2026-09-23

石屏会馆 Dom Spotkań Zrzeszenia Shipińczyków

Zacząć trzeba od tego, że Chińczycy najbardziej znani są z tego, że trzymają ze swoimi. Widzę to na przykład u moich studentów, którzy bardzo szybko po przybyciu na uniwersytet nawiązują znajomość z innymi studentami z tego samego miasta bądź regionu i to właśnie z nimi tworzą najbardziej zażyłe więzi. Nie inaczej jest z Chińczykami za granicą - w Krakowie dongbejczycy trzymali się razem, a południowcy z dala od nich. To nie jest kwestia czasów współczesnych: od wieków chińscy imigranci w różnych krajach tworzyli społeczności oparte na pochodzeniu i języku. Jesteśmy z tego samego skrawka ziemi? Wspierajmy się! 
Temu właśnie służyły kongsi, po XIX wieku zwane huiguanami. Tu małe sprostowanie: 會館 [会馆] huìguǎn - dosłownie: budynek spotkań. Na angielski tłumaczony jest jednak często jako "siedziba cechu" (guild hall). Warto pamiętać, że choć owszem, budynki te miały szczególne znaczenie dla biznesu, jednak zazwyczaj najważniejsza w nich była przynależność do miasta czy prowincji. Na takiej samej zasadzie warto pamiętać, że drugie ze słów używanych dla tych miejsc, kongsi 公司 gōngsī, też ma wiele znaczeń: firma, ale też organizacja społeczna, spółka... Tu jednak będziemy go używać w znaczeniu najpopularniejszym między chińskimi imigrantami, dla których kongsi to było połączenie organizacji klanowej, zrzeszającej członków o wspólnym pochodzeniu z klubem dla ludzi pochodzących z tej samej prowincji. Działały przede wszystkim w krajach Azji Południowo-Wschodniej; to tu imigranci znajdowali oparcie, to te organizaje pomagały im stanąć na własnych nogach i poczuć się u siebie. Przecież nie znali lokalnego języka, miejscowa ludność wcale nie musiała przyjmować ich z otwartymi ramionami, a jeśli komuś podpadli, to tu znajdowali wsparcie. 
Można o tym poczytać więcej choćby w anglojęzycznej wikipedii, a ja tymczasem mam dla Was ciekawostkę: takie same miejsca, huiguany, przynajmniej od Mingów istniały również wewnątrz Chin i pełniły te same funkcje! Wyobraźmy sobie Chińczyka z Kantonu przybywającego do takiego Syczuanu. Nie zna języka, jedzenie pali go żywym ogniem, inny jest tryb życia, zwyczaje - wszystko. Dokąd idzie po wsparcie i zrozumienie? Do budynku spotkań kantończyków. Tam wszyscy mówią w zrozumiałym języku i można się załapać na normalny posiłek. Na przełomie XIX i XX wieku takich budynków było mnóstwo w każdym większym mieście. Albo nawet nie w większym, a po prostu na szlaku handlowym interesującym dla ludzi z innych prowincji. Albo nawet dla ludzi z tej samej prowincji ale z innego miasta. W domach takich można się było zatrzymać (były tu pokoje gościnne), a także organizować spotkania biznesowe i urządzać ceremonie religijne, a co większe z nich posiadały nawet sceny teatralne. W takich domach w Pekinie pomieszkiwali swego czasu Kang Youwei i Lu Xun, a i Sun Jat-senowi zdarzało się je odwiedzać. 

W Kunmingu zachował się tylko jeden taki budynek; niestety, nie pełni już swej funkcji. Jest to właśnie wspomniany w tytule Dom Spotkań Zrzeszenia Shipińczyków. Tak, tak. Zakurzone i rzadko dziś odwiedzane miasteczko Shiping tętniło kiedyś życiem i było na tyle ważne i bogate, by postawić w centrum Kunmingu swój Dom Spotkań! Dom Spotkań Shiping został zbudowany za cesarza Qianlonga, czyli ponad dwieście lat temu. Miewał swe wzloty i upadki - wiadomo, że w 1921 pochodzący właśnie z Shiping Yuan Jiagu kierował rekonstrukcją budynku, który miał służyć jako zakwaterowanie dla żaków z Shiping przybyłych tu w celach edukacyjnych, ale także jako gospoda dla podróżnych i kupców oraz miejsce zebrań handlowych. To właśnie shipińscy kupcy i studenci wystąpili z tą inicjatywą i w całym mieście zbierali datki oraz jedzenie. Wiemy stąd po pierwsze, że faktycznie potrafili współpracować, a po drugie, że już przynajmniej raz Dom Spotkań podupadł (skoro trzeba go było rekonstruować...). Swego czasu bywali tu rozmaici intelektualiści i - dziś powiedzielibyśmy - celebryci, od wspomnianego Yuan Jiagu po Lina Zexu - gubernatora generalnego Yunnanu. 
Po dziś dzień ten gliniano-drewniany, pięknie zdobiony budynek stoi dumnie przy ulicy Zhonghe tuż obok południowego brzegu Szmaragdowego Jeziora. Ze względu na znaczenie historyczne i wysoką wartość artystyczną Dom Spotkań Shiping został wpisany na pierwszą kunmińską listę zabytków. Zajmuje powierzchnię 1660 m², składa się z trzech dziedzińców i czterech wewnętrznych patio, ma dwie kondygnacje i obecnie znajduje się w nim... restauracja, siląca się na reprezentowanie tradycyjnej kuchni yunnańskiej.
Niestety, dania wyglądają lepiej niż smakują. Mam duże wewnętrzne opory przed przyprowadzaniem tu gości, bo z jednej strony - piękny budynek, ciekawa historia i świetny, bardzo chiński klimat, ale z drugiej strony - skoro już wiem, że jedzenie niedobre, to dlaczego miałabym im przysparzać klientów?...

2026-09-21

chiński brokuł z miłorzębem 芥蓝炒白果

Jesień w pełni, więc Miłorzębowa Aleja na Uniwersytecie Yunnańskim pięknieje z dnia na dzień... a także niemożebnie capi, bo spadają nasiona miłorzębu, zwane po chińsku "białymi owocami" 白果. Może i śmierdzą kwasem masłowym, ale w Chinach cieszą się dobrą sławą - od wieków uważa się, że pomagają seniorom w zachowaniu władz umysłowych. Mam na stanie seniora, więc czasem używamy tych nasion w celach kulinarnych. 

Składniki
  • chiński brokuł (gai lan
  • nasiona miłorzębu bez skorupki i bez gorzkich zarodków 
  • imbir 
  • czosnek 
  • sól, olej, cukier, alkohol 
Wykonanie
  1. Przygotowane nasiona miłorzębu zblanszować we wrzątku jedną-dwie minuty, a potem odcedzić i odstawić.
  2. Liście brokułu umyć i pokroić w kawałki łatwe do uchwycenia pałeczkami. Grube łodygi można pokroić drobniej. Tak przygotowany gai lan również zblanszować minutę, a po odcedzeniu przelać zimną wodą dla zachowania soczystego koloru. 
  3. W woku rozgrzać tłuszcz, wrzucić parę plasterków imbiru i dwa ząbki posiekanego czosnku, smażyć aż zapachnie. 
  4. Dorzucić nasiona i liście; smażyć w ruchu parę minut z dodatkiem soli, cukru i odrobiny alkoholu. Gotowe!

2026-09-19

jak cytra z lutnią 琴瑟

Kiedy ostatnio szukałam informacji o flądrze i przypadkiem dowiedziałam się, że ryby te wraz z mitycznym ptactwem symbolizują kochającą się parę, niejako przy okazji poznałam określenie, które znacznie bardziej mi pasuje, przede wszystkim dlatego, że da się idealnie przetłumaczyć na polski. W końcu u nas też się mówi o harmonijnych małżeństwach. Przed Państwem: bǎi nián qín sè 百年琴瑟 – „przez sto lat jak cytra i lutnia”. 百年 bǎinián oczywiście nie musi oznaczać faktycznie stu lat; to synonim "całego życia". Z kolei 琴瑟 qínsè to dwa instrumenty strunowe, które uważane były za najbardziej harmonijny duet. I właśnie dlatego harmonia małżeńska również jest opisywana tymi dwoma słowami. Posłuchajmy więc sobie, czy faktycznie instrumenty te są aż tak zgodne. Przed Wami Poemat o jesiennym wietrze:
   
To wykonanie jest o tyle niezwykłe, że faktycznie znajduje się przed nami duet będący małżeństwem i najwyraźniej udatnie współpracujący na scenie. Na pewno rozpoznaliście instrument zwany 琴 - jest to oczywiście najsłynniejszy chiński instrument służący rozrywce intelektualnej, dziś zwany guqinem. Zdarza mi się go słuchać, zwłaszcza gdy potrzebuję wyciszenia, ostatnio najchętniej w wykonaniu Łuny... Znaczy, artystki o dźwięcznym mianie Wu Na. Jednak przy całej mojej muzykologicznej przeszłości nie potrafiłam sobie przypomnieć, czym jest se. 
Se 瑟 lub guse 古瑟 czyli dosłownie starożytny se to coś w rodzaju chińskiej antycznej cytry. Na przestrzeni wieków zmieniał się jej rozmiar i konstrukcja, jednak zazwyczaj miała 25-50 strun z ruchomymi progami i skalą nawet do pięciu oktaw. Razem z guqinem tworzyła parę najważniejszych instrumentów, jednak w przeciwieństwie do tego drugiego stopniowo wyszła z użycia. Już na przełomie XIII/XIV wieku występowała coraz rzadziej, stopniowo wypierana przez podobny a bardziej nowoczesny zheng. Dziś wprawdzie czynione są próby przywrócenia se chińskiej muzyce, jednak są one tak rzadkie, że nawet taka fanka dawnej muzyki chińskiej jak ja nieczęsto ma okazję się z tym instrumentem zetknąć; budowane współcześnie instrumenty przypominają guzheng, a artyści na nich grający pożyczają również guzhengową technikę. Tak to przeminęła chwała instrumentu, który ponoć został stworzony przez samego Fuxi, tego samego boga, który poskromił zwierzęta (ciekawe, czy grał im właśnie na se). Niektórzy wierzą, że tradycyjny znak muzyki 樂 zawiera jedwab 絲 i drewno 木 właśnie dlatego, że reprezentują se. Jeden ze starych se został znaleziony w słynnym grobowcu Markiza Yi, razem z dzwonami, bębnami i guqinem. 
Przetrwało niewiele zabytków literatury muzycznej na se; większość z nich znajduje się w tabulaturach na guqin, bo se był traktowany jak instrument akompaniujący. Co ciekawe, sam instrument i trochę literatury przetrwało w krajach ościennych w muzyce rytualnej (w Korei i Wietnamie). 
Znalazłam jeszcze jeden duet na guqin i guse:
   
W trakcie słuchania przyswójmy sobie jeszcze kilka słów cytrowo-lutniowych: 
  • 琴瑟和鳴 [琴瑟和鸣] qínsèhémíng - w idealnej harmonii. Dosł. qin i se harmonijnie brzmią 
  • 瑟瑟 sèsè - szeleszczący, drżący 
  • 瑟瑟發抖 [瑟瑟发抖] sèsèfādǒu - drżeć, trząść się 
  • 蕭瑟 [萧瑟] xiāosè - szumieć na wietrze. Dosł. bambusowy flet i se (najwidoczniej było to bardzo szelestliwe połączenie instrumentów) 
  • 琴瑟不調 [琴瑟不调] qínsèbùtiáo - fałszować, ale też niezgoda w małżeństwie. Dosł. qin i se nie w tonacji
PS. Dzisiejszą notkę sponsoruje rocznica z kości słoniowej. Oby nasza lutnia zawsze była zestrojona z cytrą!