blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2015-06-14

Chen Yanning 陈衍宁

Znów jedna z Cioć nauczyła mnie czegoś nowego o Chinach. Pokazała mi bowiem obrazy Chen Yanninga. Ten urodzony w 1945 roku Kantończyk jest obecnie bodaj najbardziej rozpoznawalnym w Europie i Stanach chińskim malarzem popełniającym obrazy olejne. Chyba nawet nie dlatego, że jest taki dobry, a dlatego, że mieszkając od połowy lat '80tych w Stanach, tworzy dla białasów "chińskie" obrazy. Na każdym z nich znajduje się chińska parasolka, wachlarz, qipao czy inny tradycyjny chiński element. Modelkami są również Chinki - takie, jakimi je sobie wyobrażamy. Egzotyczne piękności są urocze, delikatne, a przede wszystkim - chińskie. Takie chińskie do kwadratu.

Są tacy, którzy twierdzą, że jest on realistą. Ja bym jego obrazy nazwała ulepszoną wersją realizmu. Niby wszystko się zgadza, ale jest... za piękne.
W 1999 roku kopnął go zaszczyt: za modelkę posłużyła mu królowa angielska. Na podstawie jego obrazu stworzono nawet znaczek pocztowy. Nie była to jedyna biała, którą Chen namalował, ale - szczerze powiedziawszy - jeśli odjąć całą egzotykę, to jego obrazy stają się nagle bardzo przeciętne. Coś jak ładnie podszlifowana fotoszopem fotografia, tylko że olejna...
Tak czy owak, na ładne Azjatki zawsze miło popatrzeć, prawda? ;)

PS. To był dwutysięczny post na blogu. Szybko zleciało, co? :)

6 komentarzy:

  1. A potem napatrzywszy sie na taki realizm jedzie człowiek do Azji i szok przezywa... Bo ani prawdziwe dziewczyny wiotkie ani ładne ani w qipao nie biegają, z urokliwoscia i subtelnością też bywa roznie. Cóż uroki romantyzmu i globalizacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) No chyba, że cierpi się na żółtą gorączkę i każda fajna, byle Azjatka ;)

      Usuń
  2. Realizm, nawet podkolorowany jest wymagający. W ogóle namalować coś to nie takie hop siup, dlatego ukłony dla Pana. Tak czy siak, trochę komercją zjeżdża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie neguję warsztatu Chena, ale ja wolę obrazy pozostawiające pole wyobraźni.

      Usuń
  3. To są obrazy? Bo niektóre wyglądają na zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie dlatego to nie do końca moja bajka :)

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.