2026-06-12

Świątynia Caoxi 曹溪寺

Świątynia buddyjska Caoxi w Anningu była dla mnie bardzo przyjemną niespodzianką. Położona w odległości niedługiego spaceru (1,5 km) od gorących źródeł, jest świetnym miejscem kontemplacji, odpoczynku i... dogodzenia kubkom smakowym - nie przypadkiem znaleźliśmy się tu w okolicach lunchu. Wróćmy jednak do samej świątyni. Jej całkowita powierzchnia to ponad 2000 metrów kwadratowych - bramy, sale, pagody, pawilony, zadaszone korytarze no i wypasiona siedziba opata - to wszystko zabiera sporo miejsca. Świątynia ta od 1983 roku znajduje się na liście najważniejszych zabytków prowincji, więc jest całkiem nieźle zaopiekowana. Miło było w tym zakątku niespiesznie zagłębić się w historię miejsca. A jest ona ciekawa! Po pierwsze: nikt nie wie, kiedy właściwie powstała. Podejrzewa się, że ufundowali ją mnisi wielbiący Caoxi Huinenga (stąd nazwa świątyni), jednego z najsłynniejszych mistrzów chan, Szóstego Patriarchę. Dokładny moment jej powstania nie jest znany, jednak podejrzewa się, że było to za czasów królestwa Dali, czyli w czasie, gdy w Chinach panowali Songowie (pamiętajmy, że Yunnan został włączony w chińskie granice dopiero za czasów Mongołów). Wiemy za to, kiedy mniej więcej została zniszczona i odbudowana, bowiem dobrze już nam znany Yang Sheng'an sporządził z tej okazji inskrypcję na steli w listopadzie 1533 roku. Parędziesiąt lat później świątynię nawiedził znakomity podróżnik Xu Xiake i zapisał treści uwiecznione na stelach. Potem, już za Qingów urzędnik rządzący Yunnanem zbierał datki na odbudowę świątyni, którą ukończono w 1694 roku; w 1881 znów trzeba ją było odbudować. A potem... świat o niej zapomniał, mając ważniejsze rzeczy na głowie. Za Republiki była już ponoć bardzo zaniedbana i zniszczona; po wybuchu wojny z Japonią sam Liang Sicheng prowadził badania terenowe starożytnych budowli w Yunnanie i Syczuanie - wówczas sporządzili jej plan i rysunki konstrukcyjne głównej hali świątynnej; ponoć na ich podstawie prowadzono prace renowacyjne.
Inskrypcja autorstwa cesarza Chongzhena (zgodnie z legendą).
Wracając do kubków smakowych: wegetariańska stołówka prowadzona przez mnichów jest słynna na cały Anning; na lunch przyjeżdżają tu goście nawet z samego Kunmingu! Nie przypadkowi jak my, tylko z pełną premedytacją łączący spacer po annińskich pagórkach z dogodzeniem żołądkowi.
Ciekawostka: po posiłku należy po sobie pozmywać. Nie, posiłek nie jest darmowy ;)

2026-06-10

Kwiaty szorstkowca Fortunego 棕包

O tym, że palmy mają wiele zastosowań, wiedziałam od dawna. Już pomijając te bananowe czy kokosowe, których zastosowanie jest oczywiste, są przecież jeszcze takie palmy jak nasz szorstkowiec, które można "ogolić" a z otrzymanych zeschłych liści łatwo zrobić matę przed drzwi, kapelusz czy nawet pelerynę suoyi. Dlatego raczej średnio mnie zdziwiło, gdy ZB na widok kwitnącej palmy westchnął, że koledzy, którzy potrafili się lepiej wspinać, mieli odeń bardziej urozmaiconą dietę. Właściwie bardziej mnie dziwiło, że choć już od dawna wiedziałam, że kwiaty palmy są jadalne, nigdy mi się ich nie zdarzyło zobaczyć w menu żadnej restauracji. Nawet angielska wiki twierdzi, że "The young flower buds are cooked and eaten in a variety of ways", a ja nie mogę spróbować? Cóż za niedpatrzenie! 
Całe szczęście w Anningu wybraliśmy się do restauracji typu chłopskie jadło 农家乐 akurat w sezonie ich kwitnienia - i były! Oczywiście zamówiliśmy.
Pąki kwiatowe palmy są znane jako palmowy tobołek 棕包,palmowy pęd bambusa 棕笋 lub ryż palmowego tobołka 棕包米. Złotożółte pąki kwiatowe wyrastają u nasady ogonków liściowych i zawierają gęste, drobne kwiaty, które dojrzewając przekształcają się w czerwone, groniaste owoce. Zgodnie z zasadami chińskiej medycyny działają chłodząco i obniżają ciśnienie krwi. Z kolei zgodnie z badaniami naukowymi zawierają 24 rodzaje aminokwasów oraz białko przeciwgrzybicze. Zarówno kwiatostany, jak i liście używane były tradycyjnie przez Chińczyków do leczenia biegunek, krwotoków z macicy i nadciśnienia. Naturalny smak kwiatów jest lekko gorzki i cierpki (do tego jednak wrócę za chwilę). Jeśli chodzi o sposoby przyrządzania, to najczęściej się je smaży, dusi albo gotuje - my zamówiliśmy smażone z czosnkiem bulwiastym. 
Wróćmy do smaku: zależy on nie tylko od geografii - im dalej na południe, tym są słodsze, ale również od gatunku i od... płci. Otóż żeńskie kwiaty są ponoć tak słodkie, że można je jeść nawet na surowo. Z kolei kwiaty męskie (czyli te, z których nie powstaną owoce) na surowo są gorzkie i cierplkie, dopiero po wymoczeniu i obróbce termicznej stają się aromatyczne i smakowite, choć osobom nieprzyzwyczajonym do ich specyficznego smaku nadal mogą się wydawać gorzkawe. Te nasze zdecydowanie były męskie, ale i tak mi smakowały, głównie z racji cudnej konsystencji.
Najważniejsze jednak, by spożywać raczej nierozkwitłe pąki, bowiem rozkwitłe kwiaty stają się coraz twardsze i coraz mniej smaczne. Najlepszy czas na ich zbieranie to 3-4 miesiąc księżycowy, czyli mniej więcej kwiecień-maj. Przy okazji dowiedziałam się też, że również serce palmy - sam środek pnia - jest jadalne gdy palma jest jeszcze niska i gruba. Przypomina wówczas pędy bambusa i podobnie się je przyrządza. 
Ciekawostka: w większości miejsc w Chinach się ich nie jada, ponieważ Li Shizhen - słynny chiński szesnastowieczny medyk - napisał, że kwiaty palmowe są toksyczne. Całe szczęście większość Yunnańczyków była analfabetami, więc nigdy nie przestali spożywać tego skarbu...

2026-06-08

Nanyuan czyli ogród Febe 楠园

Wiele miejsc w Anningu można ominąć, ale do tego jednego parku bezwzględnie należy się udać. Ogród Nanyuan, będący częścią Ogrodu Stu Kwiatów 百花公园, został zaprojektowany przez słynnego Chena Congzhou 陈从周, wybitnego specjalistę starożytnej architektury i ogrodów, ze szczególnym uwzględnieniem klasycznych ogrodów z Suzhou - jego książka o ogrodach z Suzhou, wydana w 1956 roku, była ponoć pierwszym poważnym opracowaniem tego tematu. To właśnie on zaprojektował Pawilon Światła 明轩 dla Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. W 1991 roku ukończył swój autorski projekt, czyli właśnie nasz Nanyuan, który uważał za ucieleśnienie swoich teorii ogrodniczych. Był również poetą i kaligrafem - co moim skromnym zdaniem doskonale widać w tym projekcie (kiedy odwiedzicie ogród, zwróćcie uwagę na kamienie w białych ścianach!). Wszystkie pawilony, altany i meble zostały wykonane ze wspomnianego już przeze mnie drewna nanmu (które dało nazwę naszemu ogrodowi), z niewielkim dodatkiem cedrów i jodeł; w ogrodzie stworzono również gaj nanmu. Ogród ten jest ciekawostką na skalę światową, ponieważ łączy koncepcje artystyczne rodem z Suzhou z oryginalnymi krajobrazami i roślinami Yunnanu. Choć został w całości zaprojektowany przez człowieka, wydaje się być idealnie naturalny. 
Dlaczego nazywam ten ogród ogrodem Febe? Ponieważ drewno nanmu nazywa się Pheobe, jest to rodzaj roślin z rodziny wawrzynowatych. Phoebe to jedna z tytanid, babcia Apollina. A że po polsku Phoebe to Febe... Dodatkowa ciekawostka: zgodnie ze znakami 楠 to dosłownie "południowe drzewo" 南 + 木, a faktycznie jest gatunkiem endemicznym, występującym jedynie w południowych Chinach.
Obecnie wejście do parku jest bezpłatne, ale ponieważ jest on cennym zabytkiem kultury, wielu ekspertów popiera przywrócenie opłat za wstęp do parku. Wierzą, że będzie to z korzyścią dla jego rozwoju. Ja uważam inaczej; mam nadzieję, że te głupie pomysły im wywietrzeją z głów... 
Zapraszam na przechadzę po ogrodzie Febe.
Gdyby to nie było tak daleko, jeździłabym tam bez przerwy...