Melodia na dziś to świecka guzhengowa próba oddania buddyjskiej guqinowej atmosfery. Jeśli nie znaleźliście jeszcze pustki w sercu i nie pozostaliście nieskalani mimo otaczającego pyłu i kurzu, może wsłuchanie się w muzyczny zen Wam (nam) pomoże?
Co ciekawe, nie jest to żaden starożytny kawałek, a utwór konkursowy, napisany w 1985 roku przez wybitnego muzyka Zhao Dengshana 赵登山. Praca nad nim zajęła Zhao zaledwie tydzień! Zdobył wiele nagród w kraju i za granicą; został włączony do podręczników gry na guzheng. Szybko stał się wizytówką shandońskiego stylu guzhengowego.
Trudno się dziwić. Jest przepiękny.
A teraz trochę o tytule: dosłownie tłumaczony znaczy "śpiew żelaznych koni" i niestety w Internecie można znaleźć ten utwór tak właśnie opisany. Biorąc pod uwagę, jak wiele znaczeń ma "żelazny koń" po chińsku, mogę sobie wyobrazić pół tuzina kompletnie do siebie wzajemnie niepodobnych utworów, które nosiłyby taki tytuł. Czym więc może być żelazny koń?
鐵馬 [铁马] tiěmǎ - kawaleria; koń w zbroi, stalowa barykada, rower (na Tajwanie), motor (w Hongkongu), lokomotywa (w XIX-wiecznej Anglii), metalowe barierki i w końcu dzwoneczki poruszane wiatrem, często wiszące pod dachami chińskich świątyń.
Czekam na utwór na guzheng inspirowany szarżą husarii. Albo chociaż wyścigiem rowerowym...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę, nie anonimowo!
Ze względu na zbyt dużą ilość trolli, musiałam włączyć moderowanie komentarzy. Ukażą się więc dopiero, gdy je zaakceptuję. Proszę o cierpliwość.