2026-03-21

purpurowa herbata 紫娟茶

Skoro już jesteśmy przy herbacie (a jakoś ostatnio znów mam na nią trochę czasu), z okazji Międzynarodowego Dnia Kolorów przypomniałam sobie o herbacie, która niby jest zielona, ale przy okazji jest też purpurowa. Kiedyś miałam okazję jej spróbować w czasie warsztatów herbacianych, które prowadziłam dla Instytutu Konfucjusza w Krakowie. Jedna z kursantek poczęstowała mnie nią, zaparzyłyśmy ją wspólnie i zastanawiałyśmy się, co to w końcu za herbata.

Nie znałam jej wówczas; dopiero wiele lat później spotkałam się z nią po raz kolejny i przy okazji mogłam się dowiedzieć, co to za dziwo. 
W 1985 roku pracownicy Instytutu Badań nad Herbatą w Yunnanie (云南省茶叶科学研究所) na ogromnej plantacji (ponad 13 hektarów) obejmującej ponad 600 tysięcy wielkolistnych krzewów herbacianych, odkryli jedno drzewko, którego pąki listków, liście i łodyżki były purpurowe. Z pozyskanych świeżych liści wyprodukowano zieloną herbatę. Susz miał barwę purpurową, a napar też połyskiwał tym kolorem. Herbata pięknie pachniała, miała głęboki smak. Postanowiono nadać jej nazwę 紫娟茶, co dosłownie oznacza Purpurową Piękność-Pełną-Gracji Herbatę. Od tego czasu coraz więcej plantacji szuka drzewek z błędem genetycznym, który nadaje herbacie tak piękną barwę i je hołubi; obecnie znane są herbaty tego typu z Xishuangbanna, Honghe, Baosha i innych części Yunnanu.
Oczywiście zaczęto badać, skąd ta barwa. Odkryto w liściach nie tylko podejrzewaną przeze mnie cyjanidynę, często odpowiedzialną za fiolety i czerwienie w roślinach, ale również pelargonidynę (tę od truskawek), delfinidynę (tę od bakłażanów i granatów),  peonidynę (tę od peonii, ale też od fioletowych batatów), malwidynę (tę ze skórek winogron i borówek) itd. Oczywiście, barwa liści się zmienia - na początku roku jest czerwonawa, by od maja do października czarować głęboką purpurą, a w zimie stracić powab i prezentować mdły fiolet. Ale to tylko nowe pędy, ponieważ stare, ponadroczne liście wracają do barwy ciemnozielonej. Z tego też względu, nie mogąc ogołocić krzewu ze wszystkich liści, po roku zaczynamy mieć dwubarwne krzewy herbaciane. Są tak piękne, że niektórzy sadzą je nie w celach zarobkowych (choć herbaty fioletowe, jako bardzo rzadkie, są drogie), a po prostu z przyczyn estetycznych.
Smakowo była czymś między zieloną a surowym pu'erem; można ją było parzyć 5-7 razy. Na powyższych zdjęciach nie widać pięknej purpury liści, zapewne dlatego, że do Polski nie trafiają te najlepsze. Jeśli jednak będziecie kiedyś w Yunnanie i zwróci Waszą uwagę purpurowy susz, wiedzcie, że trafiliście na coś wyjątkowego: nowy rodzaj herbaty, młodszej ode mnie, zaledwie czterdziestoletniej. Warto spróbować. Ja przypomniałam sobie o niej niedawno; dostałam paczuszkę prosto z ogródka mojej przyjaciółki, która mówi, że przypadkiem się okazało, że wśród nowo zakupionych krzewów był i taki z fioletowymi liśćmi, ale mają tylko jeden, więc nie produkują tej herbaty na większą skalę, a w ogóle to oni wolą pu'ery, ale ona pamięta, że ja lubię nowości, więc może bym chciała?... Chciałam. Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że moi herbaciani przyjaciele wolą pu'ery od takich cudeniek.

2026-03-19

须立贡茶 Cesarska herbata z Xuli

W Bixi można nabyć wiele lokalnych specjalności, głównie ziół i grzybów. Mnie jednak zawsze najbardziej interesuje herbata. Udało się nam trafić do herbaciarni, w której można było spróbować niezwykłego zaiste naparu: herbaty cesarskiej (czyli trybutowej) z Xuli. Zanim jednak o niej opowiem, kilka fotek z przepięknej herbaciarni, dzielącej patio z restauracją z lokalnym jedzeniem.
Nasza mistrzyni herbaciana to Hanijka z krwi i kości, biegła w sześciu hanijskich dialektach i skora do poszerzania horyzontów - tak gości, jak i swoich własnych.
W ramach przekąsek dostaliśmy doskonale wyprażony słonecznik i trochę kandyzowanych owoców, ale na pierwszym planie są pąki kwiatów herbaty, ususzone na prostą kwiatową "herbatkę". 

Jedną z pięciu słynnych gór herbacianych Mojiangu jest Stara Herbaciana Góra Cesarskiej Herbaty Xuli 须立贡茶古茶山*. Xuli za Qingów (dokładnie w 1795 roku) została herbatą trybutową, czyli tą, którą sam cesarz wybrał, by mu ją regularnie dostarczano - oczywiście, było to tym łatwiejsze, że miasteczko Bixi znajdowało się na trasie Szlaku Końsko-Herbacianego. Rośnie na wysokości 1400-1460 m.n.p.m., na naszym yunnańskim kwaśnym czerwonoziemie (gleby laterytowe bądź ferralitowe). W okolicy poza Xuli wytwarza się też w wiosce Ogród Warzywny 菜园村 wielkolistną herbatę zieloną, ale cesarska ma bogatszy aromat i jest słodsza.
Dwa słowa o trybutowych herbatach: to był sposób wodzów lokalnych plemion zwanych tusi na pokazanie lojalności względem cesarza, a przy okazji zapłacenie podatków; z drugiej strony nazywano tak również daniny od okolicznych królów, np. króla Birmy. Niektóre były oddawane jednorazowo w wielkiej ilości, inne musiały być dostarczane regularnie, co roku. Herbata z Xuli ponoć uchodziła za tak pyszną, że co roku trafiała do cesarskiego spichlerza na specjalne polecenie cesarza. Można ją parzyć i dziesięć, piętnaście razy - aromat pozostaje intensywny, a napar wydaje się słodki. 
Ponoć po dziś dzień tworzy się ją zaczynając od modlitwy do herbacianych bóstw ludu Hani; dopiero potem zrywa się odpowiednio - zawsze jeden pęd liścia herbacianego (芽) razem z dwoma-trzema liśćmi. Następnie zatrzymanie utleniania (杀青), kształtowanie z suszeniem (揉晒), traktowanie parą wodną (蒸), zgniatanie (压) i w ten sposób uzyskiwanie ostatecznego kształtu (成型). Smakowo i jeśli chodzi o właściwości, jest czymś pośrednim między herbatą zieloną a sypkim pu'erem. 
Spędziliśmy przemiłe popołudnie, popijając herbatę i słuchając opowieści naszej gospodyni o trudnych czasach, w których dorastała - do szkoły poszła jako ośmiolatka, bo wcześniej musiała pomagać w gospodarstwie; mandaryński znała tylko dzięki temu, że jeden z jej wujków ożenił się z Hanką. W szkole nie tylko nauczyła się mandaryńskiego i pisma, ale również... innych hanijskich dialektów, bo koleżanki i koledzy byli z różnych odłamów ludu Hani. Jako pierwsza dziewczynka w rodzinie trafiła do liceum - daleko, w mieście, musiała więc mieszkać w bursie. 
Piliśmy herbatę i skubaliśmy słonecznik, ciesząc się nie tylko pięknym dniem, ale również faktem, że nasze życie jest łatwiejsze od tego sprzed kilkudziesięciu lat, w herbacianych górach Yunnanu. 

*Pozostałe to Stara Góra Herbaciana Herbaty Cesarskiej Midi 迷帝贡茶古茶山, Stara Góra Herbaciana Tongguan 通关古茶山, Stara Góra Herbaciana Baliu 坝溜古茶山 oraz Stara Góra Herbaciana Bogatej Rodziny Jingxing 景星豪门古茶山.

2026-03-17

Stare Miasto Bixi 碧溪古镇

Głównym celem mojej wyprawy do Mojiangu było stare miasto o malowniczej nazwie Akwamarynowy Strumień 碧溪. Położone dziewięć kilometrów na północ od Mojiangu, zostało wybudowane w 1406 roku (nazywało się wówczas Bishuo 碧朔) i przez pierwsze 127 lat to właśnie ono pełniło funkcję siedziby władz okręgu nazywającego się wówczas Gongshun 恭顺州. Swego czasu był to jeden z ważnych przystanków na Szlaku Końsko-Herbacianym. Ponieważ już w szesnastym wieku centrum zaczęło się przesuwać w stronę obecnego miasta powiatowego (wówczas zwanego Talang 他郎寨, a dziś po prostu miastem powiatowym Mojiang 墨江县城) z czasem Bixi straciło na znaczeniu. Być może właśnie dzięki temu udało się tu ocalić kilka mingowsko-qingowskich uliczek i ponad 20 siheyuanów w starym stylu plus ośmiokątną pagodę. Siheyuany, w tym domostwo rodziny Yu, o którym jeszcze opowiem, stanowią ciekawe połączenie architektury chińskiej z hanijską i yijską. Dziś mieszka tu niecały tysiąc ludzi (około 250 domostw); Hanowie, Hani, Yi, Lahu i Dajowie żyją nie przeszkadzając sobie wzajemnie, choć przyznać muszę, że trochę martwi zastępowanie tradycyjnych zakładów i sklepików ogólnoyunnańskimi sieciówkami. Z najwyższą przyjemnością włóczyliśmy się tymi uliczkami, poszukując kolejnych zabytkowych domostw (w wiki można znaleźć dokładne współrzędne dziewiętnastu budynków).
Dziś mam dla Was trochę fotek, a następnym razem będą ciekawostki :)
ładnie zachowana brama miejska, na którą można się wspiąć
Mapa turystyczna, doskonale pokazująca, jak maleńka jest ta mieścina.
widok ze szczytu bramy miejskiej
"bliźniacze" motywy, tak częste w Mojiangu
jak widać, miasteczko jest świetnie opisane
kuplety pisane bezpośrednio czarnym tuszem na drzwiach!
suszone cegły utrwalane nie włosami czy muszlami, a łupinami ryżu
od razu widać, że już po świniobiciu ;)
targ w Bixi; również tutaj znaleźliśmy przysmaki niespotykane w Kunmingu.
drzewko cytronowe, bardzo tutaj popularna ozdoba ogródka
tradycyjna produkcja tofu