2026-06-02

Listy miłosne do babci 给阿嬷的情书

Miałam pisać o czymś kompletnie innym, jednak w sobotę podczas spotkania z koleżanką usłyszałam o pewnym filmie, a ponieważ do gustu koleżanki mam pewne zaufanie, w niedzielę wybrałam się do kina na film wspomniany w tytule. Oglądałam go w oryginalnej wersji językowej, czyli w teochew, dialekcie języka minnańskiego - w języku, którego nie znam. Było to bardzo potrzebne. W ogóle wolę filmy w oryginalnych językach z napisami niż z dubbingiem; spodziewam się, że gdybym go oglądała po mandaryńsku, wywarłby na mnie mniejsze wrażenie, ponieważ widać byłoby, że postacie co innego mówią, a co innego słychać. Połowa albo i większość ładunku emocjonalnego przepadłaby na zawsze. Nie będę Wam tego filmu streszczać; angielska wiki zrobiła to dość dobrze. Warto jednak oprócz stronki o filmie poczytać jeszcze o przymusowej taifikacji Chińczyków w Tajlandii, o listach z gotówką zwanych qiaopi, o mieście Shantou... To na pewno pomoże Wam zrozumieć tło filmu. 
Parę słów o reżyserze. Nazywa się Lan Hongchun i jest to jego trzeci film w języku teochew; wszystkie opowiadają przede wszystkim o relacjach rodzinnych, ale również o tle kulturowym, nieco odmiennym od sytuacji w reszcie Chin. Co ciekawe, inspiracją do opowiedzenia akurat tej historii był jego własny film dokumentalny dotyczący kuchni regionu, a zahaczający o doświadczenia Chińczyków mieszkających poza ojczyzną. Pewnie z rzeczywistej znajomości tematu wzięła się ta cudna dbałość o szczegóły - zobaczyć możecie na przykład stroje z epoki albo sposób depilacji, dziś już rzadko spotykany. Jednak jeszcze ważniejszy jest autentyzm wynikający z tego, że zdecydowana większość obsady to naturszczyki! Nie mówimy o dwóch czy trzech osobach, a o WIĘKSZOŚCI obsady! Główną rolę kobiecą odtwarza Li Sitong, absolwentka inżynierii finansowej... Kurczę, albo są genialni, albo reżyser naprawdę potrafi kręcić filmy. Albo jedno i drugie - bo według mnie w ogóle nie dawało się odczuć, że to nie byli zawodowi aktorzy. 
Film zaczął powstawać już trzy lata temu, jednak z powodu przekroczenia bardzo skromnego budżetu filmowany był długo, a że do niektórych miejsc nie udało się pojechać całej ekipie po raz wtóry, w ostatecznej wersji filmu pojawiły się też fragmenty nagrywane komórką, które pierwotnie miały tylko służyć za szkic. Całe szczęście Stowarzyszenie Teochew w Tajlandii wsparło projekt, i to nie tylko finansowo! W filmie pojawili się też prawdziwi chińscy seniorzy diaspory Teochew z Tajlandii w małych rólkach. Warto dodać, że w ciągu pierwszego miesiąca na ekranach film zarobił niebotyczne kwoty. Jak dotąd każda zainwestowana złotówka przyniosła ponad trzydziestokrotny zysk. 
Dlaczego? 
Nie jestem krytykiem filmowym; trudno mi mówić za innych. Za siebie jednak powiem: to film o niezwykłym ciężarze emocjonalnym, a jednocześnie niepozbawiony elementów humorystycznych. Jest w nim bolesna więcz szczerość i "zwykłość", która sprawiła, że od mniej więcej połowy z trudem powstrzymywałam szloch. To nie jest historia jakich wiele, a jednak opowiada o emocjach i wyborach tak ludzkich, tak zrozumiałych i tak trudnych, że chyba każdy jest w stanie się w nią wczuć. Przy okazji jest też to cudowny hołd złożony społeczności i więziom międzyludzkim. 
Film został pokazany w Cannes pod angielskim bezsensownym tytułem Dear You. Jeśli będziecie mieć okazję - serdecznie polecam.

2026-05-31

Muzeum Yang Sheng'ana 杨升庵博物馆

Pierwszym miejscem, do którego poszliśmy podczas wizyty w Anningu, był ten pięknie zrekonstruowany pawilon:
Pamiętacie jeszcze Yang Sheng'ana, mingowskiego literata i intelektualisty zesłanego do Yunnanu? Wprawdzie został zesłany do najodleglejszego yunnańskiego miasta, tak daleko, że dziś to ono się już znajduje w Birmie, jednak udało mu się trochę Yunnan zwiedzić. Nie tylko dla przyjemności zresztą - będąc osobą gruntownie wyształconą zadał sobie trud, by część wiedzy przekazać Yunnańczykom. Prowadził "wykłady" między innymi w Anningu, którego wdzięczne władze w osobie Wang Baiana ufundowały dlań w 1525 roku pawilon nad rzeką Tanglang, opodal mostu Yong'an, niedaleko Wschodniego Jeziora 东湖. Wzruszony Sheng'an nie tylko wybrał dla pawilonu piękną nazwę: Yaocen 遥岑楼 czyli "budynek na odległym wzgórzu", ale również osobiście wykonał tablicę z tą inskrypcją. Właśnie tu spotykał się z żądnymi wiedzy Yunnańczykami; nadał również miejscu jeszcze bardziej poetycką nazwę "Kraina literackich zasług" 文献名邦, którą znów pięknie wykonał na tablicy zawieszonej w pawilonie. Oryginalny budynek niestety spłonął w pożarze w 1983 roku. W 2013 roku władze Anningu rozpoczęły odbudowę, skończoną w 2014 roku; od 2017 roku nowy, dwukrotnie większy od oryginału, sześciokątny pawilon z trzema okapami pełnił rolę księgarni, a od początku 2025 roku w pawilonie otwarto Muzeum Yang Sheng'ana. Podczas odbudowy pawilonu zastosowano tradycyjne techniki rzemieślnicze; budynek odtworzono w stylu dynastii Ming. Użyto 178 elementów z drewna nanmu, i to najwyższej jakości, bo pochodzącego z naszych okolic Phoebe zhennan z rodziny wawrzynowatych. Z tego drewna jest wykonana w całości główna konstrukcja pawilonu, a także niektóre ozdoby. Muzeum to ma trzy stałe sale wystawowe: "Życie Sheng'ana" 升庵生平 - na parterze, gdzie zaprezentowane są jego rękopisy i dokumenty. "Kulturalny szlak rzeki Tanglang" 螳川文脉 - na piętrze. Tam zaprezentowane są odbitki z inskrypcji dotyczących Anningu. "Dziedzictwo pawilonu Kuige" 魁阁遗韵 na ostatnim piętrze. Obecnie znajduje się tam po prostu rzeźba przedstawiająca Kuixinga. Niegłupi pomysł, by połączyć osobę bodaj największego intelektualisty, który nauczał w Anningu z bóstwem literatury. Organizowane są tu spotkania literackie, plenery, koncerty, a oprócz tego działa czytelnia zaopatrzona w ponad siedemset tomów książek, dostępnych dla każdego.
Tak wyglądał oryginalny pawilon.
Niechże nam Kuixing pomaga w nauce :)
Samo zwiedzanie nie zajmie dużo czasu, chyba, że akurat trafimy na jakąś impreze kulturalną, w której warto wziąć udział. Za to możemy potraktować to muzeum jako punkt wyjścia do dłuższego spaceru wzdłuż rzeki Tanglang, aż do samych gorących źródeł oraz inskrypcji naskalnych, wśród których znajdują się i te stworzone przez Yang Sheng'ana.

2026-05-29

glicynia z bobem 蚕豆米煮紫藤花

O kulinarnym zastosowaniu kwiatów glicynii już kiedyś słyszałam (choć nie miałam wcześniej okazji spróbować; w Kunmingu się ich raczej nie jada), wiem, że szczególnie popularne są w Lincangu i Pu'er. Nie zdziwiło mnie zatem, gdy przyjaciółka z Pu'er poczęstowała mnie bardzo popularnym daniem złożonym przede wszystkim z glicynii i bobu. 

Składniki
  • kwiaty glicynii
  • bób 
  • ewentualnie: szynka yunnańska 
  • ewentualnie: imbir i czosnek 
Wykonanie
  1. Poprzedniego wieczora namoczyć bób, żeby łatwo można było zdjąć skórki. 
  2. Przygotować kwiaty: zblanszować we wrzątku ok. 2 minuty, a potem przelać zimną wodą. 
  3. Jeśli chcemy wzbogacić danie szynką i przyprawami, to kawalątek szynki pokroić w drobną kosteczkę, a także rozciamkać imbir i czosnek na papkę. 
  4. Rozgrzać w woku odrobinę tłuszczu i obsmażyć szynkę, imbir i czosnek. Gdy zapachną, dodać szklankę/dwie wody. Po zagotowaniu dorzucić obrany ze skórek bób. Jeśli wolimy zachować naturalny smak składników, pomijamy dodawanie szynki i przypraw i zaczynamy od zagotowania w woku szklanki/dwóch osolonej wody, do której następnie wrzucamy bób. Wody musi być co najmniej tyle, żeby zakrywała bób, więc ilość wody zależy bezpośrednio od ilości bobu. 
  5. Gotować około dziesięć minut, aż bób będzie ugotowany, dodać kwiaty i gotować jeszcze pięć minut. Gotowe! 
Danie jest równie często spotykane w wersji gotowanej (zupa), jak i duszonej czy smażonej. W tym ostatnim przypadku warto najpierw bób obgotować dziesięć minut, potem odsączyć z wody i usmażyć z przyprawami i kwiatami. Zupy najczęściej nie są mocno przyprawione - i dobrze, bo zachowują wtedy naturalny smak kwiatów. Niestety, prześliczne fioletowe glicynie po ugotowaniu tracą swój zjawiskowy kolor.
Zamiast kwiatów glicynii można użyć kwiatów bauhinii; należy tylko pamiętać, żeby zacząć od wyjęcia pręcików.