2022-03-31

jak Chińczycy piszą SMSy?

Ada pyta po raz wtóry, a że pytania szalenie ciekawe, narodził się kolejny wpis.  Dla przypomnienia: "ciekawa jestem jeszcze czy dzieci uczą się w szkole znaków chińskich i jednocześnie alfabetu łacińskiego? Czy tylko znaków na początku? Bo Chińczycy potrafią czytać alfabet łaciński prawda? Jak inaczej pisaliby smsy?".

Po pierwsze: w angielskiej wikipedii jest fajny artykuł o chińskich metodach wprowadzania znaków do komputerów. To nie to samo, ale daje podstawową wiedzę na temat tego, jak Chińczycy ogarniali pisanie wiadomości w erze przed smartfonami. Potraktujmy to jak propedeutykę chińskich SMSów i idźmy dalej. 

Dzieci uczą się w szkole alfabetu łacińskiego. Dzięki niemu mogą poznać prawidłową wymowę chińskich znaków. Uczą się jej bowiem i przyswajają ją przy pomocy romanizacji hanyu pinyin 汉语拼音. Trzeba jednak pamiętać, że po pierwsze obecnie stosowana romanizacja powstała dopiero w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, więc wszystkie osoby, które ukończyły podstawówkę wcześniej, mają w tej dziedzinie braki. Po drugie: pinyinu używa się jako pomocy tylko w szkole, ba, tylko w szkole podstawowej. Kiedy bowiem uczniowie opanują już wszystkie znaki bazowe, z pinyinem będą się stykać tylko podczas wertowania słowników. Z momentem zakończenia edukacji, pinyin powoli idzie w zapomnienie, chyba, że ktoś codziennie musi pisać na komputerze (choć wiemy już, że nawet na komputerze można wprowadzać znaki inaczej niż za pośrednictwem romanizacji) albo posługuje się na co dzień jakimś językiem obcym zapisywanym alfabetem łacińskim. Można więc śmiało powiedzieć, że choć większość Chińczyków zna alfabet łaciński, jest on w użyciu raczej rzadko. 

Czy Chińczycy potrafią czytać alfabet łaciński? Zazwyczaj potrafią zaśpiewać po angielsku "alphabet song" i wymówić (z różnym stopniem poprawności) litery alfabetu łacińskiego w czytaniu angielskim. Jednak nie należy zapominać, że podstawowa wymowa liter łacińskich to dla nich wymowa znana ze wspomnianego wcześniej pinyinu, czyli np. x jest czytane podobnie do polskiego ś, a q to odpowiednik polskiego ć; również połączenia różnych liter łacińskich, choć czasem dają dźwięki zbliżone do anglojęzycznych, bywają też zupełnie inne. 

I tak oto dochodzimy do kluczowego pytania: jak Chińczycy piszą SMSy? Po pierwsze: dziewięciu na dziesięciu Chińczyków, jeśli tylko będzie miało taką możliwość, wyśle wiadomość głosową. WeChat ułatwił komunikację. Każdy niemal Chińczyk ma smartfona albo/i smartwatcha i dzwoni przez internet tą czy inną aplikacją (WeChat jest najpopularniejszy) albo zostawia wiadomość głosową. Jeśli jednak akurat koniecznie trzeba wysłać akurat SMS, pozostaje nam kilka opcji. Korzystając z mojego telefonu pozwoliłam sobie stworzyć ryciny poglądowe.

Oto zrzut ekranu z mojego telefonu; widać wybrane przeze mnie metody wprowadzania: pinyin z normalną klawiaturą 拼音26键, pisanie ręczne 手写 oraz pisanie po kreskach 笔画. 

Zacznijmy od metody dla mnie najprostszej: mamy klawiaturę, wpisujemy pinyin i wyskakują możliwości - jest ich wiele, ponieważ w mandaryńskim istnieją ogromne ilości homofonów. Czyli wpisujemy brzmienie, a potem wybieramy znaczenie.


 

Jak widać, nie zawsze trzeba wprowadzać każdą sylabę, czyli każdy znak osobno. Jeśli wpiszemy popularną zbitkę, telefon nam podpowie, co mieliśmy na myśli. Mało tego! W przypadku przysłów czy jakichś ustalonych zbitek wystarczy wpisać pierwsze litery każdej sylaby, a telefon sam się "domyśli", o co nam chodziło. Na przykład zamiast pisać pinyinem xichenqi, żeby uzyskać 吸尘器 - odkurzacz - wystarczy wprowadzić xcq czyli pierwsze litery wszystich trzech znaków, a odkurzacz sam się pojawi na ekranie. Obecnie telefony potrafią się też "uczyć", czyli będą pokazywać te słowa, których najczęściej używasz, jako pierwsze. Jak wspominałam, to jest metoda dla mnie najprostsza, ponieważ w moim mózgu znaki zawsze łączą się z pinyinem. Ale na przykład mój mąż, który po mandaryńsku mówi średnio, bo mu się wplątują kunmińskie słowa, o wymowie nie wspominając, czasem nie pamięta dokładnej mandaryńskiej wymowy - czy sylaba kończy się na n czy ng, czy na początku jest s czy sh... Oczywiście, można wprowadzanie tekstu ustawić tak, żeby telefon pomijał określone błędy i na przykład pokazywał zawsze i słowa na s, i na sh, ale czasem jest ich po prostu za dużo. Wtedy mu łatwiej wprowadzić znak ręcznie (jeśli go pamięta) albo... zapytać mnie, bo ja wielu rzeczy mogę nie wiedzieć, ale pinyin zazwyczaj podaję bezbłędnie. Jeśli jednak nie ma mnie pod ręką, zapomniał pinyinu, a znak jakoś dziwnym trafem wyleciał mu z głowy, jest jeszcze jedna opcja, czyli wprowadzanie tekstu głosem. Widzicie ten mały mikrofonik?

Jeśli podyktować kilka słów, telefon wypluwa tekst, próbując się "domyślić" z kontekstu, co to mogą być za słowa. Tu właśnie jeden z dwóch wielkich mankamentów tej metody wprowadzania tekstu: z jednym wyrazem podziała średnio, lepiej pójdą całe zdania. Drugi mankament jest cokolwiek mniej bolesny dla Chińczyków, choć oni też miewają problemy z wymową. Rzadko jednak mają problemy z tonami, a telefon niestety bezbłędnie rozpoznaje tony i jeśli powiesz coś na niewłaściwych tonach, to właściwe znaki po prostu wcale nie wyskoczą. Z mojego punktu widzenia to dyskwalifikuje mikrofonik na całej linii. Jak to? Więc umie ominąć seplenienie i wiejskie zaciąganie, ale do tonów się przyczepił jak rzep do psiego ogona? Dyskryminacja, panie, hańba i woda na młyn odwetowców!... 

Kolejną metodą jest wprowadzanie znaków po kreskach. Otóż znaki składają się z kresek różnego typu - pozioma, pionowa, kropka, zawijas... One wszystkie mają swoje nazwy, a uczniowie, ucząc się chińskich znaków, muszą opanować nie tylko wymowę, ale również części składowe znaku, kreski i kolejność ich stawiania. Jeśli ma być najpierw lewa, potem prawa, nie można dać najpierw prawej; jeśli ma być pisana z lewej do prawej, nie można zacząć z prawej! Uczniowie recytują kolejność stawiania kolejnych kresek tak, jak my musimy recytować zasady ortografii. No i jeśli się nie pamięta wymowy, a pamięta sam znak, można go wprowadzić po kolei kreskami:


Jak widać, po wprowadzeniu pierwszych kresek wyskakują wyrazy, które się daną kombinacją kresek zaczynają. 

Ja tej metody nie używam nigdy. No ale ja się wprawdzie uczyłam kolejności kresek, jednak nie potrafiłabym wyrecytować, jak znak napisać, a już na pewno nie potraktowałabym tego, jako metody łatwiejszej od pinyinu.

Ostatnią metodą jest wprowadzanie znaków ręcznie. Odkąd są smartfony i rysiki odeszły w niepamięć, metoda ta jest jedną z najwygodniejszych. Można znak wprowadzać albo na wydzielonym ekraniku, albo na całym ekranie; generalnie trzeba zadbać o właściwą kolejność kresek, ale widziałam też ludzi piszących kompletnie niepoprawnie, a system i tak potrafił wykminić, o jaki znak chodzi.



Jak widać na pierwszym z załączonych obrazków, dla mnie podstawowym kłopotem jest tutaj szybkość. Jeśli się zbyt wolno pisze, telefon automatycznie podzieli jeden znak na dwa albo wręcz kilka. Oczywiście, tempo wprowadzania znaków można w telefonie ustawić, ale o ile z tymi prostymi zazwyczaj się mieszczę w czasie, o tyle z jakimiś mocno skomplikowanymi jest gorzej. 

Zdarza mi się tak pisać SMSy; muszę się do tego zmuszać po to, żeby nie zapominać znaków. I tak zapominam, bo robię to za rzadko, a o pisaniu na papierze to już w ogóle nie pamiętam i nie znajduję na to czasu. Może gdy Tajfuniątko pójdzie do szkoły, będę ćwiczyć znaki wraz z nią?...

Znam ludzi, dla których ręczne wprowadzanie znaków jest jedyną dostępną metodą pisania SMSów. Na przykład moja świekra nigdy nie uczyła się pinyinu (został wymyślony, gdy już dawno skończyła szkołę), a kolejności kresek nie pamięta. Woli wysyłać wiadomości głosowe; transkrypcja głosu na tekst się u niej nie sprawdza, ponieważ mówi ze zbyt silnym kunmińskim akcentem i telefon wariuje. Więc pisze ręcznie... ale niestety i tu czają się pułapki. Tak jak Polak popełnia ortole, tak Chińczyk wprowadza często znaki, które przecież wyglądają podobnie, przecież wiesz, o co chodzi, czepiasz się, a w ogóle co za różnica i ortografię to jakiś kretyn wymyślił.


Tutaj zamiast jednego kwiatka 一朵 (yiduo) pojawiło się 一尕 (yiga) - nie zgadza się ani znak, ani znaczenie (尕 to nie measure word, a zwykły przymiotnik), ani wymowa. No ale wygląda podobnie, zwłaszcza z daleka... No dobra, mnie by się nie pomyliło, ale to właśnie dlatego, że używam pinyinu. Odkąd władam mandaryńskim dość biegle, by takie lapsusy wykryć, prawie nie zwracam na nie uwagi. Jednak będąc młodą lekarką czasami trwoniłam godziny nad słownikiem, zastanawiając się, co ma piernik do wiatraka. 

Tak właśnie Chińczycy piszą SMSy.

PS. No i właśnie dlatego tak długo trwa, zanim zdołam odpowiedzieć. Po prostu nie da się tego zmieścić w krótkim komentarzu. A przecież nawet nie wyczerpałam wszystkich sposobów pisania SMSów - jednak na innych za mało się znam, żeby o nich opowiadać...

2022-03-27

wesele

 Z okazji następnej rocznicy wesela chciałam Wam pokazać, jak Tajfuniątko sobie to nasze wesele wyobraża:



Pieśni Naxi - He Jinhua 纳西族民歌 和金花演唱

Wreszcie ukazała się płyta, na którą czekałam! Pieśni Naxi bez irytujących akompaniamentów disco, pieśni i głos sauté, z zachowaniem lokalnych smaczków, w języku Naxi, a nie po mandaryńsku, żeby się Chińczykom łatwiej słuchało. Pieśni prawdziwe, zasłyszane od krewnych, kolegów i wyszperane u zbieraczy folkloru. Głównie a cappella (w wykonaniu He Jinhua), ale są też cudne utwory z drumlą i jedna z pieśni zaaranżowana na głos z fortepianem. A za ten fortepian odpowiedzialny jest nie byle kto, bo zdobywca Grammy, kompozytor, instrumentalista i producent muzyczny Daniel Ho

Słuchajcie i zachwycajcie się. Przymknijcie oczy i oczyma duszy zobaczcie Ośnieżone Góry Nefrytowego Smoka i Wąwóz Skaczącego Tygrysa...  

I to samo, ale z fortepianem:  

Cały album jest dostępny tutaj.

2022-03-26

zupa szpinakowa z tofu 菠菜豆腐汤

Dzisiejszy wpis powstał w ramach współpracy z japonia-info.pl, czyli pod egidą Unii Azjatyckiej. 

Uwielbiam chińskie zupy na zieleninie, które nie zawierają niemal nic poza tą zieleniną. Zupa koperkowa, zupa miętowa, zupa kapuściana czy ogórkowa na świeżych ogórkach to stały element naszego menu. Nie narzekamy, że w środku nie ma mięsa, że wywar, którego się nie gotowało pół dnia to w ogóle nie zupa i tak dalej. Wręcz przeciwnie! Cieszymy się, że mamy pod ręką przepisy na danie w pięć minut, pyszne, pożywne i doskonałe jako element większego posiłku. 

Tym razem najprostszą zupę szpinakową wzbogacamy o tofu - tak samo można wzbogacić każdą niemal chińską zupę na zieleninie. Ja widziałam już taką koperkową, mleczową i kapuścianą. Nic nie stoi na przeszkodzie, byście i Wy spróbowali.

Składniki:

  • kawałek tofu, pokrojonego w niezbyt drobną kostkę
  • porcja całych liści szpinaku
  • sól
  • ewentualnie olej sezamowy

Wykonanie:

  1. Tofu wrzucić do wrzącej wody, gotować minutę.
  2. Po minucie dorzucić szpinak i gdy cały zmieni kolor, wyłączyć ogień.
  3. Dosmaczyć solą i ewentualnie olejem sezamowym.

A tutaj poczytacie o japońskiej "szpinakowej" metodzie zarządzania.