2026-04-18

pestki chlebowca

Tym razem dziadek Gong przyniósł dwie tacki obranych owoców chlebowca; jedne były normalne, żółte, a drugie - pomarańczowoczerwone. Przyniósł oba, żebyśmy mogli organoleptycznie stwierdzić, czy faktycznie te pomarańczowe są warte trzykrotnego podniesienia ceny. Nie były. No ale są owocami chlebowca, więc i tak można zjeść, prawda? Wmłóciliśmy z pół kilo. Góra właśnie zbierała się do wyrzucenia pestek, kiedy powiedziałam, żeby się łaskawie powstrzymała, bo przecież żal tyle jedzenia zmarnować. Spojrzała na mnie jak na kosmitkę; ja jednak nie byłam wcale stropiona - cieszyłam się, że znów ich czymś zaskoczyłam. Bo tak, pestki chlebowca są po obróbce termicznej jadalne, a przy tym pyszne. 

Składniki:
  • pestki chlebowca
  • masło
  • przyprawy
Wykonanie:
  1. Pestki chlebowca obrać z błonek, nakłuć bądź naciąć, wrzucić do wrzątku i gotować 15-20 minut pamiętając o tym, by początkowy poziom wody był sporo wyższy - pestki napuchną.
  2. Po ugotowaniu, gdy popękają ich twarde łupiny, poczekać aż ostygną, a najlepiej wystudzić w zimnej wodzie. Obrać z twardych białych łupin. Można się też pozbyć brązowych skórek. Są jadalne, ale nieszczególnie smaczne. Pestki są już ugotowane i można je śmiało jeść. Są w sumie trochę podobne w smaku do ziemniaków. Można je jednak ulepszyć.
  3. Roztopić na patelni masło i na małym ogniu smażyć pokrojone niedbale pestki do zrumienienia z wybranymi przyprawami. Wystarczy sama sól, ale ja dodaję rozmaite przyprawy - często paprykę w proszku, czasem imbir lub pieprz albo pozwalam Tajfuniątku wymyślić mieszankę firmową. 

2026-04-16

Świątynia Konfucjusza w Mojiangu 墨江文庙

Jednym z nielicznych dobrze zachowanych zabytków powiatowego miasta Mojiangu czyli 联珠镇 Lianzhu Zhen (Miasteczko Połączonych Pereł) jest Świątynia Konfucjusza. Niby jest sporo młodsza np. od tej w Kunmingu - powstała dopiero w 1821 roku - jednak trzeba pamiętać, że zwykły śmiertelnik i tak nie wie, jak starych murów dotyka. Ta kunmińska, najstarsza w Yunnanie (1274) została całkowicie zrównana z ziemią; przetrwała tylko brama główna i mostek; reszta jest niby utrzymana "w stylu", ale powstała już w XXI wieku. Dlatego kiedy czytam, że świątynia w Mojiangu została "wszechstronnie" odnowiona w latach 1995-2003, zastanawiam się, ile w niej Qingów, a ile współczesności - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że wiemy, iż ucierpiała w trakcie Rewolucji Kulturalnej. No ale miejąc nadzieję, że może jednak jest choć trochę autentyczna, i tak chciałam do niej wstąpić. Jest pięknie położona - na stromym pagórku, więc by odwiedzić kolejne pawilony, musimy się trochę nasapać. I ona, jak wiele yunnańskich Świątyni Konfucjusza, poza "zwykłymi" pawilonami zawiera również pawilon taoistycznego bóstwa nauki i wiedzy Kuixinga 魁星阁, a całość kompleksu w zamierzeniu miała być miniaturką Świątyni Konfucjusza z Qufu. Kompleks ma powierzchnię 7600 m²; bilety kosztują 20 yuanów. Ponoć znajduje się tu jedno drzewo liczące sobie dwa i pół tysiąca lat... jednak o jego istnieniu dowiedziałam się dopiero z internetu; w obrębie świątyni nie było to nijak zaznaczone, nie wiem nawet, czy nadal istnieje.
Szczególnie urokliwa jest ta świątynia jesienią, gdy zostaje ozłocona liśćmi miłorzębu.

2026-04-14

茶祖节 Święto Herbacianego Przodka

Pamiętacie jeszcze herbacianą górę Jingmai? Właśnie dziś Blangowie tam mieszkający rozpoczynają obchody Święta Herbacianego Przodka, będącego ich najważniejszym świętem. A było to tak: 
Ponad 1800 lat temu legendarny przodek Blangów, Pa Aileng, nakazał swemu ludowi sadzenie drzew herbacianych, a przed śmiercią pozostawił przesłanie: 
Gdybym pozostawił wam konie i bydło, bałbym się, że zginą w nieszczęściu; gdybym pozostawił wam złoto i srebro, bałbym się, że je rozpuścicie; pozostawiam wam więc drzewa herbaciane, aby kolejne pokolenia mogły czerpać z nich bez końca.
Pamięć o Pa Ailengu jako Herbacianym Przodku przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Podczas składania ofiar Przodkowi Herbaty wszyscy mieszkańcy wioski, odświętnie przyodziani, wspinają się na starożytne góry herbaciane, by oddać cześć Duchowi Herbaty tam, gdzie po dziś dzień rośnie najgęstsza herbaciana dżungla. Tam to budują bambusowy ołtarz, na którym zatykają papierowe kwiaty; zowie się on Ołtarzem Ducha Herbaty i to właśnie na nim mieszkańcy wioski składają wszystkie ofiary. Po trzykrotnym uderzeniu w bębny, oficjalnie rozpoczyna się ceremonia składania ofiar Przodkowi Herbaty i przywoływania Ducha Herbaty - które też powtarzane jest trzykrotnie. Głośne modły docierają zapewne nie tylko do Ducha, ale również w każdy zakątek gór i lasów, które dla tubylców są najcenniejszym skarbem. Cała ceremonia potrafi trwać nawet cztery dni! 
Każdy herbaciany klan Blangów z Jingmai ma swoje jedno wybrane drzewo - zazwyczaj to najstarsze - Drzewo Ducha Herbaty. Do pnia przymocowany jest maleńki bambusowy koszyczek, służący do przechowywania przedmiotów ofiarnych. Zanim "herbaciani rolnicy" 茶农 zabiorą się za zbieranie liści z owego najważniejszego drzewa (a później wszystkich innych), muszą najpierw oddać cześć Przodkowi Herbaty i złożyć ofiary Duchowi Herbaty. Liście z tego drzewa musi zbierać najstarszy członek rodziny. Zanim jednak w ogóle się do tego zabierze, musi się odpowiednio przygotować: pości, kąpie się i zmienia całą odzież. Nie tylko on się przygotowuje: poprzedniego dnia wszyscy mieszkańcy danej wioski odkurzają instrumenty muzyczne (przede wszystkim bębny i gongi), robią małe białe słonie na szczęście, szykują świąteczne stroje i potrawy. Senior po dotarciu do drzewa klęka przed nim, ofiarowuje świeżo zaparzoną herbatę, a także poczęstunek, zapala świece i recytuje buddyjskie sutry. Dopiero po zakończeniu ceremonii może wejść na drzewo i zbierać liście. 
Ponoć Blangowie wierzą, że w Drzewie Ducha Herbaty jest miejsce i dla człowieka, i dla bóstwa. Dlatego trzeba zarówno dziękować Przodkowi, jak i błagać Ducha o błogosławieństwo i dobre zbiory. Mało tego: zobaczcie, jak pięknie Blangowie inkorporowali buddyzm, tak chętnie wyznawany w tych rejonach, w swe animistyczne wierzenia (Blangowie z innych rejonów równie chętnie inkorporowali chrześcijaństwo). Modlą się do Ducha Herbaty - bo herbata to ich dusza; przenika wszystkie aspekty ich życia, od narodzin do śmierci, sferę sacrum i życie codzienne, wszystko! 
Oczywiście, ceremonia to nie tylko sutry, modły i ofiary. Po oddaniu czci i modlitwach zaczynają się tańce, hulanki i swawole do wtóru bębnów i śpiewów. Jeśli chcecie z daleka poobserwować te obchody, zapraszam do obejrzenia tej audycji - niestety, napisy tylko po chińsku. Tutaj za to artykuł o Górze Jingmai w anglojęzycznym National Geographic z rewelacyjnymi zdjęciami m.in. zrobionymi właśnie w trakcie ceremonii.
Ech, szkoda, że nie mogę tam być! Może kiedyś się uda...