2026-06-02
Listy miłosne do babci 给阿嬷的情书
2026-05-27
Diabeł ubiera się u Prady 2
Wybranie się na ten film do kina traktuję jak grzeszną przyjemność, coś jak zjedzenie pół tabliczki czekolady. Na wszelki wypadek nie czytałam recenzji; jedynkę mam na dość świeżo, ponieważ po raz pierwszy obejrzałam ją zaledwie parę lat temu, a internet aż kipi od urywków, które bez przerwy gdzieś wyskakują.
Cieszę się z większej różnorodności postaci - Lucy Liu i Simone Ashley są bezpośrednim powodem, dla którego mogę pisać o filmie u mnie na blogu. Nie pora na recenzje; nie jestem specjalistką, nie znam się, a mam dość mieszane uczucia, więc najpierw je sobie uporządkuję, a potem będę się wypowiadać.
2026-03-23
《翠湖》As The Water Flows
2026-02-14
Jak bawi się nami miłość 向左走, 向右走
2025-02-10
Arrival
2024-08-24
What Dreams May Come
2024-06-27
Pewnego razu w Chinach 黄飞鸿
2024-05-30
Pawia Królewna - film
2023-07-08
John Wick
Tak rzadko oglądam filmy dla dorosłych, że mam okropne zaległości. Pamiętam, że w Polsce lubiłam chodzić do kina; w Chinach nienawidzę, bo Chińczycy są w kinach głośni, rozmawiają przez telefon albo piszą wiadomości i jeszcze w dodatku niekulturalnie jedzą i piją. Niektórzy nawet palą papierosy. Z kolei w domu mamy niby telewizor, ale bez podłączonej kablówki; oglądamy głównie te filmy, które mamy na płytach DVD - nie mamy Blue Raya. No i właśnie niedawno chciałam dla Tajfuniątka kupić Hobbita na płytach, ale okazało się, że w sklepach z filmami nie ma już DVD poza jakimiś niesprzedawalnymi resztkami i że powinniśmy zmienić sprzęt na Blue Raya... No ale to taka dygresja. W każdym razie: wszystko to do kupy sprawia, że mam ogromne zaległości filmowe. Czasem jednak nagle trafi mi się jak ślepej kurze ziarno okazja. Ostatnio taka sposobność pojawiła się w Święto Smoczych Łodzi, kiedy zapadłam na COVID. Przeszłam go jak wyjątkowo ciężką grypę; byłam tak słaba, że ZB musiał mnie prowadzać do ubikacji i karmić. Całe szczęście rozłożyliśmy się jedno po drugim, więc zawsze był ktoś, kto mógł się opiekować tą drugą osobą.
Po COVIDzie długo dochodziłam do siebie. Właściwie dopiero dwa dni temu przestałam czuć zmęczenie po wejściu po schodach do domu (a mieszkamy na drugim piętrze). Dlatego wolne popołudnia spędzałam leżąc i starając się nie myśleć (od myślenia pękała głowa). Zupełnym przypadkiem trafiłam na pierwszy film o Johnie Wicku i... przepadłam. W ciągu następnych paru dni pochłonęłam wszystkie cztery części i - jestem zakochana. Uważam, że jest to rola życia Keanu Reevesa. On jest oczywiście pierwszym azjatyckim elementem i powodem, dla którego mogę o filmie wspomnieć na blogu. Drugim azjatyckim elementem jest tło czwartej części przygód Johna - część dzieje się w Osace, a w dodatku poznajemy dwóch dawnych przyjaciół Johna: Japończyka i Chińczyka, którzy są grani przez fantastycznych aktorów.
Fabuły nie będę zdradzać. Powiem jednak, że dawno się tak dobrze nie bawiłam. No, może przy okazji Kill Billa, chociaż John Wick podoba mi się chyba jeszcze bardziej niż postać Umy Thurman. Pierwsza i czwarta część (zwłaszcza czwarta) wcisnęły mnie w fotel; pozostałe dwie były poprawne, choć do nich pewno nie wrócę. No i Keanu!... Kiedy wychodziłam za Chińczyka, po cichutku marzyłam, żeby nasza mieszanka też była tak udana. Jest oczywiście jeszcze lepsza, bo przecież moja. Ale Keanu też daje radę ;)
Oglądajcie Johna Wicka!
2023-03-24
Wszystko wszędzie naraz
Michelle Yeoh dostała Oscara! A w dodatku film, w którym grała pierwszoplanową rolę dostał kilka statuetek. Stwierdziłam, że muszę obejrzeć.
Kurczę, jak bardzo żałuję, że musiałam oglądać ten film na raty!... No i - że musiałam oglądać go sama. Nie znam tutaj nikogo, kogo ten film mógłby bawić tak, jak mnie.
Hmmm... W Polsce też nie wiem, czy bym kogoś znalazła. Niby mam kilku znajomych fanów Monty Pythona; niby mam też kilku znajomych fanów kina azjatyckiego klasy Ś, mam też kilku znajomych lubujących się w filmach o superbohaterach. Ale te grupy nie przenikają się wzajemnie, więc pewnie skończyłoby się tak, że część byłaby zdegustowana, część znudzona, a część oszołomiona, ale bez zachwytu. Ja nie jestem zachwycona, ale świetnie się bawiłam. I płakałam też. Szkoda, że musiałam oglądać ten film na ekranie komputera, a nie w kinie. Tam pewnie byłoby jeszcze fajniej...
Tutaj i tutaj dwie recenzje, z którymi się zgadzam najbardziej.
PS. Jedyną odpowiedzią jest miłość. Zawsze.
PS.2. Dla mnie to nie jest komedia, kopanka ani nawet sci-fi. Dla mnie to film o relacji matki z córką przede wszystkim, a po drugie - dający coś w rodzaju katharsis. Ja pewnie też nie jestem najlepszą wersją siebie. Miliony moich wyborów stworzyły miliony wersji mnie w milionie światów. Ale JA jestem tutaj - i to jest ważne. I to jest piękne. I to jest CUDOWNE.
2022-01-02
Więcej niż myślisz
2021-08-05
Zielona Wężyca 青蛇
Dawniej rzadko chodziłam w Chinach do kina. Chińczycy nie potrafią się w kinach zachować (w teatrach, filharmoniach i w innych miejscach związanych z kulturą wysoką zazwyczaj też nie): rozmawiają przez telefony, rozmawiają bez telefonów, śmiecą, hałasują, świecą telefonami... Na samo wspomnienie mam ochotę uciekać. Jednak od czasu pandemii jest lepiej. Kina świecą pustkami, jest obowiązek wchodzenia w maseczkach, a kina mogą sprzedawać tylko część biletów. Teraz do kina chodzą zazwyczaj już tylko prawdziwi zapaleńcy, którzy za bardzo kochają magię ekranu, by odpuścić. Z takimi to mogę oglądać. I tak oto wybraliśmy się na Zieloną Wężycę, czyli kontynuację Białej Wężycy. Obie są komputerowymi animacjami koprodukcji chińsko-amerykańskiej; pierwsza weszła na ekrany w 2019, a druga właśnie teraz.
O ile pierwsza opowiada po prostu raz jeszcze historię Białej Wężycy (ekranowych wersji tej opowieści jest bardzo dużo), o tyle dwójka to skok w nieznane: Zielona Wężyca po śmierci nie może się reinkarnować, ponieważ nie jest w stanie przestać myśleć o siostrze. Trafia do przejściowego świata: Miasta Asurów, w którym nieustannie toczą się wojny gangów, złożonych z ludzi i demonów buddyjskich i chińskich; takich, którzy nie potrafią sobie odpuścić. Bo jeśli tylko zdobędą się na uwolnienie myśli od tęsknoty i pragnień, mogą opuścić Asuraville. Zielona Wężyca pozna nowych/starych znajomych i dowie się wiele o sobie samej oraz o istocie miłości. A przy okazji jest też trochę scen pościgów i walk, więc historia była wystarczająco ciekawa, żeby krzesła nie zrobiły się niewygodne. I choć nie przepadam za stylistyką tego dzieła, ani za dość nachalnym morałem, cieszę się, że film zobaczyłam. Dlaczego? Ponieważ pojawiło się tu sporo fantastycznych stworzeń, o których już Wam opowiadałam, odkąd zaczęłam się interesować chińskimi bestiariuszami. Mamy więc poza wężycami bykogłowych i końskogębych, dziewięcioogoniastą lisicę, pajęczycę i dziesiątki innych stworzeń. To one najbardziej zwróciły moją uwagę.
Potrafią Chińczycy korzystać ze swojego folkloru, oj, potrafią! Gdzie - poza Wiedźminem - jest nasz folklor?...
Tutaj poczytacie o anime.
2020-12-18
Mała Qian 小倩
Pewnego razu Tsui Hark 徐克, tuz hongkońskiej kinematografii, postanowił zrobić film animowany. Żeby jednak nie odejść daleko od głównego nurtu zainteresowań, reżyser stworzył animację dla dorosłych, bardzo, bardzo przerażającą. Zaczytał się po prostu w chińskich opowieściach z dreszczykiem autorstwa Pu Songlinga, choć oczywiście nie przeniósł historii 1:1, a tylko zaispirował się nią. Nie będę opowiadać treści - lepiej po prostu obejrzeć. Podpowiem tylko, że jedną z głównych bohaterek jest tytułowa Mała Qian, która oczywiście nie jest tym, kim się wydaje.
2020-12-11
耳をすませば Szept serca
Dlaczegóż ja na to nie trafiłam gdy byłam nastolatką?! No dlaczego? Wtedy wiedziałabym, jak ważne jest znalezienie pasji. Może zmarnowałabym mniej czasu na rzeczy, które nie są chińskim?
Dlaczegóż nie trafiłam na to, gdy serce było tak niespokojne i spragnione kochania, a ja pojęcia nie miałam jeszcze wtedy, że miłość ma pomagać w rozwoju, a nie go hamować?
Ech.
No ale - lepiej późno niż wcale. Zostawiam sobie ten film w pamięci i gdy Tajfuniątko dorośnie, obejrzymy go sobie razem. Może dzięki temu ona pewne rzeczy zrozumie wcześniej?
2020-12-07
Pięć Smaków
Nigdy nie udało mi się dotrzeć na festiwal filmów azjatyckich Pięć Smaków. Raz że Warszawa, czyli okropnie daleko, dwa - za co?, trzy: skąd miałabym wziąć tyle wolnego?
Przyszła pandemia i... nie mówię, że pandemia jest dobra, ale przeniesienie festiwalu do internetu ma swoje dobre strony. Jeśli przebywa się na terenie Polski bądź dysponuje VPNem z polskim serwerem - hulaj dusza! Za jedyne 100 złotych za dziesiątki filmów z wielu krajów Azji - och, jak bardzo warto!
Ja wprawdzie takiego VPNu nie mam, ale koleżanka poratowała i zdołałam u Niej obejrzeć kilka filmów:
Czy je polecam? Tak, bezwzględnie. Po prostu dlatego, że uważam, że warto zasmakować innego tempa filmu, innej poetyki, zanurzyć się w innych językach i klimacie, choćby po to, żeby móc powiedzieć: spróbowałam i wiem, że to nie dla mnie.
Kino Azji to dla mnie podróż sentymentalna. Niby nie napodróżowałam się po Azji, a jednak - mam znajomych z tylu azjatyckich krajów! O tylu problemach i o urzekającym pięknie tych krajów rozmawialiśmy przy winie do późna w noc!
Tęsknię za widokami, zapachami. Na widok Mekongu, Bangkoku czy wietnamskiej wioski czuję się rozrywana na strzępki. Kocham Kunming, ale kocham też tak wiele innych miejsc! To zdumiewające, jak wiele z nich znajduje się w Azji...
Film o Kim Ji-young polecam szczególnie. Był po prostu świetny, w każdym możliwym rozumieniu tego słowa. Nie mogę jednak o nim pisać - bo zaraz się znowu rozpłaczę.
2020-11-20
Kłamstewko
2020-10-23
Słońce też wschodzi 太阳照常升起
Tutaj znajdziecie dość szczegółowy opis fabuły.





