2026-04-07

Rezydencja Li Xiushana 李秀山宅

Następnym ciekawym zabytkiem Bixi jest rezydencja Li Xiushana. Przyjrzyjcie się uważnie, jaka jest wielka! W ogóle nie ma porównania z zupełnie mimo wszystko zwykłym "jednopieczęciowym" siheyuanem rodziny Yu.
remont trwa. Miejmy nadzieję, że kiedyś będzie można wejść na następne piętro.
Kimże był ów Li, że tak cudownie sobie mieszkał? Otóż Li Xiushan był kapitanem tzw. oddziału tępiącego bandytyzm 剿匪大队长. Zwróćcie uwagę na pierwszy znak: 剿 jiǎo z charakterystycznym nożem 刂 oznacza anihilację, wytępienie, a w dawnych kronikach występował również w znaczeniu wojskowej wyprawy równoznacznej z rzezią. Sama idea oddziału szczytna - mieli pilnować, żeby bandyci się nie panoszyli, nie rabowali, nie napadali na bezbronne wioski ani tym bardziej na tak fajne, bogate miasteczka jak Bixi. Jednak, jak to bywa, lekarstwo okazało się gorsze od choroby. Li Xiushan z kompanami był zbójem jakich mało. W 1946 roku urządził przy wschodniej bramie miasta kasyno i czerpał z niego zyski, doprowadzając miejscową ludność do ruiny: wyprzedawali woły, konie, a nawet pola i ziemię. Jednak Li Xiushanowi mało było przejmowania okolicznych majątków. Postanowił wybudować kamienne mosty, by połączyć Bixi z Mojiangiem i, aby zdobyć na ten szczytny cel środki, zaczął od przechodzących karawan pobierać myto wysokości dziesięciu groszy od końskiego łba. Karawan było sporo, bo to przecież na trasie Szlaku Końsko-Herbacianego, więc zarobił niemało. Jednak nie musiał wydawać forsy na robociznę, bo chłopi pracowali za darmo, przymusowo oczywiście. Mosty wprawdzie nie powstały, ale za to Li zdołał wybudować dla siebie dwupiętrowy dom. Ależ go mieszkańcy nienawidzili i wyklinali - ale tylko po cichu. 
Do czasu. Latem tego samego roku nauczyciele z podstawówki w Bixi przy pomocy miejscowej młodzieży napisali kilka anonimowych wiadomości, które przykleili jak gazetę wieczorną na murze przy ośmiokątnej wieży w centrum Bixi. Parę miesięcy później w Dwutygodniku Mojiańskim ukazał się artykuł Trzej tyrani z Bixi, opowiadający o trzech panach Li, którzy byli w Bixi znani z mordów, szantażu, wymuszeń, nielegalnego hazardu i - co najgorsze - wykorzystywania stanowisk do prywatnych celów. Li Xiushan stwierdził, że autorem na pewno znów są nauczyciele, więc ich zaprosił na bankiet, obsypał stekiem wyzwisk i pobił dyrektora szkoły. Konflikt eskalował; coraz więcej osób mówiło głośno o przewinach Li, coraz wyżej postawieni dowiadywali się o jego bestialstwie i iście mafijnym sposobie życia - skarga i apel zostały złożone do władz powiatu, a jednocześnie pisemko o mówiącym wszystko tytule Dziesięć Zbrodni Li Xiushana trafiło do czterech głównych redakcji gazet w Kunmingu, stowarzyszeń, instytucji i grup nie tylko w stolicy prowincji, ale też wszystkich większych miast regionu. Reakcja Li Xiushana? Za radą krewnego wysłał opium i srebro do urzędu powiatowego, a następnie wyprawił parę wypasionych bankietów, zapraszając szefów wszystkich instytucji i grup oraz lokalną "artystokrację". W ich trakcie szczerzył oszczerstwa na temat ludności Bixi i prosił gości o "wymierzenie sprawiedliwości". 
Czy to mogło być skuteczne? Cóż. Kuomintangowski naczelnik powiatu bezpośrednio po otrzymaniu skarg deklarował surową rozprawę z Li. Jednak opium, srebro i bankiety zmieniły jego postawę. Niedługo zwołał spotkanie mediacyjne i po wysłuchaniu obu stron sporu zadecydował, że za pobicie, kasyno i resztę przestępstw, na które było za dużo świadków, Li musi zapłacić grzywnę; powinien również ukończyć budowę mostów. Jednak wymuszanie, morderstwa, nielegalna wycinka drzew itd. są nie do udowodnienia, więc Li nie będzie za nie sądzony. Obłaskawieni przez Li urzędnicy i wykształciuchy chwalili werdykt, choć poszkodowani protestowali. Naczelnik powiatu nakazał podpisanie ugody i tak się to skończyło. Po tej skardze niektórzy nauczyciele i część młodzieży osobiście przekonali się, że urzędnicy rządu Kuomintangu są powszechnie skorumpowani. Dla pieniędzy gotowi byli porzucić wszelką sprawiedliwość i prawo. 
W tym momencie kończy się normalna historia jakich wiele o lokalnym tyranie i walce z niesprawiedliwością, a zaczyna laurka dla Sami-Wiecie-Kogo, jak to pomogli zjednoczyć mieszkańców i walczyć z nieprawością. Bo, jak wiadomo, nieprawość to urzędnicy Kuomintangu, li i jedynie. Po pokonaniu Li jego rezydencja została zmieniona w coś w rodzaju muzeum pokazujące walkę o sprawiedliwość społeczną itd. My jednak zwiedzaliśmy dla samej przyjemności zobaczenia, jak mieszkali sto lat temu w Bixi naprawdę bogaci ludzie.

2026-04-05

zielony knedel 青团

Dziś chińskie Święto Zmarłych, czyli Święto Czyste i Jasne, a oprócz tego początek kolejnej z naszych 24 pór roku. Z tej okazji chciałam Wam przedstawić przekąskę (a jakże, Chińczycy przecież zawsze świętują brzuchami), która jest popularna właśnie dziś i przez najbliższe dwa-trzy tygodnie (choć oczywiście obecnie można ją dostać również poza sezonem):
青糰/青团 Qīngtuán czyli dosłownie zielona klucha to coś w rodzaju gotowanego na parze knedla ryżowego wywodzącego się z Południowych Chin (Jiangnan), acz popularnego w całych Chinach. Jest zrobiony z ryżu kleistego barwionego bylicą chińską bądź jęczmieniem płonnym. Dziś knedle, które można kupić poza sezonem, mają ciasto barwione matchą, szpinakiem, liśćmi trukwy itp. Nadzienie tradycyjnie powinno być zrobione ze słodkiej pasty z czerwonej lub czarnej fasoli, jednak qingtuany dostępne komercyjnie mogą mieć nadzienia bardzo różne - ostatnio trafiłam na takie z durianem, a także z suszonym słodkim mięsem rousong oraz kiszonym kaczym jajem - słone nadzienia są mniej popularne od słodkich, ale się zdarzają. Oczywiście, mało kto bawi się w samodzielne przygotowanie tej przekąski, zazwyczaj się ją po prostu kupuje na targu, w sklepie bądź od komiwojażerów. Tradycja spożywania qingtuanów podczas naszego święta najprawdopodobniej wzięła się z przedstawionego już kiedyś przeze mnie Święta Zimnego Jedzenia. Ponieważ nie wolno było wówczas rozpalać ognia, to właśnie przekąski w stylu naszych knedelków miały największe wzięcie, ponieważ dało się je przyrządzić z wyprzedzeniem. 
Szczerze mówiąc, nie jestem wielką fanką tej przekąski, ale gdy zaczyna się pojawiać na targu, Tajfuniątko nie potrafi przejść obok nich obojętnie, w związku z czym zdarza mi się uszczknąć kąsek czy dwa.

2026-04-02

Jak Smokoń zniebazstąpił i zostawił odcisk kopyta

Dawno, dawno temu, w pewne skwarne popłudnie, na niebie pojawił się niezwykły znak - purpurowa błyskawica, gruba jak studzienna cembrowina, runęła na ziemię, uderzając w podwórze za domem starego Zhao w górskiej wiosce Bugan. Gdy opadł kurz, oczom wszystkich ukazało się coś przedziwnego: zwinięty w kłębek biały stwór o smoczym łbie i końskim ciele. Ponieważ nijak nie dało się go przepędzić, a krzywdy nikomu nie czynił, dali mu spokój i nadali mało może oryginalne, jednak odpowiadające rzeczywistości imię Smokoń 龙马. Prowadził nocny tryb życia - po zmierzchu wychodził na żer, a całe dnie spał. Wkrótce jednak wieśniakom przestała się podobać jego obecność - pożerał całe połacie dojrzewającego ryżu; postanowiono się go pozbyć. Pewnego dnia, gdy Smokoń pogrążony był w głębokim śnie, związano go linami i zaniesiono pod stare drzewo, by żarłoka złożyć w ofierze. Już go miano zabić, gdy się obudził i zarżał przenikliwie. Po chwili na niebie znów rozbłysły purpurowe światła, takie same, jak podczas jego zejścia na ziemię. Ku największemu zdumieniu wieśniaków, nagle ukazał się wojownik schodzący z nieba po obłokach jak po schodach. W dłoni dzierżył lśniącą srebrną włócznię, odziany był w białą zbroję i takiż hełm. Zszedłszy zawołał w głos: Nie ważcie się skrzywdzić mego ukochanego rumaka! Machnął srebrną włócznią i liny prysły, jakby ich nigdy nie było. Smokoń zerwał się na równe nogi, a wojownik go dosiadł. Zanim oszołomieni wieśniacy zdążyli zareagować, Smokoń z rycerzem na grzbiecie wskoczył na wielki głaz przy górskim zboczu i z głośnym rżeniem jednym susem wskoczył na purpurowe obłoki; wraz z nimi zniknęły purpurowe światła. Gdy przerażeni wieśniacy podbiegli do głazu, okazało się, że widnieje na nim ogromny odcisk kopyta. 

Wiosek o nazwie Bugan jest w Yunnanie sporo, tym razem chodzi o tę tuż przy Mojiangu. Trochę zdziwiło mnie to, że legenda została poniekąd połączona z kanononem wierzeń Hanów, ponieważ tubylcy zrównali swego Smokonia i jego rycerza z nikim innym a Zhao Yunem, czyli legendarnym generałem z Okresu Trzech Królestw, który później został ubóstwiony i zdarza mu się pojawiać w charakterze jednego z Bóstw Drzwi, i jego rumakiem 白龍駒 czyli dosłownie "Białym Smoczym Rumakiem". Może to przez połączenie z chmurami? Imię naszego rycerza to właśnie Chmura. A może przez skojarzenie nazwiska bohatera z nazwiskiem starego wieśniaka, na którego podwórzu wylądował Smokoń? Z drugiej strony, nikt go nie pokojarzył z innym Smokoniem, znanym z Wędrówki na Zachód. Tyle pytań, żadnych odpowiedzi...