blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2016-01-23

调糕藕粉 kisiel lotosowy z ciastem ryżowym

Śliska słodycz kisielu lotosowego wymieszana ze śnieżnobiałym, właśnie ugotowanym na parze ciastem ryżowym, a jeszcze brązowy cukier i inne dodatki - gdy to piszę, ślinianki zaczynają mi głośniej pracować. Starsi ludzie powiadają, że tylko dzięki kisielowi lotosowemu z ciastem można poczuć słodycz życia. I choć z perspektywy dzisiejszej młodzieży deser ten wcale nie jest jakimś wybitnym delikatesem, potrafię sobie wyobrazić, że sto lat temu, gdy cukier był dobrem luksusowym, delikatna słodycz naszego kisielu kusiła liczne podniebienia. Ponoć i sam Wu Sangui codziennie dokarmiał swą ukochaną ukradzioną konkubinę Chen Yuanyuan naszym kleikiem, by jej piękność nigdy nie zblakła. I choć nie ma żadnych historycznych podstaw dla tego twierdzenia, po dziś dzień deser ten uważany jest za najlepszy środek upiększający.
Niestety, ze względu na dość skomplikowany proces produkcji deseru, można go znaleźć w coraz mniejszej ilości miejsc. Mało który kucharz potrafi ten deser przyrządzić właściwie. Zarówno ciasto ryżowe ugotowane na parze, jak i kisiel muszą mieć właściwą konsystencję; dodatki muszą być najwyższej jakości. Przygotowanie jest też czasochłonne, a cena nie może być zbyt wysoka, bo przecież to tylko słodka, bezmięsna przekąska... Ja znam tylko dwa miejsca - przy ulicy Minsheng 民生街 oraz koło Akademii Wojskowej. Wolę to drugie miejsce, po pierwsze dlatego, że bliżej domu, a po drugie dlatego, że właścicielka straganu przyrządza ten deser zgodnie z tradycją. Świekrowie twierdzą, że smak jest identyczny ze smakiem oryginalnej przekąski, sprzedawanej dawnymi czasy naprzeciwko Świątyni Konfucjusza. Tak, moi drodzy, tam, gdzie teraz KFC i drogie sieciówki, tam parędziesiąt lat temu sprzedawano kisiel. Sklepik miał może trzy metry kwadratowe powierzchni; ludzie tłoczyli się przed sklepem, a potem siadali na co czystszym skrawku ziemi czy murku; nie była to żadna luksusowa knajpa, a zwykły stragan z łakociami.
Żeby przygotować ten deser, potrzebne nam kłącze lotosu, mączka z kleistego ryżu i parę dodatków. Kłącze trzeba drobno posiekać, zalać wodą i czekać, aż się wytrąci skrobia lotosowa. W międzyczasie trzeba ugotować na parze mocno ugniecioną mączkę z ryżu kleistego, która stworzy nasze "ciasto ryżowe". Gdy skrobia się wytrąca, a ciasto ryżowe gotuje na parze, przygotowujemy dodatki: brązowy cukier rozpuszczamy w niewielkiej ilości wody, przygotowujemy łyżeczkę sezamu, garstkę rodzynek i kandyzowanych owoców. Możemy dodać łyżeczkę konfitury różanej, parę posiekanych orzechów i inne tego typu dodatki. Gdy skrobia już się wytrąci, mieszamy ją z wrzątkiem na kisiel, a do tego gorącego kisielu trzeba domieszać resztę - czyli ciasto ryżowe i dodatki. Konsystencja ma być podobna budyniowej, a całość trzeba dokładnie wymieszać i podawać na ciepło. Ryż może być różnych kolorów: biały i fioletowy są podstawowe - bo kleisty ryż występuje właśnie w tych dwóch kolorach. Ale można też wymieszać mączkę ryżową z mąką kukurydzianą, otrzymując barwę iście słoneczną.
Kunmińczycy porównują ten deser do związku mężczyzny z kobietą. Mężczyzna to ciasto, a kobieta - kisiel. Kobieta przyjmuje mężczyznę z dobrodziejstwem inwentarza, a mężczyzna jest punktem stałym i oparciem; łącząc się, tworzą nową jakość i wspierają się na wyboistej ścieżce życia. Jeśli zaś uda im się dodać trochę słodyczy, ich życie staje się małym cudem.
Pani Li przerywa opowiadanie i skupia się na mieszaniu wszystkich składników. Efekt przechodzi najśmielsze oczekiwania.
Nie jem tego kisielu codziennie. Nawet nie raz w tygodniu. Ale cieszy mnie niepomiernie, że niedaleko od domu mam miejsce, w którym mogę oddać się rozkoszy spożywania tej wyśmienitej przekąski. Zatapiam się wtedy w myślach o Starym Kunmingu, takim, jakim go pamiętają świekrowie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.