Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr cieni 皮影. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr cieni 皮影. Pokaż wszystkie posty

2020-05-21

猪八戒吃西瓜 Zhu Bajie je arbuza

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl czyli w ramach Unii Azjatyckiej. 

W latach '50 XX wieku animatorom ze słynnego szanghajskiego studia filmów animowanych bardzo zależało na tym, by ich animacje były jakoś związane z Chinami - nie tylko poprzez tematykę, często opartą na chińskich klasycznych bajkach czy innych utworach literackich, ale też w sferze graficznej. Dzięki temu powstawały takie perełki, jak animacje w klimacie chińskich kaligrafii, np. Kijaneczki szukają mamy. Dzięki temu też powstawały animacje inspirowane teatrem cieni. Tak właśnie powstała animacja, którą chcę Wam dziś pokazać.
Scenariusz Zhu Bajie je arbuza (1958) napisał Bao Lei, słynny scenarzysta i klasyk chińskiej literatury dziecięcej. Podstawą jest oczywiście cudowna Wędrówka na Zachód, o której wiele razy już wspominałam.
Tang Seng wysłał Sun Wukonga, by ten znalazł coś do jedzenia; Zhu Bajie poszedł z nim, jednak po chwili zaczął udawać, że boli go brzuch, więc małpa sama kontynuuje wędrówkę. Tymczasem wieprzek chce się przespać, jednak przed oczami zamajaczył mu wielki arbuz. Zabrał go więc pod swoje drzewo i podzielił na cztery części - bo przecież wędrowali we czwórkę. Zjadł własną część, jednak było mu mało, więc zaczął wymyślać różne wymówki, dlaczego może zjeść też kolejne części arbuza - aż w końcu zeżarł wszystko. Gdy Wukong to ujrzał, postanowił ukarać łakomczucha: zmienił się w skórkę arbuza i wciąż podstawiał wieprzkowi nogę. Potłuczony Bajie wrócił do Tang Senga i, chcąc nie chcąc, musiał się przyznać do zachłanności.
Zhu Bajie jest chyba najbardziej znaną świnią w kulturze chińskiej, a przy okazji jest też kwintesencją wieprzowatości: opętany seksem* obżartuch, leniuch, postać trochę obrzydliwa, a trochę śmieszna, która wszakże zmienia się na lepsze dzięki buddyzmowi.


Tutaj poczytacie o świniach w kulturze japońskiej.

*oczywiście nie w wersjach dla dzieci.

2020-04-09

pajęczyce 蜘蛛精

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej.

Pajęczyce pojawiają się w siedemdziesiątym drugim rozdziale Wędrówki na Zachód. Jest ich siedem, są oczywiście kobietami, ale ich podstawowa forma to pająki "wielkie jak kosze z wikliny"*. Tang Seng został przez nie uprowadzony, gdy zgodnie z buddyjskim zwyczajem żebrał o jedzenie. Pajęczyce oszukały go i zabrały do Jaskini Pansi 盘丝洞 na posiłek z ludzkiego mięsa. Nie zjadł, ale go pojmały. Najwspanialszy pogromca demonów, Sun Wukong, jednak sobie z nimi poradził. Najpierw chciał je zabić, gdy brały kąpiel w ludzkiej postaci, jednak stwierdził, że nie będzie sobie psuł reputacji zabijaniem bezbronnych dziewcząt i pod postacią orła ukradł im ubrania. Im się udało jeszcze obezwładnić wieprzka Zhu Bajie i uciec, a małpa w międzyczasie ratowała swego mistrza. Natknęli się wszakże na nie, gdy próbowali opuścić to przeklęte miejsce. Duchowy przewodnik pajęczyc, Stuoczny Czarnoksiężnik (skolopendra) zapodał wędrowcom zatrutą herbatkę (miał ochotę pożreć mnicha) i tylko małpa się nie dała i, wpadłszy w złość, pokonała tych złych.
Ech. Zawsze wszystko co złe, to kobieta. A te pajęczyce miały w dodatku być przecudnej urody - jak wiosna, jak jutrzenka, brwi jak sierp księżyca i tak dalej. Mam niejasne wrażenie, że to dlatego, że się - w przeciwieństwie do WSZYSTKICH innych istot codziennie kąpią. Ich jedyną bronią jest pajęczyna, którą potrafią wypuszczać z pępków, gruba jak kacze jajo. Sun Wukong dał ją jednak radę poprzecinać, więc w sumie obyło się bez większych problemów.
Pajęczyce z Wędrówki... są zazwyczaj rozpatrywane pod dwoma kątami. Po pierwsze są to bodaj jedyne demony, które nawiązują więzi z innymi - mają tego swojego ni to starszego brata, ni to władcę Stuokiego Czarnoksiężnika (o nim innym razem), a oprócz tego każda adoptowała dziecko - różne owady, które złapały w sieci. Być może, gdyby nie zgubna chęć zjedzenia Tang Senga, byłyby Nieśmiertelnymi, a nie Demonicami?
Po drugie, często się je uważa za wcielenie buddyjskich "siedmiu uczuć" 七情**. Zgodnie z naukami buddyjskimi należałoby się pozbyć przywiązań i nie dawać omamić uczuciom - nawet jeśli są piękne i wydają się niegroźne, tak naprawdę potrafią nas związać iście pajęczą siecią.
Na deser mam dla Was chińską animację o tym, jak Sun Wukong walczy z pajęczycami. Utrzymana jest w konwencji teatru cieni i moim zdaniem jest genialna.


Jeśli chcecie poczytać o japońskich legendarnych pająkach, zajrzyjcie tutaj.

*takie kosze nazywają się po chińsku 巴斗 bādǒu.
**tych siedem uczuć to radość 喜, złość 怒, melancholia 憂, strach 懼, miłość 愛, nienawiść 憎 i pożądanie 欲. To znaczy - według buddystów. Bo zarówno konfucjaniści, jak i chińscy medycy przypisywali ludziom innych siedem uczuć... Ale o tym kiedy indziej.