Na następny na liście Dom Spotkań w Huize ostrzyłam sobie zęby i oczy mi się świeciły: przecież jiangnańske budowle, a przede wszystkim ogrody, cieszą się wielką sławą! Jiangnańskie czyli z regionu geograficzno-kulturowego Jiangnan we wschodnich Chinach, obejmującego tereny na południe od dolnego biegu Jangcy, ze szczególnym uwzględnieniem jej delty. Najważniejsze miasta regionu to Szanghaj, Hangzhou i Suzhou - a ich architektura i ogrody to absolutne majstersztyki.
Wiedziałam wprawdzie, że z przepysznego, ogromnego Domu Spotkań wybudowanego w latach 1723-1735 niewiele zostało, ale mnie cieszą nawet drobiazgi. No a tu przeczytałam, że przetrwały Pawilon Lüzu 吕祖阁 i kaplica Guanyin, nazywana poetycko Pawilonem Białej Szaty - czczona tu wersja Guanyin odziana jest właśnie w białą szatę.
Budowę rozpoczęli (a później kontynuowali rozbudowę obiektu) rzemieślnicy i pracownicy miejscowej mennicy, przede wszystkim najważniejsi z nich - majstrowie piecowi 炉头匠. Początkowo Dom Spotkań był ogromny i obejmował wiele budynków. Jeśli się zastanawiacie, po co kilku majstrom tak wielki obiekt, służę: w szczytowym okresie (czyli za Qingów, gdy Huize było drugą co do wielkości mennicą w kraju) w tutejszej mennicy zatrudniano ponad 1500 majstrów i rzemieślników.
Niestety, w latach '70 XX wieku uznano, że warto przez środek kompleksu poprowadzić ulicę, a to, co stanie jej na drodze - zniszczyć. Zmieciono z powierzchni ziemi Pawilon Doumu, kompleks świątynny dla Zhuge Lianga i inne zespoły - wystarczy pomyśleć, że pierwotnie łączna powierzchnia obiektu sięgała powyżej dwóch hektarów - w porównaniu do 3000 metrów, które ocalały. Zresztą, nawet te nieliczne obiekty, które istnieją do dziś, bardzo ucierpiały. A przecież istniał tu ogród, o którym mawiano, że jest piękniejszy niż jiangnańskie oryginały!
Dobrze, że przetrwała nietypowa kaplica Guanyin, maleńka, uznawana za jeden z pięciu skarbów architektury Huize w dawnych czasach... I szkoda, że akurat w trakcie naszej wizyty była zamknięta na głucho. Nie lepiej poszło nam z drugim zachowanym obiektem, czyli pawilonem Lüzu - miejscem, w którym rzemieślnicy czcili Lü Dongbina - tego Nieśmiertelnego, który patronował rzemieślnikom związanym z metalurgią i kuźnictwem (zgodnie z legendą potrafił zamieniać kamienie w złoto). Brama była otwarta, więc próbowałam wejść, ale wnętrze zastawiono szczelnie rusztowaniami, bo akurat trwał remont, więc sala główna również była niedostępna.
Pozostało mi tylko wyobrażać sobie, że dawniej było to ważne miejsce spotkań lokalnej bohemy. Pewnie szukali łatwego zarobku u niemożebnie zamożnych przedstawicieli cechu złotników i metalurgów - ci byli tu częstymi gośćmi, bo modlili się do Lü Dongbina o pomyślność w interesach. Ba, trzynastego dnia czwartego miesiąca księżycowego odbywał się tu Jarmark Lüzu - właśnie po to, by uprosić Lü Dongbina o łaskawość.
Szkoda, że tym razem musieliśmy odpuścić sobie zwiedzanie. Mam nadzieję, że następnym razem bardziej się nam poszczęści. No i - że to będzie prawdziwa renowacja, a nie wyburzenie i postawienie od nowa...






