blog azjofilski 亞洲迷的部落格

Moje zdjęcie
Kunming, Yunnan, China
Blog o Azji. Blog o Chinach. Blog o chińskiej kuchni. Blog o Yunnanie. Blog o Kunmingu. Blog o mnie. Można by tak długo... Przygodę z Azją zaczęłam w 2004 roku. Jakiś czas później wpadłam na to, żeby zacząć zaklinać czas blogiem. Jest tu o ludziach, miejscach, kuchni, muzyce, są ciekawostki językowe i moje przygody. Nie zawsze za to pojawiają się polskie znaki, za co serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników. 這裡我把我愛的, 我討厭的, 我感興趣的, 跟亞洲有關係的事情寫下來. 希望能幫你們消磨時間 ^.^

2014-07-16

ucho od grabi 耙耳朵

Choć jestem kunminką całym sercem (no dobra, nie całym, jest jeszcze Tajpej, Xishuangbanna, Jezioro Kocioł i, jak już mi bardzo melancholijnie, Kraków...), zakochałam się byłam w ulicy Pokątnej. Nie tej londyńskiej, skądże. W chengduńskiej Pokątnej - czyli w uliczkach Szerokowąskich, bo tak należałoby przetłumaczyć 宽窄巷子. O tej części Chengdu jeszcze opowiem, bo po pierwsze mi się bardzo podoba, po drugie bardzo mi się podoba, a po trzecie jest to jedna z niewielu rzeczy, których chengduńczykom naprawdę zazdroszczę. Dziś jednak opowiem o jednym tylko elemencie chengduńskiej kultury, który poznałam właśnie dzięki tej ulicy. Tam właśnie po raz pierwszy dowiedziałam się, że grabie mają uszy.
Zdziwieni, co? :) Mnie też zdziwiło, że chongqińsko-chengduńska nazwa roweru z przyczepą pasażerską to właśnie pa erduo - ucho od grabi. Po prostu musiałam sobie w takim grabiowym uchu zrobić słit focię na fejsa.
(oczywiście ZB na mnie nakrzyczał, że się mizdrzę do innego faceta...)
Początkowo myślałam, że to taka milsza forma taksówki. Dowiedziałam się jednak, że w sumie dość rzadko jeździło się nimi za pieniądze; najczęściej służyły do transportu... żon. Tak, moi drodzy. Żaden dobry mąż nie mógłby pozwolić małżonce na przemieszczanie się po mieście o własnych siłach. Syczuańscy mężczyźni to skrajni pantoflarze, słuchają swoich żon i potakują. No a w czasach, gdy jeszcze rower był podstawą transportu, obowiązkowa była przyczepka dla żony. Właśnie z tego powodu pantoflarza nazywa się w Syczuanie "uchem od grabi" - na pamiątkę facetów, którzy dla swoich żon byli co najwyżej rowerowymi taksówkarzami...
Jest też druga teoria na temat tego, skąd się wzięło "grabiowe ucho" w sensie pantoflarza. Syczuańscy analfabeci twierdzą, że pa erduo można tłumaczyć jako "miękkie ucho" - że niby chengdunki i chongqinki po ślubie znęcają się nad mężami, wykręcając im uszy za najdrobniejsze przewinienie. Owszem, to ma sens, ale tu właśnie wyłazi na wierzch analfabetyzm syczuańczyków. Choć w brzmieniu takie same, "grabie" i "miękki" to w chińskim dwa różne znaki. Pierwsze, wykorzystywane w pantoflarzu to 耙. Składa się ten znak z dwóch części, semantycznej i fonetycznej. Semantyczna to 耒 - radło (czyli chodzi o narzędzie rolnicze), fonetyczna to 巴 ba (ba i pa faktycznie brzmią podobnie). Natomiast miękki, choć też wymawia się pa, piszemy tak:
I znów cząstka znaczeniowa plus fonetyczna. Znaczenie niesie nam ogień 火 dlatego, że pa to nie jest po prostu miękki. Pa to dokładnie "ugotowany do miękkości" albo nawet "rozgotowany", przy czym to ostatnie nie jest pejoratywne. Można na przykład ugotować ryż na bardzo miękko czy mięso tak, że da się je pokroić łyżką - to właśnie jest pa. Dlatego pa erduo zapisane jako miękkie ucho budziłoby skojarzenia przede wszystkim kulinarne. Czyli jednak musimy obalić teorię, iż ucho od grabi może być miękkim uchem.
A o samym znaku ugotowania do miękkości jeszcze opowiem, bo to ciekawe :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie anonimowo!
A jeśli nie na temat bądź niekulturalnie, skasuję.