko - czteroletnią córką, która pyta: tato, a co to za kwiaty na drzewach? A tata, bardzo pewny siebie, odpowiada: to kwiaty wiśni, kochanie. 

Dzisiaj. 

Dla przypomnienia: są ostatnie dni czerwca, a wiśnie kwitły w Kunmingu w marcu. Te piękne różowe kwiaty to lagerstremia indyjska, piękne drzewa o gładkich pniach:

Z racji tego, że wyjątkowo długo kwitnie (nawet cztery miesiące!), bywa w Chinach pięknie nazywana 百日紅 - sto dni czerwieni. W Kunmingu jest ich pełno. Najbardziej jednak przykuwają spojrzenia lagerstremiowe bonsai nad Szmaragdowym Jeziorem oraz smukłe drzewa na Górze Yuantong.

2021-06-26

misieny na zimno 凉米线

To nie tak, że jakoś rzadziej teraz gotuję czy nieczęsto odkrywam nowe smaki. Wciąż jestem zapaloną smakoszką, rozkoszującą się nie tylko wspaniałą kuchnią Yunnanu, ale i wszystkimi innymi kuchniami świata. A jednak jakoś rzadziej wrzucam przepisy. Nie wiem do końca, dlaczego. Może dlatego, że im niezwyklejszy przepis, tym bardziej niemożliwe jest przygotowanie rzeczonego dania w Polsce? Wiem, że pozostaje walor edukacyjny, ale... 

Nic to. Od czasu do czasu będę się dzielić. Warto. Kuchnia yunnańska jest tak różnorodna i ciekawa, że aż szkoda poniechać przybliżania jej Polakom. 

Zrobiło się gorąco. To znaczy - ostatnio sporo leje, a wtedy jest zimno, ale kiedy już wychodzi słońce, jest upał. Upał to dla każdego porządnego Yunnańczyka czas na misieny na zimno. Jest ich masa typów i o niektórych nawet już pisałam (vide południowoyunnańskie, dajskie sapie). W każdej porządnej knajpie z misienami znajdziemy wersję "sałatkową" i oczywiście w każdej knajpie będzie inaczej smakować. Ja jestem jednak fanatyczką misienów na zimno z kurczakiem 鸡丝凉米线, a najlepiej jeszcze z grzybami w oleju. 

Składniki

  • porcja misienów 
  • garstka poszarpanego w paseczki, ugotowanego mięsa z kurczaka 
  • pęczek czosnku bulwiastego pocięty w paski długości kciuka 
  • garstka marchewki pokrojonej w słupki 
  • pęczek posiekanej kolendry 
  • łyżka yunnańskich czubajek w oleju* 
  • przyprawy: dobry sos sojowy, ciemny chiński ocet, płatki chilli, olej chilli 

Wykonanie

  1. Zblanszować misieny, przepłukać zimną wodą, odcedzić i przełożyć do miski. 
  2. Zblanszować czosnek bulwiasty i dołożyć go do misienów. 
  3. Wymieszać wszystkie składniki, dodając po uważaniu sosu sojowego i octu. Jeśli lubicie pikantną kuchnię, można dodać olej chilli i/lub płatki chilli. Gotowe!

Dwa słowa o yunnańskich czubajkach 鸡枞菌. Są to dzikie grzyby, dość bliskie kuzynki naszych kań, które oczywiście można po prostu usmażyć i zjeść, ale w Yunnanie najczęściej aromatyzuje się nimi olej. W formie unurzanych w oleju paseczków stanowią rewelacyjną, bardzo aromatyczną przyprawę, często używaną w tutejszej kuchni. 

*są tacy, którzy dodają też cebulę, kiszone pędy bambusa, pigwowiec w słupkach, rozmaite grzyby hodowlane, które można jeść na surowo lub po zblanszowaniu itd., ale moim zdaniem najprostsza wersja jest najlepsza.

2021-06-24

Jiao 蛟

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Jiao to najwodniejszy z chińskich smoków. Ponieważ jest smokiem, dla odróżnienia od innych smoków nazywa się go często po prostu jiaolong 蛟龍 [蛟龙] jiāolóng. Najczęściej opisuje się go jako bezrogiego smoka pokrytego łuskami, wykluwającego się z jaj. Co ciekawe, choć jiao żyje zawsze w wodzie, jaja składa na wzgórzach, na lądzie. Ponoć do Chin przybył od południowych barbarzyńców Yue, którzy uważali go za straszliwego potwora i się tatuowali, by się przed nim ochronić. Istnieją podejrzenia, że ten rodzaj smoka był odpowiedzią chińskiej wyobraźni na... krokodyle, zwłaszcza, że jiao są zazwyczaj opisywane jako zielonkawe. Inni twierdzą, że był to specjalny znak na spółkujące smoki (co tłumaczyłoby obecność znaku 交 czyli mieszać, krzyżować w nazwie naszego smoka). Ponoć właśnie takie spółkujące smoki pojawiły się podczas urodzin Liu Banga, przyszłego cesarza Gaozu

Skąd się biorą jiao? Z ewolucji osobniczej. Jak pewnie pamiętacie, wodny wąż 虺 po pięciuset latach zmienia się w jiao, a ten po kolejnym tysiącu lat w smoka. Po kolejnych pięciuset latach ten zmienia się w rogatego smoka, a on po kolejnym tysiącu lat zmienia się w skrzydlatego, znanego już nam yinglonga. Nie jest to jednak tak, że każdy jiao się w końcu zmieni w smoka! Tylko te "lepsze" jiao w końcu będą smokami. Reszta popłynie do morza, by stać się poddanymi Smoczego Króla

Jednym z rodzajów jiao jest jiao tygrysi 虎蛟, który ma ciało ryby i ogon węża, a hałasuje jak kaczka mandarynka. Istnieją też opisy bardziej pasujące do tygrysiego jiao - węże z tygrysią głową, ryczące jak byki. Ten typ potrafi uwięzić człowieka przy pomocy śmierdzącej śliny. Następnie wciąga go pod wodę i wysysa krew z jego pach. Większość jednak najbardziej przypomina czteronożnego węża, który jest na tyle duży, że może połknąć człowieka w całości. Bez względu jednak na wygląd, jiaolong jest zgodnie opisywany jako pan wodnych stworzeń. Ponoć jeśli liczba ryb w zbiorniku wodnym osiągnie 3600, jiao przybędzie, by nimi panować, a także by wskazać im drogę i z nimi... odlecieć. Jeśli jednak w zbiorniku znajduje się pułapka na ryby, jiao odejdzie. Nie lubią go rybacy - bo przecież ma rybną dietę. Jednak ponoć wsadzenie żółwiaka do zbiornika wodnego skutkuje ochroną ryb przed jiao. Straty stratami, ale jednak rybacy powinni się zastanowić, czy jednak nie byłoby warto mieć takiego jiao w strumieniu - to on jest gwarancją tego, że dany strumień, źródło czy jezioro nie wyschnie. 

Najbardziej podoba mi się teoria, że jiao są wyłącznie płci żeńskiej - pewnie dlatego tak dużo informacji o tym, gdzie i jak składają jaja. 

Jedna ze smoczołodziowych legend opowiada, że Qu Yuan skarżył się, że mu jiao wyjadają cały składany w ofierze ryż i dlatego zaczęto robić dzongdze

Chińczycy zdecydowali się nazwać jiaolong batyskaf wybudowany w 2010 roku. 

Tutaj poczytacie o wężu morskim z Japonii.

2021-06-22

Adikara Fardy

 Poznajcie młodego jazzmana prosto z Jakarty.

 

Oczywiście kocham takie standardy. Jednak najbardziej go lubię za to, że swym anielskim głosem wyśpiewuje również lokalne hity, takie jak ten:

2021-06-20

błonczatka przybrzeżna 水鬼蕉

Właśnie kwitną przepiękne błonczatki. Kurczę, jak można nazwać taką piękność "błonczatka"? Tak, wiem. Wszystkiemu winna greka i jej hymenocallis. Jednak zarówno angielska, jak i chińskie nazwy przypadły mi do gustu znacznie bardziej. Po angielsku potocznie nazywa się ją pajęczą lilią (spider lily). Jedna z chińskich nazw jest dosłownym tłumaczeniem angielskiej - 蜘蛛百合. Mamy też wariację na temat, czyli pajęczą orchideę 蜘蛛蘭. Mnie jednak najbardziej zachwyciły dwie inne nazwy chińskie. Po pierwsze: 螯蟹花 - kwiat jak szczypce kraba. A po drugie i najważniejsze: 水鬼蕉 banan wodnego demona! 

Patrzę z zachwytem na banana wodnego demona i cieszę się, że mieszkam w Kunmingu, który jest wystarczająco tropikalny dla błonczatek i palm.

2021-06-18

sushi z mango

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Dziś Międzynarodowy Dzień Sushi! Dlatego podzielę się z Wami nie tylko przepisem na ulubione ostatnio danie Tajfuniątka, ale również anegdotką. Chadzamy otóż do japońskich restauracji nader rzadko - najczęściej wtedy, gdy jestem sama z Tajfuniątkiem albo kiedy ZB coś przeskrobał i powinien pocierpieć - on bowiem za kuchnią japońską (z wyjątkami) nie przepada. No ale pewnego dnia poszłyśmy i sushi z mango okazało się strzałem w dziesiątkę. To nie była jakaś wybitna restauracja, a sushi wyglądało w niej jak jedzenie, a nie jak dzieło sztuki; ponieważ miało niewiele składników, stwierdziłam, że możemy je próbować odtworzyć w domu. Zrobiłam jedną sztukę, a potem Tajfuniątko się uparło, że "sama, sama", więc wyszło jak wyszło:


Całe szczęście Tajfuniątku nie przeszkadza wygląd; skoncentrowało się na smaku, a smak był fantastyczny. 

No ale jakoś tak się złożyło, że po jakimś czasie wybraliśmy się do japońskiej restauracji we trójkę, ZB miał ochotę na jedno bardzo specyficzne danie, a Tajfuniątko oczywiście zażyczyło sobie sushi z mango. Dostało wypas dla ust, oczu, ciała i duszy:

Zjadło jedną sztukę, a potem poprosiło, żeby zdjąć kawior, posypkę, wszystkie dodatki. I dopiero, gdy sushi zaczęło wyglądać i smakować jak to domowe, pożarła je z apetytem. Czasem mniej znaczy więcej...

Składniki

  • ryż do sushi 
  • łagodny ocet ryżowy albo domowy jabłkowy 
  • cukier 
  • ewentualnie furikake 
  • nori 
  • średnio dojrzałe mango w plastrach (jeśli jest zbyt dojrzałe, będzie się rozpadać) 

Wykonanie

  1. Ryż ugotować, a gdy ostygnie - doprawić. Najlepiej najpierw rozpuścić cukier w occie. Podobno na 100 g ryżu potrzeba 30 ml octu ryżowego + ok. 1,5 łyżki cukru, ale ja zawsze doprawiam "na oko" - po prostu tak, żeby ryż mi smakował. Dodatkowo zawsze po ugotowaniu odrobinę ryż solę, żeby przełamać słodko-kwaśny smak zalewy. 
  2. Ryż ugniatamy w dłoni tak, żeby powstał wałeczek. Żeby ręka się nie kleiła, trzeba skropić ją octem. 
  3. Można ryż doprawić furikake, ale nie jest to konieczne. 
  4. Na wierzch wałeczka kładziemy dopasowany wielkością plaster mango. 
  5. Nori kroimy w paski, którymi owijamy nasze nigirizushi jak prezent wstążką. Gotowe!
Tutaj poznacie przepis na chirashi zushi czyli sushi dla leniwych. Ja też o nim już kiedyś pisałam.

2021-06-17

gargulec

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl czyli pod egidą Unii Azjatyckiej. 

螭首 chīshǒu to dosłownie "głowa chi". Czymże jednak jest chi? Jest to otóż pozbawiony rogów smok, przez niektóre źródła zaliczany do dziewięciu smoczych synów, z których znamy również bixi, chiwen i suanni (a o innych sobie jeszcze opowiemy). Po cóż nam jednak akurat głowa smoczego syna? Wyjaśniłam już w tytule - został ukochanym chińskim gargulcem; początkowo pluł wodą tylko w rezydencjach cesarskich, ale z czasem zaczął się pojawiać również w niecesarskich miejscach, za to koniecznie związanych z wodą - zwłaszcza przy mostach, tamach czy kanałach. Dlaczego właśnie on? Wieść gminna niesie, że wyróżniał go duży pysk i wielgachny brzuch, mieszczący niepomierne ilości wody. Ale - brzuchy chishou są pewnie schowane w murach...

Tutaj poczytacie o japońskim strażniku świętych miejsc.

2021-06-15

kąciciernie

Cały Kunming daje po oczach kącicierniami wszelakich barw i rozmiarów. Kocham go i chętnie zdobię nim mieszkanie na przekór starym kunmińczykom, którzy traktują kąciciernie jak chwasty. Łażę po Kunmingu wypatrując co bardziej okazałych okazów. Tadam!
I tak sobie łazi człowiek po Kunmingu, aż nagle przyjdzie mu do głowy wybrać się do Parku Wielkiego Widoku. A tam...
Na deser poszliśmy jeszcze do Lotosowego Parku :)
No. Nasyciłam się. Teraz będę lotosować :)