blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2018-10-20

czermień błotna 水芋

Uwielbiam chińskie knajpy typu "chłopskie jadło" między innymi dlatego, że często zaopatrują się one w warzywa sezonowe oraz dzikie. Wiecie, chwasty i tym podobne. W Jinghongu miałam szczęście, ponieważ akurat, kiedy poszłam zamawiać do "menu" - czyli lodówki, w której znajdowały się wszystkie dostępne owego dnia produkty spożywcze - zjawiła się staruszka, ubrana w ludowy strój i z ogromnym bambusowym koszem na plecach. Przyniosła całą masę dziwacznych kłączy, łodyg i liści, a właścicielka knajpy podejmowała decyzję, co kupi. Wtrąciłam się, pytając - a co to? Odpowiedź "wodne taro" bardzo mnie zaintrygowała, zwłaszcza, że zielonobiałe kłącza wydawały mi się zupełnie niepodobne do prawdziwego taro.
Chwilę później talerz z przepysznym zielonym warzywem, lekko gąbczastym, ale bardzo świeżym i sycącym, wylądował na naszym stole.
Przed Państwem czermień błotna, ku mojemu zdumieniu nazywana również wodną wszą. Jest to roślina trująca - zawiera aroinę i kwas szczawiowy. Oczywiście, trujące właściwości znikają po suszeniu lub gotowaniu. Co ciekawe, jest jadana nie tylko w Azji. W Szwecji wysuszone i sproszkowane kłącze czermieni błotnej, zawierające skrobię, było dodawane do mąki używanej do pieczenia chleba. W Bangladeszu z gotowanego kłącza przygotowuje się potrawę typu curry - następnym razem chętnie spróbowałabym takiej wersji. W Ameryce Północnej Indianie używali czermieni jako rośliny leczniczej.
Na takie skarby można trafić, jeśli się jada to, czego się nie znało wcześniej. Inna rzecz, że gdybym wiedziała, że produkt jest trujący, pewnie jakoś mniej chętnie bym go zamówiła...

2018-10-18

domy budowane nad pustką

Kiedy byłam w Jinghongu po raz pierwszy, zaledwie dziesięć lat temu, wystarczyło wyjść parę kroków poza bezpośrednie centrum, by natrafić na jedno z yunnańskich dziwactw - domy budowane nad pustką. Czyli takie, które mają otwarty parter, a życie toczy się na piętrze. Dawniej był to sposób i na trzymanie zwierząt hodowlanych jednocześnie na powietrzu i pod dachem, na ograniczenie ilości robactwa i na radzenie sobie z częstymi powodziami. W miarę bogacenia się wiosek, parter zmienił się raczej w garaż dla motorów albo i wypasionych fur, a także miejscem spędzania czasu ze znajomymi i rodziną. Drewniane bądź bambusowe drabinki ustąpiły miejsca wykafelkowanym, szerokim schodom, prowadzącym na piętro, a piękne, palmowe strzechy często zaczęła wspierać cokolwiek mniej urocza blacha falista.
Tym razem w poszukiwaniu takich domostw musieliśmy wyjechać z Jinghongu; nawet jednak w okolicznych wsiach znalazłam tylko kilka przykładów takiej zabudowy. Pamiętam, jak parę lat temu podczas spacerów bywałam zapraszana "na parter" (na piętro nie wpuszczali, ale też się nie pchałam, bo to miejsce bardzo prywatne) na czarkę herbaty i garść prażonego słonecznika. Nawet nie żeby pogadać, a po prostu żeby usiąść i nacieszyć się wspólnotą i skrawkiem cienia. Teraz domy takie chronione są przed "najeźdźcą" przez wysokie płoty. Ja wiem, że zmienił się stan posiadania - teraz już jest co ukraść. Ja wiem, że zmienia się też mentalność i że nie ma się co dziwić - bo przecież my sami nie mamy na oścież otwartych furtek i domów. A jednak... tak mi żal!...
Dziś w samym Jinghongu bodaj tylko kilka restauracji zdecydowało się na pozostawienie takiej "otwartej" zabudowy, przy czym wielkość tych chałup jest znacznie bardziej imponująca od ich pierwowzorów, a tradycyjne materiały zostały zastąpione betonem. 
Cóż. Dobre i to.Mogliby przecież zamiast tego wybudować zwykły wieżowiec...

2018-10-16

Torani พระแม่ธรณี 大地女神

Mówiłam, że wspomnę jeszcze o tej pani, która wyjątkowo często pojawiała się w okolicach świątyń buddyjskich w Jinghongu. Jest to chtoniczne bóstwo z mitologii buddyjskiej, bardzo popularne w Azji Południowo-Wschodniej (zwłaszcza w Birmie, Kambodży, Tajlandii i Laosie). Jest to bogini ziemi i też z ziemią związane jest jej imię - po tajsku zwie się Nang Thorani czyli pani ziemia lub Mae Thorani czyli matka ziemia, po chińsku - bogini ziemi 大地女神, ale w innych krajach azjatyckich ma inne imiona, choć zawsze podobnie wygląda. W sumie tajskie imię jest stosunkowo najbardziej zbliżone do palijskiego dhāraṇī, oznaczającego właśnie ziemię. Najczęściej ukazywana jest jako obrończyni Buddy, często znajduje się między nim a demonami. Zgodnie z buddyjskimi mitami, jest to młoda kobieta, która wyżyma swe piękne i długie włosy, by utopić Marę. Mara to demon, który niecnymi sztuczkami, np. pokazywaniem pięknych i skąpo odzianych pań, chciał oderwać Gautamę Buddhę od medytacji pod Drzewem Bodhi. Wprawdzie Mara jest najczęściej tłumaczony jako niespersonifikowana niewiedza, ale w rysunkach i rzeźbach obecnych w buddyjskich świątyniach jest to zawsze brzydal, któremu tylko jedno w głowie.
A było to tak:
Bodhisattwa siedział, medytując, na swym tronie (na macie?) pod Drzewem Bodhi. Wtedy przybył Mara, zły i zazdrosny, i nie chciał dopuścić, by Gautama osiągnął oświecenie. Razem z nim przybyli wojownicy, dzikie zwierzęta, a także ponętne córki Mary. Nie szczędzili wysiłków, by przegonić Bodhisattwę. Wszystkie bogi, otaczające dotąd Buddę, już dawno uciekły, on jednak nie bał się Mary. Wyciągnął prawą dłoń i dotknął ziemi, powołując ją na świadka, że zasłużył na osiągnięcie oświecenia. I ziemia, pod postacią pięknej pani, wyrosła tuż przed miejscem medytacji Gautamy. Zakręciła długimi splotami i za każdą jego szczodrość (dana paramita) ze wszystkich wcieleń, z włosów spływała kolejna fala; było ich tak wiele, że zmieniły się w potop, który porwał Marę z jego armią. I nie było już żadnych przeszkód, i Bodhisattwa osiągnął oświecenie.
Ponieważ zgodnie z legendą z włosów Torani płynie woda, często jest przedstawiana jako rzeźba w fontannie.
Torani z parku przy Głównej Buddyjskiej Świątyni w Jinghongu
Torani z Świątyni Mengle
Zawsze jakoś mi się wydaje, że w Chinach i w ogóle w buddyzmie brakuje fajnych postaci kobiecych (to zresztą bolączka nie tylko buddyzmu :P). Torani rozbija bank - jest piękna, odważna, ocala Buddę od Mary i jakie ma włosy!