blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-10-21

rybne orły 鱼鹰

Słyszeliście kiedyś o takich ptakach? Nie, nie sprawdzajcie słowników. To Wam nic nie da. W poprawnym mandaryńskim jest to bowiem potoczna nazwa rybołowa (co zresztą wydaje się całkiem logiczne). Jednak ja nie o rybołowach dzisiaj chciałam, a o... kormoranach, które w Yunnanie, zwłaszcza w okolicach Jeziora Erhai, ale również przy Jeziorze Dian, są właśnie tak nazywane. O ileż ta nazwa wdzięczniejszą jest od "starej wodnej kaczki" 水老鸦 czy "czarnego ducha" 乌鬼 - bo tak w niektórych miejscach nazywają kormorany. O ile ładniejsza jest też od nazwy naukowej luci 鸬鹚! Rybny orzeł - to dopiero pożywka dla wyobraźni...
Musiałam, po prostu musiałam to zobaczyć. Nie tylko dla namiętnie wędkującej Mamy było to przeżycie niezwykłe; dla mnie sama idea kormorana współpracującego z człowiekiem jest wspaniała. Psy, konie, krowy, świnie - ok, ale kormorany?? Tylko Azjaci mogli wpaść na ten pomysł... A wpadli na to już ponad tysiąc lat temu! Niektórzy się zżymają, że to okrutne i niesprawiedliwe - bo kormoran się męczy, a ma przewiązaną szyję i nie może nawet zjeść tego, co upolował. Mnie się jednak bardzo podoba idea współpracy między człowiekiem i kormoranem, nawet jeśli współpraca ta jest wymuszona "obrożą": im więcej złowisz, tym więcej kawałków ryby dostaniesz. Przyglądałam się uważnie - każdy ptak jest za wysiłek suto nagradzany; tylko te, które mimo polecenia nie zanurzyły się w poszukiwaniu ryb, nie są karmione. Tak to już na tym świecie jest - nie pracujesz, to nie masz co jeść, a najwięcej zawsze zarabia szef. Ważna stąd lekcja, by uważać na tych, którzy próbują nas oswoić i by jednak próbować być własnym sterem, żeglarzem i okrętem...
Moment, kiedy dwa kormorany naraz chwytają tę samą rybę, jest wspaniały. Mogłabym obserwować ten spektakl od rana do wieczora.
Gdy wspomniałam o tym świekrowi, uśmiechnął się do własnych wspomnień.
Gdy byłem mały, nad całym Jeziorem Dian pełno było rybaków tresujących kormorany. Sprytne ptaszyska w lot chwytały, o co chodzi i już po kilku tygodniach tresury można je było zabierać na połowy. Na jednej łódce mieściło się 8-10 ptaków, które kolejno szukały ryb. Kiedy tylko udało mi się niepostrzeżenie wymknąć z domu, przychodziłem nad jezioro i z brzegu patrzyłem godzinami na te połowy. Z kolegami obstawialiśmy, które ptaki złowią najwięcej. Zapatrzeni, zapominaliśmy o jedzeniu i o tym, że trzeba wrócić na czas do domu. Ileż razy rodzice na mnie krzyczeli za to, że się włóczę, zamiast odrabiać lekcje! Ale - warto było...
Tak. Warto.

4 komentarze:

  1. A mnie się bardzo podoba określenie "czarny duch". Pasuje do kormorana. Pomysł tresowania ptaków, by łowiły ryby jest genialny. Nie wiedziałam, że gdzieś tak się robi. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten chiński gui 鬼 to raczej zły duch, diabeł, duch, który jest mroczny i niebezpieczny - a mnie te kormorany wydają się takie łagodne i chętne do współpracy, że w ogóle sobie ich nie umiem wyobrazić jako duchów... A pomysł faktycznie cudowny. Może nasi Mazurzy wzięliby się do roboty i zamiast narzekać na kormorany, zagoniliby je do pracy :)

      Usuń
  2. Anonimowy3/11/14 12:19

    He, he, oj tak, na pewno, toz to gatunek chroniony. Za takie proby to raczej grzywna :)
    Ale swoja droga ten ptaszor to jest szkodnik i brzydal, taka tam brudna wrona strasznie. Wole inne gatunki.
    I przyrodniczy dziwolag, nie ma naturalnej pokrywy wodoszczelnej na piorach, moczy sie jak kura i musi suszyc godzinami.
    Oni tam zakladaja im wciaz pierscienie na szyje czy cos innego?
    Sirh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie wiedziałam z bliska; mignęło mi coś, co wyglądało jak ni to sznurek, ni to drucik, ale nie miałam okazji dokładnie zbadać.

      Usuń

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.