blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2019-06-29

ciasteczka z pastą sezamową

Przepis podejrzany na Moich Wypiekach, ale podlegający drobnym modyfikacjom. Otóż: po pierwsze część mąki (do około połowy) można zastąpić zmielonymi orzechami włoskimi, fistaszkami itd. Po drugie: zamieniłam cukier na miód. Po trzecie: tahini można zamienić na taką samą pastę, tylko z fistaszków, a nie z sezamu - wyjdą ciasteczka fistaszkowe, też genialne.

Składniki:
  • pół szklanki pasty sezamowej
  • około półtorej szklanki mąki pszennej/owsianej/mąki wymieszanej pół na pół z mielonymi orzechami
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół szklanki miodu
  • 100 gramów masła w temperaturze pokojowej
Wykonanie:
  1. Zmiksować wszystkie składniki. Jeśli ciasto jest zbyt suche, dodać 2 łyżki wody.
  2. Z ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego, układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, lekko spłaszczać dłonią.
  3. Piec w temperaturze 180°C przez około kwadrans - do zrumienienia.
  4. Po upieczeniu pozostawić na blaszce - będą zbyt kruche, by je ruszać. Trzeba opanować łakomstwo na jakiś kwadrans; gdy wystygną, będą się kruszyć zdecydowanie mniej.

PS. Wiem, że to nie przepis chiński, tylko izraelsko-arabsko-turecki, ale po pierwsze nie używam arabskiej tahini tylko chińskiej pasty sezamowej 芝麻醬, a po drugie Turcja czy Izrael to też Azja, więc są to ciasteczka azjatyckie :)

2019-06-27

wąkrotka azjatycka Centella asiatica ใบบัวบก 崩大碗

Nigdy nie wiem, czy się przypadkiem jednak nie otruję. Mogłabym kupić świeżo wyciskany sok z pomarańczy czy granata, albo cudowną wodę kokosową, prawda? Ale skoro obok znanych mi soków leżała butelka z zielonym, schłodzonym płynem, a na straganie nawet były te liście, z których płyn wykonano, to założyłam, że da się pić i że nie jest to lokalna trutka na szczury.
Smak był... interesujący. Bardzo, bardzo orzeźwiający, niesłodki - więc napój doskonale gasił pragnienie - ale w kategorii "jak często wyląduję na twoim stole" mieścił się raczej w tym przedziale, co czipsy z jarmużu. Tym niemniej - spróbowałam czegoś nowego. Teraz tylko wypadałoby się dowiedzieć, co to takiego...
Znalazłam!
Cudem! Dzięki bardzo głęboko sięgającym poszukiwaniom. Jest otóż rzeczona wąkrotka warzywem i ziołem często spotykanym na azjatyckich mokradłach i w pobliżu pól ryżowych. Jest bardzo agresywna i - jeśli nie zje się jej w porę - potrafi bardzo się rozrastać. Musi być zbierana ręcznie. Należy do rodziny selerowatych. Jako zioło poprawia samopoczucie, zmniejsza objawy stresu i obniża wrażliwość na stres (Tajowie pewnie jej dużo spożywają...), a nawet łagodzi migrenowe bóle głowy. Preparaty z wąkrotki mogą wspomagać procesy uczenia się i kojarzenia. Ułatwiają koncentrację, przystosowanie do nowych warunków otoczenia. Aktywatory syntezy kolagenu są polecane również dla sportowców, bowiem zarówno kości, stawy jak i mięśnie wymagają ciągłej regeneracji w przypadku dużego obciążenia fizycznego i intensywnej eksploatacji. Ponadto wszelkiego rodzaju wysięki okołostawowe, kontuzje sportowe szybciej ustępują w trakcie zażywania preparatów wąkrotki.
Zamiast jednak spożywać preparaty, warto rozejrzeć się za świeżym zielskiem, które na przykład w Birmie, Indonezji, Malezji i na Sri Lance jest chętnie używana w sałatkach czy do curry; z liści robi się również purée, kleiki, ziołowe herbatki, smaży się je po chińsku - no i, jak widać, soki (głównie w Wietnamie i Tajlandii). W Tajlandii liśćmi przyprawia się również larb i pad thai; mogą być również składnikiem dipów.
Ciekawostka: po chińsku wabi się "rozbić wielką miskę" 崩大碗 albo "korzeń Boga Piorunów" 雷公根 i jest używana przeciwzapalnie oraz (zewnętrznie) do przemywania ran.
Pamiętajcie: jeśli chcecie orzeźwienia i nie macie ochoty na słodkie soki, zamówcie zielony น้ำใบบัวบก nam bai bua bok - sok z wąkrotki.

2019-06-23

córeczka to kufajka

棉襖 mián​'ǎo to nazwa chińskich waciaków, kufajek, fufajek. No, wiecie: ciepłe zimowe okrycie wierzchnie. Składa się z dwóch słów: bawełny 棉 mián i krótkiego płaszcza, kurtki 襖 ǎo. Stąd też inne pokrewne słowa:
  • 襖子 ǎo​zi - kurtka
  • 夾襖 jiá​'ǎo - dwuwarstwowa kurtka (kurtka z grubą podszewką)
Mamy też tak zwaną "małą kufajkę" 小棉襖 xiǎomián​'ǎo, która z odzieniem nie ma nic wspólnego - mówi się tak na córeczki, zwłaszcza "córeczki tatusia".
Jest wiele powodów. Córeczki są przytulne, grzeczne, posłuszne, serdeczne. Gdy dorosną, dbają o rodziców. Grzeją ich serca jak najlepsza zimowa kurtka.
Kiedy pogrzebać w internecie, pojawia się pytanie: skoro córka to kufajka, jak należałoby nazwać syna?
Syn to ramoneska. Kiedy jest ci zimno, nie ochroni przed chłodem, a kiedy gorąco - jest zbędny. Cena wysoka, a wyrzucić szkoda. Więc w niej chodzisz, żeby się pokazać, a inni ci zazdroszczą takiej fajnej skórzanej kurtki...
Zawsze gdy ktoś truje o tym, jak to synów się bardziej w Chinach kocha, przypominam sobie tę anegdotę. No i - patrzę na ZB w towarzystwie Tajfuniątka. Takiej miłości się nie da podrobić.
Cóż. I tak dobrze, że jest tylko jego kufajką. Niektórzy ojcowie nazywają swe córki "ukochanymi z poprzedniego wcielenia" (“女儿是父亲上辈子的情人”), a to już uważam za obrzydliwe...

2019-06-22

zielone curry z kurczaka

Kocham curry, często je robię, zazwyczaj jako "czyszczenie lodówki", czyli do środka trafia, co podleci. Za każdym razem smakuje inaczej, za każdym razem jest pyszne.

Składniki:
  • pierś lub udka kurczaka - około pół kilo - pokrojone w niewielkie kawałki
  • 2 łodygi świeżej trawy cytrynowej, drobno posiekanej, albo trochę suszonej
  • 2-3 łyżki zielonej tajskiej pasty curry
  • szalotka/niewielka cebula w cienkich plasterkach
  • kilka ząbków czosnku, drobno posiekanego
  • kawałek imbiru, drobno posiekany
  • kilka liści kaffiru albo pokrojona w cienkie paseczki skórka limonki
  • łyżka sosu rybnego
  • łyżka cukru
  • szczypta soli
  • warzywa: może być wszytko, od bakłażanów począwszy przez ziemniaki, bataty, dynie, groszek cukrowy, fasolkę szparagową itd. Tylko nie wszystko naraz :D
  • 400 mililitrów mleka kokosowego
  • odrobina bulionu/wody
  • świeże liście kolendry
  • świeże liście tajskiej bazylii
Wykonanie:
  1. Rozgrzać wok, wlać odrobinę oleju do smażenia i na nim smażyć pastę curry. Pamiętajcie, że ogień nie może być zbyt duży, bo curry się dość łatwo przypala.
  2. Wrzucić kurczaka i mieszać, aż będzie całkiem pokryty pastą.
  3. Dodać przyprawy i obsmażyć w ruchu.
  4. Dodać warzywa, obsmażyć w ruchu.
  5. Dodać mleko kokosowe i wodę. Zagotować.
  6. Dusić aż kurczak będzie miękki - około kwadrans.
  7. Dodać świeże liście, wymieszać i podawać.

2019-06-21

dar niebios

Dziś o bardzo szczególnym słowie:
zòu
Dziś używane jest ono głównie w wyrażeniach związanych z muzyką i wykonywaniem muzyki:
  • 節奏 jié​zòu - rytm
  • 伴奏 bàn​zòu - akompaniament
  • 演奏 yǎn​zòu - grać na instrumencie, w tym:
  • 彈奏 tán​zòu - grać na instrumencie strunowym
  • 吹奏 chuī​zòu - grać na instrumencie dętym
  • 奏樂 zòu​yuè - grać muzykę
  • 演奏者 yǎn​zòu​zhě - wykonawca
  • 獨奏 dú​zòu - solo
  • 前奏 qián​zòu - preludium
Pochodzi jednak z bardzo dawnych czasów, gdy oznaczało wystosowanie pisma do cesarza i podanie mu go w złożonych pokornie dłoniach. Spójrzcie:
Kiedy znak był jeszcze hieroglifem, pokazywał darowanie komuś czegoś w pełen szacunku sposób. Ostatecznie znak przeszedł drobną transformację i obecnie dolna część znaku to 天 czyli niebiosa - a także ich syn, cesarz.
Ja jednak zostawiam sobie na własny użytek wykonywanie muzyki jako dar, który złożonymi rękami 𡗗 pěng ofiarowujemy Niebu 天. Kto śpiewa, modli się podwójnie. Jak widać, również ten, kto gra :)
Wszystkiego najlepszego z okazji Święta Muzyki!

2019-06-15

kurczak smażony z czarną fasolką

Ten przepis poznałam u wspaniałego Kena Hom, ale dopóki mieszkałam w Polsce, nie miałam pojęcia, o jaką dokładnie fasolę chodzi. Później dopiero zapoznałam się bliżej z milionem odmian fermentowanych słonych fasolek douchi 豆豉. Jedna z nich to właśnie czarne, słone, pikantne fasolki na sucho. Jednak - akurat w tym przepisie możemy użyć właściwie każdej odmiany suchych czy mokrych fermentowanych fasolek. One nadadzą potrawie syczuańskiego pazura, a my po prostu dobierzmy sobie fasolki według własnego gustu lub dostępności.
Druga rzecz to kolejność smażenia. Ken Hom najpierw obsmaża na samym oleju kurczaka, a potem dodaje przyprawy, jednak żaden znany mi Chińczyk tak nie robi: najpierw się obsmaża przyprawy, aż zapachną, a dopiero potem w takim pachnącym oleju smaży się resztę. Dzięki temu całość jest dużo bardziej aromatyczna.

Składniki:
  • pierś kurczaka, pocięta w kawałki łatwe do uchwycenia pałeczkami
  • łyżka sosu sojowego
  • łyżka alkoholu kuchennego - wina ryżowego lub innego wytrawnego
  • szczypta soli - nie za duża, bo fasolka jest słona
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka oleju sezamowego
  • łyżka mąki ziemniaczanej/kukurydzianej
  • olej do smażenia
  • kawałek imbiru drobno posiekany
  • kilka posiekanych ząbków czosnku
  • drobno posiekana cebulka zielona - może być dużo :)
  • łyżka do dwóch grubo posiekanej fermentowanej fasolki
  • pół szklanki bulionu lub wody
Wykonanie:
  1. Z sosu sojowego, wina, soli, cukru i oleju sezamowego zrobić bejcę i wsadzić do niej kurczaka. Solidnie wymieszać.
  2. Posypać kurczaka mąką kukurydzianą i jeszcze raz solidnie wymieszać. Zostawić przynajmniej na pół godziny. W tym czasie przygotować cebulkę, czosnek i imbir.
  3. Rozgrzać wok na dużym ogniu i dodać olej. Gdy będzie gorący, dodać imbir, czosnek i fasolę. Krótko smażyć w ruchu.
  4. Dodać kurczaka i smażyć w ruchu, aż będzie cały obtoczony przyprawami.
  5. Dodać dymkę, obsmażyć mieszając.
  6. Dodać bulion, zagotować, zmniejszyć ogień i dusić, aż mięso będzie całkiem ugotowane.

2019-06-13

Chinatown w Bangkoku

Tym razem wylądowaliśmy w Bangkoku na zaledwie krótką chwilę. Postanowiliśmy udać się na kolację do Chinatown, na ulicę słynną z knajp serwujących owoce morza. Ja zresztą chciałam się nie tylko najeść, ale i obejrzeć sobie Chinatown. Było to pierwsze Chinatown, jakie widziałam w Azji. W Europie mieszkałam kiedyś w chińskiej dzielnicy Madrytu, ale to nie było takie "prawdziwe" Chinatown, w którym chiński jest dominującym językiem itd. Z niecierpliwością wyczekiwałam... no, właściwie nie wiem, czego; kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać.
Pewnie będziecie się śmiać, ale gdy wysiedliśmy z taksówki, poczułam się jak w domu. Wszystko rozumiałam dzięki chińskim napisom, pojawiły się znane zapachy i cokolwiek mniej tajskie rysy twarzy. Ach, wieczór w takim miejscu to była dla mnie wielka przyjemność!
nie ma to, jak trzy rodzaje pisma, jedno tuż obok drugiego!
bardzo tajski wystrój :)
rewelacyjne kalmary
mój ukochany omlet z małżami. Zakochałam się w tym smaku już na Tajwanie.
jasna zupa tom yam
przepyszne muszle ugotowane na parze (zawsze się upewniajcie, czy aby na pewno nie chcą ich podać na surowo, jak się je jada w północnej Tajlandii...)
wielgachne krewety pieczone na kamieniach
świeże soki owocowe - nie mogłam się oprzeć ukochanemu granatowi...
kocham smak zupy z płetwy rekina... tylko metody połowu mnie odstraszają.
Strasznie żałuję, że nie mogłam pobyć tam dłużej. Nic to - nadrobię podczas kolejnej wizyty. I z całą pewnością przyjadę tu jeszcze raz na owoce morza!

2019-06-08

paprykowy sos do wszystkiego

Tajfuniątko uwielbia świeżą, słodką paprykę. Wiedząc o tym, świekra przyniosła kiedyś trzykilowy worek papryk. Niestety, okazało się, że wprawdzie wyglądają podobnie do tych słodkich, ale są pikantne. Nie tak jak chilli, ale niestety - dla Tajfuniątka niejadalne. Dlatego zrobiłam z nich pastę dla nas, dorosłych.

Składniki:
  • dwa kilo umytej papryki
  • pół kilo-kilo cebuli
  • czosnek - ile wlezie
  • trochę oleju do smażenia cebuli
  • pół szklanki bulionu
  • dwie łyżki octu
  • dwie łyżki cukru
  • sól
  • chilli - świeże lub w proszku, ilość według uznania.
Wykonanie:
  1. Papryki przeciąć na pół i ABSOLUTNIE nie wyciągać gniazd nasiennych. Odciąć tylko ogonki, a pestki zostawić. Pokroić w kostkę.
  2. Cebulę i czosnek posiekać - drobniej lub grubiej, jak wolicie.
  3. Rozgrzać olej, zeszklić cebulę.
  4. Dodać paprykę i czosnek, smażyć na niewielkim ogniu, aż papryka zmięknie. Można krócej smażyć, ale za to zmiksować blenderem, albo smażyć, aż papryka się rozpadnie. Ja wolę tę drugą konsystencję, z wyraźną cebulką i papryką.
  5. Doprawić i wymieszać.
  6. Smażyć tak długo, aż sos osiągnie pożądaną przez Was konsystencję.
Zrobiłam wielki słój pasty. W ciągu dwóch tygodni ZB zjadł prawie cały. Dodawał ją sobie do każdego posiłku, twierdząc, że jeszcze nigdy czegoś tak pysznego nie jadł. Można nią smarować pieczywo, polewać/marynować mięso, dodać do makaronu lub ryżu, a nawet posmarować spód do pizzy! Jest absolutnie uniwersalna.

2019-06-07

Święto Smoczych Łodzi 端午節

Jesteśmy już w Polsce, Tajfuniątko i ja. W tym roku przyjechałyśmy wcześniej, bo i wracać musimy pod koniec sierpnia - od września Tajfuniątko idzie do przedszkola (nie może się już doczekać!). Pogoda nam sprzyja, babciny ogródek to prawdziwy raj dla małego smyka, a jeszcze do towarzystwa dwa koty i pies. Ja też się nacieszam rodzinnym ciepełkiem. Właściwie nie tęsknię (jeszcze) za Kunmingiem... no chyba, że w takie dni, jak dziś. Uśmiecham się ciepło na wspomnienie pysznych dzongdzyków; dobrze, że zjadłam jakieś przed wyjazdem z Chin, bo tęskniłabym niemożebnie. Patrzę na zdjęcia licznych znajomych, którzy zostali w Kunmingu na lato i trzymam kciuki, żeby ZB nie zmarnował mojego pięknego ogródka. Ech, jedną nogą tam, jedną nogą tu, nigdzie na stałe. Gdzie bardziej u siebie? Nie wiem. Zawsze wydaje mi się, że u siebie jestem po prostu tam, gdzie jestem. Tylko skąd wobec tego ta tęsknota i dziwna satysfakcja, gdy jadę w to drugie miejsce?...

2019-06-05

karonda มะม่วงหาวมะนาวโห่ 彩虹櫻桃

Zobaczyłam nieznane owoce. Oczywiście kupiłam. Całe szczęście tym razem były podpisane, i po angielsku, i po chińsku. Tyle, że po chińsku były podpisane jako wiśnie, a wiśniami na pewno nie były. Bardzo mocno trzymałam kciuki, by nazwa angielska była poprawna.
Była.
Karonda lub karanda to gorzko-kwaśny owoc, który w Tajlandii często podaje się na ostro - z dipem na bazie chilli i soli. Jego smak może być szokiem dla osób, które przygotowane są na słodki owoc, a dostają coś gorzko-kwaśnego, ale ja, jako koneserka gorzkiej przepękli i śliwca pierzastego oczywiście się tej goryczki nie przestraszyłam. Może nie będę jadła karondy garściami, ale do sałatki mogłabym dodać. Zwłaszcza, że ponoć owocki te są bardzo zdrowe - przede wszystkim pomagają palaczom oczyszczać organizm, ale niepalący też mogą sobie pomóc - owoce odświeżają oddech, pomagają przy chorobach wieńcowych i chorobach żołądka oraz wspomagają odporność. Są bogate w żelazo, witaminę C i A, a także wapń i fosfor. Od wieków znajdują zastosowanie w medycynie ajurwedycznej. Gdybym miała do nich swobodny dostęp, zapewne na wzór Tajów marynowałabym je na słodko albo robiła z nich soki czy też dodawała do gąszczów. Ponoć lecznicze zastosowanie mają wszystkie części rośliny Szkoda, że rosną raczej w bardzo ciepłym klimacie - Tajlandia, Indie, Sri Lanka, Bangladesz, Afganistan itd. Ponieważ są to rośliny łatwe w uprawie i mało wymagające, jeśli chodzi o glebę, a w dodatku silnie ukorzenione, często używa się ich tak, jak naszych jeżyn - przy nasypach i tego typu pagórkach, by "coś je trzymało".
Dopiero przeglądając wikipedię, zrozumiałam, skąd wiśnia w chińskiej nazwie. Otóż jedną z ich chińskich nazw jest bezpośrednie tłumaczenie nazwy owocu na Sri Lance: tęczowa wiśnia. Zwykła chińska nazwa to po prostu "kolczasty żółty owoc" 刺黄果.

2019-06-02

kino pod chmurką

W ciepłe wieczory nad Szmaragdowym Jeziorem rozkładany jest ekran i rzutnik - i już mamy kino pod chmurką.
Zazwyczaj seanse odbywają się w weekendy, ale czasem w dni powszednie też można trafić :)

2019-06-01

wegetariański szwedzki stół 素食自助餐

Wielokrotnie wspominałam tu o naszej ulubionej buddyjskiej, wegetariańskiej knajpie, mieszczącej się w samym środku parku nad Lotosowym Stawem. Dziś pokażę Wam, co tam jadamy (oczywiście, menu się zmienia, ale chcę Wam pokazać, jak to mniej więcej wygląda):
tofu z dziwidła na ostro
pikantna sałatka z liści selera naciowego
nasz ulubiony deser: papajowa woda
zupa z białej rzodkwi
zupa z glonów i soi
kleik ryżowy z fasolą złotą (fasolką mug)
zupa z zielonych patisonów z marchewką
zupa z beninkazy szorstkiej
zupa koperkowa
mleko sojowe
ryż kleisty
ryż gotowany na parze
ryż z kaszą kukurydzianą
ryż smażony z warzywami
bakłażan z papryką
tofu koperkowe
ziemniaki w sosie pomidorowym
tofu dziobatej staruszki, czyli mapo doufu
warzywa w sosie ostro-drętwym
kiszona rzodkiew na ostro
kiszona kapusta po yunnańsku
kiszona fasolka szparagowa
ziemniaki w mundurkach gotowane na parze
ciasto gryczane na parze z gryki tatarki
lotosowe frytki na ostro
smażony groszek cukrowy
bakłażan i cukinia w cieście
"kwiat fasolowy" czyli miękkie tofu
gluten smażony z fasolką na ostro
któraś z licznych chińskich kapust
sałatka z przepękli
skórka tofu na ostro
makaron na zimno i pikantnie
Z tych wspaniałości przygotowujemy sobie "miseczkę rozmaitości" czy też "miseczkę buddy", w razie potrzeby napełniając miseczkę od nowa, całkiem nowymi produktami. Ilość dokładek nie gra roli, bo płaci się przy wejściu. Drugą, mniejszą miseczkę wykorzystujemy na zupę albo deser. Najbardziej się cieszy Tajfuniątko, które może spróbować tak wielu rzeczy! Oczywiste więc, że z okazji Dnia Dziecka też wybieramy się do jej ulubionej restauracji.
I wprawdzie te nasze miseczki rozmaitości są wybitnie nieinstagramowe i raczej chaotycznie sporządzone, ale mogę Was z ręką na sercu zapewnić, że są pyszne i sycące!