Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miesiąc Języków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miesiąc Języków. Pokaż wszystkie posty

2018-09-18

różnorodność językowa Yunnanu

Każdego roku we wrześniu blogerzy językowi i kulturowi organizują Miesiąc Języków. Codziennie o dziesiątej rano ukazują się wpisy związane z językami; w tym roku z szeroko pojętą różnorodnością językową - mniejszościami językowymi, dialektami itp. Pełny harmonogram znajdziecie tutaj, a ja odsyłam Was do wczorajszego wpisu na Po Prostu Włoski o różnicach między włoskimi dialektami oraz na zapraszam na jutrzejszy wpis na Francuskich i innych notatkach Niki o słówkach rodem z Brukseli. Zachęcam Was również do przeczytania moich wpisów z poprzednich edycji akcji. Znajdziecie je tutaj, pod etykietą "Miesiąc Języków". Ja tymczasem piszę dziś dla Was oczywiście o moim ukochanym Yunnanie.

Yunnan to mieszanka wielokulturowa, wieloetniczna, wielojęzyczna. Mieszka tu prawie połowa grup etnicznych całych wielkich Chin, a łączna liczba mieszkańców uznanych za mniejszości to ponad sto czterdzieści milionów, czyli około jedna trzecia mieszkańców prowincji. Z dwudziestu sześciu grup etnicznych zamieszkujących Yunnan tylko cztery uważają język mandaryński za ojczysty, przy czym należy tu zauważyć, że niekoniecznie mowa tu o standardowym mandaryńskim, jaki słychać w głównych kanałach telewizyjnych i radiowych. O tym jednak później. Wróćmy do grup etnicznych. Mandaryńskim posługują się z założenia cztery grupy etniczne Yunnanu: Hanowie, muzułmanie Hui, Mandżurowie i Shui. Pozostałe grupy etniczne w teorii mają po jednym języku; w praktyce niektóre z nich są tak różnorodne, że poszczególne "plemiona" nie potrafią się z sobą dogadać. Mój ulubiony przykład to grupa etniczna Jingpo, która posługuje się łącznie przynajmniej pięcioma językami, czasem tak odległymi, że zaledwie połowa słów się zgadza. Czyli mniej niż w takim czeskim ze słowackim. Jeszcze gorsi są Yao, którzy mówią dziesięcioma językami, przy czym przynajmniej dla części ojczystym językiem jest... mandaryński. To nie wszystko! Część ludów Yunnanu nie doczekała się uznania przez władze za osobne grupy etniczne, zostały tylko "wpasowane" na siłę do innych grup etnicznych, stąd i ich języki są traktowane w najlepszym razie jak dialekty - jest tak na przykład w przypadku ludu Khmu.
Mamy więc języki austroazjatyckie, sinickie i tybeto-birmańskie, dalej podzielone na rodziny tybeto-birmańską, mon-khmerską, hmong-mien i dajską, a one są podzielone już na poszczególne języki, które również mogą być (i zazwyczaj są) wewnętrznie podzielone. Te z grupy sinickiej wyróżniają się tonami, przy czym najmniejsza ich liczba to dwa, a największa - ponoć dwanaście (osobiście nie wierzę w wymawianie tej samej sylaby na dwanaście sposobów, ale może to tylko kwestia braku wystarczającej wyobraźni muzycznej... tfu, językowej). Dodatkowym utrudnieniem jest to, że również długość danej sylaby może mieć znaczenie. W niektórych językach znaczenie słów może zależeć nawet od użycia buczenia (tzw. vocal fry). Z kolei języki austroazjatyckie - południowe - mają dużo bardziej od języków sinickich rozbudowaną grupę spółgłosek, dla etnicznych Chińczyków w ogóle niewymawialnych bez dłuuugich ćwiczeń, przy czym niektóre z tych języków DODATKOWO mają jeszcze tony...
Do niektórych z tych języków dołączone jest gratis odmienne od chińskiego pismo. Pięć typów pisma dajskiego, cztery typy pisma Naxi, Lisu piszą na trzy sposoby, przy czym dwa wymyślone przez Europejczyków (szerzących Słowo misjonarzy), Yi mają dwa typy pisma itd. Większość typów pisma już prawie zanikła (sinizacja), ale potem nastała era smartfonów i fantastycznych czcionek tudzież programów graficznych. Dla niektórych młodych Yi czy Naxi umiejętność napisania wiadomości "po swojemu" to powód do dumy. Ciężko powiedzieć, czy wystarczy im determinacji, by naprawdę na dłuższą metę pisać tymi dziwnymi typami pisma, w których brakuje jednak wielu nowoczesnych słów, czy też chińskie znaki ostatecznie wyprą pismo rodzime.
No dobrze. Wiemy już, że języków i dialektów jest dużo i że są bardzo mocno zróżnicowane. Jak to się ma do ich używania? W zależności od regionu, liczebności użytkowników danego języka, warunków ich życia, miejsca zamieszkania itd. użytkownicy dzielą się na:
  • użytkowników jednego języka ojczystego - w małych wioseczkach, do których nadal nie prowadzą asfaltowe drogi, tylko część mieszkańców włada "mową powszechną" w postaci mandaryńskiego - są to przede wszystkim uczniowie, urzędnicy, a także importowani robotnicy bądź wojskowi. Tu trzeba zaznaczyć, że choć teoretycznie od lat '50 XX wieku szkoła podstawowa jest dla wszystkich obowiązkowa, a w niej przecież naucza się mandaryńskiego, w praktyce bywa różnie. Osobiście poznałam jedynego nauczyciela pewnej wiejskiej szkoły, który bał się przy mnie odezwać, bo mówiłam po mandaryńsku lepiej od niego. A było to prawie dziesięć lat temu, raczej na początku mojej przygody z chińskim... Na drugim biegunie są ci, dla których językiem ojczystym jest po prostu mandaryński standard.
  • użytkowników dwóch języków ojczystych - np. tata z grupy etnicznej Lahu, mama z grupy etnicznej Bai. W dowodzie taki osobnik będzie miał wpisaną tylko jedną grupę etniczną (tak, w chińskim dowodzie moja córka byłaby określona jako Chinka Han!), ale jeśli rodzice się postarają, dziecię będzie w równym stopniu władać dwoma językami. Znam takie.
  • użytkowników dwóch języków, z czego jeden jest ojczysty - większość Yunnańczyków. W domu mówią po swojemu, w szkole uczą się mandaryńskiego. Oglądają telewizję po mandaryńsku, ale z panią z poczty mówią dialektem albo lokalnym językiem.
  • użytkowników wielu języków - wystarczy nieco bardziej skomplikowana historia rodzinna albo mieszkanie w wielojęzycznej okolicy. Pewien znany mi Yi oprócz dwóch dialektów yijskich znał też języki naxi, bai oraz trzy inne yunnańskie dialekty.
  • analfabetów języka ojczystego - ze względu na masową i przymusową sinizację, wielu przedstawicieli rozmaitych grup etnicznych traci powoli język albo już go straciło. Nastolatki, które wolą mówić po mandaryńsku nie są wyjątkiem, a raczej regułą.
Do tych wszystkich języków należy też dodać niepoliczalną liczbę dialektów. Niepoliczalną, ponieważ językoznawcy mówią o tzw. "dialektach yunnańskich", uważając, że one są prawie identyczne, a tym czasem nie tylko każdy region i każde miasto ma swoją odmianę, niezrozumiałą dla innych. Nawet wewnątrz jednego miasta są dzielnice, które mówią zupełnie inaczej. Kiedyś były po prostu wioskami, w których ludność wywodziła się z różnych grup etnicznych bądź różnych fali imigranckich i te różnice słychać w wymowie. Kiedy pierwszy raz zdarzyło mi się pojechać do dzielnicy Kunmingu zwanej Guandu, pozornie wszystko pasowało - część mówiła kulawym mandaryńskim, większość - kunmińskim dialektem, który już całkiem dobrze rozumiałam. A potem weszłam między stare domostwa i próbowałam rozmawiać z emerytami, którzy na podwórzach grali w madżonga czy karmili kury. I okazało się, że nie rozumiem ani słowa... Nie tylko ja. Gdy jakiś czas później trafiłam tam już z mężem, rodowitym kunmińczykiem, poszłam odwiedzić staruszki, które zresztą nadal mnie pamiętały. I okazało się, że on też rozumie piąte przez dziesiąte. Więcej niż ja, ponieważ się zdążył osłuchać, mieszkając w bliskim sąsiedztwie, ale absolutnie nie wszystko. 
Wszyscy wiedzą, że jestem zakochana w Yunnanie. Jest piękny, interesujący, egzotyczny... No i - życia nie starczy, by go naprawdę dogłębnie poznać, chociażby od językowej strony, o innych już nawet nie wspominając...

2017-09-08

grzyby

26 września obchodzony jest Europejski Dzień Języków, ustanowiony z inicjatywy Rady Europy. Dla nas, blogerów językowych i kulturowych, jeden dzień to zdecydowanie za mało, dlatego rozciągnęliśmy obchody na cały miesiąc. Na pewno jesteście już przyzwyczajeni, bo przecież to już nasz III Miesiąc Języków (poprzednich wpisów szukajcie w archiwach wrześniowych z 2015 i 2016 roku). Szczegółowy harmonogram znajdziecie tutaj, a ja serdecznie zachęcam do zapoznania się z postami innych naszych blogerów, w szczególności Uli z Français mon amour, która wczoraj pisała o interpunkcji, Uli piszącej o francuszczyźnie w języku polskim oraz Oli z FRANG, która jutro poczęstuje Was wpisem o polsko-angielskich fałszywych przyjaciołach. Jeśli boicie się, że przegapicie nasze wpisy, zachęcam do śledzenia naszego grupowego fanpejdża.

Powiem szczerze, w tym roku miałam zagwozdkę. Na warsztat miały trafić podobieństwa między Polską a krajem X bądź ich językami. Jest ich sporo. O językowych już trochę pisałam w ramach pierwszego Miesiąca Języków - wpis o chińsko-polskich fałszywych przyjaciołach do dziś jest jednym z najchętniej przez Was czytanych. Z kolei niezawodni fejsbukowi fani podrzucili mi wiele wspaniałych pomysłów: od porównań uwarunkowań społeczno-kulturowych aż po swojskie pierogi. Jednak pewnego dnia, jeszcze podczas pobytu w Polsce, ujrzałam w sklepie... kurki. Grzyby takie, żółciutkie. I temat wymyślił się sam. Chciałam bowiem porównać nie tyle Polskę i Chiny, co Polskę i Yunnan, na którym po prostu się chociaż trochę znam. Chiny są dla mnie za duże. Zawsze, kiedy sobie coś zakoduję, okazuje się, że w innym regionie Chin wygląda to zupełnie inaczej. Dlatego wolę się skupiać na Yunnanie, który kocham i z roku na rok lepiej poznaję. I tak po nitce doszłam do kłębka: to właśnie pod względem grzybiarskim Polska wyróżnia się na tle Europy tak, jak Yunnan wyróżnia się na tle Chin. Choć nie jestem żadnym specjalistą, z drugiej ręki wiem, że w większości krajów europejskich grzybiarstwo nie jest tak popularne jak w Polsce. W niektórych krajach jest zabronione prawnie, w niektórych istnieją duże obostrzenia co do ilości grzybów, które można zebrać, w innych za przywilej zbierania grzybów należy słono zapłacić, a w jeszcze innych ludzie nawet nie wiedzą, że dzikie, leśne grzyby rosnące w każdym lasku, mogą być pysznym daniem*. W Chinach jest trochę inaczej - po prostu w wielu regionach lasy są mocno przetrzebione, a poza tym Chińczycy uprawiają wiele gatunków grzybów i to właśnie te uprawne znajdują się przeważnie na przeciętnym chińskim stole. Na tym tle Yunnan wypada wprost znakomicie - można tu znaleźć około 250 gatunków jadalnych grzybów, w tym kilka gatunków endemicznych. Yunnańczycy chętnie grzyby zbierają, a w sezonie (od czerwca do września) bardzo wiele gatunków dzikich grzybów pojawia się na każdym tutejszym targowisku i w menu wielu restauracji. Niektóre restauracje wprost specjalizują się w grzybach i można w nich spożyć wyłącznie dania zawierające różne gatunki grzybów.
Ja sama grzyby kocham, zarówno w wersji polskiej, jak i chińskiej. Fascynuje mnie, że nawet te same gatunki są zupełnie inaczej wykorzystywane przez Polaków i Yunnańczyków. W Yunnanie nikt nie słyszał o kurkach w śmietanie czy o borowikowym sosie do bitek wołowych; z kolei w Polsce nie jada się świeżych borowików smażonych z szynką, czosnkiem i chilli, trufli z sojowym dipem ani grzybowego huoguo. Sądzę jednak, że tak jak ZB przypadła do gustu prawdziwkowa zupa w chlebie, tak niejednemu Polakowi zasmakowałyby yunnańskie dania grzybowe. Dlatego dziś przygotowałam dla Was mały słowniczek najpopularniejszych grzybów, które znajdziemy i w Polsce, i w Yunnanie plus kilka gatunków grzybów, które w Yunnanie są szalenie popularne i których warto spróbować. Pod niektórymi nazwami kryją się linki do moich wcześniejszych postów na tematy kulinarnogrzybowe.

Borowik szlachetny - 牛肝菌 - grzyb jak krowia wątroba
Maślak - 乳牛肝菌 - grzyb jak mleczna krowia wątroba
Podgrzybek brunatny - 松毛菌 - grzyb sosnowych igieł
Czubajka kania - w Yunnanie występuje jej kuzynka, 鸡枞菌 - grzyb kurza jodła
Gąska zielonka - w Yunnanie występuje jej kuzynka, gąska sosnowa - 松茸
Pieprznik jadalny (kurka) - 鸡油菌 - grzyb jak kurzy tłuszcz
Phallus indusiatus - 竹荪 - (grzyb) pęd bambusa
Chropiatka yunnańska - 干巴菌 - grzyb jak suszona wołowina
Gołąbek zielonawy - 青头菌 - grzyb z zieloną głową
Sarniak dachówkowaty - 虎掌菌 - grzyb jak łapa tygrysa
Smardz - 羊肚菌 - grzyb jak owczy żołądek
Trufla czarnozarodnikowa - 黑松露 - czarna sosnowa rosa.
Na koniec fota z grzybowego targu w Kunmingu:
Mam nadzieję, że uda się Wam (i mnie też, tak zupełnie przy okazji) spróbować tych wszystkich grzybowych cudów. Owocnej jesieni!

*Ciekawy artykuł na ten temat przeczytałam swego czasu tutaj.
W tym roku naszym patronem jest bab.la - słownik online.

2016-09-15

dziewiąty miesiąc

W tym roku Blogi kulturowe i językowe (ogólny blog tutaj), ci sami ludzie, którzy organizują comiesięczną akcję W 80 blogów dookoła świata, po raz drugi zorganizowały Miesiąc Języków. W tym roku nasze wpisy dotyczą września oraz szeroko pojętej jesieni. Oczywiście i ja musiałam dodać swoją cegiełkę. W poszukiwaniu innych cegiełek zajrzyjcie na nasz blog, na którym podane zostały adresy blogów biorących udział w akcji. Wczoraj na przykład ukazał się wpis na blogu FRANG, dziś oprócz mojego jest też wpis na Angielskiej Herbacie, a jutro ukaże się wpis na Angielski C2. Tymczasem u mnie oczywiście wpis okołochiński.

Wrzesień wrześniowi nierówny. W języku polskim już sama nazwa mówi, czego się spodziewać. Po angielsku gorzej, bo każdemu muzykowi "sept" będzie się kojarzył z siódemką, nie z dziewiątką, ale niech im już będzie. Chińczycy wszystko uprościli. Chińskie nazwy zarówno miesięcy, jak i dni tygodnia, są proste i logiczne: pierwszy dzień tygodnia, drugi dzień tygodnia, trzeci dzień tygodnia. Miesiąc pierwszy, miesiąc drugi, miesiąc trzeci. Wrzesień jest po prostu dziewiątym miesiącem. Takie nazwy są neutralne i nikt się potem nie naśmiewa, że w maju śnieg pada albo że w lutym ciepło jak na wiosnę.
Szkopuł w tym, że w tych moich prostych i logicznych językowo Chinach dziewiąty miesiąc wcale nie jest dziewiątym miesiącem. Dziś jest najlepszy dzień, by o tym opowiedzieć, bo dziś jest Święto Środka Jesieni, a ono tradycyjnie odbywa się piętnastego dnia ósmego (!) miesiąca. Tak, ósmego. Mamy bowiem na myśli nie kalendarz gregoriański, a tradycyjny chiński kalendarz księżycowo-słoneczny. Zupełnym przypadkiem w tym roku piętnasty dzień ósmego miesiąca księżycowego przypadł na 15 września naszego kalendarza; co roku są to inne daty, więc czasem ciężko się połapać.
Cóż to takiego, to święto? Najprościej powiedzieć - chińskie dożynki, połączone z adoracją pełni księżyca. To dlatego zawsze odbywają się piętnastego dnia księżycowego miesiąca - bo 15 dzień to pełnia. Dlatego też muszą być świętem ruchomym, z racji którego rokrocznie Chińczycy dostają zresztą dzień wolnego.
Z biegiem czasu święto ewoluowało. Nie tylko dziękujemy niebiosom za dobre plony, nie tylko podziwiamy księżyc, ale i modlimy się o szczęście/syna/małżeństwo/pieniądze, a także spotykamy się z rodziną. To taka ciekawostka - w chińskim kręgu kulturowym okrągły kształt kojarzy się z rodziną. W uproszczeniu: pełnia księżyca = pełna rodzina, siedząca oczywiście przy okrągłym stole. Tradycyjnie powinno się więc ten wieczór spędzać z rodziną i przyjaciółmi; Chińczycy, którzy są w ten dzień z dala od domu, bardzo cierpią - albo przynajmniej powinni ;) Na temat rozłąki i tego smutku powstały setki wierszy; o jednym z najsłynniejszych pisałam tutaj.
Same obchody różnie wyglądały w różnych czasach i w różnych regionach Chin; obecnie zamiast jakichkolwiek ceremonii idzie się po prostu do knajpy z rodziną na kolację, a po kolacji podziwia księżyc, jeśli go akurat widać zza smogu, i umieszcza fotki w internecie. Swego czasu jednak ważnym elementem było czczenie Bogini Księżyca Chang'e. Zamieszkała ona na księżycu po wypiciu eliksiru nieśmiertelności; ponoć ma towarzystwo w postaci królika. Królika Chińczycy raczej nie czczą, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Ja prywatnie podejrzewam, że udziałem Chang'e stało się bodaj pierwsze małżeństwo polsko-chińskie.
Dawniej ważną częścią obchodów było również rozświetlanie mroków ogromnymi ilościami lampionów. Nie jest to jednak nic niezwykłego, bo lampiony towarzyszą obchodom bardzo wielu chińskich świąt. Tak samo jak prezenty wręczane rodzinie, przyjaciołom, szefom czy nauczycielom. Czymś, co zdecydowanie różni obchody Święta Środka Jesieni od wszystkich innych świąt są... ciastka. Konkretnie - ciasteczka księżycowe. Z ich powodu jedną z angielskich nazw święta jest Mooncake Festival. Są faktycznie wyjątkowe, zwłaszcza te nasze, yunnańskie, o których piszą yunnańskie łasuchy. Już parę tygodni przed obchodami święta stragany z ciasteczkami wyrastają wszędzie jak grzyby po deszczu. Choć początkowo smak ciasteczek (zwłaszcza tych yunnańskich, które są słodkimi ciastkami ze słonym nadzieniem z szynki...) był dla mnie trudny do zaakceptowania, z czasem je pokochałam. A że rokrocznie dostajemy całą masę tych ciastek od uczniów i rodziny, pokusiłam się swego czasu nawet o zrobienie rankingu tych najsmaczniejszych. Wracając do meritum - ciastka są ważne - trzeba nimi obdarowywać, trzeba je przyjmować i trzeba się nimi objadać - i mnie osobiście poza podziwianiem pięknej pełni to właśnie spożywanie ciastek kojarzy się najbardziej ze Świętem Środka Jesieni. Inna rzecz, że zazwyczaj dostajemy tych ciastek tak dużo, że kończę je zjadać dopiero w połowie dziewiątego miesiąca księżycowego...

2015-09-25

fałszywi przyjaciele

Dziś w ramach Unii Azjatyckiej, czyli razem z japonia-info.pl, przypomnę wpis o chińsko-polskich fałszywych przyjaciołach.
Dziś pora na podsumowanie Miesiąca Języków. Cały miesiąc zajmowaliśmy się związkami między poszczególnymi krajami, kulturami i językami. Teraz czas na zbadanie związków między krajami, o których na co dzień piszemy oraz... naszą ojczyzną. Czyli u mnie dziś o związku między chińskim i polskim. Wpis ten jest jednocześnie jednym z comiesięcznego cyklu "W 80 blogów dookoła świata". Czyli - jak zwykle - linków do wpisów dotyczących innych krajów możecie szukać na dole.

Czy wiecie, co to są fałszywi przyjaciele? Nie ci, którym mamy ochotę dać w mordę, bo wbijają nam nóż w plecy. Chodzi o fałszywych przyjaciół filologicznych. Słowa, które brzmią tak samo/podobnie, a mają kompletnie różne znaczenia w dwóch językach. Po włosku śniadanie to colazione, po rosyjsku zapomnit' to zapamiętać, a po czesku čerstvý chleb jest tak naprawdę świeży - widzicie, jak to działa.
Od samego początku ucząc się chińskiego, umierałam ze śmiechu słysząc niektóre słowa. Do większości się już przyzwyczaiłam, ale niektóre nadal atakują moją niespożytą wyobraźnię...
Poniżej znajdziecie fałszywych przyjaciół polsko-chińskich, przedstawionych w następujący sposób:
polski wyraz = brzmienie, chińskie znaki, chińska romanizacja pinyin oraz znaczenie wyrazu po chińsku.  Ze względu na dużą ilość homofonów w języku chińskim, czasem tych chińskich wyrazów będzie więcej niż jeden. W kwadratowych nawiasach znajdziecie moje komentarze - to właśnie przy pomocy tych skojarzeń zapamiętywałam dane znaki.

baba 爸爸 bà​ba - tato [czyli w Chinach każdy ojciec to baba ;)]/粑粑 bābā - okrągły placuszek [sformułowanie "masz babo placek nabiera od razu innego wymiaru, prawda?]
bije 畢業 bì​yè - ukończyć szkołę/uniwersytet [pod groźbą kary fizycznej ;)]
boli 玻璃 bō​li - szkło [boli zwłaszcza, gdy się stłucze i nadepnie ;)]
bóle 不樂 bú​lè - niewesoły [no pewnie, że niewesoły, jak ma bóle...]
buda 不大 bù​dà - nieduży, niewiele, niezbyt 
chłodzie (o głodzie i chłodzie) 活結 huójié - węzeł ruchomy, pętla
cisi 氣息 qì​xī - oddech [zazwyczaj oddech jest cichy]/七夕 Qī​xī - chińskie Święto Zakochanych/棲息 qī​xī - przysiąść (by odpocząć) [no chyba wiadomo, że jak mamy odpoczywać, to inni powinni być cisi ;)]
cuda 粗大 cū​dà - szeroki, gruby [grube baby są cudne ;)]
czuje 初叶 chū​yè - wczesne lata (dziesięciolecia, stulecia itd.). Dosłownie: pierwsze liście; 初夜 chūyè - wczesny wieczór, ale też noc poślubna (czyli pierwsza [wspólna] noc), a przenośnie - "pierwszy raz"
dalej 打雷 dǎ​léi - grzmi (pioruny)
dama 大媽 dà​mā - żona starszego brata ojca/pani, która jest za młoda, by nazywać ją babcią, ale już w zaawansowanym wieku.
duje 毒液 dú​yè - trucizna (w płynie)
dzida 极大 jí​dà - gigantyczny [tylko ogromni ludzie władają dzidą?]
dzidzie 季節 jì​jié - sezon, pora roku
dzidziu 急遽 jí​jù - nagły, gwałtowny
dzieci 節氣 jié​qi - okres solarny (tradycyjnie chiński rok dzieli się na 24 takie okresy)
dzieli 接力 jiē​lì - sztafeta [tyle, że sztafeta ma łączyć, nie dzielić!]
fusy 福斯 Fú​sī - skrót od 福斯娱乐集团 Fú​sīyú​lèjí​tuán - Fox Entertainment Group. Albo 赴死 fù​sǐ - stanąć oko w oko ze śmiercią.
głodzie (o głodzie i chłodzie) 過節 guòjié - obchodzić święto; 國界 guójiè - granica między państwami; 過街 guòjiē - przechodzić przez ulicę 
guma 姑媽 gū​mā - zamężna siostra ojca
Kuba 哭吧 kūba - płacz!
kucaj 苦菜 kucai - mlecz zwyczajny
kula 哭啦 kūla - płakał/płakała
laba 喇叭 lǎ​ba - klakson, megafon
lata 邋遢 lā​ta - niechlujny
lina 李娜 Lǐ​ Nà - Chinek o tym nazwisku i imieniu jest sporo, ale mnie najbardziej wryła się w pamięć świetna tenisistka.
Madzia 馬甲 mǎ​jiǎ - kamizelka
majdan 買單 mǎi​dān - płacić rachunek w restauracji
mali 麻利 má​li - zręcznie, zwinnie
matoł 碼頭 mǎ​tóu - przystań/ 馬頭 mǎ​tóu koński łeb [w sumie - koński łeb to prawie to samo, co matoł ;)]
misa 彌撒 mí​sa - msza
młodzi 墨跡 mò​jì - kleksy, znaki tuszem, słynne kaligrafie/磨機 mó​jī - młyn
musi 木樨 mùxī - wończa 
nie 捏 niē - szczypać [nie szczyp!]
nisza 泥沙 ní​shā - muł (w sensie osad wodny)
nuci 怒氣 nù​qì - gniew [ja tam w gniewie nie nucę. Może to dla uspokojenia?]
pili 霹靂 pī​lì - odgłos uderzenia pioruna (strasznie pili w uszy ;))
pindzia 評價 píng​jià - oceniać [kiedy kogoś nazywamy pindzią, to faktycznie ocena już jest zawarta w samym sformułowaniu...]
pipa 琵琶 pí​pa - chińska lutnia/枇杷 pí​pa - nieśplik japoński
sapie 撒撇 sāpiē - dajska potrawa
siku 西褲 xīkù - spodnie od garnituru
suszy 素食 sù​shí - wegetariańskie jedzenie (niech Was nie zwiedzie podobieństwo zapisu do japońskiego sushi...)
szadzi 杀机 shā​jī - śmiertelne niebezpieczeństwo [szadź faktycznie może być niebezpieczna. Zwłaszcza, jeśli się na niej poślizgniemy...]
szafa 沙發 shā​fā - sofa
szala 沙拉 shā​lā - sałatka
szale 傻樂 shǎlè - cieszyć się jak głupi do sera (dosłownie: głupia radość)
szali  砂砾 shā​lì - żwir, gruby piasek
szata 殺他! shātā - zabij go!
szatan 沙灘 shā​tān - piaszczysta plaża
szła 刷 shuā - malować (np. ściany), płacić kartą/耍 shuǎ - bawić się (kimś/czymś), ukazywać prawdziwe oblicze
szyba 是吧? shìba - naprawdę? czyż nie?/十八 shí​bā - 18
szybie 識別 shí​bié - rozróżniać
szycie 失窃 shī​qiè - zostać okradzionym
szyje 失業 shī​yè - stracić pracę, 視野 shì​yě pole widzenia, horyzont
szyli, np. 實力 shí​lì - siła, ​視力 shì​lì - wzrok, ​失利 shī​lì - ponieść porażkę, 失禮 shī​lǐ - popełnić faux-pas​ i wiele innych.
yeti 液體 yè​tǐ - ciecz


Oczywiście powyższe wyrazy nie wyczerpują listy fałszywych przyjaciół polsko-chińskich. Jeśli jakiś brak rzucił się Wam w oczy, dajcie znać :) A ja na koniec mam dla Was dwie anegdotki związane z fałszywymi przyjaciółmi.
Dawno, dawno temu przyjaciółka bez znajomości chińskiego znalazła się nagle między Chińczykami. Nie chciała uczyć się chińskiego (później się nauczyła mimo wszystko, ale wtedy jeszcze upierała się, że nie chce ;)), ale wychwytywała pojedyncze zwroty, zwłaszcza te brzmiące całkiem po polsku. Dwa takie zwroty były wyjątkowo często w użyciu - 不客氣 bù​kè​qi i 不要謝 bù​yàoxiè, dwie bardzo grzeczne odpowiedzi na "dziękuję", takie polskie "nie ma za co". Pierwsze wymawia się "bukeci" czyli prawie jak polski bukiecik. Drugie wymawia się "bujaosie" czyli prawie jak polskie "bujaj się!". Oczywiście zwłaszcza ten drugi zwrot prowokował śmiech. Sami pomyślcie: ktoś grzecznie mówi "dziękuję", a druga osoba z uśmiechem odpowiada "bujaj się!"... Fraza ta została zresztą włączona do słownika przez ZB, który zawsze tak odpowiada na podziękowania naszym polskim gościom :D
Drugi fałszywy przyjaciel to... facebook. Fejsbuk. Jego właściwa chińska nazwa to 臉書 Liǎn​shū czyli dokładnie twarzoksiążka. Jednak bardzo wielu Chińczyków używa żartobliwego "tłumaczenia" fonetycznego 非死不可 Fēi​sǐ​bù​kě (wym. fejsybuke), które w dokładnym tłumaczeniu oznacza "musisz umrzeć". Co biorąc pod uwagę wpływ fejsunia na życie niejednego internauty w sumie wcale nie jest takie odległe od prawdy ;)

Austria: Viennese breakfast - Polsko-austriacki przekładaniec
Francja: Francais-mon-amour - Francuskie zapożyczenia w języku polskim; Love for France - 10 podobieństw między Polską a Alzacją; Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Polskie akcenty w języku francuskim
Gruzja: Gruzja okiem nieobiektywnym - Najsłynniejszy Gruzin w Polsce
Hiszpania: Hiszpański na luzie - O tym jak i dlaczego Hiszpanie uczą się polskiego
Japonia: japonia-info.pl - japońsko-polscy fałszywi przyjaciele
Kirgistan: O języku kirgiskim po polsku - Polacy w Kirgistanie
Niemcy: Niemiecki po ludzku - Co Niemcy wiedzą o Polsce? Codzienne sytuacje; Językowy precel - Germanizmy w języku polskim
Norwegia: Pat i Norway - Polska okiem Norwega
Stany Zjednoczone: PAPUGA Z USA Co Amerykanie wiedzą o Polsce?
Szwecja: Szwecjoblog - Szwedzkie słowa w języku polskim
Turcja: Turcja okiem nieobiektywnym: Czy przybył już poseł Lechistanu?
Wielka Brytania: English with Ann: MAM NEWSA czyli ile angielskiego jest w polskim
Włochy: Italia... Che meraviglia! - Polacy - włoski punkt widzenia?; Primo Cappuccino - Włoszki, które pokochały Polskę; Studia, parla, ama - Czy wiesz, co mówisz (po włosku)?!

2015-09-22

Matteo Ricci 利瑪竇

Dziś w Miesiącu Języków przyszedł czas na Włochy. Jak zwykle - na dole wpisu znajdziecie linki do innych okołowłoskich rozważań.
Połączenia "Włochy-Chiny" są w mojej głowie dwa. Za jedno jest odpowiedzialny Tiziano Terzani, którego książka Zakazane Wrota rąbnęła mnie obuchem w łeb. Za drugie - Matteo Ricci, bodaj najważniejszy misjonarz w dziejach chrześcijaństwa w Chinach. Za wikipedią
Matteo Ricci, Mateusz Ricci - Sługa Boży Kościoła katolickiego, włoski misjonarz z zakonu jezuitów, jeden z najważniejszych misjonarzy którzy pracowali w Chinach. Stworzony przez niego Kościół przetrwał rewolucję kulturalną i trwa do dzisiejszych czasów.
Ricci przybył do południowych Chin w 1582, a do Pekinu w 1601, gdzie złożył wizytę na dworze cesarza Chin Wanli. Ricci nie tylko dobrze poznał bardzo trudny klasyczny język chiński, miał także wielkie zrozumienie dla kultury chińskiej.
W odróżnieniu od innych misjonarzy pracujących w południowej Azji, Ricci, był przekonany o bliskich związkach chińskiej kultury z filozofią konfucjańską i doszedł do wniosku, że aby w Chinach przyjęło się chrześcijaństwo, musi zostać zaadaptowane do tamtejszych realiów (inkulturacja). W pracy misyjnej nazywał się "zachodnim konfucjanistą" (西儒). Jako pierwszy zaprezentował w Chinach wiele pomysłów współczesnej nauki Zachodu i nowoczesne jak na te czasy urządzenia (np. zegar mechaniczny), co zwróciło na niego i jego nauki uwagę niektórych tradycyjnych konfucjańskich intelektualistów. W 1606 roku z nawróconym na chrześcijaństwo matematykiem Xu Guangqi przetłumaczył na język chiński początek Elementów Euklidesa.
Uważał, że konfucjańskie zasady oddawania czci przodkom były tylko uzewnętrznieniem pamięci i szacunku dla przodków i nie był to przejaw pogaństwa. Jego poglądy spotkały się z bardzo przychylnym przyjęciem ze strony chińskich filozofów, ale były zwalczane przez niektóre środowiska w Kościele zachodnim (zakony dominikanów, franciszkanów), które uważały, że konfucjańskie oddawanie czci przodkom jest kultem i powinno być zakazane. Z powodu takich poglądów, już po śmierci Ricciego, wyznawanie religii katolickiej zostało w Chinach zakazane i cała praca misjonarska zeszła do podziemia aż do wybuchu pierwszej wojny opiumowej w 1839.
Ricci prezentował Chiny w Europie w bardzo przychylny sposób. Zmarł w Pekinie. Magazyn Life umieścił Ricciego na liście 100 najważniejszych osób poprzedniego tysiąclecia.

Zawsze podobała mi się idea adaptacji czegokolwiek do lokalnych zwyczajów. Ricci, z tym całym jego uwielbieniem i głębokim zrozumieniem dla Chin, wydaje mi się postacią zupełnie wyjątkową. Miał chińskie imię (利瑪竇 Lì Mǎdòu), które przyjął, choć w tamtych czasach nie było to tak powszechne jak dzisiaj.
Nauczył się języka w stopniu, który wystarczył do dogłębnego zrozumienia chińskich intelektualistów i do dyskusji z nimi.
Jako pierwszy przetłumaczył na łacinę sporo klasycznych chińskich tekstów.  
By zaszczepić chrześcijaństwo na gruncie chińskim, używał pojęć zakorzenionych w chińskiej kulturze, starając się znajdować wspólne wartości i treści.
Współtworzył pierwszy chińsko-europejski słownik i pierwszą latynizację chińskich brzmień.
Był pierwszym Europejczykiem zaproszonym do Zakazanego Miasta i nawet dostał cesarskie stypendium! Po co i na co? By stworzyć pierwszą "europejską" mapę Chin.
Był również pierwszym Europejczykiem, który dowiedział się o istnieniu chińskich żydów.
Biorąc pod uwagę jego otwarty umysł, na pewno nie obraziłby się, że został pochowany na terenie buddyjskiej świątyni.  
Jeśli dziś zapytać wykształconego Chińczyka, za co najbardziej ceni Ricciego, odpowie, że za szacunek do Chin i za to, że uznał chińską kulturę wartą poznania. Jego praca chrystianizacyjna jest tylko dodatkiem; najważniejsze jest to, że nie przyjechał nawracać ciemnych pogan, tylko rozmawiał z chińskimi intelektualistami jak równy z równym. Przekonywał ich, że tak naprawdę chrześcijańskie wartości nie stoją w sprzeczności z konfucjanizmem i chińskimi tradycjami. Pokazywał, że pewne idee są uniwersalne. 
A ja... do dziś się zastanawiam, co miał w sercu. Boga, to pewne. Naukę. I Chiny, z ich kulturą i wartościami. Ciekawam, czy kiedykolwiek dałby radę tak po prostu wrócić do Włoch i spokojnie żyć dalej, traktując Chiny tylko jako epizod, egzotyczną przygodę. Bo jest jeszcze coś - zgodnie z aktualnymi nastrojami był przeganiany z miejsca na miejsce. Czy trwał w Chinach z poczucia obowiązku względem biednych pogan czy z miłości do Chin? Chiny wlazły mu na ambicję, czy zaczęły tętnić w żyłach? Polecenie zwierzchników czy oddolna inicjatywa? Co takiego te Chiny w sobie mają, że setki lat przyzywają uczonych, awanturników i zwykłych zjadaczy chleba? 
Zawsze się zastanawiam, do jakiego stopnia sam był heretykiem, bo Chiny odebrały mu europejskie widzenie katechizmu. 
I zastanawiam się, czy Bogu faktycznie by przeszkadzał ten synkretyzm, czy pochyliłby się nad nim z uśmiechem, jak nad każdym  dziełem mającym służyć dobru...

Włochy z innych perspektyw:
Anglia: Angielski C2 - Wspólny przodek angielskiego i włoskiego i dzisiejsze jego ślady; Angielski dla każdego - Rzymianie tu byli! ; Specyfika języka - Rzym w idiomach
Francja: Français-mon-amour - "Wspólne" słowa francuskiego i włoskiego; Love for France - Włoska piosenka po francusku 
Hiszpania: Bzik Iberyjski - Włoskie ślady na hiszpańskiej mapie
Niemcy: Językowy Precel - Tyrol Południowy
Szwecja: Szwecjoblog - Szwedzi chwalą się po włosku
Włochy: Studia, parla, ama - Miesiąc Języków, czyli wiele różnych włoskich; Wloskielove - Po włosku czyli po jakiemu?; CiekawAOSTA - Jak nauczyłam się języka włoskiego

2015-09-19

Kawałek Szwecji w Kunmingu

Dziś w akcji Miesiąc Języków przyszedł czas na Szwecję. Skojarzenie było natychmiastowe. Jest bowiem jedno jedyne miejsce w Kunmingu, mające bezpośredni związek ze Szwecją - Cafe Nordica.
Wróćmy myślami do czasów, gdy Kunming był otoczony murami miejskimi. Za nimi zaczynała się wieś - pola uprawne, pola kwiatów, a także kanały, którymi można było wyprodukowane dobra przewieźć do miasta. Najwięcej takich pól było w południowozachodniej części przedmieść - znajdowały się one dokładnie między Starym Miastem a Jeziorem Dian. Najpierw same pola i pojedyncze domy, potem wioseczki, świątynki itd. No i słynny zakład farmaceutyczny produkujący Yunnańskie Białe Lekarstwo.
Gdy Kunming zaczął się industrializować, to właśnie te pola poszły do odstrzału jako pierwsze. Zakład farmaceutyczny zostawiono, a przy nim zaczęły powstawać fabryki i przyfabryczne osiedla mieszkaniowe.
Później rozrastające się miasto wchłonęło i te fabryki. Yunnańskie Białe Lekarstwo od lat jest wytwarzane daleko poza Kunmingiem, ale biurowce firmy nadal się mieszczą tutaj, przy ulicy Zachodniej Grobli 西坝. Inne fabryki opustoszały - choć same osiedla mieszkaniowe nadal tętniły życiem. Jakoś pod koniec XX wieku ktoś wpadł na pomysł, by te lofty zagospodarować. Po długich pertraktacjach miasto oddało je za psie pieniądze artystom. Zaczęły powstawać tu małe galerie i warsztaciki. Można było kupić ręcznie robiony papier, takąż kamionkę, były wernisaże, wymiana kulturalna - stare fabryki odżyły.
W 2000 roku chińska bizneswoman Wu Yuerong i szwedzka animatorka kultury Anna Mellegard postanowiły otworzyć w tym miejscu galerię Nordica - miejsce łączące kawiarnię, galerię, scenę i biuro festiwalowe. Głównym założeniem od początku była współpraca kulturalna między Chinami a Skandynawią, ale z czasem miejsce zaczęło po prostu zapełniać różne luki na mapie dzisiejszego Kunmingu. Nie ma gdzie posłuchać dobrego jazzu? Idziemy do Cafe Nordica. Nie ma gdzie zjeść ciasta marchewkowego? Idziemy do Cafe Nordica. Nie ma gdzie szukać albumów ze współczesną yunnańską sztuką? Idziemy do Cafe Nordica...
Miejsce to najbardziej żyje, gdy przyjeżdżają skandynawscy artyści - malarze, muzycy, trupy teatralne czy pisarze. Ale to działa również w drugą stronę - Nordica regularnie wysyła do Skandynawii yunnańskich artystów. Przyjmuje również wolontariuszy z północnej Europy - przyjeżdżają oni uczyć się języka (Nordica współpracuje z jednym z tutejszych uniwersytetów oferujących kursy językowe dla obcokrajowców), chińskiej kultury, a także organizacji imprez kulturalnych. Wszyscy pracownicy Nordiki są również zaangażowani w rozmaite projekty charytatywne; tzw. obsługa jest silnie związana z tym miejscem i rzadko się zmienia.
Jest tu galeria - 500 metrów kwadratowych, 7 metrów wysokości. Jest scena, a na niej - projekcje filmów, przedstawienia teatralne, warsztaty tańca, koncerty i wieczorki poetyckie. Jest kawiarnia - bodaj jedyna w Kunmingu buzująca intelektualną atmosferą, przyciągającą artystów, intelektualistów, studentów z otwartymi głowami.

Po raz pierwszy byłam tam siedem lat temu, gdy pierwszy raz pojechałam do Kunmingu. Zabawna historia: zaprowadziła mnie tam Tajwanka, która wcześniej o tym miejscu wiele słyszała. Ja nie miałam o nim bladego pojęcia, bo rzadko przebywałam w towarzystwie innych białych, którzy mogliby je znać, a żaden z moich znajomych Chińczyków nie był artystą. Pamiętam, że ludzi było niedużo, ale - byli ciekawi. Pamiętam też, że w okolicznych loftach roiło się od artystów i rzemieślników, którzy byli jak "cyganeria" dawnego Krakowa.
Przy okazji tworzenia dzisiejszego postu uświadomiłam sobie, że nie mam żadnych aktualnych zdjęć Nordiki. Wybrałam się tam więc - trochę daleko od domu, ale stwierdziłam, że muszę zobaczyć, czy miejsce się zmieniło.
Zderzenie z rzeczywistością było bolesne. Większość loftów zburzono, zostało gruzowisko/plac budowy otoczony ohydnym murem. Jak to?! Więc i jedyne miejsce dedykowane od A do Z artystom i intelektualistom - i ono ma zniknąć?
Ku mojej wielkiej uldze odnalazłam Nordikę.
Tej grupy budynków jeszcze nie zniszczono. Weszłam - właśnie trwają przygotowania do wystawy, więc panuje miły rozgardiasz, ale menadżerka znajduje chwilę, by ze mną pogadać. Mówi, że wysłali już do Skandynawii kilkudziesięciu chińskich artystów, że parę razy w miesiącu odbywają się tu ciekawe wydarzenia kulturalne, że odkąd nawiązali współpracę z tutejszymi uniwerkami i organizacjami rządowymi, właściwie przestali się bać, że zostaną wyrzuceni na bruk albo wyburzeni.
Sącząc pyszną herbatkę z cytrona przyglądam się ścianom. Zaintrygowała mnie jedna z prac. Krwista czerwień, a w środku wypukłe bazgroły.
Takie niby nic. Ale jeśli podejść z prawej strony i stanąć przy ścianie, bazgroły zaczynają nam się układać w chińskie znaki: miłość, wolność, prawda, sprawiedliwość, przyjaźń.
Za to jeśli stanąć z drugiej strony, bazgroły ułożą się w zupełnie inne słowa: nienawiść, kłamstwo, represje, terror.
Dychotomia pojęć okraszona dychotomią odczuwania koloru: czerwień jak krew, jak przemoc, ale w Chinach - symbol szczęścia, kolor sukni ślubnej.
To praca szwedzkiego artysty, Janerica Johanssona, który dzięki Nordice zyskał dodatkową, chińską inspirację i otworzył w Kunmingu studio. Takich artystów jak on jest już wielu. I choćby właśnie za tę pracę u podstaw komunikacji międzykulturowej należą się Nordice wielkie brawa.
Gdybyście kiedyś wybierali się do Kunmingu, jest to zdecydowanie miejsce warte polecenia.
TCG Nordica (TCG诺地卡文化中心)
Adres: Xi Ba Road No. 101 Chuang Ku/LOFT, Kunming
地址: 昆明西坝路101号,创库内(昆明市机模厂里面,云南白药厂旁边)
Godziny otwarcia: Poniedziałek: 17:30-23:00, Wtorek-Czwartek: 12:00-22:00, Piątek-Sobota: 12:00-23:00
Więcej informacji znajdziecie na ich stronie internetowej.
A inne okołoszwedzkie wpisy znajdziecie poniżej. Miłej lektury!
Angielski: Angielski c2 - Skandynawskie zapożyczenia w angielskim
Hiszpański: Hiszpański na luzie - Czy Hiszpanie mają na myśli Szwedów gdy mówią "hacerse el sueco"?
Niemiecki: Językowy Precel - Szwecja w niemieckich idiomach; Niemiecki po ludzku - Skandynawistyka na niemieckich uniwersytetach; Viennese breakfast - Schwedenbomben - austriackie słodycze
Szwedzki: Szwecjoblog - Najpiękniejsze słowa języka szwedzkiego (według Szwedów)

2015-09-16

Muzeum Yunnańskie 雲南省博物館

Dzisiaj w akcji Miesiąc Języków przyszedł czas na skojarzenia okołorosyjskie. Pierwsze moje skojarzenie to oczywiście kunmiński "Pałac Kultury". Z tej okazji przypominam więc wpis o tym rzucającym się w oczy budynku i historii jego powstania.

Każdemu przyjezdnemu, zwłaszcza z "bratnich państw", MUSI się w Kunmingu rzucić w oczy ten budynek:
Jest to budynek Yunnańskiego Muzeum, a położony jest na skrzyżowaniu ulic Pierwszego Maja (五一路) i Wschodniego Wiatru (東風西路). Gdy go ujrzałam po raz pierwszy, skojarzenie z Pałacem Kultury i Nauki było natychmiastowe. Nie byłam wówczas wystarczająco dobrze oblatana z historią Kunmingu, żeby wiedzieć, skąd on się tu mógł wziąć, ale podejrzewałam, że było to za czasów wielkiej miłości chińsko-radzieckiej czyli w latach '50-tych XX w. Przyznam, że niewiele uwagi poświęciłam temu obiektowi, zwłaszcza, że budynek od ładnych paru lat jest w remoncie. A potem trafiłam w Skarbach miasta. O Kunmingu (城市典藏。话昆明) na esej o tym właśnie budynku i postanowiłam nadrobić luki własne i P.T. Czytelników :)

Budynek w stylu radzieckim

Obojętnie, czy w telewizji, czy w radiu, za każdym razem, gdy zabrzmią te dobrze znane melodie, przywołują one odległe acz pełne pasji wspomnienia wielu osób. Pięćdziesiąt lat temu młodość pokolenia naszych rodziców płonęła była tą pasją; iluż młodościom i miłościom, jakimże chwałom i marzeniom, łzom i trudnościom towarzyszyły te właśnie stare radzieckie piosenki? Ile razy te czyste pieśni niosły ulgę w nieszczęśliwym uczuciu? Pokolenie rodziców jakby gryzło się w język; nie chcą powiedzieć. Większość słodko-gorzkich historii już dawno zatarła się w pamięci; a przecież te sowieckie pieśni śpiewa się do dziś. Do dziś pobrzmiewają echa "sowieckiego kompleksu".
Ponad 50 lat temu, gdy nasi rodzice byli jeszcze pięknymi, młodymi i pełnymi ducha młodzieńcami i dziewczętami, zaczęto propagować sowiecką naukę i kulturę; nastała moda na sowiecką literaturę i pieśni, a "sowiecki kompleks" zapuścił korzenie w czasach młodości rodziców. Dziś jednak nie będziemy wspominać pieśni czy historii, a opowiemy o budynku w stylu radzieckim, który jest pozostałością po tym prosowieckim szaleństwie.
W każdym mieście w danym okresie istnieje budowla, która to miasto symbolizuje. Pięćdziesiąt lat temu, pod wpływem kontaktów chińsko-radzieckich, gdy przypadał szczyt popularności uczenia się od Związku Radzieckiego, radziecka nauka i sztuka były szeroko rozpowszechniane w całym kraju. W tym właśnie czasie radziecka architektura wywarła wpływ na współczesne budownictwo chińskie. Położone w Kunmingu Muzeum Yunnańskie urodziło się właśnie w taki sposób. Co ciekawe, gdy powstawał budynek Muzeum, intencją wcale nie było stworzenie dostępnego dla ludności muzeum. Kryje się za tym interesująca historia.
W owym czasie stacjonująca w Kunmingu Armia Ludowo-Wyzwoleńcza planowała utworzenie muzeum wojskowego*. Mniej więcej w połowie budowy Kunming nawiedził premier Zhou Enlai, który był właśnie w drodze na Konferencję w Bandungu**. Gdy kunmińscy oficjele zdawali mu raport, wspomnieli o tej budowli. Premier Zhou, patrząc z szerszej perspektywy, zasugerował, by budowla, która miała pełnić rolę muzeum wojskowego, stała się Muzeum Yunnańskim.
Położony w centrum Kunmingu, przy skrzyżowaniu Pierwszego Maja i Wschodniego Wiatru budynek, to właśnie Muzeum Yunnańskie. Jest bardzo charakterystycznym budynkiem utrzymanym w stylu radzieckim; gromadzi i wystawia przede wszystkim zbiory dotyczące Yunnanu, antropologiczne, etnograficzne i archeologiczne. Tuzin majestatycznych kolumn i szeroka loggia od razu przykuwają wzrok i skłaniają do zatrzymania się przybyłych tu po raz pierwszy.
Budowa Muzeum Yunnańskiego została ukończona w 1964 roku. Gmach główny składa się z sześciu pięter, a skrzydła z dwóch; budynek jest utrzymany w stylu pagodowym***, a w najwyższym punkcie ma ponad 40 metrów wysokości. Sale wystawowe mieszczą się na parterze i dwóch piętrach, a ich łączna powierzchnia to 4200 metrów kwadratowych. Przed wejściem do budynku pyszni się 12 grubych kolumn; dach błyszczy złoceniami i migoce czerwona gwiazda, imponujący monument. Okapy i narożniki są wspaniale udekorowane i jedyne w swoim rodzaju.
Przestronna loggia doskonale komponuje się z wysokimi drzwiami i oknami, dając wrażenie delikatnej elegancji w mocnej obudowie. Te drzwi i okna nie z byle jakiego drewna zostały zrobione, wykonano je ze sprowadzanych wieleset kilometrów olbrzymich drzew lasu pierwotnego.
Po wejściu do środka odkryjesz, jak wielka jest sala centralna i towarzyszące jej sale boczne. Stworzenie tak ogromnej pustej przestrzeni wewnątrz budynku to nie lada sztuka, było to z pewnością wielkie wyzwanie dla ówczesnych architektów.
Nie wiem, czy obejrzawszy budynek ze wszystkich stron, zwróciłeś uwagę na sięgający chmur szczyt. Błyszcząca złotem iglica jest pozłacany. Choć te złote płytki są cieńsze od papieru, do wykończenia użyto ponad dziesięciu kilogramów złota! Tego typu iglica łatwo przywodzi na myśl wysokie iglice moskiewskiego Soboru Chrystusa Zbawiciela i Kremlu.
Budynek ten ucieleśnia cechy formalne rosyjskiego dziewiętnastowiecznego budownictwa. Iglica na szczycie, a na jej czubku czerwona gwiazda, które jakby krok za krokiem się wspięły na stertę budynków, wypychając się na szczyt centralnej wieżyczki. Fasada budynku jest szczelnie pokryta płaskorzeźbami, kamiennymi nadprożami, łukami itp., dostojna jak starodawne zamki.
Styl budynku Muzeum Yunnańskiego ma wyraźne cechy starożytnego budownictwa europejskiego; skąd jednak się one wzięły w budowli na wskroś sowieckiej?
Styl budynku Muzeum Yunnnańskiego podobny jest Kremlowi. Wszystkie ówczesne budowle radzieckie to łączyło, a to dlatego, że przywódca ZSRR - Stalin - nie lubił awangardy. Uważał on, że powinno się "wessać" całą śmietankę najwspanialszych historycznych budowli; doświadczenia antyku greckiego, rzymskiego, rosyjskiego i wschodniego, usankcjonowane nieskończenie długą historią, winno się napełnić nową socjalistyczną treścią. Treścią tą zaś miały być symetryczne i strzeliste w centralnych poziomach budynki. Budowla pokryta gęsto reliefami i rzeźbami, wyjątkowo bogato zdobiona, całkowicie ucieleśniała stalinowską utopię. Tego typu budowle są przez świat zachodniej architektury nazywane "moskiewskimi tortami"****.
W zasadzie, gdy spojrzeć z dzisiejszej perspektywy na te budynki w stylu rosyjskich ciast, wcale nie trącą one myszką. Mało tego - właśnie dzięki nim późniejsi ludzie mogą poczuć historię tego miasta i pokolenia ludzi, którzy stworzyli tą olśniewającą kulturę*****.
Ten budynek w sowieckim stylu symbolizuje chwałę owej epoki. Jest jak ten "sowiecki kompleks" pokolenia rodziców, ukazuje wpływ, jaki wywarła ona na całe pokolenie czy nawet kilka pokoleń. Może budowla owa jest jak słynna pieśń sowiecka, Katiusza - nie ma w niej smutku, jest tylko głębokie uczucie******.
Dzięki nowelom Czechowa poznaliśmy dziewiętnastowiecznych Rosjan, zaś dzięki starej budowli w stylu radzieckim z lat '50 XX w. możemy poznać pokolenie naszych rodziców, zrozumieć ich miłości, nienawiści, nadzieje, pasje i wszystkie trudności i smutki życiowe. To takie budynki dały duszę naszemu miastu i po dziś dzień poruszają ludzkie serca.
[Chen Lina, Zhang Xin w: Skarby miasta. O Kunmingu 陈丽娜、张昕;城市典藏。话昆明]

Spuśćmy zasłonę miłosierdzia na uwielbienie dla architektury radzieckiej i tego typu kwiatki. Skupmy się na samym muzeum. Lubię je, bardzo lubię. Często przychodziłam oglądać stałą wystawę, skupiającą się wokół zabytków znalezionych na terenach dzisiejszego Yunnanu, a ukazującą w sposób jasny i czytelny, że Yunnan jest raczej mało chiński i wyraźniejsze piętno na tutejszej sztuce i historii odcisnęły dawne królestwa Dali, Nanzhao czy Sibsongbanna. Dlatego też przyprowadziłam tutaj przyjaciół, którzy przybyli w odwiedziny i... czekało nas niemiłe doświadczenie. Nie dość, że wystawa archeologiczno-etnograficzna została zastąpiona przez dzieła współczesnych i qingowskich artystów babrzących się w glinie, to jeszcze została ograniczona do jednego piętra! Portier rzekł, że właściwa wystawa wróci dopiero w październiku. Całe szczęście w sukurs przyszła strona internetowa muzeum, na której można sobie obejrzeć ładnie sfotografowane obiekty z dawnej wystawy.
Okazało się później, że portier pojęcia nie miał o niczym. Muzeum Yunnańskie zostało przeniesione do nowej lokalizacji o gigantycznych gabarytach, za to nasz "Pałac Kultury" został przemianowany już na stałe w Yunnańskie Muzeum Sztuki i odbywają się tu czasem fantastyczne wernisaże i wystawy.

*jak wiemy, planowane jest obecnie w znacznie lepiej pasującym miejscu, czyli w dawnej szkole wojskowej.
**Konferencja ta odbyła się w 1955 roku i stała się słynna między innymi dlatego, że ktoś (podejrzewani są Kuomintangowcy) postanowił nie dopuścić do pojawienia się na niej Zhou Enlaia i utrącił skrzydełka samolotowi, którym premier miał lecieć. Zhou albo miał niebywałe szczęście, albo nieprawdopodobnie cwanych szpiegów, bo w ostatniej chwili zrezygnował z lotu Kaszmirską Księżniczką... Była to pierwsza afro-azjatycka konferencja; głównym jej celem było utarcie nosa kolonialistom i rozpoczęcie szeroko zakrojonej współpracy między dawniej niespecjalnie ważnymi państwami. Trzeci Świat doszedł do głosu!
***cokolwiek by to miało oznaczać - mnie się nie wydaje podobny do pagody w niczym...
****Szukałam spory kawałek czasu, nie spotkałam się. A Stalin bogato zdobionych budynków w stylu Kremla ponoć nie lubił; cały zresztą akapit wydaje mi się chińską wariacją na temat estetyki europejskiej i rosyjskiej, z rzeczywistością nie ma chyba dużo wspólnego...
*****Olśniewająca kultura sowiecka?! Zęby bolą.
******Z góry odpowiadając na pytania: tak, Chińczycy znają i lubią Katiuszę, istnieje niezłe chińskie tłumaczenie, które można śpiewać pod melodię, a podkład do piosenki można znaleźć w chyba każdym chińskim karaoke.

Jeśli macie ochotę na inne okołorosyjskie skojarzenia, zapraszam poniżej. Miłego czytania!
Francuski: Francuskie i inne notatki Niki - Rosjanie w Paryżu; Madou en France - Kusmi Tea, czyli herbata imigrantka w Paryżu
Gruziński: Gruzja okiem nieobiektywnym - Dumka na dwa języki
Hiszpański: Hiszpański na luzie - Hiszpanie, którzy czytali rosyjskich klasyków
Kirgiski: O języku kirgiskim po polsku - Rosyjskie zapożyczenia w języku kirgiskim
Rosyjski: Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim - Polonizmy w języku rosyjskim

2015-09-13

Lemon Tree 檸檬樹

Dziś kolejny wpis w akcji Miesiąc Języków, tym razem o związkach danego kraju z Niemcami. Co mają Chiny do Niemiec i odwrotnie? Cóż, całkiem sporo. Mogłabym napisać o tym, jak Niemcy okupowali Chiny wraz z innymi państwami. Albo o tym, jak nauczyli Chińczyków budować miasta i warzyć piwo. Ale dziś będzie o moim prywatnym szoku, czyli o piosence Lemon Tree. Choć piosenka jest po angielsku, wiadomo, że stworzył ją niemiecki zespół Fool's Garden. W sezonie, w którym była popularna, pierwszy raz się całowałam, więc dobrze ten hit pamiętam i mam doń sentyment. Intro jest bardzo charakterystyczne toteż gdy pojechałam na Tajwan i usłyszałam je w radio, byłam zachwycona, że wreszcie coś znajomego. A potem się okazało, że to mandaryński cover w wykonaniu Tajwanki Tarcy Su:

Był to pierwszy chińskojęzyczny cover zachodniego przeboju, który zdarzyło mi się usłyszeć, więc po prostu wgniótł mnie w ziemię. Tak, wiem, że bardzo wiele piosenek zostaje przetłumaczonych na inne języki, w tym na mój ojczysty - nie powinno mnie to dziwić. Ale - wtedy jeszcze Azja była dla mnie tak egzotyczna, że w ogóle sobie nie wyobrażałam, iż jakakolwiek europejska piosenka może zostać tak potraktowana. :D
Oczywiście natychmiast zaczęłam szukać innych azjatyckich coverów tej piosenki. Znalazłam jeszcze po kantońsku, tej samej piosenkarki zresztą:

Później w łapki mi wpadła wersja koreańska:

Kolejna wersja to ciekawostka - choć zachowano język oryginału, banda Tajów (!!) zrobiła z tej piosenki latino :D
Zespół wabi się Mellow Motif i bardzo mi poprawił humor :D

Za to ostatnia wersja jest bezpośrednio odpowiedzialna za to, że piosenka ta trafiła do dzisiejszego postu. Ostatnio ZB kazał mi posłuchać tej piosenki i zasłonił oczy. Oczywiście powiedziałam, że to śpiewa człowiek Zachodu. Chińczycy tak nie potrafią.
Odsłonił oczy.
Zobaczyłam azjatyckie ciasteczko:

Ale nie myliłam się. Azjatyckie, ale wychowane w Stanach :)
A swoją drogą - nieźle śpiewa. No i połowa wykonania po angielsku, a połowa po chińsku - urocze :)

Jeśli chcecie poznać inne okołoniemieckie skojarzenia kulturowojęzykowe, zerknijcie na poniższe linki. Miłego czytania!
Angielski: Angielski C2 - Angielski i niemiecki w Namibii
Francuski: Francais-mon-amour - Ile jest niemieckiego we francuskim?; Love for France - Arte, francusko-niemiecka telewizja; Madou en France - O austriackim pochodzeniu francuskich croissantów
Hiszpański: Hiszpański na luzie - Niemcy śpiewają po hiszpańsku
Kirgiski: O języku kirgiskim po polsku - Moje pierwsze spotkanie z kirgiską literaturą, czyli Ajtmatow po niemiecku
Niemiecki: Niemiecka Sofa - Homonimy w języku niemieckim; Niemiecki po ludzku - Pomysłowe słowa w języku niemieckim; Językowy Precel - Młodzieżowe słowo roku 2015; Viennese breakfast - Jak Austriak z Niemcem
Szwedzki: Szwecjoblog - Niemieckie słowa, na które trzeba uważać
Włoski: Studia, parla, ama - Miesiąc Języków, czyli co myślą Włosi o Niemcach?

2015-09-10

Kirgistan z chińskiego punktu widzenia

Kiedy czegoś nie wiem, pytam wujka Google i ciocię Wikipedię. Znak czasów. Oczywiście nie bazuję wyłącznie na tych informacjach (daleko bym nie zaszła, zwłaszcza jeśli chodzi o Chiny), ale jako baza te dwa źródła informacji się jako tako nadają.
Z okazji Miesiąca Języków przyszło mi się zastanowić nad związkiem Kirgistanu, Kirgizów i języka kirgiskiego z Chinami.  Początkowo było dla mnie oczywiste, że napiszę o Dunganach - czyli o ludności chińskiego pochodzenia, mieszkającej w Kirgistanie. Szukając materiałów trafiłam jednak na dwa artykuły o Dunganach (ten i ten) i - chyba nie potrafiłabym dodać nic więcej. Dlatego stwierdziłam, że na wszelki wypadek zajrzę do Wikipedii - a nuż się czegoś ciekawego dowiem?
Dowiedziałam się oczywiście. Mianowicie: że historia Kirgistanu w źródłach zachodnich i chińskich się różni. Mam taką manię - czytanie "tego samego" w paru różnych językach. Zawsze najbardziej fascynują mnie właśnie te różnice w postrzeganiu jednego zjawiska. Pozwolę sobie dziś pokrótce opowiedzieć, jak historię Kirgistanu widzą Chińczycy i jak różni się od historii Kirgizów w oczach Polaków.
Za polską wikipedią:

Najwcześniejsza historia ziem dzisiejszego Kirgistanu obejmuje losy zamieszkujących je Indoeuropejczyków, plemion spokrewnionych z Sakami (na północy),Masagetami (na zachodzie), Tocharami (na południu, Ptolemeusz o tamtych ziemiach napisał Scithia extra imaum montes) dowodzi tego olbrzymia dystrybucja wśród współczesnych Kirgizów genów haplogrupy R1a1.
Zachód dzisiejszego Kirgistanu zajęty był Sogdiańczyków i znajdował się na ich terytorium. Zostali oni włączeni w skład Persji i przez kilkaset lat jako mieszkańcy perskiej satrapii dzieli losy imperium. Niewykluczone, że w południowo kirgiskich górach; zwanych współcześnie Ałaj i Górami Turkiestańskimi, znajdowała się główna twierdza Sogdiany zwana Skałą brawurowo zdobyta przez Greków. W Kotlinie fergańskiej doszło do wielkiej bitwy nad Jaksartesem pomiędzy oddziałami macedońsko greckimi a kawalerią Masagetów.
Na wschód od Sogdiany właściwej rozciągała się jej quasi niezależna część "Fergana", ze względu na otoczenie szańcem gór bardziej rolnicza, niż nastawiona na wojenne rzemiosło, odpierająca najazdy z północy Sogdiana. Po zdobyciu regionu przez Macedończyków i Greków ziemie Fergany stały się miejscem silnej migracji i kolonizacji, zasiedlili ją Jonowie (w regionie częściowo osadzeni już przez przez Achemenidów).
Miejscowi i osiedleńcy utworzyli nowe państwo, oparte na sile jońskich żołnierzy, zwane z chińska Taiuan - "Wielcy Jonowie" . Taiuan w okresie rozkwitu sięgał daleko na wschód poza góry, aż do ziem indoeuropejskich Phryni. Kraj mimo położenia miał charakter wasalny względem greckich potęg regionu, najpierw wobec Seleucydów, a potem wobec Baktrii.
W późniejszym okresie na ziemiach teraźniejszego Kirgistanu urządzili się Sakowie przybyli z nad górnego biegu rzeki Ili, jednak teren znów stał się miejscem przemarszu wojsk tym razem białych koczowników Yuezhi.
W póżniejszych wiekach ziemie dzisiejszego Kirgistanu zdobyte zostały przez koczownicze plemiona tureckie wywodzące się z górnego dorzecza Jeniseju. W wiekach X - XII istniejącym tu kaganatem władali Karachanidzi. Po podboju mongolskim w XIII w. do XIV w. był samodzielnym organem państwowym. W tym okresie koczujący Kirgizi zasymilowali się z miejscową ludnością osiadłą i napływającymi tu Kimakami, dając początek obecnym mieszkańcom Kirgistanu.
W drugiej połowie XVIII wieku Kirgistan znalazł się pod zwierzchnictwem Chin, a od lat 30. XIX wieku uzbeckiego chanatu kokandzkiego. Niezadowoleni ze swojego położenia władcy plemion kirgiskich oddali się pod opiekę Rosji, która w 1876 r. wcieliła cały Kirgistan w swoje granice. Masowa konfiskata ziemi oddawanej rosyjskim osadnikom i ostra dyskryminacja rasowa Kirgizów spowodowały wybuchy powstań, krwawo tłumionych przez Rosję.
Kirgistan został podbity przez carską Rosję w 1864 roku. Pod panowaniem radzieckim od 1919, początkowo jako Kara-Kirgiski Obwód Autonomiczny, następnie Kirgiska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Radziecka, a od 5 grudnia 1936 jako Kirgiska Socjalistyczna Republika Radziecka z Pierwszym Sekretarzem KC Komunistycznej Partii Kirgiskiej SRR jako głową państwa.
Kirgistan uzyskał niepodległość wraz z rozpadem Związku Radzieckiego 31 sierpnia 1991 roku. Pierwszym prezydentem został bezpartyjny działacz, prezes Kirgiskiej Akademii Nauk, profesor fizyki Askar Akajew. Był on inicjatorem powołania Wspólnoty Niepodległych Państw i prowadził prokremlowską politykę. Akajew wprowadził autorytarne rządy prezydenckie. Zmarginalizowanie roli opozycji pozwoliło mu utrzymać się na stanowisku w wyborach w 1995 i 2000 roku. W roku 2002 w Kirgistanie miały miejsce pierwsze antyprezydenckie manifestacje.
A teraz, dla porządku, wersja chińska:
Najwcześniejsze wzmianki o Kirgizach datuje się na 201 rok przed naszą erą. Najwcześniejsze źródło, które o nich opowiada to Zapiski historyka, których Kirgizi są opisani jako plemię Jian Kun. 
W kolejnych kronikach przodkowie dzisiejszych Kirgizów byli przez Chińczyków nazywani kolejno 鬲昆 gekun/likun, 结骨jiegu (wym. dziegu), 契骨 qigu (wym. cigu), 纥骨 hegu i 护骨 hugu.
To, co w chińskich źródłach widnieje jako 黠戛斯 Xiajiasi (wym. Siadziasy) to odpowiednik turkijskiego Qırğız, oznaczającego dzisiejszych Kirgizów. Nazwa ta pojawiła się dopiero za czasów dynastii Tang (VII-X w.).
Stopniowo nazwy coraz bardziej przypominały brzmieniowo oryginalną nazwę: 纥里迄斯 heliqisi (wym. helicisy),吉利吉思 jilijisi (wym. dzilidzisy), ale te fonetyczne transkrypcje nie były w żaden sposób uporządkowane i zmieniały się wraz z dynastiami i pokoleniami uczonych. [W dodatku, ze względu na względną ubogość brzmień chińskiego języka, nadal są dość odległe od oryginału (w chińskim nie występuje na przykład zbitka k+i, więc jest zastąpiona brzmieniem "dzi"; nie występuje również nasze mocno dźwięczne r, zastępowane zazwyczaj przy pomocy l)].
Najwcześniejsi protoplaści dzisiejszych Kirgizów mieszkali na południu Syberii, powyżej Jeniseju.
Za czasów dynastii Han zostali podbici przez Xiongnu [Hunów?].
W II w. zostali podbici przez XianbeiŻoużan.
Mniej więcej w czasach między północną dynastią Qi a dynastią Tang zostali ujarzmieni przez kaganat turecki a następnie kaganat ujgurski. Po upadku tego ostatniego uzyskali niepodległość, ale już w 924 roku zostali podbici przez nowo powstałą dynastię Liao.
W czasach panowania Mongołów Kirgizi mieszkali w dwóch jednostkach administracyjnych - Yilan oraz Qian, które dały schronienie również Ujgurom i Mongołom.
W XVII w. ludność chanatu dżungarskiego i carskiej Rosji wypierała Kirgizów w stronę Gór Niebiańskich (Tianshan) i Jeziora Issyk-kul, czyli na tereny obecnego Kirgistanu.
Za panowania Mandżurów Kirgizi byli podzieleni na dwie grupy - zachodnią i wschodnią. Pierwsza mieszkała w obrębie Kotliny Kaszgarskiej i pozostawała pod protektoratem mandżurskim z Ambanem na czele. Druga natomiast zamieszkiwała tereny graniczące z tymi pod protektoratem, ale nie była bezpośrednio zależna od Mandżurów. Ziemie obecnego Kirgistanu były podzielone między chanat dżungarski i chanat kokandzki
W 1854 roku ziemie Rosja przejęła władzę nad terenami chanatu kokandzkiego, jednocześnie postulując, by Chiny odstąpiły od protektoratu.
W 1864 roku Chiny oddały Rosji tereny północno-zachodnie wraz z całą ludnością. Odtąd Kirgizami rządzili Rosjanie. Część z nich za rebelię przeciw chanatowi dżungarskiemu została wygnana, a cesarz Qianlong przesiedlił ich do powiatu Fuyu w dzisiejszej prowincji Heilongjiang (o nich znajdziecie więcej tutaj). 
W 1876 cały teren dawnego chanatu kokandzkiego plus całość Kirgistanu znalazła się w rękach rosyjskich. A że ciężkie to były ręce, zaczęły się rebelie oraz migracja Kirgizów do Pamiru i Afganistanu. Z drugiej strony, po rebeliach muzułmańskich w Chinach część ludności wyemigrowała nad rzekę Czu, dając początek dzisiejszym chińskim Kirgizom, czyli Dunganom.
Również w 1916 roku ciężka ręka Rosjan wygoniła niemało Kirgizów na obecne tereny Chin.
W 1922 roku powstaje ZSRR. W 1924 powstaje Kara-Kirgiski Obwód Autonomiczny a 5 grudnia 1936 zostaje przemianowany na Kirgiską Socjalistyczną Republikę Radziecką.
[Dalsze informacje nie odbiegają od tych w zachodnich źródłach, więc nie tłumaczę dalej.]
Początkowo religią Kirgizów był szamanizm, ale około X w. zostali nawróceni na islam.
Widać wyraźnie, że w wesji chińskojęzycznej podkreśla się, że już od dynastii Liao Kirgistan "należał" do Chin. W chińskim źródle mowa o dwóch mongolskich jednostkach administracyjnych, w których mieszkali Kirgizi, a w polskim - o tym, że byli samodzielnym organem państwowym. 
W wersji zachodniej Kirgizi sami chcą do Rosji, a w chińskiej - Rosja chce uzyskać władzę nad terenami, a Chińczycy łaskawie się na to godzą.
Różnic jest oczywiście więcej - to tylko wikipedie, nie poważne źródła naukowe, a ja pokazałam tylko skróconą wersję historii, a nie tę dokładną, ale już na tym krótkim przykładzie widać, że punkt widzenia bardzo zależy od punktu siedzenia ;) 

Chcecie poczytać więcej o Kirgistanie? Zapraszam do kliknięcia w poniższe linki:
Francuski: Francais mon amour - O Kirgistanie po francusku
Kirgiski: O języku kirgiskim po polsku - Sytuacja językowa w Kirgistanie
Niemiecki: Niemiecka Sofa - Na tropie Kirgistanu w Niemczech; Językowy Precel - Kirgistan czy Kirgisien?

2015-09-07

francuska "koncesja"

Przy okazji akcji Miesiąc Języków mam okazję przypomnieć sobie, że na Chinach świat się nie kończy. Rozmaite związki kulturowo-językowe między poszczególnymi krajami czasem wprawiają mnie w osłupienie. Czasem mam też okazję przypomnieć Wam, że i ja o takich związkach pisuję. Dziś dla przypomnienia wpis sprzed roku, o tzw. francuskiej koncesji w Kunmingu. Na dole wpisu jak zwykle znajdziecie linki do innych postów opisujących francusko-wszelkie inne związki.


Znów kupiłam książkę. Znów o Kunmingu. Nie powinnam chodzić po mieście z wypłatą. Ale książka jest wspaniała. Opisuje bowiem dzieje miasta, umieszczając je w kontekście historyczno-geograficznym, a w dodatku artykuły na konkretne tematy są napisane przez ludzi, którzy się chociaż trochę na Kunmingu znają. Czyta się z prawdziwą przyjemnością i można się dowiedzieć sporo o historii miasta. Zresztą - taki był właśnie zamysł redakcji, która zebrała artykuły i je wydała pod tytułem: Skarby miasta. O Kunmingu. (城市典藏 话昆明).
Na początek wrzucę własne tłumaczenie rozdziału o Francji.

Stracone marzenia Francji

Yunnan jest położony przy południowo-zachodniej granicy Chin, sąsiaduje z Wietnamem i Myanmarem. Komunikacja jest bardzo utrudniona, dlatego też niewielki wpływ, w porównaniu z regionami nadmorskimi, miały nań wojny opiumowe. W 1883 roku Wietnam dostał się w ręce Francuzów, a w 1885 Birma została podbita przez Brytyjczyków. W 1885 roku, po zakończeniu wojny chińsko-francuskiej, Francuzi weszli na teren Yunnanu od strony Hekou i od tego momentu Yunnan zaczął pełnić funkcję francuskiej półkolonii. Można powiedzieć, że efekt wojny francusko-chińskiej był dla Yunnanu tym, czym efekt wojen opiumowych dla Chin.
W 1903 roku Francuzi rozpoczęli budowę kolei yunnańsko-wietnamskiej, pierwszego kwietnia 1910 roku ruszył pierwszy pociąg. Trasa zaczynała się w wietnamskim Hajfongu, a kończyła w Kunmingu, liczyła 855 km, w czym odcinek yunnański (od Hekou do Kunmingu) to 466 km. Kolej ta była pierwszą linią kolejową w południowo-wschodnich Chinach a jej budowa bardzo przyspieszyła industrializację Yunnanu.
W 1905 roku Kunming stał się "portem traktatowym" z wyznaczonym terytorium wolnego handlu, wewnątrz którego kupcy z różnych krajów wynajmowali miejsca zamieszkania. W późniejszym okresie cały ten teren znalazł się pod kontrolą Francuzów, zmieniając się w niekoncesjonowaną francuską koncesję. Misjonarze spoza Chin już w 1696 roku założyli w Yunnanie katolicki Kościół, a w 1876 roku wybudowali pierwszy katolicki kościół - kościół katolicki przy ulicy Pokojowych Rządów.
Jak widać, europejski styl architektoniczny przybył do Kunmingu trzema najważniejszymi drogami: przez wznoszenie kościołów, budowę kolei i otwarcie "portu traktatowego". Relatywnie największy był wkład kolei yunnańsko-wietnamskiej.
31 marca 1910 roku kunmińczycy po raz pierwszy usłyszeli gwizd lokomotywy, obwieszczający nadejście nowych czasów. Tory, wijące się meandrami ku południowi, zaczynały się w Kunmingu, by przez Kaiyuan, Mengzi, Hekou, wietnamskie Lào Cai, Hanoi dotrzeć do Hajfongu, liczyły sobie 855 km. Południowa brama upadającego cesarstwa zakończyła jego paraliżujące zamknięcie. Siła człowieka i drewna nie mogła się zatrzymać żelaza, mierzyć się z jego prędkością, siłą, wspaniałością... Co ważniejsze, kolej przyniosła nowe spojrzenie na świat. Tak jak pisał w eseju Gong Zizhi, przewodniczący Yunnańskiego Departamentu Edukacji: "Mając kolej, ma się jednocześnie połączenia pocztowe krajowe i zagraniczne, co jest bardzo wygodne. Krajowe gazety, czasopisma, książki, instrumenty naukowe i pomoce naukowe dzień po dniu wkroczyły do Yunnanu... Przemysł kinematograficzny, zachodni przemysł farmaceutyczny też się powoli zagnieździły w Kunmingu. W owych czasach bilet kolejowy był tak tani, że w zasadzie każdy mógł sobie na niego pozwolić. Dzięki wybudowaniu kolei yunnańsko-wietnamskiej, pierwsze zachodnie budynki w Kunmingu utrzymane były w większości we francuskim stylu. Jeśli chodzi o materiały budowlane, powoli zaczęto używać cementu. W niektórych domach podłogi ozdobiły posadzki, kafelkami ceramicznymi wykańczano łazienki, parkiety i boazeria wykonane były z palisandru, a ludzie zaczęli spożywać pieczywo...".
Te budynki we francuskim stylu, które do dziś się zachowały w Kunmingu, mają już prawie sto lat i się bardzo zmieniły z wyglądu. Żółte mury i czerwone dachówki pokryły plamy, półotwarte żaluzje zbutwiały; straciły już grację i splendor. Bar zmienił się w spichlerz, a elegancki kort tenisowy - w plac do suszenia zboża. Choć odnowiono ulicę Tongren (同仁街),
dawno straciła ona francuski smaczek; został on zastąpiony klimatem pośpiesznych zakupów.
Hegel doświadczył kiedyś czegoś takiego: kiedy był w Niemczech, za nic nie potrafił sobie wyobrazić francuskiego stylu, jednak zrozumiał go, kiedy tylko jego stopa po raz pierwszy stanęła na francuskiej uliczce. Tak samo Niemiec Benjamin*, gdy wkroczył na francuskie ulice, został na nich parę ładnych lat; z powodu ulic i ludzi, Francja opisana jego piórem jest stokroć ciekawsza i piękniejsza niż rodzimy Berlin. To właśnie jest mieszanka kulturowa.
Po zmyciu makijażu blichtru, zostają prawdziwe, czyste kolory. Gdy zapada zmierzch i całą okolicę oświetla tylko żółtawe światło, żłobi ono nasze cienie na ścianach. Być może to właśnie jest piętno, które francuska architektura wyryła w historii Kunmingu.
[叶铸、吴新华 Ye Zhu, Wu Xinhua]

Ja jak do tej pory poza ulicą Tongren wypatrzyłam tylko kilka budynków dawnej francuskiej "koncesji":
Boję się, że w szale niszczenia staroci i zastępowania ich drapaczami chmur, za parę lat w Kunmingu nie zachowa się już żaden ślad jego bogatej i skomplikowanej historii...

*Walter Benjamin; nie bardzo wiem, dlaczego jest sławny w Chinach, ale niech tam...

Poniżej linki do innych okołofrancuskich wpisów.
Angielski: Angielski C2 - French czyli trochę o tym co ma piernik do wiatraka; Angielski dla każdego - Angielski vs. francuski; Specyfika języka - Francuski od kuchni
Hiszpański: Hiszpański na luzie - Jak Hiszpanie żegnają się po francusku
Kirgiski: O języku kirgiskim po polsku - Skrzynia przodków, czyli co robi Francuzka w kirgiskim filmie
Rosyjski: Rosyjskie Śniadanie - Miłość rosyjskiego do francuskiego
Szwedzki: Szwecjoblog - Francuscy fałszywi przyjaciele