Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yuxi 玉溪. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yuxi 玉溪. Pokaż wszystkie posty

2025-04-07

Czterouche erhu 四耳胡琴

Jakoś na początku roku odwiedziłam koleżankę-muzyczkę grającą na erhu. Prostym pytaniem "co u Ciebie?" wyzwoliłam kaskadę smutków, z których bodaj największym był ten, że za parę dni ma koncert i musi się nauczyć grać na nowym instrumencie. Zbaraniałam. Ja wszystko rozumiem, cięcia kadrowe, te rzeczy - ale to przecież niemożliwe, żeby na za parę dni nauczyła się obsługi innego instrumentu?... Z wyraźnym obrzydzeniem na twarzy pokazała mi to:
Czterostrunna wersja erhu. To znaczy już właśnie nie er 二 (dwa), tylko si 四 (cztery). Ale... jak to? Przecież do gry na erhu smyczek się wkłada między struny i już stamtąd nie wyciąga! Naciskając na włosie i opierając na zmianę od siebie i do siebie uzyskuje się dźwięki. Jakże miałoby to zadziałać z czterema strunami? 
Pokazała mi. Było to doznanie bolesne. 
Aha. Czyli to miałaś na myśli mówiąc, że musisz się nauczyć grać na nowym instrumencie...
Czterouche erhu, które w zamierzeniu miało wypełnić domniemaną lukę między erhu a skrzypcami, moim zdaniem nie jest projektem udanym (ale co ja tam wiem). Jest to instrument nowy - został opatentowany dopiero w 2020 roku, przez dwóch muzyków (李鸿钧 i 汤应寿) z Opery Huadeng w Yuxi. Pierwszy z nich jest wiolonczelistą, a drugi kontrabasistą (co doskonale tłumaczy, dlaczego zarówno o erhu, jak i w ogóle o lutnictwie mają zerowe pojęcie i może raczej nie powinni się zabierać za tworzenie groteskowych projektów). Prototyp stworzyli już dwadzieścia lat temu, ale aż do zeszłego roku poprawiali kolejne usterki. Dopiero na początku bieżącego roku udało się znaleźć kilka osób, które podjęły się publicznego grania na nim - 16 stycznia odbyła się uroczysta inauguracja instrumentu na deskach Pałacu Kultury w Yuxi 玉溪市文化馆. 
Ponoć instrument powstał na cześć najsłynniejszego yunnańskiego kompozytora, Nie Era - jest czterouchy, ponieważ nazwisko i imię kompozytora składa się łącznie z czterech znaków uszu: 聶耳.
Zapytałam koleżankę, czy jest sfrustrowana tylko faktem, że na tym siłą rzeczy gra się inaczej niż na tradycyjnym erhu. Piekląc się niemożebnie wyliczyła kolejne wady instrumentu, które są oczywiste dla każdej osoby, która choć raz wydała dźwięk z erhu, po czym teatralnie westchnęła i stwierdziła - no ale któżby nas pytał o zdanie, przecież wiolonczelista i kontrabasista uważają, że wszystkie instrumenty smyczkowe to jeden pies; na pohybel unikalnym technikom wykonawczym, które zachwycają słuchaczy przy dwóch strunach, a które przy czterech - ze smyczkiem tradycyjnie pośrodku - są niemożliwe do osiągnięcia...

2018-11-15

Pomarańcze pana Chu 褚橙

Co roku w listopadzie dostajemy od szwagierki koszyk pomarańcz. Niby nic wielkiego. Ale to nie są zwykłe pomarańcze, tylko pomarańcze pana Chu!
Chu Shijian 褚时健 przyszedł na świat w chłopskiej rodzinie w roku 1928. W odpowiednim momencie wstąpił do partii, co pozwoliło mu zająć w swoim czasie ciepłą posadkę w administracji miasta Yuxi na południe od Kunmingu. Potem było już tylko lepiej, bo zajmował się papierosami (a te yunnańskie naprawdę są sławne i niezłe podobno). Gdy Chiny zaczęły się normalizować, dostał nagrodę za bycie bohaterem udanej transformacji... a potem najpierw zaczęło mu się źle powodzić, a potem jeszcze zachorował. Wrócił w rodzinne strony (Góry Ailao, słynące z pięknych tarasów ryżowych) i zaczął sadzić pomarańcze. Było to w roku 2002. Osiem lat później o pomarańczach pana Chu słyszał już każdy kunmińczyk; rozchodzą się zawsze jak świeże bułeczki - do tego stopnia, że nigdy nie udało mi się ich kupić na targu: za późno wstaję. Po dziesięciu latach od rozpoczęcia kariery króla pomarańczy pan Chu zaczął wysyłać pomarańcze nawet do Pekinu. Są one słodkie i aromatyczne, mają cieniutką skórkę, którą obiera się prawie tak łatwo, jak skórkę z mandarynek. Są drogie, ale warte każdego yuana. Tak przynajmniej twierdzi Tajfuniątko, które się nimi zajada. Jeśli będziecie kiedyś mieć okazję, koniecznie spróbujcie!

2016-05-27

Góra Yuantong - Pawilon Nie Era 圓通山聶耳亭

Podczas spaceru po Górze Yuantong zapragnęłam chwilę odsapnąć. Ponieważ park jest wręcz upstrzony kamiennymi stoliczkami wraz z miejscami siedzącymi, a także uroczymi pawilonami dającymi przyjemny cień, znalezienie miejsca wytchnienia nie powinno być trudne. Nie przewidziałam jednak, że poza mną wytchnienia będzie szukać połowa populacji Kunmingu...
W końcu tuż za jednym z kamiennych paifangów znalazłam pawilon, w którym były jeszcze miejsca siedzące. Jak głosi nazwa, jest to Pawilon Nie Era, czyli jednego z najsłynniejszych chińskich kompozytorów.
Skąd jednak ten pawilon się tam wziął i dlaczego poświęcony jest właśnie Nie Erowi?
Zacząć trzeba od tego, że Nie Er był Yunnańczykiem urodzonym w Yuxi. Urodził się tuż po upadku cesarstwa - w 1912 roku, w rodzinie biednego lekarza (tak, kiedyś lekarze bywali biedni...). Już jako dziecko ukazał niezwykły talent - będąc w podstawówce opanował grę na wielu tradycyjnych instrumentach: bambusowym flecie dizi, dwustrunnych "skrzypcach" erhu, trzystrunnej lutni sanxian oraz lutni z pudłem rezonansowym jak księżyc w pełni yueqin. Szybko został dyrygentem orkiestry dziecięcej w swojej szkole. Szybko okazało się, że chińskie instrumenty ludowe mu nie wystarczają - jako piętnastolatek zaczął się uczyć gry na skrzypcach i fortepianie. W owym czasie z własnym zespołem uczestniczył w wielu imprezach szkolnych i pozaszkolnych. Niedługo jednak pozostał wzorowym uczniem. Mając lat 18 zaczął publicznie krytykować władzę; trafił więc na czarną listę i opuścił Yunnan na rzecz Szanghaju. Odtąd niechęć do republikańskich władz i sympatia do komunistów będzie się stale pogłębiać, a w 1933 roku zostanie młody muzyk członkiem partii. Dla niej to właśnie napisze w 1935 roku Marsz Ochotników, który stanie się później hymnem Chińskiej Republiki Ludowej. A napisze go w... Japonii, do której wybrał się za aprobatą partii, by spotkać się z bratem; ponoć prosto stamtąd miał się udać do ZSRR na komunistyczne szkolenie. Nie zdążył. W trakcie spaceru z przyjaciółmi poszedł popływać. Wszedł do rzeki i już nie wyszedł; ciało znaleziono dopiero następnego dnia. Do dziś wielu Chińczyków wierzy w teorie spiskowe - a to że zabili go Japończycy, a to, że uwziął się nań ówczesny rząd chiński za komunistyczne przekonania. Każda z tych spiskowych teorii jest równie prawdopodobna - to znaczy wcale. Nie Er w 1935 roku miał zaledwie 23 lata; komponować pieśni o niedoli ciemiężonego ludu zaczął dopiero dwa lata wcześniej i skomponował ich ledwie trzydzieści parę. Nie zajmował ważnego stanowiska, nie miał siły oddziaływania; nie sądzę, by z punktu widzenia któregokolwiek rządu był na tyle ważny, by układać misterny plan utopienia go w trakcie spaceru...
Wracając do historii - rok później przyjaciołom tragicznie zmarłego muzyka udało się sprowadzić doczesne szczątki Nie Era do Kunmingu. Pochowano go w Zachodnich Górach; dziś jego grób znajduje się na terenie parku. Jednocześnie brat zmarłego i jego przyjaciele ze światka muzycznego uprosili ówczesnego gubernatora Yunnanu, watażkę Smoczą Chmurę (Long Yun 龍雲), by pozwolił im wybudować pawilon ku pamięci muzyka.
Nie Er urodził się w Yuxi; tam znajduje się muzeum jego pamięci i wielki Park Nie Era. Jednak całą młodość spędził Nie Er w Kunmingu. Tu się uczył, tu zdobył przyjaciół, to miejsce pokochał. Dlatego też i w Kunmingu znajduje się kilka miejsc z nim związanych.
Skąd wiem, że kochał Kunming? Gdyby go nie kochał, jego najpiękniejszy instrumentalny utwór na chińskie instrumenty nie nazywałby się Wiosenny Świt nad Szmaragdowozielonym Jeziorem 翠湖春曉...

2016-01-25

Yunnańskie desery

Po raz kolejny mam przyjemność uczestniczyć w akcji "W 80 blogów dookoła świata". Tym razem na tapetę wzięliśmy desery z różnych stron świata. Jak wiecie, tematy kulinarne są mi szczególnie bliskie; nie mogłam sobie odmówić przyjemności uporządkowania listy moich ukochanych yunnańskich deserów. Przynajmniej niektóre z nich mogą się Wam wydać zaskakujące. Mam też nadzieję, że zrozumiecie, jak wielkim poświęceniem była dla mnie rezygnacja z czekolady, kukułek i tortów na rzecz takich deserów. I jak wiele samozaparcia i cierpliwości trzeba było, by część z tych deserów przestała mnie straszyć po nocach, a zaczęła mi smakować... Wszystkie te desery to pozycje, które można znaleźć w knajpach albo na specjalnych deserowych straganach; w domach się ich w większości nie przyrządza.
Nie chcąc faworyzować żadnej pozycji, postanowiłam ułożyć przekąski alfabetycznie. Nie obślińcie klawiatury!

Budyń ryżowy 米哺/布
Kunmińska przekąska. Zrobiony z mleka, mąki ryżowej i cukru jest dokładnym odpowiednikiem naszego budyniu: gęsty, lepki, słodki, nadający się do jedzenia łyżeczką. W tutejszej tradycji gotuje się go w kamionkowych garnuszkach, do których mniej przywiera.

Chrupiące jaskółcze gniazda 燕窩酥
Czyli przekąska będąca czymś między naszymi faworkami, a ciastem francuskim. Więcej pisałam o nich tutaj.

Ciastka księżycowe z szynką 火腿月饼
Czyli ciastka z nadzieniem z piekielnie słonej suszonej szynki wymieszanej z cukrem/miodem. O tym, skąd się ten nietypowy przysmak wziął i czy naprawdę ktoś to w ogóle je, pisałam tutaj. Ciekawostka: choć ciastka księżycowe są tradycyjną przekąską z okazji Święta Środka Jesieni, te tradycyjne, szynkowe, można w Kunmingu kupić cały rok.

Ciba (czyt.cyba) 糍粑
Placuszki utłuczone z ugotowanego wcześniej na parze kleistego ryżu; wkład mniejszości etnicznych w yunnańską kulturę. Ja się z nimi zetknęłam po raz pierwszy podczas obchodów Nowego Roku ludu Hani. O obchodach i placuszkach możecie więcej poczytać tutaj.

Cukierki dzyń dzyń 丁丁糖
Twarde jak skała cukierki maltozowo-sezamowe. Przepyszne! Pisałam o nich więcej tutaj.

Cukierki z mączki sojowej 豆末糖
Ta sama mączka,
w której można obtoczyć tangyuany, może służyć do wyrobu cukierków. Soję najpierw się piecze, a następnie mieli na mąkę. Ta zaś, wymieszana z maltozą i poddana działaniu wysokiej temperatury i wielokrotnemu składaniu, tworzy klejące się do rąk i zębów, lekko mączne, wielowarstwowe cukierki.

Faluda 泡鲁达
Choć pierwotnie pochodzi raczej z okolic Indii, jest też ukochanym deserem yunnańskiego ludu Dai. W każdej dajskiej knajpie znajdziemy mniej lub bardziej skomplikowaną wersję tej przekąski/napitki. Pisałam o niej więcej tutaj.

Grillowane "kawałki przynęty" 烧饵块
Czyli placuszki ryżowe pieczone na grillu, posmarowane sosami i często z nadzieniem w postaci długiego "pączka" youtiao. Więcej pisałam o nich tutaj. A o tym, skąd się wzięła nazwa - tutaj.

Kandyzowana beninkaza szorstka 冬瓜蜜饯
W Polsce kandyzuje się cytrusy, wiśnie, pigwy... i chyba niewiele poza tym, prawda? Przynajmniej ja się nie spotkałam. W Azji zobaczyłam jeszcze kandyzowany imbir. Ale bodaj tylko Yunnańczycy mogli wpaść na pomysł ukandyzowania czegoś, co jest podobne raczej do dyni... Jest to tradycyjna przekąska z Yuxi.

Kisiel lotosowy z ciastem ryżowym 调糕藕粉
Kisiel lotosowy to kisiel ze sproszkowanego kłącza lotosu z małym dodatkiem cukru. Tak się go jada w domach. Kiedy zaś idzie się na deser "na miasto", w knajpie dodaje się doń ugotowane wcześniej na parze ciasto ryżowe, a także rodzynki, cukier różany, sezam i całą gamę innych dodatków. Solidnie wymieszane nie jest już ani tak suche jak ciasto ryżowe, ani tak lejące jak kisiel. Jest idealne. Więcej możecie poczytać o nim tutaj.

Korzeń orchidei 蘭花根
Oczywiście nie chodzi o prawdziwy korzeń, a o ciasteczka, które kształtem skojarzyły się Yunnańczykom z tymi korzeniami. Są to malutkie kawałki ciasta, smażone w głęboki tłuszczu i szczelnie obsypane cukrem.

Kruche baozi 破酥包子
Baozi, czyli nadziewane drożdżowe kluski gotowane na parze, znane są w całych Chinach. Wkładem Yunnańczyków są tzw. kruche baozi, do których ciasto przyrządza się ze smalcem. Dzięki temu robią się wielowarstwowe jak ciasto francuskie; od zwykłych różnią się zarówno smakiem, jak i konsystencją. Do moich ukochanych deserów należą kruche baozi ze słodkim nadzieniem fistaszkowym, sezamowym albo z ziaren perilli.

Kwiatowe ciasteczka 鲜花饼
Różany, jaśminowy czy chryzantemowy farsz w tutejszej wersji francuskiego ciasta - to chyba moje największe kunmińskie zaskoczenie. Zwłaszcza, że nie nauczyli się ich Yunnańczycy robić od Francuzów czy innych obcokrajowców; wpadli na ten pomysł całkiem sami! Więcej pisałam o nich tutaj.

Lwie ciacho 獅子糕
Kolejna przekąska na bazie ryżu i cukru. Przedstawiając je Polakom zazwyczaj mówię, żeby sobie wyobrazili flipsy kukurydziane, będące jednocześnie mordoklejkami. Brzmi ciekawie, prawda? Więcej pisałam o nim tutaj.

Nowoczesne placki 摩登粑粑
Czyli najbliższa drożdżówce rzecz w całych Chinach. Skąd się wzięła i co nasze placki mają wspólnego z Ameryką - to już zupełnie inna historia. Którą zresztą opowiedziałam tutaj.

Placki z Guandu 官渡粑粑
Pszeniczne... hmmm... drożdżówki, tak, to chyba najlepsza nazwa. Nadziewane na słodko: pastą fasolową, pastą sezamową, fistaszkami itp. Więcej o nich i o części Kunmingu, z której pochodzą, pisałam tutaj.

Placki z Xizhou 喜洲粑粑
Czyli kruchutkie placki, opiekane z dwóch stron naraz, a nadziewane na słodko lub słono. Więcej pisałam o nich tutaj.

Powracające ciastka 回饼
Ciastka na bazie drożdży, sody i amoniaku, doprawione solą i pieprzem syczuańskim (!). Pisałam o nich więcej tutaj.

Ryż dmuchany 米花糖
Chyba wszyscy pamiętamy tę przekąskę z dzieciństwa. Tyle, że tutaj często ryż taki nie jest podawany w formie sypkiej, a sklejony w ryżowe kulki przy pomocy karmelu lub maltozy.

Ryż w ananasie 菠萝饭
Czyli przyprawiony na słodko ryż kleisty, ugotowany i podany w wydrążonym ananasie. Dokładny opis wraz z przepisem znajdziecie tutaj.


Ser
W Yunnanie dwa typy sera jada się na słodko: rushan 乳扇 "mleczny wachlarz", czyli dalijski ser podpuszczkowy jest grillowany, a potem smarowany słodkimi dodatkami i podawany na patyku. Pisałam o nim więcej tutaj. Drugim podawanym na słodko serem jest twaróg z jaczego mleka, podgrzewany i obficie posłodzony cukrem, dostępny w każdej porządnej tybetańskiej knajpie.

"Słodka wódka" 甜白酒
Dawniej - produkt uboczny produkcji wódki ryżowej. Obecnie - bardzo popularna przekąska. Jest to podfermentowany ryż (najczęściej kleisty) w formie półpłynnej, razem z ziarenkami, słodki i lekko alkoholowy (1,5-2%). W sklepach można ten deser nabyć w słoikach, ale najlepsze "słodkie wódki" jakie jadłam, pochodziły od wiejskich bimbrowników. Co za rozkosz! Smak podobny do "winka", które Mama robiła dla mnie z drożdży podczas robienia ciasta drożdżowego. Lekko musujące, słodkie...
Słodką wódkę można spożywać na zimno bądź gorąco, samą lub z dodatkami. W Yunnanie popularnym dodatkiem są kluseczki ryżowe tangyuan. Podawana na ciepło słodka wódka jest doskonałym lekarstwem na dolegliwości kobiece.

Tangyuany w mączce sojowej 豆面汤圆
Tangyuany to kluski z mąki z kleistego ryżu i wody, które mogą być albo malutkimi kluseczkami, albo większymi, nadziewanymi na słodko knedelkami. Gotuje się je w gorącej wodzie i już są gotowe. W Kunmingu podaje się je tradycyjnie albo w "słodkiej wódce" albo obtoczone mączką sojową, w sosie na bazie brązowego cukru.

Tofudyń 甜豆花
Przyjaciółka ochrzciła tak tofu o miękkiej konsystencji (tzw. kwiat sojowy), przyrządzone na słodko. Czyli z cukrem, kandyzowanymi owocami, sezamem czy innymi fistaszkami.

Woda papajowa 木瓜水
Czyli napój, który nie tylko nie jest wodą, a raczej galaretką, a w dodatku nie ma nic wspólnego z papają, bo robiony jest ze wzdętki miechunkowej. A o co w tym wszystkim chodzi, pisałam dokładnie tutaj.

Zimny kleik ryżowy 冰稀飯
To przekąska, która pochodzi z Yunnanu, a najpopularniejsza jest w Mengzi, w „województwie” Honghe. Jest to, jak sama nazwa wskazuje, kleik ryżowy, podawany na zimno. Są dwie podstawowe wersje smakowe: słodka i słona, przy czym osobiście uważam, że ta słona to kompletna pomyłka. W wersji słodkiej smak bierze się z czerwonej fasolki azuki, czasem dodane są inne słodkości - prażone fistaszki, sezam, rozpuszczony w wodzie brązowy cukier, kandyzowane owoce itp. Więcej pisałam o tym tutaj.

Zupy mleczne
Chińczycy nie pijają mleka. To jest teoria. W praktyce na przykład w Kunmingu z dawien dawna ulubioną przekąską dzieci i dorosłych były zupy mleczne z rozmaitymi wkładkami. Najpopularniejsze to zupa mleczna z mahua oraz zupa mleczna z erkuajami, obie solidnie posłodzone.

Spojrzałam na ten cokolwiek przydługi wpis i nagle zrozumiałam, dlaczego nigdy mi się nie udało w Yunnanie przejść na dietę...

Poniżej znajdziecie linki do pyszności z innych krajów. Jeśli zaś spodobała Wam się nasza akcja i chcielibyście dołączyć, piszcie na adres: blogi.jezykowe1@gmail.com

FRANCJA: Français mon amour - Francuskie słodkości; Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Słodki Paris-Brest; Madou en France - Crème brulée bez mleka

GRUZJA: Gruzja okiem nieobiektywnym - Orzechowe desery

HISZPANIA: Hiszpański na luzie - Przepis na pyszny i prosty hiszpański placek: coca de llanda z Walencji

IRLANDIA: W Krainie Deszczowców - Jakimi deserami zajadają się Irlandczycy

KIRGISTAN: Enesaj.pl - Czak-czak, czyli na słodko od Podlasia do Azji Środkowej

NIEMCY: Niemiecki po ludzku - Ulubiony deser; Językowy Precel - Niemieckie desery i ciasta

ROSJA: Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim - Desery najbardziej popularne w Rosji

STANY ZJEDNOCZONE: Specyfika języka - Amerykańskie pączki z dziurką

TANZANIA: Suahili online - Ulubiony tanzański deser

TURCJA: Tur-Tur Blog - Mój ulubiony turecki deser; Turcja okiem nieobiektywnym - Kraina lodów

WIELKA BRYTANIA: Angielska Herbata - Słodka kwintesencja brytyjskiej sztuki kulinarnej

WŁOCHY: Studia, parla, ama - Słodko, coraz słodziej

2015-10-11

见锅生情 miłość od pierwszego gara

Tytuł mnie zachwycił. Treść zresztą też, jak to zwykle bywa z artykułami Starej Pałki, mojego ulubionego kunmińskiego łasucha.
Z powodu ostrej konkurencji w konsumpcyjnym społeczeństwie, pod ciągłą presją braku czasu, kunmińczycy starają się uprościć życie. By uniknąć problemów - i konieczności odebrania życia jakiemuś stworzeniu - wolą kupić gotową potrawę. Poza imigrantami z Północy i poza wielkimi okazjami typu święta, bardzo niewielu ludzi własnoręcznie miesi, wyrabia i wałkuje ciasto, by ugotować pierogi czy bułeczki na parze dla rodziny. Jeszcze rzadziej się zdarza, by kto kupił żywą kurę i ją własnoręcznie zarżnął, przy akompaniamencie kilku ostatnich ptasich krzyków, zostawiając całą podłogę w pierzu.
Z drugiej strony, jeśli zawsze powtarzamy ten proces szybkiej wymiany towarowo-pieniężnej - jedną ręką dajesz forsę, a drugą bierzesz produkt - jeśli w jednym kęsie zamyka się ta historia, czy nie zdarza ci się nagle pomyśleć, że tracisz coś cennego? Czy nie zdarza ci się w ukryciu przed innymi pomyśleć, że przypominasz kurczaka w hodowli przemysłowej? Niby masz codziennie o tych samych porach miskę napełnioną doskonale wyważoną karmą, ale - na zawsze pożegnałeś się z radością grzebania pazurem w ziemi i dziobania wydobytych własnołapnie robaków. A może porównamy to do tucznej gęsi, której się w gardło wpycha kukurydzę, a która już dawno zapomniała, jak to było nurkować w rzece w poszukiwaniu rybek czy krewetek.
Dlatego myślę, że rodzaj ludzki łaknąc jedzenia, pragnie nie tylko napełnić brzuchy i cieszyć się smakiem, ale też cieszyć się całym procesem przygotowywania jedzenia. Nawet jeśli sami nie tkniemy produktów palcem, chcemy siedzieć obok i się przyglądać.
W latach '50tych, gdy miałem siedem czy osiem lat, mama często zabierała mnie na ulicę Duanshi na misieny małogarnkowe 小鍋米線 albo erkuaje w sosie 卤饵块do słynnej kunmińskiej knajpy "Ogród Wiecznego Powodzenia" 永顺园. Pamiętam, że przy ulicy znajdowała się witryna, a przy sąsiednim zaułku - brama wejściowa. Wchodziło się nią do parterowego siheyuanu wykończonego szarymi cegłami. Zarówno dziedziniec, jak i pomieszczenia były przystosowane do przyjmowania gości - stały tam stoły i krzesła; największym zaś pomieszczeniem była kuchnia. Ponieważ małogarnkowe misieny z ulicy Duanshi cieszyły się zasłużoną sławą, miejsce było codziennie zatłoczone. Dlatego też trzeba było ustawiać się w kolejce przed kuchnią i cierpliwie czekać, przy okazji ciesząc oko obserwacją przygotowania misienów czy erkuajów przez kucharzy. Można było ujrzeć ziejącą ogniem kuchnię, na której palnikach spoczywało siedem czy osiem specjalnych garnków z czerwonej miedzi, koło których krzątało się trzech czy czterech kucharzy koło pięćdziesiątki (to najpewniej spadkobiercy przybyłego z Yuxi Qu Yongana, który stworzył małogarnkowe erkuaje). Zakasane rękawy, w dłoniach długie łyżki, niektórzy właśnie wlewają do garnków esencjonalny bulion z golonek i kości wieprzowych, niektórzy wrzucają misieny czy erkuaje z mięsem, świeży groszek czy pikle. Wieść gminna niesie, że w knajpie tej używano wyłącznie misienów wyrabianych przez rodzinę Na w wiosce Odrodzenie, tylko erkuajów ubijanych z ryżu Dongdiao z dystryktu Guandu, czosnku bulwiastego i pędów groszku tylko od Zhangów i kiszonek z ulicy Weiyuan, a także wieprzowiny wyłącznie z młodych wieprzków...
Po chwili, gdy w garnku zaczyna wrzeć zupa, kucharze po kolei wrzucają składniki, mieszają i już po chwili słychać odgłosy pyrkającej wody i łyżki stukającej o garnek. Przy tym wdzięcznym akompaniamencie błyszczące od tłuszczu erkuaje w sosie względnie okraszone świeżym mięsem i warzywami misieny talerz za talerzem, miska za miską podawane są do twej dłoni. Można powiedzieć, że zanim doznasz szczęścia spożycia tych delicji, już dawno najesz się oczami!
Najwyrazistsze ze wspomnień to jak na palnikach spoczywają czerwone, miedziane garnki z prostą drewnianą rączką. Ożywają one w dłoniach wprawnych kucharzy, wznoszą się i opadają, tańczą w lewo i w prawo, sycząc gorącą zawartością obijającą się o brzegi garnka w rytm potrząsań, zupełnie jakby magiczna siła faktycznie dała im życie. Tak oto w rytm tańca i w takt miłej uszom pieśni w okamgnieniu rodzi się ambrozja...
Szkoda tylko, że te ręcznie kute miedziane garnki z prostym uchwytem teraz już się w centrum Kunmingu tak rzadko spotyka. Są taką samą rzadkością jak dziewczęta ze wsi, przybywające do miasta, by sprzedać warzywa, a odziane w płócienne błękitne suknie z lat '50tych, z włosami zaplecionymi w długi warkocz.
Dziś, pewnie żeby zarobić na spieszących się klientach, coraz częściej otwierane są misienowe knajpy, które zmniejszają ilość dodatków, a w dodatku żeby zaoszczędzić pracy kucharzom, bazują na misienach, które sparza się razem w dużym garze, a zupę i dodatki (zazwyczaj kilka kawałków wołowiny albo sos mięsny, w którym nie brak i skóry, i nawet sierści...) miesza już w misce; dodają jeszcze szczyptę na wpół surowego czosnku bulwiastego i już odchodzisz z miską na bok. Ale prawdziwi misienowo-erkuajowi kucharze, nawet jeśli są samoukami przybyłymi ze wsi, będą zawsze warzyć strawę miska za miską, używając wyrabianych maszynowo, pokrytych żelazem garnków. Coraz więcej jest też knajp z misienami czy erkuajami z kamionkowych garnków; ich zaletą jest to, że zupa wrze gdy jest podana na stół; zazwyczaj składników jest dużo i są one wysokiej jakości, więc smak też jest niezły, żal jednak, że takiego garnka, długi czas utrzymującego wysoką temperaturę, nie można dotknąć. Dlatego dżentelmeni i panienki jedzą jak koty, zgarbieni i pochyleni nad miską.
Pewnego popołudnia dwa lata temu żona spotkała na targu staruszka mówiącego południowoyunnańskim dialektem, który na koromysłach niósł naręcze miedzianych garnków. Natychmiast sięgnęła do kieszeni i kupiła jeden - był dokładnie taki, jaki pamiętam z dawnej ulicy Duanshi: czerwone dno, a w środku garnka dokładnie widać skazy po ręcznym kuciu, plus drewniany prosty uchwyt. Odtąd co tydzień cała rodzina wymaga, bym wystąpił w roli szefa kuchni i przyrządził dwie-trzy porcje misienów. Przy takiej okazji żona i dzieci otaczają mnie wianuszkiem, a ja gotuję zupę, dorzucam mięso i "czapeczkę", przy akompaniamencie stuków garnka tańcuję po kuchni... Stylowo, gest po geście doszedłem do wprawy, bym mógł jak w transie wracać do zapachu i smaku z szarego domu przy ulicy Duanshi sprzed czterdziestu lat...

/老棍, 昆明小吃 Stara Pałka, Kunmińskie przysmaki

Stara Pałka narzeka, że w Kunmingu takich miejsc już prawie nie ma. Fakt. Jest ich coraz mniej. Są jednak knajpki, które w ogóle nie wyglądają na coś godnego uwagi, przy których rano i około południa tworzą się długie kolejki; na palnikach spoczywają miedziane garnki z długą rączką i można "najeść się oczami" zanim człowiek dostanie wreszcie do łapki miskę z aromatyczną zawartością.
Można też pójść do knajpy, która jest spadkobiercą dawnej misieniarni przy ulicy Duanshi - nazywa się Duanshi Mały Garnek 端士小锅 (D.S. Pot) i to właśnie tam sprzedają bodaj najlepsze erkuaje w sosie i małogarnkowe misieny...

2015-02-03

Yimen 易門

Yimen położony jest niecałe 100 km od Kunmingu, w województwie Yuxi (choć bliżej stąd do Kunmingu niż do Yuxi...), w połowie drogi do Chuxiongu. Położony jest zresztą bardzo urokliwie, między dwoma łańcuchami górskimi, szczelnie pokrytymi polami herbaty, ulami i innymi takimi. Góry stanowią 97% powierzchni tego... miasta. Dwustutysięcznego. W skali Chin jest malusieńkie, ale to jednak miasto, z bankami, sklepami, skwerkami. Na mapie wygląda jak podkowa, otoczone górami z trzech stron, a rzeką z czwartej. Mam straszną ochotę wybrać się tam po prostu w góry, zwłaszcza, że wydobywa się tam dobrą glinę po pierwsze i na pewno jest rękodzieło herbaciane, a po drugie po prostu dla samych gór. Może w czasie wycieczki znalazłabym jakieś artefakty z początku naszej ery? Bo wiecie, najwcześniejsze osady na tym terenie pojawiły się już na początku drugiego wieku. W XIII wieku stacjonowały tu wojska mongolskie. Do dziś większa część ludności to etnicznie nie Chińczycy, a Yi, Hani, Hui i Miao. Pewnie dlatego, że warunki tu nieszczególne, a zdobycze cywilizacji dotarły tu dość późno i bynajmniej nie wszędzie. W większości wiosek, administracyjnie należących do Yimen, domy są nadal gliniane, nieszczelne i bez kanalizacji. Jakkolwiek przyjemnie przyjrzeć się z bliska takiemu folklorowi, tak mieszkać to bym tu nie chciała...
Co innego przyjechać na wycieczkę. Po pierwsze na grzybowy gorący kociołek, po drugie na zakupy, po trzecie do pięknego parku. O kociołku już kiedyś pisałam. O parku dziś tylko słów kilka: Narodowy Park Leśny przy Smoczym Strumieniu 龍泉國家森林公園 to jeden z najładniejszych parków chińskich, w jakim zdarzyło mi się spędzić dzień. Dlaczego? Mogłabym twierdzić, że to dlatego, że tutejsze świątynki pamiętają czasy tangowskie. Mogłabym mówić o tutejszej tradycji modlenia się do smoka każdego drugiego dnia drugiego miesiąca, o tym, jak tego dnia odbywają się przedstawienia lokalnej opery "Kolorowy Lampion" 花燈, mogłabym opowiadać w nieskończoność o tutejszych drzewach-emerytach, którym pozwala się godnie dokonać żywota - piękne brzostownice i liczące sobie 400 lat buki to tylko kropla w tym morzu drzew. Prawda jest jednak taka, że najbardziej go pokochałam za zapach lasu, idealnie podobny do zapachu beskidzkich lasów i za kompletnie nieuczęszczane ścieżki. Park jest malutki - w końcu to park, a nie las - ale można się w nim nacieszyć naturą.
Na yimeńskie zakupy też Was wezmę innym razem. Dzisiaj - kilka fotek, żebyście mogli sobie wyobrazić mój kochany Yimen.
Jeśli będziecie kiedyś w okolicy - zajrzyjcie koniecznie :)

2014-09-06

米線 Ryżowe nitki - misieny

Czyli kluski ryżowe, makaron ryżowy, misieny - jak kto woli. Dla mnie są misienami, oczywiście, bo po pierwsze makaron ryżowy to pojęcie zbyt szerokie. To prawie tak, jakby makaron do spaghetti umieścić w jednym worku z lanym ciastem, bo i to z mąki pszennej i jajek, i to... Nawet w anglojęzycznej wikipedii wymienionych jest ładnych parę rodzajów makaronu ryżowego; dlatego dzisiejszy wpis zawężę tylko do misienów, czyli tradycyjnych klusek ryżowych z Yunnanu.
Misieny są długaśne, walcowate, śnieżnobiałe. Mogą być grube jak spaghetti po ugotowaniu albo cienkie jak spaghetti na surowo. Można je jeść na ciepło i na zimno, gotowane i smażone, przyprawione ostro bądź delikatnie. Łatwo je przygotować - bo ciężko im zrobić krzywdę, są prawie nierozgotowywalne. Dla kunmińczyków są podstawowym śniadaniem i ulubionym zapełniaczem żołądków, ważniejszym nawet od samego ryżu. Są lekkostrawne, więc kunmińczycy chętnie je spożywają, gdy są na diecie. Sprzedaje się je na każdym targu; można je zjeść w setkach odsłon w milionie knajpek yunnańskich.
Do dziś istnieją w Yunnanie dwa podstawowe sposoby robienia misienów. Pierwszy polega na pozostawieniu ryżu, by sfermentował, a potem zmiażdżenie go i z takiego "ciasta" sporządzenie klusek - to są tak zwane "kwaśnoskrobiowe" misiany (酸漿米線).
Drugi sposób polega na tym, że świeży ryż jest maszynowo miażdżony, a lepi się dzięki temperaturze uzyskanej w trakcie miażdżenia - to są tak zwane "suchoskrobiowe" misiany (乾漿米線). Tylko te mogą być sprzedawane na sucho - można je bowiem ususzyć na słońcu. Są one wygodniejsze, bo można je przechowywać, ale smakiem ustępują tym fermentowanym. Tak czy inaczej - by to były prawdziwe misieny, a nie ich nędzne namiastki, muszą być w 100% wykonane z ryżu. Jakikolwiek dodatek skrobi batatowej czy ziemniaczanej dyskwalifikuje je z bycia misienami - choć nadal podpadają pod wspólną nazwę "kluski ryżowe" czy "makaron ryżowy". Choć zewnętrznie niewiele będą się różnić, pierwszy kęs powie nam wszystko: prawdziwe misieny są śliskie i sprężyste, a te z dodatkami - ciastowate i klejące. Dlatego też, choć w wielu miastach chińskich, ba, w wielu miejscach na całym świecie można dostać rozmaite kluski ryżowe, bodaj tylko w Yunnanie zjemy prawdziwe misieny...
Uwielbiam je. A jednak w domu przyrządzam je stosunkowo rzadko. Dlaczego? Najsmaczniejsze są świeże kwaśnoskrobiowe. Można je kupić wszędzie - i natychmiast spożyć. Jeśli się je wyłoży na bambusowy koszyczek i przykryje wilgotną ścierką - zniosą jeden dzień przechowywania. Jeśli nie masz odpowiedniego bambusowego koszyczka i chciałbyś je włożyć do lodówki - zapomnij! Po wyjęciu będą niesmaczne. Obrzydliwe wręcz. Wiem, bo próbowałam. Dlatego gdy przychodzi ochota na misieny, udaję się do jednej z setek knajp - będą smaczne i tanie, a ja uniknę kłopotu. Czasami jednak kaprys sprawia, że przynoszę dwie porcje misienów na kolację. Jest to najwygodniejsza kolacja świata, m.in. dlatego, że można je zagotować i do gotujących się kluch dodać co się nam żywnie podoba - mięsko, warzywa, zioła, przyprawy. Ta "zupa" będzie w smaku jeszcze lepsza, niż same kluski...
Jak już mówiłam, Yunnan misienami stoi. Typów jest za dużo, żeby wymieniać, ale jest parę, których warto spróbować podczas pobytu w Yunnanie, bo są charakterystycznymi tutejszymi przekąskami.
1) Kluski przechodzące przez most 過橋米線
Pochodzące z Mengzi w województwie Honghe, na stałe wrosły w yunnański krajobraz. W samym Kunmingu jest z dziesięć sieciówek, sprzedających wyłącznie ten typ misienów, o setkach pomniejszych knajpek nie wspominając. Pisałam już o nich :)
2) Kluski małogarnkowe 小鍋米線
Pomysł narodził się w Yuxi, a do Kunmingu przywiózł je w latach '20 XX wieku Di Yong'an 翟永安, osierocony chłopak, który uwielbiał gotować. Wieść gminna niesie, że terminował w jednej z najwcześniejszych i najsłynniejszych kunmińskich misienowych sieciówek przy ulicy Duan Shi 端士街. Do dziś istnieją miejsca, które powołują się na ciągłość tradycji - choć sama ulica już dawno zniknęła z powierzchni ziemi. Faktem jest, że do dziś na smażone erkuaje to tylko do Duan Shi...
Małogarnkowość klusek polega właśnie na wygodzie, o której mówiłam - można do jednego garnuszka wrzucić misieny razem z mięskiem, warzywami i przyprawami - zupa na wodzie z misienów jest zawiesista i pyszna!
3) kluski z jelitami i krwią 腸旺米線
Specjalność południowo-wschodniego Yunnanu. Najlepsze, jakie jadłam, znalazłam w Zbudowanej Wodzie, w której ludzie nadal chętnie jedzą obrzydlistwa w stylu jelit i kostek krwi wieprzowej.
4) kluski z "kwiatem tofu" 豆花米線
Po pierwsze: co to jest kwiat tofu? Jest to tofu tak miękkie, że łatwiej je jeść łyżeczką, niż pałeczkami; konsystencja przypomina ni galaretkę, ni budyń. Takie tofu dodajemy do zblanszowanych misienów i doprawiamy rozdrobnionymi fistaszkami, sosem sojowym, cebulką zieloną i przyprawami. Niebo w gębie!
5) kluski na zimno 涼米線
W tej wersji też są przepyszne. Zazwyczaj doprawia się je słodkim sosem sojowym, paseczkami obgotowanego kurczaka i pokrojonych w słupki warzyw. Pychota!
6) kluski w sosie 滷米線
Najprostsza potrawa misienowa: wystarczy kluski ugotować, a potem dodać sos. Sos zwyczajowo składa się z sosu sojowego, drobno posiekanej zieleniny i przypraw typu chilli czy pieprz syczuański.

Widzicie więc, że nawet tych najprostszych typów misienów jest dużo. Do tego dochodzą różnice regionalne i nowe pomysły Yunnańczyków. Misieny rządzą Yunnanem! Dlatego też w Yuxi odbywa się co roku około miesiąc po Chińskim Nowym Roku Święto Misienów. Tradycja sięga schyłku dynastii Qing, kiedy to właściciele ziemscy organizowali wyżerkę dla ludu; dziś jest to po prostu rzecz współorganizowana przez miasto a podobna naszym festiwalom pierogów itp.
Pamiętajcie: przyjazd do Yunnanu bez spróbowania misienów się w ogóle nie liczy...

2013-05-11

Kurczak w sosie sojowym 醬油雞

Jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych i ukochanych potraw w Yuxi. Kurczak jest faktycznie przepyszny - ale kurczak w zasadzie zawsze jest przepyszny. Sekret tego konkretnego przepisu tkwi w suszonych papryczkach chilli, które smakują całkiem inaczej niż świeże.
Składniki:
*kurczak, najlepiej tłuściutki i względnie młody.
*butelka sosu sojowego (w tradycyjnych przepisach trzeba dać sosu dwa razy mniej niż kurczaka, jeśli wziąć pod uwagę wagę)
*cukier
*olej sezamowy
*suszone chilli - u nas kilka garści, ale jeśli nie przepadacie za bardzo pikantną kuchnią, to lepiej nie przesadzać, najlepiej wymieszane w równych proporcjach z pieprzem syczuańskim
*trochę wódki, trochę wody
Wykonanie:
1) Kurczaka ugotować i pokroić na plastry grubości palca. W wersji chińskiej z kośćmi, w wersji polskiej zamiast całego kurczaka można wziąć tylko piersi bądź nogi.
2) W międzyczasie w osobnym garnuszku zagotować wszystkie inne składniki z wyjątkiem sosu sezamowego.
3) I teraz dwie wersje: albo po prostu polewamy ugotowanego kurczaka sosem i dodajemy oleju sezamowego, albo kurczaka gotujemy chwilę w sosie. To zależy przede wszystkim od tego, jak słony był wykorzystany przez Was sos sojowy. Jeśli jest bardzo słony, lepiej nie przesadzać z gotowaniem, bo kurczak będzie niezjadliwy.
4) Zostawić kurczaka na pół godziny, żeby się przegryzł.

2013-05-09

kleisty ryż na parze z Yuxi 玉溪的蒸糯米

O ryżu kleistym już niejednokrotnie wspominałam. Jest popularny w całym Yunnanie, więc w niemal każdym miasteczku jest jakaś kleistoryżowa potrawa, będąca lokalnym przysmakiem. W Yuxi jest to ryż gotowany na parze podany na słodko bądź pikantnie. Akurat takiego obrazka nie da się zobaczyć na przykład w Kunmingu, gdzie taki sposób podania ryżu nie jest popularny.

Ostry smak można uzyskać dodając pikantne pikle, sufu bądź dowolną pastę z chilli. Smak słodki uzyskuje się po prostu dodając cukru...

2013-04-05

jeszcze o grillowanym tofu

Grillowane tofu jest jedną z ukochanych kunmińskich i w ogóle yunnańskich przekąsek. Stragany są porozkładane wszędzie – przy dużych ulicach i w małych zaułkach; jedna z moich ukochanych tofowni to stragan w bramie prowadzącej do dobrze ukrytej knajpy.
Spotykają się tu różni – od wieśniaków po profesorów uniwersytetu. Chyba tylko politycy i lokalni kacykowie nie mają odwagi łazić po ulicach w poszukiwaniu tego smaku, bo zwykli zjadacze chleba ryżu, czy studenci, czy ich nauczyciele, robotnicy, kupcy czy szefowie fabryk – oni wszyscy od czasu do czasu po prostu MUSZĄ przekąsić pieczone tofu.
Po Kunmingu krążą opowieści tofowe. Jak to stary ubogi artysta codziennie przydreptywał do jednego, ukochanego straganu z tofu i zawsze zamawiał tylko dwie poduszeczki tofu. Każdemu innemu by wystarczyło kilka gryzów, by sobie z nimi poradzić, ale staruszek nie chciał odbierać sobie przyjemności. Zamawiał do tego szklaneczkę wódki i zaczynał celebrować: drobny jak musze odchody kawałeczek tofu przepijał łyczkiem wódki. Delektował się każdym kęsem, ku uciesze obserwatorów i wyraźnej niechęci właścicielki straganu. Przychodzi ci taki, prawie nic nie zamawia, więc i na nim zarobić się nie da, i innym klientom miejsce przy stoliku zabiera, żesz w mordę...
Jest też ta o nieśmiałym skrzypku, który nieczęsto dawał się wyciągać wieczorami z domu, razu pewnego jednak dał się porwać przyjaciołom i już jego ku wyjściom idiosynkrazja miała szanse się skończyć z racji tak miłego wieczoru, gdy nagle poczuł, jak ktoś go szarpie za ucho, wrzeszcząc jednocześnie: tuś mi, bratku, dziecię samo w domu zostawiasz i idziesz na to swoje tofu, i pewnie jeszcze wódę będziesz pić? Gdy zdołał się pechowy skrzypek odwrócić, zobaczył grubą babę, czerwoną ze złości i kompletnie nieznajomą. Okazało się, że od tyłu łatwo go było pomylić z mężem owej. Oczywiście, babsztyl się zacukał i zaczął przepraszać, pytając, czy bardzo ucho boli. Skrzypek, nie wiadomo, czy z zemsty czy dla żartu, powiedział, że może on ją tak złapie za ucho, to ona się dowie, czy boli...
Przy podkurku łatwiej nawiązać przyjaźń. Obce sobie osoby, z kompletnie różnych światów, grzeje ten sam płomień w trakcie oczekiwania na przekąskę.
Można usiąść, wypić łyk wódki, a po kilku łykach nagle się pokazuje, dlaczego w Chinach tak swobodnie można nawiązać znajomość z kimś kompletnie różnym od nas. Otóż, Chińczycy są mistrzami słów, jeśli chodzi o... opis jedzenia. Mówienie sobie nawzajem, w których miejscach jest najlepsze tofu, a gdzie można najtaniej dostać świeże owoce morza czy w której knajpie jest prawdziwe syczuańskie żarcie, a nie nędzne podróbki to stałe tematy-wytrychy każdego miejscowego i pozamiejscowego. W Chinach do dzisiaj najlepszą reklamą żarcia jest długa kolejka i opowieści znajomych znajomych. Jeśli jest, powiedzmy, świetny grill z tofu przy jakiejś ulicy i nazywa się tak a tak, rozsławienie go to kwestia bardzo niedługiego czasu. Potem tuż obok niego wyrośnie milion straganów konkurencji – ale jeśli nie będzie tam jeszcze smaczniej, to u konkurencji po wieki wieków będą świeciły pustki, a w pierwszym straganie trzeba będzie na porcję tofu czekać w długaśnym ogonku. Ech, kto nie był w Chinach, ten nigdy tego nie zrozumie... Ja już się nauczyłam: nigdy nie wchodzić do obcych knajp, w których jest więcej stolików pustych niż pełnych. Nawet kiedy byliśmy w Yuxi, nie szukaliśmy w internecie adresów knajp. Spytaliśmy po prostu trójkę miejscowych o najlepsze jadłodajnie z najbardziej tradycyjnymi smakami. Och, jacy byli uszczęśliwieni, że mogą sobie z nami pogadać o jedzeniu! I jeszcze nas zaprowadzili...

2013-04-03

Sfermentowane tofu – sufu 腐乳/滷腐

Nie mam pojęcia, skąd się wzięła angielska nazwa „sufu” na tę przekąskę. Może z japońskiego? Jest to tofu w wersji ekstremalnie soft. Zostało bowiem zapeklowane w marynacie złożonej z na przykład oleju sezamowego, soli, wina ryżowego, octu, papryki, anyżu, cynamonu, cytryny, szynki czy nawet suszonych krewetek - w zależności od regionu skład marynaty będzie się bardzo różnił. Akurat w Yunnanie jest popularna wersja ostro-oleista. Pewnie też dlatego u nas sprzedaje się ten specyfik pod nazwą you lufu 油滷腐 (tofu w oleistej marynacie) albo po prostu lufu, niespotykaną gdzie indziej. 

Po zamarynowaniu wychodzi z tego pikantna pasta, używana chętnie jako przyprawa i jako składnik sosów. Nawet zwykły ryż czy też kleik ryżowy z odrobiną sufu jest przepyszny, aromatyczny i - niestety - słony. O ile nie jestem przesadną fanką tofu w ogólności, o tyle „kawałki przynęty” przyprawione sufu
czy też sufu wykorzystane jako składnik maczajki do produktów ugotowanych w „ogniowym kociołku” czy też grillowanych należą do moich zdecydowanych przysmaków. W Yunnanie chyba najpopularniejsze dwa typy są sprzedawane w Yuxi i Chuxiongu; obu spróbowałam, oba są przepyszne, do obu należy mieć przygotowanie w postaci na przykład jedzenia serów pleśniowych – wówczas i proces powstawania sufu będzie się może wydawał łatwiejszy do zaakceptowania, i smak, i konsystencja. A jeśli przed spróbowaniem przygotujecie się mentalnie na coś bardzo ostro-słonego, na pewno zostaniecie fanami.

2013-03-31

Zimny kleik ryżowy 冰稀飯

To przekąska, która pochodzi z Yunnanu, a najpopularniejsza jest w Mengzi, w „województwie” Honghe. Jest to, jak sama nazwa wskazuje, kleik ryżowy, podawany na zimno. Są dwie podstawowe wersje smakowe: słodka i słona, przy czym osobiście uważam, że ta słona to kompletna pomyłka.
W wersji słodkiej smak bierze się z czerwonej fasolki azuki, czasem dodane są inne słodkości - prażone fistaszki, sezam, rozpuszczony w wodzie brązowy cukier, kandyzowane owoce itp. W wersji słonej podstawa to kleik z fistaszkami, do którego dodaje się różności: korzeń tułacza pstrego Houttuynia cordata, starty imbir, czosnek bulwiasty, kalarepkę czy sfermentowane tofu – sufu.
Choć w całym Yunnanie ta potrawa jest popularna, na najsmaczniejszą trafiliśmy w słynnym z przekąsek Yuxi. Wersję słodką uwielbia mój Pan i Władca. Mnie jednak, paskudnej Europejce, nadal się wydaje, że ryż na mleku z odrobiną czekolady jest lepszym rozwiązaniem, jeśli jesteśmy przy deserach...