2026-05-17

文玩玉米 kukurydza do pielęgnacji

Muszę przyznać, że na widok tego akurat straganu zdębiałam.
To nie był bowiem stragan na targu obfitującym w warzywa, a w samym sercu Kunmingu - odpicowanej starówce, gdzie każdy kram specjalizował się w jakichś teczanach, gadżetach i pamiątkach. Zresztą - kukurydzę też wystawiono przy bransoletkach, a poza tym za ładnie wyglądała na to, żeby ją zjadać. O co tu chodzi?
Zacząć trzeba od tego, że Chińczycy skrzyżowali amerykańską odmianę wielokolorowej kukurydzy Szklane Paciorki (Glass Gem Corn) ze rdzennie chińską tzw. kukurydzą miniaturową (Zea mays var. minima), zwaną po chińsku "kukurydzą paluszkową" 拇指玉米. Po paru kukurydzianych pokoleniach udało im się uzyskać karłowatą kukurydzę, której nikt nie uprawia w celach spożywczych, a tylko po to, by podziwiać jej piękno. Oczywiście, natychmiast zaczęto stopniować ich piękno (są cztery stopnie piękna takiej kukurydzy); te najpośledniejsze kosztują kilka yuanów za sztukę, za to te najpiękniejsze są wyceniane na tysiące yuanów! Natychmiast zaczęły też powstawać kukurydziane ozdoby: wisiory, breloczki, bransoletki; szybko okazało się, że warto tworzyć coraz to nowe dekoracyjne gatunki kukurydzy, bo zarabia się na nich więcej niż na tych zwykłych, przeznaczonych do konsumpcji. Nie wierzycie? Znalazłam informację o tym, jak to Yunnańczycy z powiatu Yangbi (niedaleko Dali) dzięki sadzeniu ładnych odmian poza sezonem osiągnęli ceny rzędu 2000-8000 yuanów za sztukę! Wielkie pola ozdobnej kukurydzy znajdują się też w Anningu. Ludzie naprawdę wydają tak nieprawdopodobne pieniądze na ładne kukurydze, choć zdają sobie sprawę, że - w przeciwieństwie do szlachetnych kamieni czy rękodzieła - z czasem nie nabiorą one większej wartości. Mało tego, jeśli kukurydza nie zostanie sztucznie utrwalona, po wyschnięciu ziarenka zaczną wypadać z kolby, a nieidealne kolby już się nie nadają do pielęgnacji. Ale o co w ogóle chodzi z tą pielęgnacją?
Przedmioty wenwan 文玩 - dosłownie: kulturalna zabawa - cieszą się w Chinach długą tradycją. Mówiąc najprościej, chodziło o to, że jakiś przedmiot był traktowany z wielką czułością i dbałością: głaskany, niemal nie wypuszczało się go z rąk, a on dzięki temu dotykowi miał nabierać innych, lepszych cech - był gładszy, bardziej błyszczący, ale też zaczynał "współpracować" z człowiekiem, który oń dbał, poprawiając zdrowie, fengshui itd. Mogła to być jadeitowa, bezcenna bransoletka, ale mógł być to i zwykły kamień czy orzech w łupinie, który z czasem przestawał być zwykły.
Kukurydza wenwan czyli kukurydza do pielęgnacji jest stosunkowo nowym wynalazkiem, w którym praktykę opieki nad przedmiotem połączono z nietypowym surowcem - po wysuszeniu i odpowiedniej obróbce staje się gadżetem do noszenia, głaskania i "patynowania". Proces ten nazywa się 盘玩 pánwán - powolne wygładzanie i nabłyszczanie przez dotyk: przekręcanie, obracanie w dłoni, głaskanie. Na początku dana rzecz jest matowa i chropowata, jednak jeśli każdego dnia przynajmniej po parę minut (niektórzy swych wenwanów niemal nie wypuszczają z dłoni!) dziennie pociera się ją palcami, po kilku tygodniach czy miesiącach na powierzchni ziaren utworzy się przezroczysta, ciepła, lśniąca "patyna". Efekt końcowy winien być taki, że kukurydza wygląda jak wyrzeźbiona w kamieniu.
Dlaczego jednak w ogóle ludzie to kupują?
Cóż. Widziałam brzydsze gadżety, choćby horrendalnie wstrętne Labubu. Kukurydze są ładne, kolorowe, a w dodatku każda jest inna. Poza tym kukurydza z dawien dawna jest w Chinach symbolem obfitości, szczęścia i dobrobytu. Dla innych z kolei przedmioty wenwan służą temu, co od początku było podstawą tej praktyki: ćwiczeniu uważności, świadomego relaksu i skupienia. Moim zdaniem trochę za bardzo hipsterska, zwłaszcza jeśli sprzedawana za wiele tysięcy yuanów - przecież gładzić można właśnie zwykłe kamienie czy kawałki drewna - dla osiągnięcia uważności czy dla relaksu z pewnością to wystarczy, a są trwalsze - znane są przedmioty wenwan dziedziczone od wielu pokoleń.
Czyli tu mamy ciekawostkę: filozofia czy też praktyka wenwan, żądająca cierpliwości i zaangażowania, a także wieloletniego dbania, połączona z dość efemerycznym gadżetem, nietrwałym ale charakterystycznym i w sumie dość ładnym. 
Nie kupiłam. Ale za to po wielu latach może wreszcie przyszedł czas na odkurzenie mojej starej bransolety nefrytowej i praktykowanie wenwan na godnym tego obiekcie?

2026-05-15

powiat Tuanjie 团结乡

Zaledwie 17 kilometrów od Kunmingu znajduje się powiat Tuanjie (dosł. Zjednoczenia/Solidarności), zamieszkany nie tylko przez Hanów, ale również Bajów oraz Yi i Miao - a także przez kilku obcokrajowców, jeśli już przy tym jesteśmy. Składa się z grubsza z 63 maleńkich wioseczek; łącznie mieszka tu ponad dwadzieścia tysięcy ludzi, a drugie tyle przyjeżdża na weekend pod gruszą. Jest to miejsce na tyle daleko od miasta, że da się pooddychać świeżym powietrzem i odpocząć od ludzi, a jednocześnie na tyle blisko Kunmingu, że można tu po prostu podskoczyć na cały dzień czy na weekend. Dlatego coraz więcej kunmińczyków kupuje tu stare domy i je pieczołowicie remontuje - dla siebie, żeby mieć domek letniskowy, dla rodziców, żeby nie musieli mieszkać w mieście, jeśli nie lubią, albo pod inwestycję: powstają tu kolejne pensjonaty, agroturystyki i restauracje typu "chłopskie jadło", a obok nich również malutkie restauracyjki, piekarnie czy kawiarnie. Okolice są piękne - jeziorka, laski, pola, łąki, sady (dobrą sławą cieszą się na przykład tutejsze jabłka 红富士) - wszystko z założeniem, że będzie "ekologicznie" i "naturalnie". Obecnie powiat żyje z ekologicznych upraw oraz turystyki, z roku na rok przyciągając więcej gości. Jeśli chodzi o atrakcje, to najbardziej znane są bodaj trzy: 
  • Staw Lotosowy 荷塘 - oczywiście najpiękniejszy w porze kwitnienia lotosów, ale w innych sezonach również obfitujący w atrakcje: można tu łapać małe krewetki, raki i ryby, co dla miejskich dzieciaków stanowi nie lada gratkę! 
  • Stare Domy 古居 w wiosce Radosnych Domów 乐居村 - zachowało się ich sporo; część została już odnowiona i zmieniona w kawiarnie, piekarnie, restauracje i pensjonaty. Można tu w ładnych okolicznościach przyrody i dawnej yunnańskiej zabudowy spędzić miłe popołudnie. Oczywiście, najchętniej przyjeżdżają tu ludzie łaknący klimatycznych fotek. Sama wioska Radosnych Domów 乐居古村 jest zaś yijską wioską o ponad sześćsetletniej historii; w zasadzie każdy tutejszy budynek jest zabytkiem, nie tylko te wyróżnione jako "stare". 
  • Jest również wielka łąka, po której można się ślizgać 滑草场 - tak jakby narty na trawie. Wstęp na nią nie jest darmowy, a przyrządy do zabawy kosztują 100 yuanów za godzinę - mimo to jest tak oblegana, że na weekendy trzeba się umawiać z wyprzedzeniem, bo inaczej nie uda się skorzystać z tego ogromnego placu zabaw. 
Oprócz tego są tu parki, stawy itd. - dla każdego coś miłego. Szkopuł w tym, że dotrzeć tu komunikacją miejską to mordęga - z centrum zabiera to około dwóch godzin, a w samym powiecie poszczególne atrakcje są tak porozsypywane, że bez jakiegoś środka transportu też niełatwo je obczaić. Dlatego jest to jak na razie rozrywka tylko dla osób zmotoryzowanych. Traf chce, że najlepsza przyjaciółka Tajfuniątka i jej mama mają w jednej z wiosek przyjaciół, mieszane małżeństwo z dzieckiem; są często zapraszane i chętnie tam jeżdżą. A z nimi, na doczepkę, i my. Zamiast jednak zwiedzać czy bawić się na płatnej łące, idziemy na żywioł:
Dzieciakom bardzo się podobało łażenie po drzewach, zabawa w chowanego na łące i grill na dziedzińcu, nad ogniem opalanym drewnem. Czasem mniej znaczy więcej.

2026-05-13

素炒花生芽 Smażone kiełki fistaszkowe

Ostatnio często je widuję na targu. Są dużo konkretniejsze od kiełków mung czy innych, a nawet po obróbce cieplnej są nadal przyjemnie chrupiące. Postanowiłam więc nauczyć się je przyrządzać tak, jak się je przyrządza w yunnańskich knajpach. 

Składniki
  • pęk kiełków fistaszkowych 
  • suszone chilli albo duża słodka papryka 
  • czosnek 
  • sól 
  • ewentualnie: sos sojowy lub ostrygowy 
Wykonanie
  1. Kiełki dokładnie umyć, pozbawić korzonków i pokroić na mniejsze kawałki, łatwe do uchwycenia pałeczkami. 
  2. Chilli i czosnek drobno posiekać; jeśli robicie wersję ze słodką papryką, to pokroić ją w paseczki.
  3. Obsmażyć chilli i czosnek, a gdy zapachną, dodać kiełki. 
  4. Chwilę smażyć, a na koniec dosmaczyć solą i ewentualnie sosem sojowym lub ostrygowym (ja tego nigdy nie robię, ale w restauracjach jest to normalna praktyka).