blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2022-09-24

wieści, wieści

W połowie września zaczął się całkiem nowy etap w moim życiu. Znalazłam pracę, która nie koliduje ani z opieką nad Tajfuniątkiem popołudniami i w weekendy, ani z badmintonem, w którego nadal gram trzy razy w tygodniu, za to zabrała mi wszystkie resztki wolnego czasu. Pieniądze się przydadzą, jak to z pieniędzmi bywa. A sama praca to opieka nad 2-3-letnimi maluszkami w żłobko-przedszkolu na tyle małym, że głowa nie pęka od hałasu. Na razie jest ok; zapomniałam już, jak to jest być bardzo zajętą, ale powoli wchodzę w ten tryb życia. Jakoś nagle zupełnie nie mam problemu z zasypianiem koło dziesiątej i spaniem spokojnie do rana; rzuciłam też kawę, bo nie mam na nią czasu ani możliwości cieszenia się nią. 

Na razie podpisałam umowę na niecały rok; później się zobaczy, czy będziemy z siebie nawzajem zadowoleni i czy nie pojawi się na horyzoncie coś jeszcze innego. Nie tęskniłam za pracą jako taką. Ale przyjemny szelest w kieszeni jest dość istotny, a poza tym zaspokajam tęsknotę za małym dzieckiem. A nawet za bandą małych dzieci. Niektóre z nich już mnie pokochały, więc jest nam razem coraz przyjemniej. Oby już tak zostało! Po pracy albo pędzę na badmintona, albo powoli pedałuję w stronę domu i przygotowuję się do Tajfuniątkowej polskiej szkoły. Mamy nauczanie zintegrowane plus angielski i musimy na to poświęcić codziennie koło godziny-półtorej, ale ja trochę więcej, ponieważ jeszcze trzeba podrukować karty pracy i tak dalej. Potem jeszcze szybka kolacja, jeśli zdążymy, to jeszcze film, basen czy rower. Obowiązkowo przed spaniem książka po polsku. Ogarnięcie rzeczy na drugi dzień - no i właściwie tyle. W przelocie zdążę jeszcze coś przeczytać, maznąć ścierką czy mopem, zebrać pranie, które zaczęło zalegać w stertach, skrobnąć do przyjaciół czy kilka słów na blog. Weekendy mają być przyjemnością, więc będziemy wymyślać coś na miarę naszych możliwości. 

Znów więc przyszedł czas na zaglądanie w blog z rzadka. Ech, cóż bym dała, żeby teraz wziąć w użytkowanie cały ten czas, który zmarnowałam we wczesnej młodości!

2022-09-23

Jesienny Tygrys 秋老虎

W ostatnią sobotę było wyjątkowo ciepło, ba, wręcz upalnie! Po wielu dniach deszczu, chłodu i ponad osiemdziesięcioprocentowej wilgotności powietrza nagle się wypogodziło, a temperatura sięgała 25 stopni w cieniu. Znów na wyścigi robię pranię, bo dobra passa trwa. Kiedy publicznie ucieszyłam się ze słoneczka i pogody jak należy (kiedyś się wreszcie ta przeklęta pora deszczowa MUSI skończyć!), ZB odparł: w tym roku Jesienny Tygrys przyszedł wyjątkowo późno. 

Jesienny Tygrys? Zastrzygłam uszami.

Otóż Jesiennym Tygrysem nazywają Chińczycy mniej więcej to, co my babim latem bądź złotą polską jesienią, czyli upalne dni po lecie. W zależności od regionu Chin Jesiennego Tygrysa wypatrywało się albo bezpośrednio po kanikule, albo po Początku Jesieni. Zgodnie z najpowszechniejszym bodaj wierzeniem, jeśli dzień Początku Jesieni 立秋 (między 7 a 9 sierpnia) był słoneczny, następnych 24 dni miało być bardzo gorących. Obecnie jednak (jak widać) Jesiennym Tygrysem nazywa się właściwie każdy jesienny upał. 

W południowych Chinach zjawienie się Jesiennego Tygrysa związane być może albo z sezonem tajfunów, albo z tym, że zimne wiatry z Północnego Wschodu są słabe. W Kungmingu, w którym tradycyjnie jesień to koniec pory deszczowej i początek pory suchej, wcześniejsze bądź późniejsze nadejście Jesiennego Tygrysa jest (całe szczęście!) prawie pewne. 

Jesienny Tygrysie, miej nas na uwadze, dobrze? Muszę przeprać letnie kołdry, a nie mogę tego zrobić, dopóki leje!...

2022-09-19

wróbel umarł z głodu 饿死雀

Z okazji uroczystej kolacji bardzo ładnie się ubrałam. Niech sobie mój mąż przypomni, że kocha mnie nie tylko za cudowny charakter, hue hue hue. Wyeksponowałam, co trzeba, a na widok męża przybrałam nawet odpowiednią pozę. No co, niech ma! Raz do roku mogę się poświęcić.

A jemu zaświeciły się oczy, ale powiedział, żebym może jednak zostawiła te pozy na później - w końcu w drugim pokoju jest Tajfuniątko. Po czym westchnął po kunmińsku: 饱死眼睛饿死雀: oczy obżarły się na śmierć, a wróbel umarł z głodu. Wróbel to kunmińska wersja tej części ciała, która i w Polsce jest ornitologiczna. Tak kunmińczycy mawiają, gdy można sobie tylko popatrzeć...

PS. Dzisiejszy wpis sponsorują cynowe gody.