blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2018-11-13

miłorzęby

It's official: jesień w Kunmingu jest najpiękniejsza na świecie. Słońce, powoli żółknące liście, cieplutko (ponad dwadzieścia stopni w cieniu!), a wiatr wywiewa smog. Ten tydzień jeszcze cudowniejszy, bo ja mam trochę wolnego (tłumaczenie dobrze idzie), a i ZB ma trzy dni tylko dla nas. Spacerujemy więc zazwyczaj po tych cokolwiek odleglejszych stronach Kunmingu i cieszymy się byciem razem w pięknych okolicznościach przyrody :)
A dla Was - moje cudne miłorzęby z kampusu Uniwersytetu Yunnańskiego:

2018-11-11

Małe życie

I znów autorka amerykańska azjatyckiego pochodzenia (wśród przodków m.in. Japończycy i Koreańczycy), która mnie zachwyciła.
Są ludzie, którzy chcąc poczytać książkę o miłości wybiorą harlequina. Ja należę do tych innych - którzy chętnie przeczytają nie tylko o miłości, ale też o przyjaźni, o milczeniu, o nienawiści, o strachu... A jednak, choć u Yanagihary dużo jest skomplikowanych emocji, złych doświadczeń i bólu, to dla mnie jest to przede wszystkim przepiękna opowieść o miłości. O przyjaźni. O tym, że każda przyjaźń jest poniekąd miłością. O tym, jak trudno jest znaleźć właściwe słowa. O tym, że nawet dwadzieścia wspólnych lat nie może nikogo ochronić przed błędem. O tym, że jednak najważniejsze zawsze jest to, żeby znaleźć DOBREGO człowieka, a cała reszta to detale.
Powinny tę książkę przeczytać nastolatki z kompleksami. Po to, by zdać sobie sprawę z tego, że to, co się dzieje u kogoś w głowie wcale nie musi mieć przełożenia na to, jak tę osobę widzą inni. Ba, rzadko takie przełożenie w ogóle występuje.
Czy kiedy pozwalamy komuś odejść robimy to dla niego, czy dla siebie? Czy jeśli nie pozwalamy komuś odejść robimy to dla niego, czy dla siebie? Kiedy poświęcenie się jest aktem miłości, a kiedy wyrazem pogardy dla samego siebie? Jak wiele nieporozumień wynika z czystego niezrozumienia? Jak bardzo nasz mózg nie potrafi być obiektywny, a już najbardziej jak jest nieobiektywny względem nas samych i tych, których kochamy. Jak bardzo to, kogo kochamy, od nas nie zależy...
Milion pytań, brak łatwych odpowiedzi.
Za to dużo łez.
Wcale niekoniecznie w tych "strasznych" momentach. Głównie tam, gdzie była miłość.
Mam nadzieję, że te miłości zostaną we mnie na dłużej, gdy już dawno zapomnę o reszcie fabuły.
Jest to książka, do której nigdy nie wrócę, ale bardzo się cieszę, że ją przeczytałam.

2018-11-10

chińskie śniadania II

naleśnik z jajek z cebulką z wkładką: może nią być parówka...
...mogą być obgotowane wiórki ziemniaczane. I oczywiście ostry sos :)
Placuszki gryczane i omlety ryżowe mijiang, a oprócz tego napoje ryżowe w jednorazowych kubeczkach.
gotowana kukurydza, a także pieczona kukurydza i pieczone ziemniaki
pieczone bataty, najbardziej kunmiński smak świata :)
fistaszki gotowane na parze
Powyższe przekąski są dostępne nie tylko w porze śniadaniowej, ale i koło południa, czyli w porze lunchu. Akurat ta wystawka pochodzi z chodnika sprzed dużego szpitala - dożywiają się tak zarówno pielęgniarki, jak i pacjenci oraz ich krewni.

2018-11-08

笑傲江湖 Swordsman

Zmarł klasyk chińskiej literatury fantastycznej, Jin Yong. Fantastycznej, czyli magia, miecz i, jak na literaturę chińską przystało, sztuki walki takiej, że gały na wierzch wychodzą. Z tej okazji postanowiłam odświeżyć sobie chyba najbardziej znaną powieść. Tutaj można ją sobie poczytać w oryginale. Jednak zaczęłam nie od samego czytania, a od cudownie trącącej myszką ekranizacji z 1990 roku:

Poniżej wersja z angielskimi napisami:
Mój ulubieniec, Jacky Cheung, jest tu jeszcze tak młody! Zwróciłam też uwagę na Fennie Yuen, hongkongijkę, która na ekranie wciela się w przedstawicielkę ludu Miao. Swoją drogą, najbardziej mnie zachwyciły właśnie sceny z pięknie ubranymi Miao, których niezwykła medycyna oraz nietypowy sposób walki został pięknie (choć zabawnie) pokazany. Choć to ramotka, a efekty specjalne wołają o pomstę do nieba, to muszę przyznać, że mam do filmów wuxia wielki sentyment; ileż to godzin przeoglądaliśmy na zajęciach z kina Dalekiego Wschodu! Połączenie walki i miłości, komedii i dramatu - tu jest wszystko! I jeszcze ten eunuch, którego głos podkłada kobieta!
Jeśli macie ochotę na świetne kino klasy B - to to jest idealna propozycja :D

2018-11-06

miłorzęby

Pani Jesień przybywa do Kunmingu bardzo powoli; lezie noga za nogą, dobrze wiedząc, że kiedy tylko się tu umości, wpadnie na parę dni Pani Zima, siejąc spustoszenie, a tuż potem nakaz eksmisji przyniesie Panna Wiosenka. Nie spiesz się, Jesieni! Powoli złoć nam miłorzęby i rumień klony. Będziemy powoli podążać Twoim śladem, zakładając coraz cieplejsze piżamy.
Ciekawe, kiedy nad Jezioro Dian wrócą mewy...

2018-11-04

Nie mówcie, że nie mamy niczego

Madeleine Thien jest interesująca sama w sobie. Marzę o tym, by napisała, jak dogadywali się jej rodzice: Malezyjczyk chińskiego pochodzenia i Hongkongijka. Jakimi językami się z nimi porozumiewała? Jakie zasady panowały w jej domu rodzinnym? Czy rodzice na to, co się działo w Chinach patrzyli okiem Chińczyków tęskniących za macierzą czy Chińczyków cieszących się, że ich to już nie dotyczy? Do jakiego stopnia czuje się ona Chinką, a do jakiego - Kanadyjką? Jak wiele wiedzy o Chinach wyniosła z domu czy z kręgu przyjaciół, a jak wiele z czysto akademickiego researchu?
Dlaczego mnie to fascynuje? Bo Thien stworzyła naprawdę świetną powieść, mocno osadzoną w realiach dwudziestowiecznych Chin i bardzo ciekawi mnie, dlaczego ta powieść jest aż tak dobra. Bo to nie tylko sam warsztat, który, swoją drogą, też jest bardzo ok. Powieść jest wielowątkowa, ma wielu głównych bohaterów, w dodatku jest niechronologicznie opisana - a i tak czyta się ją, żałując czasu na sen. Postacie żyją, są krwiste i niejednoznaczne, jednak - chyba to nie one zostaną mi w głowie na dłużej. Będę za to jeszcze długo rozmyślać o muzyce opisanej przez Thien. Bo wiecie, poza tym, że to powieść o totalitaryzmie, o ludziach, o Chinach i tak dalej, bardzo ważna jest też tu muzyka. Zapragnęłam nagle wrócić do Prokofiewów, Szostakowiczów i Bachów (w wykonaniu Goulda, oczywiście!) i spróbować myśleć o nich inaczej. Jak to by było, gdyby to właśnie muzyka, a nie chiński, była całym moim światem?
Będę też o niej myśleć, pochylając się nad Tajfuniątkiem. Dawno nie spotkałam się z tak niepospolicie opisanymi uczuciami rodzicielskimi. Opis rodzica, który pomaga córce kaligrafować donos na siebie samego, żeby ją ochronić przed karą, poruszył mnie do łez. Tak, chcemy dla Was tak dobrze, że chętnie poświęcimy nie tylko dobre imię, ale i życie.
Powieść-szkatułka. A skarbów tu tyle, że warto. Choćby to, że autorka przypomniała mi o He Lutingu, najdzielniejszym kompozytorze wszech czasów. Albo stawia pytanie o to, czy zawsze miłość do dziecka wygra z miłością do małżonka...
Dużo nieprostych pytań i jeszcze trudniejszych odpowiedzi.
Szukajcie ich również.

2018-11-03

Rubing po hiszpańsku

Kocham kuchnię śródziemnomorską. Uwielbiam tak wiele dań włoskich, greckich czy libańskich, że nie ma nawet sensu zaczynać wymieniać. Często je zresztą robię, choć zazwyczaj muszę lekko zmieniać skład, by dostosować dania do yunnańskich realiów. Tym razem zaśliniłam się na widok hiszpańskiego deseru, wypatrzonego na tym blogu (swoją drogą, bardzo blog polecam, bo wszystkie dania, które powtórzyłam za autorką, wyszły wspaniałe). Ciekawostka, że to deser akurat hiszpański, bo w sumie do hiszpańskiej kuchni mam najmniejszy sentyment - poza może tortillą ziemniaczaną, którą wielbię i marcepanem, który tylko w Hiszpanii naprawdę mi smakował. A tu nagle taka perełka! Pigwowiec właśnie się pojawił na targach, a europejski ser zastąpiłam moim ukochanym kozim rubingiem. Mało tego! Garnek z grubym dnem, który po opróżnieniu z galaretki przyjemnie i słodko się kleił, oczyściłam w ten sposób, że dolałam doń wody i zrobiłam sobie pigwoniadę.

Składniki:
  • galaretka z pigwy bądź pigwowca (przepis w linku u góry)
  • pokrojony w grube plastry rubing (albo jakiś inny, wyrazisty w smaku ser)
Wykonanie:
Na każdy plaster sera położyć plaster pigwowej galaretki tej samej wielkości.
Ależ pyszota!

2018-11-01

herbaciane zakupy

Tym razem prośba przyszła ze strony zupełnie niespodziewanej. Sławna na cały świat autorka fantastyki, Monika Sokół, należy, tak samo jak ja, do mojego ukochanego Klubu Polki na Obczyźnie i... też kocha herbatę. Zapytała więc, czy mogłaby za moim pośrednictwem zrobić zakupy w Mieście Herbaty. Oczywiście! Uwielbiam takie prośby. Każdy pretekst, by pojechać na targ herbaciany, jest dobry. Obfotografowałam herbaty, posłałam zdjęcia z krótkim opisem i uzgodniłyśmy, ile czego. Takie zakupy to czysta przyjemność.
Parę tygodni później Monika dostała paczkę z trzema yunnańskimi czarnymi herbatami i wygląda na to, że przynajmniej jedna z nich spełniła oczekiwania :)
Chciałabym, żeby i na tym polegało moje życie zawodowe: ktoś pyta o herbatę, zastanawiamy się wspólnie, które liście mogą spełnić pokładane w nich nadzieje, a potem - zgrabna paczuszka i zaspokojenie herbacianego głodu. Och, kocham to!