Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja 詩. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja 詩. Pokaż wszystkie posty

2026-10-18

Wiersze Bambusowych Witek 竹枝词

Pewien stary kunmiński Wiersz Bambusowych Witek tak opisuje tradycyjne obchody Święta Podwójnej Dziewiątki: 
重阳糕饼卯时尝, 
Słodkości zajadamy tuż przed wschodem słońca 
酒底花开菊正黄。 
Chryzantemy najżółtsze tuż po kieliszeczku 
饭后登高呼女伴, 
Po biesiadzie wspinamy się na górę, wołając dziewczęta 
山头拾得锦香囊。 
Na wierzchołku znajdujemy brokatową pachnącą sakiewkę. 

卯时 mǎoshí to jedna z dwunastu tradycyjnych chińskich „podwójnych godzin" (时辰 shíchen), na które dzielono dobę w dawnych Chinach. Akurat ta w przełożeniu na dzisiejszy sposób liczenia czasu zaczyna się o piątej, a kończy o siódmej rano, czyli jesienią tuż przed wschodem słońca (dziś słońce wzeszło 7:09). W dawnych Chinach z tą godziną wiązały się rozmaite zwyczaje: otwieranie bram miast i urzędów (OMG, wyobrażacie sobie urzędnika na posterunku o piątej rano?!), rozpoczęcie pracy na roli, ale był to również czas na pierwszy lekki posiłek lub gorącą herbatę. Pamiętając, że zgodnie z tradycją kunmińczycy szli w Podwójną Dziewiątkę w góry na piknik, nie dziwi, że tego dnia wcześnie wstawali i wcześnie jedli tradycyjną przekąskę w postaci ciasta podwójnego słońca. 
Inny Wiersz Bambusowych Witek pokazuje odmienny wycinek rzeczywistości dzisiejszego święta: 
登高多在圆通山, 
Najczęściej wspinamy się na Górę Yuantong 
道是螺峰尚可攀。 
Bo można się wspiąć na Ślimaczy Szczyt. 
石蹬层层叠叠转, 
Kamienne stopnie wiją się ku górze, 
山前上去山后还。 
Wchodzimy z przodu, a schodzimy z tyłu. 

Po tych dwóch wierszykach łatwo zaobserwować, czym były Wiersze Bambusowych Witek - jednym ze swobodniejszych, mniej wysublimowanych, bardziej przyziemnych rodzajów poezji wywodzących się z syczuańskich piosenek ludowych. Twórcy nie unikali używania mowy potocznej czy nawet wyrażeń zaczerpniętych z lokalnych dialektów, styl jest przystępny i żywy. Dzięki temu forma ta świetnie nadaje się do dokumentowania miejscowych obyczajów, krajobrazów, zwyczajów świątecznych czy nawet opisów dnia codziennego. Gatunek ten przynajmniej od czasów dynastii Tang był tak popularny, że dotarł również do Japonii, Korei, na Riukiu itd.; popularny był również na Tajwanie. 
W Kunmingu zaczęto pisać Wiersze Bambusowych Witek za Mingów - wtedy się tu pojawili pierwsi wykształceni ludzie. Jedne z najwcześniej zachowanych to Kunmińskie Wiersze Bambusowych Witek 昆明竹枝词 stworzone przez bajskiego poetę z Dali, He Weiwena 何蔚文, jednak później powstało ich wiele. Skupiają się one na kilku głównych tematach: krajobraz Jeziora Dian i życie rybaków, święta i zwyczaje - obyczaje związane z chińskim Nowym Rokiem, Świętem Smoczych Łodzi i dzisiejszą Podwójną Dziewiątką, życiu miejskim i herbaciarniach, a także... miłości. Szczególnym przykładem yunnańskich Wierszy Bambusowych Witek jest anonimowy zbiór 滇南诸夷译语竹枝词 (Wiersze Bambusowych Witek w różnych niehanowskich językach południowego Yunnanu) - znajdziemy tu wiersze w rozmaitych językach i dialektach, opisujących ubiór i zwyczaje sześćdziesięciu (!) grup etnicznych Yunnanu, z chińskimi przypisami po każdym utworze. Z drugiej strony niektórzy poeci tworzyli też wiersze zaangażowane społecznie, o biedzie, klęskach żywiołowych i ciężkim żywocie zwykłych ludzi. W pewnym sensie to one najlepiej utrwaliły życie starego Kunmingu i innych regionów Yunnanu. 
Dla mnie są źródłem nieustającej inspiracji i bezpośrednim dowodem na to, że poezja nie musi być efemeryczna i przeintelektualizowana, nawet w Chinach. Oczywiście, uwielbiam również tę "wysoką", ale bardzo mnie cieszy istnienie tej bliższej zwykłemu życiu.

2026-09-17

Nierozerwalne chmury

Dziś taka kaligrafia, z jednym tylko wersem:
Ale oczywiście wiecie, że mogłam przejść obojętnie i nie spoczęłam, póki nie znalazłam całości. 

山腰云带 Góry opasane chmurami 

夏秋之交雨乍晴, 
Między latem i jesienią 
Gdy deszcz ustaje i niebo niebieszczy 
白云如带岭腰横。 
Białe obłoki niczym wstęgą 
Pas górski pasem opasają. 
山公已受天封敕, 
Choć górskie bóstwo rozkaz z nieb dostało 
吹老刚风裂不成。 
Dmąc wichrem pasa przerwać nie potrafi.
 
Jest to wiersz mingowskiego poety Gao Keguana 高可观, niezbyt sławnego, ale cenionego w Yunnanie, ponieważ pochodził z Dali i pisał właśnie o tym regionie. Górskie bóstwo wspomniane w wierszu to duch gór Cangshan - Gór Błękitnych, najsłynniejszych gór Dali. Dodatkowego smaczku dodaje wierszowi fakt, że Góry Błękitne są częścią łańcucha gór Yunling (雲岭) czyli Gór Chmurnych. 
刚风 gāngfēng oznacza potężny wiatr na dużych wysokościach. Samo 剛 [刚] gāng ma wiele znaczeń, ale akurat tutaj wykorzystano najbardziej literackie ze znaczeń - ciężki, solidny, mocny. Jednak mimo, że właściwie wszystko pasuje, jest to forma oboczna, a może po prostu błąd w zapisie, który z czasem stał się normą. Formą podstawową jest bowiem czytany tak samo 罡風 [罡风] gāngfēng, istniejący w słownikach jako zbitka, oznaczający silny wiatr, ale również... wiatr astralny, strumień energii, na którym mogą podróżować Nieśmiertelni. 
Drugim słowem, na które warto zwrócić uwagę jest 裂 liè - rozszczepić, rozpłatać, pękać, rozłupać, rozdzierać, rozrywać. Bardzo łatwo to poznać po ubraniu 衣 na dole - zawsze wyobrażam sobie rozerwaną koszulę. Cząstką fonetyczną jest 列 liè, które nie bardzo nam pomaga, ponieważ znaczy ustawić w kolejności lub klasyfikować, ale jeśli pójdziemy trochę dalej, otrzymamy刂 dāo czyli skróconą formę noża, którym rozpłataliśmy koszulę, w związku z czym już do niczego nie była dobra: 歹 dǎi, è, dāi to zły.
Jesienne chmury opasujące Góry Błękitne tak szczelnie, że nawet wiatr astralny nie daje rady ich rozerwać! Piękna to wizja.

Tym poetyckim akcentem zakończyliśmy przygodę z Anningiem, tam bowiem te urocze kaligrafie-graffiti wypatrzyłam. Biorąc pod uwagę fakt, że zaczęliśmy tę przygodę jeszcze w maju, sami rozumiecie, dlaczego siedemset szkiców blogowych czeka na swoją chwilę i dlaczego blog jest moim kochanym dożywociem. Całe szczęście teraz wrócę do zupełnie zwykłego życia. Miejmy nadzieję, że nadal będę mieć czas na szukanie poezji po ścianach, kucharzenie, mikropodróże...

2026-09-10

Brzoskwinie i śliwki 桃李

Nie lubię wierszy o długich tytułach. Jak to jest, że jeden popełnia całą książkę wierszem i tytułuje ją Pan Tadeusz, a inny napisze cztery siedmiosylabowe linijki i je zatytułuje tak, że olaboga?... 
奉和令公绿野堂种花 można przetłumaczyć mniej więcej jako W odpowiedzi księciu Linggongowi na jego sadzenie kwiatów w Zielonej Altanie, choć gdybyśmy mieli zwrócić uwagę na wszystkie niuanse, tytuł byłby jeszcze dłuższy. Bo tak: 
  • 奉和 fèng hé „z szacunkiem układam wiersz w odpowiedzi” - to taki grzecznościowy termin używany, gdy poeta odpisuje na cudzy utwór, co było częstą sytuacją na dworach i w ogóle między ludźmi wykształconymi. 
  • 令公 lìng gōng to tytuł honorowy wysokiego urzędnika (konkretnie 中书令 - coś w rodzaju naczelnika sekretariatu cesarskiego); tu konkretnie chodzi o pana Pei Du. 
  • 绿野堂 lǜyětáng to nazwa rezydencji należącej do Pei Du, dosłownie Zielona Dzika Sala. 
  • 种花 zhònghuā to najprostsza część tytułu - oznacza dosłownie sadzenie kwiatów. 
Czyli w zasadzie próbując dokładnie wywiązać się z zadania tłumaczki, powinnam być może przetłumaczyć tytuł jako Z szacunkiem układam wiersz w odpowiedzi księciu Linggongowi na jego sadzenie kwiatów w Zielonej Dzikiej Sali. Ech. 
Jest to czterowersowy utwór, napisany przez znanego już nam tangowskiego poetę Bai Juyi. Wiersz ma w zamyśle komplementować altanę Pei Du i jego samego, ale jest również świetnym przykładem wykorzystania przenośni i pytań retorycznych w tangowskiej poezji, a poza tym jest często recytowany właśnie dzisiaj - z okazji chińskiego Dnia Nauczyciela. Dlaczego? O tym już za chwilę. 

绿野堂开占物华, 
Zielona Altana zawiera całe piękno. 
路人指道令公家。 
Przechodnie wskazują: oto dom Jego Ekscelencji. 
令公桃李满天下, 
Jego brzoskwinie i śliwki wypełniają świat, 
何用堂前更种花。 
Po cóż więc sadzić kwiaty przed domem? 

Zanim zabierzemy się do zasadności posiadania kwiatów w ogrodzie, który jest brzoskwiniowo-śliwkowym sadem, wróćmy na chwilę do rezydencji. Zielona Dzika Sala, którą ja wyobrażam sobie zawsze jako pełny zieleni, cokolwiek mniej wypasiony chiński odpowiednik Rivendell, znajdowała się w południowej części dzisiejszego Luoyangu, miasta peonii. Zgodnie z pismami z epoki "Przy moście Wu zbudował rezydencję, gdzie rosły tysiące drzew i kwiatów; wzniesiono w niej chłodne pawilony i letnie komnaty, a nazwano ją Zieloną Dziką Salą"*. Wiadomo, że trawa rosła tak bujna, że regularnie wypasano tu owce. Dla Pei Du rezydencja ta była miejscem ucieczki od polityki; po wieloletnim kanclerzowaniu ten światły człowiek stwierdził, że obmierzły mu intrygi dworskiego życia, zrezygnował ze stanowiska i osiadł w Luoyangu. Do ogrodu doprowadzono słodką wodę i wzniesiono liczne pawilony, tworząc przepiękny krajobraz ogrodowy; tablicę z nazwą wykaligrafował sam Du Mu! Na jakże zasłużonej emeryturze Pei Du się nie nudził: często urządzał "intelektualne popijawy" (文酒之会) i układał wiersze wraz z zaproszonymi literatami, m.in. naszym Bai Juyi, ale również niepokornym Liu Yuxi. Spotykali się zresztą często nie tylko w celach pijacko-literackich, ale również obrzędowych - wiadomo na przykład, że Pei zapraszał swych przyjaciół-artystów np. na "egzorcyzmy" z okazji Podwójnej Trójki. Było to miejsce, które wypadało znać, wypadało je odwiedzać, a plotki dotyczące spotkań literackich u Pei docierały nawet na dwór cesarski. To sprawiło, że Zielona Altana stała się ważnym miejscem spotkań artystycznych za Tangów, a dzięki temu przeszła do historii, często przywoływana w dziełach literackich i na kaligrafiach późniejszych intelektualistów jako symbol ogrodu, w którym rozkwitają nie tylko rośliny, ale również idee.

No dobrze. Nadal jednak nie wiemy, o co chodzi z tymi kwiatami, śliwkami i brzoskwiniami. Oczywiście jest to przenośnia: brzoskwinie i śliwki to tak naprawdę utalentowani uczniowie. Bai Juyi nawiązał tym samym do słów cesarzowej Wu Zetian, która tak oto podsumowała dokonania Di Renjie czyli słynnego Sędziego Di: Wszystkie brzoskwinie i śliwki pod niebem są w twojej szkole (天下桃李,悉在公门). Ponoć swego czasu Di Renjie polecił cesarzowi wielu zdolnych urzędników. Wszyscy odnieśli później wielkie sukcesy. Cesarzowa wyrazić więc chciała podziw, że chyba każdy zdolny człowiek w całym państwie jest jakoś związany z Di, który albo go wychował, albo mu pomógł, a potem nieodmiennie polecał. 
Tyle, że to nie rozwiązuje problemu: nadal nie wiemy, dlaczego brzoskwinie i śliwki są synonimem utalentowanych dzieciaków? Brzoskwinie i śliwy pierwotnie były po prostu urodziwymi, bujnie kwitnącymi i rodzącymi obficie drzewami. Jednak już w najstarszym istniejącym zbiorze poezji chińskiej, Księdze Pieśni, znajduje się wers: piękni jak kwiaty brzoskwini i śliwy (华如桃李). Na początku więc był więc opis piękna, a także metaforyczne określenie młodości. Dodatkowo właśnie te dwie rośliny chętnie były wykorzystywane w anegdotach i przysłowiach. Np. 投桃報李 [投桃报李] tóutáobàolǐ czyli rzucić brzoskwinię, dostać śliwkę mówi o rewanżowaniu się prezentem za prezent i wymianie uprzejmości. Z kolei 桃李不言,下自成蹊 táolǐ bùyán, xiàzì chéngxī znaczy dosłownie: choć brzoskwinie i śliwy nie potrafią mówić, to pod nimi sama tworzy się ścieżka. W domyśle: przyciągają ludzi pięknem kwiatów i słodyczą owoców. Ta metafora jest używana na określenie ludzi dobrych i prawych, którzy nie muszą walczyć o uwagę i podziw innych. Z kolei w Zewnętrznych komentarzach do Księgi Pieśni stoi: Kto wiosną sadzi brzoskwinie i śliwy, latem ma pod nimi cień, a jesienią zbiera ich owoce (夫春树桃李者,夏得阴其下,秋得其实). I myślę, że może właśnie stąd porównanie do obiecującej młodzieży - w końcu tak jak sadzi się drzewa nie dla natychmiastowych korzyści, tak młodzież nauczamy, by ulepszała świat i zaszła dalej niż my potrafiliśmy zajść. Dlatego z czasem brzoskwinie i śliwy stały się metaforycznym określeniem wychowanych czy też nauczanych przez siebie uczniów, zwłaszcza tych, którzy zaszli daleko. 
Bai Juyi użył w wierszu sformułowania 桃李满天下 Wszędzie pod niebem pełno brzoskwini i śliw - czyli na całym świecie pełno jest młodych, zdolnych ludzi, którym Pei Du pomógł w rozwoju. Jest to więc swoisty hołd dla Pei Du, znanego ze wspierania młodych talentów, bycia hojnym i cierpliwym mentorem - w tym wspomnianego już Liu Yuxi. Z czasem wers ten stał się klasyczną laurką dla nauczycieli. Dziś często z okazji Dnia Nauczyciela chińscy pedagodzy zamiast kwiatów otrzymują kosze owoców - oczywiście brzoskwini i śliwek - a wtedy żadne słowa nie są już potrzebne.
Z wielką dumą chcę się Wam dziś pochwalić. Jeden z moich studentów, który wybierał moje zajęcia przez pełne cztery semestry, gdy na sam koniec poprosiłam o anonimowe podsumowanie kursu, zamiast rozpisywać się po angielsku, jak to zrobiła większość uczniów, stworzył dla mnie piękną kaligrafię - małe dzieło sztuki, z tym właśnie wierszem.
Postanowiłam ją sobie oprawić i zerkać na nią zawsze, gdy będę zniechęcona i zdemotywowana. Nawet jeśli na trzy setki studentów, których jednocześnie uczę, znajdzie się jedna taka śliwka czy brzoskwinka - warto. 

*To ze Starej Księgi Tangów:《旧唐书 裴度列传》又于午桥创别墅,花木万株,中起凉台暑馆,名曰绿野堂.

2026-08-27

竹里清风 chłodna bryza w bambusowym gaju

Tym razem kaligrafia lepiej trafiona: przy bambusach wiersz o bambusie, a raczej jego pierwszy wers.
Całość przedstawia się tak:
竹里清风竹外尘, 
风吹不断少尘生。 
此间干净无多地, 
只许高僧领鹤行。 

W bambusach czysty wiatr, poza nimi kurz i pył, 
Wiatr nieustannie wieje, a kurzu wciąż przybywa. 
To miejsce jest czyste, przestrzeni niewiele, 
Tylko dostojny mnich może tu przechadzać się z żurawiem. 

竹 zhú czyli bambus w buddyzmie symbolizuje pustkę (siunjata) i elastyczność. Dlaczego pustkę? Bo jest pusty w środku - a dokładne tłumaczenie siunjaty na chiński to właśnie 空 kōng - ten sam rodzaj pustki, co wewnątrz bambusa. Jednocześnie jest giętki, niełamliwy - jak wyzwolony, oświecony umysł, nie trzymający się kurczowo żadnych koncepcji. W bambusach - choć niektórzy tłumaczą np. "w bambusowym gaju" - czyli jak we wnętrzu oświeconego umysłu, w czystej, naturalnej, niezakłóconej przestrzeni. 

清風 [清风] qīngfēng to dosłownie rześka bryza, orzeźwiający wiatr, jednak od wieków jest to sformułowanie używane przenośnie znacząc czystość i uczciwość. Czyżby były to zachowania czy też cnoty tak rzadkie, że aż przynosiły orzeźwienie i przewiewały zwykłe, paskudne ludzkie zachowania?
Z kolei 塵 [尘] chén to kurz, brud, ziemia. W buddyjskiej terminologii nazywa się tak skazy umysłu i przywiązania. Wywodzi się to z ajatan czyli zmysłów i guṇa czyli przedmiotów zmysłów czy też wyniku działań zmysłów - to, co widzimy, czujemy, słyszymy itd. 
Wszędzie poza bambusem czai się kurz, którego wciąż przybywa. Nie da się go posprzątać, ani od niego uciec. Prawdziwa czystość to nie unikanie brudu, a brak reakcji (idea bardzo pomocna w zachowaniu spokoju, gdy wchodzi się do pokoju dziesięciolatki...). 
Miejsce, które jest czyste to "puste serce" 心空 xīnkōng, czyli citta-śūnyatā - pustka umysłu, pustka świadomości. Do tego właśnie dążymy w medytacji, koanach, w szukaniu oświecenia tu i teraz. Nie potrzebujemy całego wszechświata i dziesiątek lat, tylko błysku zrozumienia w naszym pustym umyśle. Jeśli uda nam się urzeczywistnić tę pustkę, będziemy jako dostojny mnich w towarzystwie równie dostojnego żurawia. W tradycji zen nabiera on innej symboliki niż długowieczność i zasada niedziałania znane nam z taoizmu; gdyby leciał, oznaczałby umysł, który wzniósł się poza samsarę i osiągnął pełne wyzwolenie; jednocześnie pokazuje nieskalaną naturę umysłu, wolną od splamień i przywiązań. Jednak jeśli stałby na jednej nodze w wodzie, byłby metaforą mnicha w stanie głębokiej medytacji zen na siedząco (zazen). 
Kurz będzie zawsze. Samsara nie pozwala na pełne oczyszczenie, nie daje nam świata bez skazy. Pora więc znaleźć wejście do wnętrza bambusa, gdzie kurz nie będzie już nas kalać. Gdy nam się to uda, będziemy przechadzać się z żurawiami - żyć w świecie, nie dając się mu skazić. 

To wiersz kolejnego z Ośmiu Ekscentryków z Yangzhou*, Jin Nonga... bądź jego ucznia, Luo Pina - często przepisywał on i interpretował wiersze mistrza, ale sam tworzył w podobnym stylu. 

*Poprzednim był oczywiście Zheng Xie, o którym wspomniałam tutaj.

2026-07-13

渔舟唱晚 Wieczorna pieśń rybacka

Jest to klasyczny utwór na guzheng wywodzący się z Henanu. Oparty na starożytnej melodii, w obecnej formie został zaaranżowany przez mistrza Lou Shuhua pod koniec lat trzydziestych XX wieku. Istnieje również wcześniejsza wersja mistrza Jin Zhuonana powstała tuż po upadku cesarstwa; częściowo się one pokrywają, jednak wersja Lou Shuhua cieszy się zdecydowanie większą popularnością. 
Co ciekawe, tytuł pochodzi ze słynnego wersu z Tengwangge xu 滕王閣序 autorstwa tangowskiego poety Wang Bo: 
渔舟唱晚,响穹彭蠡之滨;
雁阵惊寒,声断衡阳之浦 
Z wieczora pieśni rybackie niosą się nad brzegami Pengli*, 
a klucze dzikich gęsi zrywają się z zimna - ich głos zamiera u brzegów Hengyangu. 

Utwór, w przeciwieństwie do większości kawałków guzhengowych, jest większości Chińczyków doskonale znany, a to dlatego, że pochodząca z lat osiemdziesiątych wersja na keyboard była przez długi czas wykorzystywana jako muzyka w tle prognozy pogody na zakończenie wieczornego wydania wiadomości (kto chętny, może posłuchać tutaj; ja mam uczulenie). 

Oczywiście, najbardziej znana jest wersja tradycyjna, na guzheng:
 
Ciekawa jest również wersja na skrzypce z towarzyszeniem zachodniej orkiestry:  
Gdy odkryłam wersję na flet, czekało mnie małe zaskoczonko: w tym wykonaniu solistką jest moja szkolna koleżanka, Elżbieta Woleńska! Która, jak się okazuje, wykłada flet na jednej z chińskich uczelni! 
 
Biorąc pod uwagę wielką popularność tej melodii, wcale mnie nie dziwi powstanie na jej bazie piosenek pop: Lotos w wodzie George'a Lam oraz Wieczorna pieśń rybacka Michaela Kwan Ching Kit. W kulturze popularnej Zachodu jej obecność zaznaczyła się dzięki temu, że na warsztat wziął ją sam Jean-Michel Jarre:

*彭蠡 Pengli to dawna nazwa największego chińskiego słodkowodnego jeziora Poyang.

2026-07-03

兰竹诗 Wiersz o orchidei i bambusie

Wiersz o orchidei i bambusie to wiersz o tematyce przyrodniczej, co łatwo poznać po tytule. Tu ciekawostka: takie wiersze zowią się 咏物诗. 詩 [诗] shī to wiersz, poezja. 詠 [咏] yǒng znaczy śpiewać bądź recytować. Zwróćcie tu uwagę na zupełnie idiotyczne "uproszczenie" klucza: mowa 言 przeszła w usta 口; zamiast cudownego w swej prostocie stwierdzenia, że ludzie zawsze 永 będą używać mowy 言 by wyśpiewać, wypowiedzieć emocje, piękno i nadzieje, mamy tylko nędzne usta, które równie dobrze mogą służyć ziewaniu, kichaniu czy pluciu. Ech. 
Wróćmy jednak do naszych wierszy. Środkowy znak to 物 wù - w zwykłej, codziennej mowie oznacza po prostu rzecz, coś. Jednak w języku literackim może tak naprawdę oznaczać wszystko i wszystkich, którzy nie są mną. Cały zewnętrzny świat. Wszystko, co widzę i czuję. Kiedy więc napotykam tłumaczenie, że są to wiersze o "tematyce przyrodniczej", szlag mnie trafia, bo to zupełnie jakby próbować sprowadzić twórczość Tolkiena do bajek dla dzieci. To wiersze pokazujące wszystko, co autor widzi, ale też czym/kim autor jest; rzeczy, które są niezależne od niego, a przefiltrowane przez jego wiedzę, kulturę, wrażliwość mogą być inne dla każdego człowieka. 
Akurat ten konkretny wiersz stworzył qingowski malarz i kaligraf Zheng Banqiao czyli Zheng Xie, jeden z Ośmiu Ekscentryków z Yangzhou. Choć oficjalnie nazwa "ekscentrycy" dotyczy stylu ich malarstwa, jednak Zheng Banqiao był ekscentrykiem również jeśli chodzi o zachowania. Był, wyobraźcie sobie, urzędnikiem. Pewnego dnia jednak stwierdził, że to, jak urzędnicy żyją, jest nieakceptowalne i, wdrażając górnolotne ideały, zbudował przytułek dla ubogich. Oczywiście dostał za to naganę, a wtedy zrezygnował z ciepłej posadki i rzucił się w wir sztuki. Dziwak, prawda? Ujrzał niesprawiedliwość i postanowił jej przeciwdziałać, naiwniak jeden... 
Tematyka wiersza nie dziwi; Zheng był znany z umiłowania orchidei, bambusów i skał, które były częstymi tematami jego obrazów. Jednak nie dajcie się zwieść: natura jest tu tylko symbolem wyrażającym wewnętrzne dążenia i ideały poety - przecież orchidee i bambusy należą do Czworga Szlachetnych, symbolizując niezłomność i prawość. 

四时花草最无穷, 
W cztery pory roku kwiatów wszędzie mnóstwo 
时到芬芳过便空。 
Gdy ich czas przeminie, zmierzymy się z pustką. 
唯有山中兰与竹, 
Tylko w górach bambus z orchideą trwają 
经春历夏又秋冬。 
Jak rok długi są tu - i nie przemijają. 

Bądźmy prawi, wytrzymali, elastyczni i wzniośli jak bambusy; bądźmy niezłomni, piękni, niezależni i czyści jak orchidee; niech nasz charakter pozostanie pięknym i wzniosłym mimo przemijalności wszystkiego innego, mimo wszystkich burz. 
I tylko kompletnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego na załączonym wyżej obrazku wiersz ten został dopasowany do kwiatów moreli. Co by komu szkodziło połączenie wiersza faktycznie z bambusem i orchideą?... 
Za to na deser mam dla Was piękną kaligrafię z bambusem, orchideą i skałą autorstwa samego Banqiao prosto z Muzeum Pałacowego w Pekinie.

2026-06-16

Meryl Streep & Yo-Yo Ma

Kiedy się żyje w swojej bańce, łatwo przeoczyć fakt, że na świecie wiele się dzieje. Skutek jest taki, że na ten występ trafiłam piętnaście lat po fakcie:
   
Cóż. Lepiej późno niż wcale. Koniecznie poczekajcie do momentu, kiedy zaczynają sobie okazywać uszanowanie ukłonami. Warto pamiętać, że jednym z najważniejszych aspektów człowieczeństwa jest poczucie humoru.
Meryl w trakcie tej recytacji łączy dwa wiersze. Pierwszy to słynny wiersz tangowskiego poety Wang Weia 王維 Jelenia Zagroda 鹿柴*: 
空山不見人 
W pustych górach ludzi brak 
但聞人語響 
Jednak słychać słowa. 
反景入深林 
Głębię lasu przenikł blask 
復照青苔上 
Oświetlając znów mech. 

A potem odkryłam, że istnieje miejsce, w którym można usłyszeć, jak Meryl recytuje ten poemat po chińsku (myli się wprawdzie z datowaniem wiersza, ale machnijmy na to ręką):
   
Dzisiejszego dnia nie mogę więc uznać za stracony.

*drugi to A Letter to Agnes De Mille from Martha Graham.

2026-02-23

Osiem Widoków Kunmingu V 昆明八景

Poza cyklem wierszy o Szmaragdowozielonym Jeziorze czyli Stawie Dziewięciu Smoków, znany jest też cykl o ośmiu widokach Kunmingu. Niektóre z nich już dawno zniszczył czas, wojny i idioci; część pozostała, nadal radując nasze serca. W związku z dorocznymi pielgrzymkami do Stawu Czarnego Smoka w porze kwitnienia moreli, zawsze z lubością przypominam sobie piąty widok. 

龙泉古梅 
Stara morela nad Smoczym Źródłem 

阅世一千载, 
Od tysiąca pór roku dzieje świata czytam 
开花三两枝, 
Lecz jedynie gałązką czy trzema rozkwitam 
山空孤鹤泪。 
W górach pustych samotnie roni łezkę żuraw 
潭古老龙痴。 
W stawie zaś otępiały starością smok czuwa. 
黑水欣留记, 
O tej wodzie czarnej tak wielu wspominało 
唐贤惜少诗。 
Jednak czczących ją wierszy niewiele powstało. 
漫谈天宝事, 
Pogawędźmy więc teraz o tych skarbach w świecie 
玉笛且横吹。 
Przyzywanych tu do nas grą na cennym flecie. 

天宝事 - wspomniane skarby to rzadkie dary i wspaniałe zjawiska przyrodnicze - płaczący żuraw czy drzemiący smok - ale również złoty wiek dynastii Tang, za czasów cesarza Xuanzonga, który wprawdzie talentu do cesarzowania miał tyle, co kot napłakał, ale za to dbał o kulturę.  Z kolei 唐贤 to tangowscy mędrcy - pominęłam ich w tłumaczeniu nie z braku szacunku, tylko dlatego, że zabierają za dużo sylab w wersie. 
Chiński oryginał nie jest napisany z punktu widzenia moreli - dzięki specyfice tradycyjnego chińskiego narrator pozostaje dla nas nieodgadniony; dla mnie jednak od pierwszego wejrzenia było oczywistym, że to ona opisuje swe doświadczenia, swój świat i kusi nas opowieściami z czasów tangowskich, skrytymi w jej subtelnym szumie.
Zawsze idąc do Stawu Smoczego Źródła odnajduję koniecznie tę starą, Tangowską Morelę, która, dobrze zaopiekowana przez tutejszych mnichów, faktycznie co roku rozkwita tymi dwiema czy trzema gałązkami:
Zgodnie z opisem, została zasadzona w 713 roku, choć trafiłam również na źródło mówiące o drugiej połowie VIII wieku. 
Na tym samym dziedzińcu znajdują się również Songowski Cyprys z 1126 roku:
oraz Mingowską Kamelię z 1495 roku, której jednak chyba nie uda się już uratować:
Choć ta morela wydaje się być najstarszą w Yunnanie, nie brakuje też mniej wiekowych, lecz zdecydowanie "za starych" jak na standardy europejskie. Drzewa owocowe w Europie uprawiane są jedynie tak długo, jak długo są "użyteczne", czyli dają owoce - typowo uważa się, że 20-30 lat to absolutne maksimum dla moreli czy brzoskwini, a grusze mogą żyć i owocować dajmy na to 150 lat, ale potem należy je wyciąć i zastąpić nowymi. Chińczycy nie zrozumieliby takiego podejścia. To znaczy oczywiście, istnieją sady stricte użytkowe, ale jest też wiele sadów starych, kilkusetletnich, których wartości nikt nie próbuje sprowadzać do ilości produkowanych rocznie owoców. Jednym z cudnych przykładów jest właśnie sad morelowy nad Stawem Czarnego Smoka. Od ponad tysiąca lat każdej wiosny przybywają tutaj tabuny zwiedzających, upajających się aromatem kwitnących moreli i proszących o obfite zbiory i deszcz - zwyczaj ten nosi nazwę 龙泉探梅 "odwiedzania moreli nad Smoczym Źródłem" i trafił na listę niematerialnego dziedzictwa regionu. W nowych czasach został usankcjonowany ustanowieniem tzw. Święta Moreli, które jest w parku przy Stawie Czarnego Smoka organizowane dorocznie od 1995 roku.

2026-02-16

Bóstwa Łóżka 床神

Wśród licznych bóstw domowych dość ciekawe miejsce miejsce zajmują bóstwa łóżka. Jest ich dwoje - dziad 公 i baba 婆 - 床公 (Łóżkowy Dziad) oraz 床婆 (Łóżkowa Baba); obecnie najpopularniejsi są w Zhoushan i na okolicznych wyspach, jednak w wielu innych miejscach, zwłaszcza w południowych Chinach, można znaleźć mniej lub bardziej przekonanych do idei tego, by spalić czasem trociczkę dla bóstw, które mają się opiekować jakąś jedną trzecią naszego życia... i jeszcze innymi łóżkowymi aspektami, od rodzenia dzieci przez odpoczynek i rekonwalescencję aż po kopulację. Najłatwiej poznać ich po tym, że trzymają w dłoniach jedno wachlarz z liści bananowca, a drugie kwiat lotosu. Taka mała gierka słowna: banan 蕉 jiāo i lotos 荷 hé to homofon sformułowania 交合 jiāohé, które wprawdzie teoretycznie mogłoby być niewinnym spotkaniem, ale jednak najczęściej oznacza stosunek płciowy.
Nie są jedynymi bóstwami związanymi z łóżkiem; często wspomina się też Matkę Łoża  床母, opiekującą się przede wszystkim noworodkami.
Jedna z najwcześniejszych wzmianek o Bóstwach Łóżka pojawiła się w Noworocznych Śpiewach 除夜杂咏 mingowskiego poety Yanga Xunji 杨循吉. Jest to... hmmm. Poemat etnograficzny rzekłabym: opisuje ówczesne obyczaje dotyczące wigilii chińskiego Nowego Roku (która wypada właśnie dzisiaj). Pojawia się tam dwuwiersz skoncentrowany na ofiarach dla bóstw: 
买饧迎灶帝 ,
kupujemy melasę na powitanie Boga Kuchni 
酌水祀床公 
składamy libację dla Łóżkowego Dziada. 

Skupmy się na dwóch słowach: 
  • 酌 zhuó to nalewać bądź pić alkohol; kolejne po 醮 jiào słowo związane z alkoholowymi rytuałami. 
  • 祀 sì to złożyć ofiarę, w szczególności libację, czyli ofiarę polegającą na wylaniu płynu dla jakiegoś bóstwa czy też w jakiejś intencji. 
Tu jednak warto nadmienić, że ponoć tylko baba lubiła sobie golnąć procenty, a dziad był amatorem herbaty (以酒祀床母,以茶祀床公), więc libacja mogła być niekoniecznie alkoholowa. Być może stąd wziął się również inny zwyczaj wiążący mężczyzn z herbatą a kobiety z alkoholem 男茶女酒 - jednym z tradycyjnych podarków zaręczynowych dla narzeczonej jest stągiew wina ryżowego Shaoxing, za to dziewczę w czasie zaślubin musi rodzicom pana młodego podać herbatę. No ale to tylko mała dygresja, wracajmy do naszych bóstw łóżka. 
Podajemy więc Łóżkowemu Dziadowi herbatę, a Łóżkowej Babie wódeczkę, jednak poza tym w sypialni umieszczamy również słodycze i owoce i modlimy się o spokojny sen aż po kres naszego żywota. Słodycze miały zaspokoić głód, owoce - pragnienie (ciekawe, do czego miały służyć herbata i alkohol). W nogach i głowach łóżka należało również zapalić trociczki - koniecznie właśnie trociczki, nie świeczki! 
Czas tej ceremonii mógł się różnić - niektórzy podejmowali Łóżkowe Bóstwa tuż po Bogu Kuchni, niektórzy zaś czekali z tym aż do pierwszego dnia po Święcie Latarni czyli szesnastego dnia Nowego Roku. Oprócz tych dorocznych ceremonii były również doraźne, związane z wieloma innymi ważnymi dniami: ślub, choroba, pogrzeb... Na wielu wyspach trzy dni po urodzeniu dziecięcia należało złożyć ofiarę naszym bóstwom - ceremonia ta zwała się "Myciem Łóżka" 洗床. Była ona dość specyficzna: dnia owego należało w dwóch czarkach na alkohol ugotować na parze kleisty ryż, ozdobiony czerwoną suszoną głożyną, co miało oznaczać życzenia wczesnego dorośnięcia (pamiętamy, że słówko wcześnie 早 zǎo to homofon głożyny 枣 zǎo, stąd we wszystkich życzeniach, w których chcemy, by coś się szybko zdarzyło, może wystąpić głożyna). Gdy ryż jest gotowy, stawia się go przed łóżkiem, a resztą obdziela dzieci sąsiadów. Gdy dziecko kończy miesiąc, należy natomiast zaprosić któregoś krewniaka do zapalenia Bóstwom Łóżka w ofierze trociczek, a potem zabrać niemowlę na plażę, by związać je z morzem. Po tym symbolicznym związaniu należało przenieść trociczkę do wezgłowia. Ta ceremonia nosiła poetyckie miano "[Stworzenia] łoża z morza, a z nieba błękitu sufitu" 大海为床,蓝天作帐. Ponoć dzieci tak pobłogosławione i zaopiekowane, gdy dorosły nie miały choroby morskiej. W niektórych regionach jedyną osobą uprawnioną do takich czy podobnych ceremonii była babka po mieczu. Czasem ceremonie dla zdrowia dziecka odprawiało się również przy okazji innych dużych świąt takich jak Święto Smoczych Łodzi czy w Podwójną Siódemkę (tu zwłaszcza polecało się dziecię pamięci Matki Łoża, bo właśnie wtedy miała urodziny). Co ważne, w trakcie ceremonii dziecku nie wolno było leżeć na łóżku. 
Ciekawe jest, że gdy dziecko było niespokojne, źle spało i było humorzaste za dnia, również proszono nasze bóstwa o pomoc i zatykano trociczki u wezgłowia. Pewnie kadzidełka i brak tlenu w pomieszczeniu faktycznie świetnie usypiały dzieciaki...
Również dorośli marynarze mieli swoje "łóżkowe" ceremonie. Gdy chorowali, tłukli łóżka, by wygonić czające się w łożu demony. Z kolei podczas pogrzebu udawano się na brzeg morza by spalić prześcieradło - ponoć dzięki temu bóstwa łóżka zabierały duszę do morza. 
Ciekawym jest, że w przeciwieństwie do bodaj wszystkich innych bóstw, te dwa nie miały swych wizerunków ani ustalonego miejsca w domu. Gdzie stało łóżko, tam były i one - bez specjalnych podstawek na trociczki, bez malunków, bez konieczności ubijania zwierząt... Takie łagodne bóstwa, o które bardzo się dbało, dopóki małżeństwo nie dorobiło się potomstwa, a potem modliło się do nich o zdrowie i spokój dzieciaków, ale w sumie mało ważne w codziennym życiu - a już na pewno nie zajmujące pozycji równie poczesnej, co chociażby Bóg Pieniędzy. A przecież spokojny sen jest sto razy ważniejszy od forsy - tak przynajmniej twierdzę ja, od paru tygodni wybita z normalnego rytmu snu przez opiekę nad chorym Tajfuniątkiem i cierpiąca z tej racji katusze.
Czy Chińczycy naprawdę w to wszystko wierzą? 
A czy Polacy wierzą, że jeśli złapiemy się za guzik, to ujrzenie listonosza przyniesie nam szczęście? Może niektórzy wierzą, a większość uważa to za nieszkodliwą tradycję, Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Chińczycy mawiają: 不妨信其有,不敢誣其無 - cóż zaszkodzi wierzyć, w to, że coś tam jest, kiedy nie śmiemy stwierdzić na pewno, że tego nie ma? Niechby przy łóżku kryły się bóstwa czy też anioły, które będą nad nami czuwać. I niech pomogą mi wreszcie odzyskać normalny, zdrowy sen. Zbliża się początek semestru i już NAPRAWDĘ powinnam odespać...

2026-02-14

Jak bawi się nami miłość 向左走, 向右走

Kiedy myślę o dialogu międzykulturowym i tym, dlaczego tak ważna jest wymiana myśli z ludźmi kompletnie od nas odmiennymi, przychodzi mi na myśl ta niepozorna książeczka, napisana i zilustrowana przez Jimmy'ego Liao, tajwańskiego autora książek podobno dla dzieci. Piszę "podobno", bo nawet książeczka wspomniana w tytule, choć maleńka i obrazkowa, zawiera idee i wzbudza uczucia, które dla dzieci są kompletnie niedostępne. Dlaczego jednak wspominam o niej przy okazji dialogu międzykulturowego? Dlatego, że bezpośrednią inspiracją był dla Jimmy'ego wiersz Szymborskiej Miłość od pierwszego wejrzenia. 
Właśnie tak powinno być. Coś trafia w nasze ręce przypadkiem i któraś synapsa sprawia, że obca idea rozkwita w coś "najmojejszego", przefiltrowanego przez moje uczucia, myśli, doświadczenia. Nie zawsze od razu - czasem hibernuje wiele lat, czekając na odpowiednią chwilę, odpowiednią glebę, odpowiednią proporcję deszczu i słońca, a może uśmiechu i łez. Jeśli będę mieć szczęście, to moje też kiedyś rozkwitnie w coś innego - i tak dalej. 
Polecam nie tylko samą książeczkę (wraz z innymi tegoż autora), ale i film nakręcony na jej podstawie:

Życzę nam wszystkim wiele miłości, wiele inspiracji i ciągłego dialogu.

2026-02-07

kwiaty moreli 梅花

Wybrałyśmy się z koleżanką do niezastąpionego parku przy Stawie Czarnego Smoka, by podziwiać kwiaty śliwy. To znaczy kwiaty moreli, ale ponieważ na całym świecie są znane jako kwiaty śliwy... Nie zawsze upieram się przy morelach, choć wikipedia jest jednoznaczna pod tym względem. Anglojęzyczni są sprytni: wymyślili sobie śliwę, a gdy okazało się, że to jednak morela, dodali po prostu "chińska" - i od razu wiadomo, że Chińczycy są dziwni, a nie oni, nadający niewłaściwe nazwy ;)  A oczywiście w języku polskim funkcjonuje jako morela "japońska", jak dziesiątki innych roślin ewidentnie pochodzących z Chin, a w Polsce traktowanych jak wynalazek japoński. Grrr. 
Do meritum: do parku tego przesadzono setki drzewek pochodzących z Morelowego Zaułka w centrum miasta i cały czas dosadza się nowe. Dzięki temu powstał tu kojący ciało i duszę morelowy ogród, który od połowy stycznia aż do marca obłędnie pachnie, wspaniale wygląda i jest idealnym miejscem wczesnowiosennych przechadzek. Rokrocznie odbywa się tu Święto Morelowych Kwiatów - dlatego warto się tu wybrać w dzień powszedni, kiedy jest choć trochę mniej ludzi.



















Kiedy patrzę na kwitnące morele, przypomina mi się słynne powiedzonko przypisywane tangowskiemu mistrzowi buddyzmu chan Huangbo Xiyun: 
不是一番寒彻骨, 
Gdyby nie ten mróz, który przenika aż do szpiku kości 
怎得梅花扑鼻香 
Jak miałbyś zaznać kwiatu moreli wonnej słodkości? 

Czyli: konieczne są te wszystkie trudności, by zaznać piękna, dobra, sukcesu - jak zwał tak zwał. Wszystko, przez co w życiu przechodzimy, jest Drogą. A droga nie może być łatwa. Nie bez kozery właśnie temu mistrzowi, bodaj najbardziej taoistycznemu ze wszystkich buddystów, przypisuje się akurat to powiedzenie...
To, że przypominam sobie właśnie to powiedzenie, zapewne związane jest z dość kryzysową sytuacją, która nas dopadła: Tajfuniątko dopadło atypowe zapalenie płuc. Przez tę atypowość odkryliśmy, że to nie zwykły kaszel, tylko coś poważniejszego, dopiero po trzech tygodniach, gdy przyplątało się zakażenie krzyżowe. W związku z tym niemal zamieszkaliśmy w szpitalu, łącząc opiekę nad małą z własnymi obowiązkami. Całe szczęście ja mam już przerwę śródsemestralną, ale ZB nadal pracuje. A w dodatku szpital zaczął się... w trakcie pierwszej od tuzina lat wizyty Taty. Nie chcąc, by Tato miał styczność ze szpitalem, a jednocześnie pragnąc spędzić z Nim jak najwięcej czasu, dokonywaliśmy z ZB cudów graniczących z teleportacją ;)
Ale teraz przychodzi powoli czas na wonną słodkość kwiecia moreli: wczoraj wyprawiłam zdrowego i zadowolonego z pobytu Tatę do domu, a Tajfuniątko może już przespać prawie całą noc bez kaszlu. Po tygodniu mrozu przenikającego nas aż do szpiku kości możemy odetchnąć z ulgą. 
Czego i Wam życzę.

2026-02-01

Osiem Widoków Stawu Dziewięciu Smoków 九龙池八景 I

Opowiadając o Rzece Spławiania Koni wspomniałam o Ośmiu Widokach Stawu Dziewięciu Smoków (dawna nazwa Cuihu - Szmaragdowego Jeziora). Po wielu, wielu latach przyszedł wreszcie moment, by Wam o nich opowiedzieć: skąd się wzięły, kto o nich pisał i co to w ogóle za widoki. Zacząć trzeba od przedstawienia autora wierszy o owych ośmiu widokach, Chena Rongchanga 陈荣昌, który był qingowskim uczonym mieszkającym w Kunmingu.
Dawny dom Chena w Huize
 
Chen żył w latach 1860-1935. Urodził się w miasteczku Huize, ale nie zagrzał tam długo miejsca; zajął pierwsze miejsce w prowincjonalnych egzaminach urzędniczych w Yunnanie, a gdy w Pekinie zdobył tytuł jinshi, został członkiem Akademii Hanlin. Był sławnym edukatorem (jeden z jego uczniów to słynny yunnański zhuangyuan Yuan Jiagu), literatem i kaligrafem; przyczynił się do powstania Biblioteki Yunnańskiej oraz świątyni upamiętniającej Qian Nanyuana, najuczciwszego z yunnańskich urzędników. Jeśli chcecie zobaczyć, jak pisał - tablica z inskrypcją jego autorstwa znajduje się w Świątyni Huating w Zachodnich Górach. Zresztą, zarówno w Świątyni Huating, jak i w Świątyni Taihua znajduje się wiele jego kaligrafii. 
Ten oto właśnie człowiek pozostanie na zawsze w pamięci wdzięcznych kunmińczyków jako osoba, która wymyśliła nazwę dla serca Kunmingu, mojego cudownego Szmaragdowego Jeziora czyli Cuihu 翠湖. Dawniej nazywane było ono Morzem Warzyw 菜海子 lub Stawem Dziewięciu Smoków 九龙池. Pierwsza nazwa związana była z faktem, że gdy tylko wiosną staw podsychał (cóż, końcówka pory suchej), mieszkańcy miasta sadzili tam osiem wodnych świeżości, czyli m.in. lotosy i ostrudę mandżurską. A że aż dziewięć źródeł napełniało staw wodą, nazywano też jeziorko Stawem Dziewięciu Smoków. 
 W 1883 roku Chen Rongchang napisał cykl wierszy Osiem Widoków Stawu Dziewięciu Smoków. W jednym z tych ośmiu wierszy po raz pierwszy zmienił nazwę „Morza Warzyw” i „Stawu Dziewięciu Smoków” na Cuihu 翠湖 czyli dosłownie Szmaragdowozielone Jezioro. A jeszcze dokładniej, gdyby wejść w etymologię, jezioro-barwy-piór-zimorodka. Myślę, że pomysł na tę nazwę podrzuciły Chenowi właśnie zimorodki, które po dziś dzień licznie zamieszkują tereny przy Szmaragdowozielonym Jeziorze. 

春树晓莺 

南山已卧归,久不听宫莺。 
 何事二三月,忽闻千万声。 
 春风吹菜海,晓梦入蓬瀛。 
 仿佛朝天去,满身花露清。 

Poranne wilgi na wiosennych drzewach 

Zamieszkawszy w ustroniu "Południowe Szczyty" 
Dawno nie słyszałem dostojnych wilg śpiewu. 
Wiosną nagle ich słychać tysiące - a czemuż? 
Nad Warzywnym Morzem wieje wiatr wiosenny, 
Sen poranny mnie przeniósł do rajów odległych. 
Jakbym zmierzał do niebios, kwietną rosą obmyty. 

To pierwszy z ośmiu widoków opisanych przez Chena. Drugi i trzeci miesiąc księżycowy wspomniane w wierszu to faktycznie czas, gdy bodaj najwięcej ptactwa (w tym wilg) hałasuje na drzewach. I jeszcze dodatkowa ciekawostka: w 1835 roku zongdu Yunnanu i Guizhou Ruan Yuan zbudował południowo-północną groblę przez Jezioro. Specjalnie nazwał północny most Mostem Słuchania Wilg 听莺桥. Obecna wersja mostu jest niestety podróbką z 1934 roku, stojącą ponoć w tym samym miejscu, ale odmienną architektonicznie. Po dziś dzień można tam przyłapać wilgi.

Południowa Góra 南山 w chińskich pismach często nie jest rzeczywistą nazwą geograficzną, a ustronnym miejscem, w którym można osiągnąć spokój, żyć zgodnie z rytmem pór roku, uciec od świata a nawet osiągnąć nieśmiertelność.
Raje odległe to moje tłumaczenie nazw wysp Penglai i Yingzhou, czyli w mitologii chińskiej miejsca bytowania Nieśmiertelnych. 
Może kiedyś uda mi się stworzyć doskonalsze tłumaczenie; na razie musi mi wystarczyć powyższa impresja.

2026-01-27

Magnolia 玉兰

Jak każdej zimy, wybrałam się do Magnoliowej Świątyni, by się nacieszyć kwitnącymi właśnie magnoliami nagimi:
Jak zawsze urzekło mnie ich piękno. Jak zawsze żałuję też, że nie złożyło się tak, by jednocześnie było tu trochę śniegu. Ideałem, do którego tęsknię, jest sytuacja przedstawiona w poniższym wierszu:

阆苑移根巧耐寒, 
Z rajskich sadów przybyła, mrozu się nie lęka 
此花端合雪中看。 
Ona nawet na śniegu naszym oczom piękna. 
羽衣仙女纷纷下, 
Zstępują w szyku driady pierzem przyodziane 
齐戴华阳玉道冠。 
W nefrytowe korony słoneczne przybrane. 
 
To wiersz qingowskiego poety Zha Shenxinga 查慎行 (1650—1727) pod tytułem Kwiat magnolii rozkwitły pośród śniegu 雪中玉兰花盛开. Porównanie magnolii do przybyłych z raju nieśmiertelnych 仙女) przystrojonych koronami obezwładniło mnie swą trafnością. Absolwent Hanlinu nie musi się tego wiersza wstydzić. Ale cóż - w końcu ideałem Zha był nie kto inny, a Su Shi... 
Raj wspomniany w wierszu to Làngyuàn 阆苑 zwany również Lángfēngyuàn 阆风苑, czyli nazwa siedziby Królowej Matki Zachodu na Górze Kunlun. Później przenośnie nazywano tak miejsce zamieszkania dowolnych bóstw czy nieśmiertelnych a nawet cesarzy.
O tak. Magnolie zdecydowanie są driadami - delikatnymi, eleganckimi i tak nieludzko pięknymi...

2026-01-19

滇雲翰墨 筆驚風雨 Yunnańskie kaligrafie wstrząsające niebem i ziemią

Nie mogę czekać z pokazywaniem interesujących wystaw czy innych wydarzeń kulturalnych. Zanim przerzucę zdjęcia na dysk, zanim nad nimi siądę i się zastanowię, doczytam, posprawdzam - mija tyle czasu, że zapominam, że je w ogóle widziałam. A przecież chcę się tym z Wami dzielić! Mamy ostatecznie w Kunmingu jakieś tam życie kulturalne - z całą pewnością uboższe od Szanghaju czy Tajpej, ale jednak! 
Tym razem w moim ulubionym Pałacu Kultury trafiłam na wystawę yunnańskich kaligrafii z różnych czasów. Niektóre dzieła mnie... hmmm... zdziwiły - myślę, że przy odrobinie ćwiczeń mogłabym popełnić podobne stopą. Od niektórych odeszłam z niesmakiem - choć teoretycznie możliwym jest, że dla niektórych kaligrafów wypowiedzi niektórych polityków są wielką inspiracją, jednak dla mnie są raczej marnotrawstwem papieru i tuszu, niewartym skry talentu. Były jednak i takie, które chętnie powiesiłabym na ścianie. I takie, których na ścianie bym nie powiesiła, ale chętnie do nich będę od czasu do czasu wracać.
杨修品 - Od starożytności do dziś (słynny cytat z Sima Qiana)
陈俊宏 Nieśmiertelni nad Rzeką (wiersz Yang Shena)
王熙权, Uciszając wiatr i falę: Nie słuchaj, jak deszcz siekąc liście, przez las się przedziera (słynny wiersz Su Shi)
李轶 Pijąc wino. Pieśń piąta (piąta część słynnego alkoholicznego cyklu Tao Mingyuana)

刘文全 Kuplet Czerwony modrzew, białe pióra

郭伟 Kuplet Potrząsnąć trzema, złowić dwa
(najsłynniejszy kunmiński zhuangyuan!) Yuan Jiagu kuplet Obrazy i wiersze
黄继龄 Umiłowany kraj
易问耕 Pieśni o Jeziorze Dian. Dwie pieśni* (z cyklu pieśni Yang Shena)
Ostatnia kaligrafia autorstwa 范迪安 to jednocześnie tytuł wystawy. 翰墨 hàn mò to oczywiście pędzel i tusz, a zarówno 滇 jak i 云 wskazują na Yunnan. 筆驚風雨 [笔惊风雨] bǐjīngfēngyǔ to pędzel, który wstrząsa wiatrem i deszczem. Ten idiom nawiązuje do wersu z wiersza Du Fu: 
笔落惊风雨,
诗成泣鬼神 
W wolnym tłumaczeniu: 
[Mój] opadający pędzel wstrząsa wiatrem i deszczem; 
nad ukończonym wierszem łkają demony i bogowie. 
Czy nasze yunnańskie dzieła faktycznie wstrząsają niebem i ziemią i doprowadzają bóstwa do łez? Trudno powiedzieć. Z pewnością kilka kaligrafii zostanie ze mną na dłużej, być może o niektórych napiszę, jeśli uda mi się wtłoczyć myśli i uczucia w słowa. Czasem urzekła mnie interpretacja, a czasem - oryginalny wiersz, niekoniecznie akurat tym stylem napisany. Ale... czyż nie o to właśnie chodzi? Czytamy wiersze i prozę, mielimy je we własnych mózgach i sercach, smakujemy słowa i otulamy się nimi ciasno. Czasem potrafimy je oddać innym, dokładając i swoją cegiełkę, a czasem tylko się nimi sycimy, nie mając umiejętności po temu, by móc tę treść wbogacić.

Wszystkie wystawione dzieła można zobaczyć tutaj.

*Konkretnie pierwsza i ósma.