Wednesday, January 11, 2012

...ojniak z Gansu 甘肅...哥

Kolega z pracy zaprosil mnie na spacer i kolacje. Nie pierwszy raz zreszta, ale raczej niespodziewanie, bo pierwszy raz byl jakies trzy i pol miesiaca temu, zaraz po mojej przeprowadzce do Jinghongu. On tez nietutejszy - pochodzi z okolic miedzy Mongolia a Tybetem, czyli jest polnocnym dzikusem zywiacym sie glownie roznymi typami makaronow i pierogow. Pochodzi z malej wioski z okolic Lanzhou, takiej malej, ze nadal uzywaja kangow zamiast centralnego ogrzewania, a w tych kangach pala wysuszonym krowim lajnem... To pewnie styl zycia malej, zimnej wioseczki, nakazuje mu sie kapac nie czesciej, niz to absolutnie potrzebne, zeby widziec rysy swojej twarzy w lustrze. Poki jednak czlowiek trzyma sie wystarczajaco daleko ewentualnie ma katar, Krolewskie Trzesienie Ziemi jest milym kompanem. Od skonczenia studiow podrozuje po Chinach - kilka miesiecy w kazdym miejscu, nigdzie na stale; utrzymuje sie dajac korepetycje z matmy, fizyki, chemii, geografii i historii. Na moje oko moglby tez dawac korki z literatury, ale on nie narzeka na brak uczniow, wiec po co ma sobie zawracac glowe jeszcze jednym przedmiotem?
Trzesienie Ziemi lubi lazikowac po okolicy - co u Chinczykow nie jest normalne, bo przeciez po co chodzic po wsiach, skoro mozna pojsc na wyzerke albo karaoke, a najlepiej jedno i drugie? Dlatego nie zdziwilam sie, ze mnie zabral na spacer - przeciez wiadomo, ze biali kosmici tez lubia chodzic po gorach i inne takie.
Pierwsza godzine spedzil na wypytywaniu mnie o wszystko, lacznie z niesmiertelnym pytaniem czy mam juz chlopaka i czy podobaja mi sie Chinczycy, a potem zaczal opowiadac o sobie. Dopiero, gdy doszedl do etapu po skonczeniu studiow, zorientowalam sie, o co mu chodzi.
"Tak wiec skonczylem studia. Mama chciala mnie natychmiast ozenic, bo wiesz, u nas w malych miasteczkach i na wsiach to szybko idzie. Ja sie postawilem - co mam sobie mlynski kamien u szyi wiazac; mlody jestem ciekawy swiata, wiec zaczalem jezdzic po kraju. Tam, gdzie mi sie nie podoba, zostaje tylko, zeby pozwiedzac. Ale jesli mi sie gdzies podoba, probuje znalezc prace - i zazwyczaj mi sie udaje, bo korepetytorow wszedzie trzeba, a malo ktory nauczyciel w Chinach sie godzi na takie warunki pracy - pensja uzalezniona od ilosci uczniow, brak stabilizacji...
No i dotarlem do Jinghongu. Tobie tez sie tutaj podoba, prawda? Cieplo, mili ludzie, pogodna i przyjazna atmosfera. I tak sobie pomyslalem, ze jesli znajde odpowiednia dziewczyne, to tu zostane, razem z nia. Ale wiesz jakie sa Chinki - jak facet nie ma wlasnego mieszkania i samochodu, to w ogole nie zwracaja na Ciebie uwagi. Poza tym one sie niczym nie interesuja, wyobrazasz sobie? Potrafia przesiedziec caly weekend przed telewizorem albo na zakupach. Probowalem zebrac tu sobie ekipe do wycieczek krajoznawczych, ale sami faceci sie pozglaszali, ani jednej dziewczyny. A Ty lubisz lazic, prawda?[...]Ostatnio zadzwonilem do Mamy i powiedzialem jej, ze poznalem sliczna dziewczyne z Polski, madra, oczytana, lubi chinska kulture... I wiesz, co moja mama na to? Synku, na co czekasz, przeciez wiesz, ze mieszane dzieci sa sliczne i inteligentne![...]I tak sobie pomyslalem: moze zechcialabys pojechac ze mna do mojego domu rodzinnego? Tam jest tak pieknie! Moglibysmy pojechac na Swieto Wiosny i wrocic w drugim semestrze...".
Rozmawial ze mna drugi raz w zyciu. DRUGI! Widac dobrze maskowalam obrzydzenie spowodowane jego mocno nieswiezym zapachem, skoro pomyslal, ze istnieje jakakolwiek szansa, ze moglabym go polubic... Jak widac, problem niedoboru kobiet w Chinach staje sie coraz bardziej palacy...

PS. przystojniak to po chinsku 帥哥, czyli doslownie przystojny starszy brat. Jako, ze mojego kolege ciezko nazwac przystojnym, wiec z okreslenia zostala tylko druga czesc, co sprawilo, ze i w polskim tytule obcielam pierwsza czesc wyrazu przystojniak ;)

0 comments: