blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2018-06-09

dwie morgi ziemi 两亩地

Dziś o bardzo słynnym yunnańskim daniu. Mu 亩 to nieużywana już miara powierzchni gruntu; choć pięć razy mniejsza od morgi, z czystej wygody nazwę przetłumaczyłam na morgę. Bo w nazwie ważniejsze jest, że mamy dwa pola, niż to, jak one są duże. Jedno pole obsiewamy kukurydzą, a drugie groszkiem. I to są dwa główne składniki tej potrawy.

Składniki:
  • solidna garść wyłuskanej, świeżej kukurydzy
  • solidna garść wyłuskanego, świeżego groszku
  • (ewentualnie pokrojona w drobną kosteczkę czerwona słodka papryka)
  • sól
Wykonanie:
  1. Kukurydzę i groszek zblanszować i po kilku chwilach odcedzić, a następnie przelać zimną wodą. To zapewni potrawie zachowanie koloru.
  2. W woku rozgrzać olej i wrzucić warzywa. Osobiście jestem fanką raczej duszonej niż smażonej wersji - to znaczy obsmażam na niewielkiej ilości tłuszczu, a potem dodaję parę łyżek wody, żeby kukurydza i groszek "doszły" raczej w wodzie niż w tłuszczu.
  3. Smażymy bądź dusimy na niewielkim ogniu aż kukurydza będzie miękka. Pod koniec dodajemy sól.
Jest to ostatnio ulubione danie Tajfuniątka :)

20 komentarzy:

  1. Jakieś bardziej zaawansowane niż sól przyprawy do tego, połączenie składników ciekawym sosem - i wtedy nazwę to daniem. W podanej wersji to dla mnie raczej dodatek do dania, u nas kupuję to w puszkach. Jest kolorowe, to dziecku może się podobać.

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie pomyslala pani, ze tu chodzi o czysty niezafalszowany smak swiezych produktow(nie z puszki)? (Przepraszam za pisownie, nie mam polskich znakow.)
    Malgosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świeżych? Po ich zblanszowaniu i dodatkowym ugotowaniu/usmażeniu mamy dokładnie to samo, co w puszce. „Puszki” to tylko hasło. Mrożonki też dają radę.
      Skupmy się na „słynnym junnańskim daniu”. Byłam bardzo zdziwiona, kiedy okazało się, że „słynnym junnańskim daniem” jest... kukurydza z groszkiem, którą to kompozycję je się na całym świecie. Co w niej wybitnie junnańskiego? słynnego?
      Jestem miłośniczką kuchni i liczyłam po takiej szumnej zapowiedzi na coś naprawdę oryginalnego.


      Usuń
    2. Pierwsze zdanie to żart. Może nie widać, ale też się podśmiewam z Yunnańczyków, którzy tak bardzo chwalą się tym daniem. Jest to połączenie bardzo w Yunnanie popularne i obecne w bardzo wielu tutejszych restauracjach, a stosunkowo rzadko spotykane w innych częściach Chin. Bardzo często jest zamawiane i przyrządzane dla gości z innych miejsc Chin i spoza Chin. Yunnańczycy są z dwóch mórg ziemi bardzo dumni, przede wszystkim dlatego, że rosnące w Yunnanie warzywa są tak aromatyczne, że nie potrzebują żadnych przypraw. Bardzo ciekawa bariera umysłowa - jest Ci potrzebny sos i "zaawansowane" przyprawy, by warzywa zasługiwały na miano "dania". Widać Yunnańczycy są łatwiejsi w obsłudze.

      Usuń
    3. Owszem, żartu nie widać. U nas ta „bariera umysłowa” nazywa się wyszukanym podniebieniem, inwencją kulinarną. Kuchnia chińska niegdyś właśnie z tym się kojarzyła Europejczykom. Chińscy kucharze byli uznawani za najlepszych. Widać to już przedrewolucyjna przeszłość. Skoro więc zażartowałaś, to pewnie rzeczywiście nie bez powodu.

      Usuń
    4. Do Z Polski: Gotuje czesto swieze warzywa z targu. I owszem, wyczuwam rocnice miedzy warzywami z puszki lub mrozonki. Te ostatnie maja swoje zastosowanie ale jednak smakuja inaczej (takze po obrobce termicznej). Jesli pani smakowo obojetnie, to ta potrawa dla pani rzeczywiscie nic specjalnego, ale prosze wtedy pisac "u mnie" a nie "u nas", bo ja sie pod tym nie podpisuje (mieszkajac w Europie).
      Przy okazji: mieszkajac w Polsce uwielbialam swieze kartofelki z koperkiem i zsiadlym mlekiem (danie, nie dodatek). Zajomi nie z Polski, ktorym o tym opowiadam, tez pytaja:"Kartofle z koperkiem? A co do tego?". Dla nich to dodatek, a zapijania jedzenia produktami mlecznymi lub zupa wogole nie znaja. "Wyszukane podniebienie"?;)

      Usuń
  3. Anonimowy10/6/18 18:07

    Bo bo tez warzywa ugotowane na „smierc“ i zatopione ,w tak typowym dla kuchni na przyklad polskiej ale nie tylko, bialym sosie to iscie wyszukany przysmak. No nie naprawde? ���� tak to jest gdy sie jest otwartym tylko na wlasne przyzwyczajenia kulinarne Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się zna tylko „biały sos”, to rzeczywiście bida.

      Usuń
  4. Mam pytanie do "Z Polski.
    Proszę powiedzieć co wg.pani należałoby dodać do tego groszku z kukurydzy ,aby stanowiło to połączenie, odpowiednie dla dziecka lub dorosłego danie?
    Jestem bardzo ciekawa jaki pani ma pomysł.
    Pozdrawiam Noneczka

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam wczytać się w „dla mnie”. Innym nie śmiem dyktować, pomimo że moje zdziwienie pewnie taką chęć sugeruje.
    Tak więc jeśli miałoby to być samodzielne danie dla dziecka lub dorosłego, SUGEROWAŁABYM sos holenderski, serowy, czosnkowy na maśle, ale też naturalny, z duszenia ww. warzyw - tylko lekko zagęszczony skrobią. Do tego koniecznie białko (pomimo tego w groszku) - jajo w koszulce albo pieczona/parowana ryba czy kurczak (lub inna cielęcina czy królik).
    Itd.

    OdpowiedzUsuń
  6. Smakowite polaczenia (bez ironii).
    Prosba o "u mnie" i nie "u nas" dotyczyla pani komentarza:"U nas ta „bariera umysłowa” nazywa się wyszukanym podniebieniem, inwencją kulinarną. Kuchnia chińska niegdyś właśnie z tym się kojarzyła Europejczykom."

    OdpowiedzUsuń
  7. Sos holenderski jeden ze składników wino lub ocet,dla dziecka i jedno i drugie szkodliwe.Serowy-na szczęście dla Chińczyków nie używają nabiału,bo wiedzą,że to też jest szkodliwe.Chociaż już niestety i w ich sklepach się zaczyna pojawiać na ich zgubę.Naszej blogerki matki dziecka z 1/2 genów chińskich chyba nie należy pouczać jak ma karmić swoje dziecko.W Chinach jest taka różnorodność pysznego jedzenia o ,którym nam europejczykom nawet się nie śni.Czy to co zjadła Joasia jest daniem czy przekąską,wszystko jedno najważniejsze,że bardzo,zdrowe.
    Pozdrawiam Noneczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że zdrowe - tylko czy kompletne? I nie pouczam, tylko wyrażam zdziwienie i własną opinię. Nie piszę w trybie rozkazującym. Co do wina/octu - nie wiem, czy Pani wie, że alkohol (z wina w sosie) paruje i wrze w temperaturze o wiele niższej, niż temperatura wrzenia wody, tak więc finalnie w potrawie go nie ma. A ta odrobina kwasu winowego lub octowego wcale nie jest szkodliwa, a wręcz potrzebba, zwłaszcza w tak niskim stężeniu i okazjonalnie. W żoładku mamy (my - ludzie( dosyć mocno stężony kwas solny i jakoś nikt z tego powodu nie drży o dzieci.

      Usuń
  8. Anonimowy11/6/18 03:07

    Niektorzy nie wiedza jak pyszne potrafia byc umiejetne ugotowane warzywa jesli sa swieze i nieprzetworzone. Wie kazdy kto choc raz takie jadl na przyklad gotowane na parze. Ludzie znajacy tylko potrawy taplajace sie w sosach badz tez gorszej jakosci nawet nie wiedza jakie pyszne moze byc jedzenie nieprzetworzone i naturalne.
    Poza tym przyzwyczajenie do posiku podanego w tradycyjny europejski sposob nie jest wcale rozwiazaniem jedynie slusznym a jedynie przyzwyczajeniem wynikajacym z europejskiej czy tez "zachodniej" tradycji. Dla tak malego dziecka jakim jest Tajfuniatko zaleca sie nawet takie podawanie jak jej mama opisala. Przykladowo: jeden posilek to warzywa inny bialka czy owoce lub weglowodany. Od dawna nie zaleca sie, patrzac od strony trawienia, laczenia bialka z weglowodanem w jednym posilku. Odciaza to system pokarmowy, jedzenie jest lepiej trawiome a dzieci odkrywaja smak w najczystszej postaci.
    Ja tam nie uwazam by Tajfuniatko bylo w jakikolwiek sposob zle odzywiane. Wystarczy na nia popatrzec:-)
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wie. Parowara używa prawie codziennie.

      Usuń
    2. Kwestie łączenia czy niełączenia B, T i W uważam za wiecznie nierozstrzygnięte. Szkodliwy jest jedynie ich brak lub nadmiar w diecie.
      Dziewczynka wygląda zdrowo, nie jest otyła, wszystko z nią OK - czy ja gdziekolwiek sugerowałam ZŁE odżywianie? Przede wszystkim podoba mi się, że chetnie je warzywa. U polskich dzieci to rzadkość. Jedynie wydaje mi się, że już jest na tyle duża, że czas na więcej surówek, bo wszystkie warzywa je gotowane. Nie wiem, co jej chińskie geny by powiedziały na surówki.

      Usuń
    3. Je surowe warzywa, ale niestety nie lubi surówek. Przepada za podanymi osobno, na przykład w słupkach. Jada surową marchewkę, ogórka, niektóre gatunki pomidorów, młode kalafiory i brokuły, słodką paprykę i tak dalej. Je też kiszone warzywa. Niestety, na razie nie lubi tychże warzyw połączonych w sałatkach, woli je jadać osobno. Co do kompletności - jedno danie to nie posiłek! Przecież na stole zawsze ląduje przynajmniej pięć dań - osobno mięso, osobno dwa czy trzy dania warzywne, osobno jakieś makarony czy ryże. Jednak Tajfuniątko samo wybiera, co będzie jadło. Czasem rzuca się na suchy ryż, czasem ryżu nie tknie, a rzuci się na mięso, ale jeśli pojawi się kukurydza z groszkiem, to i tak wygra ze wszystkim innym...

      Usuń
  9. Anonimowy11/6/18 03:51

    A tak swoja droga, jesli juz rozmawiamy o nawykach kulinarnych, w przewazajacej czesci swiata posilki od zawsze wygladaly i wygladaja nawet dzis inaczej niz te standartowe preferowane w Polsce czy Europie. Czesto posilek sklada sie z przystawek z ktorych kazdy wybiera co lubi i nie ma musu jedzenia wszystkiego. Na sniadania serwuje sie cieple dania: zupy, i to nie mleczne, czy duszone badz gotowane warzywa. Bez dodatku tak ukochanego przrz niektorych bialego pieczywa nie ma tez tradycji pojadania "ciasta do porannej kawki" czy tez rogalikow z dzemem. Na przyklad w Tajlandii widac ludzi ciagle jedzacychna ulicy ale czesto jest to rodzaj przekaski cieplej czy zimnej kupowanej w kuchni ulicznej. Je sie czesto niewielkie porcje czegos konkretnego a nie zestaw obiadowy tak codzienny w Europie. Nawet czytajac dawne ksiazki kucharskie dochodzi sie do ciekawych wnioskow. Z jednej strony skromne sniadanie ziemianina nakarmilo by dzis cala rodzine jako zestaw calodniowy z drugiej strony gdy sie dokladnie wczytac to wychodzi na jaw, ze nie wszyscy jedli wszystko. Na przyklad mieso podawano glowie domu i gosciom a kobiety i dzieci zywily sie duzo skromniej. Rozbudowane meni bylo raczej na pokaz niz na codzien praktykowane. I to w kuchni zamoznej. o kuchni chlopskiej nie wspomne bo tam panowala czesto "monokultura"jedzeniowa" w formie kartofli przygotowanych na bardzo ograniczona ilosc sposobow, potaw macznych z omasta tylko dla mezczyzn czy tez tego co trzeba bylo przejesc bo byl urodzaj akurat na to czy tamto. Jesli sie mialo szczescie i nie klepalo skrajnej biedy. Mieso sie jadlo co najwyzej jako drob i to raz w tygodniu albo i raz na ruski rok.Ryby tez nie byly tanie. Gdyby tak szerzej spojrzec na kulture jedzenia to typowy dzis "europejski system" jest stosunkowo nowy nie tylko na swiecie ale i w samej europie.
    Kiara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedzono jaja, pito mleko (także zsiadłe) i jedzono sery/twarogi. Bardzo tego dużo. Pito piwo (i z takiego „drugiej świeżości gotowano piwną polewkę), które było niepasteryzowane i, co ważne, niefiltrowane, więc zawierało dużą ilość piwnych drożdży, czyli kolejne bogate źródło białka. Nie było więc źle.

      Usuń
  10. Mieszkam na Hainanie, a mąż jest z Syczuanu, znam te dwie kuchnie i groszku z kukurydza nie łącza nigdzie :D cieżko kupić groszek nawet w supermarkecie, dlatego nie dziwi mnie, ze jest to danie specjalne dla kuchni Yunnanskiej 😊 i jak najbardziej warzywka dla moich dziewczyn przyzadze :) (jak znajdę groszek😓) ❤️

    OdpowiedzUsuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.