Świątynia buddyjska Caoxi w Anningu była dla mnie bardzo przyjemną niespodzianką. Położona w odległości niedługiego spaceru (1,5 km) od gorących źródeł, jest świetnym miejscem kontemplacji, odpoczynku i... dogodzenia kubkom smakowym - nie przypadkiem znaleźliśmy się tu w okolicach lunchu.
Wróćmy jednak do samej świątyni. Jej całkowita powierzchnia to ponad 2000 metrów kwadratowych - bramy, sale, pagody, pawilony, zadaszone korytarze no i wypasiona siedziba opata - to wszystko zabiera sporo miejsca. Świątynia ta od 1983 roku znajduje się na liście najważniejszych zabytków prowincji, więc jest całkiem nieźle zaopiekowana. Miło było w tym zakątku niespiesznie zagłębić się w historię miejsca. A jest ona ciekawa!
Po pierwsze: nikt nie wie, kiedy właściwie powstała. Podejrzewa się, że ufundowali ją mnisi wielbiący
Caoxi Huinenga (stąd nazwa świątyni), jednego z najsłynniejszych mistrzów chan, Szóstego Patriarchę. Dokładny moment jej powstania nie jest znany, jednak podejrzewa się, że było to za czasów królestwa Dali, czyli w czasie, gdy w Chinach panowali Songowie (pamiętajmy, że Yunnan został włączony w chińskie granice dopiero za czasów Mongołów). Wiemy za to, kiedy mniej więcej została zniszczona i odbudowana, bowiem dobrze już nam znany
Yang Sheng'an sporządził z tej okazji inskrypcję na steli w listopadzie 1533 roku. Parędziesiąt lat później świątynię nawiedził znakomity podróżnik
Xu Xiake i zapisał treści uwiecznione na stelach. Potem, już za Qingów urzędnik rządzący Yunnanem zbierał datki na odbudowę świątyni, którą ukończono w 1694 roku; w 1881 znów trzeba ją było odbudować. A potem... świat o niej zapomniał, mając ważniejsze rzeczy na głowie. Za Republiki była już ponoć bardzo zaniedbana i zniszczona; po wybuchu wojny z Japonią sam
Liang Sicheng prowadził badania terenowe starożytnych budowli w Yunnanie i Syczuanie - wówczas sporządzili jej plan i rysunki konstrukcyjne głównej hali świątynnej; ponoć na ich podstawie prowadzono prace renowacyjne.




 |
| Inskrypcja autorstwa cesarza Chongzhena (zgodnie z legendą). |
Wracając do kubków smakowych: wegetariańska stołówka prowadzona przez mnichów jest słynna na cały Anning; na lunch przyjeżdżają tu goście nawet z samego Kunmingu! Nie przypadkowi jak my, tylko z pełną premedytacją łączący spacer po annińskich pagórkach z dogodzeniem żołądkowi.
 |
| Ciekawostka: po posiłku należy po sobie pozmywać. Nie, posiłek nie jest darmowy ;) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.