blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników.

2021-12-09

Sanduo 三多

Sanduo to duch opiekuńczy ludu Naxi, a przy okazji ich najważniejsze bóstwo, bóg wojny i jednocześnie naxijski Giewont - antropomorfizacja Gór Nefrytowego Smoka. To jemu oddawali cześć tusi (władykowie) Lijiangu, to jemu stawiali kolejne świątynie i kapliczki; jemu też w Święto Sanduo (ósmego dnia miesiąca księżycowego) ofiarowywano całego kozła. Do dziś na terenach zamieszkanych przez Naxi święto to jest wolne od pracy - obchody trwają łącznie aż trzy dni!. Co ciekawe, święto stało się popularne również wśród sąsiadów Naxi, czyli u ludu Bai i Tybetańczyków, co jest o tyle nielogiczne, że przecież Sanduo był bogiem wojny i pomagał Naxi walczyć właśnie z tymi ludami, które teraz go czczą... Najhuczniej obchodzi się Święto Sanduo w Świątyni Północnego Szczytu 北岳庙. Co roku w ramach święta ma tam miejsce jarmark połączony z ceremoniami i tańcami.
Znanych jest wiele legend dotyczących bóstwa Sanduo; pozwolę sobie przytoczyć dwie najpopularniejsze. Pierwsza opowiada o pewnym wspaniałym myśliwym. Codziennie wyruszał ze swym ogarem w Góry Nefrytowego Smoka na - tak, zgadliście! - polowanie. Pewnego razu (a był to akurat ósmy dzień drugiego miesiąca), niespodziewanie ujrzał na zboczu góry wielki, pokryty śniegiem głaz. Głaz wyglądał jak wysoki i potężny generał, jednak był tak lekki, że dało się go podnieść jedną ręką. Zadziwiony myśliwy postanowił schodząc z gór zabrać go z sobą. Zszedłszy do stóp gór, myśliwy postawił głaz na ziemi i odpoczął przy fajeczce. Kiedy jednak chciał sobie znów zarzucić generała na plecy, nie dał rady go podnieść! Głaz jakby zapuścił korzenie, nie raczył ani drgnąć. Dziw nad dziwy! Zaczęli się schodzić doń ludzie; różni próbowali go podnieść, ale nawet najtężsi nie dawali rady. Z czasem zbudowali mu kapliczkę i przychodzili złożyć modły i dary. Odtąd w czasach walk i wojen zdarzało się ludziom widywać rycerza w białej zbroi, białym szyszaku i z białą włócznią, dosiadającego białego rumaka i przybywającego w potrzebie. Ponoć czasem nawet sprowadzał posiłki w postaci koni i żołnierzy. Kiedy zaś wybuchały pożary, przybywał z chmur, by ugasić płomienie. Gdy nastał czas zarazy, dosiadał wiatru, by rozproszyć morowe powietrze. Gdy wylała rzeka, sprowadzał nocą cały zastęp ludzi ubranych na biało, którzy osuszali zalane tereny i wydobywali porwane przez wodę dobra. Dlatego też właśnie ósmego dnia drugiego miesiąca lud Naxi dziękuje Sanduo za to, że im sprzyja i prosi o dalszą opiekę. 
Jest też inna opowieść - o tym, jak przybyło z Zachodu trzech braci. Nastarszy, Ałuła, zamieszkał w Książęcej Jaskini na zachodzi Gór Nefrytowego Smoka; średni Cykajcyhu zamieszkał na brzegu jeziora Lashihai; najmłodszy zaś, Sanduo, postanowił żyć przy Północnym Szczycie. Pewnego razu, ubrany na galowo - cały na biało - poszedł do tutejszego króla i powiedział, że jeśli ten będzie mu codziennie składał w ofierze trzy zwierzęta, zazna on wielkiego szczęścia i bogactwa. Król początkowo się zgodził, ale kiedy po jakimś czasie nadal nie był ani bogatszy, ani szczęśliwszy, a królowa utyskała, że zaraz nie będą mieć co jeść, bo codzienne ofiary pochłaniają ich majątek. I wtedy pojawił się Sanduo i rzekł takie słowa: chciałem ci oddać połowę świata za królestwo, dlaczego na mnie narzekacie? Wracam w moje góry, a to, co mi ofiarowaliście, zwrócę wam z nawiązką. I odszedł, a wszystkie ofiary złożone Sanduo wróciły do króla zwielokrotnione. Jednak odeszło szczęście - a król zaczął zapadać na zdrowiu. A Sanduo znalazł nowego króla, obiecał mu we śnie pomoc i jako biały piżmowiec rozpłynął się w marzeniu. Odtąd Mai Cong, bo tak się zwał ten nowy, podczas każdej bitwy miał przy sobie białego generała do pomocy; zresztą niewidzialna dłoń Sanduo pomagała mu i w czasach pokoju. Mai Cong często podczas polowań widział białego piżmowca na stokach Gór Nefrytowego Smoka, jednak nigdy mu się nie udało go złowić. Pewnego razu jego psy pobiegły do czegoś białego, co majaczyło w oddali. Okazało się, że to biała skała, wielka a lekka jak papier. Znieśli ją do stóp góry, a tam nagle stała się ona ciężka i nie dali rady jej już ruszyć. Uznali to miejsce za święte i zbudowali tam świątynię dla białego generała.
Sanduo z Pawilonu Pięciu Feniksów

Ciekawostka: po chińsku jego imię zapisuje się najczęściej 三多 lub 三朵. Nie ma żadnej różnicy - pamiętajmy, że jest to tylko fonetyczna transkrypcja nazwy z języka Naxi. 

Ciekawostka numer dwa: również poza dystryktami stricte naxijskimi organizowane są obchody Święta Sanduo. Kiedyś zdarzyło mi się w takim uczestniczyć w Kunmingu - zorganizowało je Muzeum Etnograficzne wraz z Wioską Etniczną. Poniżej linki do muzyki i tańców, które wówczas poznałam i udostępniłam na blogu: 

muzyka Naxi 1 

muzyka Naxi 2  

tańce Naxi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.