2026-04-19

Święto Podwójnej Trójki w Lufengu

Wiele razy wspominałam już o wiosennych rytuałach oczyszczających, związanych z trzecim dniem trzeciego miesiąca księżycowego. Do tej pory skupiałam się głównie na obchodach święta Podwójnej Trójki w Kunmingu, jednak warto wiedzieć po pierwsze, że obchodzone było w wielu miejscach, a po drugie - obchodzili je w rozmaity sposób nie tylko Chińczycy Han, ale również inne grupy etniczne. Wpadł mi niedawno w oko artykuł autorstwa profesora Liu Jianbo dotyczący obchodów tegoż święta przez Yi mieszkających w okolicach Lufengu - czyli w "województwie" Chuxiong. Ich najciekawsze zwyczaje dotyczyły głównie rytuałów związanych z ochroną przed zarazą - czyli doskonale wstrzeliwały się w pierwotne znaczenie tego święta, związanego z rytuałami oczyszczającymi.
Przeczytawszy artykuł, zaczęłam grzebać w temacie, przy okazji odkurzając dawno zdobytą wiedzę o Yi i Yunnanie. Po drodze sformułowałam dziesiątki pytań, które na razie pozostają bez odpowiedzi. 
Wiele grup etnicznych Yunnanu obchodzi to święto - nie tylko Hanowie, ale również Zhuangowie, Miao i Buyi. Tamtejsi Yi natomiast obchodzą je nietypowo: choć zachowują nazwę Podwójna Trójka 三月三, jednak uroczystości odbywają się trzynastego dnia trzeciego miesiąca - ma to związek z legendą, o której za chwilę. Tego dnia mieszkańcy wioski Gaofeng niedaleko Lufengu organizują uroczystości: ofiary, tańce, śpiewy i oczywiście targowisko.
 
Za to bimo (szamani) udają się do starej świątyni w górach, by złożyć w ofierze koguty i owce, modląc się o błogosławieństwo i pomyślność. Część badaczy sądziła, że święto wywodzi się z kultu azalii Delavaya, której kwiaty są związane z płodnością, modlitwami o potomstwo itd. Profesor Liu w trakcie badań odkrył jednak, że istnieją dwie odrębne tradycje ustne dotyczące pochodzenia święta; oprócz kultu górskiego bóstwa ukrytego w naszej azalii, mamy również kult bóstwa medycyny - Króla Lekarstw (药王) - związany bezpośrednio z przekazywaną ustnie historią zarazy i z rytuałami przeciwzarazowymi/oczyszczającymi, dodatkowo nałożony na lokalną wiarę w bóstwo zarazy (瘟神) i bóstwo opiekuńcze ziemi (土主). Wszystkie te kulty początkowo były odrębne, potem zaczęły się jednak poniekąd przenikać. Żeby sprawę dodatkowo skomplikować, nakładają się tu wierzenia chińskie na wierzenia yijskie. Sama koncepcja bóstwa zarazy, z dawien dawna znana etnicznym Chińczykom, zaadaptowana została przez Yi tak, że wrosła w ich własną symbolikę - u nich bóstwo zarazy raz jest białym tygrysem, kiedy indziej wielkim, włochatym bykiem (oba zwierzęta są ważne w yijskich legendach), a kiedy indziej demonem "powstałym po śmierci kobiety, która przez całe życie nie mogła wyjść za mąż z powodu swojej brzydoty", co bardziej szczegółowo opisuje legenda o Dziobatej Ciotce 癞娘娘. 
Ponoć za czasów tangowskich pewien generał walczył z Dziobatą Ciotką; miał do dyspozycji wielkie wojsko, więc w końcu udało mu się zapędzić Dziobatą Ciotkę do jaskini na górze Podwójnej Trójki (!), której wejście następnie zablokował głazami. Biedaczka, zanim zmarła, zapytała tylko, kiedy będzie mogła ujrzeć znów światło dzienne, jednak generał Ma Sanbao odrzekł, że ona wprawdzie już nie wyjdzie, ale za to co rok będzie odwiedzana przez okoliczną ludność, która będzie jej oddawać cześć. Odtąd każdy prowadzący nierówną walkę z trądzikiem czy świerzbem przychodził trzynastego dnia trzeciego miesiąca palić trociczkę i bić pokłony, prosząc Dziobatą Ciotkę o ochronę, zdrowie i pomoc z problemami skórnymi. I teraz tak: wiadomo, że wojny to jedna z głównych przyczyn rozmaitych epidemii i chorób - obecność generała wytłumaczona. Z drugiej łatwo wyguglać Górę Podwójnej Trójki niedaleko Lufengu. Z trzeciej strony ci tangowscy generałowie nie przybywali, żeby pomagać wybijanym zarazą tubylcom, tylko żeby ich trzymać w karbach, a niejednokrotnie i wyrzynać, jeśli ośmielali się butować przeciw władzy chińskiego cesarza. Z czwartej strony generał Ma Sanbao to wprawdzie postać historyczna, faktycznie związana z Tangami, jednak... kompletnie nieobecna w historii Yunnanu! Ciekawe, kiedy inkorporowano go w legendę yijską i kiedy stał się z ich punktu widzenia bohaterem, choć gdyby w ogóle zawitał kiedyś do Yunnanu, byłby najeźdźcą... Tak czy owak, po śmierci Dziobata Ciotka stała się bogiem zarazy, którego zwykły śmiertelnik nie może pokonać, może tylko zaufać rytuałom i błagać mściwe bóstwo o powstrzymanie epidemii czy chorób. Swoją drogą, idea odseparowania ogniska zarazy, żeby ta się nie rozprzestrzeniała, jest ważnym świadectwem wysokiej świadomości medycznej ówczesnych Yi. Ciekawostka: wzięli bóstwo od Chińczyków, jednak zmienili mu płeć. Tradycyjnie wszystkich pięć chińskich bóstw zarazy to mężczyźni - co swoją drogą wydaje mi się zdecydowanie logiczniejsze, skoro to wojska przenosiły choróbska. Stąd właśnie zwyczaj składania ofiar bogu zarazy podczas Podwójnej Trójki. 
Istnieje również niezależna legenda o Królu Lekarstw. Pewnej wiosny wybuchła ponoć nagle wielka epidemia, w trakcie której zmarło wiele ludzi i zwierząt. Na Szczyt Purpurowych Chmur przybył wówczas starzec imieniem Mo Gensheng i zaczął leczyć ludzi i zwierzęta. Jednak epidemia nadal zbierała sute żniwo. Yi wynieśli się więc z tamtych stron (znów: wysoka świadomość medyczna - oddalenie się od miejsca związanego z chorobą), jednak w kolejnym roku, trzynastego dnia trzeciego miesiąca, gdy epidemia już wygasła, Yi zaczęli stopniowo wracać. By uczcić pamięć staruszka, który ratował ludzi, Yi wybudowali świątynię i postawili w niej posąg ku jego czci. Wtedy właśnie narodziła się tradycja dorocznych spotkań owego dnia. Szalenie ciekawi mnie, czy Yi faktycznie zaadaptowali na własne potrzeby któreś z chińskich bóstw buddyjskich (np. Bhajszadźja lub Bhajszadźjarāja) czy taoistycznych (jak Sun Simiao) bądź postać historyczną z historii chińskiej medycyny, czy też są to idee zupełnie niepowiązane, dopiero przez chińskich badaczy opatrzone znakami, które sugerują pokrewieństwo z chińską tradycją. 
Jakby tego było mało, to niejedyna opowieść o Królu Lekarstw. Druga głosi, że w regionie Gaofeng (w przeciwieństwie do Szczytu Purpurowych Chmur łatwo go namierzyć na mapie) wybuchła epidemia, która zdziesiątkowała miejscową ludność. W dodatku nikt nie znał na nią lekarstwa - chorzy mogli już tylko czekać na śmierć. Lokalny zielarz chcąc ratować ludzi przemierzał góry w poszukiwaniu ziół - choćby i musiał spróbować stu, miał nadzieję na znalezienie tego jednego, które pomogłoby jego rodakom. Wspiąwszy się na szczyt góry Podwójnej Trójki wypróbował wiele roślin i w końcu znikła opuchlizna pokrywająca jego rękę. Wrócił więc do domu i nakazał rodakom pójść w góry, nabrać czystej, źródlanej wody zaparzyć w niej herbatkę na bazie tych kilkunastu ziół, które go ozdrowiły. Ponoć po wypiciu wszyscy chorzy ozdrowieli, więc ród Yi został ocalony. By upamiętnić zasługi zielarza, Yi nazwali go Królem Lekarstw. Odtąd wszyscy co roku przychodzą na tę górę, by świętować, a sama góra pełni rolę "świętej". 
Mamy jeszcze trzecią opowieść, o Królu Lekarstw imieniem Naczi Żyma. Był on uczniem swego wuja, a gdy miał zaledwie 15 lat, wuj poddał go próbie: kazał mu się zdiagnozować. Uczeń poprawnie stwierdził, że wuj tak naprawdę udaje chorobę i tak oto zdobył swe lekarskie ostrogi. Razu pewnego zdarzyło mu się leczyć Smoczego Króla i jedną z księżniczek. Upierał się prze dobieraniu leków do chorego, a nie tylko do symptomów. Ponieważ szczęśliwie uleczył oboje, Smoczy Król podarował mu królewską "smoczą szatę" koloru białego. Odtąd chodził on po Yunnanie i leczył lud Yi (źródła nie podają, czy chorych z innych grup etnicznych ignorował). Składając te trzy legendy o yijskich Królach Lekarstw do kupy, zyskujemy przekonanie, że choć historie różnią się w szczegółach, jednak są świadectwem pamięci kulturowej dotyczącej zarazy. Metody leczenia ewoluują; trudno też nie zauważyć podobieństwa zielarza do Boskiego Wieśniaka Shennonga. 
Ale bóstwo zarazy i Król Lekarstw nie wystarczają - Yi dołożyli do nich opiekuńcze bóstwo ziemi 土主. Od zarania dziejów czczone przez Yi jako duch opiekuńczy danego spłachetka ziemi, początkowo "mieszkało" w wysokich sosnach, by wraz z rozwojem kultu dorobić się własnych świątyń i wizerunków - najbardziej znane są te opatrzone sześcioma rękami i trojgiem oczu, dosiadające tygrysa, jednak zdarzają się też bóstwa ziemi będące po prostu przodkami albo dorabiającymi do etatu bóstwami buddyjskimi, jak np. Mahakala - tu widać podobieństwo do lokalnych wierzeń Bajów, którzy z Mahakali również uczynili własne bóstwo bendżuistyczne. Kolejna wersja legendy o Podwójnej Trójce głosi, że aby zapewnić rozkwit wioski, przywódca klanu nakazał wyciąć drzewo azaliowe. Legenda niestety nie podaje, czym owo drzewo mu wadziło, ale najwyraźniej przywódca klanu miał wobec tego miejsca inne plany - może chciał wykarczować las pod pola uprawne? Ścinanie nie poszło łatwo: trwało trzy doby! W końcu jednak drzewo upadło, a z pnia jego wypłynęła strużka krwi. Głupi wieśniacy nie zorientowali się, że to bardzo zły omen, dlatego szalenie ich zdziwiło, gdy ludzie zaczęli chorować, zmniejszyła się dzietność i w ogóle same nieszczęścia. W końcu przywódca poszedł po rozum do głowy i po radę do bimo, a ten rzekł: Azalia koński frędzel jest waszym świętym drzewem, zamieszkanym przez ducha opiekuna. Ściąwszy święte drzewo zabiliście opiekuna waszej wioski, a to nie mogło wam wyjść na dobre. Przerażony przywódca zapytał bimo, czy jest na to jakaś rada. Ten zaś podpowiedział im, by każdego roku trzynastego dnia trzeciego miesiąca wszyscy spotykali się pod posadzonym w tym samym miejscu nowym drzewem by składać w ofierze kurczęta i owce i oddawać cześć świętemu drzewu. Tutaj widać, jak epidemie, choroby, zgony i wszystkie inne nieszczęścia w społeczności Yi wynikają przede wszystkim ze zniszczenia bóstwa opiekuńczego. Z kolei jeśli się przyjrzeć innym tuzhu, okaże się, że bohaterowie, którzy później byli czczeni jako tuzhu zawsze uwalniali lud od nieszczęść, śmierci czy bólu, a niektórzy nawet znali się na ziołach. 
Mamy więc trzy niby niezależne od siebie nawzajem przyczyny świętowania Podwójnej Trójki, jednak tak naprawdę wszystkie te legendy jakoś tam się przenikają i uzupełniają. Bóstwo Zarazy zsyła choroby; Król Lekarstw leczy ziołami i pomaga, a jeśli stanie się w tym naprawdę dobry, zostaje ubóstwiony jako tuzhu - bóstwo opiekuńcze danego miejsca i danej społeczności. Modlitwa do bóstwa opiekuńczego to szamański sposób na pozbycie się choroby, jednak oprócz tego należy zadziałać realną wiedzą medyczną, którą reprezentuje nasz Król Lekarstw. Co ciekawe, to zwalczanie epidemii i chorób zaowocowało nie tylko legendami związanymi z Podwójną Trójką, ale również specyficzną obecnością w trakcie Święta Pochodni - wówczas Yi zakładają maski bóstw i chodząc od domu do domu wykonują Taniec-Z-Maczetami, którego głównym celem jest... odpędzanie demonów i przynoszonych przez nie chorób. Dodając do tego występującą w wielu kulturach symbolikę ognia, który ma oczyszczać, otrzymujemy dodatkowe święto strzegące przed chorobami czy też zarazą. Ciekawostka: w kulturze Yi wierzono dawniej, że również głośny i trudny do ukojenia płacz dziecka spowodowany jest nawiedzeniem go przez ducha/demona choroby. Wprawdzie nikt nie walczy z nim maczetą czy wkładaniem do pieca na trzy zdrowaśki, ale za to podaje się dzieciom do zjedzenia "święty popiół" z ognisk płonących w czasie Święta Pochodni. 
To cudowne pomieszanie wiedzy medycznej (ziołolecznictwo) i szamanizmu z jego wypędzaniem demonów i przywracaniem równowagi we wszechświecie cudownie pokazuje, jak lekarze/bimo starali się zaopiekować i fizycznym, i psychicznym zdrowiem pacjentów. Jedną rzeczą jest wiedza, że kora wierzby to naturalna aspiryna, a drugą świadomość, że jeśli człowiek wierzy, że demon choroby został wypędzony, lekartwo lepiej działa. Nawet w ich dość licznych pismach i eposach zawsze pojawia się ta równowaga: wypędzanie demonów i zażywanie dobrych leków. 
Czy Król Lekarstw Yi jest prototypem bimo? Rytuał dla ducha, lek dla ciała? W trzech przytoczonych legendach leczenie ciała było postawione na pierwszym miejscu, jednak skoro poza Królem Lekarstw Yi poczuli konieczność włączenia w opowieści o Podwójnej Trójce Bóstwa Ziemi, jasnym jest, że równowaga między zdrowiem ciała i zdrowiem duszy jest priorytetem.
Może jeszcze kiedyś zdarzy mi się pojechać do jakiejś yijskiej wioski i przyjrzeć się rytuałom. Gdzieś wciąż żyje we mnie ta dawna studentka kulturoznawstwa pełna entuzjazmu i chęci odkrywania różnorodności świata...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.