blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2013-03-29

Woda papajowa 木瓜水

„Woda papajowa” to tak naprawdę nie woda, a lekko wodnista nibygalaretka. Niektórzy polscy znajomi mówią wprost, że najbardziej im przypomina gluty i oni tego do ust nie wezmą. Fakt, konsystencja trudna dla polskiego konsumenta. Moim zdaniem warto jednak się do tej yunnańskiej przekąski przekonać.
Jako najbardziej tradycyjny „słodycz” dalijski, często jest sprzedawana na bajskich straganach, wraz z innymi pysznościami mniejszości Bai. Częsty widok: pani w bajskiej czapeczce, a na stoliku zimne kluski ryżowe na ostro, makarony z mączki bobowej (tak jak mąka ziemniaczana, tylko z bobu) czy fasoli mung w rozmaitych sosach, plus nieodłączna „woda papajowa”. Tradycyjnie przechowywana w wielkich aluminiowych michach, po złożeniu zamówienia ładowana bywa do miseczek, albo jest sprzedawana w jednorazowych plastikowych kubkach, z grubą słomką. Ja prywatnie wolę tę ładowaną wielgachną chochlą do miseczki – wtedy łatwiej skontrolować ilość dodatków. A te są najróżniejsze. Tradycyjnie dodaje się słodką wodę powstałą w wyniku gotowania brązowego cukru, sezam, a także cukrzone płatki róż i innych kwiatów. Wymieszane z przezroczystymi „glutami” dodatki nadają deserowi iście królewski smak.
No dobrze. Ale dlaczego gluty są przezroczyste? Przecież co jak co, ale papaja ma tak oczojebny intensywny pomarańczowy kolor, że trudno ją przegapić...
Tak, papaja tak. Ale „woda papajowa” nie tylko nie jest wodą (a glutami), ale również nie jest papajowa. Zrobiona jest bowiem z nasion wzdętki miechunkowej (Nicandra physaloides), rośliny pochodzącej z Peru. Nasiona te w Yunnanie nazywa się „nasionami papai”, pewnie dlatego, że są czarne, jak i nasiona papajowe.
Nasiona takie pakuje się do ściereczki bądź woreczka z gazy, który następnie ląduje w przegotowanej, ostudzonej wodzie. Gdy namokną, można zacząć dręczyć woreczek z zawartością monotonnym „ucieraniem” - trzeba ściskać i trzeć aż lepko-śliska maź pokryje woreczek. Wtedy znów zamoczyć w naszej wodzie, opłukać i znów trzeć, i tak do usranej śmierci w koło Macieju... Kiedy przestać? Ano wtedy, gdy woreczek nie będzie już się pokrywał śluzem. Wówczas trzeba odstawić wodę z płukania woreczka, najlepiej na całą noc, aż woda zmieszana ze śluzem stężeje i zmieni się w nasze „gluty”. Wówczas dopiero można dodać słodką wodę i inne dodatki. Mój Pan i Władca twierdzi, że gdy był mały, mama dla niego taki deser często przyrządzała. Święta kobieta...
Woda papajowa najlepsza jest oczywiście w gorący dzień; mimo słodyczy doskonale gasi pragnienie :)
Choć sprzedawana jest w całym Yunnanie, ja na najlepszą trafiłam w dwóch miejscach: kunmińskim starym mieście Guandu i w Yuxi. I właśnie z Yuxi pochodzą te zdjęcia:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.