blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2012-10-09

楚雄 Chuxiong ꀒꇖꏃ

Jeśli dziwi Was trójznakowość tytułu, wiedzcie, że województwo chuxiongskie jest autonomiczną prefekturą mniejszości Yi, niedaleko Kunmingu (127 km). Te śmieszne krzaczki są więc nazwą zapisaną po yijsku. W całym Chuxiongu po yijsku są zapisane również nazwy ulic,
a także opisane niektóre witryny sklepowe.
Okolone górami i rzekami (Rzeka Czerwona i Rzeka Złotego Piasku) półmilionowe miasteczko uchodzi za wiochę, choć jest tam nawet uniwersytet pedagogiczny i Walmart. Nie pomaga nawet fakt, iż jest to w połowie drogi między Kunmingiem i Dali - co powinno mu pomóc w rozwoju, ale jakoś się nie udaje. Może dlatego, że tu za wysoko (1800 m.n.p.m.)? Może dlatego, że klimat za gorący, za wilgotny i za leniwy (górski subtropik)? Może dlatego, że za dużo tu Yi (20% ludności) i innych mniejszości? Cholera wie, ale moim zdaniem powinno zostać właśnie tak, jak jest - jest bowiem cudownie. I nie chodzi tu nawet o te wszystkie atrakcje - parki, świątynie i sławne na całe Chiny Prastare Miasto Ludu Yi 彝人古鎮, o których jeszcze napiszę. Nawet nie o to przepyszne żarcie. Po prostu - mimo supermarketów i sieciówek, jest w tym mieście jeszcze klimat Yunnanu, starych domów, dawnych targowisk i restauracji otwartych od stu lat. Nie jest tego dużo, fakt. Ale od czasu, gdy kunmiński Targ Kwiatów i Ptaków 花鳥市場 i resztki starego miasta zamienione zostały w centrum handlowe i plac budowy, brakuje mi starej zabudowy i życia niezależnego od trwającego XXI wieku...
Chuxiong to ma.
Na straganach w centrum miasta można zobaczyć łapki na myszy, yijskie łapcie ze słomy,
głowy bydlęce
, nieposiekany tytoń
itp. W starych uliczkach mieszą się na parterach tradycyjne, otwarte na świat zakłady fryzjerskie,
zakłady napraw ludowych instrumentów muzycznych
czy knajpki. W tych samych domach na niskich piętrach z małymi okienkami suszą się papryczki chilli
i pną kwiaty; przed domami schnie mąka z kleistego ryżu; stare uliczki żyją!
Oczywiście, to już tylko kwestia czasu. Drzwi zostały już opieczętowane napisami "bezprawne/niebezpieczne domy! Wstęp na własną odpowiedzialność! Nie zbliżać się!".
Co nie przeszkadza w najmniejszym stopniu tamtejszym ludziom w, po prostu, życiu.
Dlaczego w Kunmingu zostały zburzone takie domy bez pardonu, a w Chuxiongu, mimo intensywnego rozwoju miasta, trwają?
Nauczyciel Li, rodowity Chuxiongczyk i w dodatku Yi, zniża głos i mówi z nieukrywaną niechęcią:
"Ta część miasta od dawien dawna należy do Huiów (mniejszość Hui, muzułmanie). Chociaż domy ewidentnie nadają się do rozbiórki, za każdym razem, gdy wkraczają budowlańcy, Huiowie podnoszą krzyk, że to jest dyskryminacja ze względu na wyznanie. I rząd im ustępuje, choć moim zdaniem nie powinien. Spójrz, wystarczy dotknąć i sypie się tynk. Na co oni czekają? Aż przysypie kilkoro dzieci? Czy może zamierzają te rudery zostawić do końca świata?...".
Tak, to są rudery. Ale moim zdaniem, żeby zachować klimat tego miasta, należałoby raczej je odremontować. To są, jedna w drugą, perełki starej chińskiej architektury mieszkalnej. Tak, wiem, rząd chiński woli łapówki deweloperów od chronienia zabytków, ale... Łezka mi się w oku kręci, gdy pomyślę, że za kilka lat to miasto nie będzie się niczym różnić od innych...
Te dwa dni w Chuxiong przechodziłam jednak po starych ulicach, bo to właśnie one sprawiły, że się w mieście zakochałam.
Miasto powstało w 1382 roku, choć i wcześniej w tym miejscu była ważna strategicznie miejscowość. Historia miasta obfituje w dynastyczne i międzydynastyczne przepychanki, jednak żeby powiedzieć o Chuxiongu coś więcej, musiałabym sporo poszperać; jeśli mi się uda, na pewno się podzielę.
Choć jest to miasto, ludność żyje w przeważającej większości (ponad 70%) z rolnictwa. Co tutaj można znaleźć? Ryż, zboże, rzepak, tytoń, orzechy, kartofle... i jedwabniki - czyli morwy też. Miastu otoczonemu lasami i leśnictwo przysparza dochodów. Ale nie samym rolnictwem Chuxiong żyje, są też kopalnie węgla, rozwija się coraz prężniej przemysł chemiczny i farmaceutyczny. Z tych lżejszych sposobów zarabiania - Chuxiong w Yunnanie rozsławiły kamelie, które są nie tylko eksportowane, ale w całym mieście we wszystkich parkach są sadzone na potęgę. Jednak najbardziej znane są, jak zawsze w Chinach, lokalne produkty spożywcze. Tutejsze grzyby, z naciskiem na prawdziwki, tutejsze zioła (Fałszywy żeńszeń, Gastrodia elata, pornatka kokosowe, cytryńcowate, ciemiężyca i wiele innych).
W okolicy można jeszcze trafić na dziko żyjące leniwce i kiśćce srebrzyste, ale wycinanie lasów i uprzemysłowienie nie pomaga. Poza tym leniwce uchodzą za afrodyzjak, więc sami rozumiecie...
O kilku miejscach, które zrobiły na mnie wrażenie, o specjałach, które pałaszowałam z zapałem i o kilku innych Chuxiongowych sprawach jeszcze będę opowiadać. Na razie tylko ostrzeżenie: nigdy, ale to NIGDY nie jedźcie zwiedzać Chuxiongu w czasie yijskich świąt, na przykład Święta Pochodni. Nawet w zwykłe dni wolne od pracy są w Chuxiongu tłumy. W święta yijskie nie ma gdzie szpilki wetknąć, a cena pokoju hotelowego wzrasta nawet pięciokrotnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.