2026-07-09

静坐听雨 Siedźcie cicho, słuchajcie deszczu

Pisałam kiedyś dla Was o filmie Forever Young, opisującym powstanie Południowo-Zachodniego Połączonego Uniwersytetu 西南联大. Pojawia się tam scena, jak to nauczający w mocno polowych warunkach wykładowca raz po raz dopytuje, czy aby studenci go słyszą wyraźnie, ale okazuje się, że nie bardzo. Nic dziwnego - trwała pora deszczowa i lało jak z cebra, co skutecznie zagłuszało słowa wykładowcy. W związku z czym napisał on na tablicy cztery słowa: 静坐听雨. Siedźcie cicho, słuchajcie deszczu.
  
(Scena pojawia się w pierwszych pięciu minutach powyższego fragmentu filmu) 

Bardzo mnie ta scena wzruszyła; przede wszystkim dlatego, że jest oparta na faktach. Te słynne cztery znaki, pokazujące studentom, że okoliczności okolicznościami, a umiejętność zachowania spokoju i dostrzeżenia tego, co ważne tkwi w nas - bez względu na zgiełk i chaos - te właśnie cztery znaki zostały napisane przez Chen Daisuna 陈岱孙, jednego z najsłynniejszych chińskich ekonomistów i wielkiego erudytę.
Urodzony w 1900 roku Chen Daisun pochodził z Fujian, z rodziny o bogatych tradycjach intelektualnych - już jego dziadek wraz z braćmi pozdawali egzaminy państwowe najwyższego stopnia (jinshi). On sam mając lat piętnaście dostał się do prowadzonej przez metodystów szkoły średniej, a trzy lata później został przyjęty do Akademii Qinghua. W 1920 roku dostał stypendium na studia w Stanach Zjednoczonych, gdzie kolejno uzyskał tytuł licencjata, a potem magistra literatury i doktorat z filozofii na Uniwersytecie Harvarda. W 1927 roku wrócił do Chin, by objąć kierownictwo Katedry Ekonomii na Uniwesytecie Qinghua. I właśnie jako profesor ekonomii przybył do Kunmingu nauczać na Południowo-Zachodnim Połączonym Uniwersytecie. 
Wykład połączony z przymusowym słuchaniem deszczu przeszedł do historii i zawsze wydawał mi się szalenie inspirujący. Uwielbiam pokazaną tu postawę wobec życia. Nie chodzi tylko o akceptację tego, czego nie można zmienić, nauczenie się przeżywania nieuniknionych trudności w sposób, który jest twórczy i czegoś nas uczy. Nie chodzi nawet o spokój w środku chaosu i umiejętność zachowania porządku w głowie mimo zgiełku na zewnątrz - choć to buddyjsko-taoistyczne podejście jest mi z wielu względów bliskie (zwłaszcza odkąd mam przy sobie Tajfuniątko). Nie chodzi nawet o równie mi miłą uważność, nie oceniającą, a obserwującą, tak podobną medytacji. Choć całe to wyciszenie i postawa ogólna są oczywiście warte zadumy i naśladowania, ja patrzę na całą tę sytuację z punktu widzenia wykładowczyni i nauczycielki. Kim chcę być? Nauczycielką pilnującą gramatyki i wymowy, przekazującą wiedzę, a potem otrzepującą ręce z kredy i - finito? Czy kimś, kto poza wiedzą może przekazać coś więcej: postawę, uważność i elastyczność w reagowaniu na zmiany? Trudności i niedogodności nie muszą być przeszkodą, mogą być studium przypadku i nauką na przyszłość. Czasem to, co najważniejsze, kryje się w ciszy, podczas przerwy, gdy dajemy czas sobie i innym. Czasem najlepszym nauczycielem jest deszcz, szum, fala, chmura i skrzypienie bambusów. Mogą być tłem, a mogą być motywem przewodnim, jak wszystkie inne piękne i dobre rzeczy i sprawy - muzyka, przyjaźń, miłość... 
Parę tygodni temu do Kunmingu wróciła pora deszczowa z burzami i przemakaniem w pięć minut do suchej nitki. I podczas jednej lekcji, gdy okna były otwarte, a chwilę przed dzwonkiem lunęło jak z cebra, udało mi się skończyć lekcję przed czasem, spojrzeć na studentów i poprosić ich, by odłożyli wszystko i po prostu posłuchali deszczu. Jeśli nawet zapomną wszystkie słówka i czasy, chciałabym, żeby zapamiętali tę właśnie chwilę.

2026-07-07

出水莲 Lotos wyłaniający się z wody

Lotos wyłaniający się z wody to stary (sprzed co najmniej tysiąca lat) utwór z regionu Zhongzhou w środkowych Chinach. W okresie dynastii Song i Yuan został przeniesiony na południe przez lud Hakka. Połączył mocny styl północy z delikatnym pięknem południa. Stał się słynnym utworem w muzyce hakka na guzheng i należy do klasycznego repertuaru guzhengowego. Co ciekawe, jego pierwszy zapis nutowy datowany jest dopiero na 1933 rok! Wcześniej przekazywany był z mistrza na ucznia. Oczywiście, mały diabełek podpowiada mi, że w związku z tym obecna wersja może mocno się różnić od tej sprzed tysiąca lat... Co zresztą znajduje dziś odwzorowanie w co najmniej kilku różnych wersjach na guzheng, różniących się m.in. tempem i ozdobnikami. 
Muzyka rozwija się tu stopniowo, warstwa po warstwie, kojąc duszę. Początek jest delikatny i lekki; dźwięki są powolne i rzadkie, jak poranna mgła nad stawem, z pączkami lotosu nieśmiało wychylającymi się z wody. Część środkowa jest cieplejsza i głębsza; dźwięki są giętkie i przeciągłe. Przed oczyma stają kłącza lotosu, mocno ukorzenione w błocku. Zakończenie powoli cichnie; jest delikatne, ale wciąż niesie z sobą czystego ducha, prawość, siłę i wierność sobie. Wysłuchawszy tego utworu lepiej rozumiemy, dlaczego w chińskiej kulturze lotos symbolizuje prawego człowieka o czystym sercu. Pamiętacie jeszcze, jak opowiadałam Wam o 留白, pozostawianiu bieli, by kontrapunktowała treść? Lotos... wydaje mi się być doskonałym przykładem muzycznej interpretacji tego założenia estetycznego. W prawej ręce lekkość i prostota, dźwięki czyste i jasne, jak zmarszczki na wodzie lub wiatr muskający liście lotosu. W ręce lewej - powolne wibrato i delikatny nacisk; miękkość, ucieczka przed czasem. Nigdzie nie znajdziecie tu ostrości czy hałasu, a tylko - cichą siłę. Przejawia się to i w rytmie, równym i spokojnym jak bicie serca i w kojącej melodii bez wielkich skoków i zaskoczeń. Słuchanie Lotosu... jest jak terapia w tym zabieganym, chaotycznym, stresującym świecie.  
Utwór ten należy do dziesięciu najsłynniejszych utworów na guzheng w Chinach. Ciekawostka: znane są również wersje na pipę,
   
gitarę, a nawet chińską orkiestrę,
   
a także np. duet guzhengu i yehu 椰胡 (kokosowe erhu),
   
czy też na chiński zespół kameralny (zwróćcie uwagę na sposób wykorzystania erhu!)
 
W tej chwili jestem tak w tym utworze zakochana, że uspokaja mnie już pierwsza fraza...

2026-07-05

Park Kultury i Sztuki Szmaragdowego Koguta 碧鸡文化艺术园区

Dwa tygodnie temu miałam przyjemność uczestniczyć w koncerto-pogadance muzycznej prezentującej kilka bardzo znanych utworów na guzheng wraz z dość szczegółowymi objaśnieniami dotyczącymi poszczególnych utworów i technik wykorzystanych do stworzenia w nich niezwykłego klimatu. Co więcej, uczestniczyłam nie tylko jako słuchaczka, ale i jako tłumaczka na angielski, przy czym w trakcie koncertu i pogadanki okazało się, że mimo drobiazgowego przygotowania, będę musiała pójść na żywioł i tłumaczyć chińską dyskusję improwizując. Nie będę ukrywać: nie było to najlepsze tłumaczenie w moim życiu, głównie ze względu na to, że techniki guzhengowe nigdy nie znalazły się w centrum moich zainteresowań. Jednak z drugiej strony, zdarzały mi się i tłumaczenia gorsze, głównie w czasach, w których podstawowym używanym przeze mnie chińskim słowem było 东西 (coś). Dziś wrzucam parę fotek; jeśli chodzi o nagrania, to może kiedyś?
Chen Xingyan 陈星言
Koncert był związany tematycznie z lotosami.
Na pewno podzielę się samymi utworami w innych wykonaniach; bardzo mi się spodobały, a poza tym pozwoliły mi znów wrócić do słuchania guzhengu. Na co dzień robię to rzadko, bo ZB nie przepada ani za guzhengiem, ani za guqinem. Z miliarda Chińczyków musiał mi się trafić taki, który lubi tylko jeden rodzaj herbaty, zamiast taichi uprawia badminton, a w dodatku gardząc tradycyjną chińską muzyką woli saksofon... Wracając do koncertu: odbył się on w studiu Huang Shan, mojej muzycznej koleżanki i sąsiadki przy okazji. Znajduje się ono w Parku Kultury i Sztuki Szmaragdowego Koguta tuż przy Zachodnich Górach (dokładny adres: 昆明西山碧鸡文化艺术园区D-11弦外Space). Nazwa studia jest dwujęzyczna: 弦外Space - dosłownie: przestrzeń poza strunami. Struny oczywiście bo Huang Shan gra na erhu, a przestrzeń, bo poza koncertami odbywają się tam rozmaite warsztaty, wernisaże, performance, a także degustacje kuchni na styku kultur.
Nazwa ta jest szalenie ciekawa również ze względu na sformułowanie 弦外之音 xiánwàizhīyīn, dosłownie: dźwięk poza strunami. Idiom ten oznacza coś, co tkwi między wierszami, niedopowiedzenie, podtekst, aluzję, wydźwięk, nutkę, posmak, wszystkie nieoczywiste implikacje. Nieoczywistość i niedosłowność przestrzeni, która służy wymianie myśli, cieszeniu się sztuką i obcowaniu z pięknem w niewielkim gronie - to wszystko kryje się w tej nazwie. 
Sam Park Kultury i Sztuki to przestrzeń otwarta w 2014 roku jako "inkubator artystyczny". Składa się z około dziewięćdziesięciu pracowni o najrozmaitszym profilu: od galerii i przestrzeni warsztatowych po restauracje i kafejki. Jest tu nawet piekarnia z chlebem z prawdziwego pieca! Czynsze są niewielkie, bo przestrzeń ta znajduje się tak daleko za miastem, że dotrą tu tylko ci, którzy wiedzą, po co przyjeżdżają. Tak jak my. 
Pierwszy raz pojechałam tam z Tajfuniątkiem trochę ponad rok temu: na zwiedzanie, lunch i wycieczkę po górach.
Od tej pory zdarza mi się tam wracać - głównie na koncerty, projekcje filmów dokumentalnych itp. organizowane przez Huang Shan. Gdybyście mieli ochotę na nietypowe zwiedzanie Kunmingu - warto tam zajrzeć. 
A teraz mam dla Was świetną wiadomość: tutaj możecie i Wy pospacerować po tej niezwykłej przestrzeni.