Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 漢語 chinski :). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 漢語 chinski :). Pokaż wszystkie posty

2026-10-01

行不履阈 nie stój w progu

Wśród wielu zasad savoir-vivre'u w buddyjskich świątyniach jedna zwłaszcza może zaskakiwać i budzić zaciekawienie: zasada niedeptania po progach. Wchodząc do jakiejkolwiek buddyjskiej sali powinniśmy przekroczyć próg nie następując na niego. Jest to zasada tak oczywista, że nie wspomina się o niej nawet na tablicach informacyjnych, bo przecież nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby deptać po progu. Jest to uważane za brak szacunku, złamanie etykiety, a oprócz tego niszczenie antycznej architektury (progi dawniej bywały zazwyczaj drewniane). Ta sama zasada występuje również w tajskich świątyniach, jednak w Chinach - i to mnie chyba najbardziej zafascynowało - tradycyjnie dotyczyła nie tylko progów świątynnych. Obok opieki nad zabytkami i szacunku względem Buddy mamy tu bowiem do czynienia również z tradycyjną chińską etykietą i symboliką. 
Zgodnie z etykietą konfucjańską (prosto z Analektów) nie wolno stać w wejściu ani następować na próg domostwa (立不中门,行不履阈). Następowanie na próg było uważane za aroganckie, jako, że stawiało deptacza wyżej od reszty. Myślę, że właśnie to myślenie może stać za wprowadzeniem podobnej zasady również w świątyniach, gdzie przecież pokorny wierny winien być skromny.
Jeśli zaś chodzi o stronę językową, to zacznijmy od tego, że próg zowie się po chińsku 槛 kǎn, co wymawia się identycznie jak 坎 kǎn oznaczające trudność, przeszkodę. Stąd przekroczenie progu jest widziane o wiele lepiej niż wdepnięcie weń; przekraczając bez trudu próg symbolicznie przekraczamy przeszkody zamiast w nie wpadać jak śliwka w kompot. Później zresztą Chińczykom tak mocno wszedł ten symbol do głowy, że aż do pierwotnego słowa 门槛 stworzyli oboczne 门坎, które później nawet weszło do słowników jako możliwy zapis. Co jest o tyle ciekawe, że jeśli weźmiemy samo 槛, znaczy to oczywiście nadal próg, ale jeśli rozdzielimy ten drugi zapis, samo 坎 nie będzie miało w słownikach nic wspólnego z progiem. 
Wracając do progu - nie mniej ważna jest symbolika związana z przekraczaniem progu, występująca również w Polsce. Próg oddziela moje od cudzego, bezpieczne od niebezpiecznego, bycie u siebie od bycia u obcych, zwykłe od formalnego, publiczne od prywatnego, a w świątyniach również świeckie od świętego. Przekraczanie progu dorosłości, przekraczanie progu nadziei... Polszczyzna pod tym względem niczym nie ustępuje chińszczyźnie. 
Czytając sobie o tych progach i etykiecie skłoniło mnie do jednej dodatkowej refleksji: tabliczka o niestaniu w wejściu bardzo przydałaby się rzeszom Chińczyków, którzy zasłaniają całe wyjście z windy czy metra. Ponad dwa tysiące lat temu skodyfikowano zasady współżycia społecznego; one się nie zmieniły i nadal mogłyby znaleźć zastosowanie, gdyby tylko chińskie dzieci były uczone z dawnych konfucjańskich czytanek albo chociaż przez ludzi, którzy tego nieszczęsnego Konfucjusza czytali... 
Na deser kilka smaczków progowych: 
  • 踏破門檻 [踏破门槛] tāpòménkǎn - tłoczyć się pod czyimiś drzwiami. Dosł. zadeptany próg. 
  • 門檻精 [门槛精] ménkǎnjīng - osoba mająca smykałkę do biznesu, przebiegła jak lis. Dosł. demon progu (osobiście bardzo mi się kojarzy z komiwojażerami). 
  • 懂门槛 dǒngménkǎn - mieć swoje sposoby, triki, znać wszystkie chwyty. Dosł. rozumieć próg
Dom Spotkań Jiangxi w Huize: ten próg też należy przekroczyć :)

2026-09-19

jak cytra z lutnią 琴瑟

Kiedy ostatnio szukałam informacji o flądrze i przypadkiem dowiedziałam się, że ryby te wraz z mitycznym ptactwem symbolizują kochającą się parę, niejako przy okazji poznałam określenie, które znacznie bardziej mi pasuje, przede wszystkim dlatego, że da się idealnie przetłumaczyć na polski. W końcu u nas też się mówi o harmonijnych małżeństwach. Przed Państwem: bǎi nián qín sè 百年琴瑟 – „przez sto lat jak cytra i lutnia”. 百年 bǎinián oczywiście nie musi oznaczać faktycznie stu lat; to synonim "całego życia". Z kolei 琴瑟 qínsè to dwa instrumenty strunowe, które uważane były za najbardziej harmonijny duet. I właśnie dlatego harmonia małżeńska również jest opisywana tymi dwoma słowami. Posłuchajmy więc sobie, czy faktycznie instrumenty te są aż tak zgodne. Przed Wami Poemat o jesiennym wietrze:
   
To wykonanie jest o tyle niezwykłe, że faktycznie znajduje się przed nami duet będący małżeństwem i najwyraźniej udatnie współpracujący na scenie. Na pewno rozpoznaliście instrument zwany 琴 - jest to oczywiście najsłynniejszy chiński instrument służący rozrywce intelektualnej, dziś zwany guqinem. Zdarza mi się go słuchać, zwłaszcza gdy potrzebuję wyciszenia, ostatnio najchętniej w wykonaniu Łuny... Znaczy, artystki o dźwięcznym mianie Wu Na. Jednak przy całej mojej muzykologicznej przeszłości nie potrafiłam sobie przypomnieć, czym jest se. 
Se 瑟 lub guse 古瑟 czyli dosłownie starożytny se to coś w rodzaju chińskiej antycznej cytry. Na przestrzeni wieków zmieniał się jej rozmiar i konstrukcja, jednak zazwyczaj miała 25-50 strun z ruchomymi progami i skalą nawet do pięciu oktaw. Razem z guqinem tworzyła parę najważniejszych instrumentów, jednak w przeciwieństwie do tego drugiego stopniowo wyszła z użycia. Już na przełomie XIII/XIV wieku występowała coraz rzadziej, stopniowo wypierana przez podobny a bardziej nowoczesny zheng. Dziś wprawdzie czynione są próby przywrócenia se chińskiej muzyce, jednak są one tak rzadkie, że nawet taka fanka dawnej muzyki chińskiej jak ja nieczęsto ma okazję się z tym instrumentem zetknąć; budowane współcześnie instrumenty przypominają guzheng, a artyści na nich grający pożyczają również guzhengową technikę. Tak to przeminęła chwała instrumentu, który ponoć został stworzony przez samego Fuxi, tego samego boga, który poskromił zwierzęta (ciekawe, czy grał im właśnie na se). Niektórzy wierzą, że tradycyjny znak muzyki 樂 zawiera jedwab 絲 i drewno 木 właśnie dlatego, że reprezentują se. Jeden ze starych se został znaleziony w słynnym grobowcu Markiza Yi, razem z dzwonami, bębnami i guqinem. 
Przetrwało niewiele zabytków literatury muzycznej na se; większość z nich znajduje się w tabulaturach na guqin, bo se był traktowany jak instrument akompaniujący. Co ciekawe, sam instrument i trochę literatury przetrwało w krajach ościennych w muzyce rytualnej (w Korei i Wietnamie). 
Znalazłam jeszcze jeden duet na guqin i guse:
   
W trakcie słuchania przyswójmy sobie jeszcze kilka słów cytrowo-lutniowych: 
  • 琴瑟和鳴 [琴瑟和鸣] qínsèhémíng - w idealnej harmonii. Dosł. qin i se harmonijnie brzmią 
  • 瑟瑟 sèsè - szeleszczący, drżący 
  • 瑟瑟發抖 [瑟瑟发抖] sèsèfādǒu - drżeć, trząść się 
  • 蕭瑟 [萧瑟] xiāosè - szumieć na wietrze. Dosł. bambusowy flet i se (najwidoczniej było to bardzo szelestliwe połączenie instrumentów) 
  • 琴瑟不調 [琴瑟不调] qínsèbùtiáo - fałszować, ale też niezgoda w małżeństwie. Dosł. qin i se nie w tonacji
PS. Dzisiejszą notkę sponsoruje rocznica z kości słoniowej. Oby nasza lutnia zawsze była zestrojona z cytrą!

2026-09-15

苦菜 Gorzka kapusta

W wielu kuchniach chińskich jest bardzo popularne zielone liściaste warzywo, które, jeśli przetłumaczyć dosłownie, zowie się gorzkim warzywem czy też gorzką kapustą (nie mylić z gorzką dynią czyli przepęklą). Dzieli się na małe i duże - nie chodzi jednak tylko o rozmiar liści. Tu nie działa to, co u pomidorów czy bakłażanów - że ich cechy ogólne pozostaną podobne bez względu na rozmiar. Mała i duża gorzka kapusta to nie jest to samo warzywo: tak naprawdę to cała grupa rozmaitych warzyw, które łączy gorzkawy smak liścia. Najczęściej są to rośliny należące do rodziny astrowatych. Jedną z najpopularniejszych jest Pterocypsela indica czy też Lactuca indica czyli indyjska sałata 翅果菊 chìguǒjú (dosł. chryzantema o skrzydlatych owocach). Nie jest jednak jedyną, którą się tak nazywa, bo duża gorzka kapusta mówi się również na mlecz zwyczajny 苦苣菜 kǔjùcài (Sonchus oleraceus) oraz rozmaite gatunki z rodzaju Ixeris 苦荬菜 kǔmǎicài. Zwróćcie uwagę: właściwe nazwy chińskie nie mają nic wspólnego z "gorzką kapustą", a jednak potocznie każda z nich może zostać tak nazwana. Sprawę komplikuje jeszcze bardziej fakt, że w różnych regionach pod nazwą zbiorczą gorzkiej kapusty funkcjonują również inne rośliny. Na przykład yunnański 苦菜 to bardzo często brassica juncea czyli kapusta sitowata, która w innych regionach nazywa się 苦芥 kǔjiè (w wolnym tłumaczeniu: gorzka gorczyca). Istnieje również tzw. yunnańska gorzka kapusta 滇苦菜 czyli goryczel - wracamy tu do astrowatych. Włączmy sobie jeszcze w ten zbiór żółtokwiatową patrynię z rodziny przewiertniowatych i w zasadzie mamy już komplet - przynajmniej jeśli chodzi o "duże gorzkie warzywo". 
Zamieszanie jest jednak jeszcze trochę większe. Zgodnie z jednym z dziwactw Yunnanu 青菜喊苦菜 - dosłownie: warzywo zielone nazywa się gorzkim. Czyli mimo, że w całych Chinach jada się "gorzkie warzywa", to w Yunnanie nazywa się tak jeszcze więcej gatunków, nawet te, które dla innych Chińczyków są po prostu zielonymi warzywami. No a poza tym chyba tylko u nas - no, może jeszcze w Syczuanie i Guizhou - gorzkie warzywa dzielą się na duże i małe. A małe to jeszcze kilka roślin do kolekcji. Przede wszystkim niektóre gatunki Ixeris oraz Ixeridium, a obok nich mlecz kolczasty 花叶滇苦菜/云南小苦菜.
Ech. Idę na targ, pytam: co to? Odpowiadają, że gorzka kapusta, a ja nadal jestem zagubiona. Wiem tylko, że będzie gorzko i że mogę kupić którąkolwiek z nich, żeby sobie zapewnić działanie przeciwzapalne.
Anegdotka: podczas pobytu w Polsce wyzbierałam z trawnika wszystkie liście mlecza i przyrządziłam je po yunnańsku, smażone z czosnkiem i suszonym chilli. Okazały się jednak dużo bardziej gorzkie niż młodziutkie, uprawiane na zacienionych poletkach, zbierane gdy tylko wyrosną liście, do których przyzwyczaiłyśmy się z Tajfuniątkiem w Yunnanie. Stwierdziłyśmy, że może jednak skupimy się na słodziutkich jeżynach i agreście... 

2026-09-10

Brzoskwinie i śliwki 桃李

Nie lubię wierszy o długich tytułach. Jak to jest, że jeden popełnia całą książkę wierszem i tytułuje ją Pan Tadeusz, a inny napisze cztery siedmiosylabowe linijki i je zatytułuje tak, że olaboga?... 
奉和令公绿野堂种花 można przetłumaczyć mniej więcej jako W odpowiedzi księciu Linggongowi na jego sadzenie kwiatów w Zielonej Altanie, choć gdybyśmy mieli zwrócić uwagę na wszystkie niuanse, tytuł byłby jeszcze dłuższy. Bo tak: 
  • 奉和 fèng hé „z szacunkiem układam wiersz w odpowiedzi” - to taki grzecznościowy termin używany, gdy poeta odpisuje na cudzy utwór, co było częstą sytuacją na dworach i w ogóle między ludźmi wykształconymi. 
  • 令公 lìng gōng to tytuł honorowy wysokiego urzędnika (konkretnie 中书令 - coś w rodzaju naczelnika sekretariatu cesarskiego); tu konkretnie chodzi o pana Pei Du. 
  • 绿野堂 lǜyětáng to nazwa rezydencji należącej do Pei Du, dosłownie Zielona Dzika Sala. 
  • 种花 zhònghuā to najprostsza część tytułu - oznacza dosłownie sadzenie kwiatów. 
Czyli w zasadzie próbując dokładnie wywiązać się z zadania tłumaczki, powinnam być może przetłumaczyć tytuł jako Z szacunkiem układam wiersz w odpowiedzi księciu Linggongowi na jego sadzenie kwiatów w Zielonej Dzikiej Sali. Ech. 
Jest to czterowersowy utwór, napisany przez znanego już nam tangowskiego poetę Bai Juyi. Wiersz ma w zamyśle komplementować altanę Pei Du i jego samego, ale jest również świetnym przykładem wykorzystania przenośni i pytań retorycznych w tangowskiej poezji, a poza tym jest często recytowany właśnie dzisiaj - z okazji chińskiego Dnia Nauczyciela. Dlaczego? O tym już za chwilę. 

绿野堂开占物华, 
Zielona Altana zawiera całe piękno. 
路人指道令公家。 
Przechodnie wskazują: oto dom Jego Ekscelencji. 
令公桃李满天下, 
Jego brzoskwinie i śliwki wypełniają świat, 
何用堂前更种花。 
Po cóż więc sadzić kwiaty przed domem? 

Zanim zabierzemy się do zasadności posiadania kwiatów w ogrodzie, który jest brzoskwiniowo-śliwkowym sadem, wróćmy na chwilę do rezydencji. Zielona Dzika Sala, którą ja wyobrażam sobie zawsze jako pełny zieleni, cokolwiek mniej wypasiony chiński odpowiednik Rivendell, znajdowała się w południowej części dzisiejszego Luoyangu, miasta peonii. Zgodnie z pismami z epoki "Przy moście Wu zbudował rezydencję, gdzie rosły tysiące drzew i kwiatów; wzniesiono w niej chłodne pawilony i letnie komnaty, a nazwano ją Zieloną Dziką Salą"*. Wiadomo, że trawa rosła tak bujna, że regularnie wypasano tu owce. Dla Pei Du rezydencja ta była miejscem ucieczki od polityki; po wieloletnim kanclerzowaniu ten światły człowiek stwierdził, że obmierzły mu intrygi dworskiego życia, zrezygnował ze stanowiska i osiadł w Luoyangu. Do ogrodu doprowadzono słodką wodę i wzniesiono liczne pawilony, tworząc przepiękny krajobraz ogrodowy; tablicę z nazwą wykaligrafował sam Du Mu! Na jakże zasłużonej emeryturze Pei Du się nie nudził: często urządzał "intelektualne popijawy" (文酒之会) i układał wiersze wraz z zaproszonymi literatami, m.in. naszym Bai Juyi, ale również niepokornym Liu Yuxi. Spotykali się zresztą często nie tylko w celach pijacko-literackich, ale również obrzędowych - wiadomo na przykład, że Pei zapraszał swych przyjaciół-artystów np. na "egzorcyzmy" z okazji Podwójnej Trójki. Było to miejsce, które wypadało znać, wypadało je odwiedzać, a plotki dotyczące spotkań literackich u Pei docierały nawet na dwór cesarski. To sprawiło, że Zielona Altana stała się ważnym miejscem spotkań artystycznych za Tangów, a dzięki temu przeszła do historii, często przywoływana w dziełach literackich i na kaligrafiach późniejszych intelektualistów jako symbol ogrodu, w którym rozkwitają nie tylko rośliny, ale również idee.

No dobrze. Nadal jednak nie wiemy, o co chodzi z tymi kwiatami, śliwkami i brzoskwiniami. Oczywiście jest to przenośnia: brzoskwinie i śliwki to tak naprawdę utalentowani uczniowie. Bai Juyi nawiązał tym samym do słów cesarzowej Wu Zetian, która tak oto podsumowała dokonania Di Renjie czyli słynnego Sędziego Di: Wszystkie brzoskwinie i śliwki pod niebem są w twojej szkole (天下桃李,悉在公门). Ponoć swego czasu Di Renjie polecił cesarzowi wielu zdolnych urzędników. Wszyscy odnieśli później wielkie sukcesy. Cesarzowa wyrazić więc chciała podziw, że chyba każdy zdolny człowiek w całym państwie jest jakoś związany z Di, który albo go wychował, albo mu pomógł, a potem nieodmiennie polecał. 
Tyle, że to nie rozwiązuje problemu: nadal nie wiemy, dlaczego brzoskwinie i śliwki są synonimem utalentowanych dzieciaków? Brzoskwinie i śliwy pierwotnie były po prostu urodziwymi, bujnie kwitnącymi i rodzącymi obficie drzewami. Jednak już w najstarszym istniejącym zbiorze poezji chińskiej, Księdze Pieśni, znajduje się wers: piękni jak kwiaty brzoskwini i śliwy (华如桃李). Na początku więc był więc opis piękna, a także metaforyczne określenie młodości. Dodatkowo właśnie te dwie rośliny chętnie były wykorzystywane w anegdotach i przysłowiach. Np. 投桃報李 [投桃报李] tóutáobàolǐ czyli rzucić brzoskwinię, dostać śliwkę mówi o rewanżowaniu się prezentem za prezent i wymianie uprzejmości. Z kolei 桃李不言,下自成蹊 táolǐ bùyán, xiàzì chéngxī znaczy dosłownie: choć brzoskwinie i śliwy nie potrafią mówić, to pod nimi sama tworzy się ścieżka. W domyśle: przyciągają ludzi pięknem kwiatów i słodyczą owoców. Ta metafora jest używana na określenie ludzi dobrych i prawych, którzy nie muszą walczyć o uwagę i podziw innych. Z kolei w Zewnętrznych komentarzach do Księgi Pieśni stoi: Kto wiosną sadzi brzoskwinie i śliwy, latem ma pod nimi cień, a jesienią zbiera ich owoce (夫春树桃李者,夏得阴其下,秋得其实). I myślę, że może właśnie stąd porównanie do obiecującej młodzieży - w końcu tak jak sadzi się drzewa nie dla natychmiastowych korzyści, tak młodzież nauczamy, by ulepszała świat i zaszła dalej niż my potrafiliśmy zajść. Dlatego z czasem brzoskwinie i śliwy stały się metaforycznym określeniem wychowanych czy też nauczanych przez siebie uczniów, zwłaszcza tych, którzy zaszli daleko. 
Bai Juyi użył w wierszu sformułowania 桃李满天下 Wszędzie pod niebem pełno brzoskwini i śliw - czyli na całym świecie pełno jest młodych, zdolnych ludzi, którym Pei Du pomógł w rozwoju. Jest to więc swoisty hołd dla Pei Du, znanego ze wspierania młodych talentów, bycia hojnym i cierpliwym mentorem - w tym wspomnianego już Liu Yuxi. Z czasem wers ten stał się klasyczną laurką dla nauczycieli. Dziś często z okazji Dnia Nauczyciela chińscy pedagodzy zamiast kwiatów otrzymują kosze owoców - oczywiście brzoskwini i śliwek - a wtedy żadne słowa nie są już potrzebne.
Z wielką dumą chcę się Wam dziś pochwalić. Jeden z moich studentów, który wybierał moje zajęcia przez pełne cztery semestry, gdy na sam koniec poprosiłam o anonimowe podsumowanie kursu, zamiast rozpisywać się po angielsku, jak to zrobiła większość uczniów, stworzył dla mnie piękną kaligrafię - małe dzieło sztuki, z tym właśnie wierszem.
Postanowiłam ją sobie oprawić i zerkać na nią zawsze, gdy będę zniechęcona i zdemotywowana. Nawet jeśli na trzy setki studentów, których jednocześnie uczę, znajdzie się jedna taka śliwka czy brzoskwinka - warto. 

*To ze Starej Księgi Tangów:《旧唐书 裴度列传》又于午桥创别墅,花木万株,中起凉台暑馆,名曰绿野堂.

2026-09-03

flądra i ptak

Jeden, jedyny raz udało nam się zjeść nad morzem naprrrrrrawdę świeże ryby, prosto z nocnego ułowu. Były to flądry i ogromniasty dorsz, któremu nie daliśmy w szóstkę radę i trzeba było dojadać dnia następnego.
Oczywiście, natychmiast sięgnęłam do słownika, żeby móc ZB wyjaśnić, jakimi to pysznościami raczymy się pod jego nieobecność. Dorsz jest prosty - 鱈 [鳕] xuě czyli, rozbijając na czynniki pierwsze, ryba 鱼 o mięsie bielutkim jak śnieg 雪. Jest to ponoć jeden ze znaków pochodzenia japońskiego, który Chińczycy włączyli w swe słowniki znacznie później. 

Flądra okazała się być znacznie ciekawsza. Po pierwsze ma wiele nazw, przede wszystkim dlatego, że w potocznym chińskim używa się wymiennie nazw wielu ryb flądrokształtnych. Dlatego np. 
  • 鰜 [鳒] jiān może zostać nazwana flądra, choć właściwie nazwa powinna być zarezerwowana tylko dla flądrokształtnych ryb z rodziny jęzorowatych. 
  • 龍脷 [龙脷] lub prościej 龍利 [龙利] lónglì to przede wszystkim sola, ale również ona bywa wykorzystywana w opisie flądrowatych.  
  • 鰈 [鲽] dié to najważniejsza nazwa - dotyczy całego rzędu ryb flądrokształtnych, jednak jeśli nie znamy się dobrze na rybach, to właśnie tej nazwy użyjemy wobec każdej flądry, na którą natrafimy. Potocznym odpowiednikiem tej nazwy są 左口魚 [左口鱼] zuǒkǒuyú - dosłownie: ryba lewy pysk oraz 比目魚 [比目鱼] bǐmùyú, do której to nazwy wrócimy za chwilę.  Kilka innych ryb wykorzystuje znak 鰈 [鲽] dié, np. 大鰈魚 [大鲽鱼] dàdiéyú to turbot.
I tak sobie przeglądam ten słownik i przeglądam, uzupełniając wiedzę o ryby, aż tu nagle pojawia mi się zbitka 鰈鶼 [鲽鹣] diéjiān oznaczająca... dobrze dobraną i kochającą się parę. Ki diabeł? Co ma do tego wszystkiego flądra? Bo widzę, że pierwszy znak to flądra, a drugi jeszcze dziwniejszy, bo skąd przy tej flądrze jakiś nieznany mi ptak? Słownik podpowiedział: 鶼 [鹣] jiān to legendarny/mityczny ptak. Czyli wiadomo, że będzie ciekawie. Te dwa znaki to tak naprawdę skrót dla 比目鱼和比翼鸟 jednookich ryb i jednoskrzydłych ptaków. Otóż zgodnie z legendą na wschodzie żyją ryby, które muszą pływać parami, ponieważ każda ma tylko po jednym oku. Z kolei na południu żyją ptaki, które muszą wspólnie latać, ponieważ każdy ma nie tylko po jednym oku, ale i po jednym skrzydle*. No a ponieważ samce zawsze mają oko/skrzydło z lewej strony, a samice z prawej, to cudownie się wszystko układa, prawda? Powstało nawet przysłowie: 鹣鲽情深 jiāndiéqíngshēn - głęboka miłość fląder i jianów. Jak rozumiem, nie jednych do drugich czyli międzygatunkowo, tylko między samcami i samicami tego samego gatunku. Muszą się kochać, bo inaczej wymrą. W sumie to niegłupie, że określa się tak pary, które są do siebie bardzo przywiązane (sic!). Do tego właśnie ptaka nawiązuje Bai Juyi w jednym ze swych poematów (konkretnie: w Pieśni Długiego Żalu); zresztą, również innym poetom zdarzało się uważać kalekie ptactwo i ryby za warte naśladowania... 
Oczywiście uwielbiam chiński za to, że potrafi wcisnąć rybę i mitycznego ptaka do kochającej się pary, jednak osobiście uważam to za spore nadużycie. Przecież tylko dlatego, że do latania potrzebuję tego drugiego, nie muszę go wcale kochać! Może go wręcz nie znoszę, ale i tak jestem nań skazana? Kulturoznawczo-detektywistyczna żyłka każe mi się zastanowić, jak wiele par wygląda na zgodne i kochające, choć współpracują tylko dlatego, że muszą. Dla dobra dziecka, żeby spłacić kredyt, bo zegar biologiczny tyka... Czy lepsza jest para, która być ze sobą musi, czy ta, która codziennie siebie wzajemnie wybiera, choć może latać, pływać, pracować, żyć i podróżować samotnie?
Już nie mówiąc o tym, że prędzej naprawdę wyłupię sobie jedno oko, niż pozwolę, żeby ZB - nawet żartem - mówił do mnie per "flądro"! 

* Tak w każdym razie sprawę opisuje Erya, starożytny chiński leksykon.《尔雅·释地》:“東方有比目魚焉,不比不行,其名謂之鰈。南方有比翼鳥焉,不比不飛,其名謂之鶼鶼。”

2026-08-29

铁马吟 Śpiew wietrznych dzwonków

Melodia na dziś to świecka guzhengowa próba oddania buddyjskiej guqinowej atmosfery. Jeśli nie znaleźliście jeszcze pustki w sercu i nie pozostaliście nieskalani mimo otaczającego pyłu i kurzu, może wsłuchanie się w muzyczny zen Wam (nam) pomoże? 
Co ciekawe, nie jest to żaden starożytny kawałek, a utwór konkursowy, napisany w 1985 roku przez wybitnego muzyka Zhao Dengshana 赵登山. Praca nad nim zajęła Zhao zaledwie tydzień! Zdobył wiele nagród w kraju i za granicą; został włączony do podręczników gry na guzheng. Szybko stał się wizytówką shandońskiego stylu guzhengowego. 
Trudno się dziwić. Jest przepiękny.
   
A teraz trochę o tytule: dosłownie tłumaczony znaczy "śpiew żelaznych koni" i niestety w Internecie można znaleźć ten utwór tak właśnie opisany. Biorąc pod uwagę, jak wiele znaczeń ma "żelazny koń" po chińsku, mogę sobie wyobrazić pół tuzina kompletnie do siebie wzajemnie niepodobnych utworów, które nosiłyby taki tytuł. Czym więc może być żelazny koń? 
鐵馬 [铁马] tiěmǎ - kawaleria; koń w zbroi, stalowa barykada, rower (na Tajwanie), motor (w Hongkongu), lokomotywa (w XIX-wiecznej Anglii), metalowe barierki i w końcu dzwoneczki poruszane wiatrem, często wiszące pod dachami chińskich świątyń. 
Czekam na utwór na guzheng inspirowany szarżą husarii. Albo chociaż wyścigiem rowerowym...

2026-08-27

竹里清风 chłodna bryza w bambusowym gaju

Tym razem kaligrafia lepiej trafiona: przy bambusach wiersz o bambusie, a raczej jego pierwszy wers.
Całość przedstawia się tak:
竹里清风竹外尘, 
风吹不断少尘生。 
此间干净无多地, 
只许高僧领鹤行。 

W bambusach czysty wiatr, poza nimi kurz i pył, 
Wiatr nieustannie wieje, a kurzu wciąż przybywa. 
To miejsce jest czyste, przestrzeni niewiele, 
Tylko dostojny mnich może tu przechadzać się z żurawiem. 

竹 zhú czyli bambus w buddyzmie symbolizuje pustkę (siunjata) i elastyczność. Dlaczego pustkę? Bo jest pusty w środku - a dokładne tłumaczenie siunjaty na chiński to właśnie 空 kōng - ten sam rodzaj pustki, co wewnątrz bambusa. Jednocześnie jest giętki, niełamliwy - jak wyzwolony, oświecony umysł, nie trzymający się kurczowo żadnych koncepcji. W bambusach - choć niektórzy tłumaczą np. "w bambusowym gaju" - czyli jak we wnętrzu oświeconego umysłu, w czystej, naturalnej, niezakłóconej przestrzeni. 

清風 [清风] qīngfēng to dosłownie rześka bryza, orzeźwiający wiatr, jednak od wieków jest to sformułowanie używane przenośnie znacząc czystość i uczciwość. Czyżby były to zachowania czy też cnoty tak rzadkie, że aż przynosiły orzeźwienie i przewiewały zwykłe, paskudne ludzkie zachowania?
Z kolei 塵 [尘] chén to kurz, brud, ziemia. W buddyjskiej terminologii nazywa się tak skazy umysłu i przywiązania. Wywodzi się to z ajatan czyli zmysłów i guṇa czyli przedmiotów zmysłów czy też wyniku działań zmysłów - to, co widzimy, czujemy, słyszymy itd. 
Wszędzie poza bambusem czai się kurz, którego wciąż przybywa. Nie da się go posprzątać, ani od niego uciec. Prawdziwa czystość to nie unikanie brudu, a brak reakcji (idea bardzo pomocna w zachowaniu spokoju, gdy wchodzi się do pokoju dziesięciolatki...). 
Miejsce, które jest czyste to "puste serce" 心空 xīnkōng, czyli citta-śūnyatā - pustka umysłu, pustka świadomości. Do tego właśnie dążymy w medytacji, koanach, w szukaniu oświecenia tu i teraz. Nie potrzebujemy całego wszechświata i dziesiątek lat, tylko błysku zrozumienia w naszym pustym umyśle. Jeśli uda nam się urzeczywistnić tę pustkę, będziemy jako dostojny mnich w towarzystwie równie dostojnego żurawia. W tradycji zen nabiera on innej symboliki niż długowieczność i zasada niedziałania znane nam z taoizmu; gdyby leciał, oznaczałby umysł, który wzniósł się poza samsarę i osiągnął pełne wyzwolenie; jednocześnie pokazuje nieskalaną naturę umysłu, wolną od splamień i przywiązań. Jednak jeśli stałby na jednej nodze w wodzie, byłby metaforą mnicha w stanie głębokiej medytacji zen na siedząco (zazen). 
Kurz będzie zawsze. Samsara nie pozwala na pełne oczyszczenie, nie daje nam świata bez skazy. Pora więc znaleźć wejście do wnętrza bambusa, gdzie kurz nie będzie już nas kalać. Gdy nam się to uda, będziemy przechadzać się z żurawiami - żyć w świecie, nie dając się mu skazić. 

To wiersz kolejnego z Ośmiu Ekscentryków z Yangzhou*, Jin Nonga... bądź jego ucznia, Luo Pina - często przepisywał on i interpretował wiersze mistrza, ale sam tworzył w podobnym stylu. 

*Poprzednim był oczywiście Zheng Xie, o którym wspomniałam tutaj.

2026-07-05

Park Kultury i Sztuki Szmaragdowego Koguta 碧鸡文化艺术园区

Dwa tygodnie temu miałam przyjemność uczestniczyć w koncerto-pogadance muzycznej prezentującej kilka bardzo znanych utworów na guzheng wraz z dość szczegółowymi objaśnieniami dotyczącymi poszczególnych utworów i technik wykorzystanych do stworzenia w nich niezwykłego klimatu. Co więcej, uczestniczyłam nie tylko jako słuchaczka, ale i jako tłumaczka na angielski, przy czym w trakcie koncertu i pogadanki okazało się, że mimo drobiazgowego przygotowania, będę musiała pójść na żywioł i tłumaczyć chińską dyskusję improwizując. Nie będę ukrywać: nie było to najlepsze tłumaczenie w moim życiu, głównie ze względu na to, że techniki guzhengowe nigdy nie znalazły się w centrum moich zainteresowań. Jednak z drugiej strony, zdarzały mi się i tłumaczenia gorsze, głównie w czasach, w których podstawowym używanym przeze mnie chińskim słowem było 东西 (coś). Dziś wrzucam parę fotek; jeśli chodzi o nagrania, to może kiedyś?
Chen Xingyan 陈星言
Koncert był związany tematycznie z lotosami.
Na pewno podzielę się samymi utworami w innych wykonaniach; bardzo mi się spodobały, a poza tym pozwoliły mi znów wrócić do słuchania guzhengu. Na co dzień robię to rzadko, bo ZB nie przepada ani za guzhengiem, ani za guqinem. Z miliarda Chińczyków musiał mi się trafić taki, który lubi tylko jeden rodzaj herbaty, zamiast taichi uprawia badminton, a w dodatku gardząc tradycyjną chińską muzyką woli saksofon... Wracając do koncertu: odbył się on w studiu Huang Shan, mojej muzycznej koleżanki i sąsiadki przy okazji. Znajduje się ono w Parku Kultury i Sztuki Szmaragdowego Koguta tuż przy Zachodnich Górach (dokładny adres: 昆明西山碧鸡文化艺术园区D-11弦外Space). Nazwa studia jest dwujęzyczna: 弦外Space - dosłownie: przestrzeń poza strunami. Struny oczywiście bo Huang Shan gra na erhu, a przestrzeń, bo poza koncertami odbywają się tam rozmaite warsztaty, wernisaże, performance, a także degustacje kuchni na styku kultur.
Nazwa ta jest szalenie ciekawa również ze względu na sformułowanie 弦外之音 xiánwàizhīyīn, dosłownie: dźwięk poza strunami. Idiom ten oznacza coś, co tkwi między wierszami, niedopowiedzenie, podtekst, aluzję, wydźwięk, nutkę, posmak, wszystkie nieoczywiste implikacje. Nieoczywistość i niedosłowność przestrzeni, która służy wymianie myśli, cieszeniu się sztuką i obcowaniu z pięknem w niewielkim gronie - to wszystko kryje się w tej nazwie. 
Sam Park Kultury i Sztuki to przestrzeń otwarta w 2014 roku jako "inkubator artystyczny". Składa się z około dziewięćdziesięciu pracowni o najrozmaitszym profilu: od galerii i przestrzeni warsztatowych po restauracje i kafejki. Jest tu nawet piekarnia z chlebem z prawdziwego pieca! Czynsze są niewielkie, bo przestrzeń ta znajduje się tak daleko za miastem, że dotrą tu tylko ci, którzy wiedzą, po co przyjeżdżają. Tak jak my. 
Pierwszy raz pojechałam tam z Tajfuniątkiem trochę ponad rok temu: na zwiedzanie, lunch i wycieczkę po górach.
Od tej pory zdarza mi się tam wracać - głównie na koncerty, projekcje filmów dokumentalnych itp. organizowane przez Huang Shan. Gdybyście mieli ochotę na nietypowe zwiedzanie Kunmingu - warto tam zajrzeć. 
A teraz mam dla Was świetną wiadomość: tutaj możecie i Wy pospacerować po tej niezwykłej przestrzeni.

2026-06-23

drapiący facet 扎男

Z okazji Dnia Ojca mam dla Was anegdotkę. 

Biedny ZB! Niemal za każdym razem, gdy próbuje dać Tajfuniątku buziaka, ona wyrywa się z wrzaskiem: Twoja broda mnie drapie! 你的胡子扎我nǐ de húzi zhā wǒ. To znaczy dawniej się wyrywała z takim wrzaskiem, a teraz wrzeszczy jeszcze gorzej: 扎男 zhānán! czyli dosłownie drapiący mężczyzna. Niby nic takiego, prawda? Szkopuł w tym, że jest to homofon sformułowania 渣男 zhānán - dosłownie facet-męt, facet-śmieć, facet-farfocel. Tego sformułowania używa się dla marginesu społecznego, ale przede wszystkim w relacjach romantycznych na określenie facetów grających na dwa fronty albo ogólnie źle traktujących swą partnerkę. 
Wyobraźcie sobie zdumienie na ulicy, gdy dziesięcioletnie Tajfuniątko woła tak na Bogu ducha winnego ZB...
Całe szczęście czasem jest bardziej łaskawa:


2026-06-08

Nanyuan czyli ogród Febe 楠园

Wiele miejsc w Anningu można ominąć, ale do tego jednego parku bezwzględnie należy się udać. Ogród Nanyuan, będący częścią Ogrodu Stu Kwiatów 百花公园, został zaprojektowany przez słynnego Chena Congzhou 陈从周, wybitnego specjalistę starożytnej architektury i ogrodów, ze szczególnym uwzględnieniem klasycznych ogrodów z Suzhou - jego książka o ogrodach z Suzhou, wydana w 1956 roku, była ponoć pierwszym poważnym opracowaniem tego tematu. To właśnie on zaprojektował Pawilon Światła 明轩 dla Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. W 1991 roku ukończył swój autorski projekt, czyli właśnie nasz Nanyuan, który uważał za ucieleśnienie swoich teorii ogrodniczych. Był również poetą i kaligrafem - co moim skromnym zdaniem doskonale widać w tym projekcie (kiedy odwiedzicie ogród, zwróćcie uwagę na kamienie w białych ścianach!). Wszystkie pawilony, altany i meble zostały wykonane ze wspomnianego już przeze mnie drewna nanmu (które dało nazwę naszemu ogrodowi), z niewielkim dodatkiem cedrów i jodeł; w ogrodzie stworzono również gaj nanmu. Ogród ten jest ciekawostką na skalę światową, ponieważ łączy koncepcje artystyczne rodem z Suzhou z oryginalnymi krajobrazami i roślinami Yunnanu. Choć został w całości zaprojektowany przez człowieka, wydaje się być idealnie naturalny. 
Dlaczego nazywam ten ogród ogrodem Febe? Ponieważ drewno nanmu nazywa się Pheobe, jest to rodzaj roślin z rodziny wawrzynowatych. Phoebe to jedna z tytanid, babcia Apollina. A że po polsku Phoebe to Febe... Dodatkowa ciekawostka: zgodnie ze znakami 楠 to dosłownie "południowe drzewo" 南 + 木, a faktycznie jest gatunkiem endemicznym, występującym jedynie w południowych Chinach.
Obecnie wejście do parku jest bezpłatne, ale ponieważ jest on cennym zabytkiem kultury, wielu ekspertów popiera przywrócenie opłat za wstęp do parku. Wierzą, że będzie to z korzyścią dla jego rozwoju. Ja uważam inaczej; mam nadzieję, że te głupie pomysły im wywietrzeją z głów... 
Zapraszam na przechadzę po ogrodzie Febe.
Gdyby to nie było tak daleko, jeździłabym tam bez przerwy...