blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2018-10-23

Półksiężyc wzeszedł 半个月亮爬上来

Zaprzyjaźniona dyrygentka chóru zwróciła się do mnie z nietypową prośbą: słuchaj, być może w przyszłym roku pojedziemy z chórem do Chin, czy mogłabyś dla nas znaleźć jakiś chiński kawałek na chór mieszany? Najlepiej coś ludowego. No i - oczywiście z nutami.
W to mi graj!
Zaczęłam przetrząsać czeluście chińskiego internetu i znalazłam miliony piosenek, niektóre nawet faktycznie na chór mieszany. Pojawił się tylko jeden problem. Zdecydowana większość nie była zapisana "naszym" pismem muzycznym, czyli na pięcioliniach, a w uproszczonej notacji numerycznej. Ech, żałuję, że nie widziałam twarzy dyrygentki, gdy otrzymała "nuty". Trzeba jednak przyznać, że szybko kapnęła się, jak to się czyta. Zresztą - takie właśnie było założenie tego pisma: że będzie tak proste, że każdy się będzie mógł go nauczyć. Ja sama opanowałam je podczas nieudolnych prób nauczenia się gry na erhu, wieki temu na Tajwanie. Byłam wówczas głęboko przekonana, że to jest właśnie zapis stworzony dla erhu. Dopiero później zobaczyłam, że zapisuje się tak również melodie dla fletogruszki czy fletu, a przede wszystkim - wydaje się tak niezliczoną ilość śpiewników. Gdy potem uczyłam się chińskich śpiewów ludowych, zawsze korzystałam właśnie z takiego zapisu muzycznego i tak się doń przyzwyczaiłam, że traktuję go już jak własny. Muszę powiedzieć, że prostota zapisu, w którym poszczególnym dźwiękom odpowiadają cyfry od 1 do 7, oktawom - kropki nad lub pod cyfrą, a wartościom rytmicznym - ewentualne kreski pod cyframi, po prostu mnie zachwyciła. Oczywiście, taki zapis nie nadaje się dla instrumentów o dużej skali albo do zapisywania skomplikowanych utworów muzycznych, ale dla przyśpiewek ludowych czy piosenek dziecięcych jest idealny.
A dla chóru wybrałam tę piękną pieśń, zapisaną z chińskim tekstem przez Wang Luobina. Kiedyś był on podawany za autora, ale po wielu aferach, gdy rozmaite chińskie mniejszości etniczne zarzuciły mu kradzież, częściej się go traktuje jak osobę, która stranskrybowała część folkloru, żeby przybliżyć go Chińczykom, niż za twórcę.
Do piosenki dołączyłam tłumaczenie tekstu oraz transkrypcję fonetyczną chińskich znaków. Nie tylko pinyin, ale również bezpośrednie przełożenie na polskie brzmienia, bo pinyin jest jednak średnio oczywisty dla niechińskojęzycznych ludzi.
1. 半个月亮爬上来
Półksiężyc wzeszedł
咿啦啦 爬上来
ii la la wzeszedł
照着我的姑娘梳妆台
Oświetla toaletkę mojej ukochanej
咿啦啦 梳妆台
ii la la toaletkę

请你把那纱窗快打开
Proszę, otwórz szybko moskitierę
咿啦啦 快打开
ii la la otwórz szybko

再把你那玫瑰摘一朵
a potem urwij jedną różę
轻轻地 扔下来
delikatnie ją wyrzuć (w domyśle: do mnie)

2. 半个月亮爬上来
księżyc wzeszedł
咿啦啦 爬上来
ii la la wzeszedł

为什么我的姑娘不出来
dlaczego moja dziewczyna nie wychodzi?
咿啦啦 不出来
ii la la nie wychodzi

请你把那纱窗快打开
Proszę, otwórz szybko moskitierę
咿啦啦 快打开
ii la la otwórz szybko

再把你那玫瑰摘一朵
a potem urwij jedną różę
轻轻地 扔下来
delikatnie ją wyrzuć (w domyśle: do mnie)

Pieśń jest bardzo znana - została okrzyknięta klasykiem chińskiej piosenki XX wieku. Jest wykonywana w wersjach instrumentalnych, chóralnych, 
solowych, operowych, pop

i co komu jeszcze do głowy wpadnie. Wielkim hitem chińskiego internetu jest wykonanie chińskiej Pierwszej Damy, czyli Peng Liyuan.
Ja też uważam, że jest przepiękna.
No i - bardzo lubię takie "zadania bojowe". Najbardziej na świecie chciałabym właśnie w ten sposób zarabiać na życie - zlecano by mi rozmaite okołochińskie zadania, a ja mogłabym się przy tym tak świetnie bawić!

2018-10-20

czermień błotna 水芋

Uwielbiam chińskie knajpy typu "chłopskie jadło" między innymi dlatego, że często zaopatrują się one w warzywa sezonowe oraz dzikie. Wiecie, chwasty i tym podobne. W Jinghongu miałam szczęście, ponieważ akurat, kiedy poszłam zamawiać do "menu" - czyli lodówki, w której znajdowały się wszystkie dostępne owego dnia produkty spożywcze - zjawiła się staruszka, ubrana w ludowy strój i z ogromnym bambusowym koszem na plecach. Przyniosła całą masę dziwacznych kłączy, łodyg i liści, a właścicielka knajpy podejmowała decyzję, co kupi. Wtrąciłam się, pytając - a co to? Odpowiedź "wodne taro" bardzo mnie zaintrygowała, zwłaszcza, że zielonobiałe kłącza wydawały mi się zupełnie niepodobne do prawdziwego taro.
Chwilę później talerz z przepysznym zielonym warzywem, lekko gąbczastym, ale bardzo świeżym i sycącym, wylądował na naszym stole.
Przed Państwem czermień błotna, ku mojemu zdumieniu nazywana również wodną wszą. Jest to roślina trująca - zawiera aroinę i kwas szczawiowy. Oczywiście, trujące właściwości znikają po suszeniu lub gotowaniu. Co ciekawe, jest jadana nie tylko w Azji. W Szwecji wysuszone i sproszkowane kłącze czermieni błotnej, zawierające skrobię, było dodawane do mąki używanej do pieczenia chleba. W Bangladeszu z gotowanego kłącza przygotowuje się potrawę typu curry - następnym razem chętnie spróbowałabym takiej wersji. W Ameryce Północnej Indianie używali czermieni jako rośliny leczniczej.
Na takie skarby można trafić, jeśli się jada to, czego się nie znało wcześniej. Inna rzecz, że gdybym wiedziała, że produkt jest trujący, pewnie jakoś mniej chętnie bym go zamówiła...

2018-10-18

domy budowane nad pustką

Kiedy byłam w Jinghongu po raz pierwszy, zaledwie dziesięć lat temu, wystarczyło wyjść parę kroków poza bezpośrednie centrum, by natrafić na jedno z yunnańskich dziwactw - domy budowane nad pustką. Czyli takie, które mają otwarty parter, a życie toczy się na piętrze. Dawniej był to sposób i na trzymanie zwierząt hodowlanych jednocześnie na powietrzu i pod dachem, na ograniczenie ilości robactwa i na radzenie sobie z częstymi powodziami. W miarę bogacenia się wiosek, parter zmienił się raczej w garaż dla motorów albo i wypasionych fur, a także miejscem spędzania czasu ze znajomymi i rodziną. Drewniane bądź bambusowe drabinki ustąpiły miejsca wykafelkowanym, szerokim schodom, prowadzącym na piętro, a piękne, palmowe strzechy często zaczęła wspierać cokolwiek mniej urocza blacha falista.
Tym razem w poszukiwaniu takich domostw musieliśmy wyjechać z Jinghongu; nawet jednak w okolicznych wsiach znalazłam tylko kilka przykładów takiej zabudowy. Pamiętam, jak parę lat temu podczas spacerów bywałam zapraszana "na parter" (na piętro nie wpuszczali, ale też się nie pchałam, bo to miejsce bardzo prywatne) na czarkę herbaty i garść prażonego słonecznika. Nawet nie żeby pogadać, a po prostu żeby usiąść i nacieszyć się wspólnotą i skrawkiem cienia. Teraz domy takie chronione są przed "najeźdźcą" przez wysokie płoty. Ja wiem, że zmienił się stan posiadania - teraz już jest co ukraść. Ja wiem, że zmienia się też mentalność i że nie ma się co dziwić - bo przecież my sami nie mamy na oścież otwartych furtek i domów. A jednak... tak mi żal!...
Dziś w samym Jinghongu bodaj tylko kilka restauracji zdecydowało się na pozostawienie takiej "otwartej" zabudowy, przy czym wielkość tych chałup jest znacznie bardziej imponująca od ich pierwowzorów, a tradycyjne materiały zostały zastąpione betonem. 
Cóż. Dobre i to.Mogliby przecież zamiast tego wybudować zwykły wieżowiec...