blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2009-02-17

kolacja sylwestrowa :) 春節大餐

Zanim usiedlismy do kolacji, wszyscy umyli sobie stopy. Nie twarz. Nie rece. Nie jakies inne malo wazne czesci. Wlasnie stopy - higiena stop jest tam wazniejsza od calej reszty, a bez oporzadzenia nog nie mozna WEJSC odpowiednio w nowy rok...
Potem zarcie. Zadne tam czekanie do pierwszej gwiazdki. Tym bardziej nie czekalismy do polnocy. Zaczelismy zajadac juz o trzeciej z hakiem, coby zdazyc przed wystepem Jaya Chou (czyli podstawowej pokraki chinskiego sholbiznesu ;))... Ale o tym za chwile. Najpierw o tym, co na stole: W kolejnosci od lewej rzedami z gory na dol: korzenie trawy rybnej (魚腥草; mozna po chinsku badz angielsku poczytac o niej na wiki), kurczak, zupa rybna z domowej produkcji tofu, w drugim rzedzie wolowina z kalafiorem i chilli, sos chilli do maczania, smazone ziemniaki z zielona cebulka (oto, co wnioslam w jadlospis sylwestrowy Yi ;)), wieprzowina po raz wtory oraz w rzedzie ostatnim resztki miesne w panierce (panierka z maki kukurydzianej i jajka; wrzucone na gleboki olej; cudowny sposob zaopiekowania resztek, bo pozniej nieraz jedlismy owe resztki podgrzane w ryzu albo w zupie...) oraz korzen lotosu 蓮藕 :)


Pilismy, jak widac, kole i wodke. Wyborowa! Dopiero po obiedzie byla herbatka :)
Garsc informacji: na stole sylwestrowym MUSI sie znalezc ryba, bo ryba to 魚 yu, a jedne z zyczen noworocznych to oby rokrocznie zarcia bylo az nadto - nian nian you yu 年年有餘 (wprawdzie sa to inne krzaki, ale wymowa obu to yu...). Musi sie tez znalezc kurczak 雞 ji, bo inne zyczenia szczescia to ji xiang ru yi 吉祥如意. I znow inny krzak, ta sama wymowa... Chinczycy lubia sie bawic slowem - i pewnie za to ich lubie :D
Dlaczego zrobilam ziemniaki w talarkach? Dlaczego nie jakies wykwintne danie, ukazujace zarowno moj kunszt kulinarny, jak i wspanialosc polskiej kuchni?
Miesa nie chcialam "zmarnowac". To znaczy; skoro zostalo ubite specjalnie na te okazje, szkoda by byla wielka, gdyby nikomu nie smakowalo i trzeba by bylo wyrzucic. A przeciez ich smaki sa rozne niz polskie, o moich prywatnych smakach nie wspominajac. ;) Stwierdzilam wiec, ze zrobie cos, czego nie zal bedzie wyrzucic, co nie jest specjalnie czasochlonne i do czego skladniki sa na miejscu. Szczerze? Zastanawialam sie nad jajecznica z cebulka :D Ale bez przegiec, ilez jajek musialoby pojsc na jajecznice dla 7 osob? Czyste marnotrawstwo... Potem pomyslalam o marchewce na gesto. Ale - nie tylko oni nie maja marchewki. Nie tylko sasiedzi nie maja marchewki. Najgorsze, ze nawet na najwiekszym targu w okolicy tez nie mieli marchewki! Oni tego po prostu nie jadaja... Pomysl upadl. Jak i kilkanascie nastepnych, z przyczyn podobnych. Na dodatek tesciowa nie lubi pomidorow... No i skonczylo sie na talarkach... Tescie sprobowali, pochwalili, po czym ich paleczki nie zawedrowaly juz do miseczki. Ale mlodsze i najmlodsze pokolenie spalaszowalo wszystko :D Honor polski uratowany! :D
Ciekawa potrawa jest ow korzen lotosu. W Kunmingu uliczne stragany oferuja wersje mocno pikantna, opiekana na grillu. Tutaj jadlam gotowane i wreszcie wiem, dlaczego kolor rozowoszary nazywa sie po chinsku 藕色 - bez dodatku chilli korzen ow naprawde ma wlasnie taki kolor... Smakuje troche jak ziemniaki, ale smak ma cokolwiek ostrzejszy - no, niech bedzie ziemniak z selerem i pietruszka ;) Pychotka!
Kiedy nikt sie juz nie mogl ruszac, siedlismy zgodnie przy palenisku i rozmawiajac o zyciu, pijac herbate tudziez skubiac pestki dyni czekalismy na najwazniejszy moment sylwestra kazdego Chinczyka.
Punkt o osmej rozpoczal sie telewizyjny show sylwestrowy; same gwiazdy z Jayem Chou na czele (on NAPRAWDE nie tylko niewyraznie melorecytuje - spiewem tego nie nazwe - ale rowniez ma krzywe nogi, jak slusznie zauwazyla pewna stypendystka Uniwersytetu Pekinskiego ;)). Byly piosenki, tance, skecze, wydekoltowane sukienki i dobrze dobrane garnitury; razzle dazzle w najlepszym wydaniu.
Coz.
W Polsce unikam ogladania telewizji w waznych momentach.
Tutaj nie mialam dokad uciec...
Jak mowili w moim ukochanym Pol zartem, pol serio - nikt nie jest doskonaly...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.