blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2019-04-07

Podwójna Trójka 三月三

Dziś trzeci dzień trzeciego miesiąca chińskiego kalendarza. W całych Chinach jest to dość szczególna data. W zależności od grupy etnicznej i jej miejsca zamieszkania różnie się to święto obchodzi; w różnych stronach są przecież różne tradycje wiosenne. W Kunmingu jest to dzień tradycyjnej wycieczki w Zachodnie Góry. Tradycyjnej do tego stopnia, że w 2013 roku trafiła na yunnańską listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. "Trzeciego trzeciego w górach zachodnich bawisz się na całego" - że tak swobodnie przetłumaczę krótki dwuwiersz 三月三耍西山 (w oryginale się też rymuje). Może przesadą byłoby stwierdzenie, że tego dnia wszyscy kunmińczycy jadą w góry, ale - wszyscy niepracujący to już chyba tak... Dawnymi czasy (przynajmniej od czasów mingowskich) byli to bodaj wszyscy sprawni mieszkańcy Kunmingu. Szli w góry posłuchać zawodów śpiewaczych (對歌), zobaczyć tańce smoka i lwa, popróbować przysmaków z różnych stron... Nie zapominajmy też, że góry same w sobie są przepiękne. Potrafię sobie wyobrazić, że kilkadziesiąt lat temu, gdy góry były mniej ucywilizowane i samo dotarcie do nich z miasta zabierało pół dzionka, taka wyprawa musiała być fantastyczną przygodą. W dodatku przy okazji można było zapalić trociczki bogom w Świątyni Huating 华亭寺, Świątyni Taihua 太华寺, Pawilonu Trzech Czystości 三清阁 czy innych miejsc kultu. Czyste powietrze, zieleń kojąca oko, wiosenny wiatr, który wywiewa smutki z serc.

No dobrze, ale co takiego niezwykłego działo się w trakcie obchodów podwójnej trójki?

Po pierwsze: egzorcyzmy. Znaczy: wyganianie nieszczęść i chorób. W najdawniejszych czasach to zadanie spoczywało na barkach wiedźm; od czasów tangowskich jednak Chińczycy stali się pod tym względem samowystarczalni: by się uwolnić od wszystkiego złego, wystarczała solidna kąpiel w górskim źródle, najlepiej gorącym. Do tego jeszcze umyć się liśćmi sadźca Fortunego i wychłostać się wierzbowymi witkami i już - zło i choroby odpędzone, szczęście u wrót! Najlepsza jest oczywiście kąpiel w gorących źródłach - można się nie tylko faktycznie solidnie wyszorować, ale i usunąć wszystkie choroby, nagromadzone przez zimę. Wykształciuchy ze starożytnych Chin uważały, że to doskonała okazja, by się bawić w wodzie, więc jak ktoś już właził do strumienia, jeziora czy innych gorących źródeł, to nieprędko z nich wychodził...
Liście sadźca były też doskonałym podarunkiem - ponieważ służyły odpędzaniu złych duchów. By je zdobyć, trzeba było się wybrać na "wiosenną wycieczkę" 遊春. Gustowała w tym zwłaszcza młodzież, która wykorzystywała nadarzającą się okazję do randkowania i w miarę swobodnego wybierania partnera. Ponoć dawniej ta, której ofiarowano kwiat peoni, była "zaklepana". To wśród ludu. A klasa rządząca tymczasem urządzała sobie pijatyki na brzegu rzeki czy jeziora i udawała, że pisze wiersze pisała wiersze i urządzała rozmaite zawody literackie. Zaś bez względu na pochodzenie, wszyscy wrażliwi ludzie szukali sadów brzoskwiniowych. Właśnie teraz są w pełnym rozkwicie, piękne, delikatne, aromatyczne... Doskonały czas, by się nimi pozachwycać.
Ostatnim obowiązkowym punktem programu było puszczanie latawców, w Chinach wcale nie domena wyrostków, a wspaniałe hobby ludzi w kwiecie wieku a nawet staruszków. Całą wiosnę w Kunmingu wieje, jakby się kto powiesił, więc każda okazja jest dobra, by się latawcami nacieszyć.
Szczerze powiedziawszy, ja zawsze chętnie wybieram się w Zachodnie Góry. Zawsze - poza dniem dzisiejszym. Odkąd do stóp gór dojeżdża metro, a prawie na szczyt można wjechać gondolką, w takie dni jak dziś w Górach Zachodnich jest więcej ludzi niż tych gór. Dziś zresztą nie jeździ tam młodzież by randkować czy starzy kunmińczycy, by się obmyć w źródle. Znaleźć partnera można nawet w internecie, a kąpać to się można choćby i całą zimę codziennie, we własnym domu. O wiedźmich egzorcyzmach wszyscy już dawno zapomnieli. Oczywiście żal mi tych zwyczajów. Ale z drugiej strony - wolę czasy, w których prysznic w domu jest normą a nie luksusem...
Wróćmy jednak do wiosennego wycieczkowania w Zachodnie Góry. Wiedziałam, że w Podwójną Trójkę się nie wybiorę, choćby mnie końmi ciągnęli, więc wybraliśmy się kilka dni wcześniej. Oto krótka fotorelacja z naszej wycieczki:
Piękny widok z góry na Jezioro Dian i buddyjskie świątynie
Smocza Brama, najważniejszy punkt widokowy Zachodnich Gór
Patrzcie, jak pięknie pawilon wisi nad rozpadliną!
Tu jeszcze gorzej...
Azalia "koński frędzel" czyli azalia Delavaya
czasami trafialiśmy nawet na niezaludnione ścieżki!
Zachodnie Góry są fajne, ponieważ łatwo tam dobrać trasę do ludzi o rozmaitych możliwościach. Dawniej łaziliśmy tamtędy całymi dniami, szlajając się po dzikich ostępach, teraz, mając malutkie Tajfuniątko, pilnujemy, żeby szlak nie był zbyt trudny i zbyt długi. Jednak bez względu na typ szlaku, punktem obowiązkowym jest "chłopskie jadło" w wiosce u podnóża Gór Zachodnich, 猫猫箐 Maomaoqing. To tam można spróbować najświeższych, najekologiczniejszych, najlepiej przyrządzonych warzyw w całym Kunmingu.
każda knajpa ma tanzi z własnymi kiszonkami
zupa szpinakowa ze świeżutkim, domowym tofu
fajne "menu", prawda?
omlet z cedrelą chińską
Zarówno w górach, jak i w centrum Kunmingu sakura już w pełni. Ostatni dzwonek, by wybrać się cyknąć kilka fotek.

Tak oto uczciliśmy całkiem zwyczajny dzień, który wyróżniał się tylko tym, że i ZB, i ja mieliśmy wolne - a to ostatnio niestety rzadkość...
Jeśli będziecie mieć kiedyś czas, wybierzcie się tam koniecznie. Góry Zachodnie to część Kunmingu, która Was nie zawiedzie :)
Poniżej znajdziecie linki do ciekawych zwyczajów wiosennych innych egzotycznych miejsc:
O perskim nowym roku Nooruz
Nooruz z etnograficznego punktu widzenia
I odsłona turecka - Nevruz
Podwójna Trójka w Japonii czyli Hina Matsuri
Dobrej wiosny!

6 komentarzy:

  1. O jakże Wam zazdroszczę, ja - mieszkaniec płaskiej Wielkopolski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkopolska też ma swoje zalety. Można na przykład bez specjalnego zmęczenia jeździć na rowerze :)

      Usuń
  2. Piękne widoki a świeczki w kształcie kwiatów lotosu chyba rozkosznie kiczowate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiczowate jak ta lala. Ale na swój sposób urocze i bardzo odmienne od świec, które znamy z Europy :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.