Pokazywanie postów oznaczonych etykietą za co dzisiaj kocham ZB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą za co dzisiaj kocham ZB. Pokaż wszystkie posty

2022-09-19

wróbel umarł z głodu 饿死雀

Z okazji uroczystej kolacji bardzo ładnie się ubrałam. Niech sobie mój mąż przypomni, że kocha mnie nie tylko za cudowny charakter, hue hue hue. Wyeksponowałam, co trzeba, a na widok męża przybrałam nawet odpowiednią pozę. No co, niech ma! Raz do roku mogę się poświęcić.

A jemu zaświeciły się oczy, ale powiedział, żebym może jednak zostawiła te pozy na później - w końcu w drugim pokoju jest Tajfuniątko. Po czym westchnął po kunmińsku: 饱死眼睛饿死雀: oczy obżarły się na śmierć, a wróbel umarł z głodu. Wróbel to kunmińska wersja tej części ciała, która i w Polsce jest ornitologiczna. Tak kunmińczycy mawiają, gdy można sobie tylko popatrzeć...

PS. Dzisiejszy wpis sponsorują cynowe gody.




2021-09-19

badminton

Ponieważ Tajfuniątko wróciło do przedszkola na całe dnie, a nasz basen zamknięto dla ludzi z zewnątrz właśnie przez nas, postanowiłam grać więcej w badmintona. Wiecie przecież, że badminton to sport mojego życia i jedno z najważniejszych wspólnych hobby, jakie mamy z ZB. W poniedziałki gram z moimi dwoma chińskimi kolegami jeszcze z czasów studiów na Yunnan Normal University, a we środy z zaprzyjaźnionymi obcokrajowcami. Niestety, nie są oni dla mnie wyzwaniem, a poza tym godzina to zdecydowanie za mało. Dlatego, mimo wielkiego wewnętrznego oporu, postanowiłam się przyłączyć do grupy ZB. Znam ich od lat i zawsze mnie zapraszali, ale ja, wstyd przyznać, jestem dla nich za cienka. To znaczy byłam. Teraz bowiem grupa wzbogaciła się o cztery nowe osoby i one na razie są mniej więcej na moim poziomie. Co więcej, w niektóre dni ZB nie musi chodzić do pracy i wtedy mamy okazję razem pograć - a oboje bardzo lubimy stawać naprzeciwko siebie na korcie. 

No i tak pewnego razu gramy sobie spokojnie, to znaczy ZB ćwiczy badmintonowe taichi - wyważone ruchy bez pośpiechu, z rzadka wzbogacone jakimś błyskawicznym podbiegnięciem, jeśli uda mi się go wykiwać, a ja latam po korcie jak wściekły trzmiel, bez wyrafinowania i niemal bez planu, ale dość skutecznie, a jednocześnie kątem ucha słyszę rozmowy kolegów ZB:

- Patrz, jak oni biegają!

- Jak wariaci! Lewo, prawo, tył, przód i od początku!

- On chudy, to jeszcze w sumie normalne, ale ona dość konkretna, a ma kondychę!

- Skąd oni biorą siłę, żeby tak latać po tym korcie?

- Pewnie codziennie jedzą zachodnie żarcie. Dieta wysokobiałkowa i obfita. Po samych chińskich warzywach i ryżu się tak nie da... 

Oboje zaczęliśmy się tak śmiać, że niemal turlaliśmy się po korcie. Przysięgam, jemy głównie po chińsku, a szaleńcze bieganie po korcie bierze się z zawziętości, a nie z diety...

Poniżej - moje zdjęcia z kortów. Żadna ze mnie fotografka, ale lubię dokumentować tę naszą pasję.





















PS. Wpis sponsoruje nasza dziewiąta, blaszana, rocznica ślubu :)

2021-01-17

Audrey Hepburn

Włosy odrosły mi na tyle, że mogę się już czesać "na beatlesa". Uczesałam się tak więc i pokazałam ZB. Nie odgadł, że to na beatlesa, za to powiedział, że wyglądam jak Elizabeth Taylor w Kleopatrze. Przynajmniej en face. I gdy już miałam się ucieszyć z komplementu, ZB rzekł, że wolałby, gdybym wyglądała jak Audrey Hepburn. Żachnęłam się, a potem westchnęłam - cóż, od Hepburn dzieli mnie sporo. Zwłaszcza tych dodatkowych dwadzieścia kilo. Nie omieszkałam o tym wspomnieć ZB, który wszak natychmiast podchwycił: i dobrze! Jedyne zastrzeżenie, jakie mam wobec Hepburn to to, że była za chuda! Ty masz o niebo lepszą figurę!

PS. Wpis sponsoruje dziewiąta rocznica naszego pierwszego spotkania.

2020-11-22

roztargnienie

Za dwa dni gram dwa numery podczas takiego a takiego koncertu! - emocjonuje się ZB. Uwielbia grać na saksofonie i choć urozmaicanie mi muzyką wieczoru jest bardzo ważną częścią jego życia, to jednak lubi estradę, tłumy, oklaski, bisy i cały ten blichtr.
Podśmiewam się z odrobinę z tego podekscytowania, bo przecież ZB występuje od dobrych trzydziestu lat, więc cóż to dla niego za nowina? Ale oczywiście jestem szalenie dumna, że jest niezły, że to kocha, że oboje czujemy podobnie muzykę i cieszę się, że znów został wybrany jako solista.
Dwa dni upływają nam na ciągłym ćwiczeniu tych samych dwóch kawałków, a zwłaszcza tego jednego, który ZB jakby trochę mniej zna. Przygotowania idą pełną parą - znów trzeba się ubrać jak człowiek, a nie na sportowo czy w dżinsy; znów trzeba pamiętać, żeby zabrać zapasowy stroik itd.
Rano ZB zaprowadził Tajfuniątko do przedszkola i zaczął się na spokojnie pakować. Zapytałam o nuty, o stroik, a potem uciekłam do pokoju, bo był taki zirytowany, że sto razy pytam go o to samo. Pokazał się jeszcze w pełnej gali (do schrupania, mówię Wam!), a po krótkim pożegnaniu pognał na koncert. Pięć minut później drzwi znów się otwarły. ZB z grobową miną pyta: czy wiesz, czego zapomniałem?
Nie musiałam się nawet zastanawiać.
Saksofonu.
Tak. Chciał pójść na własny koncert bez instrumentu.
Pocałowałam, powiedziałam, że kocham bez względu na ubytki w istocie szarej i pocieszyłam: jak to dobrze, że zorientowałeś się ZANIM dotarłeś do filharmonii...
A tutaj inne dwa kawałki z jego repertuaru:
 
Wszystkiego muzycznego w dniu świętej Cecylii!

2020-09-20

musi 木樨

Trwa sezon wończy:
 
To moja wończa. Na naszym balkonie kwitnie ona jak rok długi, ku mojemu ogromnemu szczęściu. 
Po chińsku ma ta roślina dwie nazwy: 
  • 木樨 mùxī czyli dosłownie drzewna wończa (bo sam drugi znak teoretycznie by wystarczył). Dziś oficjalnie trafi na moją listę fałszywych przyjaciół
  • 桂花 guìhuā - stosowane zarówno do całego drzewa, jak i do samych kwiatów. W dosłownym tłumaczeniu: kwiat cynamonu. 
Oprócz tego, że cieszy oko i rozsiewa cudną woń, jest stosowany do aromatyzowania herbat i innych produktów spożywczych, a także w tradycyjnej medycynie chińskiej - do odśluzowywania i do stabilizacji przepływu krwi, a także do pozbycia się brzydkiego zapachu z ust. 
Po takim wstępie zrozumiecie, dlaczego tak mnie zaskoczyła nazwa potrawy, ujrzana w menu jakiejś knajpy z dziesięć lat temu: 木樨肉 mùxīròu lub 木须肉 mùxūròu to tradycyjna potrawa z Shandongu... która wcale nie zawiera kwiatów wończy! Składa się z chudej wieprzowiny w plasterkach lub paseczkach, jajka, czarnych uszaków bzowych i ewentualnie innych dodatków - np. ogórka czy żółtych kwiatów liliowca. Najpierw smaży się jajecznicę i przekłada na talerz, potem dosmaża się inne elementy - mięso i przyprawy typu cebulka czy imbir, potem namoczone wcześniej grzyby i kwiaty czy też inne dodatki. Całość się miesza z usmażoną wcześniej jajecznicą. Jest to "mięso z wończą" względnie "mięso z wąsami" - przy czym za wończę służy nam właśnie biało-żółta jajecznica. Nazwa wzięła się ponoć tyleż z podobieństwa estetycznego, ile z wielkiej niechęci ludzi Północy do używania słowa "jajo" - przecież wiele obelżywych słów jest z jajem związanych. Dlatego szukają innych nazw na ten jeden z podstawowych produktów spożywczych, a porównanie jajecznicy do wończy wygrywa. Tam nawet na zupę z roztrzepanym jajkiem mówi się właśnie 木樨汤 zupa wończowa. To jednak nie koniec skojarzeń kulinarnych. Mieliśmy w Kunmingu świetną sieciówkę niedrogich gorących kociołków. Sieciówka ta nazywała się Aromatyczne jak wończa 香如木樨. Mieszkaliśmy koło jednego z licznych punktów. Niedawno jednak knajpka splajtowała, na co żywo zareagował ZB i zaczął przywoływać wspomnienia - pamiętał bowiem czasy, kiedy tę knajpę zakładano. Gadka-szmatka, a tymczasem Bardzo Zła Żona zapytała podstępnie, czy ZB pamięta, jak się nazywała ta knajpa i skąd pochodziła nazwa. Tak, pamiętał nazwę... ale pojęcia nie miał, co to jest "musi" 木樨. Wiedział tylko, że pewnie jakaś roślina. Drzewiasta - bo to widać po znakach. Nie wierzył, gdy mu powiedziałam, że to to samo, co 桂花 i w dodatku bardziej tradycyjnie, bo właśnie 樨 jest podstawowym znakiem wończy. Sprawdził. Pokiwał z uznaniem głową. Kilka dni później pyta, czy znam takie danie, które się składa ze smażonych jajek i mięsa. Uśmiecham się czule i opowiadam całą historię, jak to jajecznica w tym daniu wygląda zupełnie jak kwiaty wończy, bla bla bla. Powinien już się przyzwyczaić, że ja po prostu kocham chiński i oczywiście, że wchłaniam takie - nomen omen - smaczki jak gąbka. Ale i tak został siedzieć z rozdziawioną twarzą. Nie pierwszy raz. I nie ostatni! 
PS. Oczywiście, że teraz opowiada tę historię w ramach anegdotki :)

2020-09-15

chropiatka

Kiedy chcemy się poczuć jak bardzo bogaci ludzie, kupujemy chropiatkę. Która jest dość droga, przepyszna i trzeba się przy niej nieźle urobić:
Trzeba się naprzebierać, naskubać, a potem dłuuuugo smażyć z czosnkiem i suszonym chilli na wolnym ogniu, ale za to efekt jest olśniewający. Siedzimy więc przy kolacji składającej się wyłącznie z ryżu i grzybów, bo po co sobie psuć smak i się najadać czymkolwiek innym, słuchamy jazzu, mruczymy z zadowolenia... Cudny wieczór. Jedzenie pyszne, ale jazz też nie byle jaki: Joshua Redman. W pewnym momencie solo saksofonu jest tak olśniewające, że ZB odkłada pałeczki i się rozkoszuje, a jego oczy błyszczą umiłowaniem muzyki, lekko tylko przymglone świadomością, że do tego wielkiego muzyka jeszcze mu dużo brakuje. Chwila mija. ZB wzdycha, bierze pałeczki w dłoń i, nakładając do miseczki sporą porcję chropiatki, stwierdza tryumfalnie: -Ale chropiatki to on na pewno jeszcze nie próbował!...

2020-01-17

komar

Ceną za piękną pogodę w styczniu jest obecność komarów. Czają się, małe dranie, w dziwacznych miejscach, by zaatakować w najmniej spodziewanym momencie.
Pewnego ranka ujrzałam taką małą skurczykrowę na ścianie i wydałam ZB rozkaz: zabij! A co! Jest w końcu mężczyzną czy nie? Musi bronić swoich kobiet, jak prawdziwy samiec!
Prawdziwy samiec z całą alfią siłą machnął niemrawo łapą. Komarzyca równie niemrawo odleciała.
Spojrzałam z politowaniem łamanym przez pogardę. ZB spojrzał na mnie urażony: nie patrz tak na mnie! Ja zaatakowałem jej qi! Za chwilę osłabnie i po kilku machnięciach skrzydłami padnie trupem!
Patrzymy oboje na komarzycę, która majestatycznie odlatuje i z najwyższym spokojem ląduje na przeciwnej ścianie. Nie wygląda mi na trupa.
Patrzę wymownie na ścianę i znów na ZB. Po czym, jak na dobrą żonę przystało, pocieszam go mówiąc: "na pewno ma ogromne obrażenia wewnętrzne. A poza tym do końca życia będzie musiała chodzić do psychologa na terapię".
PS. Dzisiejszy wpis sponsoruje ósma rocznica naszego poznania. 

2019-03-27

taki los 都是命

ZB i ja rzadko dopasowujemy się strojem. Cóż, dla niego szczytem elegancji jest flanelowa koszula, dżinsy i adidasy. No chyba, że ma występ. Na występ ubiera się jak człowiek, to znaczy w garnitur. Ma tych garniturów z sześć na różne okazje... Ale na co dzień woli być ubrany bardzo na luzie.
Ja właściwie też, ale gdy dokądś wychodzimy, lubię się "postarać" - mam w szafie kilka qipao, sukienki, spódnice, ładne bluzki... Albo ubieram się na sportowo. Dresiara jestem, znaczy. Tak czy owak - rzadko nosimy coś takiego, by "wyglądać na parę".
Dlatego kupiłam dla nas parę koszulek "taki los" 都是命:
Zwróćcie uwagę na to, jak pięknie się łączą chińskie znaki: dół 都 jest jednocześnie górą 是, a dół 是 płynnie staje się górą 命...
Wierzymy oboje głęboko, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Ale to, czy los był dla nas łaskawy, czy złośliwy, interpretujemy różnie, w zależności od tego, na ile potrafimy być lotosem na powierzchni stawu, a na ile ciskamy piorunami ;)
PS. Wpis sponsorowany przez szóstą rocznicę wesela.

2019-02-21

種類 ≠ 口味 rodzaj a smak

Opowiadam ZB o serach. O tym, że choć ogólna zasada tworzenia serów jest w sumie dość podobna, to dzielą się na wiele rodzajów. Używam słowa 種類 zhǒng​lèi czyli dosłownie typ, rodzaj, kategoria, odmiana, gatunek, sort, klasa.
ZB mnie poprawia: 口味 kǒu​wèi. Dokładnie: smak.
Ja mówię: tak, zazwyczaj poszczególne rodzaje mają różne smaki. On twierdzi, że gdy mowa o gatunkach sera, dzieli się je podług smaków, a nie gatunków. Tłumaczę, że z serem jest tak samo jak z tofu, że się dzieli na zwykłe, śmierdzące, jedwabne i tak dalej. No a on znowu, że przecież po co mu oczywiste rzeczy tłumaczę, wiadomo, że tofu może mieć różne smaki. Jestem już lekko zirytowana, więc znów tłumaczę jak krowie na rowie, że to, że są różne smaki, wynika z tego, że są to różne gatunki. Różnią się nie tylko smakiem, ale i całą masą innych rzeczy, od koloru i zapachu poczynając, poprzez obecność i nieobecność dziurek aż po to, czy się topią czy nie, kiedy się je położy na pizzy. Tak samo jak w przypadku tofu, jedno się będzie nadawać do zupy, drugie do smażenia, a trzecie do wyłożenia łyżką na kluski.
Oczywiście usłyszałam nieśmiertelny argument "jestem Chińczykiem, a Ty mnie pouczasz, którego słowa powinienem użyć, opisując po chińsku chiński produkt spożywczy?". Zachowałam kamienny spokój i zapytałam, czy chciałby sprawdzić w chińskiej encyklopedii, jak się dzieli tofu, na rodzaje czy smaki. I czy jest gotów mnie uznać za swojego najlepszego nauczyciela chińskiego. Zaperzył się i żachnął, ale przystał.
Wyświetliłam mu najpierw wikipedię, a potem kilka artykułów o tofu.
Miał przynajmniej tyle wstydu, żeby spiec raka. I przyznać, że jest uparty jak wół, a żona ma zawsze rację, a gdy nie ma racji, to patrz punkt pierwszy.
Wszystkiego najlepszego w Międzynarodowym Dniu Języka Ojczystego! I pamiętajcie: to, że jesteśmy "nejtiwami", wcale nie chroni nas od błędów. Zanim strzelimy "wiem lepiej, bo to przecież mój język", warto się w ten język ugryźć i sprawdzić...
A historyjka trafia do kategorii "za co dzisiaj kocham ZB", ponieważ odtąd opowiada tę anegdotkę wszystkim Krewnym-I-Znajomym-Królika, nie wstydząc się własnej głupoty, za to chcąc się pochwalić żoną. :) 

2019-02-14

koszulka

Chiński Nowy Rok to inaczej Święto Wiosny. I w Kunmingu naprawdę ta nazwa pasuje! Dzień w dzień 25 stopni, pełna lampa, błękitne niebo! Po raz pierwszy od ponad kwartału ZB wyciąga z szafy koszulkę z krótkim rękawem. Zakłada... ale tak mu jakoś nieporadnie idzie. Robią się fałdy i jakoś tak inaczej na nim wygląda... Zupełnie jakby się skurczyła... No tak. Znowu go przez zimę utuczyłam. Nic to, niedługo zrzuci, ale tymczasem mogę sobie trochę pożartować, prawda?
-Kochanie, coś się przyciasna ta koszulka zrobiła. Nie wiesz przypadkiem dlaczego?
ZB patrzy z zakłopotaniem, jak koszulka odstaje od brzucha, duma, duma, aż wydumał: UROSŁEM!
...
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Zakochanych!

2018-11-29

chińska kolekcja z Czerwonej Doliny

Miłorzęby już ozłocone. Każdy spacer Aleją Miłorzębów na Uniwersytecie Yunnańskim to prawdziwa przyjemność. Spotęgowana liśćmi miłorzębu złocącymi moją własną torebkę. O yunnańskiej firmie Czerwona Dolina już wspominałam, pisząc jednocześnie, że nigdy tam nic nie kupuję, bo za drogo. To prawda. Jednak ZB takich skrupułów nie ma - i on kupuje tam dla mnie wszystkie prezenty, łącznie z dzisiejszym. Dorobił się nawet "złotej karty". Kupuje, oczywiście, torebki inspirowane chińską sztuką. Mam już małą kolekcję:
Uwielbiam je wszystkie. Ale już to czerwono-białe (patriotyczne!) cudo z liśćmi miłorzębu wyszytymi złotą nicią to będzie moja najukochańsza torebka. A mieszczą się w niej akurat: portfel, klucze, telefon, czytnik ebooków i mokre chusteczki dla Tajfuniątka :)

2018-11-23

herbaciany wykład

Wiem, że dawno się nie pojawiały wpisy z serii "za co dzisiaj kocham ZB". Wiecie... proza życia. I absolutny brak czasu jednocześnie. No i jeszcze to, że teraz kobietą życia ZB nie jestem już ja, tylko Tajfuniątko (oczywiście, że twierdzi inaczej, ale to widać na pierwszy rzut oka). Jednak wczoraj rozbił bank i chętnie bym mu nieba przychyliła.
Uwielbiam prowadzić herbaciane wykłady i pokazywać, jak wygląda chińska ceremonia herbaciana. Kiedy więc Yunnan Open University zaprasza mnie do współpracy i rokrocznie mogę tu uczyć herbaty, jestem wniebowzięta.
No chyba, że akurat Tajfuniątko obudzi mnie o trzeciej rano... a ja już nie mogę zasnąć do świtu. Wtedy jestem średnio wniebowzięta. Kiedy jestem niewyspana, parzenie herbaty grozi śmiercią lub kalectwem, mój angielski oraz koncentracja zdychają gdzieś w kąciku, a jeszcze trzeba jakoś wyglądać - a jak się umalować, skoro oczka się w ogóle nie otwierają? A przecież trzeba wcześnie wstać, zawieźć Tajfuniątko najpierw do babci, na drugi koniec miasta, a potem jechać na wykład, wszystko w ślicznym qipao (już mieszczę się w cztery sztuki sprzed ciąży, jeszcze sześć przede mną...).
Zanim zdążyłam się dobudzić, ZB już wstał, oporządził dziecię i siebie, a jak wstałam - właśnie się przygotowywali do wyjścia. Tak. Wiedział, że się okropnie nie wyspałam, więc sam wstał godzinę wcześniej, żeby zawieźć Tajfuniątko do babci, a ja żebym mogła jeszcze trochę pospać.
Kocham go, wspominałam? :)
A wykład poszedł znakomicie, wszyscy byli zadowoleni, nikt się nie nudził, potrafiłam (zupełnie wyjątkowo!) odpowiedzieć na każde pytanie i JA CHCĘ JESZCZE RAZ!

PS. Ostatnio znów wysłałam dwie paczki wypełnione herbatą, jedna - czarną, a druga pu'erem. To też kocham robić :)

2018-09-20

import do ust

Spaceruję z ZB i Tajfuniątkiem; za każdym razem odkrywam coś nowego. Tym razem zaskoczył mnie całkiem nowy sklep z żywnością importowaną - 进口食品. Darzę takie sklepy głęboką miłością, bo to właśnie w nich można kupić np. kakao, włoskie makarony, tajską wodę kokosową czy choćby prawdziwe piwo (chińskie nie jest prawdziwe. Chyba nawet nie jest piwem...). Podekscytowana mówię do ZB: popatrz, importowana żywność! A on z całą powagą odpowiada: no pewnie, że do ust wchodzi ta żywność. A gdzie miałaby wchodzić, do d...?
Tu słowo wyjaśnienia: import to dwa znaki, które dosłownie znaczą wchodzić 进 do ust 口. Więc potraktowana dosłownie "żywność importowana" to "żywność wchodząca do ust". No faktycznie. Dokąd niby miałaby wchodzić żywność? Od razu przypomniał mi się dowcip o policjancie jedzącym drugą stroną...
PS. Eksportować to z kolei 出口 czyli wychodzić z ust. To bardzo dobrze obrazuje jakość większości produktów eksportowanych z Chin i dlaczego na widok chińskich radyjek i piżam z cekinami chce się puścić pawia...

2018-03-27

graffiti XX

"sprawiedliwość"
Na dzisiaj, poza graffiti, mam bonus: zdjęcia ZB i moje, randkowe.
Dokładnie pięć lat temu odbyło sięnasze wesele. Pięć lat to tak niedużo... i tak wiele. Klapki z oczu już spadły, ale... Teraz jest pełniej. I piękniej. Nie tylko przez Tajfuniątko. Dlatego, że patrząc na siebie nawzajem widzimy i zalety, i wady - i kochamy całokształt. Pewnie, że czasem zaklnę pod nosem; pewnie, że czasem ZB wychodzi z domu, żeby ochłonąć. Nasz związek jest... dynamiczny. Ale - jego ramiona są moim bezpiecznym portem, a moje objęcia - jego domem.